Marta Waszkiewicz - Kultowe „The Office” doczekało się kontynuacji. Fani nie dawali jej szans, ale nowy sezon pozytywnie ich zaskoczył: „Ten serial naprawdę może być hitem”
00:00
08:40
Ekipa filmowa, która nakręciła dokument o oddziale firmy papierniczej Dunder Mifflin w „The Office”, odkrywa podupadającą gazetę i wydawnictwo, które chce tchnąć w nią nowe życie. Czy „The Paper”, spin-off uwielbianej produkcji, powstał jednak tylko po to, aby podpiąć się pod kultowy oryginał? Premiera 2. sezonu serialu to dobra okazja, aby znaleźć odpowiedź na to pytanie.
„The Office US” to fenomen, który po ponad dwóch dekadach od premiery pierwszego odcinka wciąż żyje w sercach widzów i z każdym kolejnym rokiem zdobywa nowe rzesze fanów. Z tym nawet nie ma co dyskutować. Czy jednak nowy serial osadzony w tym wariackim uniwersum ma w ogóle rację bytu? Cóż, nakręcić kolejne „Biuro” nie jest rzeczą łatwą. Twórcy „The Paper” podjęli się jednak tego tego karkołomnego zadania.
W tym stosunkowo nowym serialu (pierwszy sezon ukazał się we wrześniu ubiegłego roku, drugi właśnie miał swoją premierę) widzimy więc, jak ekipa filmowa odpowiedzialna za dokument o losach załogi Dunder Mifflin po 20 latach wraca do Scranton, aby sprawdzić, jak zmieniło się życie jego bohaterów. Finalnie ląduje jednak w Toledo, gdzie swoją siedzibę ma Enervate – producent papieru toaletowego i jednocześnie… wydawca lokalnej gazety, która najlepsze lata ma już dawno za sobą – i kieruje na pracowników firmy obiektywy swoich wścibskich kamer. Jak prezentuje się zatem ta produkcja?
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Przeciętność to nowa siła. Jak gwiazdor „Biura” Steve Carell stał się ikoną normalności, którą wszyscy kochamy?
Największy błąd w ocenie „The Paper” to zestawianie go „na dzień dobry” z jego kultowym poprzednikiem. Z jednej strony to zrozumiałe, dlaczego twórcy zdecydowali się zbudować całą kampanię promocyjną na tym, że jest to spin-off jednego z najpopularniejszych i najlepszych seriali komediowych w historii. Z drugiej – zabieg ten bardziej zaszkodził niż pomógł, bo już na starcie wzbudził naprawdę wysokie oczekiwania, którym chyba żadna produkcja nie dałaby rady sprostać. Nic więc dziwnego, że tuż po premierze pierwszego sezonu w sieci pojawiła się fala głosów niezadowolenia, rozczarowania i frustracji.
Jeśli potraktujemy jednak „The Paper” jako autonomiczny byt, bez porównywania na siłę do kapitalnego „The Office US”, otrzymamy lekką i przyjemną komedię, która igra z sentymentem widza i ma spory potencjał, aby za kilka sezonów stać się prawdziwym serialowym hitem. Warto więc dać jej szansę, bo stoi za nią naprawdę fajna ekipa, która ma całkiem sporo do zaoferowania widowni, i przede wszystkim ciekawy pomysł.
(Fot. materiały prasowe)
Serial miesza bowiem znajome tropy z absurdami codzienności i robi to niezwykle zręcznie. To po prostu zaskakująco udany i pełen niezręcznych sytuacji powrót do świata „The Office” i biurowej rzeczywistości, do tego ze sprawnie zaadaptowaną koncepcją (czuć doświadczenie twórców w budowaniu tego typu produkcji). To, co jednak naprawdę wyróżnia ten tytuł, to celne i społecznie świadome spojrzenie na stan dziennikarstwa – w końcu „The Paper” opowiada wprost o powolnej śmierci prasy oraz oczekiwaniach odbiorców wobec mediów, tymczasem „Biuro” całkowicie nie miało takich ambicji.
(Fot. materiały prasowe)
Mocną stroną są też budzący sympatię bohaterowie – redaktorzy podrzędnej gazety. Nie są to jednak wierne kopie oryginałów, a zupełnie nowe postacie tworzące galerię barwnych, ciekawie napisanych, dobrze obsadzonych i zaangażowanych w niebanalne interakcje osobowości. Aktorsko również jest solidnie: Domhnall Gleeson („Czas na miłość”) i Sabrina Impacciatore („Biały Lotos”) kradną całe show, a Chelsea Frei („Lista marzeń”) zachwyca naturalnym wdziękiem i urokiem. Z dawnej obsady powrócił jednak tylko Oscar Nuñez jako Oscar Martinez, dawny księgowy z Dunder Mifflin, co z jednej strony smuci, a z drugiej cieszy, bo to świetna postać, a fakt, że twórcy postanowili ściągnąć wyłącznie jego może dać serialowi szansę rozwinąć się w stronę niezależnej od „The Office US” produkcji.
To także sygnał, że „The Paper” nie odcina się kompletnie od swoich korzeni, a wręcz chętnie z nich korzysta. Dobrze jest bowiem zobaczyć, jak Oscar radzi sobie dzisiaj i po latach kompletnego chaosu próbuje trzymać się z dala od wszystkiego, co niecodzienne. Jego reakcja na przybycie kamer jest zresztą naprawdę przekomiczna.
Czytaj także: Tęsknisz za „The Office”? Ten nagradzany sitcom skradnie twoje serce – aż trudno uwierzyć, że tak mało się o nim mówi
Brakuje tu jednak pewnej zadziorności, bezkompromisowości i żenującego humoru znanego z oryginału, który poprawność polityczną miał w zasadzie za nic, i bardzo rzadko posuwał się do narracji głaszczącej wszystkich po głowach. Takie są jednak realia współczesnej telewizji, czy też streamingu – dziś niektóre ostre żarty kompletnie by nie przeszły, a nam nie pozostaje nic innego jak po prostu to zaakceptować. Trochę szkoda, bo z pewnością dodałyby one produkcji nieco kolorytu i ludzkiego wymiaru.
(Fot. materiały prasowe)
Na pocieszenie: w drugim sezonie twórcy odpinają jednak wrotki i dostajemy jeszcze więcej komediowych zagrywek. Serial wyraźnie wykracza bowiem poza stonowaną niezręczność, która definiowała najlepsze momenty „The Office”, i zmierza w stronę bardziej farsowej komedii. Co więcej, redakcję przejmują liczne romanse. Niektórzy próbują godzić chaos w pracy z rozwijającym się sekretnym romansem, inni wikłają się w nowe romantyczne relacje, jeszcze inni wciąż szukają prawdziwej miłości, a skala tego zjawiska jest o wiele większa niż we wszystkich sezonach „The Office US” razem wziętych.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: „Dobrze jest poczuć czasem ciarki żenady”. Piotr Polak o sukcesie „The Office PL” i roli, która nauczyła go odwagi
Po dwóch sezonach można jednak śmiało stwierdzić, że „The Paper” jest już czymś więcej niż tylko spin-offem, chociaż DNA macierzystej serii wciąż jest w nim obecne. Dla fanów „The Office” są to echa ciepłe i mile widziane, jednak po 20 odcinkach serial zbudował już na tyle bogaty własny świat, że mógłby sobie pozwolić na całkowite pozostawienie Scranton za sobą. Opinie widzów wskazują jednak na to, że nie stanie się to tak szybko, jak byśmy się tego spodziewali, bo większość z nich, choć pozytywnie nastawionych, wciąż uparcie porównuje nowy serial do uwielbianego przez wszystkich oryginału.
(Fot. materiały prasowe)
„Wszedłem w to z niskimi oczekiwaniami i bawiłem się świetnie. Absolutnie widzę tu spadkobiercę »The Office«”; „Bardzo udany spin-off”; „Serial bardzo bliski pierwowzoru. Każdą z postaci jest wykręcona w jakąś stronę. Im dalej, tym więcej się śmiałem”; „Ironiczny humor rodem z »The Office«, uwielbiam!” – piszą w sieci ewidentnie zachwyceni. Serial ma również 85% pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes, co jest naprawdę niezłym wynikiem.
(Fot. materiały prasowe)
Podsumowując: jest dobrze – nie idealnie, ale widać spory potencjał na wspaniałą serię. Serial ewidentnie rozkręca się bowiem w dobrą stronę, tak samo zresztą jak kiedyś „The Office”, którego pierwszy sezon również nie porwał tłumów, jednak z czasem produkcja okazała się prawdziwą perełką, od której widzowie nie mogą się oderwać do dziś.
Jeśli kochacie więc amerykańskie „Biuro”, tęsknicie za wariatkowem ze Scranton i nałogowo wracacie do starych odcinków, powinniście dać szansę również „The Paper”, bo to naprawdę sympatyczny serial, który potrafi wywołać lekki uśmiech, a czasem nawet wybuch niekontrolowanego śmiechu, nie gubiąc przy tym swojej głębi.
„The Paper” obejrzeć można na platformach Prime Video i SkyShowtime.