1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Świat kobiet - rozmowa o wyjątkowym dokumencie "Woman"

Świat kobiet - rozmowa o wyjątkowym dokumencie "Woman"

Wspinające się cholity to grupa kobiet z plemienia Aymara w Boliwii. Zdobywają szczyty w tradycyjnych strojach. To ich pasja, ale chcą także w ten sposób zwrócić uwagę na kwestię równouprawnienia. (Fot. materiały prasowe Against Gravity)
Wspinające się cholity to grupa kobiet z plemienia Aymara w Boliwii. Zdobywają szczyty w tradycyjnych strojach. To ich pasja, ale chcą także w ten sposób zwrócić uwagę na kwestię równouprawnienia. (Fot. materiały prasowe Against Gravity)
Zobacz galerię 20 Zdjęć
Na czym polega istota kobiecości? W projekcie „Woman”, który Anastasia Mikova zrealizowała ze znanym fotografem i filmowcem Yannem Arthusem-Bertrandem, próbuje na to pytanie odpowiedzieć dwa tysiące kobiet z 50 krajów od USA po Chiny.

W projekcie "Woman, na który składają się dokument, album i przygotowywana jeszcze wystawa, wzięło udział dwa tysiące kobiet. W galerii zdjęć niewielki ułamek tej grupy.

Pracujesz z Yannem Arthusem-Bertrandem od 12 lat, ale po raz pierwszy współreżyserowałaś z nim film. Było trudno?
Pracujemy razem rzeczywiście bardzo długo, znamy się prywatnie, poznaliśmy też swoje rodziny. Yann ma na koncie wiele sukcesów i jest powszechnie podziwiany. Zdecydował się na współreżyserowanie po raz pierwszy w życiu, i to w wieku 74 lat. Ale szczerze mówiąc, moja praca wyglądała podobnie jak wcześniej. Kiedy robiliśmy poprzedni dokument, „Human”, razem układaliśmy pytania do wywiadów, wybieraliśmy kraje, gdzie je przeprowadzaliśmy, także tematy rozmów. Jednak wtedy o ostatecznym wyborze materiału do filmu decydował Yann, to była jego autorska wizja. Kiedy zaczynaliśmy pracę nad „Woman”, spodziewał się, że będzie tak samo. Ale kiedy doszło do pierwszej sytuacji trudnego wyboru, powiedziałam: „Nie, tym razem będziemy decydowali wspólnie”. Zdziwił się, to było dla niego coś nowego [śmiech].

Przy tym projekcie to kobieca wrażliwość była kluczowa?
Zgadza się, krok po kroku Yann zaczął zdawać sobie sprawę, że potrzebuje mojego punktu widzenia. Jest aktywistą, więc kiedy zaczynaliśmy, chciał się koncentrować na dyskryminacji i niesprawiedliwości społecznej. Powiedziałam mu wtedy: „Jeśli nazwiemy ten film »Woman«, musi być także osobisty i intymny. Tak jak rozmowa na temat miesiączkowania”. Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby chciał powiedzieć: „Co może być ciekawego w takim temacie?!”. Zamiast wyjaśniać, przeprowadziłam kilka pierwszych wywiadów. Kiedy ich wysłuchał, nie zadawał już zbędnych pytań. W pewnych kwestiach byliśmy zgodni, w innych wybieraliśmy jego punkt widzenia, w jeszcze innych mój. Omawialiśmy wszystko wspólnie, ale bardziej osobiste, intymne tematy wychodziły ode mnie, Yann był skupiony na tych społecznych. Jako fotograf bardziej koncentrował się też na obrazie, efektach wizualnych. W filmie oprócz wywiadów z kobietami z całego świata widzimy piękne wizualne sekwencje.

Jest jakiś główny przekaz waszego filmu?
Że kobiety są silne i wytrzymałe. Tego właśnie nauczyłam się podczas jego kręcenia. Wiedziałam, że jesteśmy silne, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Mam nadzieję, że oglądając ten film, kobiety zdadzą sobie sprawę z tego swojego potencjału. Bo podczas pracy bardzo często przekonywałam się, jak bardzo brakuje im pewności siebie. Na ogół dziwiły się, że chcę zrobić z nimi wywiad. Mówiły: „Dlaczego wybrałaś mnie? Moja sąsiadka jest o wiele bardziej interesująca”. Mam nadzieję, że poczują się nim uhonorowane, a inne kobiety, które go zobaczą, zrozumieją, że jesteśmy zdolne do tego, by zmienić świat.

Jak praca nad „Woman” zmieniła twoje życie?
Kiedy robisz wywiady z dwoma tysiącami kobiet z 50 krajów z całego świata i wiele z nich dzieli się z tobą historią, której nie opowiadały nikomu innemu – to nie jest coś, nad czym można przejść do porządku dziennego. To kształtuje sposób, w jaki patrzysz na swoją pracę i na siebie jako kobietę. Zawsze byłam dumna z tego, że jestem kobietą, ale teraz to poczucie zostało zmultiplikowane. Teraz zawsze kiedy pytają mnie o to, w jakich barwach widzę przyszłość ludzkości, jestem o nią spokojna. Widziałam, ile mogą osiągnąć kobiety, mając niewiele przestrzeni i możliwości. Ograniczenia na naszych oczach stopniowo znikają, więc kiedy ta przestrzeń działania się zwiększy, będziemy mogły dokonać, czego tylko zapragniemy.

Norma pochodzi z Meksyku - to jej historia otwiera film 'Woman'. Fot. materiały prasowe Against Gravity. Norma pochodzi z Meksyku - to jej historia otwiera film "Woman". Fot. materiały prasowe Against Gravity.

Czy któryś z przeprowadzonych przez ciebie wywiadów był dla ciebie szczególnie ważny?
Z Normą Bastidas, to dlatego jej opowieść otwiera film. Rozmawialiśmy z nią na samym początku, kiedy wciąż zastanawiałam się nad tym, co będzie naszym głównym przesłaniem. W filmie znalazła się tylko niewielka część jej historii, ale i tak robi piorunujące wrażenie. Kiedy Norma była dziewczynką, opiekowała się dziadkiem, bo tracił wzrok i ktoś musiał przy nim stale być. On jednak wykorzystywał ją seksualnie, właściwie przez całe jej dzieciństwo. Była piękną nastolatką, zaoferowano jej więc kontrakt modelki w Japonii. Normie wydawało się, że w ten sposób ucieknie od swojego życia. Zamiast tego trafiła do przestępczej organizacji handlującej ludźmi. Zabrano jej paszport i musiała pracować jako prostytutka, wyrwała się stamtąd dopiero po latach. Poznała kogoś, przeprowadziła się do Kanady, założyła rodzinę. Kiedy urodziła syna, okazało się, że cierpi na tę samą chorobę co jej dziadek i stanie się niewidomy. Gdybym zrobiła film tylko o niej, ludzie nie uwierzyliby mi, że to wszystko mogło spotkać jedną osobę.

To ona pobiła potem światowy rekord Guinnessa w triatlonie.
Tak, Norma jest niezwyciężona! Ale wcześniej przeżyła załamanie nerwowe, to było dla niej za dużo. Pewnej nocy, kiedy miała jak zwykle szukać pocieszenia w alkoholu, dotarło do niej, że nie jest już sama, że ponosi odpowiedzialność za swoje dziecko. Zamiast pić, założyła adidasy i poszła pobiegać. W efekcie stała się jedną z najlepszych triatlonistek na świecie. Najmocniej uderzyły mnie jej słowa, że najgorsze wcale nie były trudności, które musiała pokonać: wykorzystywanie przez dziadka, zmuszanie do prostytucji itp. Najtrudniej było publicznie przyznać się do bycia ofiarą seksualnej przemocy i handlu ludźmi, gdy była już uznaną atletką. Bo kiedy raz powie się to głośno, to nie ma już powrotu. Trzeba z tym żyć, wszystko zmienia się na zawsze. To wtedy właśnie powiedziała: „Mówicie, że ofiary nie mają głosu. Mają, tylko nikt nie chce go słuchać”. To było ogromnie inspirujące, bo przecież mówi się, że głos kobiet nie ma znaczenia, że kobiety nie mają głosu. Ale to nieprawda, trzeba go tylko usłyszeć i zrozumieć.

Jakie były reakcje bohaterek filmu, gdy zobaczyły się na ekranie?
Bardzo emocjonalne, trzy z nich oglądały z nami film podczas jego premiery na festiwalu w Wenecji. Pierwsza to Norma Bastidas, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Druga to Josina Machel. Straciła oko w wyniku pobicia przez partnera. Josina jest córką pierwszego prezydenta Mozambiku. Kiedy była jeszcze dzieckiem, jej matka poślubiła Nelsona Mandelę. Wyrosła na niezależną kobietę, ale to nie uchroniło jej przed związkiem, w którym pojawiła się przemoc. Jest świetnym przykładem na to, że przemocowa relacja może się przytrafić każdej kobiecie. Trzecia to Virginie, która po śmierci swojego męża odkryła, że to dzięki jego miłości i akceptacji mogła żyć. Sama nie potrafiła kochać siebie, bo dotąd widziała w sobie piękno dzięki jego spojrzeniu. Rozmawiałam z nimi wszystkimi po projekcji, pytałam, czy nie jest im trudno stanąć twarzą w twarz z tysiącami widzów. Odparły: „Nie, bo to był nasz wybór”. Wreszcie poczuły, że zostały usłyszane. Nie było łatwo powiedzieć to wszystko publicznie, bo wspomnienia przeniosły je znów do trudnych momentów ich życia. Jednak reakcja widzów, owacja na stojąco, była czymś wzmacniającym i wspaniałym. Dzięki niej mogły się przekonać, jak ważne były ich świadectwa.

Josina, córką pierwszego prezydenta Mozambiku, doświadczyła przemocy w związku. (Fot. materiały prasowe Against Gravity) Josina, córką pierwszego prezydenta Mozambiku, doświadczyła przemocy w związku. (Fot. materiały prasowe Against Gravity)

Jak udało ci się nakłonić bohaterki filmu do takiej szczerości?
Nie byłam sama, pracowałam w grupie pięciu wspaniałych dziennikarek i one też miały swój wkład w końcowy efekt. Jeśli chodzi o szczerość, do sukcesu w tej kwestii potrzeba dwóch rzeczy. Pierwsza to zaufanie, a druga to czas. I obie są ze sobą powiązane. Żeby zdobyć czyjeś zaufanie, potrzeba czasu, ale nikt go tobie nie poświęci, jeśli nie będzie ci ufał. Każdy wywiad przygotowywałyśmy przez długie miesiące, żeby zrozumieć specyfikę danego kraju oraz sytuację, w jakiej znajdują się jego mieszkanki. Pomagały nam lokalne dziennikarki. Wyszukiwały dla nas potencjalne bohaterki i wyjaśniały im cały projekt. Podczas pracy nad filmem nie przestrzegaliśmy parytetu – 80 proc.ekipy stanowiły kobiety. Zaufanie to proces, nie można po pięciu minutach rozmowy zapytać kogoś o pierwszy orgazm. Staraliśmy się, żeby przed nagraniem zaistniała między nami płaszczyzna porozumienia. Było to możliwe dzięki kobietom pracującym na miejscu w terenie. Bardzo często to one były potem naszymi tłumaczkami. Poza tym każdy wywiad trwał od dwóch do trzech godzin. Zaczynałyśmy zawsze od prostych kwestii, by stopniowo docierać do najbardziej osobistych spraw. Często nasza rozmowa przypominała raczej sesję terapeutyczną niż wywiad. Dlatego chcieliśmy stworzyć komfortowe warunki rozmowy, w oderwaniu od codziennych problemów. Pomagało też to, w jaki sposób filmowaliśmy nasze bohaterki. To był pomysł Bertranda – żadnej scenografii, tylko one na ciemnym tle, dzięki temu łatwiej im było skoncentrować się na tym, co mają do przekazania.

Virginie po śmierci męża odkryła, że to dzięki jego miłości i akceptacji mogła żyć. Sama nie potrafiła kochać siebie, bo dotąd widziała w sobie piękno dzięki jego spojrzeniu. (Fot. materiały prasowe Against Gravity) Virginie po śmierci męża odkryła, że to dzięki jego miłości i akceptacji mogła żyć. Sama nie potrafiła kochać siebie, bo dotąd widziała w sobie piękno dzięki jego spojrzeniu. (Fot. materiały prasowe Against Gravity)

Czy było trudno zdecydować, który wywiad i jaka jego część znajdzie się w filmie?
To była najtrudniejsza część pracy, mieć dwa tysiące wspaniałych, szczerych rozmów i zrobić z nich film, który trwa niespełna dwie godziny. Pracowały z nami uzdolnione montażystki, a mimo to wciąż zmienialiśmy tworzony materiał. Nie było łatwo, pierwsza wersja trwała siedem godzin. Yann był bardzo zadowolony, bo zawierała wszystko, co chcieliśmy przekazać. No ale nikt nie obejrzałby w kinie tak długiego filmu. Trzeba było zabrać się do skracania. A to był horror, bo podobały nam się wszystkie historie. Montaż zajął nam prawie rok, to bardzo dużo jak na dokument. Chcieliśmy, żeby każda z kobiet, z którymi robiliśmy wywiady, zaistniała w jakiś sposób w naszym projekcie. Dlatego w kilku krajach wydaliśmy także album [ukazał się m.in. we Francji, w Niemczech, USA – przyp. red.], a teraz pracujemy nad objazdową wystawą. Myślę, że będzie gotowa w przyszłym roku. Będzie się bardzo różnić od filmu.

