Małgorzata Major - Serial „Krwawa ofiara” nowym hitem Netflixa. Skąd popularność szwedzkiej produkcji?
00:00
05:59
Szwedzki kryminał „Krwawa ofiara” zadebiutował na platformie Netflix 20 sierpnia i w ciągu kilku dni zdążył stać się numerem jeden w szesnastu krajach. Serial składa się z zaledwie pięciu odcinków, opowiada zarówno o trudnym policyjnym śledztwie, jak i cenie, jaką płacą rodziny policjantów za ich służbę.
„Krwawa ofiara” pojawiła się na platformie Netflix bez większej promocji, ale to w niczym nie przeszkodziło produkcji, aby zyskać ogromne zainteresowanie subskrybentów. Polacy również kochają skandynawskie kryminały, więc u nas serial także wzbudził entuzjazm widzów. Nie znaczy to, że „Krwawa ofiara” to produkcja wybitna. Po prostu idealnie odpowiada na oczekiwania użytkowników platformy.
Sztokholm. Piątek, godzina 1.15 w nocy. Wszystko zaczyna się od telefonu na numer 112. Odbiera dyżurny w centrum powiadamiania ratunkowego. Przerażona kobieta mówi, że ktoś jest w jej domu i grozi nożem, panicznie boi się o swoje życie. Dyżurny wysyła pobliski patrol. Do budynku wchodzi policjant, a policjantka zostaje przed domem. Po pewnym czasie ona również wchodzi do budynku, a na następny dzień media informują o brutalnej zbrodni na dwójce mundurowych.
Sprawą zajmuje się detektyw Thomas Berg (Jakob Oftebro), ceniony za swoją służbę. Jego ojciec Alfred (Peter Andersson) jest emerytem, ale kiedyś również pracował jako policjant. Między mężczyznami nie układa się najlepiej, ale śledztwo sprawi, że będą próbowali razem schwytać sprawcę. Co ciekawe, serial uwydatnia różnice międzypokoleniowe. Gdy Alfred rozmawia z byłym mundurowym, tamten wspomina stare metody śledcze i nazywa Thomasa kretynem, któremu brakuje odwagi, aby choć raz wejść na linię ognia. Syn Alfreda w toku śledztwa popełnia błędy i to dość rzadki przypadek, kiedy główny bohater nie jest najwybitniejszym detektywem w ekipie.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: „Przylądek strachu”. Filmy czy serial?
Poza śledztwem otrzymujemy również wgląd w trudne relacje ojca i syna, problemy instytucjonalne, z jakimi boryka się szwedzka policja oraz presję ze strony mediów. To, kim jest podejrzany, policja utrzymuje w tajemnicy, żeby nie eskalować społecznej paniki. Podjęty przez twórcę serialu George’a Kaya temat rzeczywiście wymaga częstszego omawiania w dziełach kultury popularnej, ponieważ cena jaką policjanci płacą za swoją służbę często nie jest widoczna. A przecież to praca niezwykle stresująca, która częstokroć prowadzi do alkoholizmu i innych uzależnień, o problemach z kontrolą gniewu nie wspominając.
fot. materiały prasowe
Elementy powodujące, że „Krwawa ofiara” jest tak chętnie oglądana, to przede wszystkim trudne i nieoczywiste śledztwo, a także presja nałożona na śledczych, żeby możliwie najszybciej zamknęli sprawę. Gdy dodać do tego nerwową atmosferę wśród policjantów i działania podejmowane przez nich na własną rękę oraz prywatne konteksty, otrzymujemy mieszanką prawie doskonałą.
Ważnym i nieczęsto poruszanym wątkiem jest to, jak praca policjantów wpływa na ich rodziny.
Bohaterowie rozmawiają z terapeutką i zwierzają się z wybuchowego traktowania rodziny oraz bliskich w związku ze stresującą pracą. Rozmawiają też o konieczności terapii zapewnianej przez pracodawcę. Widać, jak bardzo zmieniły się seriale kryminalne na przestrzeni ostatnich trzech dekad. Coraz więcej pojawia się tematów związanych ze zdrowiem psychicznym policjantów i jakością życia ich rodzin.
Relacja ojca i syna pokazuje koszty pracy w policji. Syn chce być innym rodzicem dla własnych dzieci, dbać i pamiętać o nich, chociaż nie zawsze się to udaje. Wie, że sam jako dziecko nie miał kontaktu z Alfredem, ciągle zajętym pracą. Milenialsi robią wszystko, żeby nie popełniać błędów pokolenia baby boomers.
fot. materiały prasowe
Dla fanów kryminałów: Sztokholm, seryjny morderca i żmudne śledztwo to zapowiedź seansu obowiązkowego. Pięć odcinków, z których każdy trwa około pięćdziesięciu minut stanowi idealną długość na weekendowy binge watching. Poza tym, scenariusz jest tak skonstruowany, żeby trudno nam było wyłączyć serial po napisach końcowych. Netflix dobrze wie, jak produkować kryminały, aby widz nie mógł oprzeć się pokusie „jeszcze jednego odcinka”. Platforma informuje nas, że zostały „tylko dwa odcinki do końca” więc ulegamy namowom, bo przecież to już prawie koniec seansu.
Natomiast w tej konkretnej produkcji zabrakło kilku elementów, które sprawiłyby, że serial zostanie w głowie widzów na dłużej. Przede wszystkim śledztwo biegnie dosyć szybko bez pytań o portret psychologiczny sprawcy i rozważań, jakie motywacje nim kierują. Ciekawie rozwinięty wątek drugoplanowy Maxa zostaje ucięty, a był w nim potencjał na pogłębienie historii.
Czytaj także: Pewien natarczywy mężczyzna w prochowcu. Źródła fenomenu serialu „Columbo”
fot. materiały prasowe
Dla zapalonych fanów kryminału, „Krwawa ofiara” to pozycja warta uwagi. Jednak dla widzów ceniących więcej zniuansowanych wątków i błyskotliwych zwrotów akcji, produkcja będzie miała słabsze momenty i zaliczą kilka rozczarowań. Zaletą jest nowe spojrzenie na policjantów. Nie muszą już całe noce siedzieć w barze, ani wpisywać się jedyny heteroseksualny wizerunek maczo.
fot. materiały prasowe