Monika Stachura - Trend nie rodzi się nagle. Ekspertka wyjaśnia, jak rozpoznać pierwsze sygnały zmian
00:00
18:02
Świat jest w ciągłym procesie zmiany, jednak to, co widzimy, to często jedynie „broszka”, którą dostaje ostateczny użytkownik. Zjawiska przekształcające rzeczywistość kryją się głębiej i mają skalę globalną. Jak zauważyć system w na pozór niepołączonych elementach? Odpowiada analityczka sygnałów zmian Zuzanna Skalska.
- Zuzanna Skalska, analityk sygnałów zmian, podkreśla, że nie ma „magicznego momentu” narodzin tychże sygnałów, nazywanych też trendami. Kluczowe jest wieloletnie obserwowanie świata i łączenie pozornie niepowiązanych faktów.
- Jak podkreśla ekspertka, zmiany nie zaczynają się w jednym miejscu. Stanowią efekt działania wielu czynników: historycznych, społecznych i gospodarczych. Tworzą one globalną „sieć zależności”.
- W dostrzeganiu sygnałów zmian pomaga „prawo trzech”. Co ro oznacza? Jeśli coś pojawia się raz, to przypadek; jeśli trzy razy – zaczyna tworzyć się wzorzec i potencjalny „klaster zmian”.
- Zuzanna Skalska dodaje, że świat przypomina dziś „supersztorm”. Nakładają się na siebie zmiany technologiczne, społeczne i geopolityczne, które wzajemnie się wzmacniają i są coraz trudniejsze do przewidzenia.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 02/2026.
Monika Stachura: Chciałam porozmawiać o tym, skąd się biorą trendy, a wolisz pojęcie „sygnały zmian”. Zatem inaczej: jak dostrzec zmianę, kiedy ona dopiero się zaczyna?
Zuzanna Skalska: Oczekujesz, że dam ci jakąś magiczną odpowiedź? Na przykład taką, że tak zwani wtajemniczeni raz w roku zbierają się w jakimś sekretnym miejscu, gdzie nocą tańczą w białych strojach, piją wodę ze źródła i rano już wszystko wiedzą... Otóż tak nie jest, ta umiejętność bierze się z rzetelnej wiedzy, a wiedza to coś, co buduje się latami. Pracuję jako analityk sygnałów zmian ponad ćwierć wieku i przez ten czas obserwuję rzeczywistość całościowo – od polityki po różne zjawiska społeczne. To doświadczenie daje mi szerszą perspektywę.
Wiele osób myśli, że wystarczy pójść na targi meblowe czy zobaczyć kilka ładnych rzeczy, żeby wiedzieć wszystko. To iluzja. Dla mnie liczą się wydarzenia międzynarodowe, jak targi z różnych branż: od branży zbrojeniowej przez sport, jedzenie aż do elektroniki konsumenckiej.
Jestem na konferencjach prasowych, słucham prezesów i dyrektorów ds. badań i rozwoju, by poznać powody, jakie stoją za nowym konceptem lub produktem. Potrzeba czasu, znajomości kontekstu i historii – dla mnie kluczowe jest zrozumienie, dlaczego dzieje się to, co widzę. Zawartość, treść jest tylko iskrą, która prowadzi do tworzenia połączeń, czyli klastrów, i to one nadają treści prawdziwe znaczenie. Dlatego tak ważne jest krytyczne myślenie – nie krytykowanie, ale umiejętność spojrzenia na wydarzenia z różnych perspektyw.
No dobrze, pośmiałyśmy się trochę... A czy można wskazać, gdzie rodzi się zmiana? Czy to wypadkowa zbyt wielu czynników, żeby wprost określić, od czego się naprawdę zaczęło? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To trochę jak pytanie: kura czy jajko?
Zmiana może wynikać z wielu czynników. Jeśli spojrzymy na szerszy kontekst, to – w dużym uproszczeniu – warto zacząć od czasów, kiedy Chiny, Polinezja czy wikingowie rozpoczęli ruchy, które łączyły ze sobą nieznane wcześniej społeczności. To była pierwsza globalizacja.
