Dobra pizza przyciąga, ale żeby zbudować miejsce, do którego chce się wracać, potrzeba czegoś więcej. Franco szuka własnego pomysłu na pizzerię i jednocześnie rozwija markę w świecie, w którym pierwsze spotkanie z restauracją coraz częściej odbywa się za pośrednictwem telefonu. W rozmowie z Adamem Karwowskim, jednym ze współwłaścicieli pizzerii Franco, pytamy o kulisy prowadzenia lokalu, codzienność gastronomii i znaczenie współpracy z Wolt.
W Warszawie dobrych pizzerii nie brakuje. Tym trudniej zbudować miejsce, które nie tylko przyciągnie gości na wieczór ze znajomymi, lecz także zostanie z nimi na dłużej. Franco powstało z potrzeby stworzenia własnej interpretacji pizzy neapolitańskiej: trochę bardziej chrupiącej, opartej na dobrych składnikach i podanej bez nadęcia. Dziś lokal działa równolegle w dwóch światach: tym przy stoliku i tym cyfrowym, gdzie pierwsze spotkanie z marką coraz częściej zaczyna się od kilku kliknięć w aplikacji. – podkreśla Adam Karwowski, jeden ze współwłaścicieli Franco.
Franco to pyszna pizza i wysokiej jakości składniki oraz luźna, miejska atmosfera. Od początku zależało nam na miejscu bez nadęcia – takim, do którego można przyjść ze znajomymi, ale też zamówić pizzę do domu i dostać dokładnie ten sam produkt.
Nie chcieliśmy, żeby wizyta w pizzerii była czymś odświętnym. Pizza ma po prostu smakować i sprawiać przyjemność – czy jemy ją podczas spotkania ze znajomymi, czy w zwykły wieczór, kiedy nie mamy ochoty gotować.
Pomysł pojawił się jeszcze przed pandemią, zanim pizza neapolitańska przeżyła w Warszawie prawdziwy boom. Później musieliśmy skupić się na innych prowadzonych przez nas konceptach, więc Franco na chwilę zeszło na dalszy plan. Sam pomysł jednak nie zniknął.
Po pewnym czasie wróciliśmy do niego na serio. Szukaliśmy lokalu przy jednej z głównych ulic w centrum Warszawy. Kiedy znaleźliśmy odpowiednie miejsce, zaczęliśmy zastanawiać się, czym właściwie Franco ma się wyróżniać.
Na rynku działało już wtedy kilka bardzo dobrych pizzerii neapolitańskich, dlatego nie chcieliśmy kopiować tego, co już istnieje. Zależało nam na zachowaniu tego stylu, ale nadaniu mu własnego charakteru.
Przede wszystkim wyróżnia nas ciasto – trochę bardziej chrupiące niż w klasycznej pizzy neapolitańskiej. Chcieliśmy zachować jej lekkość, ale dodać coś od siebie. W menu są zarówno klasyki, jak i mniej oczywiste propozycje, choć nie komplikujemy pizzy na siłę. Dobra klasyka naprawdę potrafi się obronić.
Zaczyna się dużo wcześniej, niż widzi to pierwszy klient. Jest przygotowanie składników, praca z ciastem, ustawienie stanowisk, sprawdzenie, czy wszystko jest gotowe. Ciasto jest oczywiście jednym z najważniejszych elementów, więc wymaga odpowiedniego czasu i uwagi.
Potem przychodzą pierwsi goście i zaczyna się normalny rytm restauracji. Tyle że dziś ten rytm nie odbywa się wyłącznie na sali. Równolegle pojawiają się zamówienia online, więc zespół przez cały dzień pracuje właściwie dla dwóch grup klientów: tych, którzy siedzą przy stolikach, i tych, którzy czekają na pizzę w domu.
Jednym z większych wyzwań jest dziś komunikacja w social mediach. Warszawska gastronomia mocno się pod tym względem rozwinęła – restauracje świetnie pokazują swoje jedzenie i budują rozpoznawalne marki. Można mieć świetny produkt, ale trzeba jeszcze sprawić, żeby ludzie o nim wiedzieli. Dlatego cały czas szukamy sposobów, żeby robić to coraz lepiej.
Zdecydowanie. Klienci są bardziej świadomi jakości. Wiedzą, czego oczekują, potrafią porównywać miejsca i zwracają uwagę na składniki. Jednocześnie bardzo wzrosło znaczenie wygody.
Dzisiaj dobry produkt to trochę za mało. Klient chce mieć możliwość skorzystania z niego na własnych zasadach. Czasem ma ochotę wyjść do restauracji, a czasem chce zamówić dokładnie tę samą pizzę do domu. I oczekuje, że oba doświadczenia będą równie sprawne.
Dla wielu osób dostawa stała się już jednym z podstawowych sposobów korzystania z restauracji, a nie tylko dodatkiem do jej oferty. Szczególnie w dużym mieście nie zawsze mamy czas albo ochotę wychodzić z domu. Czasem po prostu chcemy zamówić pizzę i spędzić wieczór na kanapie. To wciąż ten sam klient – tylko w innej sytuacji.
Chodziło o to, żeby Franco było dostępne także dla osób, które nie mogą albo nie chcą przyjechać do lokalu.
Wolt daje nam dodatkowy kanał sprzedaży i pozwala dotrzeć do osób, które wcześniej mogły nas nie znać. Fizyczny lokal ma swoje ograniczenia, a w aplikacji można po prostu trafić na Franco podczas przeglądania miejsc w swojej okolicy.
Tak, i to jest bardzo ciekawy mechanizm. Mamy klientów, którzy wcześniej w ogóle nas nie znali. Zobaczyli Franco na Wolt, spodobała im się oferta, zamówili pierwszy raz, a później wracali.
Kanał cyfrowy nie musi więc konkurować z restauracją – może być pierwszym kontaktem z marką.
Traktujemy go jako jeden z kilku elementów. Lokal pełni swoją funkcję, social media swoją, dostawa jeszcze inną. Nie próbujemy ich ze sobą porównywać, bo każdy odpowiada na trochę inną potrzebę klienta.
Najważniejsze jest to, że razem zwiększają liczbę sytuacji, w których ktoś może wybrać Franco. Można przyjść do nas ze znajomymi, można zobaczyć pizzę na Instagramie, można też znaleźć nas w aplikacji i zamówić wieczorem do domu.
Przede wszystkim dostęp do dużej grupy klientów i infrastruktury, której samodzielne stworzenie byłoby dla małego biznesu trudne i często nieopłacalne. Zbudowanie takiego kanału wymaga technologii, logistyki, systemu zamówień i dotarcia do użytkowników. Platforma pozwala korzystać z tego wszystkiego bez tworzenia całego zaplecza od zera.
Dużo więcej, niż może się wydawać. Za jednym kliknięciem stoi praca całej załogi – od przygotowania ciasta i składników po wypieczenie pizzy i jej odbiór. Dla klienta wszystko ma być proste, a cała złożoność zostaje po naszej stronie.
Chcemy przede wszystkim konsekwentnie budować markę i utrzymywać jakość na jak najwyższym poziomie. W gastronomii bardzo łatwo jest za szybko myśleć o skali, a dużo trudniej pilnować, żeby wraz ze wzrostem nie zgubić produktu.
Dostawa będzie ważnym elementem tego rozwoju, bo pozwala zwiększać skalę bez ograniczania się wyłącznie do liczby miejsc w lokalu. Restauracja ma określoną liczbę stolików. W świecie cyfrowym ta granica wygląda trochę inaczej.
Dodatkowy kanał sprzedaży i możliwość dotarcia do klientów, do których sam lokal nie zawsze byłby w stanie dotrzeć.