1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Marta Kuligowska: „Ten medal to symbol przełamania moich słabości” [Istota rzeczy]

Marta Kuligowska, dziennikarka TVN24, prowadząca program „Polska i świat”. Mama 15-letnich bliźniąt Heleny i Franciszka i prawie dwuletniego wielorasowca Ryszarda, zwanego Rikim. (Fot. BEW; archiwum prywatne)
„Przebiegłam maraton!” – ten medal to dla dziennikarki Marty Kuligowskiej symbol zwycięstwa nad słabościami.

Przywiozłam go z maratonu w Paryżu, jedynego, jaki przebiegłam, co udało mi się osiągnąć w kwietniu 2016 roku, w okolicach moich 40. urodzin. Tamten maraton był pierwszą masową imprezą po aktach terrorystycznych, jakich wtedy doświadczyła Francja.
Warto przypomnieć, że maraton to 42 kilometry i 195 metrów. Dla mnie to było wielkie przeżycie, bo od dawna marzyłam, żeby go przebiec. Najpierw miałam w planach maraton warszawski, ale wcześniej – na półmaratonie – skręciłam nogę, więc musiałam ją wyleczyć i znaleźć nowy cel. I tym celem został Paryż. Biec maraton w Paryżu, mieście miłości i biegaczy, to wielka frajda. Tym bardziej że trasa przebiegała przez najpiękniejsze, kultowe miejsca – od startu na Champs-Élysées do mety pod Łukiem Triumfalnym. W dodatku w cudownej atmosferze: ktoś przygrywał, ktoś skandował jakieś hasła, wielu ludzi nam kibicowało. Ciepło, kolorowo, radośnie. Miałam wrażenie, że uczestniczę w prawdziwym święcie.

Czy było ciężko? Nie, bo byłam dobrze przygotowana, biegłam równym tempem, nie miałam żadnego kryzysu. Jak przebiegałam obok katedry Notre Dame i widziałam kibicujące tłumy, to mi to dodawało skrzydeł. Najważniejsze to być rozbieganym, mieć za sobą odpowiednie treningi. Ja miałam je rozpisane na długo przed maratonem.
Na mecie czekały na mnie siostry i mój partner Paweł. Dzieci nie zabrałam, co mi do tej pory wypominają, ale były jeszcze małe, a ja bałam się, że może być niebezpiecznie. Moje obawy na szczęście się nie potwierdziły, maraton ochraniało wielu tajniaków. Przybiegłam do mety i się popłakałam. Moi bliscy myśleli, że to ze zmęczenia, a ja płakałam ze szczęścia, że oto spełniło się moje marzenie przebiegnięcia królewskiego dystansu.


Zaczęłam biegać po urodzeniu dzieci, żeby schudnąć, bo miałam wtedy dodatkowe dziesięć kilogramów. A potem pojawiały się małe cele. Kolejny to maraton w Nowym Jorku. Też pewnie będę płakać na mecie ze szczęścia. Ale najpierw muszę zdobyć pakiet startowy, co nie jest łatwe, bo zgłasza się tylu chętnych, że odbywa się losowanie. Już któryś raz z rzędu biorę w nim udział.
Na razie ten medal jest moim największym osiągnięciem sportowym. A zarazem symbolem przełamania moich słabości, wygrania z lenistwem. Namacalną oznaką, że człowiek naprawdę może z leniwego kanapowca stać się maratończykiem amatorem.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze