1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Flanker - zapach z kolekcji

Flanker - zapach z kolekcji

W gruncie rzeczy, nieco upraszczając, wszystkie perfumy do początku XX wieku pachniały jak woda kolońska (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Niemal co roku pojawiają się nowe edycje znanych już wcześniej zapachów. Ich wielbicielki czekają na nie jak na nowy sezon ulubionego serialu. o fenomenie flankerów i o tym, jak bardzo potrafią zaskoczyć, opowiada senselierka Marta Siembab.

Co to takiego flanker? Na początek warto się przyjrzeć samemu słowu. Pochodzi od flanki, czyli bocznego skrzydła. Idąc tym tropem, flankery to są zapachy, które stanowią boczne skrzydło głównej drużyny zapachowej w ramach danej marki. Na przykład, gdy mamy Miss Dior jako główny zapach, to Miss Dior Bloomig Bouquet jest flankerem. To określenie nasuwa militarno-sportowe skojarzenia, kojarzy się ze skrzydłowym w futbolu albo żołnierzem otaczającym z bocznej flanki. I tak to dokładnie wygląda, ponieważ satelitarne zapachy, jak lubię je nazywać, chronią pierwotny zapach i przedłużają jego dialog z konsumentem.

Czy tak to zawsze funkcjonowało? Mam wrażenie, że jest coraz mniej nowości, a coraz więcej flankerów. Czymś względnie nowym jest mówienie o tym i traktowanie tego jako zjawiska rynkowego. Zmodyfikowane wersje wcześniej wypuszczanych perfum zaczęły się pojawiać od lat 70. Jednak gdy spojrzymy na perfumiarstwo od czasów starożytnego Rzymu albo starożytnej Grecji aż do początku rewolucji przemysłowej, to można powiedzieć, że wszystkie perfumy były flankerami pierwszej kompozycji, która powstała. Dopiero na początku XX wieku, w 1900 roku, chemicy zaczęli intensywnie pracować nad syntetykami, które mogły być wykorzystane w przemyśle perfumeryjnym. Wcześniej perfumiarze mieli do dyspozycji tylko paletę surowców roślinnych. Było ich niewiele, ponieważ do 1900 roku nie było wszystkich olejków z przypraw korzennych, których jest kilkadziesiąt. Nie znano jeszcze możliwości ich ekstrahowania w niższej temperaturze. Nie było syntetycznych nut – owocowych, morskich czy gourmand. W gruncie rzeczy wszystkie perfumy do początku XX wieku pachniały jak woda kolońska albo „Być może”. Bardzo to upraszczam, ale dopóki nie pojawiła się wanilina, nie było można zrobić pełnego, krągłego orientalnego zapachu.

Jesteśmy przyzwyczajeni, że perfumy wyglądają tak jak na półce w perfumerii. Gdy mówię Sì Armani, to wszyscy wiedzą, o co chodzi. To słowo kryje w sobie ten zapach. I wydaje nam się, że tak było od zawsze, że perfumy miały swoją nazwę, opakowanie, flakon itd. A to nieprawda, kompozycje miały nazwy umowne, nadawane przez perfumiarza dla danej klientki. Często po perfumy szło się do aptekarza, który był jednocześnie perfumiarzem. Można było kupić gotowy flakonik perfum albo przychodziło się ze swoją buteleczką i aptekarz nalewał płyn z wielkiej kadzi. Generalnie był jeden, dwa zapachy do wyboru i mówiło się o nich na przykład „ten romantyczny” czy „ten tajemniczy”. W tym samym flakoniku, gdy jeden zapach się skończył, przechowywało się inny. To się zmieniło po Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku i premierze pierwszych perfum Guerlain. Nazywały się Voilà Pourquoi J'aimais Rosine i jako pierwsze miały zaprojektowany specjalny flakon. Zresztą piękny, z korkiem, który wyglądał jak kapelusz z kwiatów. Wtedy dopiero rozpoczęło się masowe produkowanie zapachów i traktowanie ich jako oddzielnych produktów – osobno projektowało się flakon, osobno opakowanie zewnętrzne, nadawano im indywidualną nazwę. To stosunkowo niedawna historia.

Czy zdarza się, że któraś z kolei kompozycja wśród danej rodziny zapachów jest lepsza od oryginału? Może się zdarzyć, że jest lepsza technicznie, że lepiej trafia w bieżące gusta konsumentów. Dlatego właśnie robi się flankery. Jest to ekonomiczny sposób na przyciągnięcie klientów. Wypuszczając nowy zapach na rynek, trzeba zainwestować bardzo dużo czasu, pieniędzy, wysiłku w zbudowanie obrazu produktu i jest to zawsze podróż w nieznane.

Poison Girl Unexpected Dior 50 ml/395 zł; Sì Passione Intense Giorgio Armani 50 ml/459 zł; Good Girl Supreme Carolina Herrera 50 ml/455 zł.

Tak więc gdy już uda się zrobić bestseller, powstają flankery. Ale wśród nich można się zgubić! Przejrzałam niedawno listy bestsellerów europejskich perfumerii. Są zdominowane przez Diora i Chanel. To marki, które do perfekcji opanowały strategię flankerową. To prawda, że jest w tym podejściu pewna pułapka, bo jeśli ktoś nie lubi klasycznego J’adore, to nigdy nie spróbuje J’adore L’Or. Tymczasem ten pierwszy jest świeżym kwiatowym zapachem, a drugi jest orientalnym, więc to są zupełnie różne bajki.

Zawsze myślałam, że flankery można kupować w ciemno. Poison Dior, ten oryginalny, to surowy, gorzki orientalny zapach z wytrawną nutą opoponaksu, która dla wielu osób jest trudna do zaakceptowania. Z kolei Poison Girl jest już bardziej przyjacielem La Vie est Belle Lancôme niż Poison. Nawet nazwę wymawia się inaczej, zamiast francuskiej wymowy jest angielska. W wielu przypadkach rozpiętość między pierwotnym zapachem a obecnym jest ogromna.

L’ Ombre des Merveilles HERMÈS 50 ml/395 zł; Rose Tangerine Chloé 50 ml/339 zł; Bloom Profumo di Fiori Gucci 50 ml/405 zł.

Ale są marki, które są bardziej spójne w projektowaniu flankerów, zachowują DNA pierwszego zapachu. Dotyczy to perfum, które mają wyrazisty podpis zapachowy. Na przykład Narciso Rodriguez for Her. Pierwszy zapach w różowym flakonie to piżmo doskonałe – świeże, zmysłowe, jednocześnie słodkie, ale też eleganckie. Trafione w punkt. I wszystkie kolejne zapachy Narciso Rodriguez można rozpoznać z zamkniętymi oczami. Mają bardzo mocny wspólny charakter. Podobnie zapachy Muglera – Angel i Alien – czy wspomniane już Sì Armaniego. Są osoby, które je kolekcjonują, bo wiedzą, że to będzie ten sam zapach, tylko z nową przyprawą.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze