fbpx

Nadchodzi Era Wodnika – co to oznacza?

Nadchodzi Era Wodnika - co to oznacza?
Ilustracja: Getty Images

Lubimy czytać horoskopy, zdarza nam się też oceniać ludzi w zależności od znaku zodiaku. Bo wiadomo, że Lew jest władczy i nie znosi sprzeciwu, a Skorpionowi lepiej nie nadepnąć na odcisk… Ale astrologia to coś więcej niż gazetowy horoskop. To wiekowa wiedza i tradycja, której wskazówki nieraz pokrywają się z opiniami terapeutów i analityków trendów. Dziś wszyscy oni są zgodni co do jednego – nadchodzi nowe.

Kilka lat temu jedna z moich pacjentek odwiedziła astrologa. Okazało się, że podczas godzinnej konsultacji dowiedziała się o sobie niemal tyle, ile podczas dwuletniej terapii. Zaintrygowana poprosiłam o kontakt i… od tamtej pory każdego roku, w okolicy daty moich urodzin, też poznaję kolejny rozdział z księgi mojego losu.

Astrologia to nie wróżby, ale solidna wiedza. Była dziedziną nauki wykładaną na uniwersyteckich katedrach Europy. Kiedy przychodzimy na świat, na niebie znajduje się 10 planet, każda w jakimś znaku zodiaku. Są połączone w sposób harmonijny bądź nie. Owa symboliczna mapa nieba uchwycona dokładnie w momencie urodzin to właśnie nasz horoskop indywidualny, inaczej kosmogram. Nie oznacza to wcale, że podczas sesji dowiesz się, że oto ostatniego dnia lata spotkasz na swojej drodze… – to nie tak. Jak mawia Leszek Weres, nestor polskiej astrologii, horoskop pozwala minimalizować straty i maksymalizować zyski. Właściwie odczytany przez profesjonalistę dostarcza mnóstwa ważnych informacji na nasz temat, takich jak cechy charakteru, talenty, predyspozycje, ale także konflikty wewnętrzne i ograniczenia. Dlatego może być cennym narzędziem do poznania samego siebie, podobnie jak terapia. Zwłaszcza dziś, kiedy my, terapeuci, na coraz więcej pytań nie znamy odpowiedzi. Może warto poszukać ich w gwiazdach

Mieć czy być?

Pracować, planować, gromadzić, kontrolować? A może wręcz przeciwnie: przestać wreszcie gonić, zatrzymać się, zacząć czuć… Te i podobne pytania zadajemy sobie coraz częściej. Groźba ocieplenia klimatu, wyczerpujące się zasoby naturalne, dziwne, oporne na leczenie choroby, pandemia, a może wreszcie coraz bardziej powszechne poczucie bezsensu gonienia na oślep i tęsknota za „wolniej i spokojniej”… Ostatnio wszyscy wyraźnie poczuliśmy, że coś musi się zmienić, że tak dalej być nie może. Naukowcy z całego świata ostrzegają, że jeśli krzywa wzrostu rozwoju, technologii i związanej z tym eksploatacji Ziemi utrzyma się na obecnym poziomie, to za 50 lat będziemy potrzebować trzech takich planet jak nasza, bo zasoby powoli się wyczerpują.

To wszystko z powodu Ery Wodnika – prognozują bardziej wtajemniczeni. Nam, mniej wtajemniczonym, owa era kojarzy się ze słynnym w latach 60. musicalem „Hair” i otwierającą go piosenką „Aquarius”: „Kiedy Księżyc jest w siódmym domu, A Jowisz jest w koniunkcji z Marsem, Wtedy pokój przewodzi planetom, I miłość steruje gwiazdami, To jest początek Ery Wodnika”. Brzmi intrygująco, ale co to właściwie oznacza?

Idea epok astrologicznych wywodzi się z tzw. roku platońskiego związanego z ruchem stożkowym osi Ziemi. Rok ma trwać ok. 26 tys. lat, ponieważ tyle czasu zajmuje osi ziemskiej zatoczenie pełnego okręgu na tle nieba. Astrologowie dzielą ten okres na 12 epok o nazwach zaczerpniętych od znaków zodiaku. Każda z nich obejmuje ponad 2 tys. lat i zdaniem wielu Era Wodnika rzeczywiście już się rozpoczęła. Jak tłumaczy Dorota Osińska, astrolożka i terapeutka, jej przedpolem były lata 60. XX wieku wraz z boomem technologicznym i pierwszymi lotami w kosmos. W drugiej połowie grudnia 2020 roku do znaku Wodnika wejdą dwie planety, Jowisz i Saturn, co spowoduje, że mocniej doświadczymy tego, co dziś jedynie przeczuwamy, a kolejne przesilenie czeka nas na przełomie 2023 i 2024 roku wraz z dołączeniem trzeciej ważnej planety, Plutona. Wtedy zaczniemy w pełni odczuwać poważne zmiany, których przedsmak widać dziś, m.in. właśnie w postaci wspomnianego niepokoju o los planety.

Skonfrontuj się ze swoim lękiem

Od ludzi, z którymi rozmawiam, a także od moich pacjentów coraz częściej słyszę, że chcą być szczęśliwi, a nie zapracowani; pragną pracy, która będzie przyjemnością, a nie tylko obowiązkiem; chcą się kochać, a nie walczyć. Analitycy trendów twierdzą, że są to także priorytety pokolenia, które właśnie wchodzi w dorosłość. Że wyraźnie widać, iż kończy się dawny porządek, a nadchodzi nowy. Na razie jesteśmy jednak w okresie przejściowym,
który wcale nie przypomina raju na ziemi.

Według astrologii nowe zawsze tworzy się na podwalinach starego. Kończąca się Era Ryb jest szczególna, ponieważ Ryby są dwie: wstępująca, która wiąże się z wysokimi aspiracjami duchowymi i rozwojem, oraz zstępująca, negatywna, której ekspresja to życie w roli ofiary, zniewolenie, uzależnienie od autorytetów, patriarchat. Podłożem Ery Wodnika może być właśnie owa destrukcyjna Ryba – energia technologicznego getta, czyli chipy i Wielki Brat. Na szczęście (bądź nie) to od nas zależy, czy będziemy kultywować w sobie świadomość ofiary, czy wejdziemy w nowy czas gotowi do wolności. Era Wodnika to właśnie era wolności rozpoczynającej się od czucia samego siebie, bycia kimś niezależnym od zewnętrznych atrybutów: statusu materialnego, pozycji zawodowej czy życiowej roli. Kimś, kto czuje swoje istnienie, połączenie ze światem, jest odpowiedzialny za swoje myśli i uczucia, bo jest świadomy, że tworzą one określone wibracje w naszej wspólnej przestrzeni.

Zanim to nastąpi, każdy z nas musi stanąć twarzą w twarz ze wszystkimi swoimi lękami i to jest właśnie ten najważniejszy i najtrudniejszy proces, który dzieje się tu i teraz. – Nie ma uzdrowienia bez przejścia przez lęk i bez konfrontacji ze wszystkimi swoimi problemami – tłumaczy Dorota Osińska.

„Zanim wejdziemy na poziom odwagi, a bez odwagi nie ma wolności, musimy przejść przez fazę oczyszczenia i wyjścia z iluzji”

Era Ryb jest silnie związana z iluzjami (to słowo klucz jej destrukcyjnego aspektu), przede wszystkim na temat omnipotencji człowieka i jego pełnej kontroli nad światem. Zmierzenie się z własnymi ograniczeniami, odbudowanie autentycznego kontaktu z ciałem, czucie i nieunikanie tzw. negatywnych emocji – to wszystko pozwoli nam odkryć, kim naprawdę jesteśmy i jaki cel ma nasze życie, bo idea wolności oznacza bycie sobą – osobą w pełni świadomą i odpowiedzialną. To jest właśnie najważniejsze zadanie na dziś, kiedy stoimy u progu nowej ery.

Nie zaśmiecaj planety

Według Doroty Osińskiej faza przejściowa pomiędzy Erą Ryb i Erą Wodnika to przede wszystkim czas na doświadczanie wibracji, jakie wysyłamy w przestrzeń. Czyli naszych emocji, uczuć i myśli – to określony rodzaj wibracji – one też wpływają na wspólne pole energii. Dla naszego dobra nie powinniśmy nie tylko zaśmiecać oceanów plastikiem, ale i energii Ziemi negatywnymi myślami i uczuciami. Astrolodzy twierdzą, że testem naszych intencji i poziomu świadomości będą nowe wodnikowe związki. Zaczniemy inaczej doświadczać: przyjaźni, miłości i relacji. – Dlatego już dziś przestańmy być ofiarami naszego życia uczuciowego – radzi Dorota Osińska. – Poprzez myśli, uczucia kreujemy przestrzeń w każdej relacji. Obydwoje z partnerem jesteśmy odpowiedzialni za ową przestrzeń. Być może niektórzy z nas będą mieli jednak ochotę przemknąć do nowej ery ze skryptem ofiary: „Kto mi to zrobił? To jego wina. Dlaczego ciągle wybieram takich samych mężczyzn?” – stop, pora porzucić rolę sierotki Marysi i zdać sobie sprawę z tego, że to ty zapraszasz do swojej przestrzeni konkretnych ludzi. „Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie rozumie, a w ogóle to wszystkie kobiety w mojej rodzinie były samotne w związkach” – nic z tego, echo starej epoki traci ważność, bo Era Wodnika skutecznie wyrzuci nas z tej roli i pokaże, jak rezonujemy ze sobą jako istoty energetyczne. Każdy z nas stanie się odpowiedzialny nie tylko za segregowanie odpadów, ale także za swój śmietnik energetyczny.

Dzieci kwiaty, taniec, muzyka i wolna miłość? W końcu to nam obiecano w „Hair”… Zdaniem Doroty Osińskiej Era Wodnika przyniesie więcej samowystarczalności, co w praktyce oznacza m.in. zmniejszenie się presji na bycie w związku. O sukcesie kobiety przestanie decydować rola żony i matki. Udane życie uczuciowe nie będzie już priorytetem, co nie oznacza, że zabraknie dobrych związków. Czym innym jest wolność tworzenia relacji, a czym innym przymus, bo „bez niego będę nikim”. Razem z Erą Wodnika skończymy również z określaniem samych siebie i swojej wartości poprzez sztywne role społeczne czy kulturowe. Poczujemy się wolni do tego, by samemu definiować sens i cel swojego istnienia. Zaczniemy mieć odwagę żyć po swojemu, co nie oznacza, że będziemy outsiderami. Po swojemu, razem z innymi, we wspólnie świadomie stworzonej przestrzeni – tak będą wyglądały nasze relacje „po nowemu”.

Ale to pieśń przyszłości. Według ekspertki na razie żyjemy w czasach, kiedy stare modele, struktury przestają funkcjonować, a nowych jeszcze nie ma. I to jest właśnie dramat początku nowej ery, uczestniczenie w wielkim eksperymencie…

Rycerz na białym koniu nie nadjedzie…

Archetypiczne baśnie o Śpiącej Królewnie, Kopciuszku czy Pięknej i Bestii już dawno przestały być aktualne, powoli odchodzi w zapomnienie tęsknota za rycerzem na białym koniu, który uwolni nas z wysokiej wieży, a my będziemy omdlewać w jego ramionach. Relacje oparte na zależności, kontroli i iluzji przestaną być gloryfikowane. W miejsce strzały Amora trafiającej nas prosto w serce i motyli w brzuchu pojawi się przestrzeń niezależności i wolności. Dorota Osińska przewiduje, że zniknie lęk, który często był siłą napędową relacji, a w jego miejsce pojawi się spontaniczność i poczucie, że „nigdy nie będzie tak samo”. W konsekwencji nastąpi większa akceptacja różnorodnych modeli relacji i związków, zniknie myślenie normatywne: co jest normą, a co nie, np. w seksie.

Związek bardziej będzie przypominał taniec, w którym On i Ona (albo w innej dowolnej konfiguracji) dostroją się we współtworzeniu pola energii. Chęć rywalizacji i emocjonalnego szantażu zostanie zastąpiona przez głęboki wzajemny szacunek i odpowiedzialność. Każdy ruch w tym wspólnym tańcu przez życie będzie odkrywaniem, kim jestem ja, a kim jest człowiek, którego sobie ani nie wymyśliłam, ani nie wymarzyłam, ale którego przyciągnęłam myślą i czuciem. To będzie taniec przyjaźni bardziej niż namiętnej miłości, pełnej oczekiwań i rozczarowań.

Taką postawę możesz kształtować w sobie już dziś. Wyobraź sobie, że siadasz naprzeciwko drugiego człowieka, którego przyciągnęłaś swoimi myślami, uczuciami, energią, i zaczynacie budować przestrzeń między wami; ty kładziesz swój klocek, on w odpowiedzi kładzie swój, który razem z twoim stworzy coś, co sprawi, że obydwoje poczujecie się spełnieni, szczęśliwi, że zaczniecie rozkwitać razem oraz każde z osobna. My, kobiety, często mówimy o wolności, ale nie chcemy, nie potrafimy dawać jej innym. Nie ufamy swojej intuicji, która już na początku związku podpowiada, że coś jest nie tak, a mimo to brniemy w relację. Czy jesteś w stanie zatrzymać się i pobyć sama ze sobą, bez lęku, że sobie nie poradzisz albo że bez partnera i przyjaciół jesteś nikim? Zatrzymać się i poczuć się dobrze po to, by tę energię dobrego samopoczucia wnieść w posagu do przyszłej relacji.

Ważnym zadaniem wodnikowych związków będzie także wzajemna pomoc w podnoszeniu poziomu świadomości, pokazywanie partnerowi, w którym kierunku mógłby się rozwijać, i przyjmowanie jego wskazówek w sprawie swojego rozwoju. Oraz dążenie do bycia jednością, ale na zasadzie dzielenia wspólnych pasji i inspirowania się nawzajem, a nie uzależniania. Poza tym nastąpi zmiana komunikacji – stawianie na otwartość i szczerość w miejsce manipulacji i szantażu. Zdaniem Doroty Osińskiej liczy się to, by nie bać się pokazać, jacy jesteśmy naprawdę, i mieć odwagę spotkać prawdziwego człowieka, a nie swoje wyobrażenie na jego temat.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze