Małgorzata Major - Czy Prus by to zaakceptował? Netflix zaprasza do uniwersum Łęckiej i Wokulskiego [Recenzja]
00:00
13:02
Oficjalnie rozpoczynamy Lalkageddon. Długo na to czekaliśmy, ale w końcu jest. Serial „Lalka” Netflixa powstał na motywach powieści Bolesława Prusa i warto o tym pamiętać, gdy okaże się, że scenarzyści opowiedzieli historię Łęckiej i Wokulskiego po swojemu, brawurowo i „na nowe czasy”.
Scenariusz sześcioodcinkowego serialu napisał Paweł Demirski, Jagoda Dutkiewicz i Paweł Maślona, który także wyreżyserował „Lalkę”. Produkcja Netflixa zaskoczy każdego, kto spodziewał się nieco odświeżonej wersji powieści Bolesława Prusa. Jestem pod wrażeniem tego, jak zdecydowali się opowiedzieć losy Łęckiej twórcy serialu, ale nie wątpię, że będzie to powodem do wielu dyskusji.
Czy jednak powinno nas dziwić, że Demirski znany z częstego skupiania się w swoich produkcjach na walce klas i nierównościach społecznych („Artyści”, „Udar”, „An!ela”), wydobędzie z „Lalki” na wierzch, wszystko co w starciu Wokulskiego z arystokracją najbardziej razi współczesnego odbiorcę? Maślona już w filmie „Kos” udowodnił, że chętnie polemizuje z tradycyjnym postrzeganiem polskiej historii, czytanej ze szkolnych podręczników.
„Lalka” w reżyserii Maślony nie jest wierną ekranizacją, ani nawet dość luźną. Twórcy wybrali jedynie kluczowe motywy z powieści Prusa, aby je całkowicie zreinterpretować. I o to przecież chodzi.
Każde pokolenie zasługuje na własną „Lalkę”, a milenialsi i zetki dotychczas jej nie posiadali. I do tych generacji ona z pewnością przemówi najgłośniej. Pierwsze trzy odcinki prowadzą nas po śladach literackich Prusa, ale od czwartego, Prusa coraz mniej, a eksperymentów i twórczej swawoli coraz więcej.
W pierwszym odcinku narrator zastanawia się nad motywacjami i decyzjami Wokulskiego, ale zanim dowiemy się, co dokładnie ma na myśli, cofamy się do momentu, gdy Stanisław (w tej roli wspaniały Tomasz Schuchardt) wraca do Warszawy z Turcji, gdzie jak mówią „na mieście”, robił interesy na tamtejszej wojnie.
Jest rok 1878, Warszawa żyje pod rosyjskim butem. Kobiety nie mogą studiować, ani pracować jako lekarki. Cesarskie cięcie uchodzi za zachodni wynalazek, a elektryczność dopiero nieśmiało wkracza na salony. A właściwie wprowadza ją do swojego sklepu Wokulski.
Kim jest Wokulski? Jest człowiekiem z głową na karku. Obrotny, inteligentny, przedsiębiorczy i przewidujący. Wyjechał mając 30 tysięcy rubli, a wrócił z 300 tysiącami, co wzbudza w jego przyjacielu i wspólniku Rzeckim (Dariusz Chojnacki), wielki entuzjazm. Wokulski nie jest gburowaty, milczący, wpatrzony w Łęcką, jak u Hasa. Jest – jak dzisiaj powiedzielibyśmy – bardzo ogarnięty, wie czego nie wie i ciągle się dokształca, zna swoje wady i zalety oraz cel, do którego zmierza.
Prawdopodobnie zaskoczy to wielu widzów, ale Wokulski w wydaniu Schuchardta naprawdę ma spore szanse u Łęckiej, ponieważ jego elan vital odróżnia go od roszczeniowych, leniwych intelektualnie arystokratów.
Jemu się chce robić nowe rzeczy, poznawać, eksperymentować i ryzykować. Kolegom ojca Łęckiej i jej absztyfikantom – nie bardzo.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Tomasz Schuchardt o nowej „Lalce” Netflixa: „Dość mocno zmieniliśmy zakończenie”
Problem polega na tym, że Izabela Łęcka (w tej roli niesforna Sandra Drzymalska) nie szuka męża. Odrzuciła wielu kandydatów i wszystkie ciotki mówią, że zegar tyka, a spotkana na przyjęciu koleżanka z politowaniem wspomina, że biedna Bela wiąż „na wystawie”, a jej by się już nie chciało.
Łęcka chce coś osiągnąć, zwiedzać świat (szkoda, że finanse nie pozwalają), doświadczać, poznawać ludzi, a nawet pisać.
Marzy o publikowaniu w „Bluszczu”. Imponują jej zaradne kobiety, emancypantki. Podziwia Elizę Orzeszkową. Chciałaby umieć tak jak one „ogarniać życie”. A póki co, nie ma w domu kanalizacji, ponieważ ojciec woli korzystać z nocnika.
Nie będę oszukiwać, że zmiany fabularne w serialu mnie nie zaskoczyły. Zaskoczyły i to bardzo, a później głównie zachwyciły. Iza Łęcka będzie bliska wielu współczesnym kobietom, dzieląc z nimi dylematy „co zrobić z życiem”. Łęcka w wydaniu Drzymalskiej nie jest święta i posągowa. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo prawdziwa w swoim pogubieniu, odbijaniu się od jednego mężczyzny do drugiego, bo każdy coś jej obiecuje, a ona bardzo potrzebuje pieniędzy, żeby ruszyć z własnym życiem. Próba wybicia się na niezależność, a równocześnie zabieganie o pieniądze od mężczyzny prowadzi u bohaterki do reakcji stresowych, kompulsywnych.
Widzimy, że Łęcka w stresie zaczyna kompulsywnie jeść, co też znacząco przybliża ją do współczesnych kobiet, gdy te już nie boją się mówić o zdrowiu fizycznym i psychicznym oraz problemach emocjonalnych.
fot. materiały prasowe
Bohaterka nie jest tylko roszczeniowa i skupiona na tym, żeby leżeć i pachnieć. Nawet gdy początkowo myśli, że wszystko się jej należy, los dotkliwie ją doświadcza, sprowadza na ziemię i pokazuje, że dobre czasy dla Łęckich już minęły. Moment, w którym musi zrozumieć, na czym polega wartość pieniądza i że nie wszędzie jest mile widziana (w serialu oglądamy wspaniałe trio: Sandra Drzymalska, Agnieszka Grochowska i Monika Frajczyk), boleśnie ją otrzeźwia.
Dla Łęckiej ważne są jej relacje z kobietami. Zarówno te prawie zawodowe, bo Izabela aspiruje do grona kobiet pracujących, jak i przyjacielskie. Zresztą w jednej z ważniejszych scen, Wokulski wytyka Łęckiej, że nie pracowała ani jednej sekundy w życiu.
Porównując Łęcką w wykonaniu Drzymalskiej a te zagrane przez Beatę Tyszkiewicz i Małgorzatę Braunek trzeba powiedzieć, że Tyszkiewicz miała najmniej czasu na pokazanie, kim jest Izabela. Film w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa nie zdołał pomieścić wszystkich wątków i panoramy uczuć bohaterów. Tyszkiewicz gra oszczędnie i nie ma wielu okazji, żeby jej powściągliwa bohaterka powiedziała o sobie coś więcej. Małgorzata Braunek gra bardzo świadomą i pewną siebie Łęcką. Mogłaby konkurować z Drzymalską o to, jak blisko współczesnych odbiorczyń są ich bohaterki, jedna w 1978, a druga w 2026.
Drzymalska jest bardzo ludzka. Jest dziewczyną XXI wieku. Mówi o swojej fizjologii („ja krwawię”), pragnieniach niezwiązanych z zamążpójściem, planach na życie i odwadze mówienia „nie”, nawet gdy wszyscy liczą na „tak”.
Sny bohaterki pokazują jej uczucia, obawy i marzenia. A fakt, że słowo którego niedawno się nauczyła i brzmi „oszczędzanie” sprawia jej wielką przykrość, to dopiero początek budowania nowego słownika życia w czasach pary i elektryczności.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Polska literatura wraca na ekrany. Czy nowe „Lalki” przebiją sukces „Znachora”?
Wokulski owszem kocha bohaterkę, przynajmniej tak twierdzi, ale może to być równie dobrze jedynie obsesja i pogoń za wyobrażonym ideałem. A tym ani Łęcka, ani żadna inna kobieta nie jest. Wchodzi w relacje z ojcem Beli, żeby szukać okazji do częstszych kontaktów. Prawdę powiedziawszy znacząco pomaga finansowo Łęckiemu, bo ten nie ma głowy do interesów, żyje beztrosko i nie rozumie powagi sytuacji.
Gdy w pewnym momencie Wokulski pyta o jego długi i zastawioną kamienicę, ten odpowiada: „Wszyscy tak robią”. Ma na myśli wielokrotne przekazywanie hipoteki pod zastaw kolejnych pożyczek.
Wokulski rozumie, że to droga donikąd. Nie pojmuje beztroski ludzi uważających się za lepszych od niego. Chociaż i on wydaje krocie, żeby mieć szansę na małżeństwo z Izabelą. Rzecki przytomnie zwraca uwagę przyjacielowi na to, że w tym jednym przypadku traci zdrowy rozsądek.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Nie pomyl tych dwóch „Lalek”. Film i serial opowiedzą tę samą historię, ale na zupełnie różne sposoby
Serialowi Wokulski i Łęcka, to bohaterowie XXI wieku. Czy kupiec jest „creepem” jak sugeruje w zwiastunie piosenka zespołu Radiohead? Jak już pisałam, jest inteligentny, ale ktoś powie, że zbyt cwany i kalkulujący. Z drugiej strony daje się wodzić za nos Izabeli, mówiącej ojcu, że „kęs po kęsie zjemy pana Wokulskiego”. I gdy to mówi, wiemy że jest śmiertelnie poważna.
W serialu nie tylko alkohol leje się strumieniami. Morfina i kokaina także pojawiają się na arystokratycznych rautach. Morfina to przyjaciółka kobiet, a kokaina mężczyzn.
Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska grali już razem parę zakochanych w serialu „Breslau”.
Rzecz działa się we Wrocławiu roku 1936. Małżeństwo uzależnione od rozmaitych używek marzyło o dziecku, co nie miało prawa się ziścić. Oglądanie dwójki aktorów w pięknie stylizowanych wnętrzach oraz w lokalach, gdzie alkohol płynął szerokim strumieniem, było ekscytujące, ale przede wszystkim przypominało o ich autodestrukcyjnym pędzie.
Teraz ponownie oglądamy dwójkę aktorów w niezwykle destrukcyjnej relacji, gdzie każdy ma swoje utajone motywacje. Wokulski przesadza w swoich staraniach, nadskakuje, „wyskakuje z kasy” i robi co może, żeby Łęckim żyło się dobrze. Gdy zaczynamy odczuwać w tym desperację, cali na biało wchodzą scenarzyści i zamiast klasycznego literackiego finału dają nam hybrydę gatunków – otrzymujemy dramat psychologiczny, film łotrzykowski, kryminał, a nawet film drogi.
fot. materiały prasowe
„Lalka” stoi mocno na fundamencie obsady aktorskiej. W kostiumach, gorsetach, wąsach i wspaniałych surdutach oglądamy wybitnych polskich aktorów.
Jacek Braciak jako Tomasz Łęcki przechodzi sam siebie. Jest niesamowity w roli zdesperowanego, apodyktycznego i spolegliwego gdy trzeba arystokraty, nierozumiejącego, że czasy się zmieniły i jemu nic się nie należy z racji bycia pijanym hrabią.
Łęcki schlebia Wokulskiemu gdy szuka okazji do wejścia z nim w spółkę, a brzydzi się nim gdy poczuje, że pieniądze od niego pozwalają mu stanąć mocniej na nogach. Bywa arogancki, butny i zakochany w przywilejach. Pokorny gdy czarne chmury zbierają się nad jego głową.
fot. materiały prasowe
Kolejną postacią, wspaniale zagraną przez Piotra Packa, jest baron Starski. Kuzyn Łęckiej, ten słynny który w ekranizacji Hasa doprowadził do próby samobójczej Wokulskiego, tym razem jest pospolitym krętaczem i kombinatorem. Wiecznie pod kreską szuka sposobu na uzupełnienie pustego portfela. Pacek, podobnie jak w serialowym „Królu”, wspina się na wyżyny maestrii wcielając się w nikczemnika.
fot.materiały prasowe
Warto wspomnieć także rolę Piotra Adamczyka jako barona Krzeszowskiego, kuzynki Wąsowskiej zagranej przez Magdalenę Cielecką oraz służącej Marianny zagranej przez Marię Kanię. Nie można również pominąć Florentyny. W tę postać wcieliła się Julia Wyszyńska. Warszawa zachwyca przepychem i strojami bohaterów stworzonymi przez Dorotę Roqueplo.
Współczesny język i galopujące niczym klacz Margot wulgaryzmy, przypominają nam o uniwersalnym przesłaniu powieści Prusa.
Mimo że serial odżegnuje się od jej ekranizowania, na rzecz opowiedzenia „po nowemu”, dzięki zmianom językowym widzimy, jak blisko bohaterów jesteśmy. Mówią tak samo jak my o tym, co dla nas ważne.
Na końcu warto wspomnieć wątek policyjnego śledztwa, które świetnie odegrane zostało dzięki popisowym scenom z udziałem Mirosława Zbrojewicza. Oglądajcie!
Serial „Lalka” dostępny jest na platformie Netflix.