Autopromocja
WOS - 6 - desktop
WOS - 6 - desktop
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seriale
  4. >
  5. Kopciuszek to inna bajka. Jaki morał płynie z czwartego sezonu „Bridgertonów”?

Kopciuszek to inna bajka. Jaki morał płynie z czwartego sezonu „Bridgertonów”?

Czwarty sezon „Bridgertonów\
Czwarty sezon „Bridgertonów" zaczyna się jak klasyczna bajka o Kopciuszku (Fot. materiały prasowe Netflix)
W czwartym sezonie „Bridgertonów" jest scena, w której najmłodszy męski potomek rodziny, Gregory Bridgerton (Will Tilston), po raz pierwszy daje się ogolić. Towarzyszą mu bracia – Colin (Luke Newton) i Benedict (Luke Thompson) – i wkrótce piana zaczyna latać pod sufitem i pokrywać dywany. Rytuał zmienia się w uroczą zabawę, okazję do zacieśnienia więzi. I faktycznie jest uroczo, dopóki w następnym ujęciu nie dostrzegamy służącej z rezygnacją szorującej brudne posadzki. Patrzymy na nią oczami Sophie (Yerin Ha), głównej bohaterki sezonu, której status pozwala nam spojrzeć na życie wyższych sfer od strony kuchni.

Historię miłosną Benedicta i Sophie już od pierwszych teaserów Netflix zapowiadał jako klasyczną bajkę o Kopciuszku. Tak właśnie się zaczyna. Spotykają się na balu maskowym. On jest synem organizatorki zabawy, kawalerem na wydaniu, ona służącą, która wymyka się z domu, by chociaż raz zakosztować lepszego życia. Siła przyciągania robi swoje i para spędza razem cały wieczór, ulegając tej fantazji. Zanim wybija północ i goście zdejmują maski, dziewczyna ucieka w popłochu, zostawiając za sobą tylko rękawiczkę. Benedict wyrusza w miasto w poszukiwaniu ukochanej, chociaż do jeszcze do niedawna zamiast monogamii wyznawał orgie w klubach dla gentlemanów. Jak można się domyślić, nie znajduje jej. Do głowy mu nie przyszło, żeby zapuścić się do pokojów służby. Kiedy Benedict i Sophie spotykają się później w realnym świecie: jako lord i służąca, czar pryska, kareta zamienia się w dynię i niespodziewanie robi się poważnie. Jeśli on jest na szczycie schodów, a ona na dole schodów, powinni spotkać się pośrodku. Ale czy to w ogóle możliwe, jeśli wszystkie stopnie, tak jak i cały dom, należą wyłącznie do niego?

Sophie i Benedict w czwartym sezonie „Bridgertonów\ Sophie i Benedict w czwartym sezonie „Bridgertonów" (Fot. materiały prasowe Netflix)

Czwarty sezon kultowego już kostiumowego serialu zaskoczył mnie głębią, której bym się po nim nie spodziewała. „Bridgertonowie" już wcześniej próbowali podejmować tematy społeczne, genderowe, klasowe i rasowe. Trzeba podkreślić, że producentka serialu, Shonda Rhimes, spełniła kilka marzeń o reprezentacji w mainstreamowych serialach. W drugim sezonie główne bohaterki pochodziły z Indii, w czwartym sezonie na pierwszym planie są Azjatki. W mediach społecznościowych widziałam wypowiedzi dorosłych kobiet wzruszonych, że doczekały momentu, kiedy kobieta o ich pochodzeniu gra w końcu pierwsze skrzypce.

To znaczące kroki, jednak możliwości, jakie za sobą pociągały, nie zostały w pełni wykorzystane. Wszystkie problemy społeczne, które nie służyły uczuciu dwójki bohaterów, były wpychane pod jeden z bogato tkanych dywanów. Daphne (Phoebe Dynevor) nigdy nie poniosła konsekwencji za gwałt na swoim mężu Simonie (Regé-Jean Page), także zbyt toksycznym, by (pomimo imponującego tytułu i posiadłości) stanowić idealny materiał na męża. Eloise (Claudia Jessie) bawiła się w kobietę wyzwoloną i w trakcie tej zabawy poznała Theo (Calam Lynch), pracownika drukarni o radykalnych poglądach. Ich zażyłość skończyła się chwilowym skandalem dla Eloise. Niczym z czym jej rodzina i tak nie zmagałaby się co sezon. Jakimi konsekwencjami skończyło się dla Theo? Tego nigdy się nie dowiadujemy. Szare realia jego życia nie pasują do błękitnych tapet w domu tytułowego rodzeństwa. Mimo że Kate (Simone Ashley) i Anthony (Jonathan Bailey) to moja ulubiona para tego uniwersum, na początku drugiego sezonu miałam myśl: co się stało ze Sieną (Sabrina Bartlett), operową śpiewaczką i kochanką Anthony’ego, gdy przestała być mu potrzebna?

Yerin Ha jako Sophie, służąca ze szlacheckim pochodzeniem w czwartym sezonie „Bridgertonów\ Yerin Ha jako Sophie, służąca ze szlacheckim pochodzeniem w czwartym sezonie „Bridgertonów" (Fot. materiały prasowe Netflix)

Z ust Benedicta też pada niesławne zdanie: „zostań moją kochanką”. Sophie otrzymuje dokładnie taką samą propozycję, jak kiedyś Siena od Anthony’ego. Pominę bezczelność tej oferty. Na początku XIX w., drugi w kolejności Bridgerton i tak nie mógł zaproponować jej nic lepszego. Skupię się na tym, dlaczego tym razem Internet zareagował takim oburzeniem. Różnica polega nie tylko na tym, że osoba o niższej randze społecznej jest częścią głównej miłosnej pary. Że Sophie jako nieślubna córka lorda ma możliwość lawirowania między światami, które zazwyczaj nie przyjmują wyjątków. Różnica tkwi także w decyzji twórców, by z kamerą zejść pod lśniącą posadzkę. Faktycznie poznać osoby szorujące podłogę, piekące ciastka, otwierające drzwi, parzące herbatę. W świecie Bridgertonów Sophie jest alienką, zdaną na łaskę gentlemana, po drugiej stronie lustra jest członkinią licznej społeczności, która ma prawo o sobie stanowić.

Po raz pierwszy „Bridgertonach” możemy przyglądać się codziennemu życiu służby (Fot. materiały prasowe Netflix) Po raz pierwszy „Bridgertonach” możemy przyglądać się codziennemu życiu służby (Fot. materiały prasowe Netflix)

Twórczyni czwartego sezonu „Bridgertonów”, Jess Brownell, nie kończy na zaznaczeniu zakulisowej obecności. Wokół służby rozwija cały wątek. Między majętnymi rodzinami w Mayfair wybucha wojna o pokojówki, a klasa pracująca po raz pierwszy ma coś do powiedzenia. To ona wybiera pracodawców, negocjuje stawki, korzysta z uroków deficytu na rynku. Szlachcice i szlachcianki boleśnie zdają sobie sprawę, że bez odpowiedniej służby są nadzy. Najbardziej wzrusza wątek Pani Varley (Lorraine Ashbourne), pokojówki bezgranicznie oddanej rodzinie Featheringtonów. Była z nimi w najgorszych chwilach, a zamiast zasłużonej podwyżki otrzymuje odpowiednik korporacyjnego pizza party. Myślę, że w dobie kryzysu mentalnie bliżej nam do stąpającej mocno po ziemi Pani Varley niż żyjącej w luksusowej iluzji konwenansów Lady Violet Bridgerton. Tematyka „eat the rich” pasuje do obecnych społecznych nastrojów bardziej od „Kopciuszka”.

Bridgertonowie nie biorą pod uwagę, że po zabawie pianą podczas golenia, ktoś musi szorować podłogę (Fot. materiały prasowe Netflix) Bridgertonowie nie biorą pod uwagę, że po zabawie pianą podczas golenia, ktoś musi szorować podłogę (Fot. materiały prasowe Netflix)

Na ziemię schodzimy w scenie, w której pani Crabtree (w jednej z moich ulubionych roli w tym sezonie Susan Brown), służąca w wiejskiej posiadłości Benedicta, a zarazem matczyna figura, rozmawia z nim o jego zażyłości z Sophie. Uświadamia go na temat dynamiki władzy: kiedy pan prosi o coś służącą, ona nie może odmówić. Z drugiej strony, przyłapana na jednym niewłaściwym geście czy spojrzeniu może już nigdy nie znaleźć pracy. Oczy Bridgertona robią się wielkie jak spodki. Jako osoba na szczycie drabiny społecznej nie jest świadomy hierarchii, która determinuje decyzje jego wybranki. Benedict tak bardzo nie myśli o tym, co dzieje się w kuchni jego domu, że nie rozpoznaje ukochanej w stroju służącej, nawet wtedy, gdy ich oczy spotykają się każdego dnia. Nawet jeśli kształt jej ust, uczesanie, których maska balowa nie zasłoniły, są aż nazbyt oczywistą podpowiedzią. Internet śmieje się, że powinien sobie kupić okulary, ja uważam, że powinien doznać klasowego olśnienia.

Benedict nie rozpoznaje ukochanej w stroju służącej, nawet wtedy, gdy ich oczy spotykają się każdego dnia (Fot. materiały prasowe Netflix) Benedict nie rozpoznaje ukochanej w stroju służącej, nawet wtedy, gdy ich oczy spotykają się każdego dnia (Fot. materiały prasowe Netflix)

My wiemy, że Sophie odgrywa w społeczeństwie podwójną rolę (co wpływa na jej odwagę, ale nie na materialne możliwości). Benedict nie ma o tym pojęcia. Kiedy pyta o pozwolenie, tak jak przepowiada pani Crabtree, spodziewa się odpowiedzi twierdzącej. Frywolna produkcja staje się opowieścią z morałem. Lekcja o tym, że „tak” nie zawsze oznacza zgodę, jest w stylu serialu „The Morning Show”, a nie „Bridgertonowów”. Ale cieszę się, że zaczyna mieścić się także w ramach cukierkowego show.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE