1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Kilka rad, które pomogą wprowadzić porządek do mieszkania i... życia

Kilka rad, które pomogą wprowadzić porządek do mieszkania i... życia

Porządek w jednej strefie swojego życia, przekłada się się na pozostałe.(Fot. iStock)
Porządek w jednej strefie swojego życia, przekłada się się na pozostałe.(Fot. iStock)
Podobno jeśli zrobisz porządek w jednej strefie swojego życia, automatycznie przełoży się on na pozostałe. Dlatego zacznij od najważniejszej przestrzeni – twojego mieszkania.

Dokonaj selekcji rzeczy. Wyrzuć wszystkie niewygodne i niepraktyczne przedmioty i meble, które tylko zbierają kurz, o które wiecznie się potykasz lub zawadzasz. Pozbądź się łatwo tłukących się, delikatnych przedmiotów. Zainwestuj pieniądze w to, co najistotniejsze: porządną podłogę, miękki dywan, funkcjonalne oświetlenie, solidną armaturę łazienkową, proste łóżko. Stroń od nadmiaru rzeczy.

Usuń usterki. Napraw cieknący kran, wymień wiecznie wypadającą klamkę, naoliw zawiasy trzeszczących drzwi, zamontuj w całym mieszkaniu listwy, pod którymi ukryjesz wszelkie kable i przewody.

Zachowaj kilka ważnych osobistych przedmiotów. To twoje talizmany, dlatego nie traktuj ich na równi z innymi przedmiotami. Ale nie otaczaj się zbyt wieloma pamiątkami – to sprawia, że życie zaczyna krążyć bardziej wokół przeszłości niż teraźniejszości.

Jedzenie trzymaj w jednym miejscu. Staraj się mieć tam zawsze niewielki zapas, nie zapychaj jednak lodówki czy spiżarni zbyt dużą ilością żywności. Wyrzuć rzeczy przeterminowane. Nie gromadź resztek.

Zmniejsz hałas. Kupując sprzęty AGD, wybieraj te, które ciszej pracują, zmień dzwonek do drzwi oraz dzwonek telefonu na delikatniejszy i dyskretniejszy, podłogę wyściel tłumiącym odgłos kroków miękkim dywanem. Twój dom powinien być schronieniem przed hałasem na zewnątrz.

Zrób porządek w szafie. Nie wahaj się oddać lub wyrzucić ubrań, w których nie chodzisz co najmniej od roku. Nie zachowuj za małych dżinsów w nadziei, że założysz je, gdy schudniesz – gdy rzeczywiście stracisz na wadze, raczej kupisz sobie nowe. Pozbądź się ubrań ze sztucznych materiałów. Jeśli ciężko ci rozstać się z jakąś kreacją ze względów sentymentalnych, napisz do niej list, w którym zawrzesz wszystko to, co ci się z nią kojarzy i za co jesteś jej wdzięczna, a potem oddaj ją na cele charytatywne. Dbaj o rzeczy, które najczęściej nosisz i w których czujesz się dobrze. Plastikowe lub jednorazowe wieszaki z pralni zastąp kompletem drewnianych. Dzięki nim twoje ubrania nie odkształcą się, wisząc w szafie.

Otaczaj się tylko prostymi przedmiotami. Wybieraj rzeczy wykonane ręcznie, z poszanowaniem tradycji i z naturalnych materiałów. To prawda, zwykle okazują się droższe, ale z czasem przekonasz się, że ich cena jest gwarancją dobrej jakości i trwałości.

Planuj domowy budżet. Co tydzień wyznaczaj sobie określoną kwotę, jaką masz do wydania. Nigdy nie wychodź na zakupy bez dokładnej listy produktów – uchroni cię to przed nieprzemyślanymi, spontanicznymi decyzjami. Zachowuj wszystkie rachunki. Unikaj pożyczek i zakupów na raty. Karty kredytowej używaj wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach. Kupuj tylko wtedy, gdy masz pieniądze w kieszeni.

Zawsze odkładaj rzeczy na swoje miejsce. Pozwoli ci to uniknąć bałaganu i zaoszczędzi sporo czasu.

Regularnie sprzątaj dom czy mieszkanie. Zawsze miej odpowiedni zapas środków czystości, worków na śmieci i rękawic roboczych. Ogranicz się do kilku niezawodnych środków, nie gromadź zbyt wielu specyfików. Raz w tygodniu zmieniaj pościel, odkurzaj podłogi, dezynfekuj toaletę i rób pranie. Raz w miesiącu odkurzaj i poleruj wszystkie powierzchnie od podłogi po sufit, poleruj i nacieraj woskiem meble, posprzątaj pod łóżkiem i szafkami, przewróć materace w łóżkach na drugą stronę, wypierz ścierki i ręczniki. Raz do roku zrób wielkie sprzątanie.

Spisz ważne telefony. Nawet jeśli masz już je wpisane do pamięci telefonu. Zapisz numery członków rodziny i przyjaciół, ale też kontakt do lekarza, hydraulika, agenta ubezpieczeniowego, banku. Wszelkie ważne dokumenty trzymaj w jednym miejscu.

Nie przechowuj pustych butelek, słoików czy toreb. Wyrzuć stare gazety, pudełka po butach czy kartki świąteczne sprzed kilku lat. Zrób miejsce na nowe.

Warto przeczytać: Dominique Loreau: „Sztuka prostoty”, „Sztuka umiaru”, „Sztuka planowania”, wyd. Czarna Owca 2011.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Pieniądze szczęścia nie dają. Czy masz zdrowy stosunek do pieniędzy?

Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Warto o nie zabiegać? Nasza relacja z pieniędzmi odzwierciedla to, kim myślimy, że jesteśmy.

Iwona Pochitonow, projektantka mody, pięć lat temu, po 28 latach działalności, zamknęła firmę, ponieważ „przestała kochać to robić”. Projekty jej kobiecych sukienek, żakietów, spodni, kostiumów i płaszczy modelki prezentowały na okładkach kobiecych pism, także „Zwierciadła”. „Byłam bogata” – mówi Iwona. Wybudowała duży dom pod Warszawą w otulinie starych drzew, podróżowała. Teraz sama tworzy naturalne mydła i kremy. Nie chce już firmy. Żyje za grosze w porównaniu z tym, ile zarabiała jeszcze kilka lat temu. Kiedyś uwielbiała rzeczy, zakupy, piękne przedmioty przywożone z zagranicy. Dziś – jak mówi – nie potrzebuje już ani rzeczy, ani nowych ubrań. Jest szczęśliwa, żyć nie umierać. Zawsze już będzie „podążać za radością”.

Iza Pawelec, aktorka z Wrocławia, przez dziesięć lat przebijała się w branży – rólki w teatrze, rólki w filmach, chałtury w reklamie. „Ledwo spinałam budżet” – mówi. W tym zawodzie trzeba o siebie dbać. Gdy opłaciła czynsz za wynajmowane mieszkanie, reszta wystarczała na masażystę, dietetyczkę, kosmetyczkę, fryzjerkę. Trochę ekojedzenia i po pieniądzach. Wakacje u znajomych na Mazurach. „Trochę głupio to przyznać – Iza zawiesza głos – ale odżyłam, gdy bogato wyszłam za mąż. Jakie możliwości dają pieniądze! Lepiej być bogatą”. Dwóm siostrzenicom opłaca prywatne studia. Chorej na serce mamie leczenie w dobrej klinice. Wakacje, gdy nie trzeba myśleć o pieniądzach, mają znaczenie dla dobrego samopoczucia. I tak dalej, i tak dalej.

Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Podobno tylko szczęśliwym. Ale chcemy sprawdzić. Podobno nie dają szczęścia, ale – jak mawiała Marilyn Monroe – zakupy owszem. To też chcemy sprawdzić.

Warto o nie zabiegać? A co na to badania? Zdarza się, że wyniki badań się wykluczają. Jedne mówią o tym, że najszczęśliwsi są mieszkańcy krajów najbiedniejszych. Inne, że wręcz przeciwnie – największe zadowolenie z życia zgłaszają mieszkańcy zamożnych krajów Europy. Jeszcze inne badania pokazują, że nasze dobre samopoczucie nie rośnie wraz ze wzrostem dochodów. Jeśli mamy środki na podstawowe potrzeby (jedzenie, dach nad głową), to zdobycie pieniędzy na większy dom, lepszy samochód czy droższe wakacje nie spowoduje wzrostu naszego poczucia szczęścia.

Niezmiennie zdumiewają badania dotyczące ludzi, którzy wygrali duże sumy na loterii. Wyniki są zawsze takie same: w przeciągu kilku miesięcy ludzie ci tracą miliony, przegrywają w kasynie, wpadają w uzależnienie od alkoholu i narkotyków, a nawet popełniają samobójstwo. Publicznie żałują wygranej. Mówią nawet, że to był najgorszy dzień w ich życiu! Chcieliby wygrać może dwa tysiące euro, ale nie dwa miliony!

Energia, którą reprezentują pieniądze, jest mocna, ale i subtelna, może wzmocnić, ale może też zabić. Z całą pewnością uwrażliwienie na nią, przyjmowanie jej i oswajanie wymaga świadomości. Świadomości czego? Przede wszystkim tego, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. Bez udziału naszej świadomości to tylko kawałki papieru. Badacze rozwoju świadomości zwracają uwagę, że dobra moda na minimalizm i proste życie sprawiają, iż nasza relacja z pieniędzmi także się zmienia. Przechodzimy niezwykły, czasem burzliwy i chaotyczny proces przemiany. Coraz wyraźniej widzimy, że pożądanie rzeczy, aby uśmierzyć wewnętrzny ból i pustkę, ten ból dodatkowo pogłębia. Używając pieniędzy do wzmacniania własnej pozycji i wizerunku, paradoksalnie osłabiamy siebie. Widać to jasno wtedy, gdy odkrywamy, że posiadanie nie daje nam radości ani wolności. Jesteśmy znużeni, zmęczeni i wypaleni.

Na naszych oczach i w głębi nas rodzi się nowe. Nowa świadomość. Nowa era pieniądza – jak nazywa te zmiany Mayuri Onerheim, autorka książki „Pieniądze. Duchowość. Świadomość...”, jeszcze do niedawna główna księgowa światowych korporacji. Relacja z pieniędzmi dla wielu z nas staje się fascynującym źródłem nowego sposobu życia. Ten nowy sposób to zupełnie inna perspektywa, inna narracja. Przeczuwamy, a niektórzy z nas już to wiedzą, że istnieje całkowicie inny sposób doświadczania pieniędzy niż do tej pory; że ich zarabianie i wydawanie nie musi łączyć się z bólem i lękiem. Że możemy puścić w ruch inny taniec energii – pieniędzy i miłości.

Zaczynamy od świadomości obfitości poza pieniędzmi. Jak pisze Onerheim: Jeden kwiat wystarczy. A czy to ważne, gdzie rośnie ten kwiat – w twoim ogrodzie czy w ogrodzie sąsiada? Nie posiadasz gwiazd, a przecież możesz się cieszyć ich widokiem. Nie posiadasz ptaków szybujących, a przecież cieszy cię ich śpiew. Nie potrzebujesz więcej rzeczy. Potrzebujesz większej wrażliwości, większej uważności na piękno wokół, uszu bardziej wyczulonych na muzykę, oczu artysty. Potrzebujesz wyobraźni, która przemienia wszystko w coś istotnego i znaczącego. Jesteś już bogata. Dostałaś już to, czego potrzebujesz. Niech to się rozwija, a wszystko, co masz w świecie zewnętrznym, okaże się wystarczające.

Świadomość obfitości to też świadomość naszych wewnętrznych skarbów: spokoju, pogody ducha, pokory, prawdomówności, odwagi. I bogactwa natury. Rzadko na co dzień zdajemy sobie sprawę z tego, że na Ziemi jest więcej jedzenia, niż kiedykolwiek mogłyby spożyć zamieszkujące ją istoty. Słońce wytwarza więcej energii, niż Ziemia mogłaby kiedykolwiek zużyć. Gdy powstawało nasze życie, miliony plemników wyruszyły w drogę, by zapłodnić jedno z tysiąca jaj czekających na to w organizmie naszej matki od chwili jej narodzin. Zadaniem wiśni jest, by w trakcie swojego życia dać początek dwóm kolejnym drzewom wiśniowym. W tym celu rodzi ona każdej wiosny tysiące kwiatów, a w ciągu lata – tysiące owoców, ciesząc tym nasze oczy oraz dając pokarm tysiącom owadów i ptaków. To tylko niewielkie przykłady bogactwa życia wokół nas, przepychu i luksusu, w którym żyjemy i którym jesteśmy jako część natury.

Pieniądze mogą się stać częścią tego obfitego świata. Kiedy połączymy je z sercem, zechcemy wydawać je na wszystko, co wzmacnia i wspiera życie. Poczujemy, że dzięki nim współtworzymy rzeczywistość, że mamy wpływ. W nowej erze pieniędzy wiemy już, że nasze decyzje i wybory naprawdę tworzą nasz świat. Wyobraźmy sobie, jak zmieniłoby się życie nas wszystkich, gdybyśmy widzieli i odczuwali ten przepływ.

To już się dzieje – na naszych oczach i w głębi nas. Ten duchowy – bo powiązany z miłością do życia – stosunek do pieniędzy idzie w parze ze świadomością, w jaki sposób zarabiamy, wydajemy i inwestujemy pieniądze. Klarowność i przejrzystość naszych transakcji finansowych wzmacnia nas i czyni wolnymi – tu badania są zgodne. Także w tym, że wszelkie długi działają obciążająco na naszą psychikę, ograniczają swobodę wyboru, kreatywność i szersze spojrzenie na spektrum życiowych możliwości.

Obserwując nasz stosunek do pieniędzy, nasze myśli i emocje z nimi związane, a także proces zarabiania i wydawania, stajemy się świadomi. Od tej chwili to my decydujemy, co dzieje się w naszym finansowym imperium.

Wdzięczność jest początkiem prawa wzrostu i tworzenia. To, za co dziękujemy dziś, będzie pomnożone jutro. Jeśli mamy w kieszeni kilka złotych i ucieszymy się z nich, życie je pomnoży. Jeśli natomiast obrazimy się na sytuację i będziemy opowiadać wszystkim naokoło, czego nam brakuje, ten brak będzie się powiększał. Wdzięczność pozwala cieszyć się tym, co już stworzyliśmy dla siebie, ucisza obawy i lęki, a nawet – w miarę praktykowania wdzięczności – całkowicie z nich wyzwala.

  1. Styl Życia

Jak uprościć swoje życie? Po prostu

Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli miałabyś zrobić w tym roku tylko jedną rzecz ze swoim życiem, uprość je sobie.

Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli chcesz zrobić ze swoim życiem tylko jedną rzecz - uprość je sobie.

DOM
Niech będzie skromnie urządzony, a znajdujące się w nim przedmioty i meble funkcjonalne i piękne: powinny zaspokajać potrzeby ciała i oka. Pozbądź się wszystkich niedziałających sprzętów, niewygodnych krzeseł oraz sztucznych materiałów. Doceń monochromatyczność w kolorach. Dom powinien być miejscem odpoczynku, azylem w otaczającym nas świecie. Miej w nim tylko to, co jest ci niezbędne i co ci odpowiada.

CZAS
Rób tylko jedną rzecz naraz. Codziennie wybierz się na półgodzinny spacer, rób sobie krótkie przerwy w pracy. Powoli odbieraj telefon. Naucz się mówić „nie” spokojnie i ze stanowczością. Nie bierz nadgodzin i nie pracuj w czasie wolnym. Bądź w pełni obecna w tym, co robisz. Unikaj rutyny: staraj się zmieniać co jakiś czas drogę do pracy czy to, co jesz na śniadanie. Ułóż harmonogram prac domowych, z podziałem na pomieszczenia i dni tygodnia. Rób listy zakupów. Oszczędzaj pieniądze – nie po to, by więcej wydawać, ale po to, by mniej pracować.

CIAŁO
Twoje ciało jest twoim domem. Nie powinnaś zaniedbywać służących mu zabiegów na korzyść troski o innych. Odżywiaj się właściwie, ćwicz i wystarczająco dużo pij, wysypiaj się, myj czystą wodą i myśl pozytywnie. Wypracuj w sobie dyscyplinę codziennej prostej i łagodnej pielęgnacji. Poranną toaletę wykonuj tak, jakby to było ćwiczenie fizyczne.

JEDZENIE
Złota reguła: by jak najdłużej zachować zdrowie i młodość, trzeba jeść mało. Inaczej organizm nie przyswoi w pełni składników z pożywienia. Jedz żywność świeżą i dobrej jakości. Staraj się też o przyjemne otoczenie i estetyczne podanie – jeżeli ich zabraknie, będziesz dążyła do tego, by zastąpić je większą ilością jedzenia. Jeść dobrze oznacza też jeść wytwornie, powoli, mieć szacunek do pożywienia i do swojego organizmu. Jedz, kiedy jesteś głodna, i smakuj każdy kęs.

UMYSŁ
Jeżeli umysł jest przepełniony, nie możemy normalnie funkcjonować. Kiedy unikasz jednych myśli, robisz miejsce dla innych, a ponieważ negatywnymi myślami wyrządzamy sobie tyle samo krzywdy, co niezdrowym jedzeniem czy paleniem papierosów, wyćwicz w sobie nawyk powracania przed snem do miłych momentów dnia. Ćwicz się także w dystansowaniu się do myśli, nieutożsamianiu się z nimi. Unikaj stresu i nie rozmyślaj nad nękającymi cię problemami. Wystarczy, że znasz ich istotę, by umysł sam znalazł drogę do rozwiązania. Jak najczęściej medytuj, by oczyścić głowę, najlepiej rano, w odosobnionym miejscu.

RELACJE
Zerwij bezowocne znajomości, zakończ te, które nie dają ci oparcia. W miłości nie bądź niewolnikiem drugiej osoby. Nie staraj się dostosowywać do niekomfortowych sytuacji i nie wymagaj od innych nadmiernej szczerości. Nie zmieniaj swoich planów, by zadowolić innych. Nie martw się, co pomyślą lub powiedzą na twój temat. Nie bądź osobą odpowiadającą oczekiwaniom innych, ale taką, którą sama chcesz być. Nie czuj się zakłopotana, gdy coś dostajesz, ale sama nie dawaj zbyt dużo. Zdobądź spokój płynący z przekonania, że wszystko, czego potrzebujesz, możesz osiągnąć sama. Mniej mów, więcej słuchaj. Nie krytykuj innych, bo w ten sposób tworzysz problem i umniejszasz swoją wartość. Zamiast zajmować się cudzymi wadami, zajmuj się swoimi, ale też nie zadręczaj się. Odnoś się do siebie z miłością, dzięki temu będziesz traktować innych z większym uczuciem. Wybaczaj dla własnego dobra. Nie próbuj zmieniać innych.

Dlaczego mniej znaczy więcej?

Według Dominique Loreau:
  • im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać,
  • kiedy mamy niewiele, tworzymy miejsce dla spraw najważniejszych,
  • życie wśród małej liczby rzeczy podwyższa jakość egzystencji,
  • nie skupiając się na nadmiarze, masz czas, by skupić się na sobie: dowiedzieć, jaka jesteś,
  • mając mniej, zostawiasz przestrzeń dla kreatywności,
  • twoje decyzje stają się instynktowne, twój styl ubierania bardziej elegancki, dom wygodniejszy, a terminarz mniej zapełniony.

  1. Styl Życia

Minimalizm - modny trend czy pomysł na lepsze życie?

Minimalizm to trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. (Fot. iStock)
Minimalizm to trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Musi istnieć coś pomiędzy mieszkaniem w beczce a w Bizancjum. Jakaś przeciwwaga dla konsumpcjonizmu, nadmiernego gromadzenia dóbr, tego szaleństwa naszych czasów. Tylko jak chcieć mniej? W tym miesiącu Katarzyna Droga testuje minimalizm, by sprawdzić, czy to kolejny modny trend, czy pomysł na lepsze życie.

Minimalizm w życiu. Trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak. Jest jakaś racja w tym, że żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. Gdyby tak pozbyć się tego, co zbędne, przejrzeć wszystko – od mieszkania po relacje? Usunąć te elementy, które nie tylko zajmują przestrzeń, ale też hamują nasze działania. Minimalizm nie jako asceza, lecz jako pomysł na lepsze życie. No to jak odmówić kolejnej znakomitej ofercie kolejnego świetnego banku albo superoperatora. Jak sprawdzić, czy „mniej może znaczyć więcej” jak pisała Dominique Loreau, minimalistka, która czerpała mądrość z kultury japońskiej. Przyjaciółka mojej babci, pani Kazia, mówiła to samo prościej: „co masz wyrzucić jutro, wyrzuć dziś…”, ale Kazia, wzorowa gospodyni, miała na myśli stan spiżarni, podejrzany serek i podpleśniałe piętki chleba. Nie wiem, czy zgodziłaby się z minimalistami, bo chciwie gromadziła wiele przedmiotów, a jej kultowym sprzętem na strychu był kufer pełen staroci. Ja takiego kufra nie mam, ale jestem świeżo po przeprowadzce i sprawdziłam na własnej skórze: to fakt, że natłok rzeczy i spraw odsuwa w dal to, co prawdziwe. Gonitwa za posiadaniem i pośpiech przekładają się na stres, zmęczenie, strach o utratę dóbr. Koniec z tym!

Można uprościć sobie życie? Można. Przyda się jednak jakiś plan. Na przykład ten zaczerpnięty z warsztatów „Proste życie” psychologa Wojciecha Eichelbergera. Zgodnie z dzisiejszą wiedzą na temat działania mózgu, 21 dni wystarczy na zmianę przyzwyczajeń i wyrobienie nowych nawyków. To do mnie dociera, podobnie jak to, że każdy przedmiot w mojej przestrzeni zabiera mi cząstkę uwagi, czasu, emocji – kawałek mojego życia. Czy każdy jest tego wart? Zobaczymy. Postanawiam swoją przygodę z minimalizmem zacząć od posprzątania domu.

Przestrzeń mieszkalna

Dom mam nieduży, akurat, właściwie brakuje oddzielnego kąta do pracy. W ramach dążenia do minimum rezygnuję z planu dobudowania pokoiku na strychu. Tłumaczę sobie, że kiedy wszystko jest w laptopie, pokoik do pisania jest tak samo bez sensu jak absurdalny byłby mały loch pod piwnicą, mimo to oba pomieszczenia budzą we mnie chęć posiadania. Pokoik byłby absolutnie minimalny: tylko ja i laptop, biurko, krzesło, fotel, lampa, by poczytać, mała półka na książki. Loszek zaś jeszcze bardziej zgodny z filozofią M: wąski tapczanik z materacem, lampka, coś dla nadprogramowego gościa. Można w takiej celi odbębnić codzienny rytuał medytacji, a „Proste życie” radzi od niego zacząć dzień.

Najwyraźniej źle podeszłam do tematu, bo zamiast ująć, dobudowuję. Usuwam zatem loszek i pokoik na strychu z wyobraźni, biorę się do realnych książek w przeładowanej biblioteczce. Życie w zgodzie z minimalizmem każe zapytać: po co mi tyle książek? Powinnam je podać dalej do przeczytania, oddać do biblioteki, a zostawić te najważniejsze, potrzebne do pracy. Na przykład po co mi stary Tomek Sawyer, tomy o życiu Ani z Kanady i Polyanny? Sięgam po nie i wiem, że nie mogę się z nimi rozstać. Na marginesach mam notatki, które pisałam jako nastolatka. Wiele z tych książek wyniosłam: całe życie będę grać w zadowolenie („Polyanna”), wiem, że nie wolno ranić ludzkich uczuć („Ania z Zielonego Wzgórza”). Właściwie pasują do mojego programu – w warsztacie „Proste życie” jest ćwiczenie z nienarzekaniem. Przeglądam cały zbiór, książki zbierane latami, niektóre po rodzicach, do każdej czasem wracam. Nie chcę ich ani wyrzucić, ani oddać. Na tym polu klęska. Być może łatwiej pójdzie mi z trylionem drobiazgów na półkach i w szufladach.

Duperele, czyli pamiątki

Zajmują mi czas i zabierają energię. Budzą niepotrzebne emocje. W pudełku z napisem „starocie” lądują przedmioty z półek: popielniczka-muszla (nikt w domu nie pali), fajka z piany morskiej, mały flakonik z marmuru, szkatułka z kamieniami półszlachetnymi, które zbierał stryjek Lutek przed II wojną światową. Nie trzeba będzie odkurzać, pamiętać. Tyle tylko że pusta półka wygląda żałośnie i jednak wyciągam „te skarby” z pudła. Kiedy patrzę na muszlę, mam wrażenie, że są ze mną rodzice, którzy sporo palili i ta popielniczka zawsze była w zasięgu wzroku. Przeżyła ich, ale miło mieć złudzenie, że za chwilę ktoś położy na niej papierosa. Fajka należała do pradziadka sybiraka, mówił, że przyniosła mu szczęście. Flakonik przyjechał z podróży do Turcji, a każdy kamyk w szkatułce to osobna historia. Potrzebuję ich. Przeszły test minimum: potrzebne, wprawdzie nie do przeżycia, ale do pamięci o życiu innych.

Szuflada z zeszytami? Jakie ładne i jak porządnie prowadzone! Wołam córkę, niech zobaczy, albo nie – dwója za brak pracy domowej. Pamiętniki i zapiski, dzięki którym napisałam książkę. Kto by wpadł na pomysł, żeby to wyrzucać? Zostają. Stare numery „Przeglądu Sportowego” to co innego. Mogę też wyrzucić notatki ze swoich wykładów, ale już te napisane ręką ojca – nie, zbyt duża pamiątka. Testu nie przeszły: rachunki z roku 1955, zaświadczenia o stanie zdrowia sprzed dekady, dowody wpłat za nieistniejące już telefony stacjonarne. Jestem zadowolona, mam mniej szpargałów, więcej miejsca na pamiątki. Mój wniosek: nie wyrzucaj niczego, co ma swoją historię i budzi dobre emocje. Odkurzanie ich jest podróżą w czasie, a pustka po nich nie ma wartości.

Porządki w szafie - co naprawdę się przyda?

Tu będzie zdecydowanie łatwiej, bo prawie nie działa reguła sentymentu. Korzystam z podpowiedzi warsztatu „Proste życie” – ustawiam worki z napisami: „zima”, „do PCK”, „do wyrzucenia”. Zasada pierwsza: czego nie założyłam na siebie przez rok, nie włożę już nigdy. Do wora z tym! I po kolei: sukienka kupiona dwa lata temu, bardzo ją lubię, problem taki, że za ciasna. Ale może stanie się motywacją? Jak by to było przyjemnie schudnąć do niej na następny sezon? „Nigdy do niej nie schudniesz, tylko zawala miejsce” – skrzeczy głos rozsądku, lojalny z minimalizmem. Nienawidzę tego głosu. „Już mi się kiedyś udało” – odpowiadam mu – „i to było nieopisania dobre uczucie”. Niech czeka, kiecka i kilka spódnic, których jedyną winą jest to, że się nie dopinają. Jakże przydadzą się, kiedy wreszcie schudnę! Robię worek „po schudnieciu”. A co z tymi oto bluzeczkami, które sprały się i na pewno nie założę ich „do ludzi”. I stare dresy, wygodne jak żadne? Wyrzucić. Chwileczkę… Prócz ludzi istnieją w moim życiu chwile pracy w ogrodzie, sprzątania, remonty. Przydadzą się wtedy niechybnie. Zostają jako "domowe". Mam jednakże sukcesy: dwie kiecki, których nie założyłam od lat. Porządne, markowe, zupełnie nie w moim stylu, jedną kupiłam, bo była okazja, a drugą dostałam. Oddam z miłym poczuciem, że ktoś się ucieszy. Lądują w worku PCK, ten wygląda najlepiej, bo mam sporo rzeczy, z których wyrosły moje córki. Wpada mi w ręce własna sukienka ze studniówki, z aksamitnego materiału zdobytego w Peweksie. Przyda się… Nie, nigdy się już nie przyda, podobnie jak dwie sukienki ciążowe sprzed dwudziestu lat. A jednak… płaczę nad nimi z powodu upływu czasu i ze wzruszenia. Warsztat „Proste życie” powiada: nie siedź w przeszłości, wracaj do „tu i teraz”, dotknij chwili obecnej. To dotykam, słyszę zegar, patrzę na wskazówkę i stwierdzam, że straciłam na szafy dwie godziny. Na pociechę znajduję kilka rzeczy, których serdecznie nie znoszę, więc wrzucam je w niebyt worków. Klęskę z ciuchami usiłuję zatuszować redukcją przedmiotów kuchennych.

Kuchciki

Mam w domu kredensik z lat siedemdziesiątych, zwany słupkiem. W nim kuchciki – skarby prawdziwe: młynki do kawy, stare trzepaczki do białek, otwieracze, filiżanki z PRL-u, o proszę… znalazła się kamienna miseczka, której szukałam przed świętami. Zapasowy otwieracz też tu jest, jakże przydał się, gdy zaginął nowy! A kiedy zabrakło prądu, ręczne trzepaczki zastąpiły mikser. Cóż, ja żyję w Polsce, nie w Japonii. Potrzeba poczucia bezpieczeństwa jest najsilniejsza. Potrzeba – to słowo rozbłyska w mojej głowie jak żarówka Pomysłowego Dobromira. Po co ja to wszystko robię? Dla zyskania wolności, czasu i życiowej przestrzeni, zapanowania nad swoim życiem. Na razie straciłam sporo czasu, utknęłam na dobre w przeszłości, przestrzeni nie zyskałam wcale. Może trochę po słoikach, które są całkowicie pozbawione charakteru. Wnioski są raczej ponure: mam za dużo przedmiotów i nie umiem się ich pozbyć. Uciekam się do ćwiczenia polegającego na zapytaniu każdej rzeczy: Po co mi jesteś potrzebna? Czy korzystam z ciebie dla rzetelnych potrzeb? Laptop w liczbie jeden (starego, zostawionego na wszelki wypadek nie liczę), torebka naprawdę jedna, komórka, okulary, krzesło i biurko – wychodzą z analizy obronną ręką. Mogę usunąć z biurka flakon z kwiatami i zdjęcia członków rodziny, ale nie chcę. Potrzebuję zerknąć na twarze moich bliskich i lubię ładne kwiaty. Wracam do ćwiczenia, które przemawia do mnie najbardziej „po prostu posprzątaj po kolei”: przedpokój, kuchnię, pokój do pracy i sypialnię. Idę jak burza, wiem, że więcej znaczy mniej, a ładniej znaczy przyjemniej. To działa. Wniosek? Warto zweryfikować, czego potrzebuję naprawdę. Natomiast nie warto czynić z minimalizmu kolejnej zmory w życiu.

Katarzyna Droga, wieloletnia redaktor naczelna miesięcznika Sens, autorka sagi „Pokolenia”.

  1. Materiał partnera

Modowy minimalizm - jak wybierać rzeczy „basic”?

Pierwsza zasada minimalistycznego stylu - lepiej postawić na mniejszą ilość ubrań, ale za to wybrać znane marki. (Fot. materiały partnera)
Pierwsza zasada minimalistycznego stylu - lepiej postawić na mniejszą ilość ubrań, ale za to wybrać znane marki. (Fot. materiały partnera)
Podążanie za modą, poszukiwanie własnego stylu i codzienne zmaganie się z dylematem: "co na siebie włożyć?", jest wyczerpujące. Istnieje jednak proste rozwiązanie tego problemu. Capsule wardrobe, czyli garderoba kapsułowa to odpowiedź na nadmiar ubrań i dodatków w twojej szafie. Jakie ubrania typu basic wybrać, aby osiągnąć modowy minimalizm? Podpowiadamy.

Zbawienny minimalizm

Tajemnica minimalistycznego stylu tkwi w małej ilości posiadanych rzeczy, przy czym każdy element garderoby idealnie pasuje do całej reszty. Dzięki temu zaoszczędzisz miejsce w szafie i już nigdy nie będziesz zastanawiać się rano co na siebie włożyć. Wystarczy sięgnąć po pierwsze lepsze ubrania, aby wyglądać stylowo.

Eliminuje to również problem uciążliwych zakupów. Po pierwsze, dzięki najwyższej jakości o wiele rzadziej będziesz potrzebować nowych ubrań i w rezultacie zaoszczędzisz sporo pieniędzy. Lepiej postawić na mniejszą ilość, ale za to wybrać znane marki, takie jak Gucci, Moschino, Jimmy Choo czy Saint Laurent. Gdy już wybierzesz się do sklepu, szybko znajdziesz pasujące rzeczy, trzymając się wypracowanego schematu.

Przegląd szafy

Co zatem koniecznie powinna zawierać szafa kapsułowa? Po pierwsze przyjrzyj się posiadanym już rzeczom i ustal, w których chodzisz najczęściej. Zwróć uwagę jakie kroje pasują do twojej figury. Wybierz maksymalnie trzy kolory, które będą podkreślać twoją urodę. Weź również pod uwagę swój tryb życia, rodzaj wykonywanej pracy czy hobby, którym podporządkujesz swój styl.

– Wyznacz sobie limit maksymalnie czterdziestu elementów garderoby, z których będziesz tworzyć różne stylizacje. Dzięki postawieniu na proste fasony będziesz mieć pewność, że we wszystkim będziesz wyglądać świetnie, niezależnie od okoliczności – podpowiada Karolina Pietrasik-Książek, ekspert ze sklepu internetowego .

Obowiązkowe zaopatrzenie

Na liście obowiązkowych ubrań typu basic nie może zabraknąć kilku elementów. Na pewno powinnaś posiadać parę klasycznych, gładkich jeansów dopasowanych do figury, na przykład od Balmaina czy DSQUARED2. Pasować będzie do nich prosty, jednokolorowy t-shirt od Samsoe Samsoe lub Moncler. Koniecznie musisz posiadać też białą koszulę z długim rękawem, chociażby z kolekcji Maisona Margieli albo Paula Smitha. Na chłodniejsze wieczory przyda się przytulny sweter z wełny lub kaszmiru, na przykład od Chloe czy Givenchy.

Spośród bardziej eleganckich ubrań warto zainwestować w gustowną spódnicę za kolano. W zależności od typu sylwetki może być ona na przykład ołówkowa, jak u Kenzo albo rozkloszowana od Stelli McCartney. Naturalnie nie można również zapomnieć o małej czarnej. Ta niezwykle kobieca sukienka pasuje praktycznie na każdą okazję. Warto przyjrzeć się chociażby kolekcjom Alexandra Wanga lub Emporio Armaniego.

Piękno w prostocie

Minimalizm nie oznacza jednak kompletnej nudy. Swój niepowtarzalny styl i charakter możesz wyrazić poprzez buty i dodatki. Tutaj jednak również warto ustalić sobie co nam się podoba i na co zwracać uwagę przy zakupach.

W kwestii butów warto ograniczyć się do pięciu par. Na pewno w twojej szafie muszą znaleźć się eleganckie szpilki, najlepiej czarne lub w kolorze nude, na przykład projektu Michaela Korsa lub Tory Burch. Przyda się również para wygodnych butów na co dzień, również pasujących do praktycznie każdej stylizacji, jak chociażby z kolekcji AllSaints lub Common Projects.

Najlepiej postawić na klasyczną złotą lub srebrną biżuterię. Delikatne ozdoby na co dzień i nieco większe błyskotki na specjalne okazje dodadzą klasy i szyku. Warto spojrzeć na propozycje między innymi Gas Bijoux, Marni czy Versace.

  1. Psychologia

Minimalizm w życiu - im mniej, tym więcej

Wszystko, czym się otaczasz, powinno ze sobą korespondować – czy tak jest, czy wiesz, co nie pasuje? (Fot. iStock)
Wszystko, czym się otaczasz, powinno ze sobą korespondować – czy tak jest, czy wiesz, co nie pasuje? (Fot. iStock)
Nazwij to, jak chcesz: gruntowne porządki, najprostsza na świecie terapia albo nawet: filozofia życia. Zachęcamy do domowego studium przedmiotu.

Po pierwsze mały test: czy w swojej przestrzeni czujesz się lekko, czy coś cię męczy, przytłacza? Jest tu coś do poprawki, jakaś potrzeba zmiany? Jeśli tak – pomyśl, o których przedmiotach z twojego otoczenia szczerze powiesz, że są ci niezbędne? Że ich widok sprawia ci przyjemność, że harmonizują z tobą i twoim wnętrzem? Jeśli o większości – gratulujemy! Twoja odpowiedź brzmi: „O jednych – tak, a o innych – nie”? Też niezły wynik. Tylko po co trzymasz w swoim otoczeniu te na „nie”?

Według wyznawców minimalizmu, trendu, który zyskuje w zachodnim świecie coraz większe grono zwolenników, gromadzenie świadczy o lęku. Kiedy człowiek gubi się w tym, czego pragnie i kim naprawdę jest, szuka ratunku w rzeczach. Kupowaniem coraz to nowszych sprzętów, ubrań i gadżetów zagłusza strach: przed sobą, przed śmiercią, przed koniecznością wyboru.

„Wypróbuj, kup, dodaj, używaj…” – oto rada zgodna z filozofią naszych konsumpcyjnych czasów. A czemu nie po prostu: zrezygnuj, porzuć, odmów, wyeliminuj, wyluzuj, stwórz wokół i wewnątrz siebie przestrzeń?” – pyta Dominique Loreau, Francuzka na stałe mieszkająca w Japonii, autorka poradników na temat prostoty i umiaru, w tym „Sztuki minimalizmu”. Jej zdaniem nadmiar to zguba, błąd dzisiejszej cywilizacji. Natłok przedmiotów, obowiązków i spraw do załatwienia pozbawia ludzi sił i czyni niewolnikami postępu. Goniąc za nowościami, ułatwieniami, sprzętami 3 w 1, obrastamy coraz większą ilością rzeczy, które zabierają miejsce, czas i energię. A przecież życie jest podróżą. Ciągłą zmianą ludzi, krajobrazu, napływem nowych doświadczeń. Myślimy, że rzeczy dadzą nam stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, a w rzeczywistości są gwoźdźmi, które trzymają nas w miejscu, nie pozwalając ruszyć się na krok w jakimkolwiek kierunku. Prawdziwą pewność według minimalistów daje jedynie wiedza o tym, kim jestem.

Czy byłabyś gotowa spakować się w pięć minut i pojechać na drugi koniec świata? Zabrać ze sobą tylko kilka ubrań i książek, ważne dokumenty, parę osobistych pamiątek, laptop, komórkę, i wyruszyć w drogę? Tak cudownie podróżuje się z niewielkim bagażem, fajnie jest mieszkać w hotelu, gdy niczym nie musisz się przejmować poza tym, jak wypełnić kolejny dzień... Czy chciałabyś wprowadzić tę lekkość w swoje życie? Tak? To uwolnij się od zbędnych przedmiotów. Przestrzeń to potencjał!

Dom do przeglądu

Twoje miejsce na ziemi. Tu się codziennie budzisz i tu powracasz zmęczona po całym dniu. Tu trzymasz swoje prywatne rzeczy, tu zapraszasz bliskich. Dom będzie najlepszym punktem startu na drodze do dobrodziejstw minimalizmu.

Idź do swojego pokoju, na chwilę usiądź w ciszy i zamknij oczy. Pomyśl, na jakim etapie swojego życia się znajdujesz, co chciałabyś jeszcze osiągnąć, o czym zawsze marzyłaś, czego nie lubisz, a co cię cieszy. To jest twój styl, twój odcisk palca, tym się powinnaś kierować. Nie słuchaj innych, nie patrz na modę, sama wiesz, co ci służy, a co nie, uświadom to sobie.

A teraz otwórz oczy, rozejrzyj się dookoła i wytrop przedmioty i sprzęty, które nie odzwierciedlają twojego stylu. Wszystko, czym się otaczasz, powinno ze sobą korespondować – czy tak jest, czy wiesz, co nie pasuje? Możesz wybrać jeden przedmiot, który w stu procentach wyraża ciebie, np. stół, a potem odnotować wszystkie, które z nim nie współgrają. Nie musisz od razu ich wyrzucać, ważne, żeby zdać sobie sprawę z tego, co do ciebie nie pasuje.

Odnotuj wszystkie sprzęty, które postrzegasz pozytywnie: przyjemne w użyciu, dopasowane, dobrej jakości. To twoje skarby! Przyjrzyj się antykom i pamiątkom po przodkach. Jeśli są ważne, budzą dobre emocje – świetnie, jeśli jednak kojarzą ci się negatywnie – pomyśl, czy nadal powinny zajmować miejsce w twoim świecie. Podobnie z rzeczami, które należały do byłych partnerów, trofeami myśliwskimi, ale też zdjęciami czy obrazami ukazującymi smutnych ludzi lub niepokojące widoki. Według filozofii Wschodu zawierają w sobie negatywną energię chi. Zastanów się też nad antykami. Wprawdzie dodają wnętrzu charakteru, ale w nadmiarze powodują, że mieszkamy nie u siebie, tylko u kogoś. Karmimy się cudzą energią, snujemy nie swoją opowieść. Jeśli chcesz postawić na historię, może lepiej, by była to twoja historia. Wywodząca się z filozofii zen koncepcja wabi-sabi podkreśla urok i wartość przedmiotów, na których widać ślady czasu. Docenia sprzęty wykonane ręcznie, z solidnych materiałów, bez zbędnych ozdób, ale za to służące latami.

– Przypatrując się uważnie każdemu z przedmiotów, zadaj sobie pytanie, czy jest on twoim bliskim przyjacielem, dalszym znajomym, czy może zwykłym nieznajomym – radzi Dominique Loreau. – Czy naprawdę go lubisz? Czy byłoby ci łatwo go zastąpić, gdybyś go zgubiła? (Czy w ogóle byś go zastąpiła?) Czy powinien stanowić część twojego życia?

Kiedy będziesz znała już odpowiedzi na powyższe pytania, będziesz mogła zdecydować, czy chcesz daną rzecz zachować, czy może po prostu czas rozstać się z nią na zawsze.

Miejsce na nowe

„Ludzie gromadzą dobra materialne, aby uniknąć śmierci, ale są tak pochłonięci ich zdobywaniem, że zapominają żyć” – taką tezę stawia autorka „Sztuki minimalizmu”. Pożegnanie z nadmiarem, z rzeczami, to czasem najlepszy sposób, by zrobić w swoim życiu miejsce na nowe wartości czy zdarzenia. Zadaj więc sobie kolejne pytanie: Czy naprawdę potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, którymi na co dzień się otaczasz? Pięciu kompletów kieliszków? Notatek ze studiów, starych rękawiczek, butów sprzed 10 lat? Lampy z bursztynu czekającej na „swój czas”? Ubrań, których nie nosisz od kilku sezonów? Zepsutej maszyny do pisania? Może bardziej przydadzą się komuś innemu, a może ich „przydatność do spożycia” już dawno minęła, a ty trzymasz je tylko z sentymentu. Cenne rzeczy, których nie używasz, a które tylko niepotrzebnie zajmują miejsce, możesz po prostu oddać. Pojawią się wątpliwości, bo być może pomyślisz:

„To marnotrawstwo! Dlaczego mam się pozbywać komody, która wprawdzie jest zbyt wielka, ale zapłaciłam za nią dużo pieniędzy?”. No tak. Ale zostawiając ją w swojej przestrzeni, wcale nie stajesz się bogatsza (stara komoda dawno straciła swoją pierwotną wartość), a poza tym gdybyś musiała się nagle przeprowadzić, i tak nie zabrałabyś jej ze sobą. Może sprzedać? Na meblach, które zagracają dziś twoje mieszkanie, możesz jutro zbić małą fortunę.

„A jeśli będę potem żałowała utraty tych przedmiotów?” – ta myśl może powstrzymywać cię przed redukcją tysiąca drobiazgów w sypialni... I na to jest sposób. Wszystkie drobne rzeczy, co do których jeszcze się wahasz: wyrzucić, oddać czy zostawić, spakuj do pudełka i schowaj do piwnicy. Wróć do niego za pół roku i zanim je otworzysz, postaraj się przypomnieć sobie, co jest w środku. Jeśli nie będziesz potrafiła wymienić choćby jednej rzeczy – sprawa jest oczywista, możesz jednak mimo to zajrzeć do środka, popatrzeć na fanty i spytać siebie: Czy naprawdę odczuwam ich brak? Jeśli tak, zostaw je, nie – możesz powiedzieć: „Żegnajcie”.

Selekcjonując swój dobytek, robisz swoisty rekonesans, sprawdzasz, co na danym etapie życia nadal jest ci potrzebne, a co jedynie zawadza i napełnia dom złą energią. Zamykając rozdział z przeszłości, otwierasz się na zmiany i uwalniasz umysł od trosk. Wyrzucanie nie jest łatwe. To konfrontacja z samą sobą, ale też z pustką, jaka powstaje po rzeczy, z którą się rozstałaś. Bywa tak, że sentyment do danego przedmiotu jest większy niż jego rzeczywista przydatność. I nie chodzi tu nawet o rodzinne pamiątki, tylko o sprzęty czy ubrania, które przypominają młodość albo miłe chwile. A przecież najcenniejsze są same wspomnienia, nie ich substytuty.

Pomijając hoarding, czyli manię zbieractwa, i traumę wojny czy głodu, które pozostawiają nawyk robienia przesadnych zapasów, nic nie tłumaczy bezsensownego gromadzenia rzeczy. Jeśli więc czujesz irracjonalny lęk przed wyrzuceniem czegoś, co nie jest ci niezbędne, pomyśl: „Co najgorszego może się stać, jeśli się tego pozbędę?”. I zastanów się, na ile jest to prawdopodobne i na ile jest to rzeczywiście takie straszne.

Chęć rezygnacji z niepotrzebnych rzeczy powinna zrodzić się naturalnie, obiecywać ulgę, jeśli więc odczuwasz smutek, rozstając się z jakimś przedmiotem, to znak, że nadal dostarcza ci wsparcia, otuchy i jest ci niezbędny. Gandhi mawiał, że nigdy nie powinniśmy rozstawać się z rzeczami, jeśli robimy to z żalem. Ale dodawał, że najłatwiej uwolnić się od trosk związanych z posiadaniem dóbr materialnych, pozbywając się ich.

Redukcja od kuchni

Loreau wspomina o tradycji żydowskiej, która nakazuje, by raz w roku całkowicie opróżnić dom z wszelkiego pokarmu, do najmniejszego okruszka. A gdyby tak zaszczepić ją we własnej kuchni? Uchroniłoby to nas przed przechowywaniem przypraw, które straciły aromat, cukru, który skamieniał, czy herbaty, która zwietrzała. W ich miejsce pojawiłyby się nowe, świeższe zapasy, oczywiście robione z rozwagą. Zakupy są kolejną dziedziną, w której warto wprowadzić zasady minimalizmu, choć nie będzie to łatwe.

Co do jedzenia, najzdrowszym odruchem jest kupowanie go z dnia na dzień – w ten sposób jesz tylko świeże produkty i tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz. Skoro już jesteśmy przy kuchni, warto wprowadzić tu ograniczenia co do ilości sprzętów i naczyń. Najlepiej trzymać się zasady, by mieć tylko tyle kompletów zastawy stołowej, ile używa na co dzień rodzina. W wypadku nagłego przyjęcia na 20 osób, zawsze można wypożyczyć dodatkową zastawę. I jeszcze sprzęty AGD. Poza podstawowymi, jak lodówka, pralka czy kuchenka, reszta to już kwestia odróżnienia potrzeb od zachcianek. Wielcy kucharze większość czynności w kuchni wykonają ręcznie. My nie musimy, możemy przecież skorzystać z dobrodziejstw miksera czy wyciskarki, ale czy taki elektryczny siekacz do pietruszki jest nam naprawdę niezbędny?

I tak od kuchni poczynając, program „eliminacji” można wprowadzać do kolejnych pomieszczeń. W sypialni z powodzeniem wystarczy kilka kompletów pościeli zamiast kilkunastu, w salonie – kilka roślin doniczkowych zamiast małego ogrodu botanicznego. W miejsce kilkunastu obrazków na ścianach w przedpokoju niech zawiśnie jeden, góra dwa, które najbardziej oddają twoją naturę i cieszą oczy. Meble – najlepiej zostawić tylko te wykonane z solidnych, naturalnych materiałów, w jasnych kolorach, pasujące do reszty wystroju i tylko po jednym z każdej kategorii: komoda, łóżko, szafa… No właśnie, szafa! Tu początkująca minimalistka będzie miała prawdziwe pole do popisu. Kiedy już odda ubrania, które są stare, nie pasują do sylwetki i których nie założyła przynajmniej raz w ciągu sezonu, będzie musiała powściągnąć chęć kupowania nowych! A kuszą, mimo że nie pasują do reszty, są zbędne, podobne do tych, które ma. Im mniej, tym więcej! Tak samo z kosmetykami: przyjemniej dba się o siebie, używając niewielkiej ilości produktów. Zresztą, spróbuj sama… A swoją drogą, ciekawa rzecz z tym minimalizmem – jak człowiek zacznie, to nie może się powstrzymać. Radośnie wyrzuca i wyrzuca kolejne zbędne rzeczy…

Minimalizm. 8 razy TAK

Prawdziwa ulga

Pozbawiając się nadmiaru rzeczy, mamy więcej czasu na naprawdę ważne sprawy: spędzanie czasu z bliskimi i na łonie natury, życie we własnym rytmie. Posiadane dobra sprawiają tak naprawdę mnóstwo kłopotów (naprawy, pielęgnacja, strach przed kradzieżą) i wymagają sporych nakładów finansowych. Ograniczając je, nie tracisz, a zyskujesz. Co? Mnóstwo energii, którą możesz spożytkować na ciekawsze zajęcia.

Bardziej przestrzenne wnętrze

Gdy mamy niewiele rzeczy, trudniej o bałagan, porządki zajmują mniej czasu i łatwiej znaleźć to, co akurat potrzebne. Wnętrze nabiera klasy i charakteru, a mieszkańcy stają się bardziej kreatywni. Wybierając jakość zamiast ilości, pozwalamy sobie na luksus niezajmowania się milionem rzeczy naraz i niedokonywania kolejnych wyborów. Możemy pełniej rozkoszować się zwykłymi czynnościami. Doceniamy to, co mamy, i umiemy to szanować.

Lepsze relacje z innymi

Im więcej rzeczy posiadasz, tym bardziej stajesz się słaba i bezbronna – twierdzi Dominique Loreau. Nie przechowując pamiątek po dawnych związkach czy minionych latach, otwieramy się na nowe, rezygnujemy z bagażu przeszłości. Nie przywiązując się do rzeczy, mniej przywiązujemy się do ludzi, nie traktujemy ich jako swojej własności. Łatwiej nam ich wtedy żegnać, gdy chcą odejść. Dajemy innym wolność, a i sami stajemy się bardziej niezależni i samodzielni.

Mniej obciążony umysł

Każda rzecz, którą niepotrzebnie przechowujemy, obciąża umysł. Bo skoro coś mam, czuję się zmuszona tym posługiwać, niezależnie od tego, czy naprawdę tego potrzebuję, czy nie. A bałagan zewnętrzny przekłada się na chaos w sercu i duszy. Gdy otaczamy się zbyt dużą liczbą przedmiotów, mało co nas dziwi i zachwyca. Dokonując ich selekcji, oczyszczamy też umysł i nabieramy ochoty do życia.

Spokojniejsza starość

Gromadzenie i kolekcjonowanie przedmiotów to według psychologów objaw lęku przed śmiercią, przed zniknięciem. Im jesteśmy starsi, tym mocniej się nasila. Powoduje, że obrastamy w rzeczy, które jednak – zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa – zwiększają obawy o przyszłość i zatrzymują w miejscu, a przecież żyć to patrzeć przed siebie. Mniejsze przywiązanie do dóbr materialnych to w perspektywie pogodniejsza starość.

Wewnętrzny spokój

Im bardziej sobie uświadamiamy, że posiadane rzeczy nie czynią nas szczęśliwszymi, tym lepiej rozumiemy, że niezadowolenie, które sprawia, że ciągle chcemy więcej, przeszkadza nam w znalezieniu spokoju serca.

Pogoda ducha

Rezygnując z nadmiaru, mniej się martwimy, mniej tęsknimy, mniej żałujemy. Nie smucimy się, gdy coś tracimy, zwłaszcza jeśli to szybko można zastąpić czym innym. – Nie posiadając nic lub prawie nic, czujemy się wszędzie jak u siebie w domu – twierdzi Dominique Loreau. I dodaje: – Jak wygląda moje życie? Dwie walizki, komputer. Więcej rzeczy zbyt obciążałoby moje dwie ręce.

Nie tak natrętne ego

Zacznij od uświadomienia sobie, że nic nie masz, niczym nie jesteś, a zrobisz pierwszy krok w kierunku wolności – czytamy w „Sztuce minimalizmu”. Kiedy będziesz w stanie powiedzieć sobie, że niczym nie jesteś, wtedy będziesz wszystkim.