fbpx

Polski design sprzed lat przeżywa drugą młodość

Prototypy mebli stworzonych w okresie PRL-u najpierw pokazano w muzeum, a kiedy wystawa zanotowała rekordową frekwencję znaleźli się chętni do uruchomienia produkcji. Ikony polskiego designu sprzed lat wpisały się w dzisiejszą modę na vintage, ale czy będziemy chcieli je kupować? Kolekcjonerzy i koneserzy – na pewno.
Rok temu w warszawskim Muzeum Narodowym przygotowano wystawę krajowego wzornictwa z lat 1955-1968: „Chcemy być nowocześni”. Szumnie promowana pozostawiła niedosyt. Kilka mebli, owszem bardzo ciekawych, strzeżono jak najświętsze skarby. Nie można było siadać, a nawet dotykać. Co to za design, którego nie da się wypróbować?

Tamte meble, powstałe przed półwieczem, są rzeczywiście zabytkami. W dużej części ominęła je produkcja masowa, więc pozostały prototypami, modelami, dziełami sztuki. Dziś projektanci młodego pokolenia próbują nadrobić zaniedbania… władzy ludowej, także w tej dziedzinie. Kupują licencje, uruchamiają produkcję. Odświeżone klasyki polskiego designu trafiają na festiwale i do alternatywnych salonów meblowych.

Fotel RM 58

Ukończony w roku 1958 mebel proj. Romana Modzelewskiego – z włókna szklanego i żywic epoksydowych „RM 58” (inicjały twórcy plus rok powstania) – był jak na owe czasy projektem rewolucyjnym. Jednorodna dynamiczna bryła, jakby nadmuchana. Ciepły kamień.

Pewnie dlatego ten przykład polskiego designu zainteresował samego Le Corbusiera, który chciał kupić patent. Do transakcji i produkcji seryjnej nie doszło, bo Polskę i Francję dzieliła „żelazna kurtyna”. W Polsce fotel też kariery nie zrobił, bo jak na krajowe wymagania był zbyt awangardowy. Przypominał rzeźbę. I też potraktowany został jak dzieło sztuki – trafił do muzeum.

Teraz, po półwieczu, walorami użytkowymi mebla zainteresował się absolwent wzornictwa na warszawskiej ASP, Jakub Sobiepanek. Po uzyskaniu od Wery Modzelewskiej (wdowy po projektancie) licencji wdrożył projekt do produkcji i fotel dostępny jest w wybranych salonach meblowych (ceny od 1680 zł). Projektant, współtwórca marki Vzór, pracuje też nad innymi, wcześniejszymi meblami Modzelewskiego: fotelami ze wygiętej sklejki i tapicerowanymi. Od-twórcy muszą się jednak pospieszyć, bo inni krajowi producenci zaczynają to wzornictwo naśladować i wygięta sklejka oraz unowocześnione obłe poliestrowe siedziska-kubełki znów – po latach – stają się hitem.

Krzesło siatkowe

Ogrodowe druciane krzesło proj. Henryka Sztaby wyprodukowano w latach 70. To już był ten okres w historii polskiego designu, gdy decyzja o doborze tworzywa ściśle zależała od jego dostępności (projektant wprost przyznaje, że jedynie drutu było wtedy pod dostatkiem). Krzesła znają m.in. bywalcy kawiarni Moderna mieszczącej się w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej (ul. Pańska 3).

Wygodne, stabilne, ergonomiczne, łatwo włożyć jedno w drugie. Produkowane są pod marką Mamsam (bardziej znamy jej kubki z dawnych barów mlecznych przyozdobione logotypami udającymi te dawne, PRL-owskie).

Wydaje się, że „nowoczesne” meble tworzone w siermiężnej rzeczywistości, a teraz odtwarzane przez pasjonatów, zainteresują też głównie pasjonatów. Nie wiem, czy odniosą sukces komercyjny. W zwykłych domach jakoś ich nie widzę, ale z pewnością wzbogacą i ubarwią przestrzeń publiczną: kawiarnie, restauracje, bary, może poczekalnie.

Myśląc o domu Kowalskiego, czekam na reedycję meblościanki Kowalskich (projektantów: Bogusławy i Czesława). A może nawet na jakąś powtórkę półkotapczanu. To już prywatnie – bo ten, który mam zaczyna się rozpadać.