fbpx

Relacja z wieczoru autorskiego Marleny Zynger

Relacja z wieczoru autorskiego Marleny Zynger
P_Cieslinski/ProfiAuto / Siadając za kierownicą zimą kozaczki na obcasie zmień na wygodne buty. Przynajmniej na czas prowadzenia auta. To bezpieczniejsze rozwiązanie zarówno dla ciebie jak i ulubionych butów - mówi Dorota Paluch, ekspert ProfoAuto

Był grudniowy wieczór, jeden z pierwszych dni tej zimy, mroźny, śnieżny, dmuchał ostry wiatr, ale przybyliśmy z niekłamaną ochotą na wieczorek poetycki Marleny Zynger – kobiety i mężczyźni z równym zainteresowaniem. „Czas śpiewu kobiety” to tytuł obiecujący i intrygujący, zapowiadający zjawiskowość, taneczność, lekkość, zmysłowość, tajemnicę.

Artystyczna kawiarnia ANTRAKT na tyłach Teatru Wielkiego w Warszawie, prowadzona przez  panią Ewę i pana Kacpra, to miejsce zdarzenia. Bohaterka – Marlena Zynger, autorka tomu poetyckiego – „Czas śpiewu kobiety. Odsłona pierwsza”, właśnie opublikowanego przez warszawskie wydawnictwo Volumen,  które po raz pierwszy zdecydowało się na wydanie poezji. A  obok Malwina de Brade, autorka finezyjnych ilustracji do wierszy, Krzysztof Łakomik, zaprzyjaźniony aktor z Teatru Witkacego w Zakopanem, Dominika Świątek, świetna interpretatorka wierszy  Marleny, znakomicie je śpiewająca. Jest ciekawie i bardzo spontanicznie, tak jak na większości dobrze zorganizowanych wieczorów autorskich, dobra poezja brzmi oczywiście wszędzie interesująco. A jednak w tym przypadku było  trochę inaczej,  chyba  rzeczywiście śpiew kobiecy był tego wieczoru we wszystkim, nie tylko w wierszach, które świetnie  zaistniały jako forma spektaklu słowno-muzycznego.

Czarowność „Alicji z Krainy Czarów” tkwiła w tym, co mówiła Autorka, co chwila publicznie wyznając swoją niezwykłą, kobiecą, miłość  do ludzi i życia. Opowiadając o przygodzie spotkania z  poszczególnymi gośćmi, wyzwoliła bajkowość, odświętność w nas wszystkich, jakieś otwarcie  przestrzeni  i czasu jak w baśni, gdzie równocześnie jesteśmy w tylu miejscach. Byliśmy zatem w podróży do Zakopanego, do Teatru Witkacego, do którego kiedyś zawitała jako osoba obca i nieumówiona, by wyjechać stamtąd,  obdarowawszy wszystkich i sama obdarowana –  przyjaźnią,  taką na dobre i złe. Byliśmy w Kazimierzu na Wisłą poprzez  podziękowanie Panu Jerzemu  Gnatowskiemu, który też ofiarował  autorce swoje ilustracje.

A  ja ze środka Warszawy pobiegłam myślą do kieleckich lasów, do małej miejscowości Suchedniów, w której mieszkała  ukochana Babcia autorki; odeszła w trakcie przygotowywania  do druku  tego tomiku.

Przypomniały mi się pierwsze spotkanie z  Panią Marleną latem ubiegłego roku. Skromna, ale bardzo zdecydowana, koniecznie chcąca pokazać swoje wiersze światu. Widząc jej zapał i przede wszystkim uznając za ciekawie brzmiący liryczny, „leśmianowski” ton tych wierszy, tworzących prawie gotowy do wydania tomik, razem z autorką  gorączkowo szukam edytora, obie wiemy jak trudno o wydanie wierszy. Znalazłyśmy go w niezwykłej osobie Pani Miry Łątkowskiej, szefującej wydawnictwu Volumen. Może nigdzie indziej nie natrafiłoby się na tak wielką subtelność w rozumieniu intencji autorki, ani na tak wielką dbałość o każdy detal książki.

I wreszcie ten piękny wieczór, jak świąteczny prezent, przyjaciele niezwykli, ludzie różnych profesji, artyści, wydawcy, naukowcy, lekarze, i oczywiście dzieci, mąż, rodzina. I poezja Marleny, a  najpiękniejsza w tym Marlena – ten śpiew uwiarygodniają jej postawa, wrażliwość, miłość do bliskich, gesty w stosunku do nas wszystkich, jednocześnie dziewczęce i macierzyńskie. Swój debiutancki tom „Czas śpiewu kobiety” zadedykowała ukochanemu mężowi. Czyż nie jest to algorytm kobiecości?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze