fbpx

Zarysianie Mazur

Ryś – największy dziki kot Europy
123RF.com

Ma krótki ogon i charakterystyczne pędzelki na uszach. Z daleka może wydać się zwykłym kotem, dopóki patrzący nie zorientuje się, że jest wielkości sporego psa. Ryś – największy dziki kot Europy – był wiele lat temu mieszkańcem mazurskich lasów. Ale z winy człowieka został wytrzebiony. Teraz to także człowiek stara się przywrócić rysie Krainie Wielkich Jezior.

Maćko był jednym z nich. Jak zginął – do dzisiaj nikt nie wie. W las poszedł z nadajnikiem, bo już od jakiegoś czasu był pod obserwacją. Ostatni raz sygnał zarejestrowano 31 grudnia 2007 roku, z okolicy Bondar nad Siemianówką w Puszczy Białowieskiej. Dziwne to było trochę, bo przez dłuższy czas sygnał był nadawany z jednego miejsca. No, Maćko, jaki był, wszyscy wiedzieli. Mógł gdzieś zalec i na parę dni. Ale jednak trzeba to było sprawdzić.

Nadajnik, na przeciętym nożem pasku, znaleziono w rzece. Policjanci z Hajnówki po miesiącu umorzyli śledztwo. Jak zresztą mieli je prowadzić, skoro nawet zwłok nie ma?

To kronika tylko jednej rysiej śmierci. A jest ich więcej, wszystkie okrutne: od kuli, śrutu, we wnykach, od samochodu, bywa, że od trutki. Ryś w Polsce nie ma innego wroga niż człowiek.

I być może już by go tu nie było, gdyby nie grono osób, które jednak chcą pomóc mu za wszelką cenę.

Zwierzę złośliwe?

Stefan Jakimiuk z ramienia WWF Polska najpierw zajmował się wilkami w Puszczy Białowieskiej. Pochylając się nad ich losem, odkrył coś ciekawego: że w Polsce żyje drapieżnik, który ma się jeszcze gorzej. Jest nim ryś.

Tak się jakoś składa, że ryś nigdy nie miał dobrej prasy. Klaudiusz Elian, rzymski filozof, w 17 księgach „O  właściwościach zwierząt” wymienia go tylko raz, krótko, i na dodatek w historyjce zatytułowanej „Złośliwe zwierzęta: jeż i ryś”. Przez całe wieki, a nawet tysiąclecia, zwierzęta były przez człowieka dzielone na dobre (przydatne, użyteczne) i złe (nieprzydatne, nieużyteczne). Drapieżniki, rywalizujące z człowiekiem o zwierzynę, oczywiście były nieprzydatne i w związku z tym bezlitośnie tępione.

Coś jednak z tych rysi można było wykorzystać. Np. polska husaria miała na wyposażeniu rysie futra (także i  lampartów z Afryki lub Azji, ale ryś był bliżej). Poza tym czaszka wilka czy rysia to znane łowieckie trofeum. Polowania stały się szczególnie łatwe od momentu upowszechnienia się nowoczesnej broni strzeleckiej. Dlatego: we Francji ryś wyginął na początku XX wieku, w Niemczech kilkanaście lat wcześniej, w Szwajcarii tuż przed wybuchem I wojny światowej. W Polsce ryś miał się źle od XVIII wieku, w XX miał się już fatalnie, ale… pomogły mu dwie wyniszczające wojny. Bo – jak mówi Stefan Jakimiuk – jest pewną prawidłowością, że w czasie wojen pogłowie drapieżników generalnie się zwiększa. Ludzie zajmują się wtedy sobą i jeśli zasadzają się na jakąś zwierzynę, to na tę, która nadaje się do jedzenia, a nie – na czaszki czy skóry.

Jednak już po wojnie populacja rysi w Polsce zaczęła dramatycznie maleć. Na Mazurach ostatnią grupę rodzinną
– kotkę z dwojgiem kociąt – upolowano w tym samym roku, w którym odbyły się pierwsze wolne wybory. Gdy więc Polacy cieszyli się z odzyskanej swobody, ostatni mazurski ryś, martwy, pozował zapewne do pamiątkowego zdjęcia. Ochroną objęto wielkie koty dopiero sześć lat później.

Sekretne życie dużego kota

Stefan Jakimiuk lubi mówić o rysiu, że to król polskiej puszczy. Rzeczywiście – to największy dziko żyjący kot Europy. Wymienia się osiem podgatunków rysia, w zależności od miejsca występowania (jeden z nich, zamieszkujący niegdyś Sardynię, uznaje się za wymarły).

Przeciętny dorosły ryś żyjący w polskich warunkach waży od 15 do 25 kilogramów, mierzy 60 cm w kłębie. Ma krótki ogonek, a na uszach charakterystyczne kilkucentymetrowe pędzelki z czarnego włosia.

– W szacie zimowej, srebrzystej, puchatej prezentuje się bardzo okazale i godnie. Porusza się z gracją i dostojnie, bezszelestnie, dlatego rzadko jest widywany – wyjaśnia Stefan Jakimiuk.

Można za to znaleźć rysie tropy, czyli odciski poduszeczek. Od wilczych różnią się tym, że brak jest na nich śladów po wysuniętych pazurach i mają bardziej okrągły, koci kształt.

Rysie to wielcy samotnicy. Obszar, na którym mieszkają, dzielą na terytoria, które znaczą odchodami i moczem. To takie „słupy graniczne”, znak, by nie wchodzić dalej. Jeden samiec może rezydować nawet na 300 km kwadratowych, samice są mniej wymagające, zresztą – ich terytoria mogą nachodzić na siebie z terytoriami kocurów. W pary łączą się rysie najczęściej w marcu. W końcu ryś to też kot, choć duży, i obchodzi takie samo marcowanie jak domowe pręguski. Po trwającej nieco ponad dwa miesiące ciąży rodzą się kocięta – od jednego do czterech. Na świat przychodzą najczęściej pod jakimś wykrotem, w gęstym młodniaku lub w opuszczonej norze.

Życie młodego rysia jest bardzo, bardzo trudne. Jak oceniał w artykule „Kto dybie na rysia” Adam Wajrak, trzy czwarte rysi białowieskich nie przeżywa nawet trzech lat. Pierwszy rok życia jest oczywiście kluczowy – mały kotek może paść ofiarą wilka, lisa, zdziczałego psa czy ptaka drapieżnego. Ale w tym czasie o jego życie nadal dba matka. Niestety – musi ją opuścić w trakcie kolejnych godów. Kotka odgania młode, które ma teraz przed sobą ciężkie zadanie: usamodzielnić się. Nauczyć unikać niebezpieczeństw, samotnie polować.

 

Rysie najchętniej polują na sarny, bo to zdobycz stosunkowo łatwa, która opłaca się też z punktu widzenia rysiej ekonomii. Sarna starczy na kilka dni. Oczywiście, amatorów padliny jest w kniei więcej. Dlatego ryś, jako jedyny polski drapieżca, nad swoimi ofiarami usypuje kopczyki lub – jak mówią myśliwi – mogiłki. Przykrywa szczątki gałęziami, leśną ściółką, zimą – śniegiem. By choć trochę ochronić od lisów, jenotów, a nawet wilków.

Urodzone dla wolności

Pionierskie próby odrodzenia populacji rysia podjęli na Mazurach Niemcy w okresie międzywojennym. To była pierwsza tego typu inicjatywa w Europie. Do Puszczy Piskiej przetransportowano osobniki z zoo w Monachium, ale i z Białowieży. Być może ostatnia zabita kotka była prawnuczką tamtych rysi przywiezionych przez Niemców.

W 1992 roku Kampinoski Park Narodowy podjął się podobnej misji. W lasach wypuszczono w sumie kilkadziesiąt zwierząt pochodzących z ogrodów zoologicznych Niemiec, Szwecji, Finlandii… Ale takie rozwiązanie ma swoje wady. Śmiertelność wśród wypuszczonych na wolność rysi jest wysoka – wiele z nich nie potrafi odnaleźć się na swobodzie.

– Działa tu mechanizm nazywany wdrukowywaniem, czyli inprintingiem. Opisał go austriacki zoolog Konrad Lorenz, który stwierdził, że młode będzie zawsze uznawało za swojego rodzica to zwierzę, z którym ma styczność od urodzenia. W przypadku rysi przychodzących na świat w niewoli, tym zwierzęciem, z którym mają najwięcej kontaktu, jest człowiek. Takie rysie nigdy nie będą podchodziły do niego tak nieufnie jak dzicy pobratymcy, co nie jest dobre dla zwierząt, które mają żyć na wolności – ocenia Stefan Jakimiuk.

Rysie mogą narażać się na niebezpieczeństwo, ciągnąc w stronę ludzkich siedlisk. Istnieje ryzyko, że zaczęłyby polować na zwierzęta hodowlane. Dlatego idealną sytuacją byłoby, gdyby rysie po prostu rodziły się w swoim środowisku naturalnym. Jak tego jednak dokonać, skoro mazurskie wielkie koty na swobodzie wyginęły? Odpowiedź na to pytanie znalazł dr Andrzej Krzywiński, dyrektor Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Opracował nowatorską metodę: Born to Be Free. Najpierw dla cietrzewi, a następnie właśnie dla rysi.

W sercu lasu umieszcza się wolierę – drewnianą budowlę, w której przychodzą na świat młode. Małe rysie od pierwszych tygodni mogą wychodzić na zewnątrz przez otwór w ścianie, przez który nie mogą wydostać się dorosłe osobniki.

– To niesamowite, ale młode bardzo szybko zaczynają traktować jak swój dom nie tę wolierę, ale właśnie las. Gdy pojawia się niepokojący dźwięk, nie uciekają do matki, do środka. Uciekają w stronę drzew – zachwyca się Stefan Jakimiuk. Młode mają bardzo ograniczony kontakt z człowiekiem i szybko dziczeją. Choć kilkumiesięczne rysie podejmują pierwsze próby polowań, to trzeba je dokarmiać nawet do ukończenia pierwszego roku życia.

Dr Krzywiński zajmuje się przywracaniem rysi naturze prawie dziesięć lat. W 2006 roku w akcję włączył się WWF, który wspólnie z nadleśnictwami z puszcz Piskiej i Nidzickiej chce powrotu na Mazury polskiego króla puszczy.    

Czy metoda Born to Be Free się sprawdza? Chyba tak, bo rysie coraz częściej są widywane. W lutym tego roku WWF wraz z pracownikami Lasów Państwowych policzyli tropy w puszczach Piskiej i Nidzickiej. Na śniegu znaleziono ślady 50 wilków i 8 rysi. Prawdopodobnie jest ich jednak więcej. Wygląda więc na to, że populacja się odradza.

Powrót króla puszczy

Można więc powiedzieć, że ta część projektu zarysiania Mazur zakończyła się sukcesem, choć oczywiście małe rysie nadal będą przychodzić na świat w specjalnej wolierze. Zdaniem szwajcarskiego eksperta od kotowatych Ursa Breitenmosera z Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN) w tych dwóch mazurskich puszczach może żyć nawet do 40 rysi. Ocenia się, że w sumie w Polsce jest ich obecnie około 200.

Są jednak kraje znacznie bardziej obfitujące w rysie. Np. Estonia – żyje ich tam od 600 do 900! W związku z tym prowadzony jest regularny odstrzał. Więc kolejny pomysł to sprowadzenie estońskich rysi na Mazury w ramach drugiego programu – Wild to Wild. WWF ocenia koszt translokacji jednego kota na ponad 10 000 złotych.

Na tym działania jednak się nie kończą. Nie wystarczy wypuścić rysiów na Mazurach i machnąć ręką. Trzeba zapewnić im tam odpowiednie warunki do życia. A to może okazać się co najmniej tak samo, jeśli nie bardziej, trudne.

Niedługo WWF rozpocznie projekt, w ramach którego zakładane będą specjalne łączki śródleśne lub poletka zgryzowe dla saren. Bo zwierzyny płowej wcale nie ma tak dużo między Olsztynem a Piszem. Leśnicy narzekają na jelenie i sarny, bo niszczą uprawy i szkółki sosen. Dlatego te „naturalne paśniki” będą odciągnąć zwierzęta od upraw leśnych. Leśnicy będą zadowoleni z niezniszczonych upraw i  młodniaków, syte sarny będą się rozmnażać. A rysie będą miały co jeść.

Druga sprawa – poważniejsza – to korytarze ekologiczne. Aby utrzymać różnorodność małej mazurskiej populacji rysi, powinna następować wymiana z innymi populacjami. A Mazury pocięte są drogami i zdarza się, że wędrujące rysie wpadają pod samochody. Wielkie koty do swych wycieczek potrzebują lasów. Raczej unikają pól czy łąk. Dlatego bardzo ważne jest budowanie specjalnych przejść dla zwierząt.

Zarysianie to program na wiele, wiele lat. – Ale jesteśmy na dobrej drodze, by rysie wróciły do mazurskich kniei. I cieszyły nie tylko nasze oczy, ale i oczy naszych dzieci i wnuków – mówi Stefan Jakimiuk.

No, oczu to pewnie zbyt często cieszyć nie będą. Ryś nie lubi być widziany. Jednak miło byłoby pomyśleć, że gdzieś tam jest. Zwinny i czujny, obserwuje nas spod zwalonego pnia, z gęstego młodniaka. Niewidzialny duch i król polskiej puszczy.               

Możesz pomóc rysiom

WWF Polska opiekuje się rysiami w ramach projektu „Duże drapieżniki w Polsce”. Działaniami objęte są także wilki i niedźwiedzie. Więcej o tej akcji można przeczytać na stronach internetowych organizacji pod adresem: www.wwf.pl. Można też obejrzeć w sieci filmik o rysiach, dowiedzieć się więcej o korytarzach ekologicznych – korytarzach życia. 

Stefan Jakimiuk z WWF Polska: – Zarysianie to program na wiele lat, ale jesteśmy na dobrej drodze, aby rysie wróciły do mazurskich kniei.