1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Najfajniejsze dodatki, które upiększą twoje mieszkanie

Najfajniejsze dodatki, które upiększą twoje mieszkanie

Zobacz galerię 24 Zdjęcia
Przytulne, z mnóstwem drobiazgów, czy nowoczesne i minimalistyczne? Niezależnie od tego, jakie wnętrza lubisz, te przedmioty nadadzą każdej przestrzeni stylu. Oto najciekawsze dodatki, dzięki którym twój dom będzie jedynym takim miejscem na Ziemi.

1. Grafiki - trend na wszechobecne obrazy i grafiki w mieszkaniu jest już obecny od pewnego czasu, jednak teraz stawiamy na nie w wersji total. Im więcej, zwłaszcza na jednej ścianie tych na pozór niepasujących do siebie, tym lepiej.

Od lewej: plakat "Las" autorstwa Kasi Walentynowicz, Cloudmine 99 zl; plakat "Mitch and Mitch" autorstwa Jerzego Skakuna, Cloudmine 200 zł; obraz Almi Decor 379 zł; plakat Pakamera 44 zł; plakat Fabryka Form 45 zł
2. Artystyczna zastawa - zestawy Rosenthala choć zawsze pozostaną pożądane, ustępują miejsca artystycznej, nieco "surowej" porcelanie. Kiedyś wszystko miało być do kompletu, a jeden niepasujący element trafiał się najmniej lubianemu członkowi rodziny - teraz w trendach są różne kształty, wielkości i wzory.

Od lewej u góry: kubek Fenek Studio 80 zł; kubek Cloudmine 96 zł; kubek Another Design 63 zł; talerz Ittala ok. 130 zł; talerzyk Fenek Studio 50 zł; kubek Duka 39,99 zł; talerz Cloudmine 399 zł; kubek NAP 55 zł; miska NAP 50 zł
3. Rośliny - nie ma w tym nic odkrywczego, że im więcej zieleni w naszym domu, tym piękniej i zdrowiej. Dzięki kwiatom - przede wszystkim tym żywym - zarówno tym doniczkowym, jak i ciętym czujemy się bliżej natury, wzbogacamy wystrój wnętrza, ale też... walczymy ze smogiem. Nie od dziś wiadomo, jak istotne jest posiadanie jak największej ilości roślin, zwłaszcza tych, które pomagają walczyć z zanieczyszczonym powietrzem.

Od lewej: aszeweria 25 zł, aloes wzór, osłonka mniejsza 30 zł, osłonka większa 102 zł Dom Roślin; palma BBHome 309 zł; opuncja 130 zł Dom Roślin
4. Świece - przyjemny, otulający zapach świeczki doda nastroju każdemu wnętrzu. Ci, którzy nie przepadają za świecami zapachowymi, z powodzeniem mogą wybrać te neutralne, bez jakichkolwiek dodatków. Wybieramy oczywiście te bez pestycydów, wosku palmowego i wszelkich substancji modyfikowanych genetycznie.

Od lewej od góry: świeczka YOPE 90 zł; świeczka NAP 58 zł; świeczka collagecollage 198 zł; świeczka Hagi 54 zł; świeczka Fabryka Form 59 zł; świeczka Yankee Candle 109 zł

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Gdzie w Polsce mieszka się najlepiej ― zestawienie miast-liderów

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zespół portalu inwestycji mieszkaniowych w Polsce Korter.com.pl przedstawia uogólniony ranking miast o najwyższej jakości i komforcie życia, z uwzględnieniem dynamiki rynku nieruchomości i dostępności mieszkań.

Za podstawę wzięliśmy międzynarodowe i krajowe rankingi (Mercer Quality of Living Ranking, Ranking miast AGH 2018, Zestawienie miast IQS 2020), dane statystyczne instytucji państwowych i organizacji samorządowych oraz sprofilowanych rankingów.

TOP-lista Korter:

  • Warszawa
  • Kraków
  • Wrocław
  • Gdańsk
  • Poznań

Co łączy te miasta? Wysoki poziom rozwoju miejskiej infrastruktury, dobre wskaźniki w pozycjach „edukacja” i „praca” w rankingu AGH, średnie miesięczne wynagrodzenie na poziomie ponad 5000 złotych, dobre uczelnie, możliwości rozwoju zawodowego, zaplecze kulturowe i handlowo-usługowe ― oto główne cechy naszych miast-zwycięzców.

Poniżej trochę więcej szczegółów o stanie rynku pierwotnego w tych miejscowościach.

Warszawa Stołeczny rynek nieruchomości jest najdroższy ― średnia cena mieszkań w Warszawie pod koniec 2020 sięgnęła ponad 10 000 zł za m2 ― jak i najbardziej perspektywiczny. Wybór nowych inwestycji mieszkaniowych wznoszonych w Warszawie i aglomeracji otaczającej miasto jest niezwykle szeroki.

Kraków Kraków nie należy do najtańszych miast Polski ― pod koniec 2020 roku średnie stawki na tutejszym rynku nieruchomości sięgnęły ponad 9000 zł za m2. Jednak oferta deweloperska Krakowa jest bardzo różnorodna, więc bez problemu znajdziemy tu mieszkanie z niższego i średniego przedziału cenowego.

Wrocław Pod koniec 2020 roku nowe mieszkania we Wrocławiu podrożały do około 8400 złotych za m2, co wyniosło blisko +6% w skali roku. We Wrocławiu znajdziemy szeroki wybór inwestycji ze średniej półki cenowej ― są to głównie tradycyjne osiedla bloków mieszkalnych.

Gdańsk Mieszkania na rynku pierwotnym Trójmiasta w skali roku prawie się nie zmieniły ― obecnie średnia stawka za m2 wynosi blisko 10 000 złotych. Gdański rynek pierwotny charakteryzuje się wyjątkową różnorodnością ― od nowoczesnych osiedli wielorodzinnych i kompleksów domów jednorodzinnych w zielonej okolicy po nieruchomości inwestycyjne przeznaczone na wynajem lub cele rekreacyjne.

Poznań Ceny nowych mieszkań w Poznaniu wynoszą obecnie średnio 7300 złotych za m2. Jest to o 2% więcej, niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Oferta deweloperska Poznania i okolic jest zdominowana przez osiedla wielorodzinne i kameralne kompleksy domów jednorodzinnych.

  1. Materiał partnera

Klejnoty w zasięgu ręki

Biżuterię Marco Bicego można kupić w trzydziestu pięciu krajach. Flagowy sklep mieści się w Wenecji. (Fot. materiały prasowe)
Biżuterię Marco Bicego można kupić w trzydziestu pięciu krajach. Flagowy sklep mieści się w Wenecji. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Biżuteria często pojawia się w liście do Świętego Mikołaja. To idealny prezent dla mamy, siostry, przyjaciółki, a także dla Ciebie.

Pierścionek, naszyjnik, bransoletka – biżuteryjne akcesoria ucieszą każdą kobietę. Lubimy podkreślać swój styl odpowiednio dobranymi dodatkami. Czasem wystarczy efektowny naszyjnik czy połyskujący na palcu pierścionek, aby zwykły strój przemienić w efektowną kreację.‪ Oferta biżuterii może przyprawić o zawrót głowy. Jednak wygląd powinien przede wszystkim iść w parze z jakością. Najlepsze jubilerskie marki to te z tradycjami. Jedną z nich jest włoska firma Marco Bicego, istniejąca na rynku od 1958 roku

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Włoski styl

Włoszki znane są z miłości do biżuterii. Potrafią pięknie podkreślić stylizację złotymi dodatkami na szyi, dłoni czy nadgarstku. To właśnie w weneckim regionie Północnych Włoch, w miejscowości Trissino, powstaje biżuteria Marco Bicego. Wykonuje się ją z 18-karatowego złota i ozdabia kamieniami szlachetnymi. Kamienie są starannie dobierane,  odpowiednio cięte i szlifowane, aby podkreślić ich naturalne światło. Wszystkie są obrabiane ręcznie przy użyciu tradycyjnej techniki grawerowania „bulino” polegającej na użyciu specjalnego, starożytnego narzędzia, który nadaje gotowemu produktowi charakterystyczną strukturę. Wyjątkowy wygląd biżuteria zawdzięcza też technice „colin”, która powoduje skręcenie złotej nici.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jubilerzy i projektanci współpracujący z marką tworzą biżuterię, którą kochają kobiety ceniące subtelną elegancję. Wybierają ją najwybitniejsze kobiety na całym świecie, między innymi Kamala Harris, Oprah Winfrey, Melissa Gates czy Kylie Minogue

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Każda z kolekcji ma niepowtarzalny styl i charakter, dzięki użytym materiałom i kamieniom szlachetnym, które w połączeniu tworzą wielowarstwową grę kontrastów.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Biżuteria Marco Bicego doda blasku zarówno codziennym, jak i wieczorowym stylizacjom. Będzie idealnym dopełnieniem stroju na nieformalne spotkanie w gronie znajomych, ale też na wieczór w teatrze czy operze.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Flagowy sklep Marco Bicego mieści się w Wenecji, ale biżuterię sygnowaną logo marki można kupić w trzydziestu pięciu krajach, w tym także w Polsce - w LABIZU w Silesia City Center w Katowicach, w Galeria Sfera w Bielsku-Białej oraz w sklepie online labizu.pl.

  1. Styl Życia

Chaos oswojony

Marianna Sztyma:
Marianna Sztyma:"Czuję wzruszenie za każdym razem, kiedy wchodzę po schodach, lubię światło, które w nim panuje, po prostu lubię tu być". (Fot. Łukasz Gawroński)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Kiedy wyobrażamy sobie miejsce, w którym mieszka i pracuje artystka, spodziewamy się twórczego bałaganu, nieoczekiwanych rozwiązań i odrobiny magii. I taki jest dom malarki i ilustratorki Marianny Sztymy.

Żyję na uboczu, wśród przyrody – zawsze wydawało mi się to trochę niewspółczesne, zwłaszcza dziś, gdy wszystkich ciągnie do miasta i świateł. Jestem więc chyba trochę taką old lady. Choć pracuję na komputerze, to wolę rysować na papierze kredkami i ołówkiem czy malować akrylami albo tuszem.

Na ścianach w całym domu wisi dużo dzieł zaprzyjaźnionych artystek. Na przykład Magdy Wolnej i Anny Pol, z którymi Marianna razem robi wystawy. Są tu też obrazy jej taty, znajomych i koleżanek z warsztatów malarskich. (Fot. Łukasz Gawroński) Na ścianach w całym domu wisi dużo dzieł zaprzyjaźnionych artystek. Na przykład Magdy Wolnej i Anny Pol, z którymi Marianna razem robi wystawy. Są tu też obrazy jej taty, znajomych i koleżanek z warsztatów malarskich. (Fot. Łukasz Gawroński)

Raz się żyje

Dom był bardzo stary i zniszczony, dlatego pewnie tani. Ze sporym kawałkiem ziemi, na którym wszystko rośnie jak chce. Lubię dawać wolność pomidorom i wszelkim roślinom, na przykład prawie całą szklarnię zajął wielki jak baoab rozmaryn – prawdziwy wybuch fotosyntezy.

Domy przysłupowe na Dolnym Śląsku często nie mają fundamentów, wspierają się na wielkich kamieniach. A od północnego zachodu nie budowano w nich w ogóle okien. (Fot. Łukasz Gawroński) Domy przysłupowe na Dolnym Śląsku często nie mają fundamentów, wspierają się na wielkich kamieniach. A od północnego zachodu nie budowano w nich w ogóle okien. (Fot. Łukasz Gawroński)

Mamy ponad hektar, którego jeszcze nie zagospodarowaliśmy. W przeważającej części jest on po prostu łąką, z dużą ilością polnych kwiatów oraz chwastów. Teraz kwitnie moja ulubiona nawłoć, a w maju dziki łubin. Przeprowadziliśmy się na Dolny Śląsk z Poznania. Zaczęło się od tego, że w okolicy zamieszkali nasi znajomi, zaczęliśmy ich odwiedzać, jeździć po okolicy, bardzo nam się spodobało. Mieliśmy wtedy siedem kotów i dwa psy, myśleliśmy o nowym miejscu dla nich i dla nas. Powiedzieliśmy sobie: „Raz się żyje”. Mieszkamy tu już od ośmiu lat.

Niewielka kuchnia w zupełności zaspokaja potrzeby domowników. Na piętrze oprócz niej mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński) Niewielka kuchnia w zupełności zaspokaja potrzeby domowników. Na piętrze oprócz niej mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński)

Część ścian zburzyliśmy, zmieniliśmy też funkcje, jakie kiedyś pełniły określone pomieszczenia. Na przykład moja pracownia jest na dole, w miejscu, gdzie było serce domu, czyli kuchnia. Stał tu duży piec, który ogrzewał całe pomieszczenie. Wyburzyliśmy go i postawiliśmy niewielką kozę, która też daje ciepło.

Biurko artystki – w tym chaosie jest metoda. (Fot. Łukasz Gawroński) Biurko artystki – w tym chaosie jest metoda. (Fot. Łukasz Gawroński)

Pracownia sąsiaduje z piwnicą, więc z kolei latem panuje tu ożywczy chłód. W miejscu, gdzie kiedyś były pomieszczenia dla zwierząt, mamy teraz kotłowniopralnię. Z kolei na górze, tam, gdzie dziś są kuchnia i łazienka, dawno temu składowano siano, którego resztki znaleźliśmy na piętrze, kiedy kupowaliśmy dom.

Wanna, kupiona z drugiej ręki z domu zdrojowego, jest niewielka, ale głęboka. (Fot. Łukasz Gawroński) Wanna, kupiona z drugiej ręki z domu zdrojowego, jest niewielka, ale głęboka. (Fot. Łukasz Gawroński)

Podoba mi się, że domy na Śląsku są właśnie takie hybrydowe – mają w sobie coś starego i coś nowego, coś zostawionego i coś dobudowanego. Coś po każdych właścicielach. Nasz też się rozrasta, w tym roku planujemy na przykład zrobienie przed domem ogrodu zimowego.

Szklarnia, a w niej wyjątkowy okaz krzaku rozmarynu. (Fot. Łukasz Gawroński) Szklarnia, a w niej wyjątkowy okaz krzaku rozmarynu. (Fot. Łukasz Gawroński)

Jeślibym miała nazwać styl, w jakim urządziliśmy wnętrze, powiedziałabym chyba: miszmasz lub trochę ładniej – eklektyzm. Królują tu chaos i przypadek. Uwielbiam giełdę staroci w Cieplicach, która odbywa się w każdą niedzielę. Tam jest wszystko, więc my też mamy wszystko. Jak nam się coś spodoba – kupujemy, pewnie dlatego w domu jest tak wiele krzeseł. Są meble z lat 60., starocie, jest też trochę Ikei. Najwięcej mamy jednak używanych rzeczy, które pozornie do siebie nie pasują.

12-letnia Józia wygodnie umościła się w fotelu. (Fot. Łukasz Gawroński) 12-letnia Józia wygodnie umościła się w fotelu. (Fot. Łukasz Gawroński)

Urządzaliśmy się intuicyjnie i impulsywnie. Na przykład plakat z filmu „Happiness” Piotr kupił w poznańskim kinie Malta (już nieistniejącym). Wędrował on z nami z mieszkania do mieszkania, aż w końcu postanowiliśmy go przykleić na klej do tapet. To, że dziś zdobi jedną ze ścian, jest zwykłym przypadkiem. Jak wszystko w naszym domu. Na ścianach mamy też dużo obrazów, zdjęć, ceramiki. Najczęściej są to prace przyjaciół, lubię się nimi inspirować. Nasi goście często u nas malują. Zwłaszcza dzieciaki przyjaciół i kuzynostwa, po których zawsze coś u nas zostaje.

Na piętrze oprócz kuchni mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński) Na piętrze oprócz kuchni mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński)

Stan domowników na dziś: ja, Piotr (mój mąż), trzy starsze kundelki, kanapowce, 13 kotów w różnych podgrupach, bo część adopcyjnych, część schorowanych, a część wziętych od starszych pań, które nie mogły się nimi zajmować. Mamy jeszcze osobny drewniany domek z dużym wybiegiem dla psów uratowanych z łańcucha. Myślę, że po to właśnie mamy ten dom – dla zwierzaków.

Plakat do filmu „Happiness” pełni funkcję tapety. Marianna mówi, że to ateistyczny ołtarzyk, bo na środku wisi zdjęcie Jane Goodall z szympansem, na którym wygląda jak Matka Boska. (Fot. Łukasz Gawroński) Plakat do filmu „Happiness” pełni funkcję tapety. Marianna mówi, że to ateistyczny ołtarzyk, bo na środku wisi zdjęcie Jane Goodall z szympansem, na którym wygląda jak Matka Boska. (Fot. Łukasz Gawroński)

Można powiedzieć, że się nim zaopiekowaliśmy. I dzięki nam żyje. Ze smutkiem obserwuję, jak w naszej wsi opuszczone, ale nadal piękne domy zarastają krzakami i nikną w oczach. Choć zdarza nam się narzekać, że fajniej by było zamieszkać w zupełnie nowym budynku, z mniejszą liczba usterek do naprawiania i dostosowanym do naszego wzrostu (oboje jesteśmy wysocy) – to jednak wiem, że kocham ten dom. Czuję wzruszenie za każdym razem, kiedy wchodzę po schodach, lubię światło, które w nim panuje, po prostu lubię tu być.

  1. Styl Życia

Wiejskie życie Kasi Miller

Katarzyna Miller uwielbia piękne wnętrza, mogłaby je projektować zawodowo, ale tylko dla osób o podobnym guście, bo jak sama mówi, nie jest minimalistką. (Fot. Celestyna Król)
Katarzyna Miller uwielbia piękne wnętrza, mogłaby je projektować zawodowo, ale tylko dla osób o podobnym guście, bo jak sama mówi, nie jest minimalistką. (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Niełatwo tu trafić, ale jak już się dotrze, chciałoby się zostać na długo. Psychoterapeutka Katarzyna Miller oprowadza nas po swoim sielskim domu w Kazimierzu Dolnym i opowiada o miłości do przedmiotów. 

Kazimierz Dolny odwiedzam regularnie od czterdziestu paru lat, jak nie więcej. I za każdym razem ogarniała mnie tu mieszanka uczuć silna i pierwotna, niemal z trzewi. Radość, tęsknota, ekscytacja… No totalne zakochanie. Patrzyłam na jakieś miejsce, na chałupinkę malusieńką i myślałam: „Boże, żebym choć to mogła mieć. Postawiłabym sobie na trawie fotelik, stoliczek, posadziłabym jakieś kwiatuszki i bym tak sobie siedziała”.

Kwiaty wypełniają zarówno dom jak i werandę. (Fot. Celestyna Król) Kwiaty wypełniają zarówno dom jak i werandę. (Fot. Celestyna Król)

Raz było tak, że akurat nazbierałam pieniędzy i okazało się, że jest tu do kupienia maleńki domeczek. Pomknęłam jak na skrzydłach z myślą: „Kupuję! Wreszcie mnie stać”. Mój Edek orzekł: „To jest ruina”, koleżanka, która akurat budowała dom, wsadziła palucha w mur i powiedziała: „Jeśli chcesz to wyburzyć i wybudować na nowo…”. Załamałam się, bo miałam pieniądze na kupno, nie na remont. Zrezygnowałam, odpłakałam swoje i westchnęłam: „No, trudno”. Po czym znów odłożyłam trochę pieniędzy. Miałam upatrzony domek kanadyjski i działkę w Płońsku. Ale zadzwonił nasz przyjaciel, architekt Waldemar Doraczyński: „Słuchajcie, jest działka, którą zdecydował się sprzedać... – i tu będzie romantyczna historia – nieszczęśliwy mąż. Cztery lata temu stracił żonę, mieszkali w domku z ogrodem, ale odkąd ona umarła, jego noga tu nie postała”. Pojechaliśmy i zobaczyliśmy dżunglę. Dzikie wino zakryło płaszczem chatkę i cały ogród, niemalże je zadławiło. Jak ja w tym wszystkim zobaczyłam nasz dzisiejszy dom, nie wiem, ale trzy lata później tu stanął.

Widok na dom od strony werandy zamkniętej. (Fot. Celestyna Król) Widok na dom od strony werandy zamkniętej. (Fot. Celestyna Król)

Z widokiem na dolinę

Najpierw wymyśliłam chałupę chałupiastą, niedużą, wygodną, z ciemnego drewna. Ale Waldek poznał nas ze świetnymi cieślami, Piotruś Ogórek nimi zarządzał. Jeździli po okolicy i zbierali stare drewno. Dzięki nim nasz dom zrobiony jest z odzyskanego modrzewia. Środek jest z nowej sosny.

Za kominkiem w salonie sprytnie ukryto wejście na górę. (Fot. Celestyna Król) Za kominkiem w salonie sprytnie ukryto wejście na górę. (Fot. Celestyna Król)

Wszystko miałam w głowie, wiedziałam, że będzie kuchnia połączona z salonem dla gości, no i nasze pokoje, ale włączył się Eduś: „Ma być góra. Będę się z niej wychylał, by mówić ci, co masz robić” [śmiech]. I tak wizja niedużej chałupy zaczęła się rozrastać. I teraz dół jest mój, a góra jego. Zmieściła się tam też – jak lubię ją nazywać – świetlica, czyli czytelnia, i pokoiki gościnne dla moich przyjaciółek. Błękitno-biały i żółty jak jajeczko.

Uwielbiam projektować, wnętrza to moja miłość.
Mogłabym urządzać wnętrza to zawodowo, ale byłyby to domy dla szczególnego typu osób. Bo ja nie jestem minimalistką. Wymyśliłam na przykład patent, że łazienki powinny do siebie przylegać. Wtedy robi się prostokąt, który dzieli się na pół. A Edek wymyślił, że u nas nie wiadomo właściwie, gdzie są schody na górę, zaoszczędziliśmy w ten sposób dużo miejsca.

Od początku było wiadomo, że w kazimierskim domu będzie panował niebieski. (Fot. Celestyna Król) Od początku było wiadomo, że w kazimierskim domu będzie panował niebieski. (Fot. Celestyna Król)

Co jest dla mnie kwintesencją domu? Kanapy, fotele, leżaki, hamaki, stoły, stoliczki, kredensy. Żeby było gdzie usiąść, coś zjeść i porozmawiać. Dom na wsi musi mieć też taras. My mamy dwa. Na zakrytym lubię siedzieć podczas burzy – ale takiej fest, z piorunami – owinięta w koce. A jak trzeba obejrzeć zachód słońca, to wychodzimy na taras odkryty. Boże, co to jest za spektakl – Paramount Pictures normalnie. Kiedyś chciałam mieszkać w samym środku Kazimierza, a dziś jestem taka szczęśliwa, że mam widok na dolinę, że mam spokój, ciszę.

Letnie śniadania smakują równie dobrze w przestronnej kuchni, jak i na tarasie. (Fot. Celestyna Król) Letnie śniadania smakują równie dobrze w przestronnej kuchni, jak i na tarasie. (Fot. Celestyna Król)

Jestem kredensiarą

Trochę tu Prowansji, trochę dworku i całkiem sporo mieszczańskiego salonu, bo ja jestem bardzo mieszczańska w sensie stylu. Lubię, jak we wnętrzach łączy się stare z nowym, ale niezbyt nowoczesnym. No i kolor. To dla mnie baza życia. Chętnie tworzę wyspy kolorystyczne, widać to zwłaszcza w moim warszawskim mieszkaniu. Jak się okazało, że dom kazimierski będzie miodowy, od razu zobaczyłam niebieskie okiennice i drzwi – kolor capri. Gdyby był mniejszy, pewnie byłby cały biało-niebieski: trochę grecki, trochę szwedzki, a trochę marynarski.

Łazienka na dole jest bardziej stonowana, oliwkowo-biała. (Fot. Celestyna Król) Łazienka na dole jest bardziej stonowana, oliwkowo-biała. (Fot. Celestyna Król)

Dom na wsi dla mnie musi być usadzony, jakby stał tu nie wiadomo od kiedy. Dużo rzeczy kupowałam na warszawskim Kole, w Lublinie na targu staroci i w galerii Lirka w Warszawie. Tam zobaczyłam biały kredens z kryształowymi szybkami. Chciałam, by tu było ślicznie, kupiłam więc kolejny, niebieski, i jeszcze jeden, malutki, który dosłownie czekał na mnie na targu.

Kolekcja porcelany, oczywiście z dominantą błękitu. (Fot. Celestyna Król) Kolekcja porcelany, oczywiście z dominantą błękitu. (Fot. Celestyna Król)

Jestem kredensiarą, mogłabym mieć z dziesięć kredensów. Ale największy mój świr to filiżanki. Mam ich niewiarygodną ilość. Co  musi mieć filiżanka, żeby mi się spodobała? No, musi mi się spodobać. I jeszcze karafki uwielbiam, w kuchni mam całą półkę biało-niebieskich przecudnych mleczników. Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką.

Na dole króluje błękitny kredens – kupiony i przemalowany w galerii Lirka przy Brackiej 18 w Warszawie. (Fot. Celestyna Król) Na dole króluje błękitny kredens – kupiony i przemalowany w galerii Lirka przy Brackiej 18 w Warszawie. (Fot. Celestyna Król)

Frykasy i obrazy

Co jest kazimierskiego u mnie w domu? Ptaszki i żaby z metalu, ze dwa garnki kamienne… Cuda i cudeńka z Lawendy Agnieszki Głowackiej na rynku. Nalewki są kazimierskie, od Marka Stonia, choć nie tylko. No i to fantastyczne jedzenie! Ania Łuczywek z Mlecznej Drogi robi kozie sery jak francuskie, a Basia z Lipowej Doliny – świetne pasztety, nóżki, ćwikłę. Kulebiaki, cebularze, koguty i chleby na zakwasie są od Basi Sarzyńskiej z jej słynnej kazimierskiej piekarni. Na rynku mamy też pyszne miody i kwiaty od pana Mirka i pana Stasia. Jak się mieszka w Kazimierzu, trzeba mieć też tutejszych malarzy. Na wejściu nad komódką mam więc Janusza Michalaka. Jest Jagódka Kołodziejska, Jurek Krzysztoporski, Krzyr, Tadzio Strzępka, Uta Gnatowska, „Subik”, czyli Marcin Sobkowiak. Moje ukochane motywy to woda i droga, pejzaże – bez ludzi. Chyba że na portretach.

Przestronna kuchnia daje pole do kulinarnych popisów. (Fot. Celestyna Król) Przestronna kuchnia daje pole do kulinarnych popisów. (Fot. Celestyna Król)

Prowadzę dwa domy i dwa życia – warszawskie, czyli miejskie. I kazimierskie, czyli wiejskie. Oba uwielbiam. Warszawę wolę w tygodniu, Kazimierz latem i w weekendy. Tu czas płynie inaczej, rzeczy mają inną proporcję, ja jestem kimś innym. Jestem starsza, spokojniejsza, chyba trochę smutniejsza, bardziej refleksyjna. No i tu czuję się częścią przyrody. Cała jestem w liściach, kwiatach i w ptakach. 

„Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką”, mówi Kasia. (Fot. Celestyna Król) „Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką”, mówi Kasia. (Fot. Celestyna Król)

  1. Materiał partnera

Ile kosztuje zamek Gerda?

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Renomowane zabezpieczenia drzwi Gerda znajdują się niemal w każdym domu czy mieszkaniu. Jest wiele rodzajów zamków do drzwi tej marki, a przez ostatnie lata technologie stosowane podczas ich produkcji zostały znacznie unowocześnione. Do wyboru mamy modele montowane na drzwiach oraz wpuszczane, o podstawowej, jak i bardziej zaawansowanej budowie. Różnią się nie tylko parametrami, ale także ceną – zamki Gerda są na każdą kieszeń.

Zamki do drzwi – cena, która idzie w parze z jakością Podobnie jak w każdej innej dziedzinie, tak i w przypadku zamków do drzwi ceny bywają bardzo zróżnicowane. Dostępnych jest wiele marek, które przekonują nas o niezawodności i najlepszych zabezpieczeniach, jakie stosują producenci zamków. Warto mieć na uwadze, że chwyty marketingowe to jedno, a rozsądna kalkulacja to drugie. Nie spodziewajmy się więc, że jeśli kupimy zamek za "parę złotych", to będzie on równie solidny jak modele droższe, jakościowo z wyższej półki. W parze z jakością zawsze idzie cena, co widać nie tylko w branży usług ślusarskich i zabezpieczeń, ale też w każdej innej dziedzinie. Jeśli więc zależy nam na solidnym i mocnym zabezpieczeniu, które będzie posiadało nowoczesne technologie opierające się osobom trzecim, trzeba postawić na sprawdzone zamki do drzwi w nieco wyższej cenie niż słabsze modele. Dobrze sprawdza się tu zamek Gerda – a wymianę najlepiej zlecić fachowcom z pogotowia ślusarskiego. Zobaczysz, co zaproponuje uznany polski producent zamków, który swoją ofertą wychodzi naprzeciw oczekiwaniom praktycznie każdej osoby.

Zamki do drzwi Gerda w Poznaniu – ile kosztują? Spełnienie oczekiwań konsumentów przez producenta zamków Gerda polega na dostosowaniu oferty do różnych potrzeb i możliwości. Klienci, którzy szukają trwałych i mocnych zabezpieczeń, z pewnością znajdą je pośród zamków Gerda. Jedne modele będą bardziej zaawansowane i przez to droższe, a inne będą miały podstawową budowę, mając też niższą cenę – przy czym należy pamiętać, że w przypadku tak renomowanego producenta zawsze można liczyć na dobrą jakość materiałów, z których produkowane są zamki do drzwi Gerda. Cena w Poznaniu może wahać się od stu kilkudziesięciu złotych do ok. 400 zł – zależy, czy mowa o prostszych mechanizmach z kluczem rurkowym, czy o bardziej skomplikowanych zamkach o wysokiej klasie bezpieczeństwa. Jeśli zastanawiasz się, na co postawić, najlepiej skonsultuj się z doświadczonymi ślusarzami pracującymi w Pogotowiu zamkowym w Poznaniu, którzy doradzą i wykonają wymianę wkładki Gerda.