1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Grażyna Błęcka-Kolska: „Praca z kamieniami nauczyła mnie pokory” [Istota rzeczy]

Grażyna Błęcka-Kolska, aktorka, wokalistka, laureatka wielu nagród, w tym Złotych Lwów w Gdyni. Pracuje nad autorskim projektem filmu. (Fot. Marta Wojtal, archiwum prywatne)
Własnoręcznie wykonana biżuteria ma podwójną moc – uważa aktorka Grażyna Błęcka-Kolska.

Moja pasja od ponad 20 lat. Zaczęło się od tego, że w antykwariacie w centrum Wrocławia kupiłam stare kolczyki z ubytkiem w jednym kamieniu. Sprzedawca podał mi adres, również w centrum Wrocławia, mówiąc, że tam są wspaniali złotnicy, którzy na pewno mi ten kamień naprawią. I tak zaczęła się moja droga przez kamyki, ale najpierw przyjaźń z Małgosią Herod. Naprawiła mi kolczyki tak pięknie, że nie można było poznać, który był uszkodzony. Potem prosiłam, żeby mi coś zrobiła, ale ponieważ ja bardziej lubiłam prostotę, a ona – secesję, barok, to zapytałam, czy mogę u niej poterminować. Po raz pierwszy poczułam, że chcę robić coś po swojemu.

Praca z kamieniami nauczyła mnie pokory. Kiedy po raz pierwszy kupiłam na giełdzie kamyki i poprosiłam Małgosię, żeby mi je przebiła, odpowiedziała, że jak chcę się nauczyć, muszę wszystko robić sama, także opętlować każdy kamień, co wymaga czasu i pracy.
Takie były początki mojej nauki, wielkiej przygody, która nadal trwa, i przy okazji wspaniałego relaksu przy tworzeniu biżuterii. Jako młoda dziewczyna nie nosiłam biżuterii, uszy przebiłam grubo po trzydziestce. A tu takie odkrycie. Polubiłam zarówno kolczyki, jak i wisiory, zwłaszcza te zrobione przez siebie. Każdy z nich ma swoją historię.

Bo potem szukałam inspiracji. Chodziłam po domu, otwierałam szuflady, przeglądałam biżuterię po mamie, babci, rozglądałam się, co może nadawać się na elementy biżuterii. Wykorzystywałam na przykład mosiężne bądź miedziane części żyrandola, przerabiałam posrebrzane łyżki i chochle po babci. I kiedyś przypomniałam sobie o pasku mojego dziadka Michała Błęckiego, który z lubością przymierzałam przed lustrem jako mała dziewczynka, choć ciągle zsuwał mi się z bioder. Odnalazłam ten pas, rozmontowałam, a jak przetopiłam z pomocą Małgosi łyżki i chochle, to miałam sporo srebra. I z tego wyszło całkiem dużo biżuterii. Między innymi ten wisior, który został wystawiony na aukcji na balu soroptymistek we Wrocławiu, zorganizowanym na rzecz utalentowanych muzycznie dziewcząt. Został kupiony, o ile dobrze pamiętam, za 6 tysięcy złotych.

Swoją drogą jestem ciekawa, czy przynosi nabywczyni dobrą energię. Bo ja wierzę, że dobra biżuteria ma moc, a ta robiona własnoręcznie – podwójną.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze