55. Biennale Sztuk w Wenecji

Biennale2013_pawilon_polski
.labiennale.org/it/mediacenter

Jest rok nieparzysty, więc lato w sztuce należy do Biennale w Wenecji. Tej imprezy po prostu nie da się zamordować – podobnie jak na przekór żywiołom nie tonie samo zbudowane na wodzie miasto. To nic, że biennale jest od lat ostrzeliwane przez krytyków ze wszystkich stron i za wszystko.

Trzeba by przeprowadzić się do Wenecji na całe lato, żeby w całości skonsumować tę wystawę wystaw, w której biorą udział setki artystów i która zbudowana jest na podobieństwo ruskiej baby w babie, bo biennale mieści w sobie niezliczoną ilość projektów, ekspozycji i autonomicznych pokazów. W sztuce doby kryzysu panuje moda na skromność, ale nie tutaj. Kurator tegorocznej imprezy Massimiliano Gioni nawet nie próbuje maskować totalnych ambicji swojego przedsięwzięcia. Jego biennale nazywa się „Pałac encyklopedyczny”. Ten tytuł to nawiązanie do utopijnej idei Marino Auritiego, pochodzącego z Włoch amerykańskiego artysty samouka, który w latach 50. XX wieku stworzył projekt muzeum absolutnego i ostatecznego, w którym zgromadzone byłyby wszystkie największe osiągnięcia ludzkości od zarania dziejów po współczesność, od koła po satelity. Zamysł Auritiego pozostał , oczywiście, niespełniony, ale jego zrealizowanie może się udać teraz Gioniemu. Kurator ma do dyspozycji plejadę artystycznych gwiazd, sięga po twórców dawno nie żyjących i po takich, o których jeszcze mało kto słyszał. Z pomocą tego pochodzącego z różnych epok i kontekstów zastępu artystów szef biennale pragnie – nie mniej, ni więcej ­- opisać świat. Wystawa musi być zatem globalna. Solą biennale są prezentacje organizowane przez poszczególne kraje w narodowych pawilonach. Kiedyś sztuka współczesna była ekskluzywną zabawą Europy i krajów kulturowego Zachodu, ale czasy się zmieniają. W tym roku ze swoimi pawilonami „do gry” wchodzą takie kraje, jak Malediwy, Angola, Bahrajn, Kuwejt czy Wybrzeże Kości Słoniowej.

Polskę reprezentuje Konrad Smoleński, artysta, którego sztuka znana jest z brutalnej elegancji (albo, jak kto woli, z eleganckiej brutalności). To sztuka, w której genach dziedzictwo minimalizmu spotyka się z punkową agresją. Smoleński godzi tę podwójną spuściznę w pracach, których podstawową materią jest dźwięk. Artysta nadaje mu niemal materialną postać. W Wenecji tworzy dźwiękową instalację z użyciem wykonanych na jego zamówienie spiżowych dzwonów, specjalnie spreparowanych głośników i aparatury elektronicznej. Pokaz Smoleńskiego zapowiada się na najgłośniejszą wystawę biennale: kuratorzy obiecują, że uruchomienie pracy artysty „doprowadzi do powstania wizji rozpadu języka oraz końca czasu i historii, jakie znamy”. To śmiała obietnica, ale w Wenecji wszystko jest możliwe