„Woman” to film szczególny także dlatego, że nie powstał dla zysku.
Mieliśmy szczęście, bo projekt udało się sfinansować całkowicie ze środków przekazanych przez sponsorów. W czasie produkcji doszliśmy do wniosku, że film dający głos kobietom z całego świata nie wystarczy. Stąd pomysł stowarzyszenia WOMAN(s). Chcemy mu przekazać wszystkie dochody z dystrybucji na całym świecie. Na razie nie ma ich dużo z powodu pandemii, ale liczymy na to, że to się zmieni. Stowarzyszenie będzie oferować kobietom szkolenia, dzięki którym będą mogły nauczyć się pracy w mediach. Będą mogły zostać dziennikarkami prasowymi czy radiowymi, redaktorkami, reżyserkami, montażystkami. Tak, żeby ich głos mógł być szeroko słyszany.

Anastasia Mikova dziennikarka i reżyserka filmowa ukraińskiego pochodzenia. Specjalizuje się w tematach społecznych. (Fot. materiały prasowe Against Gravity) Anastasia Mikova dziennikarka i reżyserka filmowa ukraińskiego pochodzenia. Specjalizuje się w tematach społecznych. (Fot. materiały prasowe Against Gravity)

Film „Woman” miał swoją polską premierę podczas 17. edycji festiwalu Millennium Docs Against Gravity, który w tym roku odbył się w formie hybrydowej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Proste rzeczy" – czuła opowieść o poszukiwaniu życiowych fundamentów

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Proste rzeczy", na zdjęciu Błażej Sitowski. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)
Mówią: rzuć wszystko i wyjedź z miasta. Ale co dalej? Ucieczka z miejskiej dżungli to dopiero początek, zwłaszcza wtedy, gdy zabieramy ze sobą bagaż nierozwiązanych spraw rodzinnych, tak jak bohater filmu "Proste rzeczy" Grzegorza Zaricznego.

Nagrodzony na prestiżowym festiwalu Sundance Grzegorz Zariczny to reżyser, który odważnie eksploruje terytorium na granicy fabuły i dokumentu. W „Prostych rzeczach”, czułej opowieści o poszukiwaniu życiowych fundamentów, podpatruje autentyczną relację Błażeja (Błażej Kitowski), Magdy (Magdalena Sztorc) i ich córki Ali, wprowadzając do historii katalizator w postaci fikcyjnego wujka (Tomasz Schimscheiner) – brata zmarłego ojca Błażeja, który pojawia się, by pomóc młodym w remoncie wiejskiego domu. To punkt wyjścia do refleksji nad rodzinnymi relacjami i uporządkowania bolesnych spraw z przeszłości. Zariczny w umiejętny sposób zderza tu słodko-gorzką codzienność z bezmiarem uniwersalnych problemów.

Grzegorz Zariczny, ur. w 1983 roku absolwent reżyserii filmowej Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy. W 2012 roku jego dokument krótkometrażowy „Gwizdek” miał premierę światową i otrzymał Grand Prix na festiwalu filmowym w Sundance. W 2016 roku zrealizował debiut fabularny „Fale”, który miał premierę w Konkursie Głównym MFF w Karlovych Varach. W 2020 roku ukończył swój drugi film fabularny „Proste rzeczy”, który miał polską premierę w Konkursie Głównym MFF Nowe Horyzonty. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)Grzegorz Zariczny, ur. w 1983 roku absolwent reżyserii filmowej Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy. W 2012 roku jego dokument krótkometrażowy „Gwizdek” miał premierę światową i otrzymał Grand Prix na festiwalu filmowym w Sundance. W 2016 roku zrealizował debiut fabularny „Fale”, który miał premierę w Konkursie Głównym MFF w Karlovych Varach. W 2020 roku ukończył swój drugi film fabularny „Proste rzeczy”, który miał polską premierę w Konkursie Głównym MFF Nowe Horyzonty. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)

Rozmowa z odtwórcami głównych ról: Magdaleną Sztorc i Błażejem Kitowskim

Jaką rolę w filmie odegrały wasze doświadczenia?
Grzegorz Zariczny zaprosił nas do udziału w filmie „Proste rzeczy” w momencie, kiedy byliśmy świeżo upieczonymi rodzicami. Nasza córka Alicja miała niecały rok. W tym czasie również zdecydowaliśmy się przeprowadzić na wieś i zaadaptować tam sobie część domu. Byliśmy w trakcie prac, kiedy zaczęły się rozmowy o wspólnej realizacji filmu. Najważniejszą postacią w tym układzie był Błażej. Grzegorz chciał opowiedzieć o jego trudnej relacji z ojcem i pokazać, jak młody mężczyzna – ojciec i partner - mierzy się z bolesnymi doświadczeniami z przeszłości, by odnaleźć spokój i siłę do działania w teraźniejszości.

