1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Koty – czego możemy się od nich nauczyć?

To nie kot na zawołanie podaje łapę, on raczej pozwala się głaskać wtedy, gdy czuje potrzebę pieszczot. (Fot. iStock)
Kot jest wybredny, na byle co nawet nie spojrzy. Bezczelny? Ależ tak! Egoistyczny? Oczywiście. Ale nie jest zarozumiały, bo się wobec nikogo nie pozycjonuje. Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy nie szli na zgniłe kompromisy i brali dla siebie tylko to, co najlepsze – zastanawia się dziennikarka i kociara Aleksandra Nowakowska.

Zmuś kota do czegoś – to stwierdzenie śmieszy tak samo jak „opowiedz Bogu o swoich planach”. To nie kot na zawołanie podaje łapę, on raczej pozwala się głaskać po brzuchu wtedy, kiedy czuje potrzebę pieszczot... A gdy ja czuję potrzebę, żeby najpierw rozładować zmywarkę, a potem nakarmić kota, jestem gryziona po kostkach. Kiedy nasza Zojka jest w lepszym nastroju, na wymianę za wątróbkę dostaję od niej pluszową mysz. Mysz ma sztuczne futerko, a ptaki, na które kotka „poluje”, siedząc na parapecie i chowając uszy na boki, są za szybą. Niemniej jednak jej instynkt robi, co może, żeby mogła każdego dnia czuć się niczym myśliwy na łowach. Z dzieciństwa pamiętam zresztą inną kotkę, która czaiła się na telewizor, skąd dobiegał odgłos bocianów...

Czy tak zachowuje się w pełni udomowione stworzenie? Czy miłe zwierzątko czai się na ciebie w ciemnym kącie przedpokoju, żeby złapać za nogę, gdy – nie spodziewając się ataku – idziesz w stronę kuchni? Takie pytania, choć z pewnością w bardziej akademickiej formie zadają sobie również naukowcy...

Mruczek w ciele żbika

Wynikająca z ostatnich odkryć archeologicznych i badań genomu odpowiedź brzmi, że koty udomowione są tylko częściowo. W 2001 roku archeolodzy z Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu odkopali na Cyprze kompletny szkielet kota ułożony w grobie obok kości człowieka. Znalezisko datuje się na ok. 7500 lat przed naszą erą. Relacje kota z nieboszczykiem (zawartość grobu świadczy, że był zamożny) musiały być zażyłe, skoro spoczęli razem. Z kolei grób sprzed 4 tysięcy lat na cmentarzu w Abydos w Górnym Egipcie zawierał szkielety ni mniej, ni więcej, tylko 17 kotów, z których każdy miał małą miseczkę. Mimo tej troski i bliskości kota z człowiekiem oraz tego, że pewien zestaw egipskich hieroglifów odczytuje się jako „miu”, co oznacza udomowiony kot – na malowidłach często pojawia się on obok innych miejscowych dzikich drapieżników. Nieraz zobaczymy także kota w obroży, który... jednakże jest żbikiem. W niektórych krajach do dzisiaj nieoswojone koty łączą się w pary ze żbikami, tworząc szczęśliwe patchworkowe rodziny.

Genetyk Wesley Warren z Uniwersytetu Waszyngtona w St. Louis przeanalizował genotyp kilku żbików i ras kotów domowych. Jak się okazało – genetycznie koty znacznie mniej oddzieliły się od swoich dzikich przodków niż psy od wilków. Ponieważ zachowują lepsze umiejętności łowieckie niż psy, mają większe szanse na przeżycie bez pomocy człowieka.

Pierwszy udokumentowany pokaz hodowców kotów odbył się dopiero w 1871 roku w Crystal Palace w Londynie. Ta krótka przeszłość hodowlana kotów sprawia, że ich genom ma znacznie skromniejsze sygnatury sztucznej selekcji. 400 oficjalnie uznanych ras psów znacznie przewyższa liczbę około 40 ras kotów, z których najwięcej powstało w ostatnim 50-leciu. Dlatego właśnie wspomniana różnica genetyczna między kotem kanapowym a dzikim jest niewielka, a „kanapowiec” jest domowy tylko wtedy, gdy ma na to ochotę.

Na przykład Zojce ochota na to przychodzi nieraz o czwartej nad ranem i wyraża ją piskliwymi miauknięciami nad uchem domownika, któremu nie pozostaje nic innego, jak przykładnie nakarmić ją świeżą strawą.

Słońce jest jedno

„Ona myśli, że jest najważniejsza” – powiedziała moja ówcześnie 12-letnia córka Emilia wkrótce po tym, gdy w naszym domu zamieszkała mała puchata piękność o jednym oku błękitnym, a drugim bursztynowym. Zdążyła już okręcić sobie wokół pazura całą rodzinę, doskonale wiedzieliśmy, w których sklepach sprzedają mięso prawdziwie ekologiczne z Mazur, a w których – pomimo zapewnień – nie. I tu jest pies pogrzebany, czyli najważniejsza nauka, którą my, ludzie, możemy pobierać od kota. Ciągle i ciągle od nowa przypominać sobie o własnej ważności, wymagać od wszechświata tylko najlepszych kąsków, żyjąc w niewzruszonym przekonaniu, że należy nam się najwyższa jakość.

Usłyszałam kiedyś zdanie indiańskiej szamanki: „Jeśli o mnie chodzi, wolę być ważna dla siebie”. Mnie dało ono do myślenia, Zoja nie miałaby potrzeby głębszej refleksji, bo to dla niej oczywistość. Człowiek chce być istotny dla innych, dla świata, a to staje się źródłem jego frustracji, poczucia wstydu, niższej wartości, zazdrości. Zabiega o uznanie swojego sukcesu a na kolejnym etapie rozwoju akceptację tego, kim naprawdę jest. Szarpie się z innymi i ze sobą, wydaje pieniądze na różnej maści terapeutów. Kota ten problem nie dotyczy...

Wolny od ocen

Kot jest wybredny, na byle co nawet nie spojrzy. Bezczelny? Ależ tak! Egoistyczny? Oczywiście. Ale nie jest zarozumiały, bo się wobec nikogo nie pozycjonuje. Ma klasę.

On w centrum stawia siebie, co czyni go silnym i zdystansowanym. W swojej naturze jest introwertyczny. Skoro on jest najważniejszy, punktem odniesienia jest jego wewnętrzny świat. Carl Gustav Jung, który w latach 20. XX wieku spopularyzował koncepcję introwertyzmu i ekstrawertyzmu, zauważa, że postawa, która na pierwszym miejscu stawia siebie: swoje uczucia, potrzeby, pragnienia, ambicje, wartości – wcale nie zasługuje na miano egocentrycznej. Bo subiektywizm jest nam dany w sposób tak samo nieubłagany jak przypływy i odpływy oceanów czy bieguny Ziemi. Opierając się na nim, odwołujemy się do czegoś trwałego, niezawodnego i obowiązującego w tej samej mierze, gdy powołujemy się na fakty.

Tak jak Zoja, która pozostaje całkowicie obojętna na fakt, że niedziele zazwyczaj są niehandlowe i wieczorem jest rozczarowana, że mięso nie pachnie już tak świeżością jak dzień wcześniej. A z resztek robimy sobie curry na kolację.

Nie być w kontrze

Różnica między introwertykiem kotem a introwertykiem człowiekiem jest taka, że ten ostatni – jak zauważa szwajcarski psychiatra – w procesie subiektywizacji może posunąć się do tego, że nada swojemu „ja” zbyt duże znaczenie. A im silniej człowiek będzie uciekał od nadawania wagi czemuś – będzie chciał być od tego niezależny, nadrzędny i wolny od zobowiązań – tym bardziej się do tego przywiąże. Będzie w kontrze i na poziomie nieświadomym zewnętrzne okoliczności zaczną w introwertyku budzić lęk. Będzie je degradować, odbierając im znaczenie, a zrekompensuje to sobie, popadając w manię wyższości.

Jung w książce „Typy psychologiczne” (Wydawnictwo KR) pisze, że człowieczy introwertyk boi się, że coś, czego nie akceptuje i nie poważa, wywrze na niego wpływ. Na kociego introwertyka nic nie ma wpływu. On potrafi odpuścić, bo zna prawdziwą wartość wolności. Jeśli na czymś mu zależy, ma otwarte roszczenia, nie prowadzi żadnej gry. Jeśli człowieczy introwertyk zachowuje się jak kot, nie ulega lękowi przed wyolbrzymioną mocą zewnętrznych okoliczności, zachowuje integralność – poczucie wewnętrznej mocy, opierając się na swoim subiektywnym kompasie.

Czy kot boi się nieznanych ludzi, bo nie daje im się głaskać? A czy normalny człowiek pozwala miziać się po brzuchu i za uszami komuś, kto wchodzi do jego domu, i kogo pierwszy raz widzi na oczy? Kto w dodatku wyciąga do niego łapska, zanim jeszcze zdjął czapkę? Od kota można się nauczyć poszanowania granic osobistych i własnego terytorium. I kontrolowanego zaufania. Koci kompas jest niezawodny.

Ukryta wrażliwość

Kota otacza niesamowita aura niewzruszoności, jakby od wielu wcieleń był adeptem zen. To dlatego – znowu przywołam Junga – że subiektywna jest nie tylko jego percepcja, ale też czucie. Jest ono widoczne już na pierwszy rzut oka, ponieważ introwertycy są zazwyczaj na tyle intensywni wewnętrznie, że głębia uczuć przejawia się w ich wyglądzie. Oni wytwarzają wokół siebie pewną tajemniczość – zupełnie jak koty!

Kot wydaje się cichy, niby zharmonizowany z otoczeniem, ale trudno go pojąć i uzyskać do niego natychmiastowy dostęp. On się szanuje, zresztą tak siebie, jak i innych. Nikogo do niczego nie zmusza, nie chce na nikim wywierać wpływu czy przerabiać kogoś na własną modłę. Obserwując go, można nabrać podejrzeń, że gdzieś w środku czai się chłód i obojętność. Ale kto powiedział, że harmonijne obcowanie musi wiązać się z ciepłymi uczuciami?

Koty nie pasują do amerykańskiego nieautentycznego zawołania keep smiling. Skoro żyją subiektywnie – mogą nie być zainteresowane emocjonalnym światem kogoś innego. Na zbytni entuzjazm zareagują co najwyżej zdystansowaną neutralnością. Powodem takiej reakcji będzie intensywność uczuć, które są na tyle głębokie i skomplikowane, że trudno je okazać. Wiąże się z tym wrażliwość. (W tym momencie ekstrawertyczni psiarze mogą próbować zabić mnie śmiechem, ale ja się nie zrażam. Mam kota i wiem swoje). Moja Zoja śpi z tym, kto właśnie jest chory – czy to na katar, czy lekkie zaburzenia lękowe. Bezbłędnie wyczuwa, kto potrzebuje jej wspierająco-terapeutycznego mruczenia. Czy łasiła się, wchodziła na kolana, pod kołdrę i dawała się głaskać po brzuchu jak tylko się do nas wprowadziła? Nie. Robiła to krok po kroku. Musieliśmy dać się jej poznać.

Kot zwykle jest opanowany. Zewnętrzny stan rzeczy nie jest dla niego istotny, więc po co się emocjonować? No, ale – jak każdy – musi wchodzić ze światem w jakieś interakcje (chociaż nie jest żywo tym zainteresowany) i podejmować działania. Jak to robi? Widzieliście kota, który nurza się w emocjach? Presję na otoczeniu wywiera raczej powściągliwością i magnetycznym uwodzeniem. Chociaż potrafi pokazać pazurki, z natury nie jest konfliktowy, przede wszystkim pragnie spokoju i dąży do harmonii. Gdy ktoś przekracza jego granice, prychnie. Potem najchętniej odejdzie. Kot swoją moc – jak przystało na wszystkie introwertyczne stworzenia – czerpie z przebywania w ciszy i spokoju, sam na sam z subiektywnymi myślami i uczuciami.

Z kociego na nasze

  • Właściciele kotów dobrze znają tzw. ugniatanie, które może trwać nawet kilkanaście minut. Jak się okazuje, nie tylko ludzie zachowują na zawsze nawyki z dzieciństwa, bo to kocie zachowanie odwołuje się do ugniatania brzucha mamy, żeby dostać jak najwięcej mleka.
  • Uniesiony ogon to zachęta do zabawy. Ale uwaga, by nie pomylić tego sygnału z wywijaniem ogonem, co oznacza, że zwierzak jest zdenerwowany i lepiej ominąć go szerokim łukiem.
  • Ocieranie się o nogi właściciela to coś w rodzaju kociego „chipowania”. Pozostawiony zapach jest ostrzeżeniem dla innych kotów: nie ruszać, to moje!
  • Brak entuzjastycznej reakcji na nasz powrót do domu w żadnym wypadku nie oznacza, że leżący na kanapie mruczek jest tego nieświadomy, bo koty mają doskonały słuch – nie dość, że odbierają więcej oktaw od człowieka i mają pięć razy więcej mięśni (co pozwala im nastawić ucha, w którą stronę chcą), to umiejętność selektywnego wyławiania dźwięków sprawia, że można sobie darować wszelkie próby ukrycia się przed nimi.
  • Ktoś nie lubi mruczenia kota? Może je być słychać z odległości nawet trzech metrów, a co więcej, da się wyczuć wytwarzane przez nie wibracje. Jak się okazuje, dźwięk ten służy nie tylko do ukojenia nerwów, ale dla pozostających wiele czasu w bezruchu zwierzaków może pełnić również rolę fizjoterapii.

Więcej w: „Sekretne życie kotów”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

Polecamy książkę: „Sekretne życie kotów”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze