1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Najlepsze wakacje dla ciebie - jak dostosować urlop do naszych potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia?

Najlepsze wakacje dla ciebie - jak dostosować urlop do naszych potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia?

Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia. (Fot. 123rf)
Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia. (Fot. 123rf)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Psychologowie pracy grzmią: homo faber potrzebuje pełnych trzech tygodni urlopu, żeby zregenerować siły. Ilość to jedno – jakość drugie. Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia.

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru magazynu Sens. 

Urlop szyty na miarę

Nie leć na oślep do modnego kurortu, bo tam chcą przyjaciele. Nie jedź po raz kolejny do sprawdzonego od lat, nudnego pensjonatu, bo tam miła pani Zosia dobrze gotuje. Wsłuchaj się w swoje potrzeby – pomyśl, jaka forma wypoczynku pozwoli ci się odprężyć, doładować energię?

Zasady wyboru urlopu

  • Odmień dni. Spędzaj urlop na aktywności zupełnie innej niż ta, którą masz na co dzień. Jeśli twoja praca wymaga siedzenia przed monitorem komputera – nie odpoczywaj, surfując po Internecie. Taki urlop nie przyniesie wytchnienia. Będzie pozornym oderwaniem się od codziennych obowiązków. Zafunduj sobie dużą dawkę świeżego powietrza i ruchu. Natomiast osoby, których codzienna praca wiąże się z wysiłkiem fizycznym, przemieszczaniem się, najlepiej zrelaksują się w hamaku z książką.
  • Spraw sobie przyjemność. Wtedy zarówno ciało, jak i dusza się zrelaksują. Wydzielają się hormony szczęścia, podnosi się poziom serotoniny. Ciało uwalnia się od nagromadzonych stresów, a nawet bólu fizycznego. Niech urlop będzie spełnieniem marzeń!

Klasztorna cisza

Pracujesz na wysokich obrotach, wśród wielu ludzi, z klientami, kontrahentami? A potem resztkami sił próbujesz zadbać wieczorem o rodzinę? Pewnego pięknego dnia poczujesz symptomy wypalenia zawodowego. Spotykasz się ze wszystkimi, ale nie ze sobą! Recepta wakacyjna dla ciebie to długa przerwa – od wszystkiego.

Propozycja urlopu: izolacja w klasztornej celi i spotkanie z samym sobą. W tym wypadku wystarczy tydzień. Jak się okazuje, wcale nie trzeba jechać do aśramy do Indii. Już kilkadziesiąt klasztorów w Polsce przyjmuje zmęczone i przepracowane istoty, oferując wyciszenie i odpoczynek, np. klasztor Kamedułów na krakowskich Bielanach, Benedyktynów w Tyńcu, Franciszkanów w Pińczowie czy pokamedulski klasztor o wdzięcznej nazwie Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach.

Pod gruszą, na plaży

Ach, wyspać się wreszcie, wygrzać, godzinami wpatrywać się w naturę... Czy taki obraz wprowadza cię w błogostan? Jeśli tak, zaplanuj trzytygodniowy wypoczynek. Pierwszy tydzień poświęć na odespanie i relaks, drugi na korzystanie z uroków miejsca, trzeci na ładowanie akumulatorów i regenerację. Nie oczekuj, że natychmiast poczujesz się wakacyjnie. Twój mózg potrzebuje czasu, by przystosować się do upragnionego nicnierobienia. Przez pierwsze dni ciągle będą się kotłować w głowie nieprzetrawione myśli, fragmenty rozmów z zebrań, będziesz sprawdzać komórkę. Nie biczuj się za to, tak musi być, nie wyłączysz przecież swojej głowy ot tak, pstryk!

Skuteczną metodą na okiełznanie mózgu jest ruch, dlatego na początku przeplataj leniuchowanie ze sportem. Wybierz formę aktywności, którą lubisz, nie zmuszaj się do jakichś dyscyplin, tylko dlatego, że akurat są w zasięgu ręki. Nic nie musisz! To najważniejsze hasło dobrego urlopu.

Sztuka i przeszłość

Jeśli należysz do osób skazanych na monotonną pracę – w wakacje obcuj z pięknem, sztuką, z przeszłością. Wybierz urlop w miejscu, gdzie odbywa się festiwal teatralny albo w takim jak Florencja, gdzie można kontemplować renesansowe obrazy i freski na plenerze ceramicznym. Zaspokoisz potrzebę rozwoju osobistego, intelektualnego, manualnego. Codzienność pozostanie gdzieś daleko...

Jeśli uczta ducha cię nie pociąga, jedź tam, gdzie świętem jest każdy posiłek, by delektować się smakiem świeżych lokalnych potraw – do Toskanii. Spowolnione tempo lokalnego życia pozwoli ci delektować się szczegółami, na które na co dzień nie ma czasu. Spowoduje też wzmocnienie więzi z bliskimi. Na nowo przyjrzysz się partnerowi, zaznasz radości wspólnego biesiadowania przy wielkim, suto zastawionym stole...

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Inspiracje na sierpień. Zadbaj o dobre relacje, odrzuć negatywne myśli i pokochaj siebie!

Trenerka Dagmara Gmitrzak radzi, aby w tym miesiącu skupić się szczególnie na dobrych relacjach z innymi oraz rozwijaniu miłości do samego siebie. (Fot. iStock)
Trenerka Dagmara Gmitrzak radzi, aby w tym miesiącu skupić się szczególnie na dobrych relacjach z innymi oraz rozwijaniu miłości do samego siebie. (Fot. iStock)
Latem znacznie częściej spotykamy się z innymi ludźmi. Jak sprawić, by były to ciepłe i piękne chwile? Trenerka Dagmara Gmitrzak radzi, by w sierpniu zadbać o dobre relacje, odrzucić negatywne myśli i skupić się na rozwijaniu miłości do siebie. 

Latem znacznie częściej spotykamy się z innymi ludźmi. Jak sprawić, by były to ciepłe i piękne chwile? Trenerka Dagmara Gmitrzak radzi, by w sierpniu zadbać o dobre relacje, odrzucić negatywne myśli i skupić się na rozwijaniu miłości do siebie. 

Ćwiczenie 1. Trzy perspektywy

Sprzeczka na wakacyjnym wyjeździe? Technika trzech perspektyw widzenia danej sytuacji – z poziomu „ja”, z poziomu drugiej osoby oraz z dystansu – może ci pomóc w naprawieniu popsutej atmosfery. Wybierz sytuację, z którą chcesz pracować, a która dotyczy ciebie i drugiej osoby. Teraz spójrz na nią z pozycji swojego „ja”: twoich potrzeb, pragnień, emocji, przekonań. Daj sobie na to kilka minut. Następnie wyobraź sobie, że jesteś w sytuacji drugiej osoby. Widzisz przez chwile świat jej oczami, czujesz jej potrzeby i pragnienia. Po jakimś czasie wejdź w trzecią rolę – obserwatora. Widzisz tę sytuację z zewnątrz, nie angażujesz się emocjonalnie, możesz obiektywnie przeanalizować wszystkie plusy i minusy. Na koniec sprawdź, co to ćwiczenie wniosło do twojego życia.

Ćwiczenie 2. Nie jesteś swoimi myślami

Jeśli mimo pięknej aury dopadł cię spadek nastroju, przyjrzyj się swoim myślom. Blake D. Bauer, mówca, nauczyciel oraz autor książki „You were not born to suffer”, zrozumiał, że przez całe życie identyfikował się ze wszystkimi myślami, które generował jego umysł, szczególnie tymi pełnymi lęku, niepokoju, pesymizmu i pozbawionymi nadziei. Wierzył, że były częścią jego „ja” i pozwalał, aby wpływały na jego samopoczucie. Pewnego dnia odkrył jednak, że jest taki aspekt „ja”, który można określić jako czystą świadomość albo wyższe „ja”. Aspekt, który jest ponad wszystkimi myślami generowanymi przez logiczny umysł. Zdaniem Bauera, cierpimy wtedy, gdy identyfikujemy się ze swoimi myślami. Radzi więc: „Nie wierz wszystkiemu, o czym myślisz. Myśli są falami oceanu świadomości. Zamiast identyfikować się z falami, bądź oceanem”. Pamiętaj o tym za każdym razem, gdy w głowie pojawi ci się natrętna i dołująca myśl.

Ćwiczenie 3. Ego i nieświadomość

Jak patrzeć na siebie i świat z perspektywy oceanu, a nie fal? James McCrae, strateg i kreatywny konsultant, twierdzi, że mamy dostęp do obu tych postaw, wystarczy przedłożyć pierwszą nad drugą. Druga to ego, czyli zawężony aspekt naszego „ja”, pierwsza to tzw. wyższe „ja”, znacznie szerszy jego aspekt. Zdaniem McCrae'a reprezentuje zwykle krytyczny i oceniający głos w naszej głowie, zaś wyższe „ja” – ciepły, troszczący się i pozytywny. Ego mówi: „Jestem ofiarą okoliczności”. Wyższe „ja” mówi: „Ja tworzę swoją rzeczywistość”. Ego mówi: „Nieprzewidywalność życia sprawia, że się boję”. Wyższe „ja” mówi: „Nieprzewidywalność sprawia, że czuję ekscytację”. Ego mówi: „Chcę zachować status quo”. Wyższe „ja”: „Jestem otwarty na zmiany i rozwój”. Ego mówi: „To porażka”. Wyższe „ja” mówi: „To doświadczenie życiowe”. Ego mówi: „Na szczęście trzeba zasłużyć”. Wyższe „ja” mówi: „Szczęście jest moim prawem”. A zatem, jeśli następnym razem uświadomisz sobie swój krytyczny głos, wypowiedz również zdanie, które jest jego przeciwieństwem, pozytywne i dodające ci skrzydeł. Później zdecyduj, na którym z nich warto skupić uwagę.

Ćwiczenie 4. Praktyka miłości do siebie w 7 krokach

Negatywne myśli to jedno, braki z dzieciństwa drugie. Jeśli jako dzieci nie doświadczyliśmy rodzicielskiego uczucia troski, miłości i czułości, jako dorośli będziemy odczuwać niedosyt tych uczuć. Możemy przyciągać partnerów, którzy co prawda zakochują się w nas, lecz po jakimś czasie stają się emocjonalnie niedostępni. Aby doświadczać miłości od innych, warto nauczyć się dawać ją sobie. Krok pierwszy: wybacz sobie różne sytuacje z życia. Krok drugi: zaakceptuj swoje fizyczne niedoskonałości. Krok trzeci: mów codziennie minimum jedno pozytywne zdanie na swój temat. Krok czwarty: zauważaj swoje mocne strony i umiejętności. Krok piąty: miej cierpliwość do swoich słabych stron. Krok szósty: nie krytykuj i nie obrażaj siebie. Krok siódmy: powtarzaj kilka razy dziennie: „Kocham i akceptuje siebie w pełni".

Ćwiczenie 5. Piękno niedoskonałości

Prawdą jest, że można uniknąć wielu problemów i zdusić je w zarodku, ale i to, że szczęście nie oznacza nieobecności problemów. Życie bez jakichkolwiek wyzwań i stresujących sytuacji jest niemożliwe. Wyzwania są częścią naszego życia, okazją do rozwoju wewnętrznego i przekraczania ograniczeń myślowych. Nie ma również czegoś takiego jak perfekcyjne życie. Wabi Sabi, japońska filozofia i sztuka życia, inspiruje do spoglądania na życie z większa akceptacją wszelkich niedoskonałości i wdzięcznością za to, co otrzymaliśmy. Japońskie przysłowie mówi: „W każdej trudnej sytuacji jest ziarenko szczęścia”. Warto o tym pamiętać, kiedy nie zawsze wszystko idzie po twojej myśli. Zamiast walczyć i płynąc pod prąd, zadaj sobie pytanie: jaki dar otrzymuję, gdy rzeczy nie płyną tak jak tego chcę? A kiedy sprawy chwilowo cię przerastają, weź oddech i kontempluj buddyjska mądrość: „Kwiat lotosu rozkwita w swym pięknie, mając korzenie zanurzone głęboko w mule”.

Ćwiczenie 6. Praktyka wewnętrznego uśmiechu

Oto technika, która zawsze poprawia samopoczucie. Zacznij od uniesienia kącików ust i daj sobie chwilę na odczucie tego uśmiechu. Zastanów się, jaka część twojego ciała jest obecnie spięta, boląca, osłabiona. Zamknij oczy, zlokalizuj ją i uśmiechnij się do niej. Poczuj, jak energia uśmiechu wypełnia ten organ. Wyraź mu wdzięczność, podziękuj za jego pracę i zdrowie. Teraz pomyśl, jaki kolejny organ potrzebuje twojego uśmiechu i wdzięczności. Kiedy go zlokalizujesz, uśmiechnij się do niego. Spróbuj rozszerzyć życzliwą uwagę na większą część ciała, aż wreszcie na całe ciało. Uśmiechnij się do niego. Podziękuj mu za dobrą kondycję. A na koniec podejdź do lustra, spójrz sobie w oczy i uśmiechnij się. Z życzliwością, czułością i miłością. Wyobraź sobie jakąś bliską osobę lub kogoś, z kim chcesz poprawić relację. Spójrz tej osobie w oczy i spróbuj się do niej uśmiechnąć. Możesz też powiedzieć jej coś pozytywnego.

Ćwiczenie 7. Synchronizacja półkul mózgowych

Połóż obie dłonie na głowie, prawą na prawej półkuli, a lewą na lewej. Oprzyj o coś łokcie, aby było ci wygodnie. Zamknij oczy i przenieś uwagę na wnętrze dłoni. Co czujesz? Ciepło, mrowienie, odczucie przyciągania dłoni do głowy? Pozostań w tej pozycji kilka minut, oddychając spokojnie. To ćwiczenie pomaga zsynchronizować obie półkule mózgu – lewą: związaną z logiką i mówieniem, oraz prawą: związana z uczuciami i intuicją. Najlepiej powtarzać je codziennie przez siedem dni.

 

  1. Styl Życia

Nietypowe noclegi w Polsce - lista magicznych miejsc

(fot. Angelika Mazur: startyouradventure.pl)
(fot. Angelika Mazur: startyouradventure.pl)
Zobacz galerię 20 Zdjęć
Jak nigdy potrzebujemy dziś oddechu i ukojenia nerwów. Gdy nagle wszystko okazało się niepewne, ratuje nas natura i jej stoicki spokój. Szukamy miejsc z dala od miejskiego tłumu, od betonu, bezpiecznych i spokojnych, a jednocześnie bliskich. Takie miejsca, idealne tego lata, są dobrze ukryte, ale czekają na nas. 

Kąpiel w cynowej wannie pośrodku lasu, nocleg w pływającym domu, obiad na dzikiej łące… – Podróżników, którzy decydują się podróżować wolniej, z szacunkiem dla ludzi i natury, chcących podczas podróży czegoś się nauczyć, coś przeżyć, jest coraz więcej – mówi Aleksandra Klonowska-Szałek, autorka książki „Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika”.

Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

– Nasze pokolenie tak zwanych milenialsów, czyli urodzonych pomiędzy 1980 a 2000 rokiem, wyrosło na żarłocznej turystyce dwóch ostatnich dekad, gdy szczytem marzeń były wakacje all-inclusive – wyjaśnia. – Dziś bardziej niż kiedykolwiek zdajemy sobie sprawę, że czas obżarstwa się skończył, a przyszła pora na wrażliwość oraz świadome wybory, dobre zarówno dla nas, jak i dla planety – dodaje Aleksandra. – Kusi nas kontakt z naturą, unikalne, stworzone przez pasjonatów miejsca, zakątki, gdzie można medytować, malować obrazy, przytulać się do zwierząt, usłyszeć dzwoniącą w uszach ciszę czy zjeść na śniadanie chleb prosto z pieca. Dlatego stworzyliśmy slowhop.com/pl, czyli platformę łączącą podróżników, którzy nie chcą „sypiać byle gdzie”, i gospodarzy – jest już niemal 500 tych, którzy unikalny nocleg oferują. Zaczyna się trend na podróżowanie slow i turystykę doświadczeń.

Szumilas

Las szumi, a kilometr za nim i za wydmą szumi morze. Choć to Bałtyk, nie ma parawanów, dyskotek i tłumów. W Lubiatowie, małej kropce na mapie pomiędzy Dębkami a Łebą, nawet w sezonie jest spokojnie, a piasek ma niezwykły biały kolor.

Fot. Tola Piotrowska Fot. Tola Piotrowska

Magda i Krzysiek znają się od podstawówki. Pochodzą z Gdańska. On prowadził hostel, jej rodzice – ośrodek wczasowy na Mierzei Wiślanej, można więc powiedzieć, że obydwoje w hotelarstwie siedzą od dawna. Uwielbiają design, podróże oraz piękne hotele i to nimi właśnie inspirowali się, tworząc Szumilas. Bryła domków charakteryzująca się iście skandynawską prostotą to ich pomysł. Wnętrza są wysmakowane, pełne designerskich przedmiotów i pięknych materiałów oraz niezwykle fotogeniczne. W domkach celowo nie ma wi-fi ani telewizorów – są za to albumy o sztuce i książki kucharskie do przeglądania i inspiracji.

https://slowhop.com/pl/miejsca/domki-szumilas.html

Dosbajka pod Gwiazdami

Najpierw był szałas na łące otoczonej lasem, w miejscu, gdzie zbiegają się dwa górskie strumienie, z widokiem na Beskid Niski (tuż koło Magurskiego Parku Narodowego). Szałas wybudował Dariusz Pyrz, Łemko ze wsi Małastów, ekonomista z wykształcenia, który postanowił zrobić coś, czego nigdy jeszcze nie robił.

Fot. Emilia Pyrz Fot. Emilia Pyrz

Spodobało się, rodzina i przyjaciele byli zachwyceni, więc idąc za ciosem, Dariusz wybudował na 3,5 hektara ziemi domek ze skośnym dachem, potem dwa większe. Stoją daleko od siebie, by goście nie zaglądali sobie w okna. Rok temu gospodarz, zainspirowany Zero Star Hotel w szwajcarskich Alpach, postanowił zaprosić gości do noclegu… w łóżku z widokiem na gwiazdy i góry. Łoże stoi na drewnianym tarasie na skraju lasu. To miejsce dla romantyków, którzy chcą zasnąć pod gwiazdami i obudzić się wraz ze śpiewem ptaków. A kto w nocy przestraszy się zaglądających tu często lisów, zajęcy czy saren, ten może schronić się w drewnianym szałasie, od którego wszystko się zaczęło.

https://slowhop.com/pl/miejsca/dosbajka-pod-gwiazdami.html

Szuflandia

– „Dawno się tak nie wyspaliśmy” – to najczęściej słyszymy od naszych gości. Bo w Szuflandii można uwolnić głowę – mówi Ewelina  Legierska-Drewniak, która wraz z mężem Arturem stworzyła to miejsce. Ona miała dość galopu w korporacji, on życia na najwyższych obrotach, koniecznego przy prowadzeniu firmy. – Przez nadmiar pracy przegapiliśmy dorastanie dwójki najstarszych dzieci. Dla młodszych chcieliśmy mieć więcej czasu – dodaje Ewelina.

Fot. Virtualstay Fot. Virtualstay

Znaleźli w Beskidzie Śląskim, w Wiśle, piękną działkę na zboczu góry Kiczera, z trzech stron otoczoną lasem. A że fascynują ich szwedzkie domki modułowe i minimalizm, Szuflandia przypomina pudełka, zaś sypialnie, zawieszone nad ziemią, wyglądają trochę jak wysunięte szuflady. Stąd nazwa. Zresztą to, co dziś jest znakiem rozpoznawczym, zostało wymyślone przypadkiem, z potrzeby zaoszczędzenia miejsca.

Fot. Virtualstay Fot. Virtualstay

Każda sypialnia ma wielkie, panoramiczne okno (te na parterze z lustrem weneckim naklejonym na szybę), z którego widok hipnotyzuje. Za nim zieleń drzew, a rano i wieczorem sarny, bażanty, jelenie. Wokół zapach lawendy i fiolet wrzosów. Nic, tylko siedzieć w swojej bajkowej szufladzie i podziwiać świat.

https://slowhop.com/pl/miejsca/szuflandia.html

Pałac Kamieniec

Warszawiacy Katarzyna i Wojciech Hutni zakochali się w Kotlinie Kłodzkiej do tego stopnia, że jeżdżąc po okolicy, zaczęli myśleć o kupieniu tradycyjnego gospodarstwa w formie czworoboku. I kupili, ale ruinę… XVIII-wiecznego pałacu.

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

– To miejsce nie zachwycało, było gmaszyskiem podzielonym na mieszkania, straszyło podwieszanymi sufitami i linoleum – mówi Katarzyna. – Kupując pałac, kierowaliśmy się sercem, nie rozsądkiem. Chcieliśmy ocalić go od zniszczenia – przyznaje.

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

Remont pod okiem konserwatora zabytków trwał lat pięć, a gdy się skończył, Katarzyna zostawiła pracę w korporacji. Czeka tu dziesięć pokoi urządzonych w pałacowym stylu oraz menu z sezonowymi produktami z własnego ogrodu (są też miody z tutejszej pasieki).

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

To miejsce z duszą, idealne dla tych, którzy chcą się wyciszyć wśród łąk, pól i lasów – ale stylowo.

https://slowhop.com/pl/miejsca/palac-kamieniec.html

Tatra Glamp

Namioty sferyczne stanęły pod Tatrami, bo pomysłodawczyni tego miejsca, luksusowego glampingu, Justyna, góralka z Bukowiny, szukała innych niż hotel form wypoczynku. A na hotelarstwie zna się jak mało kto, bo od lat pracuje w branży. Zachwyciły ją nieco kosmiczne w wyglądzie namioty, które nazwała klapnioki.

Fot. Zuzanna Gąsiennica Fot. Zuzanna Gąsiennica

Mieszkańcy okolicy byli z początku wobec nich sceptyczni, ona jednak nikogo nie słuchała i robiła swoje. Dziś na skraju Tatrzańskiego Parku Narodowego (10 min od Term Bukovina) stoją cztery białe sfery – każda ogrzewana, z łazienką i z widokiem na góry przez panoramiczne okno. A Justyna mówi, że nocując w przytulnej kapsule, zapomina się o całym świecie.

Fot. Zuzanna Gąsiennica Fot. Zuzanna Gąsiennica

https://slowhop.com/pl/miejsca/tatra-glamp-1.html

Dzikie Róże

Wszystko zaczęło się od róż, które z pasją hoduje Magda, i ogrodu, który uprawia Rafał. W tym pod Krakowem już się nie mieścili, więc gdy dzieci zdały maturę, postanowili znaleźć miejsce, w którym zrealizują swoje pasje. Zafascynowani architekturą Dolnego Śląska trafili do Janic na skraju Gór Izerskich. Kupili dom, który, jak się okazało, ma ponad 500 lat, i 1,5 hekatara ziemi, na której rośnie dziś ponad 130 odmian róż dzikich i historycznych. – Ich uroda jest mniej oczywista niż tych wyhodowanych w XX wieku. By ją docenić, trzeba się uważnie przyjrzeć  – mówi Magda.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

Zainspirowani domem umeblowali go lokalnymi meblami z duszą, z targów staroci i strychów.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

– Nasi goście wieszają ubrania w 250-letnich szafach i kąpią się pod stuletnimi mosiężnymi prysznicami, w których trzeba najpierw odkręcać ciepłą, a potem zimną wodę. Tylko łóżka są współczesne, bo te  stare miały zaledwie 180 cm długości – śmieje się Magda. – A powietrze jest tu tak czyste i gwiazdy tak widoczne, że goście zamiast spać, wpatrują się w niebo.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

https://slowhop.com/pl/miejsca/dzikie-roze.html

Domy na jeziorze

Fot. Robert Ziemba Fot. Robert Ziemba

Domy delikatnie kołyszą się na tafli jeziora. Woda pluska pod tarasem, a za towarzyszy porannej kawy mamy czaplę, parę łabędzi i kryjące się wśród trzcin raki. Te ostatnie to znak, że woda w Jeziorze Rajgrodzkim na Pojezierzu Ełckim jest niezwykle czysta. Spokój wokół to zasługa obejmującej akwen strefy ciszy.

Fot. Robert Ziemba Fot. Robert Ziemba

Od razu widać, że miejsce to stworzyli ludzie, którzy kochają naturę. A było tak. Pewnego dnia Paweł, Radek i Robert – miłośnicy żeglarstwa, na co dzień pracujący z dala od fal, w agencji komunikacji marketingowej Walk – siedzieli na pomoście w Lisewie i zaczęli snuć marzenia o oryginalnym siedlisku bujającym się na wodzie.

I oto są: dwa piękne pływające domy, w których nie sposób się nie zabujać.

https://slowhop.com/pl/miejsca/domy-na-jeziorze.html

Lipowy Most 7

Gospodyni tego miejsca Małgosia pracowała jako realizatorka telewizyjna przy programach rozrywkowych, aż w końcu spostrzegła, że życie jej ucieka – i zaczęła podróżować. Nadal jest w drodze, jeszcze nie osiadła, ale Lipowy Most trzyma ją latem przy sobie.

Fot. Małgosia Krogulec Fot. Małgosia Krogulec

To stara podlaska chata, w samym sercu Puszczy Knyszyńskiej, w głuszy – nie ma tu zasięgu, a nawet sklep dojeżdża tylko raz na dwa tygodnie. Miejsce to Małgosia nazywa mind SPA, ze śniadaniami na tarasie, ogniskiem, hamakiem, kinem pod chmurką, ciszą i spokojem wokół.

Fot. Małgosia Krogulec Fot. Małgosia Krogulec

Dom jest zero waste, bo gospodyni nie lubi plastiku, powtórnie używa wszystkiego, co się tylko da, stosuje ekodetergenty i ekoproszki, piecze chleby, ciasta, robi świece. Istny podlaski slow life.

https://slowhop.com/pl/miejsca/lipowy-most-7.html

  1. Styl Życia

Wakacje z duszą. Letnie odosobnienie wśród łąk i lasów, czyli sztuka sprzątania głowy

W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą. (Fot. iStock)
W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą. (Fot. iStock)
Mamy już mieszkania, domy, dobre ubrania, samochody, coraz lepsze drogi. Przyszedł czas na potrzeby wyższego rzędu. Stąd zamiast wczasów all-inclusive zapotrzebowanie na letnie odosobnienie wśród łąk i lasów. Zdrowe i cenione.

Pytam córkę, jaki prezent chciałaby dostać na 30. urodziny – opowiada przyjaciółka. – Trzydziestkę obchodzi się raz w życiu, więc chciałam jej sprawić coś szczególnego: może mebel do nowego mieszkania, biżuterię. A ona mówi: „Mama, dołóż mi kilka stówek na wyjazd na tygodniowe odosobnienie”. Ucieszyłam się, wiesz, Asia ostatnio tak dużo pracuje, niech pojedzie, odpocznie, złapie oddech…

W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą: kawałek wakacji w ośrodku medytacyjnym czy klasztorze. Bez wystrzałowych ciuchów, zwiedzania zabytków, telefonów, mejli i rozmów. W ciszy. Ośrodki nakierowane na kontemplację i rozwój wewnętrzny powstają w urokliwych miejscach pośród pól, łąk, lasów, nad jeziorami i w górach.

15 lat temu powstał – największy dziś w Polsce – Ośrodek Tu i Teraz w Nowym Kawkowie na Mazurach. 45 hektarów lasów i łąk otacza domy i pola namiotowe. Maja Wołosiewicz, pomysłodawczyni i założycielka ośrodka (wraz z mężem Jackiem Towalskim), przygląda się ludziom, którzy tu przyjeżdżają.

– Bywają napięci, niespokojni. Oferujemy różne formy pracy wewnętrznej, jednak już sam kontakt z przyrodą niesie ogromne korzyści: ukojenie, uspokojenie. Codzienne spacery po lesie, łąkach i wąwozach, kontakt z dzikimi zwierzętami – sarnami, zającami, lisami, które podchodzą do okien – są jak balsam na zmęczone ciała i dusze.

– Cały czas rozbudowujemy ośrodek – mówi Maja. – Powstają nowe domy, sale warsztatowe, jadalnie. Są pokoje z łazienkami, ale też miejsca w namiotach, na strychach. Naród ciągnie do natury.

Ojciec Konrad Małys z klasztoru benedyktynów w Tyńcu opowiada o medytacjach, rekolekcjach i warsztatach rozwijających duchowość, oferowanych przez tynieckich mnichów. Do klasztoru zjeżdżają ludzie najróżniejszych zawodów, orientacji politycznych i wyznań religijnych; klasztor gościł nawet mnichów tybetańskich. Z każdym rokiem jest coraz więcej młodzieży.

– Początkowo w naszym Domu Gości było kilkanaście miejsc – mówi ojciec Konrad. – Kiedy Polska otworzyła się na świat i powstała autostrada do Krakowa, wybudowaliśmy nowy dom. Dzisiaj dysponujemy 90 miejscami i niemal wszystkie – szczególnie w sezonie wakacyjnym – są natychmiast rezerwowane. Mamy grupy krajowe i zagraniczne. Także firmy chętnie organizują u nas dni skupienia, które rozwijają wewnętrzną wrażliwość. Dużą popularnością cieszą się posty według Świętej Hildegardy. Jako społeczność benedyktyńska żyjemy razem, modlimy się i pracujemy. Nasi goście oddychają tą atmosferą, zanurzają się w innym niż na co dzień wymiarze życia, co sprawia, że później na wiele spraw patrzą inaczej, z otwartym sercem i dystansem do siebie.

Jacek Towalski z ośrodka Tu i Teraz zauważa, że z każdym rokiem przyjeżdża coraz więcej ludzi ciężko pracujących, wielu pracowników korporacji, menedżerowie – mężczyźni i kobiety – z najwyższych szczebli zarządzania. Zajeżdżają przed ośrodek wypasionymi furami, zrzucają garnitury i zagłębiają się w siebie.

– Wyraźnie widać taką tendencję: jako społeczeństwo zaczęliśmy się bogacić, mamy już mieszkania, domy, dobre ubrania, samochody, coraz lepsze drogi – mówi Jacek. – Przyszedł czas na potrzeby wyższego rzędu, poszukiwania czegoś głębiej, odkrywanie wartości nie tylko materialnych. Jeszcze 20 lat temu byliśmy zacofanym krajem, także pod tym względem. To się ogromnie zmieniło, aspirujemy, rozwijamy się.

Zauważa też taką tendencję: najpierw przyjeżdża kobieta, potem jej mąż, były mąż, przyjaciele, znajomi przyjaciół, ktoś z rodziny. Ta energia rozchodzi się jak kręgi po wodzie.

Coraz chętniej odwiedzają ośrodek nauczyciele ze świata. Cenią polską otwartość, ciekawość, nastawienie na wiedzę, na rozwój i podnoszenie jakości życia. Harmonizującą moc odosobnień i medytacji chwalą także celebryci. Szczególną popularnością cieszy się joga jako praktyka medytacyjna, nakierowana na pielęgnowanie wewnętrznej harmonii. Asany są najlepszą metodą zwalczania stresu i pokonywania zmęczenia. Z jogi można czerpać siłę i spokój oraz zdystansować od otaczającego świata i problemów. Najwyraźniej ta forma dbania o siebie przypadła nam do gustu. Poszukujemy, odkrywamy i doceniamy nowe możliwości.

  1. Psychologia

Odpuść sobie na wakacje! Urlop niekontrolowany

Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. (Fot. iStock)
Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. (Fot. iStock)
Wakacje stresują nie mniej niż inne codzienne czynności – jeśli traktujemy je jak kolejne zadania do wykonania. A może warto naprawdę otworzyć się na świat i poznanie siebie?

Nastawieni na relaks, dobrą zabawę i odpoczynek wyruszamy na wyczekane wakacje. I tak bardzo jesteśmy przywiązani do tej myśli o upragnionym beztroskim czasie, że wszelkie niedogodności, niekontrolowane przeszkody potrafią wyprowadzić nas z równowagi. Nic dziwnego, w końcu żyjemy w świecie, w którym wiele da się przewidzieć, a nawet zaplanować. Mamy dużo większą wiedzę, GPS-y w komórce i samochodzie, dostęp do wielu narzędzi, ale jeszcze 50, 100 lat temu wyruszanie poza ganek własnego domu było podróżą w nieznane, gdzie mogło nas spotkać wiele nieoczekiwanego. Dziś ubezpieczamy bagaż i wykupujemy polisę na wypadek konieczności leczenia za granicą, dawniej w podróż ludzie zabierali amulety mające chronić przed złem. Jak świat światem, ludzie chcieli czuć się bezpiecznie, kontrolować sytuację, być przygotowanym „na najgorsze”.

Bo podróż to przygoda, ale i spore ryzyko. Nie bez przyczyny wyjazd na urlop jest uznawany za jedno z najbardziej stresujących zdarzeń życiowych. Dlaczego? Po pierwsze, podczas wakacji przekraczamy własną strefę komfortu (podróż łączy się ze zmianą przyzwyczajeń, ustalonych rytuałów, otoczenia, rytmu życia), po drugie traktujemy je jako kolejne zadanie do wykonania (mamy cel, plan i oczekujemy określonego efektu). A gdyby tak spróbować tym razem potraktować wakacje tak jak robią to dzieci? Jako szansę na fajną zabawę, mnóstwo niespodzianek i totalny spontan? Poznawanie świata zacząć od poznawania siebie? Wykorzystując sytuacje, których czasem nie da się przewidzieć, oraz te, które wprawiają nas w lekkie podenerwowanie.

Strachy na Lachy

W wakacje teoretycznie powinniśmy być wyluzowani, nastawieni na relaks, dobrą zabawę i odpoczynek, i w większości sytuacji tak się dzieje, ale niektórzy mają problem z odpuszczeniem kontroli.

Niedawno wracałam z mężem ze spaceru, w planach mieliśmy kolację w restauracyjnym ogródku, ale w powietrzu wisiała burza, o czym przekonywały ołowiane chmury i ciężkie powietrze. Oczywiście, moją pierwszą myślą było dotrzeć szybko do domu, przeczekać burzę i ewentualnie potem wyjść na kolację. Albo zostać już w domu i ugotować szybko jakiś makaron z pesto, w ogóle nie ryzykując zmoknięcia. Po chwili jednak spróbowałam podejść do swojego strachu świadomie, a więc rozwojowo, i przekonałam siebie i męża, byśmy zaryzykowali i usiedli w restauracyjnym ogródku, przecież burzy jeszcze nie ma, najwyżej będziemy musieli z talerzami szybko przenosić się do środka lokalu. I cóż – zjedliśmy pyszną kolację na zewnątrz bez jednej kropli deszczu z pochmurnego nieba.

ĆWICZENIE: Przyjrzyj się temu, czego się boisz. Nie reaguj odruchowo – gdy w jakiejś sytuacji pojawi się chęć ucieczki, spróbuj świadomie zmierzyć się ze strachem. To może być np. niechęć do poznania nowych ludzi, z którymi jadasz wspólne posiłki na wczasach, albo strach przed wodą (nie musisz zanurzać się po szyję, ale spróbuj chociaż do pasa).

Włóż różowe okulary

Jeszcze większą męczarnią okazują się sytuacje, na które nie mamy wpływu, jak odwołany lot czy zgubiony bagaż. Łatwo wówczas wpadamy w panikę, czujemy, że straciliśmy nad czymś kontrolę, że dzieje się coś, na co nie mamy wpływu. Odruchowo pojawia się gniew i złość, ale to nas nie przybliża, niestety, do rozwiązania.

ĆWICZENIE: Spróbuj poćwiczyć oddawanie kontroli komuś innemu. Bo przecież nie sprowadzisz nagle awionetki, by wrócić do domu w czasie, który planowałaś. Nie przekopiesz całego lotniska w poszukiwaniu swojej walizki. Nie wściekaj się, podejdź do sytuacji zadaniowo – sprawdź, kto i jak może ci pomóc, poproś o tę pomoc i czekaj na rozwój wypadków.

Sama utknęłam kiedyś na lotnisku we Włoszech, odsyłana z kwitkiem od okienka do okienka, ostatecznie podróż do domu zajęła cały dzień, z przesiadką na Węgrzech. Mój dobry humor uratowało to, że postanowiłam poszukać pozytywnych stron całej sytuacji – kupiłam nieoczekiwanie węgierskie przysmaki, miałam sporo czasu na rozmowy, na czytanie i na ćwiczenie… cierpliwości.

Innym rodzajem odpuszczania kontroli jest zdecydowanie się na wakacje bez dostępu do komputera. Trudne? Oj, bardzo. Ciężko rozstać się z Facebookiem, ulubioną muzyką, a przede wszystkim dostępem w każdej chwili do świata. Jednak czy wakacje nie są dobrym momentem, by dać odpocząć nie tylko ciału, ale i umysłowi? Zmienić miejsce pobytu i sposób działania? Pamiętaj, że brak poczucia wpływu nierzadko prowadzi do bierności i depresji. Z kolei nadmierna potrzeba kontroli często wynika z podważonego zaufania do świata, czyli braku poczucia bezpieczeństwa.

ĆWICZENIE: Odetnij się od Internetu. Spróbuj sprawdzić, czy przez tydzień albo dwa świat sobie poradzi bez ciebie, a ty bez niego.

Ahoj, przygodo!

Lata temu, kiedy Internet był dobrem rzadkim, roaming za granicą strasznie drogi, o GPS-ie w komórce nie wspominając, pokłóciłam się z ukochanym o to, jak wrócić po długim spacerze po pięknej Pradze do hotelu. A że człowiek wtedy każde nieporozumienie z ukochanym traktował jak koniec świata i rozpad małżeńskiej więzi, obraziłam się śmiertelnie i rozeszliśmy się, każdy w stronę, którą uważał za właściwą. Pojawiły się strach, złość, bezradność wynikająca z bycia w obcym miejscu, nieznajomości czeskiego języka i poczucia, że zawiodła mnie najbliższa osoba.

ĆWICZENIE: Wyłącz emocje, włącz myślenie. Nie jest to proste, bo łatwiej żyć w poczuciu bycia ofiarą i oczekiwać wybawienia z zewnątrz, niż przyznać się, że w zaistniałej sytuacji mieliśmy swój udział. Skoro mieliśmy udział, to odwrót jest tą samą drogą – tyle że bardziej świadomą. Nawet jeśli to oznacza urażoną dumę i przyznanie się do błędu.

W uspokojeniu emocji pomoże ci następująca wizualizacja: usiądź, gdziekolwiek jesteś, nawet w centrum obcego miasta, zamknij oczy, zrób kilka spokojnych oddechów, wyobraź sobie, że siedzisz nad morzem, fala przypływa i odpływa. Wraz z każdym odpływem odchodzi twoja złość, wraz z każdym przypływem przybywa spokój. Trenuj, aż uzyskasz całkowite odprężenie (swoją drogą to ćwiczenie najlepiej wykonywać właśnie nad morzem, nie tylko po to, by wychodzić ze złości, ale też by harmonizować umysł, duszę i ciało).

A teraz, kiedy emocje są już wyłączone, podejdź do zdarzenia jak do zagadki detektywistycznej, jak do łamigłówki, w której brakuje kilku elementów. Ustal, jakich danych potrzebujesz do jej rozwiązania i gdzie są osoby albo miejsca, które będą wskazówką.

Wówczas w Pradze szłam w stronę wzniesień, bo pamiętałam, że hotel był na wzgórzu. Czytałam też (czeski na szczęście jest trochę podobny do polskiego) drogowskazy, no i starałam się odtworzyć w pamięci drogę, przypominając sobie jakieś szczególne miejsca (np. wystawę sklepu z czerwonymi ubraniami, pomnik psa z brązu na skwerze), szukałam znajomych widoków i miejsc, skąd już łatwiej byłoby mi trafić.

Ta przygoda nauczyła mnie kilku rzeczy – po pierwsze we dwoje raźniej i ciekawiej, po drugie – nawet gdy jestem sama, poradzę sobie, po trzecie – świat nie jest taki zły, jak nam się wydaje, zwłaszcza w obcym miejscu, po czwarte – emocje nie zawsze są dobrym doradcą, ale podpowiadają, czemu w sobie warto się przyjrzeć.

Twój urlop zależy od ciebie

Tak naprawdę to ty postanawiasz, czy zbliżająca się burza zmieni twoje plany na wieczór i np. przeszkodzi w smakowaniu romantycznej kolacji, czy będzie fajną przygodą chodzić w t-shirtach męża, bo twój bagaż chwilowo jest w innym miejscu, czy też te wszystkie zewnętrzne okoliczności zepsują ci urlop. Nie możesz zmienić sytuacji? Zmień nastawienie!

Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. Odróżniaj sytuacje, na które masz wpływ, od tych, na które wpływu nie masz. Jak nie masz – odpuszczaj. Przyglądaj się własnym myślom i odruchowym zachowaniom – może się okazać, że reagujesz nawykowo, nieadekwatnie do sytuacji. Pierwszym krokiem do pozytywnej zmiany jest zauważenie tego, co się w nas dzieje. Wyjazd na urlop jest do tego znakomitą okazją. Udanych wakacji!

  1. Psychologia

Znajdź balans pomiędzy pracą a regeneracją. Sztuka odpoczywania

Często traktujemy odpoczynek jak fanaberię, ale dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To świadomy wybór. (Fot. iStock)
Często traktujemy odpoczynek jak fanaberię, ale dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To świadomy wybór. (Fot. iStock)
Beztroskie próżnowanie na ogół przychodzi nam z trudem, a to głównie dlatego, że kojarzymy je z lenistwem. Jesteś typowym pracusiem? Potraktuj regenerację jak zadanie do wykonania i zacznij odpoczywać bez wyrzutów sumienia! Jak to zrobić? Pytamy psycholog i socjolog dr Joannę Heidtman. 

Intensywnie pracujesz, ale też kilka razy w roku robisz sobie kilkudniowe wyjazdy, małe wakacje. Umiesz więc też odpoczywać. Przyznałaś kiedyś, że wolne chwile przeznaczasz na kontakt z bliskimi, doładowanie baterii w górach lub podróże do różnych miejsc świata. Robisz to naturalnie, czy musiałaś nauczyć się odpoczywać?
Czasami wolne chwile też przeznaczam na to, żeby coś dopracować, do czegoś się przygotować, coś skończyć… ale rzeczywiście utrzymywania tego balansu między pracą a regeneracją musiałam się nauczyć. Jak? W praktyce, od mądrych psychologów. Śmieję się jednak, że najpierw musiałam nauczyć się pracować, a to dlatego, że nigdy nie funkcjonowałam w sztywno wyznaczonych godzinach ze ściśle określonym zakresem obowiązków. Jako młoda doktorantka zajmująca się badaniami i dydaktyką musiałam się tego nauczyć, gdyż wpadłam ze swobodnego trybu studiowania w wir zajęć i obowiązków. Do tego stopnia, że szybko zaczęłam się wypalać. I wtedy właśnie trafiłam na metody pracy ze stresem i wypaleniem Wojciecha Eichelbergera i jego metaforę maratończyka. Według niej zawodowy sportowiec jest oczywiście nastawiony na sukces, wyczyn, a w konsekwencji stanięcie na podium. Żeby się tam jednak znaleźć, musi wydatkować ogrom energii. Nigdy nie dobiegnie w dobrym czasie do mety, jeśli nie będzie regenerował sił. Zasada jest bardzo prosta – im intensywniej pracujesz, im więcej chcesz zrealizować, tym szybciej musisz sobie narzucić mądrą dyscyplinę odpoczywania.

Ale jak to zrobić?
Tego z kolei nauczyli mnie moi przyjaciele himalaiści, którzy pod tym względem bywają szalenie rygorystyczni. Nam często się wydaje, że odpoczynek to strata czasu, wyraz lenistwa lub fanaberia, którą można odsunąć na moment, kiedy będziemy mieli więcej wolnego. Tymczasem dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To jest świadomy wybór, łącznie z tym, czym się odżywiamy czy ile czasu przeznaczamy na sen. To nie kwestia dowolna i banalna, którą zawsze można zepchnąć gdzieś na bok. Jest raczej kluczowa, bo złe wydatkowanie energii kończy się chorobą, utratą sił. Bez możliwości pobiegnięcia dalej. Odpoczywanie to nie sprawa osobowości czy widzimisie, a – zwłaszcza dla tych aktywnych i ambitnych – konieczność.

I powinno odbywać się w jakimś rytmie, w cyklu.
Właśnie! Cykl: wysiłek – odpoczynek. Te niewielkie przerwy są nawet ważniejsze niż najdłuższy urlop, ale odkładany za trzy lata.

Jak w tej przypowieści o ostrzeniu siekiery: przy wyrębie drzew pracowało dwóch drwali – jeden co jakiś czas robił przerwy na ostrzenie siekiery, a drugi nie. Często o tym „czasie na ostrzenie siekiery” zapominamy, uznając, że nie mamy czasu na odpoczywanie. Ale w tej przypowieści drugi drwal, który nie odpoczywał, musiał w końcu przestać rąbać, bo siekiera się stępiła. Jesteśmy jak ta siekiera?
Nieregenerowany na bieżąco organizm zaczyna korzystać z zapasów – w ten sposób skracamy sobie życie! Być może chodzi tu o dobre zrozumienie pojęć. Preferuję słowo „regeneracja” bardziej niż „odpoczynek”, bo osobom nastawionym na cel i działanie łatwiej jest się z nim utożsamić.