Czy kamera w sferze intymnej jest rodzajem terapii? Przejrzeniem się w lustrze?
Kamera w sferze intymnej jest na pewno dużym przeżyciem, przynajmniej w życiu naturszczyków. Podeszliśmy do tematu z dużym zaangażowaniem, z wiarą, że historia, którą chce opowiedzieć Grzegorz, bazująca na naszych doświadczeniach, ale jednocześnie pozostająca fabułą, współgrająca z wrażliwością i wizją Grześka, będzie miała sens i będzie ważna dla widza. Chcielibyśmy, żeby ta historia kogoś poruszyła. Włożyliśmy w to dużą część siebie. Błażej na pewno musiał otworzyć swoją puszkę Pandory – dużo go to kosztowało. Czy film okazał się terapią? Nie, to tylko film.

Kadr z filmu 'Proste rzeczy', na zdjęciu Magdalena Sztorc i Błażej Sitowski. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Proste rzeczy", na zdjęciu Magdalena Sztorc i Błażej Sitowski. (Fot. materiały prasowe)

Mieliście precyzyjny scenariusz czy improwizowaliście?
Bazowaliśmy raczej na treatmencie. Rozpisaliśmy historię, którą chcieliśmy opowiedzieć na sceny. Każdą scenę Grzegorz z nami omawiał, każda miała swój cel. My również inspirowaliśmy Grześka – przez wiele tygodni spotykaliśmy się weekendami, opowiadaliśmy o naszej codzienności, działaniach, planach, wspomnieniach. Oprócz nas i Grzegorza, w spotkaniach brał udział Tomasz Schimscheiner (filmowy wujek), Weronika Bilska (autorka zdjęć) i Bartosz Świderski (drugi reżyser).Podczas planu zdjęciowego każda scena była improwizowana. Mówiliśmy własnym językiem, niemieliśmy rozpisanych dialogów. Najczęściej wszystko działo się w jednym dublu, w długich ujęciach – jedna kłótnia, jedna scena na rybach, itd. Ogromne znaczenie w tym projekcie i jego finalnym kształcie miał też montaż – trwał ponad rok.

Czy film wpłynął na waszą rodzinę?
Cieszymy, że mogliśmy wziąć udział w takim przedsięwzięciu. Nie da się tego wymazać. To też ważna rodzinna pamiątka. Jednocześnie był to eksperyment, trochę igranie z ogniem, z emocjami, z przeszłością. Nie zawsze czuliśmy się na to gotowi. Do dziś prowadzimy dyskusje, czy to miało sens, czy ten film nie utrudnił nam pewnych spraw. Czy to tak naprawdę nie było wywoływanie duchów, które dopiero teraz zaczynają nas nękać. Czy dopiero teraz nie nadszedł czas, żeby pewien rozdział zamknąć.

Film Grzegorza Zaricznego „Proste rzeczy” w kinach od 4 czerwca.

  1. Kultura

Hipnotyzujący, magiczny, iskrzący dowcipem – „Śniegu już nigdy nie będzie” w kinach od 4 czerwca

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Śniegu już nigdy nie będzie". Na zdjęciu Alec Utgoff. (Fot. materiały prasowe)
„Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Prezentowany na międzynarodowych festiwalach film zdążył zachwycić już polskie i międzynarodowe media. Satyryczna opowieść na pograniczu magii i realizmu zabiera widza w wyjątkową podróż w głąb samego siebie.

„Tytułowy śnieg może się wieloznacznie kojarzyć – chociażby ze śmiertelnym żywiołem albo poczuciem bezpieczeństwa, baśniowym powrotem do krainy dzieciństwa. Choć dziś zapewne najbardziej kojarzy się ze zniszczeniem, jakie człowiek wywołał w eko klimacie ziemi, doprowadzając do zmian, przez które śnieg widuje się coraz rzadziej. Bohaterowie naszego filmu, w większości skupieni na własnym, małym, wygodnym świecie, zbyt dużo o tym nie rozmyślają, jednak nie wiedząc czemu zmagają się z poczuciem jakiejś wewnętrznej, duchowej pustki i niezrozumiała tęsknotą za czymś nieokreślonym. Są to różne tęsknoty, za bliskością, dotykiem, seksem, zrozumieniem, wolnością. Są bogaci, syci od strony materialnej, ale głodni duchowo, choć w sposób zupełnie nieuświadomiony. Ich fantazje ogniskują się w jednym – obcym przybyszu, w którym przeglądają się jak w lustrze. On przynosi im wytchnienie. Trudno powiedzieć czy to iluzoryczne, czy prawdziwe doświadczenie, tak jak trudno czasem odróżnić nam własną projekcję od rzeczywistości. Czy magiczny las, do którego przenosi ich przybysz, jest tylko wytworem ich lęków i pragnień, czy istnieje naprawdę. Film nasz, mamy nadzieję, skrywa jakąś tajemnicę, chcieliśmy pobudzić widzów do głębszej refleksji na temat kondycji współczesnego Europejczyka. Zagrać na indywidualnych skojarzeniach, nienachalnie zadać parę pytań, bez tezy i z humorem” – mówią twórcy filmu Małgorzata Szumowska i Michał Englert.

Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się ON – atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego, egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.

W obsadzie obok Aleca Utgoffa, ukraińsko-angielskiej gwiazdy netflixowego hitu „Stranger Things” i filmu „Mission: Impossible – Rogue Nation”, wystąpiło znakomite grono cenionych polskich aktorek i aktorów: Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura, Andrzej Chyra, Łukasz Simlat i Krzysztof Czeczot.

  1. Kultura

Polskie kino dokumentalne na 14. Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” w Moskwie

W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
Już 20 maja w Rosji rozpoczyna się święto polskiego kina. W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym – „Spojrzenie na świat” i „Spojrzenie na kobietę”.

Sekcja „Spojrzenie na świat”

Sekcja „Spojrzenie na świat” to produkcje polskich reżyserów, których historie, dziejących się w innych krajach. W jej ramach wybierzemy się m.in. na... Syberię. Maciej Cuske w filmie „Wieloryb z Lorino” dotarł do osady w tytułowym Lorino na Półwyspie Czukockim. Mieszkańcy, czyli Czukcze, Inuici i Rosjanie trudnią się polowaniem na wieloryby. Zbiorowy rytuał połowu dostarcza im pożywienia i pozwala przeżyć w trudnych warunkach, jest nadzieją na przetrwanie kolejnej zimy. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. Film kontempluje wpisaną w porządek natury codzienność Półwyspu Czukockiego i odsłania najbardziej brutalne strony życia w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Zdobywca Nagrody za Najlepszy Film Polski Millenium Docs Against Gravity 2020 i Nagrody Specjalnej KFF za najlepszy montaż na 14. Festiwalu Filmów Polskich „Wisła".

Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)

Jeśli macie ochotę na wyprawę, z nami nie trzeba daleko jechać! Ściana cieni” Elizy Kubarskiej to zapis wyprawy alpinistów (Polak Marcin Tomaszewski oraz Rosjanie Dmitrij Gołowczenko i Sergiej Nilow) na szczyt góry Kumbhakarny w nepalskich Himalajach, liczącej niemal osiem tysięcy metrów. Góra Kumbhakarna to jedna z ostatnich świętych gór Szerpów, nazwana na cześć mitycznego giganta. Dokument jest opowieścią o zderzeniu dwóch kultur. Zachodni alpiniści uznają szczyt za jeden z najtrudniejszych na świecie, a dla nepalskich Szerpów to miejsce zamieszkane przez bogów i ludzie nie mogą wchodzić na jej teren. Do zespołu dołącza miejscowy Nada, który łamie lokalne prawo, by zarobić na edukację swojego syna. Zdjęcia do filmu powstawały w warunkach himalajskiej zimy na wysokościach do 7400 metrów. Reżyser Eliza Kubarska oraz realizatorka dźwięku Zofia Moruś wraz z ekipą spędzili trzy tygodnie na lodowcu u podnóża góry, a Nepal odwiedzili trzykrotnie.

Któż piękniej nie opowiadał o zagranicznych przygodach niż Tony Halik? Podróżnik, dziennikarz, filmowiec jest bohaterem filmu Marcina Borchardta. Prywatny pilot Evity Peron, dziennikarz NBC, laureat Pulitzera. Mieszkaniec komunistycznej Polski, w której ludzie nie posiadali paszportów. „Tu byłem – Tony Halik” - każdy zna ten tekst, nawet jeśli nie pamięta jego programów w telewizji. Poza Polską praktycznie nieznany, w latach 60-80-tych w jakiś dziwny sposób pojawiał się wszędzie tam na świecie, gdzie działo się coś ważnego. Film zawiera niepublikowane filmowe materiały archiwalne, nakręcone przez Halika podczas niezliczonych podróży po całym świecie oraz wywiad z synem podróżnika.

Na Festiwalu przypomniana zostanie filmowa ballada „Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie” w reżyserii Krzysztofa Pawła Bogocza i Marcina Macuka, utrzymaną w konwencji kina drogi o jednym z najwybitniejszych polskich podróżników - Aleksandrze Dobie, który zmarł 22 lutego tego roku na Kilimandżaro w Tanzanii. Film kręcony jest w trakcie podróży, której celem jest transport kajaka przez pełne uroku polskie krajobrazy, a tytułowy Olo w niebanalny i charakterystyczny dla siebie sposób opowiada swoje historie. Opowieściom tym towarzyszą szalone fragmenty filmów z jego wypraw transatlantyckich, a przygody ilustrują animacje przeplatane piosenkami.

Sekcja „Spojrzenie na kobietę”

W sekcji filmów dokumentalnych „Spojrzenie na kobietę” w centrum opowieści znajduje się płeć piękna. Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei pt. „Lekcja miłości” jest nieco ekscentryczna 70-letnia Jola (aktorka i śpiewaczka Jolanta Janus), matka sześciorga dzieci i żona porywczego mężczyzny. Przez całe życie robiła to, czego oczekiwali od niej inni i udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pewnego dnia coś w niej pękło. Uciekając od nieudanego małżeństwa, z Włoch przeprowadza się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. Marząc o pięknej miłości, której – jak uważa – nigdy nie doświadczyła, poznaje starszego od siebie Wojtka. Czy będzie miała odwagę otworzyć się na nowe uczucie?

Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)

Film Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej – położnej w byłym niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Leszczyńska – nazywana mamą – przyjęła w obozie ponad 3 tys. porodów. Podczas jej, często całodobowych, dyżurów nie umarła ani jedna rodząca kobieta oraz ani jedno dziecko, które przyszło na świat. Bohaterka ratowała życie nowonarodzonych dzieci pomimo rozkazu doktora Mengele, który brzmiał, by zabijać wszystkie noworodki. Narratorem opowieści jest Elżbieta Wiatrowska, wnuczka Stanisławy Leszczyńskiej. Dla reżyserki bohaterka filmu była cioteczną babcią. W filmie przedstawione zostały relacje ludzi, którzy przeżyli obóz koncentracyjny dzięki Leszczyńskiej oraz archiwalne materiały, ilustrowane muzyką Michała Lorenca.

Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)

Moskiewska edycja Festiwalu „Wisła” odbędzie się w trybie stacjonarnym od 20 do 30 maja w kinach: "5 gwiazd na Pawieleckiej", "Moskino Kosmos" i "Moskino Bieriozka". Następnie Festiwal wyruszy w podróż do 20 rosyjskich miast m.in. do Soczi i Kazania.

  1. Kultura

Millennium Docs Against Gravity we wrześniu

Ze względu na sytuację pandemiczną majowa data Millennium Docs Against Gravity przesunęła się na wrzesień. Publikujemy list organizatorów waszego ulubionego festiwalu filmowego. 

Drodzy Widowie i Drogie Widzki!

Rozpoczął się maj - miesiąc, w którym zwyczajowo odbywa się festiwal Millennium Docs Against Gravity. W tym roku ciężko pracowaliśmy, żeby przygotować dla Was wydarzenie pełne emocji i wiedzy, z doskonałym programem, który pozwala pogłębić nasze spojrzenie na rzeczywistość. Dzięki waszemu zaufaniu i otwartości na filmy dokumentalne w zeszłym roku podczas edycji hybrydowej było nas ponad 170 tysięcy i stworzyliśmy zarówno w kinach, jak i wirtualnie, prawdziwą wspólnotę. Na to liczymy także w tym roku. 

Musieliśmy jednak podjąć ciężką decyzję o przesunięciu festiwalu na daty wrześniowe. 18., pełnoletnia już, edycja Millennium Docs Against Gravity odbędzie się od 3 do 12 września w kinach w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Poznaniu, Katowicach, Lublinie i Bydgoszczy, natomiast część online potrwa od 16 września do 3 października. Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami i obiecujemy, że nie ucierpi na tym wspaniały tegoroczny program, którym tak bardzo chcemy się z Wami podzielić. Wszyscy, którzy zakupili karnety, będą mogli skorzystać z nich w terminie wrześniowym lub uzyskać zwrot środków.

Jesteśmy dzięki Wam dużym wydarzeniem, odbywającym się równolegle w siedmiu miastach i kilkunastu kinach w całym kraju. Współpracujemy z dziesiątkami organizacji i mediów. Z ponad 1300 projekcjami każdego roku jesteśmy największym festiwalem w Polsce i jednym z największych na świecie pod względem liczby pokazów kinowych. W takiej sytuacji i przy takiej skali naszego wydarzenia nie jesteśmy w stanie przenieść festiwalu o kilka lub kilkanaście dni na kilka tygodni przed jego rozpoczęciem. To zbyt duża i skomplikowana operacja programowa oraz logistyczna. Do ostatniego momentu przed rządową konferencją kilka dni temu dostawaliśmy sygnały, że kina zostaną otwarte na początku maja. Były to sygnały płynące ze sprawdzonych źródeł i bardzo wiarygodne. Razem z innymi festiwalami i instytucjami kultury liczyliśmy, że kultura wróci na normalne tory szybko, sprowadzając intelektualną odwilż zaraz po trzeciej fali pandemii.

Zależało nam, żeby być częścią tej zmiany i chcieliśmy zrobić festiwal zaraz po otwarciu kin studyjnych, żeby je wesprzeć. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się zapewnić Wam spotkanie z najwyższej klasy kinem dokumentalnym w miesiącu, kiedy zwyczajowo odbywał się nasz festiwal. Pracowaliśmy na najwyższych obrotach, żebyśmy mogli zacząć tegoroczną edycję 21 maja i wszystko wskazywało na to, że tak się właśnie stanie. Dlatego przyjęliśmy decyzję o otwarciu kin dopiero 29 maja z ogromnym smutkiem oraz zaskoczeniem i napisaliśmy do rządu apel w celu przesunięcia daty otwarcia kin, co niestety okazało się niemożliwe.

Dużo informacji o tegorocznym programie już od nas otrzymaliście, więc wiecie, że jest na co czekać! To będzie wspaniały festiwal i mimo wymuszonego pandemią przesunięcia wierzymy, że bardzo udany.

Jeszcze raz dziękujemy za Wasze zaufanie i cierpliwość. Do zobaczenia we wrześniu!

Artur Liebhart wraz z całym zespołem Millennium Docs Against Gravity 

  1. Kultura

„Helmut Newton. Piękno i bestia” – pokaz specjalny online

Helmut Newton, autoportret, 1993 (Fot. materiały prasowe)
Helmut Newton, autoportret, 1993 (Fot. materiały prasowe)
W filmie zaskakujący obraz Helmuta Newtona ujawniają fotografowane przez niego top modelki, gwiazdy i aktorki. Catherine Deneuve, Grace Jones, Charlotte Rampling, Isabella Rossellini, Claudia Schiffer – portretowane portretują i odkrywają przed nami prawdę.

Łączył sprzeczności. Romantyzm z perwersją, fantazję z realizmem, modę i reklamę ze sztuką. Był jednym z najbardziej prowokacyjnych fotografów XX wieku. Być może źródła jego przewrotnego charakteru należy szukać w genealogii. Był niemieckim Żydem, urodzonym 31 października 1920 roku w Berlinie. Mimo że musiał opuścić to miasto, nigdy nie uwolnił się od jego dekadenckiego stylu lat dwudziestych i estetyki Leni Riefenstahl. Zakochał się w jej portretach. Pokazywał kobiety tak jak ona mężczyzn.

Jego zdjęcia publikowały najważniejsze magazyny modowe, przede wszystkim „Vogue”, „Harper's Bazaar”, ale również „Stern” czy „Playboy”. Realizował także wiele kampanii reklamowych. Często inspirował się kinem. Słynne zdjęcie modelki uciekającej przed samolotem zainspirował film „Północ, północny zachód”. Zdjęcie Davida Lyncha trzymającego za szyję Isabellę Rossellini wprost nawiązuje do „Blue Velvet”. Przed jego obiektywem uwielbiały stawać gwiazdy filmowe: Sigourney Weaver, Charlotte Rampling, Elizabeth Taylor, Nastassja Kinski, Anthony Hopkins, Ralph Fiennes, Catherine Deneuve, Jodie Foster, Billy Wilder, Marianne Faithfull i wiele innych.

Pod koniec życia mieszkał między Monte Carlo a Los Angeles. Zmarł 23 stycznia 2004 roku w wypadku samochodowym, spowodowanym atakiem serca. Urna z jego prochami spoczywa na cmentarzu w Berlinie, niedaleko grobu uwielbianej i sfotografowanej przez niego Marleny Dietrich.

4 maja o g.odzinie 20  na platformie MOJEeKINO.pl odbędzie się pokaz specjalny on-line filmu „Helmut Newton. Piękno i bestia”.