fbpx

Jessie Ware „Devotion”: po prostu tańcz

Jessie Ware „Devotion”: po prostu tańcz
materiały prasowe

Twórczość Jessie Ware to pełnokrwista muzyka klubowa w wykonaniu debiutantki z londyńskich klubów.

materiały prasowe

Jaka jest właściwie definicja soulu? To ważne pytanie, bo wraz z wydaniem „Devotion” Jessie Ware muzyczne media ogłosiły huczny powrót tego gatunku na listy przebojów. Recenzenci (i Wikipedia) piszą o niej jako o brakującym ogniwie między Adele a Sade, w porównaniach gdzieś tam przewija się też Donna Summer.

Jessie Ware chyba musi być zadowolona z tych zestawień. Bo jeśli latami występujesz na imprezach w londyńskich klubach, udzielając się w chórkach innych artystów lokalnych scen i marzysz o sławie, to chyba właśnie po to, by w przyszłości porównywano cię to tuzów muzyki tanecznej.

Debiutancki album „Devotion” to dzieło solowe, na którym Jessie śpiewa już wyłącznie główne partie. Śpiewa, by inni mogli tańczyć. To ten rodzaj muzyki klubowej, która sprawia, że nawet najwięksi wrogowie bujania się na parkiecie mogli z czystym sumieniem stwierdzić: „Hej, to wcale nie jest takie kiczowate”, i tym samym usprawiedliwić swoje powolne ruchy bujająco-ocierające się. Melodie są wyszukane, zmienne, dalekie od monotonii. Zmysłowe i raczej intymne. „Wildest Moments” i „Running”, dwa singlowe kawałki, wpadają w ucho błyskawicznie. Jessie bawi się nie tylko dźwiękami, ale i delikatnym, bardzo kobiecym głosem. Inne utwory, jakby trochę mniej przebojowe, dają poczucie solidnie wykonanej pracy w studiu. Jessica dużo muzyki w życiu poznała i to słychać. Nie boi się pożyczać, poddawać wpływom innych stylów i artystów. Nie eksperymentuje z elektroniką – doskonale wie, jak jej używać, jak osiągnąć pożądane efekty. Oj, taniec to ona ma we krwi.

Jessie Ware „Devotion”, Universal