Kilka wieków później były wielkie odkrycia geograficzne, gdy potężne mocarstwa europejskie – Anglia, Niderlandy, Portugalia, Hiszpania – rozpoczęły kolonizację ziemską. W imię króla, a nawet Boga, wypływały flotami, podporządkowując nowe tereny, często niszcząc je chorobami. Ta kolonizacja przyniosła Zachodowi ogromne bogactwo. Polska w tym czasie była głównie dostawcą surowców, na przykład dębu do budowy okrętów, więc nasz udział był marginalny.
W XIX wieku era przemysłowa dotarła do nas z dużym opóźnieniem, potem były rozbiory, wojny światowe, a po drugiej wojnie światowej żelazna kurtyna. Rozwój ekonomiczny był bardzo nierówny. Gdy Zachód w latach 80. osiągnął granice dobrobytu – miał najlepsze zakłady przemysłowe, zatrudniał pracowników z Turcji czy Maroka; udławiłby się swoim bogactwem, gdyby nie otworzył się na rynki wschodnioeuropejskie. W mojej ocenie rozpad stref wpływu ZSRR nie był przypadkiem. Dla Zachodu był to sposób na przedłużenie prosperity. Lata 90. w Polsce to chaos: faza zawieszenia, czas liminalny – stare systemy nie działały, nowe dopiero powstawały, zalali nas zachodni producenci, ciężarówki pełne towarów, siedziby wielkich marek. Dlaczego o tym mówię?
Właśnie, dlaczego o tym mówisz?
Bo w ten sposób społeczeństwo się bogaci, a jednocześnie narastają różne napięcia – drobne iskry, które mogą drażnić. Wszystko ma swoje przyczyny, widoczne w każdym aspekcie życia, nawet w tym, jak wygląda wnętrze lodówki czy jakie leki bierzemy. Nastroje społeczne wpływają na nastroje geopolityczne, a te z kolei na kierunki technologiczne.
To, w co inwestujemy, wynika z marzeń inwestorów, które rodzą się z nastrojów społecznych. To bardzo skomplikowana machina, dlatego tak ważne jest zrozumienie, skąd coś się bierze i dlaczego się wydarza.
Jak dostrzec te połączenia?
Trzeba słuchać różnych źródeł. U mnie obowiązkowo poranek zaczyna się od przeglądu prasy międzynarodowej – czytam i oglądam dzienniki brytyjskie, amerykańskie, niemieckie i inne wiadomości z różnych państw, żeby wiedzieć, jak świat przywitał dzień. To kluczowe, bo coś, co wydaje się nieistotne, może być jak ten fenomen ruchu skrzydeł motyla, który wywołuje gigantyczne zmiany. Jedno wydarzenie potrafi całkowicie przekształcić rzeczywistość: wypowiedź polityka, katastrofa naturalna albo przełom w medycynie czy archeologii. Zobacz, jak odkrycia archeologiczne lat 20. XX wieku zmieniły świat – powstały nowe style dekoracyjne, nowe utwory muzyczne, nowa architektura i moda, a nawet rozwinęły się nowe kierunki nauki i sztuki.
A masz jakieś własne narzędzie, które pozwala ci zauważyć system albo przynajmniej zatrzymać się nad czymś?
Trzeba zwracać uwagę na powtarzające się sygnały. Dla mnie to „prawo trzech”: Jeśli coś cię zastanowiło, zapamiętaj to. Gdy zobaczysz podobną rzecz drugi raz, robi się ciekawie. A jeśli pojawi się trzeci raz, zaczyna mi się łączyć w klaster, zaczynam szukać przyczyny.
Mam w pracy zasadę: interesuje mnie wszystko, bo lubię wiedzieć. Nie gromadzę danych dlatego, że coś mi się podoba; nie kieruję się własnymi preferencjami. Konsumenci kupują to, co lubią, hobbyści zbierają rzeczy związane z pasją. Ja nie mam takich barier, staram się zbierać informacje bez ograniczeń. Każda informacja może być istotna, jeśli wywoła wrażenie, że coś jest nie tak. To trochę jak w dżungli – nigdy nie wiesz, co się pojawi. Trzeba być czujnym, bo świat jest dynamiczny.
Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, co podczas konferencji prasowej Google w Mediolanie powiedziała Ivy Ross, główna zarządzająca ds. projektowania produktów konsumenckich w firmie Google. Według badań naukowych człowiek ma 50 zmysłów i 34 tysiące uczuć. Skoro wciąż nie potrafimy w pełni wykorzystać nawet „szóstego zmysłu”, to wyobraź sobie, jak daleko jesteśmy od zrozumienia całego spektrum naszej rzeczywistości poznawczej.
Mam wrażenie, że dziś w ogóle ograniczamy się do dwóch zmysłów: słuchu i wzroku. Wszystkie inne jakby zanikają w codzienności.
Właśnie. Zobacz – jeśli znamy te mechanizmy, rozumiemy, jak to działa, to w praktyce możemy wpływać na decyzje człowieka w bardzo przewidywalny sposób. Strony internetowe nie są projektowane przypadkowo. Za tym stoją zespoły specjalistów, w tym psychologów – całe „armie” ludzi pracują nad tym, żeby interfejs działał tak, jak trzeba. Dlaczego? Bo model biznesowy opiera się na tym, że użytkownik coś przeoczy, kliknie w określone miejsce albo nie odznaczy pewnej opcji. To nie jest przypadek – to jest celowo zaprojektowane. Tak naprawdę wszystko sprowadza się do detali.
Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach – i tutaj ten „diabeł” jest tworzony świadomie. To jest psychologia w praktyce. A mimo to wciąż jesteśmy na początku drogi – nawet neurochirurdzy przyznają, że nie znamy jeszcze w pełni ludzkiego mózgu.
Niektórzy neurochirurdzy mówią, że podczas operacji zdarzają się momenty, kiedy trzeba się zatrzymać, bo mózg „robi coś sam”. Oni widzą punkt A i punkt B, ale nie mają pojęcia, jak przebiega połączenie między nimi. To jest niezwykłe, wiele wciąż pozostaje dla nas tajemnicą.
Dokładnie. Żyjemy w bardzo skomplikowanym świecie, który kiedyś był domeną najbardziej uczonych. Ekonomiści podkreślają, że kiedyś mówiliśmy o kryzysach politycznych albo ekonomicznych – czyli o jednym silnym „sztormie”.
Teraz mamy do czynienia z supersztormem: zawirowania społeczne, polityczne, technologiczne, klimatyczne – wszystko jednocześnie. To jest najbardziej niebezpieczne, bo wszystko jest możliwe, a zarazem nic nie można przewidzieć.
Zastanawiam się nad tym momentem, gdy orientujesz się, że ta „reguła trzech” działa. Wydaje mi się, że dość trudno ocenić, czy chodzi o rzeczywistą zmianę, czy może ktoś próbuje nam coś narzucić.
Niekiedy potrzeba czasu. Na początku coś może wyglądać jak mały nurt, strumyk, który płynie i wydaje się chwilowym zachwytem. A potem okazuje się, że ten strumyk zyskuje dopływy z różnych stron, tworząc potężną, rwącą rzekę. Na tym to polega: dostrzec ten strumyk i ocenić, jaką siłę może mieć w przyszłości. Oczywiście są rzeczy jedynie na chwile, jak na przykład dziś przywieszki Labubu, a wcześniej małpki Monchhichi czy Tamagotchi, ale to dodatki na poziomie broszki dla konsumenta – nie zmieniają geopolityki ani strategii armii. To co dzisiaj może zmienić geopolitykę albo strategię armii?
Weźmy przykład blisko SENSu, czyli temat silnych kobiet. Jeśli postawisz kobietę w centrum, wokół niej pojawia się wiele interesujących perspektyw. Z jednej strony są feministki – w mojej definicji to kobiety walczące o swoje prawa. Obok nich są dominujące alfy – kobiety, które tych praw nie muszą zdobywać, bo już je mają i potrafią je egzekwować. Po drugiej stronie mamy rosnący od kilku lat trend przychodzący ze Stanów Zjednoczonych – tradwife, co jest zbitką od traditional housewife. Wpisuje się w niego wiele influencerek, które pokazują, jak gotować czy jak prowadzić dom. Wzorują się na latach 50. i 60., kiedy kobiety w eleganckich sukienkach, z perełkami na szyi, fryzurą od stylisty i w wykrochmalonym fartuszku przygotowywały obiad dla męża. Ciekawie ten temat pokazuje serial na Netflixie pod tytułem „Klub polujących żon”.
Oglądałam niedawno interesujący dokument z Nowego Jorku o ruchu Make America Hot Again. Pokazywano restauracje i kluby, w których spotykają się osoby dbające o klasyczną elegancję. Mężczyźni noszą garnitury, kobiety mają długie, rozpuszczone włosy, sukienki, buty na obcasach – wszystko w stylu, który idealnie wpisuje się w wizję tradycyjnego społeczeństwa.
To model, który promują środowiska konserwatywne. W tym trendzie im jaśniejszy kolor włosów u kobiet, tym są bardziej „amerykańskie”.
Tradwifes nie zmienią strategii armii.
Nie, ale cały czas pozostajemy przy temacie kobiet, bo to dziś potężna siła zmian. Czytam teraz książkę napisaną przez Elanor Boekholt-O’Sullivan, kobietę wiceadmirała armii holenderskiej. Pisze między innymi o tym, że wojskowe ubrania nie są projektowane z myślą o kobiecym ciele – są jedynie dopasowywane. To część szerszego zjawiska zwanego reference man, w ramach którego standardowa sylwetka używana w różnych testach ma 180 centymetrów wzrostu i waży 70 kilogramów.
Nawet manekiny do testów zderzeniowych czy kursu defibrylacji serca są tylko pomniejszoną wersją męskiej figury. Ten model stał się ogromnym problemem, bo wiele rzeczy wokół nas zaprojektowano wyłącznie pod mężczyzn.
Autorka podaje przykład: gdy zakłada służbowy strój, odczuwa ból, jakby była stale w mammografii – tak mocno mundur spłaszcza jej biust. Skądinąd sama mammografia też nie została zaprojektowana przez kobiety, bo gdyby mężczyźni musieli co roku kłaść swojego penisa między dwie płyty, które go ściskają, pewnie ta maszyna wyglądałaby inaczej.
Reference man wpływa na wiele obszarów – nawet na medycynę. Okazuje się, że dawki leków są często zbyt wysokie dla kobiet, bo badania prowadzono głównie z udziałem mężczyzn. Medycyna przez lata nie znała kobiecego ciała, choćby dopiero w ostatnich latach zaczęto mówić o endometriozie.
Wcześniej, gdy kobieta cierpiała z powodu bolesnych miesiączek, słyszała od lekarza: „Musisz nauczyć się z tym żyć” – i tak co miesiąc. Tymczasem jedna na dziesięć na świecie ma endometriozę, co pokazuje skalę problemu.
Jeśli spojrzymy na wszystkie sygnały i trendy, które się pojawiają, w tym na małą dzietność czy stawianie na karierę, widać, że „rzeka” kobiecości staje się ogromna i dynamiczna.
Wspomniałaś o projektowaniu. Czytałam kiedyś wywiad z alpinistką, która mówiła, że nawet karabinki są projektowane pod męski kciuk. Statystycznie kobiety mają krótszy kciuk, więc czasem nie są w stanie dosięgnąć mechanizmu.
A widzisz, akurat absolwentka Design Academy w Eindhoven, Marie de Lavergne de Cerval, pokazała podczas prezentacji prac dyplomowych 2025 serię 10 nowych karabinków. Zatytułowała ten projekt „Not for Climbing” i sprzęt wspinaczkowy został na nowo wyobrażony jako symboliczne karabinki odzwierciedlające liczne sposoby, w jakie ludzie łączą się z górami. Mają różne powody, szukają innych doznań i mają inne ciała. To pokazuje, że te „strumienie” zmian zaczynają wpływać do większej rzeki – świadomości, że połowa społeczeństwa to kobiety. Dlaczego więc projektować wyłącznie dla tej drugiej połowy? Przykładów jest więcej.
Niedawno byłam w Muzeum Historii Polski w Cytadeli w Warszawie. Nowy, imponujący budynek, sala koncertowa na 550 osób. Jak myślisz – ile jest tam toalet damskich? Gdy jest przerwa, trzeba stać w kolejce. To niesamowite, że wciąż tak się dzieje – jakby nikt nie przewidział takiej sytuacji. Zastanawiam się, co kieruje architektami, gdy projektują budynki bez uwzględnienia podstawowych potrzeb kobiet, tego, że „osoba z waginą” musi się w toalecie bardziej rozebrać i usiąść. Wciąż tworzymy przestrzenie zaprojektowane wyłącznie dla „osób z penisem”, ignorując połowę populacji.
Dla młodych osób z penisem...
Tak, wszystko wygląda, jakby było projektowane dla młodego, sprawnego człowieka. Tymczasem demografia jasno pokazuje, że społeczeństwo się starzeje. W starzejącym się społeczeństwie potrzeba jeszcze więcej toalet, nadchodzi również fala menopauzy. Potrzebne są też windy. A wszędzie prawdziwa „rewia schodów”, wind (tych działających) trzeba szukać. Nowe budynki powinny być projektowane z myślą o przyszłych pokoleniach, a nie według standardów sprzed dekad. To tylko jeden temat, ale pokazuje, jak ogromne ma znaczenie.
Wspomniałam wcześniej o paradoksie bogactwa, czyli że wraz ze wzrostem zamożności pojawia się więcej różnych napięć.
Mówi o tym psychiatra prof. Anna Lembke z Uniwersytetu Stanforda – im bardziej społeczeństwo się wzbogaca, tym bardziej staje się nieszczęśliwe. To prowadzi do wniosku, że bogactwo narodu może w efekcie doprowadzić do jego upadku. Czy nie przypomina ci to czegoś z historii?
Na przykład Cesarstwo Rzymskie.
Historycy mówią, że to, co dziś dzieje się z naszym „cesarstwem zachodniej cywilizacji”, przypomina początek upadku Cesarstwa Rzymskiego. To bardzo podobny scenariusz. Pytanie brzmi: Jak długo nasza cywilizacja będzie upadać? Jakie będą widoczne zmiany? Co dalej? Ale właśnie w takim momencie, który można nazwać światem liminalnym, możemy stworzyć coś nowego. Trzeba tylko zrobić krok w stronę zmiany.
Wspaniała jest ta metafora, że strumienie płyną, łączą się, tworząc rzekę, ale czasem niektóre gdzieś po drodze wysychają.
Ale wiesz, bywa tak, że wygląda, jakby jakiś strumyk zniknął, a on tymczasem znajduje drogę w skale, gromadzi się gdzieś w ukryciu i nagle wypływa w zupełnie innym kierunku. Lubię tę metaforę, ona pokazuje, jak ten świat jest nieprzewidywalny i pełen ukrytych możliwości.
Zuzanna Skalska – partner założycielski 360 Inspiration, współzałożyciel FutureS Thinking Group. Specjalizuje się analizowaniu sygnałów zmian dla biznesu oraz futures thinking, czyli strategicznym myśleniu przyszłościowym i scenariuszach rozwoju