fbpx

Wróg w pracy: jak uniknąć wrogiego nastawienia?

Wróg w pracy: jak uniknąć wrogiego nastawienia?
fot.123rf

Znowu drzesz koty z koleżanką z pracy? Masz wrażenie, że głównym zajęciem szefa jest uprzykrzanie ci życia? A może przyczyna napięcia leży nie w nich, a w tobie?
Do czego potrzebny jest wróg w pracy? Najkrócej mówiąc – do radzenia sobie z własnymi kiepskimi stanami emocjonalnymi i negatywizmem. Oczywiście nikt z nas nie robi tego świadomie. Takie rzeczy dzieją się zazwyczaj poza naszą wolą. Są nawykowym i mechanicznym radzeniem sobie z redukowaniem napięcia, które pojawia się w trudnych sytuacjach. Mogą też przejawiać się w postaci różnych strategii – od pasowania kogoś na wroga z powodu nieradzenia sobie z własną podejrzliwością po przyłączanie się do grupy walczącej ze wspólnym wrogiem w celu zaspokojenia potrzeby przynależności do grupy. Miejsce pracy bywa szczególnie atrakcyjne do realizowania tych strategii, gdyż często występują tu warunki napędzające proces: napięcie wyrastające z lęku przed oceną, nieporadzeniem sobie w relacjach z innymi czy utratą poczucia bezpieczeństwa z powodu zwolnienia.

Oto kilka przypadków strategii „robienia sobie wroga” w praktyce. Może odnajdziesz w nich coś ze swojego zachowania?

On chce mnie zniszczyć

Olaf rozpoczął pracę w agencji reklamowej jako grafik. Długo starał się o taką posadę i marzył o niej, teraz jednak jest ciągle niezadowolony. Kiedy dzieli się wrażeniami ze swoją partnerką Kingą, jak bumerang powracają takie kwestie: kierownik go ciągle wykorzystuje, wciąż krytykuje i się czepia. – No ale mówiłeś, że pochwalił przed wszystkimi twój ostatni projekt – podrzuca Kinga. – E tam, to tak, żeby inni nie wiedzieli, że się mnie czepia. I tak się z nim pokłóciłem, jak wymyślił, że ja mam jechać do klienta do Dębna. Oni będą sobie łazić na zimne piwko na stare miasto, a ja mam się tłuc po jakiejś prowincji. On po prostu chce mnie zniszczyć. Jak tylko go zobaczyłem, to wiedziałem, że to kretyn. I on ma cztery razy większe zarobki, obijając się w Warszawie, a ja mam obsługiwać klientów z głębokiego zadupia.

Olaf swoje napięcie związane z nową pracą rozładowuje, delegując jedną z osób – taką, która teoretycznie może mu najbardziej zaszkodzić – do roli prześladowcy. Za taką postawą stoi komunikat: „To przez niego mi nie wychodzi”, który pozwala zmniejszyć napięcie wynikające z lęku przed porażką i odsunąć odpowiedzialność od siebie. Niestety, takie przesunięcie uwagi powoduje przeniesienie jej z tego, co i jak może robić lepiej, na to, jak zniszczyć rywala. A taka postawa nie powoduje postępów w rozwoju zawodowym, tylko przyspiesza to, czego Olaf obawia się najbardziej – prawdopodobieństwo, że pracodawca będzie skłonny się z nim pożegnać.

Zrobiła się jakaś inna

Anna od pewnego czasu czuła, że Karolina ją irytuje i wcale nie jest taką dobrą koleżanką i współpracownicą jak dawniej. Zaczęła zauważać, że Karolina często próbuje postawić na swoim, w pracy nie zwraca uwagi na rozwiązania proponowane przez Annę, jeśli nie są dla niej wygodne w stu procentach, i unika wspólnych wypadów na zakupy i na kawę.

– Tak właściwie, to wcale nie jesteśmy takimi dobrymi znajomymi, jak się mi wcześniej wydawało
– myślała Anna. – Ona jest karierowiczką i w razie czego nie zawaha się zająć mojego stanowiska. Powinnam na nią uważać.

Zwierzała się nawet na ten temat swojej przyjaciółce Teresie, bo nie czuła się dobrze w tej sytuacji. – A od kiedy to się zmieniło? – zapytała Teresa. Anna, cofając się myślami w przeszłość, przypomniała sobie moment, kiedy obiecała Karolinie pomóc w weekend w przeprowadzce, po czym w ostatniej chwili zostawiła ją na lodzie, ponieważ okazało się, że Piotr, nowy znajomy z zumby, zaoferował jej spontaniczny wyjazd nad morze. Karolina, kiedy się o tym dowiedziała, nie była zachwycona, ale też nie obraziła się specjalnie. Jednak po tym wydarzeniu ich relacje stawały się coraz mniej przyjazne i wtedy Anna zaczęła dostrzegać ciemne strony koleżanki, chociaż inne osoby w biurze nie odnotowały jakiejś specjalnej zmiany w zachowaniu Karoliny.

Być może Anna miała takie wrażenie, bo kierowało nią poczucie winy związane z niedotrzymaniem słowa. Istnieje mechanizm zachowań, który powoduje, że napięcie związane z poczuciem winy próbujemy rozładować w ten sposób, że udowadniamy sobie i innym, że osoba, wobec której czujemy się winni, jest „zła”. Bo zrobienie czegoś niefajnego komuś złemu to takie mniejsze zło, a nawet po trosze – naprawianie świata. Jeżeli czujemy się nie w porządku wobec kogoś, bardzo często ustawiamy go na pozycji swojego wroga. Wtedy, jeśli nawet wyjdzie na jaw to, co zrobiliśmy, opinia publiczna będzie skłonna uznać, że to druga strona, czepiając się nas, jest nie w porządku, bo to przecież ogólnie „zła osoba jest”.

Uwziął się na mnie

Kiedy Krystian opowiadał rodzicom o piętrzących się przeszkodach opóźniających napisanie i obronę pracy doktorskiej, co wiąże się z niemożnością awansu i poprawy jego sytuacji finansowej, motywem przewodnim tej opowieści był profesor, „który się na niego uwziął”. Po prostu zajmuje się głównie rzucaniem kłód pod nogi swemu asystentowi, a Krystian ma tyle zajęcia z usuwaniem tych przeszkód, że na pracę naukową nie starcza mu już czasu ani sił. Tak więc wsparcie finansowe rodziców jest nadal niezbędne, bo z tych marnych groszy, które otrzymuje pierwszego, Krystian nie jest w stanie przeżyć dłużej niż do dziesiątego, a i tak poziom tego życia jest nędzny.

Gdyby zatroskani rodzice uwolnili się od nadmiernego poczucia odpowiedzialności za dorosłego syna, może zadaliby sobie pytanie, dlaczego profesor skłonny jest porzucać inne swoje aktywności na rzecz uprzykrzania życia asystentowi, co według opowieści Krystiana zajmuje mu co najmniej połowę czasu przeznaczonego na pracę. Może drugim pytaniem, które by sobie zadali, byłaby kwestia: „czy w tym kraju istnieją może jakieś stanowiska pracy dla osób bez doktoratu?”. Żeby zadać takie pytania, trzeba by założyć, że istnieje możliwość, iż Krystian obija się, zamiast pisać doktorat. Że swoje lenistwo zasłania problemem istnienia wroga, który się na niego uwziął. Tylko wtedy rodzice musieliby przyjąć do wiadomości także to, że Krystian ich „wkręcał”. A czasami wolimy nie konfrontować się z niewygodną prawdą. Jednak cierpliwość też ma swoje granice – i nagle może się okazać, że kolejnego przelewu z konta rodziców nie będzie.

Jak widać, sposobów na to, by za własne problemy obwiniać innych, jest wiele. Opisane sytuacje, oglądane z boku, jasno ukazują, że rzekomy wróg jest zwykle tworem naszej wyobraźni. Tylko trzeba to właśnie zobaczyć.

Strategia „zrób sobie wroga” – dlaczego ją stosujemy?

Powielamy wzorce obserwowane w dzieciństwie, bo nie umiemy w nietoksyczny sposób redukować psychicznego napięcia – wynika to z tego, że jesteśmy w narcystyczny sposób skupieni głównie na sobie i nie potrafimy troszczyć się również o dobro innych.

Skoro nie mamy doświadczenia w rozwiązywaniu problemów w nietoksyczny sposób i nie wiemy, jaki rodzaj satysfakcji to za sobą niesie, to dlaczego mielibyśmy do tego dążyć?

Jeżeli nie wiemy, że ulegamy mechanizmowi odszczepiania nieakceptowanej części własnej osobowości i przyklejania jej do kogoś innego, to dlaczego mielibyśmy chcieć coś z tym zrobić?

Jak unikać szukania wroga w sobie lub w innych?

Oddziel to, co się dzieje, od tego, kto to robi. Nie naprawisz swojej sytuacji poprzez kierowanie negatywnych emocji na ludzi, którym dokleiliśmy swoje problemy. Bardziej praktycznie byłoby zmienić sposób działania.

Popracuj nad zmianą sposobu myślenia. Jakie będą przypuszczalne rezultaty podejmowanych działań? Czy kiedy ciągle myślę, że ktoś chce mnie zniszczyć, to raczej przybliżam, czy oddalam prawdopodobieństwo tej sytuacji?

Przyjrzyj się sytuacji pod kątem: co działa, co nie działa? Czy za wyjazd nad morze z nowo poznanym chłopakiem gotowa jestem zapłacić utratą wieloletniej przyjaźni? Czy to jest OK, że moi skromnie żyjący rodzice muszą ciągle dzielić się ze mną swoimi dochodami? Może poszukać innej pracy, skoro ta mnie inspiruje wyłącznie do lenistwa?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze