Anna Gacek - Madonna w wieku 35 lat usłyszała: „Uspokój się, babciu!”. Anna Gacek: Dziś czas stoi po stronie gwiazd popu
00:00
11:16
Najgorętszy trend w muzyce pop? Dojrzałość!
Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 10/2026.
„Mam nadzieję, że umrę, zanim się zestarzeję”, śpiewali 60 lat temu The Who. W tym roku i Stonesi, i Paul McCartney, i Madonna mają płyty numer jeden.
Jesień 1993 roku. Na listach przebojów triumfują dwudziestokilkuletnie Janet Jackson i Mariah Carey. W głośnych reklamach Calvina Kleina nastoletnia Kate Moss rewolucjonizuje świat mody swoim subtelnym pięknem. A na okładce amerykańskiego „Vogue’a” zachwyca 22-letnia Winona Ryder. Jest „na fali”, obwieszcza miesięcznik. Bohaterką konkurencyjnej okładki „Harper’s Bazaar” jest 19-letnia modelka Amber Valetta. Z nazwiska znają ją nieliczni, na kioskowych półkach jest milczącą, anonimową, piękną twarzą swoich czasów.
To projektant Ralph Lauren i malarz Roy Lichtenstein są nagłówkowymi gwiazdami październikowego wydania „HB”, mężczyźni w szóstej i ósmej dekadzie życia, artyści z niezaprzeczalnym dorobkiem. W 1993 roku najstarszą gwiazdą z okładki „Vogue’a” była 35-letnia Sharon Stone. Potrzebowała sukcesu – i skandalu – „Nagiego instynktu”, podbitego złą sławą erotycznego thrillera „Sliver”, by zainteresować czytelników i bulwersować filmografią, a nie metryką.
Jej rówieśniczka Madonna nie miała tyle szczęścia. „Uspokój się, babciu!”, nawoływał jesienią 1993 roku popularny brytyjski magazyn muzyczny „Smash Hits”. Jego wysłannik w relacji z koncertu wokalistki na londyńskim stadionie Wembley nie szczędził pochwał i komplementów. Ale cały teatralny rozmach trasy The Girlie Show nie miał szans z prozą upływającego czasu. Madonna, jak zawsze roznegliżowana, prowokacyjna i wulgarna, tym razem nie była w swoich zachowaniach śmiała i ikoniczna, wyłącznie desperacka i niesmaczna.
Relacji z Wembley towarzyszyło 16 zdjęć. Na głównym Madonna miała wyraźnie pomarszczoną szyję, jak miałby każdy, wygięty w tanecznej pozie, w której została uchwycona. I tyle z całego tekstu zostało tysiącom nastoletnich czytelników popularnej gazety. „Babcia” z pomarszczoną szyją, która następnego dnia pojawiła się w czytanych przez miliony tabloidach.
Madonna miała 35 lat i zaczynała największą batalię swojej imponującej kariery – walkę z czasem. Stan wojny na rok 2026? Magazyn „Smash Hits” nie istnieje. A Madonna? Ma właśnie nową płytę na szczycie amerykańskiej i brytyjskiej listy przebojów. Och, i w 20 innych krajach. Kurtyna.
Zostawmy na chwilę wielki świat i przenieśmy się do kameralnego radiowego studia. Staram się być, parafrazując Davida Lyncha, cholernie dobrym radiowcem, a to znaczy, że myślę o swoich audycjach z obsesją stratega. To nigdy nie jest tak banalne jak układ: utwór szybki – wolny – szybki, nie na tym polega sekret dobrze ułożonej audycji, ale różnorodność i zaskakująca słuchacza dynamika z pewnością jest wskazana.
Wyobraźcie sobie moje zdumienie, kiedy odkryłam, że tydzień po tygodniu najważniejsze w mojej audycji płyty, świeżo wydane albumy Madonny i The Rolling Stones, będą z półek „twórcy przed siedemdziesiątką” i „muzycy po osiemdziesiątce”.
Ale jak to? Muszę być cool, patrzenie w przeszłość to w moim zawodzie pierwsza oznaka zdziadzienia i popkulturowego zgorzknienia, ja nie chcę! Musiałam porozmawiać sama z sobą: Anno, po prostu grasz, jak robisz to od ponad 20 lat, najfajniejsze płyty, jakie właśnie się ukazały, godne czasu i uwagi twoich słuchaczy. I tak się składa, że w 2026 roku znaczy to: grasz muzykę ludzi w wieku twoich rodziców. To bardzo ciekawy przewrót pokoleniowy.
W książce „Ekstaza”, próbując wyjaśnić, skąd w 1991 roku wzięła się ta porażająca siła uderzenia przesterowanych riffów Nirvany, wspomniałam o rozpaczy analityków rynku muzycznego: to wszystko idzie w złą stronę, bo na koncerty Bon Jovi chodzą zakochane w wokaliście córki i ich matki, tymczasem każde pokolenie powinno mieć swój bunt, swoich idoli, nierozumianych przez starszych, nieakceptowanych, odrzuconych.
Prezydent George W. Bush zniszczył kopię „In Utero” Nirvany, należącą do jego córki, tak zła była reputacja ukochanej kapeli dzieciaków i tak silna niechęć dorosłych. Dziś? Rodzice zabierają nastolatki na wymarzone koncerty, bo w trudnej amerykańskiej ekonomii młodych po prostu na to nie stać. To, z kim na te koncerty chodzą, to jedno, ale na kogo idą, to fascynujące!
Magnesem line-upów największych festiwali był w tym roku zespół The Cure, który zadebiutował jeszcze w latach 70. Mick Jagger w wywiadach promujących nowy album swojego zespołu nie rozmawiał o licznych romansach, tylko o tym, czy grupa ma w planach kolejne tournée. Najgorętsze secret gigs tego sezonu? Niespodziewane pojawienia się Madonny na scenach kameralnych tanecznych klubów. Zbliżający się do siedemdziesiątki Nick Cave zagrał właśnie największy biletowany koncert w historii Brighton. Na scenie dołączyła do niego młodsza o 10 lat Kylie Minogue, która w swojej karierze była „odwoływana” więcej razy niż pociągi na polskich dworcach w szczycie sezonu.
Upokorzona zrzucaniem z „młodzieżowej” playlisty wielkiej rozgłośni BBC Radio One, utratą kontraktów płytowych czy tysiącami nieżyczliwych komentarzy, dziś, przed sześćdziesiątką, ma najlepszy moment w karierze. Z globalnym hitem „Padam”, serialem Netfliksa i przełomowym sukcesem w Ameryce, nie jest „przeszłością”, jest inspiracją.
Szanowanie starszych wynosi się dziś nie tylko z domu, także z koncertowych scen. Dwudziestokilkuletnia Olivia Rodrigo, gdy tylko ma okazję, występuje u boku swoich idoli, ucząc przy okazji młodych fanów historii muzyki. Śpiewała już z Robertem Smithem z The Cure, Billym Joelem czy Davidem Byrne’em. Niedawno stanęła u boku muzyków The Smashing Pumpkins na scenie słynnej trasy Lollapalooza. Legendy muzyki alternatywnej czekały 30 lat, by w rodzinnym Chicago zagrać triumfalny koncert w roli gwiazd ikonicznego niegdyś tournée. Dla cierpliwych są nagrody, Pumpkins zagrali dla stutysięcznego, malowniczo rozsianego po metropolii tłumu, wysyłając w świat pocztówkę z czasów adorujących dojrzałość w muzyce.
Zastanawiam się, skąd ten przewrót. „Mam nadzieję, że umrę, zanim się zestarzeję”, śpiewali buńczucznie 60 lat temu w słynnym „My Generation” The Who. W tym roku Stonesi, Paul McCartney i Madonna mają płyty numer jeden. Wokalistka wygina się na okładce włoskiego „Vogue’a” i zamyka swoim koncertem ruch na Times Square.
The Rolling Stones w wywiadzie „Billboardu” są anonsowani zdaniem: „Czas jest po ich stronie”. Macca jest – po raz pierwszy w karierze – nominowany do Mercury Prize, najbardziej prestiżowej brytyjskiej nagrody muzycznej. Ich najnowsze albumy to bardzo różne wydawnictwa, elektroniczna Madonna wraca na taneczne parkiety, sentymentalny Paul do czasów swojej młodości, a Stonesi… pozostają Stonesami, bo w tym są najlepsi.
Ale wszystkie te produkcje łączy jedno, postawa ich twórców: jesteśmy w tym momencie życia, że chcemy już tylko być sobą. Na wszystko inne szkoda nam czasu. Madonna przestała gonić mody i trendy, wróciła do swoich początków, do tańca. Paul przyznał w bardzo osobistych piosenkach, że patrzy już za siebie, wspomina. Mick, Keith i Ronnie nie godzą się z tym, że kiedyś ich nie będzie, za bardzo chcą grać i uparcie będą to robić.
Wiele mówi się o tym, że w przefiltrowanych czasach zmontowanej, sztucznej codzienności milionów influencerów pragniemy autentyczności. Nasi bohaterowie już się naudawali, Paul, że nie boli go rozpad The Beatles, Madonna, że nie cierpi, traci pozycję najważniejszej kobiety w muzyce pop, Jagger, że próżność nie zabija go, gdy przestaje być liderem najgorętszej rock’n’rollowej kapeli. Teraz przyszedł czas na niezależność: od mód, mediów, kultu młodości. „Z nikim się nie układam” brzmi równie buntowniczo, jak słynny wers The Who.
Tu felieton miał się skończyć, ale w dniach stawiania kropki ukazał się jeszcze jeden album, świetny „Music, Fashion, Film”, 34-letniej Charli XCX. Spójrzmy na okładkę: na skromnej, czarno-białej fotografii mamy trzech gigantów tytułowych dziedzin sztuki: muzyka Johna Cale’a, projektanta Marca Jacobsa i reżysera Martina Scorsese. Średnia wieku panów? 77 lat. Ostatnie słowa na płycie należą do 83-letniego reżysera Davida Cronenberga. Sesję wokalistki dla magazynu „Rolling Stone” wykonał w swoim kalifornijskim domu 74-letni filmowiec Gus Van Sant.
Charli, księżniczka współczesnego popu, po fenomenalnym sukcesie swojego poprzedniego wydawnictwa „Brat” mogła wszystko. I w tym komforcie zdecydowała się otoczyć legendami w dojrzałym wieku, świadoma, że wielu jej fanów nie słyszało żadnego utworu The Velvet Underground, nie ma pojęcia, jakim kulturowym szokiem była w 1992 roku grunge’owa kolekcja Jacobsa dla Perry Ellis, ani że Scorsese znaczy dla filmu więcej niż objawienie światu w „Wilku z Wall Street” talentu i urody Margot Robbie. Jak wszystko, co robi, Charli nieprzepraszająco zrobiła to przede wszystkim dla siebie, dziękując swoim idolom: od was się tej bezkompromisowości uczyłam. Nas z kolei popkultura uczy dziś tego, co kiedyś przekazywali nam rodzice: słuchamy starszych, koniecznie!
Anna Gacek, dziennikarka, przez dwie dekady głos radiowej Trójki, do której właśnie wróciła ze swoją kultową audycją „Aksamit” (na antenie w poniedziałki od 19:00 do 21:00), autorka książki „Ekstaza. Lata 90. Początek”, podcasterka.