Tak, coś w tym jest – mniej wyrzutów sumienia!
Dla osób bardziej zadaniowych, nastawionych na pracę i osiągnięcia, słowo „regeneracja” może brzmieć jako coś ważnego, wartego wykonania, co trzeba uwzględnić w planie. W takim ujęciu tematu ja też mogłam potraktować wypoczynek jako umiejętność konieczną dla efektywnego działania. Musiałam się nauczyć w praktyce planować regenerację sił, bo sama wiedza na temat zbawiennego wpływu odpoczynku nie była wystarczająca. Jeśli rzeczywiście nie będziemy na bieżąco ostrzyć tej siekiery, to nie będziemy mieli narzędzia ani sił, by pracować dalej, zgodnie z ideą work-life balance. Terapeuci mawiają niekiedy, że jeśli ktoś nie ma czasu na odpoczynek, to ma czas na chorobę. Siekiera się stępi – czyli dopadnie cię zawał, wypalenie bądź depresja – i już nic nie zrobisz. To przykra konsekwencja braku czasu na bieżącą regenerację.

Niemniej nie do każdego dotrze racjonalność tych argumentów i nie poradzi sobie z wyrzutami sumienia, zwłaszcza jeśli jest przekonany, że bez jego kontroli, czyli udziału we wszystkim, świat się zawali.
W takich przypadkach przydatna jest praca coachingowa. Trzeba dotrzeć do głęboko zakorzenionych przekonań takiej osoby. Nie da się jej na siłę posadzić na kanapie, w parku na ławce czy wysłać przymusowo na plażę, bo i tak nie odpocznie. Będzie zamartwiać się tym, co ma do zrobienia, a jej organizm dalej będzie wydzielał hormony stresu. Także z powodu wewnętrznego konfliktu. W swojej praktyce miałam do czynienia z klientami, którzy uważali, że rozrywka czy odpoczynek to po prostu marnowanie czasu. Pobrzmiewa tu echo przekazów kierowanych do nas w dzieciństwie i młodości – przez rodziców lub nauczycieli. Ale też echo przekonań i przekazów kulturowych. Na południu Europy niemal wszystko jest „na jutro”, najważniejsza jest długa, czasem wielogodzinna kolacja przy wspólnym stole z rodziną, spotkanie z przyjaciółmi po pracy przy kieliszku wina, poobiednia sjesta. W kulturach północnych, w tym naszej, jest odwrotnie – wszelkie spóźnienia są karygodne, brak planu to wstyd, spacer bez załatwiania różnych spraw to „pusty przebieg”, a przerwy na odpoczynek rozumiane są jako „przestoje”. Kształtują więc nas przekonania, te wyniesione z domu i te wyniesione z kultury, która do czegoś daje nam przyzwolenie lub nie. To na tym poziomie zaburza się nasza percepcja, nasze postrzeganie odpoczywania, i tu by trzeba było zacząć, jeśli chodzi o zmianę naszego podejścia. Ale to wcale nie takie łatwe: z jednej strony pragniemy odpocząć, a z drugiej nie jesteśmy w stanie – nie z braku czasu, ale z braku wewnętrznego przyzwolenia. A nie jesteśmy świadomi naszych głębokich przekonań.

Myślę, że warunki pracy i strach przed jej utratą też nas napędzają do większego wysiłku…
Nie bez znaczenia jest też typ osobowości. Tak zwany typ zobligowany czuje się bardziej skłonny do zaspokojenia oczekiwań zewnętrznych niż własnych – umysł takich osób raczej dostraja się do tego, czego inni chcą, potrzebują i oczekują, co nie pozwala im odpocząć. Trzeba znaleźć równowagę między zobowiązaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, ale łatwo powiedzieć! Zobligowany na poziomie przekonań nie jest w stanie tego zrobić, bo tu ani nie chodzi o czas, ani o poziom obowiązków, tylko o to, w co wierzy, jak myśli.

Z kolei ktoś o silnym rysie perfekcjonistycznym będzie miał kłopot, żeby odpuścić sobie nieustanne doskonalenie i poprawianie efektu, jaki zamierza osiągnąć. Osoby silnie zadaniowe mają podobnie – dopóki nie odhaczą zadania, to się nie uspokoją, mają więc problem z odpoczywaniem na bieżąco. Ja także cierpię z powodu takiego przekonania – że nie mogę zrobić sobie przerwy, dopóki wszystkiego nie dokończę, nie przygotuję, nie uporządkuję. Szybciej zarwę noc lub przełożę wyjazd niż zostawię coś niedokończonego. Nie jest to na dłuższą metę dobre, trzeba mieć w sobie wewnętrzną gotowość do powiedzenia: „Drogie Ważne Sprawy, zajmijcie się na dwa dni same sobą”.

I świat się nie zawali?
Im więcej chcesz zrobić, także dla innych, tym bardziej masz OBOWIĄZEK regenerować swoje siły. To też jest zadanie do wykonania – zjeść, kiedy trzeba, wyspać się, popatrzeć na zielone drzewo, las, morze, robić to, co pozwala nam się zregenerować i odpocząć. Wszyscy mamy jakieś przekonania, chodzi o to, by nam służyły, były zdrowe.

Mój wspólnik, Piotr Piasecki, kiedy ma wolne choćby pół godziny, wsiada na rower i jedzie szybko przez las, przed siebie. Skuteczne? Bardzo, bo pozwala mu pozbywać się na bieżąco z organizmu hormonów stresu. Nie da się z tym czekać do trzytygodniowego urlopu, bo toksyny zatruwają organizm i można fizycznie nie wytrzymać.

Czyli długi urlop – owszem, ale wcześniej na bieżąco krótkie przerwy.
Inaczej ten upragniony urlop odchorujemy. I nie nazywałabym tego przerwą, musi to być jednak regeneracja. Czyli wysiłek fizyczny, ponieważ nie da się inaczej wypłukać z organizmu hormonu stresu. Plus przyjemne chwile (a nie np. napięcie związane ze staniem w korkach przy okazji wyjazdu na długi weekend), bo one potem stanowią miłe wspomnienia, do których odwołuje się nasz mózg. Regeneracja jest tak samo ważna, jak każde inne zadanie do wykonania każdego dnia. To ma być zaplanowany i święty czas, na który umawiasz się sama ze sobą! Amen!

To chodźmy odpocząć!