1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Inteligencja naszych czasów

Inteligencja naszych czasów

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sztuczna inteligencja, roboty i humanoidy zawładną światem? Nie. Samochody autonomiczne, zakupy spadające z dronów – tak. Bać się sztucznej inteligencji? Nie. To dzisiaj tylko narzędzie człowieka – mówi dr Aleksandra Przegalińska.

Sztuczna inteligencja to, sztuczna inteligencja tamto, armagedon, szansa, inwigilacja, zagrożenie, bunt robotów, zbawienie… – a właściwie co to takiego? Czy jest jedna definicja sztucznej inteligencji?
Definicji jest bardzo dużo, różnych, ale rzeczą, na którą wszyscy zdają się zwracać uwagę, kiedy myślą o odróżnieniu sztucznej inteligencji od innych systemów technicznych i informatycznych, to zdolność do adaptacji, możliwość samodzielnej zmiany związanej ze zmianami w środowisku, w jakim system sztucznej inteligencji funkcjonuje.

System sam się uczy.
Tak. Systemy sztucznej inteligencji są w stanie odpowiadać na zmienne bodźce. Nie są przystosowane jedynie do wykonywania stałej, niezmiennej, choćby nawet skomplikowanej czynności, ale mogą się rzeczywiście „uczyć”. Przykładem może być mowa: system AI (sztucznej inteligencji – artificial intelligence) przygotowuje się, uczy, a potem, kiedy zaczyna „mówić” ludzkim językiem, wciąż się ulepsza na podstawie doświadczenia zdobywanego podczas funkcjonowania.

Systemy AI są już w naszym życiu obecne. Gdzie spotykamy się z nimi najczęściej?
Są wszędzie. Gdziekolwiek się człowiek obejrzy.

Rozglądam się – tutaj w kawiarni nie widzę.
W wielu codziennych aktywnościach sztuczna inteligencja jest już obecna, od nawigacji w samochodzie, do dość rzadkich jeszcze systemów zarządzania domem. Wszystkie osoby, które wieczorami serwują sobie seriale np. w Netflixie, stykają się ze sztuczną inteligencją, nie tylko w fabułach filmów: platforma ma system rekomendacyjny, który uczy się naszych zachowań i upodobań. Każdego użytkownika wrzuca się w tzw. klastry preferencji, mogą ich być tysiące. System analizuje na przykład to, w którym momencie przerwaliśmy oglądanie danego filmu.

To jest właściwie ciągła analiza danych, jakie – chcąc lub nie – przekazujemy urządzeniom, programom, sieci.
Tak.

I tutaj pojawia się standardowe pytanie: Czy te dane nie będą kiedyś użyte przez system przeciw człowiekowi? Wiemy, że są boty, wirusy inwigilujące, są fake newsy, afera Cambridge Analytica, czyli wyciek danych z Facebooka użytych do kształtowania kampanii politycznych… Przypuśćmy, że jestem osobą obsesyjnie kochającą koty i regularnie zamawiam w sieci jedzenie dla mojego kota, udzielam się na forach itd. W kampanii wyborczej w sieci będę zasypany zdjęciami i filmami lidera politycznego z kotem na rękach, w dodatku jego kot może być sztucznie upodobniony do mojego kota…
Te dane wykorzystuje „ktoś”, a nie „coś”, prawda? Nikt z nas nie może wykluczyć, że kiedyś, za ileś lat, systemy sztucznej inteligencji będą na tyle autonomiczne, że będzie nam trudno je kontrolować. Ale dzisiaj, warto to podkreślić, to ludzie sobie nawzajem to robią: tworzą narzędzia podporządkowane im w stu procentach i wykorzystują je do złych celów. Cambridge Analytica jest tego najlepszym przykładem – narzędzie socjometryczne częściowo oparte na algorytmach sztucznej inteligencji, skonstruowane na podstawie kradzieży danych przez kilka długich lat. Ludzie, wypełniając banalne quizy na Facebooku, nie wiedzieli, komu udostępniają swoje dane. Dzisiaj nie ma mowy o jakiejkolwiek „wolnej woli” sztucznej inteligencji, choć seriale science fiction opowiadałyby co innego.

Dzisiaj. A jutro?
Na razie nikt nie zastanawia się nad tego typu autonomicznymi systemami, bo raczej nie mamy pomysłu, jak je zbudować. Sztuczna inteligencja działa na razie całkowicie inaczej niż my – organizmy żywe. Jeśli chodzi o przetwarzanie informacji, jest bardzo szybka, ale mocno ograniczona, wąsko wyspecjalizowana, nie wykazuje żadnych „odruchów” pozyskiwania nowej wiedzy.

A komputery neuronowe, działające na podobieństwo ludzkiego mózgu?
No właśnie ta zmiana może dotyczyć hardware’u, a nie software’u – może nastąpi w sytuacji, gdy podstawą budowy komputerów nie będzie krzem, tylko jakaś syntetyczna forma białkowa… neuromorficzna… – może wtedy. Ale to pieśń przyszłości. Na razie sztuczna inteligencja może wykazać się pewną inwencją, innowacyjnością, optymalizując się wewnętrznie, ale robić to może wciąż tylko w celach określonych przez człowieka i dzięki zasilaniu dostarczanemu przez człowieka.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Zatem zbieranie i analiza danych. System sztucznej inteligencji zbierający, analizujący i łączący dane zawsze będzie bystrzejszy od najlepszego lekarza – będzie miał w pamięci tysiąckrotnie więcej przypadków, dzięki którym poprzez analogię będzie mógł stawiać diagnozę.
To dobry przykład pozytywnego zastosowania sztucznej inteligencji. Możliwości obliczeniowe naszych mózgów nawet kolektywnie są o wiele mniejsze niż możliwości AI. Medycyna jest ciekawą dziedziną, bo pełna jest „czystych” danych, które, oczywiście, muszą być we właściwy, dokładny, precyzyjny i możliwie pełny sposób wprowadzane, by mogły podlegać analizie. I, oczywiście, lekarze będą mogli wykrywać rzadkie choroby na podstawie analizy wpisanych do systemu przypadków, dokonywanej przez systemy sztucznej inteligencji.

Te systemy będą nieomylne?
Muszą zostać przygotowane narzędzia kontroli algorytmów, które pozwolą weryfikować, czy rzeczywiście dana diagnoza była właściwa. Jakieś narzędzia, które będą tłumaczyły człowiekowi, jakie kroki wykonała sieć, by tę diagnozę postawić. Ślepe zaufanie technologii systemu algorytmicznemu nie jest wskazane ani bezpieczne.

Sztuczna inteligencja może być bystrzejsza od człowieka, ale nie będzie mądrzejsza.
Nie wiem, czy można powiedzieć, że jest bystrzejsza. Po prostu jest inna. Dla niej rzeczy, które ludzkiemu umysłowi przychodzą z wysiłkiem, są relatywnie proste. Człowiek, mając kilka sekund i wielką ilość danych, nie spostrzeże wzorca, a sztuczna inteligencja zrobi to w mig. Ale człowiek wejdzie tu, do kawiarni, usiądzie przy właściwym stoliku, zamówi kawę, odnajdzie się w ludzkim świecie. Kiedy spadnie ze stolika łyżeczka, to ją podniesie. Natomiast sztuczna inteligencja byłaby zupełnie zagubiona.

Kwestia ilości danych.
Nie do końca. Bo oprócz danych takie urządzenie musiałoby mieć jeszcze coś w stylu sprawnego ciała. Tego na razie jeszcze nie ma. Dzisiejsza robotyka jest w kłopocie. Aparat percepcyjny nie nadąża za algorytmami – mówiąc po ludzku, sztuczna inteligencja jako algorytmy nie ma ciała mogącego jej dostarczać danych. Sensory i roboty, sztuczne krowy, psy – te wytwarzane np. przez Boston Dynamics – to dopiero pierwsze kroki.

Widziałem taki francuski spot: mężczyzna mający inteligentny dom wraca ze zdrętwiałą szczęką od dentysty i nie może wejść do środka, bo system nie rozpoznaje jego głosu. Facet moknie na deszczu, gadając do drzwi.
Na razie sztuczna inteligencja wciąż ma problem z odróżnieniem psa chihuahua od ciastka – muffina z rodzynkami. Serio. Mój telefon ma funkcję rozpoznawania twarzy jako klucza do zdejmowania blokady, i bardzo mnie to bawi, bo jak tylko jestem w okularach, system totalnie się rozpada, głupieje, musi szukać innych form weryfikacji.

W Internecie można zobaczyć też filmik – Will Smith próbuje flirtować ze słynną lalką – robotem humanoidem o imieniu Sophia. Nie idzie mu najlepiej.
Śmieszne to było, ale akurat Sophia to przykład starego pomysłu, duża część architektury informatycznej Sophii ma ze 30 lat. To swoisty chat-bot ubrany w silikonową skórę. To właściwie jest technologiczna staruszka.

Dlatego sztubacki Smith nie bardzo mógł się z nią dogadać.
Michael Douglas czy Robert Redford nie poradziliby sobie lepiej. To coś innego niż np. Alexa – system Amazona, kontekstowo rozumiejący informację. Sophia jest gwiazdą, bo ludzie, oczywiście, reagują bardziej na coś, co przypomina ich samych niż na mówiące pudełko. Więc jest obwożona po gościńcu jako przykład sztucznej inteligencji, ale dla nas, praktyków, jest to przykład bardzo prosty.

Wchodzi pani do domu i mówi: „Cześć, Alexa, zapal światło, zrób w sieci zakupy, a w ogóle to jak się dziś miewasz?”.
Mąż nie chce, by działała w domu, nie pozwala mi jej za często włączać, bo uważa, że może być – powiedzmy – małym złodziejem danych. Ja ją wykorzystuję przede wszystkim właśnie do zakupów. Kiedy jestem w Massachusetts, to mówię: „Hej, Alexa, chciałabym chleb, cebulę, cytrynę i jeszcze ileś innych produktów”, potwierdzam i następnego dnia te zakupy przyjeżdżają.

Dron Amazona zrzuca je na trawnik przed domem?
Dzisiaj jeszcze nie zrzuca. Czekają w zielonej paczce pod drzwiami o ustalonej godzinie.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Słowo „inwigilacja”. Możliwość śledzenia tysiąca danych o tysiącach ludzi w mikrosekundę. W chińskich szkołach opaski elektroniczne podobno mierzą poziom skupienia uczniów, a komputery analizują to i mogą decydować, które dziecko powinno próbować kształcić się dalej, a które będzie robotnikiem, ludzie „dostają punkty” za zachowanie w pracy i na ulicy: przejdę na czerwonym świetle, system będzie to pamiętał za dziesięć lat, kiedy będzie wyceniał mi polisę ubezpieczeniową i tak dalej. Orwell: „bezkontekstowe”, czyli bezwzględne traktowanie człowieka.
Rozumiem te obawy, zgłaszane często w różnych mediach, ale jest jedno najważniejsze pytanie: Kto ten system wprowadzi i kto będzie mu w taki destrukcyjnie bezgraniczny sposób ufał?

Człowiek.
Oczywiście. Odnoszę wrażenie, że oprócz scenarzystów Netflixa już sporo osób zrobiło sobie z kreślenia takich technodystopijnych wizji zawód. Często są to ludzie, którzy nigdy nie napisali nawet linijki kodu programistycznego, na przykład historyk Yuval Harari, dzisiaj wielki ekspert od sztucznej inteligencji, obok której nawet nie stał.

O, nie lubi pani jednego z najpopularniejszych pisarzy futurologów na świecie.
Uważam, że jego książki są bardzo ciekawe, ale kreślone w nich wizje są szalenie proste, powiedziałabym nawet liniowe, snute na zasadzie: jak jest dzisiaj i co z tego, co jest dzisiaj, może dalej pójść źle. Bez żadnych niespodzianek. Moim zdaniem świat tak nie funkcjonuje, zaskoczenia są czymś normalnym. Widzę zagrożenia, postuluję pracę nad etycznymi rozwiązaniami i regulacjami w zakresie sztucznej inteligencji – łącznie z możliwościami inwigilacji, o których pan wspomniał, czy zasadami dla istniejących dzisiaj autonomicznych samochodów… Bo jak to będzie? Samochód w ekstremalnej sytuacji, gdy wypadek jest nie do uniknięcia, będzie oceniał i decydował, czy przejechać staruszkę, czy dziecko? Jestem ostatnią osobą, która chciałaby odsunąć te tematy na bok i zachwycać się tym, jaka to świetlana przyszłość przed nami i sztuczną inteligencją wokół. Ale wizje komputerowego piekła i bezwolnego człowieka nie wydają mi się dzisiaj sensowne. Ludzie mogą sobie tworzyć piekło i bez sztucznej inteligencji.

Aleksandra Przegalińska, doktor filozofii UW, specjalistka od  sztucznej inteligencji i nowych technologii. Prowadziła badania w MIT w Bostonie, pracuje w Akademii Leona Koźmińskiego. Niedługo rozpocznie badania na Harvardzie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Oceanów

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
8 czerwca to doskonała okazja, by przypomnieć o konieczności ochrony mórz i oceanów, bo ich kondycja w dużej mierze zależy od działalności człowieka. Organizator akcji społecznej Naturalnie Bałtyckie podpowiada co każdy z nas może robić, byśmy mogli cieszyć się ich naturą i w pełni korzystać z dobrodziejstw ich zasobów.

Jak mogę chronić wody i zasoby mórz i oceanów?

Morza i oceany zajmują ponad 70% powierzchni naszej Planety. Produkują większość dostępnego tlenu, regulują klimat oraz stanowią ważne źródło pożywienia dla ponad 3 mld ludzi na Ziemi. Dziś z powodu nieodpowiedzialnej działalności człowieka ekosystemy morskie są zagrożone. Żeby zahamować i odwrócić ten proces potrzebne są zdecydowane działania, te odgórne, systemowe, ale także i nasze codzienne nawyki mogą wspierać i chronić wody mórz i oceanów.

Wszechobecny plastik

Jednym z największych, globalnych problemów mórz i oceanów są ogromne ilości plastikowych śmieci. Co roku blisko 10 milionów ton plastiku dostają się do wód. Z powodu plastikowych odpadów rocznie ginie ponad milion morskich ptaków i sto tysięcy morskich ssaków, a mikroplastik staje się wszechobecny także w naszym pożywieniu. Dla dobra środowiska i nas samych musimy ograniczyć zużycie plastiku na rzecz tworzyw biodegradowalnych. Dlatego nie kupujmy wody w plastikowych butelkach, tylko pijmy tę z kranu, korzystajmy z bardziej ekologicznych wielorazowych opakowań, a na zakupy zabierajmy ze sobą woreczki wielorazowe na warzywa i owoce, czy torbę bawełnianą zamiast plastikowej reklamówki. Segregujmy także odpady – w szczególności te, które mogą być poddane recyklingowi.

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)

Ocieplenie klimatu

Olbrzymim zagrożeniem dla ekosystemów morskich są zmieniający się klimat i rosnące temperatury, wynikające z działalności człowieka. Cieplejsze wody oceanów to coraz mniej tlenu, mniej składników odżywczych i zmieniający się skład chemiczny wody. To powoduje, że wiele organizmów morskich zmuszonych jest do migracji, porzuca swoje dotychczasowe siedliska, co zaburza funkcjonowanie łańcuchów pokarmowych. Zmieniają się typowe rozmieszczenia populacji dzikich ryb, co także pogarsza warunki życia lokalnych społeczności związanych z rybołówstwem. Każdy stopień wyżej średniej temperatury atmosferycznej to blisko 3 mln ton ryb mniej. Według ekspertów z powodu zmian klimatycznych roczne połowy mogą zmniejszyć się nawet o 50 %. Dlatego jednym z podstawowych zadań współczesnego człowieka jest zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Każdy z nas może zmniejszyć jego emisję wybierając komunikację miejską lub rower, zamiast samochodu, czy zmniejszając spożycie mięsa, bo przemysłowa produkcja mięsa jest odpowiedzialna za emisję 18% gazów cieplarnianych, to więcej niż wszystkie środki transportu (statki, samochody, samoloty itp.)

Chrońmy Morze Bałtyckie

Przy okazji Światowego Dnia Oceanów warto także pochylić się nad problemami naszego dobra narodowego, jakim jest Morze Bałtyckie. Bałtyk jest zbiornikiem półzamkniętym. Wymiana jego wód zachodzi jedynie z Morzem Północnym, za pośrednictwem wąskich i płytkich Cieśnin Duńskich. Pełna wymiana wód trwa do 30 lat. Dlatego wszelkie zanieczyszczenia będą zalegały w nim przez lata.

Jednym z najpoważniejszych negatywnych zjawisk Bałtyku jest eutrofizacja oznaczająca przeżyźnienie środowiska wodnego, które zachodzi na skutek zbyt dużych ilości związków azotu i fosforu (biogeny) w wodzie powodujących masowy zakwit glonów i sinic. Obumierające glony opadają na dno zbiornika, gdzie ulegają rozkładowi tworząc pustynie beztlenowe tzw. martwe strefy, w których zamiera życie. Biogeny pochodzą ze ścieków, z przemysłu, ale aż w 50% z rolnictwa. Rolnictwo masowo wykorzystuje w swojej działalności nawozy sztuczne, które wodami gruntowymi, wpływają do rzek, a następnie do Bałtyku. Dlatego kupując warzywa i owoce wybierajmy te uprawiane naturalnie, bez użycia nawozów sztucznych, co będzie zdrowsze nie tylko dla nas samych, ale także korzystniejsze dla wód Morza Bałtyckiego.

Morza i oceany możemy chronić także podejmując właściwe decyzje przy zakupie ryb do konsumpcji. Kupując ryby, wybierajmy te, które wyławiane są w naszym kraju. Wspieramy w ten sposób rodzime rybołówstwo, ale także przyczyniamy się do zmniejszenia śladu węglowego. Ryby łowione poza Bałtykiem, muszą być transportowane tysiące kilometrów, a to wiąże się ze znacznie większym zużyciem paliwa.

Aby mieć pewność, iż sposób połowu ryb nie ma wpływu na stan dzikich populacji stawiajmy na mniej popularne gatunki. Wysoki popyt na niektóre ryby może prowadzić do przetrzebienia stad. Dlatego spróbujmy mniej popularnych ryb bałtyckich i do tego takich, których populacja nie jest zagrożona np.: storni (popularnie zwanej flądrą), czy szprota.

9 nawyków, które chronią morza i oceany

  1. używaj mniej plastiku
  2. pij wodę z kranu
  3. segreguj śmieci
  4. nie śmieć na ziemię, bo każdy odpad kanalizacją, a potem rzekami może trafić do morza
  5. przesiądź się na rower lub korzystaj z transportu publicznego,
  6. jedz mniej mięsa
  7. kupuj naturalne warzywa i owoce
  8. używaj naturalnych środków czyszczących, detergentów i kosmetyków
  9. kupując ryby wybieraj te ze zrównoważonych łowisk
  1. Styl Życia

Flow Joga – przyjemność bycia w ciele

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga to powrót do naturalności, do tego, za czym tęsknimy, nie tylko w jodze, także w życiu. Powrót do stanu jedności ciała, duszy i umysłu.

Nie można nauczyć się Flow Jogi, ale można sobie przypomnieć, że „już nią jesteśmy", można przypomnieć sobie, jak wielka przyjemność płynie z bycia w swoim ciele, w stanie flow. Wtedy tracimy poczucie czasu, jesteśmy totalnie zaabsorbowani wykonywaną czynnością.

Płynąc na fali, mamy poczucie bycia w kontakcie ze swoją prawdą, ze swoją naturą, a jednocześnie czujemy się częścią pulsującego życiem świata, częścią wspólnoty ludzkości.

Flow to naturalny stan umysłu. Pojawia się on wtedy, gdy wykonujemy jakąś czynność dla samej przyjemności wykonywania jej. Dysponujemy wówczas wysokim poziomem energii, otwieramy się na swobodny przepływ kreatywności i radości z życia. Każdy kiedyś tego doświadczył, jednak osoby, które na co dzień, w życiu prywatnym i w pracy są w stanie przepływu, należą do rzadkości.

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu podczas zajęć, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. Im częściej doświadczamy flow na zajęciach jogi, tym większe prawdopodobieństwo, że flow spontanicznie zacznie pojawiać się w codziennym życiu. Wykorzystujemy do tego celu rytm, muzykę, naturalny oddech, ruch oraz uważność.

Czego uczy Flow Joga?

Flow Joga uczy, jak płynąć z nurtem życia, jak stawiać czoła wyzwaniom, nie tracąc wewnętrznego spokoju i kontaktu ze sobą na co dzień i w obliczu kryzysu. Płynięcie z nurtem życia to umiejętność stawiania czoła wyzwaniom oraz zachowanie wewnętrznego spokoju wobec zmian, jakie przynosi życie.

Swami Satchitananda powiedział: „Życie to zmiana, naucz się surfować”. Dlatego na zajęciach Flow Jogi uczymy się płynnych przejść z jednej asany w drugą, a sekwencje ruchu budowane są w taki sposób, aby każdy kolejny cykl był okazją do rozwoju (np. silniejsze mięśnie brzucha lub spokojniejszy umysł). Ważnym elementem jest też naturalny ruch, zsynchronizowany z oddechem. Ewolucyjny rozwój to budowanie pojedynczej asany, a także cyklu zajęć - etapami, krok po kroku. Uczestnicy mogą sami wybrać odpowiedni dla siebie wariant ruchu, co wiąże się i z pogłębianiem świadomości ciała, i z przyjmowaniem odpowiedzialności za nie. Zajęcia są okazją do budowania kontaktu z ciałem, zarówno poprzez asany (o sztywno określonej formie z precyzyjnym ustawieniem ciała), jak poprzez spontaniczną ekspresję, poszukiwania swojego ruchu.

We Flow Jodze kluczową rolę odgrywa oddech. Nie chodzi jednak o dążenie do oddychania w konkretny sposób (choć klasyczne pranayamy także się pojawiają), ale raczej o nabieranie szacunku do oddechu jako siły życiowej, która inicjuje każde działanie i ruch we Flow Jodze. Oddech jest traktowany jak specjalny gość, który odwiedza nasz dom (ciało). Nie będziemy mu mówić, gdzie ma usiąść i co ma zjeść. Zapraszamy go do środka, dając swobodę i uważnie słuchając.

Najprzyjemniejszym chyba elementem Flow Jogi jest stwarzanie warunków sprzyjających pojawieniu się stanu „przepływu” (z ang. flow), czyli stanu zjednoczonej świadomości. Termin może brzmieć tajemniczo, ale od dawna funkcjonuje chociażby w psychologii i opisuje sytuację, kiedy jesteśmy w pełni zaabsorbowani wykonywaną czynnością. Tracimy twedy poczucie czasu, wzrasta nasza kreatywność i efektywność działania, pojawia się radość i uważność. W jodze efektem „ubocznym” takiej praktyki jest przyjemność, poczucie bycia na fali i piękno ruchu.

Flow Joga nie mieści się na macie – choć mata niewątpliwie jest przydatna i wygodna, to może stać się ograniczeniem. Flow jest odmianą jogi, która pozwala wyjść poza utarte schematy. Ciało porusza się naturalnie, w swobodny sposób. W efekcie pojawia się poczucie wolności i przyjemność bycia obecnym w ciele. Bezpieczeństwo ćwiczącego jest uwarunkowane przestrzeganiem zasad praktyki, czyli jogicznego BHP. Piękny taniec wolności z ograniczeniami.

Flow Joga jest narzędziem poszerzania i pogłębiania świadomości. Prowadzi ku integracji wewnętrznej. Jest drogą i celem. Stwarza przestrzeń dla tego, co ludzkie i tego, co boskie, łącząc sprzeczności. Transformuje, uzdrawia, przywraca wiarę w siebie, swoją siłę i uwalnia pełnię potencjału każdego człowieka. W konkretny sposób – poprzez ciało.

Czym Flow Joga różni się od innych stylów jogi?

Joga często bywa prowadzona mechanicznie. Na polecenie: z wdechem unieś ręce do góry, większość uczestników zajęć równocześnie unosi ręce do góry, próbując dopasować oddech do wykonywanego ruchu. We Flow Jodze jest odwrotnie, ruch jest inicjowany przez oddech. Dzięki temu jesteśmy w kontakcie ze sobą i czujemy się bardziej zintegrowani. We Flow Jodze bardzo ważne są także płynne przejścia pomiędzy pozycjami oraz uszanowanie każdej fazy cyklu ruchu: wstępu, szczytowego momentu oraz zakończenia. Taki rodzaj pracy pomaga nam być w lepszym kontakcie z ciałem oraz naturą, ponieważ wszystko, co istnieje w świecie, podlega prawom natury i ma cykliczny charakter.

Dla Flow jogi charakterystyczny jest także zmysłowy, pełen gracji, spontaniczny ruch, który przypomina taniec. Ciało nie porusza się jak maszyna, ale raczej jak ciało dzikiego zwierzęcia. To szczególnie cenny element praktyki, który pozwala odblokować zastałą energię, pobudza kreatywność, ekspresję oraz pozwala nam doświadczyć wolności i przyjemności bycia w ciele.

Dla kogo nadaje się Flow Joga?

Flow Joga jest stylem jogi dostępnym i przyjaznym większości osób. Zajęcia ogólnodostępne mogą być nieodpowiednie dla ludzi z poważniejszymi problemami zdrowotnymi lub urazami. Dla nich najlepszym wyjściem może okazać się podejście indywidualne. W przypadku wątpliwości najlepiej skonsultować się z lekarzem prowadzącym oraz nauczycielem jogi.

  1. Styl Życia

Archetyp Bliźniąt – z kwiatka na kwiatek

Ekstrawertyczne Bliźnięta otaczają się innymi ludźmi i rzucają w wir wydarzeń. Przerywają milczenie, zakłócają spokój, komplikują - byle tylko się działo. Jeśli się w tym zatracą, grozi im wypalenie - energetyczne, towarzyskie i zawodowe. (Ilustracja: iStock)
Ekstrawertyczne Bliźnięta otaczają się innymi ludźmi i rzucają w wir wydarzeń. Przerywają milczenie, zakłócają spokój, komplikują - byle tylko się działo. Jeśli się w tym zatracą, grozi im wypalenie - energetyczne, towarzyskie i zawodowe. (Ilustracja: iStock)
Zodiakalne Bliźnięta dają swoim podopiecznym błyskotliwość, ekstrawertyzm i ciągłe zmiany. Choć bywają nieco powierzchowne i niecierpliwe, mogą posłużyć za przykład, jak być kreatywnym i nie dzielić włosa na czworo. Czego mogą spodziewać się w najbliższym czasie urodzeni pod tym znakiem – zbadała Aleksandra Nowakowska we współpracy z astrologiem Piotrem Gibaszewskim.

Archetyp Bliźniąt znamy z greckiej mitologii – Kastor i Polluks urodzili się jako synowie Zeusa i Ledy, ale tylko drugi z nich otrzymał nieśmiertelność. Byli spryciarzami i psotnikami, kochali się nierozerwalną braterską miłością do tego stopnia, że kiedy Kastor umarł, Polluks ubłagał ojca, by mógł podzielić się z bratem nieśmiertelnością. Od tamtej pory obaj spędzają pół roku w Hadesie, a drugie pół na Olimpie. Dlatego Bliźnięta, jako znak podwójny o jakości zmiennej, nie przynależą ani do świata ludzkiego, ani boskiego.

Reprezentują żywioł powietrza i jak nasiona klonu wirują dzięki rozpostartym skrzydełkom ciągle dalej i dalej. Bliźnięta są rozedrgane, mało skoncentrowane i nie potrzebują stabilizacji. Dlatego – jak wyjaśnia astrolog Piotr Gibaszewski – niektórzy przedstawiciele tego znaku wolą pracować na etacie, a inni jako kierowcy tirów zapuszczają silnik i wyruszają przed siebie w deszcz, śnieg czy upał.

Co w trawie piszczy

Byk, poprzednik Bliźniąt na kole zodiaku, ogrodził i uznał za swoje terytorium zdobyte przez Barana. Bliźnięta z tego miejsca nawiązują kontakt ze światem, który znajduje się za płotem: ciekawskie, lubią wiedzieć, co w trawie piszczy. Są mostem łączącym ludzi z tym, co dookoła. To typowi ekstrawertycy: kochają wyjazdy integracyjne, festiwale, publiczne debaty, godziny szczytu, wielkie zgromadzenia. Potrafią zagadać nieznajomą osobę na ulicy, flirtować, błyskawicznie przekonać rozmówcę do swojego zdania. Są mistrzami konwersacji, ciętej riposty, błyskotliwego poczucia humoru.

Patronem znaku jest planeta Merkury, odpowiadająca za intelekt i komunikację, nosząca imię rzymskiego boga posłańca. Skrzydełka przy sandałach ułatwiały mu pracę pośrednika między Olimpem a ziemią. Ciągle był w drodze, tak jak Bliźnięta, które mogłyby mieszkać w wagonie kolejowym czy w kamperze. Merkury to bóg handlu, kupców i złodziei. – Mimo że okradał bogów i był krętaczem, oni go lubili. Miał w sobie urok i przekazywał ciekawe ploteczki – przypomina Piotr Gibaszewski i dodaje, że Bliźnięta mają coś ze stereotypu cwanego Polaka, który pożycza lawetę, jedzie do Niemiec i ściąga golfa na handel. Są crème de la crème elastyczności, kombinowania, wciskania kitu i bajeru. To urodzeni marketingowcy, którzy dobrze rozumieją istotę gry o sumie niezerowej, w której dwie strony wygrywają. Dobrze odnajdą się na arabskim bazarze, gdzie brak targowania się jest traktowany jako obraza.

Bliźnięta to specjaliści wszelkiej komunikacji – pisania, nauczania, wykładania. Za niemieckim filozofem i wielkim pragmatykiem Ludwigiem Wittgensteinem powtarzają, że granice naszego świata są granicami naszego języka. – Jeżeli mamy pismo, mamy do czynienia z kulturą. Jeśli analizujemy i przetwarzamy informacje, mamy do czynienia z cywilizacją – mówi astrolog. – Początkiem komputera czy rakiety kosmicznej był proces mentalny, z którym Bliźnięta wręcz się utożsamiają.

Patronują też dziennikarstwu, nowoczesnym mediom, promocji czy informatyce. Piotr Gibaszewski przypomina, że nadchodzące czasy będą wymagały kreatywnego podejścia do życia. – Bliźnięta bez trudu sobie z tym poradzą, ponieważ to one stoją za trenowaniem umysłu, technikami szybkiego uczenia się i twórczego myślenia. W psychoterapii bliski im jest nurt poznawczo-behawioralny czy coaching biznesowy lub rozwojowy, bo to praca z przekonaniami i wzorcami mentalnymi. A one lubią eksplorować zasoby mózgu – wyjaśnia.

Nazywanie świata

Bliźniąt nie dręczy pytanie: kim jestem? Zapytaj, do czego dążą, a zasypią cię słowami, ale dowiesz się, w jakim dokładnie kierunku zmierzają. Trudno im też podjąć decyzję, bo więcej myślą niż czują. Umysł na jedno pytanie ma odpowiedzi tysiące, serce – jedną, a Bliźnięta nie mają czasu ani cierpliwości, żeby ją usłyszeć. Można powiedzieć, że są bezimienne, bez tożsamości, noszą w sobie powierzchowność. To nie jest typ medytacyjny, który siedzi i czeka, aż myśli odpłyną jak chmury na niebie, by dotknąć wewnętrznej błogiej pustki i ciszy.

Ekstrawertyczne Bliźnięta otaczają się innymi ludźmi i rzucają w wir wydarzeń. Przerywają milczenie, zakłócają spokój, komplikują – byle tylko się działo. Jeśli się w tym zatracą, grozi im wypalenie – energetyczne, towarzyskie, zawodowe. Ekstrawertyk, inaczej niż introwertyk, ma mniej uważny kontakt ze swoimi uczuciami, nie słyszy dobrze sygnałów, które wysyła mu ciało, a dość często brzmią one: zatrzymaj się, odpocznij, zastanów, co czujesz i czego naprawdę chcesz. Ty, nie ludzie wokół ciebie. Z braku wewnętrznej definicji wynika ich ogromna potrzeba nadawania imion rzeczom. To Bliźnięta obdarowują świat pojęciami, liczbami, zasadami, teoriami. Mierzą i ważą, ustalają cechy wspólne oraz różnice. To ich ulubione intelektualne igraszki.

Badania wskazują, że towarzyscy ekstrawertycy są bardziej optymistyczni niż introwertycy. Ich mózg częściej zalewany jest hormonami szczęścia – dopaminą i serotoniną. Bliźnięta dążą do odczuwania pozytywnych emocji, co, jak zbadali kanadyjscy naukowcy, wiąże się z większą łatwością osiągania celów zawodowych. Potrafią skutecznie zmotywować się do działania, żeby odebrać nagrodę w postaci awansu. Po szczeblach kariery zawodowej wspinają się z lekkością i uśmiechem, żyjąc w poczuciu sukcesu.

Koczownicy

Astrolog zwraca uwagę, że grecki odpowiednik Merkurego, Hermes, wędrował też do Hadesu, przeprowadzając tam dusze zmarłych. To jego mroczna strona, powiązana z wiedzą hermetyczną, dotyczącą sztuki tajemnej, magii, zaklęć. W tarocie uosabia ją karta Maga, która łączy się z planetą Merkury i oznacza moc kreacji myśli.

– Tajemniczość Bliźniąt odnajdujemy w mitologii egipskiej, w której Hermes połączył się z bogiem zmarłych Tothem. Tak narodził się Hermes Trismegistos, czyli Hermes Po Trzykroć Wielki. To mistrz, nauczyciel, wielki mag. Kimś takim był niedawno zmarły Jerzy Prokopiuk, gnostyk, antropozof, pisarz-eseista, wybitna postać polskiej ezoteryki. Żył trochę między światami, niepasujący do nikogo i niczego. A jego Słońce urodzeniowe było w znaku Bliźniąt – opowiada Piotr Gibaszewski.

O Bliźniętach mówi się, że kłamią i są niewierne. – Jeśli zaczniemy moralizować, powiemy, że to złe – zwraca uwagę ekspert. – Zauważmy jednak, że Bliźnięta stosują strategie ewolucyjnie korzystne. Wierność narzucona jest przez większość religii i społeczne uwarunkowania, natomiast w naturze jest niezmiernie rzadka, ponieważ ogranicza szanse na przetrwanie.

Astrolog tłumaczy, że ten merkuriański znak Zodiaku na miłość patrzy jak na grę interesów. Bliźnięta nie mają sentymentów, romantyczne nie są, nie poświecą się. Bycie z drugim człowiekiem odbywa się na ziemi, a żywioł powietrza odrywa je od niej. W ich życiu dominują zmiany, co nie sprzyja budowaniu stabilnych relacji. – Osoby ze Słońcem w Bliźniętach do końca życia są luzakami, nigdy nie dorastają. To są takie dzieciaki jak Kastor i Polluks – mówi Piotr Gibaszewski. – Mają silną potrzebę zachowania lekkości i otwartości umysłu, a to odmładza. Dlatego Bliźnięta długo zachowują atrakcyjny wygląd.

Sprzyja im ruch i brak lęku przed uczeniem się wciąż nowego, eksperymentowaniem. – Koczownicy byli zdrowsi i silniejsi niż ludy osiadłe – zauważa ekspert.

– W ludzkiej naturze nie leży przywiązanie do jednego miejsca i płacenie podatków, a raczej przemieszczanie się, bo to ono daje rozwój. Pisze o tym Olga Tokarczuk w „Biegunach” i mówi łacińska sentencja Navigare necesse est.

Bliźnięta (21 maja – 21 czerwca)

  • żywioł: powietrze
  • jakość: zmienna
  • rodzaj: męski
  • prajakość: ciepły i wilgotny
  • pora roku: późna wiosna
  • archetyp: kupiec lub intelektualista
  • cień: cyniczny prześmiewca
  • pułapka: chłodna racjonalność
  • ideał: wielki myśliciel
  • dewiza: „Myślę, powątpiewam”
  • korespondencje w organizmie: płuca, oskrzela, ręce, dłonie

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej.