1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Twarz lalki, czyli obsesja piękna – Frances Cha „Gdybym miała twoją twarz”

Twarz lalki, czyli obsesja piękna – Frances Cha „Gdybym miała twoją twarz”

„Gdybym miała twoją twarz” to powieściowy debiut Frances Cha, amerykańsko–koreańskiej pisarki mieszkającej na co dzień w Nowym Jorku. (Fot. materiały prasowe)
Chirurgia plastyczna to nie tylko prężnie rozwijająca się gałąź medycyny, ale także biznes. Pogoń za idealną twarzą i zgrabnym ciałem to charakterystyczny znak ostatnich lat. Obsesję piękna widać zwłaszcza na ulicach Korei Południowej, której mieszkanki masowo upodabniają się do koreańskiego ideału kobiety. „Gdybym miała twoją twarz” to powieściowy debiut Frances Cha, amerykańsko–koreańskiej pisarki mieszkającej na co dzień w Nowym Jorku.

Seul – światowa stolica medycyny estetycznej

W Korei Południowej funkcjonuje jeden z najlepszych systemów edukacji na świecie, w którym przeznacza się najwyższe kwoty w przeliczeniu na ucznia i studenta. Jednocześnie to kraj z największym odsetkiem obywateli poddających się operacjom plastycznym i wydających rocznie krocie na ten cel. Szczególnie popularne są: plastyka powiek, korekta nosa, modelowanie żuchwy i brody. Pożądane są spiczaste podbródki, oczy o wyglądzie charakterystycznym dla Europejczyków, zgrabny, mały nos i szczupłe ciało. Wystarczy otworzyć przeglądarkę internetową, aby po wpisaniu kilku haseł podziwiać spektakularne metamorfozy pacjentek i pacjentów koreańskich klinik medycyny estetycznej.

Skalpel, botoks, żel hialuronowy i inne wypełniacze w rękach chirurgów plastycznych stają się narzędziami transformacji i zapewniają odmianę losu każdemu, kogo stać na zabieg. Na ulicach wyrastają jak grzyby po deszczu salony fryzjerskie i kosmetyczne. Wolne dni spędza się najczęściej w SPA, łaźniach i saunach. Obsesja piękna króluje na każdym kroku.

Wygląd dla Koreanek jest przepustką do lepszego życia – szansą na znalezienie dobrze płatnej pracy i atrakcyjny mariaż. Ładna twarz zapewnia akceptację społeczną, zgrabna sylwetka jest oznaką zdrowego trybu życia. Dobre wykształcenie musi iść w parze z urodą, bo to prezencja kobiety stanowi o jej rzeczywistej wartości. Niczym na wzór starogreckiego pojęcia kalokagatii piękno łączy się z dobrem w powszechnej świadomości Koreańczyków. Doskonałe powiązanie ciała z duchem gwarantuje sukces i powodzenie.

„Gdybym miała twoją twarz” to debiut Frances Cha, amerykańskiej pisarki urodzonej się w Saint Paul w Minnesocie. Cha dzieciństwo spędziła w Teksasie i Hongkongu, a w wieku 12 lat przeniosła się do Korei Południowej. Studiowała w Stanach Zjednoczonych, później wykładała na amerykańskich i koreańskich uczelniach. Pracowała CNN International w Seulu. Koreę zna z własnych obserwacji i doświadczeń, a jej powieść to poruszający obraz roli współczesnej chirurgii estetycznej w codziennym życiu i oczekiwań społecznych co do kobiet.

(Fot. materiały prasowe)

Przeżyłabym twoje życie znacznie lepiej niż ty, gdybym miała twoją twarz

„Gdybym miała twoją twarz” to wyprawa w głąb dusz koreańskich kobiet i mężczyzn, owładniętych ideą piękna i koniecznością oceniania innych wyłącznie na podstawie ich fizjonomii. Gyuri, Miho, Ara, Sujin i Wonna – dwudziestoparoletnie dziewczyny zamieszkałe w Seulu nieustannie muszą konfrontować się z otoczeniem wymagającym od nich perfekcyjnego wyglądu. "Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że moja jedyna szansa w życiu wiąże się z poprawieniem sobie twarzy. Patrząc w lusterko, od razu wiedziałam, co powinno ulec zmianie” - powie jedna z nich, wygłaszając w ten sposób powszechnie znaną i akceptowaną prawdę. Cha w swojej debiutanckiej powieści wnika w głąb kobiecego, intymnego świata i z czułością portretuje młode Koreanki stojące u progu życiowych wyborów i ważnych decyzji.

Każda wkraczająca w dorosłość mieszkanka Korei Południowej wie, że jej przyszłość zależy w decydującej mierze od tego, jak wygląda. Stąd popularnym prezentem od rodziców dla studentek wyjeżdżających z domu na uczelnię jest operacja plastyczna. Najczęściej jest to niezwykle popularna w Azji blepharoplastyka, czyli korekcja opadających powiek. Zabieg polega na usunięciu nadmiaru skóry i tłuszczu z okolicy górnych i dolnych powiek. Dziewczyny rozpoczynają naukę pewniejsze siebie, marząc o kolejnych udoskonaleniach swojej twarzy. To konieczne, bo jak mówi Sujin w powieści Cha „kiedy już będę ładniejsza i miała wszystko poprawione, znajdę (…) pracę”.

Kolejne ingerencje w ciało i poprawki urody w przypadku niezamożnych Koreanek często oznaczają niemałe długi. „Koszt operacji jest niewyobrażalny, chyba że jesteś aktorką i masz kontrakt z dużą wytwórnią filmową, wtedy doktor (…) może cię nawet sponsorować. (…) W przeciwnym razie musisz się zapożyczyć, co oznacza, że będziesz spłacać dług do końca życia. – Traktuję to jak największą inwestycję w życiu”. Skutki zabiegów estetycznych są jednak nie tylko odczuwalne dla portfela, ale również nierzadko wywierają wpływ na zdrowie. Przy skomplikowanej rekonstrukcji szczęki może ulec uszkodzeniu nerw i utrudnione pozostać przeżuwanie, źle zaaplikowany botoks może zakończyć się częściowym paraliżem twarzy.

Każda operacja, jak i zapowiadająca się niegroźnie i mało inwazyjnie wizyta u kosmetyczki niosą za sobą potencjalne ryzyko błędu. Kluczowy jest więc wybór odpowiedniej kliniki medycyny estetycznej i kompetentnego lekarza. Takiego u którego „na wizytę (…) czeka się miesiącami. Ten człowiek potrafi przewidzieć, co będzie modne i jak kobiety będą chciały wyglądać, zanim ktokolwiek inny to zauważy.” Zarysowana w kształt serca twarz jest warta każdych niedogodności – problem braku czucia w brodzie rozwiąże w codziennym życiu tryb selfie w komórce lub małe lusterko, którymi można dyskretnie sprawdzić, czy drink nie cieknie na dekolt. Trudności w gryzieniu rozwiąże odpowiednie dobieranie konsystencji potraw lub krojenie na drobne kawałki. Dla pięknego ciała warto cierpieć.

(Fot. materiały prasowe)

Z prowincji do Seulu

Ara, Sujin i Miho wychowały się w Cheongju – miejscu, które uchodzi w stolicy Korei Południowej za prowincjonalne miasteczko. Ośrodek Loring – sierociniec przeznaczony przede wszystkim dla dziewcząt, służył dwóm ostatnim za dom. Bohaterki naznaczone piętnem odrzucenia nie pozwolą jednak zdeterminować mu swojego życia, chociaż dokonywać będą diametralnie innych od siebie wyborów. W Seulu wreszcie uciekną od negatywnych skojarzeń z placówką wychowawczą, która była także zakładem dla niepełnosprawnych umysłowo dzieci. Z radością odkryją, że kilkaset kilometrów od ich miejsca urodzenia słowo „loring” nie jest synonimem „opóźnionego w rozwoju”.

„Miho jest ładna, ale nie aż tak, jak mogłaby być dzięki operacjom. Daleko jej do ideału. Nie ma krewnych ani pieniędzy. Mimo to syn jednego z najbogatszych ludzi w Korei umawia się właśnie z nią. Prawdziwa tajemnica”. Miho uzdolniona artystycznie, ucieka w sztukę i przekuwa swoje pochodzenie w atut, zdobywając kolejne stypendia. Suijn marzy o operacji plastycznej i pracy w salonie, gdzie mężczyźni rozmawiają o interesach w towarzystwie zatrudnionych tam pięknych dziewcząt, które mają za zadanie atrakcyjnie się prezentować i pić z nimi alkohol. Goni za doskonałą prezencją, twarzą lalki o gładkiej, porcelanowej cerze i idealnych proporcjach. Ara, po tym jak utraciła głos zostaje fryzjerką. Zakochana na zabój w chłopcu z popularnego boysbandu tkwi we własnym świecie marzeń i fantazji. Chociaż zamknięta werbalnie we własnym ciele, chłonie rzeczywistość wszystkimi zmysłami i odbiera wyostrzone bodźce. „Weźmy taki wiatr. Nie pamiętam, aby miał aż tyle odcieni dźwięku”.

Anonimowość tłumu wielkiej koreańskiej stolicy nie zapewnia jednak możliwości wtopienia się w niego i zniknięcia. Wyróżnia się w nim nie tyle sztuczne, poprawione piękno, co naturalny, niekoniecznie atrakcyjny wygląd. Brak symetrii twarzy, płaski nos, opadające powieki czy kanciasta żuchwa są jak wyrok. Tamtejsze społeczeństwo nie akceptuje nie tylko brzydoty, ale także przeciętności i zwyczajności.

Za drzwiami seulskiego salonu

„Nieodmiennie mnie zdumiewa naiwność Koreanek. Zwłaszcza tych zamężnych. Co ich zdaniem robią ich mężowie od ósmej wieczorem do północy w każdy powszedni dzień tygodnia? Kto utrzymuje te dziesiątki tysięcy salonów w całym kraju? Zresztą nawet te kobiety, które mają odwagę dopuścić do siebie prawdę, udają, że ich mężowie wcale nie pieprzą codziennie innej dziewczyny. Większość dochodzi w tym udawaniu do takiej wprawy, że wypiera fakty”.

Salon oznacza w Seulu ekskluzywne, niedostępne dla przypadkowych klientów miejsce, gdzie dobrze usytuowani mężczyźni rozmawiają z kontrahentami i klientami o interesach przy alkoholu. Towarzyszą im młode dziewczyny o nieskazitelnej urodzie w krótkich, obcisłych spódniczkach lub sukienkach, prezentujących ich powabne ciała. Zadaniem pracownicy salonu jest dobrze wyglądać, uśmiechać się, „wpatrywać się w mężczyzn jak urzeczona i pić kupowany przez nich alkohol”. Biznesmeni płacą krocie za drogie trunki i towarzystwo dziewcząt, które mogą liczyć na dodatkowe benefity i prezenty, jeśli nawiążą z klientami relacje na innym gruncie.

Praca w salonie poza rujnowaniem zdrowia fizycznego – przez ciągłe picie nadmiernych ilości alkoholu – sieje zniszczenia w psychice kobiet. Jak będzie ostrzegać wypalona emocjonalnie Gyuri „nie ma nawet pojęcia, co ta praca robi z człowiekiem, jak bardzo zmienia dotychczasową perspektywę. Trzeba zapomnieć o oszczędzaniu. Trzeba robić rzeczy, jakich wcześniej nie widziało się nawet oczami wyobraźni. W efekcie człowiek się zmienia, sam nie wiedząc kiedy. Przeżyłam to na własnej skórze. Nigdy nie przypuszczałam, że skończę w ten sposób – bez rozsądnych pieniędzy, z rozpadającym się ciałem i upływającą datą przydatności”. Czas dziewcząt mija szybko i nieubłagalnie, zarobek zapewniają im przecież młode, poprawione licznymi operacjami ciała.

W pułapce pogoni za idealną twarzą

Los Gyuri odmienił się dzięki szeregowi operacji plastycznych. Gdy dziewczyna spogląda w lustro, to zupełnie nie przypomina sobie dawnej siebie. Nie chce oglądać swoich fotografii z przeszłości. Idealna twarz zakończona lekko spiczastym podbródkiem, olśniewające długie, czarne, pofalowane włosy i zgrabna sylwetka zapewniają jej powodzenie wśród klientów i niebotyczne wynagrodzenie za świadczone usługi. Gyuri jednak nadal jest zadłużona i żyje w napięciu. Ciągle spłaca lichwiarskie pożyczki zaciągane dla sfinansowania kolejnych zabiegów i zaciąga nowe.

„Jednego dnia przyjmujesz pożyczkę od Madame czy alfonsa albo innej pijawki, by poprawić sobie szybko twarz, a drugiego masz dług w niewyobrażalnej wysokości, o spłaceniu którego nie możesz nawet marzyć. Pracujesz, pracujesz i pracujesz, aż doprowadzasz ciało do ruiny, a i tak nie jesteś w stanie się uwolnić inaczej, niż jeszcze więcej pracując. Choć teoretycznie dużo zarabiasz, nigdy nic nie zaoszczędzisz przez odsetki, które musisz spłacać. Nigdy nie zdołasz się wyrwać. Przeniesiesz się do innego lokalu w innym mieście, z inną Madame i innymi regułami, wymaganiami i porami, ale nadal będziesz robić to samo. Od pewnych rzeczy nie ma ucieczki”. Mentalna klatka w jakiej zamykają się kobiety zdaje się być nie do otwarcia, przyszłość nie istnieje. Wszystkie pracownice salonu żyją z dnia na dzień, a właściwie z nocy na noc, nie myślą o tym, co będzie gdy zachorują, albo stracą pracę. Jutro w ich rzeczywistości nie istnieje.

(Fot. materiały prasowe)

Mężczyźni zawodzą

W świecie płatnych dziewcząt do towarzystwa nie ma miejsca na miłość, a w szczególności na uczucie do niezamożnego mężczyzny. Gyuri powie o tym gorzko „wiem, bo raz się w takim zakochałam. Nie było go stać, aby spędzać czas ze mną, a ja nie mogłam sobie pozwolić na spędzanie czasu z nim.” Dziewczynom z salonów pozostaje marzyć o romantycznym kochanku rodem z „Pretty Woman” – kliencie, który zabierze je ze sobą i spłaci ich długi. Jednak nawet te, które naprawdę doświadczyły podobnej miłości i cudu, w końcu wracają do dawnej pracy albo kończą w szpitalu psychiatrycznym.

Gyuri i jej koleżanki w swoim wolnym czasie nie szukają flirtu – zapijają swoje smutki w barach. „Nikt nie jest w stanie dotrzymać nam kroku – niektórzy próbują, lecz nawet najwięksi twardziele odpadają, widząc, jak wychylamy kieliszek za kieliszkiem, całkowicie ich ignorując. Wystarczą nam mężczyźni, których musimy oglądać w pracy”.

W prawdziwym świecie nie ma wiernych, uczciwych, bogatych i kochających partnerów. „Jedyni dżentelmeni, jakich widuję, to ci w filmach telewizyjnych. Są dobrzy. Chronią cię i płaczą, i przeciwstawiają się własnym rodzinom dla ciebie, choć ja oczywiście nie chciałabym, aby rezygnowali z rodzinnego majątku. Biedak mi nie pomoże, skoro nie jest nawet w stanie pomóc samemu sobie”.

Gyuri obraca się w środowisku, w którym liczy się jak wygląda, a nie kim jest naprawdę, co czuje i czego pragnie. „Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś mężczyzna zapytał mnie o mój dzień, po czym jeszcze wysłuchał odpowiedzi, o okazaniu zainteresowania nie wspominając”. Dziewczyna do towarzystwa ma budzić podziw z uwagi na swoją cielesność, nie jest wskazane, aby przewyższała klientów inteligencją i potrafiła prowadzić błyskotliwe rozmowy. Przeciwnie powinna się chichotać radośnie, nie przeszkadzać w biznesowych negocjacjach i powodować, że mężczyzna czuje się ważny i doceniony, a jego ego połechtane. Słodka trzpiotka o ładnej buzi to poszukiwany towar.

W „Gdybym miała twoją twarz” chłopcy, partnerzy i ojcowie zawodzą, nie tylko nie potrafiąc sprostać stawianym im przez wybranki i córki oczekiwaniom, ale również okazując słabość charakteru i niedojrzałość. To na barkach kobiet niejednokrotnie spoczywa odpowiedzialność za rodziny, to one muszą być silne i doskonałe w każdym aspekcie.

Macierzyństwo jest dla wybranych

Wonna – ostatnia z postaci wykreowanych przez Frances Cha – jako jedyna spośród głównych bohaterek jest mężatką. Wychowana przez despotyczną babkę wciąż podświadomie ucieka od innych kobiet. Przyjmuje oświadczyny mężczyzny głównie dlatego, że przyszła teściowa już nie żyje. Nie jest w tej awersji do matki męża odosobniona, bo „nienawiść, którą teściowe żywią do swoich synowych, jest wbudowana w geny wszystkich Koreanek”. Czy jednak życie u boku pracownika średniego szczebla z marną pensją zapewni jej stabilizację i bezpieczeństwo? Wonna staje przed dylematem – czy zasługuje na macierzyństwo?

Przyrost naturalny Korei maleje z każdym rokiem, mimo udogodnień socjalnych – rocznego odpłatnego urlopu macierzyńskiego, darmowych żłobków i dopłat do dzieci. Rodzicielstwo dla kobiet oznacza rezygnację z pracy albo liczne dni wolne, a przecież „jak powszechnie wiadomo, właśnie dlatego kobiety nie awansują”. Jednocześnie przyszła matka, jak również każda inna pracownica nie ma co zbytnio liczyć na specjalistyczną pomoc z zakresu zdrowia psychicznego, bo podobno „ktokolwiek leczy się psychiatrycznie, wypada z systemu i nie chce go przyjąć żadna prywatna ubezpieczalnia”.

Koreanki stają przed wyborem, kariera czy rodzina? Awans w pracy oznacza pracę od rana do północy, wychodzenie jako ostatnia z biura czy zakładu, przedkładanie obowiązków służbowych nad życie prywatne i bezwzględne posłuszeństwo pracodawcy. Macierzyństwo to natomiast często brak niezależności, poleganie na partnerze w kwestiach finansowych, poświęcenie się dzieciom i pogodzenie z tym, że mąż może korzystać z usług dziewczyn do towarzystwa, jeśli piastuje wysokie stanowisko i zarabia odpowiednio dużo. Niezależnie od podjętej decyzji kobiety będą musiały być perfekcyjne w tym, co robią i prezentować przy tym nienaganny wygląd, najlepiej dzięki drobnym i większym poprawkom swojego ciała.

Portret kobiecych dusz

„Gdybym miała twoją twarz” to nieomal panoramiczny przekrój koreańskiego społeczeństwa. Intymny obraz psychiki kobiet zmuszonych do przyjęcia roli ideału i sprostania wygórowanym oczekiwaniom co do wyglądu, jakie stawia przed nimi środowisko, w jakim przyszło im funkcjonować.

Frances Cha kreśli pełnokrwiste sylwetki postaci, które chociaż pozornie zdawać się mogą zepchnięte do roli naiwnych i bezbronnych ofiar pozostają silnymi, nierzadko pozbawionymi skrupułów kobietami. Wonna nie może liczyć na wsparcie męża, Ara ucieka od codzienności zakochując się w idolu, Miho szuka ukojenia w sztuce, Gyuri jeszcze się łudzi, że czeka ją coś dobrego, a Suijn skupia się na chronieniu tych, których kocha. Każda z nich, chociaż wpasowuje się w obraz kobiety opresjonowanej wychodzi poza schematy. Nie poddają się biernie życiu i biegu zdarzeń, są aktywne, odważne i śmiałe. Przede wszystkim jednak główne postacie w „Gdybym miała twoja twarz” są wiarygodne psychologicznie i prawdziwe – chociaż Cha pisze o kulturze, która na piedestał wynosi ideał kobiety, to nie kreuje swoich bohaterek na godne naśladowania wzory. Wie, że świat nie jest czarno – biały, a rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. I takie są dziewczyny z jej debiutanckiej powieści – złożone, niepozbawione wad i resztek złudzeń, niejednokrotnie irytujące i bulwersujące, a przez to realne.

„Większość ludzi nie pojmuje prawdziwego zła, a mimo to stara się je naprawić.” Frances Cha nie aspiruje do bycia demaskatorką rzeczywistości czy moralizatorką, pokazuje jedynie wycinek codzienności widziany oczami zwykłych dziewczyn, które wyposaża w przywary i zalety współczesnych Koreanek. Dla polskiego czytelnika to lektura być może lekko egzotyczna z uwagi na umiejscowienie akcji i kulturę, ale też odczytywalna w pewnym uniwersalnym kluczu. Obsesja piękna to temat przerażająco aktualny we współczesnym świecie, w którym królują odrealnione standardy sylwetki i kult wiecznej młodości. Na ile nasz wygląd jest swego rodzaju wizytówką, a na ile stanowi o nas samych? Czy jesteśmy warci tyle na ile wyglądamy?

Przytoczone w tekście cytaty pochodzą z powieści Frances Cha „Gdybym miała twoją twarz”, Wydawnictwo MOVA 2021. Fakty naukowe, statystki i wyjaśnienia pojęć zostały podane za stroną wikipedia.pl, fakty z życia pisarki za jej autorską stroną francescha.com.

Tłumaczenie: Urszula Gardner
Premiera: 14 lipca 2021
Wydawnictwo MOVA

Frances Cha „Gdybym miała twoją twarz”, Wydawnictwo MOVA 2021

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze