Inwestuj w mocne strony!

fot. iStock

Talent to nie jest coś, co na loterii losu wygrywają tylko wybrani. Według Instytutu Gallupa, najstarszego instytutu badania opinii społecznej, twoim talentem może być strategiczność, empatia czy współzależność. Na podstawie badań wyróżniono 34 cechy, które wykształcają się w nas w zależności od doświadczeń i ścieżki życiowej. Które z nich przydają się najbardziej na współczesnym rynku pracy? – pytamy coach Anetę Pietrzak.

Jakie umiejętności cenią współcześni pracodawcy? Jakie przydają się w znalezieniu dobrej pracy?

Warto zacząć od tego, że rynek pracy nowocześnieje, dzięki młodym ludziom zaczynają się na nim pojawiać takie trendy, jak elastyczność, luz, potrzeba większej wolności i decydowania o sobie, więc zdecydowanie jesteśmy w procesie zmiany. Najlepiej sprawdza się więc typ człowieka renesansu, który radzi sobie w różnych okolicznościach, ma wiadomości z wielu dziedzin i ciągle pogłębia wiedzę, człowiek coraz bardziej świadomy siebie, swoich potrzeb, który podąża za marzeniami i planuje raczej swoje życie niż ścieżkę kariery.

Które z 34 talentów opracowanych przez Instytutu Gallupa liczą się szczególnie na tym nowocześniejącym rynku pracy?

Jako pierwsza przychodzi mi do głowy „elastyczność” (ang. adaptability). Dla pracownika sztywnej korporacji taka cecha była raczej przekleństwem niż pomocą, a dziś okazuje się, że to bardzo przydatny talent.

Dlaczego przekleństwem?

Ponieważ człowiek obdarzony talentem elastyczności doskonale sprawdza się w zmiennym środowisku, a jeżeli otrzymuje same powtarzalne zadania, np. musi się trzymać planów, harmonogramów ¬ dostaje „świra”, szybko się wypala, może doświadczać objawów przewlekłego stresu, mówiąc krótko: jest mu ciężko. Dziś utrwala się trend wolnościowy, aspiracyjny, który pozwala takim osobom być skutecznymi, może niekoniecznie w jednej firmie, ale ogólnie na rynku. Wśród pożądanych talentów wskazałabym też „strategiczność” (ang. strategic).

Na czym ona polega?

Każda sytuacja może rozwinąć się w różny sposób, a człowiek z talentem strategicznym potrafi przewidzieć wiele scenariuszy. O strategach mówi się, że umieją „zajrzeć za zakręt”. Taka cecha daje dużą pewność siebie, wynikającą z przekonania o umiejętności znalezienia rozwiązania w każdej sytuacji. To jest raczej właściwość osoby niż cecha do wyuczenia. Jeżeli dodatkowo taki człowiek nie jest zbyt ostrożny ani stłamszony, to będzie niezwykle skuteczny i odważny we wszystkich działaniach.

Co jeszcze?

„Odkrywczość” (ang. ideation), którą nazywam „talentem MacGyvera”. Jest to ponadprzeciętna umiejętność łączenia pozornie niepowiązanych informacji, sytuacji i wydarzeń. Myślę, że to może nawet dziś najbardziej pożądana cecha, żeby być konkurencyjnym na rynku pracy. Taki człowiek jest jak procesor, który potrafi wychwycić interesujące dane i dzięki nim wymyśli, jak użyć starej rzeczy do nowych zastosowań. Może łączyć kilka różnych prac albo w ramach jednego stanowiska wykaże się takim zaangażowaniem, że będzie imał się różnych zajęć wykraczających poza jego standardowe obowiązki, co z pewnością zostanie dostrzeżone. To mogą być bardzo cenni pracownicy, choć z drugiej strony zagrażający dla niekompetentnego czy niepewnego szefa…

Kolejny przydatny talent to taki, o którym się mało mówi i myślę, że nie potrafimy z niego do końca korzystać. Po polsku nazywa się „zbieranie” (ang. input) i osobę taką najprościej można opisać jako kogoś, kto kolekcjonuje informacje i rozmaite dane, ale również przedmioty. Jeśli „zbieracz” zainteresuje się czymś, to znajdzie wszystkie informacje na ten temat, będzie gromadzić, pogłębiać wiedzę, choć nie zawsze potrafi uporządkować ją tak, żeby była dostępna dla innych. To idealny researcher, który w każdym zespole będzie skarbnicą wiedzy potrzebnej przy realizacji zadania czy projektu.

Dzisiaj wiedza tak szybko się dezaktualizuje, że właściwie wciąż trzeba się uczyć.

Tak, otwartość na naukę to bardzo fajny talent i upragniony przez wiele osób. W teście Gallupa ma nazwę „uczenie się” (ang. learner). Takie osoby charakteryzują się ogromną ciekawością świata, interesują się wieloma dziedzinami. Można nawet powiedzieć, że bardziej zależy im na zdobywaniu doświadczeń, umiejętności niż ceryfikatów, tytułów czy dyplomów. Jeśli brak im jakiejś informacji, poszukają, poczytają, douczą się i, co więcej, zrobią to z dużą chęcią, bo poznawanie nowych rzeczy sprawia im frajdę. To idealni szefowie na dzisiejsze czasy, mogą być autorytetami dla pracowników, ale też świetnymi nauczycielami, bo rozumieją wartość nauki, prób, doświadczeń, korzystają z nich i nie boją się nowych wyzwań.

Według badaczy trendów na rynku pracy coraz bardziej będą liczyć się zespoły, także powoływane tymczasowo, a praca w takich okolicznościach wymaga umiejętności adaptacyjnych i interpersonalnych. Jak je zdobyć?

Faktycznie można być superspecjalistą, mieć ogromną wiedzę na jakiś temat, a zarazem być człowiekiem, z którym nikt nie chce przebywać i współpracować. Jak to zmienić? Potrzebne jest świadome wchodzenie w różne sytuacje, które uczą nas życia z innymi. Dziś taka nauka jest coraz bardziej potrzebna, bo mocno wsiąknęliśmy w wirtualne życie towarzyskie. Tworzymy swoją kreację marketingową, a nie pokazujemy siebie samego i potem okazuje się, że w sytuacji rzeczywistej – w pracy, w zespole ¬ zupełnie nie radzimy sobie z krytyką lub z porażką albo z tym, że coś mamy do zrobienia. Włączają się silne emocje, których często nie rozumiemy, i zamiast zastanawiać się, co można zrobić teraz, co zmienić – zaczynamy się wykłócać o swoje racje, deprecjonować to, co wokół nas, szukać winy w innych. Myślę więc, że najważniejsza na rynku pracy staje się praca nad sobą i własną postawą wobec różnych życiowych sytuacji.

A jak według Gallupa możemy nazwać ten talent? Czy chodzi o empatię?

Tak, ale z mojego kilkunastoletniego doświadczenia doradcy w zakresie zarządzania talentami wynika, że empatia (ang. empathy) może być źle rozumiana i tym samym źle zarządzana. Problem polega na tym, że empatycy często mylą własne emocje z cudzymi albo czyjś stan emocjonalny odbierają osobiście, czasem wręcz biorą odpowiedzialność za ten cudzy stan. Jeżeli nauczymy się odpowiednio zarządzać tymi sytuacjami i własnymi odczuciami, możemy być bardzo skuteczni.

Jak więc umiejętnie korzystać z empatii?

Nie wchodzić w cudze emocje, rozróżniać je na te, które są moje i cudze, nie brać ich osobiście, raczej je zauważać i odpowiednio na nie reagować. I nie dyskutować z nimi. Być może będziemy dzięki temu potrafili pomóc komuś odzyskać lepszy nastrój albo przynajmniej unikniemy niepotrzebnego konfliktu czy zdenerwowania.

Co jeszcze ułatwia taką postawę wobec życia, która sprawia, że inni chcą z nami pracować?

Jest jeszcze jeden talent, niezwykły, rzadki dosyć, wiążący się z ogromną dojrzałością i wysoką świadomością siebie i innych. Bo mimo że żyjemy w zateizowanym świecie, wydawałoby się – ukierunkowanym na materializm, to z mojego doświadczenia z ludźmi pochodzącymi z różnych środowisk wynika, że wszyscy mamy w sobie potrzebę duchowości, która wcale nie musi się wiązać z jakąś religią. Talent, o którym myślę, nazywa się „współzależność” (ang. connectedness) i można opisać go jako poczucie bycia częścią całości: zespołu, wspólnoty, rodziny. Z tego talentu wynika myślenie, że każde nasze działanie ma wpływ na innych i odwrotnie – to, co robią inni, wpływa na nas. Osoba obdarzona takim talentem będzie działać tak, żeby nikomu nie wydarzyła się krzywda, bo krzywda jednej osoby w systemie będzie w pewnym sensie krzywdą dla całego systemu. Jeśli rynek pracy jest rywalizujący, to taka osoba nie będzie się dobrze czuła w środowisku mocno konkurującym, gdzie ważne są interesy jednostki i postawa „wygrać za wszelką cenę”. W sytuacjach trudnych dla osoby ze współzależnością, odbieranych przez nią jako szkodliwe dla ogółu, może włączyć się potrzeba do walki o sprawę, poza polityczną poprawnością i wszelkim konformizmem.

Poznałam kilka wspaniałych firm rodzinnych, w których od początku istnienia hołduje się wartościom wspólnego dobra, dbania o wszystkich pracowników. Nie wiem jednak, czy polski rynek pracy dojrzał już do szanowania tego talentu… Często w misjach różnych organizacji znajdziemy podobne hasła, ale z ich realizacją w praktyce jest dużo gorzej.

Warto więc rozwijać w sobie taką umiejętność, mimo że wyrasta ponad nasze czasy?

Tak, jak najbardziej. Moim zdaniem wszystko zaczyna się od odpowiedzialności za własną postawę, swój rozwój i dbanie o to, żeby innym z nami było dobrze. Może wydaje się, że są to wielkie słowa, ale faktycznie chodzi o samoświadomość, o to, czego pragnę, jakie mam wartości podstawowe, o to, co mogę wnieść dobrego do świata. O to, co wybiorę w sytuacji ważnego wyboru. Czy dam się ponieść lękowi o własny tyłek, czy będę kierować się dobrem wszystkich? Zazwyczaj działamy automatycznie, nawykowo. Jeśli nie wiemy, jakie są nasze wartości – a wiele osób jest, niestety, w takiej sytuacji – to należy ich szukać. Gdy już je poznamy, nasze decyzje mogą się zmienić, może okazać się, że będziemy dokonywać innych wyborów niż dotychczas. Ale dzięki temu zaczniemy budować lepsze, a na pewno pełniejsze życie.

Jaki jeszcze talent sprawdzi się w „zespole marzeń”?

Jako frontmena w każdym zespole warto postawić kogoś obdarzonego talentem o nazwie „czar” (ang.woo). Takie osoby mają niezwykły urok osobisty, co na poziomie praktycznym przekłada się na ciągłe szukanie aprobaty: „Chcę, żeby wszyscy mnie lubili, a ja chętnie poznam wszystkich”. Są „skoczkami”, ale nie dlatego, że chcą innych omamić, po prostu lubią ludzi i lubią z nimi rozmawiać, przebywać. Ze spotkań z innymi czerpią mnóstwo satysfakcji, mają odpowiednie podejście do każdego, potrafią dobrać temat rozmowy i łatwo zdobyć aprobatę rozmówcy. Jeżeli damy takiej osobie odpowiedzialność za kontakt z klientami, reprezentowanie firmy, prowadzenie eventów, to jest duża szansa na sukces zarówno dla tej osoby, jak i tej części funkcjonowania naszej organizacji.

Każdy z nas ma określone talenty, coś w rodzaju szczególnych predyspozycji, ale może warto rozwijać także inne, poszukiwane przez pracodawców umiejętności, żeby zwiększyć swoje szanse znalezienia dobrej pracy?

Najważniejsze to dążyć do tego, żeby być bardziej świadomym, uważnym, uczyć się komunikacji, z życzeniowości przechodzić do odpowiedzialności za siebie. Lepiej szukać prawdy o sobie, pracować nad postawą, a nie nad wizerunkiem, być skromnym, ale rozwijać prawdziwe poczucie własnej wartości. Każdy z nas ma dużo dobrych, właściwych tylko sobie cech, które warto rozwijać i pielęgnować, więc nie ma co wmawiać sobie ani innym, że jest się wspaniałym we wszystkim. I na pewno nie warto inwestować w swoje słabe strony.