1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. On jest twoim panem

On jest twoim panem

Seks przedmałżeński oznacza hańbę, której kobieta nigdy z siebie nie zmyje. Jednocześnie zdradzający mąż to powszechnie przyjęta norma. Bezwzględne posłuszeństwo wobec mężczyzny i poświęcenie rodzinie to rzeczywistość milionów kobiet w Kambodży. Obowiązujący tu od XVI wieku kodeks postępowania Chbab Srey nakazuje kobiecie: „Wypełniaj rozkazy męża jak niewolnica, bez chwili wahania”

Mekong jest szeroki, głęboko niebieski. Sekong zielonkawy. W miejscu, gdzie te rzeki się łączą, dominuje kolor seledynowy. Na ogromnej łasze piachu pośrodku chłopcy ze Stung Treng – sennego miasteczka przycupniętego u zbiegu rzek – grają popołudniami w piłkę. Ścianę zieleni na przeciwległym brzegu pokrywa wszechobecny w porze suchej czerwony pył. Kiedy Sopheap Tes o świcie jedzie do pracy rowerem, tonie w nadrzecznej mgle. Ma przed sobą ciężki dzień. Choć jest na nogach od piątej rano, uśmiecha się pogodnie. Tkając ręcznie wysokiej jakości jedwab, zarabia niecałe dwa dolary dziennie, ma się jednak za szczęściarę. W tym odległym zakątku północno-wschodniej Kambodży o pracę bowiem trudno. Bez niej zapewne wylądowałaby w stolicy w jednym z domów publicznych, dzieląc los blisko 60 tys. młodych kobiet, które tylko w ten sposób mają szansę wyrwać się ze skrajnej biedy. Kultura khmerska spodziewa się po nich poświęcenia dla dobra rodziny.

Edukacja zmienia kobietę w dziwkę

Jako jedna z dziewięciorga rodzeństwa 22-letnia Sopheap jest przyzwyczajona do wyrzeczeń. – Chodziłam do szkoły przez cztery lata, zanim nie poszłam na służbę do bogatej rodziny w mieście – opowiada. – Rodzice byli bardzo biedni. By moi trzej starsi bracia mogli kontynuować naukę, musiałam zacząć pracować – w jej głosie nie ma pretensji ani żalu.

Wyznający buddyzm Khmerowie uważają, że w rozwoju duchowym kobieta stoi niżej niż mężczyzna. Bardziej związana ze światem cierpienia musi odrodzić się w męskiej postaci, zanim będzie mogła dostąpić oświecenia

Szkoła w Kambodży teoretycznie jest bezpłatna. Rodzice muszą jednak pokryć koszty mundurków i podręczników. Do tego nauczyciele, których pensja wynosi raptem 40 dolarów miesięcznie, ściągają od uczniów haracz: średnio 300 reali (osiem centów) dziennie od dziecka w 60-osobowej klasie. Te wysokie koszty dodatkowe sprawiają, że w Kambodży tylko 60 proc. uczniów kończy szkołę podstawową. I są to przeważnie chłopcy. W khmerskim społeczeństwie kobiety mają bowiem o wiele niższy status niż mężczyźni i ich wykształcenie jest sprawą drugorzędną. Mądrość ludowa głosi nawet, że „zbyt dużo edukacji zmieni kobietę w dziwkę”. W rezultacie ponad połowa kobiet na wsi nie potrafi czytać ani pisać.

Nadal obowiązujący kodeks postępowania z XVI wieku Chbab Srey nakazuje kobiecie zajmować się domem, gotować, zbierać drewno na opał, nosić wodę i wychowywać dzieci. Propaguje ideał cnotliwej, stojącej na straży moralności kobiety, której głównym zadaniem jest szanowanie męża i usługiwanie mu. „Wypełniaj rozkazy męża jak niewolnica, bez chwili wahania” – zaleca. „Szanuj i drżyj przed jego wolą”, a przede wszystkim: „Nigdy nie uważaj się za jemu równą – on jest twoim panem”. Dziewczynki wciąż recytują te wierszowane przykazania sprzed pięciu wieków, do niedawna jeszcze nauczano ich w szkołach.

Bycie kobietą to zła karma

Praktyki wynikające z Chbab Srey znajdują oparcie w dominującej w Kambodży religii – buddyzmie. Choć bowiem zgodnie z religijnymi tekstami wszyscy są równi, Khmerowie uważają, że w rozwoju duchowym kobieta stoi niżej niż mężczyzna. Bardziej związana ze światem cierpienia niż on musi odrodzić się w męskiej postaci, zanim będzie mogła dostąpić oświecenia i nirwany.– Mój brat Chan pięć lat temu wstąpił do klasztoru. Mnich w rodzinie to wielki zaszczyt – wyznaje z dumą Sopheap. Ona nie ma możliwości zapracowania sobie w ten sposób na lepsze wcielenie w przyszłym życiu. Pozostaje jej gromadzenie dobrej karmy poprzez sumienne wykonywanie domowych obowiązków.

Tymczasem Chan w klasztorze pilnie uczy się... angielskiego. To jego bilet do lepszej przyszłości. Planuje opuścić klasztorne mury za rok, osiedlić się w turystycznym regionie Angkor Wat i pracować jako rikszarz. Bycie mnichem nie jest bowiem tutaj wynikiem powołania. To tylko pewien etap w życiu, efekt oczekiwań społecznych, a często i konieczności. W państwie, w którym brakuje opieki społecznej, klasztory poza strawą duchową zapewniają chłopcom z biednych rodzin wikt i opierunek oraz podstawy wykształcenia. Dziewczynki pozostawione są same sobie.

Studia wieczorowe w hamaku

Także i dla Sopheap angielski to klucz do spełnienia marzeń. – Najchętniej pracowałabym jako tłumacz – wyznaje nieśmiało, z trudem formułując zdania po angielsku. – Tkanie to samotnicza praca, a ja chciałabym mieć więcej kontaktu z ludźmi – wzdycha.

Choć więc nauka idzie jej opornie (logika języka angielskiego jest tak różna od khmerskiego!), korzysta z bezpłatnych lekcji w swoim zakładzie pracy. Uczy się wieczorami, gdy świnie i kury zostały już nakarmione, dom sprzątnięty, a kolacja ugotowana. Kiedy zabiera się do odrabiania lekcji, reszta rodziny szykuje się do spania, rozkładając maty z trzciny w wielkiej, pustej izbie na piętrze. Sopheap instaluje się w hamaku zawieszonym w podcieniach wzniesionego na palach tradycyjnego drewnianego domu. (To praktyczne rozwiązanie: w upalny dzień panuje tu przyjemny chłód, a w porze deszczowej nie trzeba martwić się o wylewające rzeki). Dym z kuchni odstrasza insekty. Przodkowie zerkają na nią z kolorowych fotografii w złotych ramkach. Sekunduje im wizerunek Buddy przypięty pinezkami do drewnianej deski w kącie. Panuje błogi spokój, hamak przyjemnie kołysze. Bywa, że wyczerpana Sopheap zasypia nad książką. Kiedy zaś zupełnie nie ma sił na naukę, ogląda przez chwilę telewizję. Najbardziej lubi wystąpienia króla Norodoma Sihamoniego. Złośliwi twierdzą, że król jest homoseksualistą, bo choć ma 54 lata, wciąż jest kawalerem.

– To nieprawda! – oburza się Sopheap. – Nasz król porusza się z gracją, bo w Czechosłowacji studiował balet, a nie dlatego, że jest zniewieściały.

 

Wstęp bez granatów

Największą pasją Sopheap – jak zresztą większości Khmerów – jest karaoke. W niedzielę zawsze znajdzie trochę czasu, żeby wyskoczyć z koleżankami do pobliskiej knajpki. To jedyna rozrywka, na jaką sobie pozwala. Wspólnie śpiewają ulubione utwory, fałszując przy tym niemiłosiernie. – Kto by się przejmował takimi drobiazgami?! – chichocze wesoło Sopheap.

Karaoke towarzyszy niemalże wszystkim ważnym imprezom w Kambodży i nieodmiennie wywołuje wśród uczestników wielkie emocje. W większych miastach w bitwach o mikrofon zdarzają się ponoć nawet strzelaniny.

Nadmiar przemocy to najprawdopodobniej spadek po krwawej epoce Demokratycznej Kampuczy (1975–79), kiedy to ludobójcze rządy maoistowskiej partii Czerwonych Khmerów kosztowały życie jednej trzeciej ludności kraju. Milion osób wymordowano, a drugie tyle zginęło z głodu i chorób, gdy za pomocą terroru próbowano zorganizować społeczeństwo w utopijne komuny wiejskie. Kambodża do tej pory nie rozprawiła się ze swoją czarną przeszłością. Zasłona milczenia, która spowija ten okres, jest tak gęsta, że ludzie urodzeni w latach 80. (czyli blisko 70 proc. społeczeństwa!) właściwie nie wiedzą, co się wtedy wydarzyło. Rodzice milczą jak zaklęci, w szkole czy w telewizji też się o tym nie wspomina.

– Moi rówieśnicy nie wierzą w bestialstwa Czerwonych Khmerów – mówi Sopheap. – Nie mieści im się w głowie, że przesiąknięci buddyzmem Khmerowie mordowali się nawzajem.

Jednak ślady po reżimie, którego celem było rozerwanie wszelkich więzi międzyludzkich, do dziś są widoczne. Ulice miast pełne są plakatów propagujących życie bez broni, a u wejścia do budynków użyteczności publicznej widnieje zakaz wnoszenia pistoletów i granatów ręcznych. Nasila się przemoc w rodzinie przy powszechnej akceptacji tego zjawiska. Buddyści Khmerowie uważają bowiem, że to rodzaj kary nie do uniknięcia za złe uczynki popełnione w poprzednim życiu. W rezultacie co szósta kobieta jest regularnie bita przez męża, a 30 proc. społeczeństwa uważa, że najwyraźniej na to zasłużyła. Kodeks Chbab Srey otwarcie zachęca kobiety do znoszenia przemocy: „Nigdy nie trać cierpliwości i nie odpowiadaj na złość męża; nie reaguj, gdy cię obrazi”. Wszelki konflikt jest bowiem źle widziany, a rolą kobiety jest utrzymanie za wszelką cenę zgody i harmonii w rodzinie.

Ryżu jak na lekarstwo

Rzeczywistość, w której przyszło żyć Sopheap, nie jest różowa. Fatalna służba zdrowia (do której zresztą jedna trzecia ludności nie ma dostępu), wysoka śmiertelność matek i noworodków (jedno dziecko na dziesięć nie dożywa w Kambodży swoich pierwszych urodzin),połowa dzieci poniżej piątego roku życia cierpiąca na chroniczne niedożywienie, dwie trzecie społeczeństwa bez dostępu do czystej wody, a jedna trzecia żyjąca poniżej granicy ubóstwa. A to wszystko przy 600 milionach dolarów międzynarodowej pomocy humanitarnej rocznie roztrwanianej z powodu wszechobecnej korupcji.

Co więcej, nad Kambodżą wisi widmo głodu (według Globalnego Indeksu Głodu to jedno z 12 newralgicznych punktów na świecie). – Całą rodziną uprawiamy ryż, ale pomiędzy przeraźliwą suszą a cyklicznie zalewającymi kraj powodziami jedzenia czasem nie starcza nawet na nasze potrzeby – potwierdza dane statystyczne Sopheap.

Nie wstydzi się wiejskiego pochodzenia. Wyznaje, że trochę śmiać się jej chce z koleżanek z pracy, które stosują kremy wybielające i przesadnie chronią się przed słońcem, zakładając do jazdy na rowerze specjalne rękawiczki i maseczki. – Elegantki! – prycha. Biała skóra ma być dowodem, że nie pracują w polu. – Jakby to było coś hańbiącego! – wzrusza ramionami ta przepiękna dziewczyna, której zdjęcia widnieją na wszystkich folderach i katalogach firmy Mekong Blue, dla której pracuje.

Zalążki buntu

Ważniejsze niż biała skóra u młodej kobiety jest jednak dziewictwo. To w zasadzie jedyny miernik jej wartości. Seks przedmałżeński oznacza skalanie, którego kobieta nigdy z siebie nie zmyje. Jednocześnie zdradzający mąż to społecznie przyjęta norma. Jak bowiem głosi popularne powiedzenie: „I dziesięć rzek nie wystarczy dla jednego oceanu”. Rozmiary zjawiska są tak duże, że w zeszłym roku wprowadzono nawet karę więzienia za cudzołóstwo. Jednak jak dotąd prawo to służy głównie mężczyznom bijącym swoje żony, którzy groźbą fałszywego oskarżenia o posiadanie kochanka powstrzymują je przed odejściem z domu. Niski status kobiety w społeczeństwie sprawia także, że poligamia – choć zakazana prawem – jest w Kambodży zwyczajowo przyjęta.

Choć to kodeks Chbab Srey jest odpowiedzialny za przedmiotowe traktowanie kobiety, Sopheap jest daleka od podważania zawartych w nim zwyczajowych praw. Nie oburza jej zakaz odwracania się do męża plecami, gdy ten śpi, bądź nakaz kłaniania się mu, zanim się go dotknie. Irracjonalnie wierzy jednak, że ominie ją los bitej, poniżanej i zdradzanej żony.

– Zamieszkamy z mężem u moich rodziców, z czasem zbudujemy w pobliżu nasz własny dom – planuje Sopheap. Ten niecodzienny jak na patriarchalne społeczeństwo zwyczaj ma ochronić kobietę przed całkowitą zależnością od męża, gdy ten umrze albo ją porzuci.

Choć marzenia Sopheap nie odbiegają od tradycyjnego modelu khmerskiej rodziny, jej poglądy na wychowanie są nowoczesne. – Synowie też będą mi pomagać w domu – oświadcza stanowczo. – Czemu miałabym tego wymagać tylko od córek?! To nieśmiały pierwszy krok, by kobiety w Kambodży powoli zaczęły się wyzwalać z opresji odwiecznych kulturowych praktyk.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze