„Tyle w niej jest z mojej mamy – ma to samo współczucie, tę samą empatię, tę samą pewność siebie” – mówił o swojej żonie książę Harry w dokumencie Netfliksa „Harry i Meghan”. To podobieństwo widać nie tylko w charakterze, ale i w garderobie.
– Był taki czas, kiedy nie mówiłam otwarcie o tym, co czuję. Więc skoro nie mogliście mnie usłyszeć, jak mogłabym zostać wysłuchana poprzez to, co noszę, skoro właśnie na tym ludzie się skupiali? – mówiła Meghan Markle w podcaście „The Jamie Kern Lima Show”. Sugerowała wtedy, że ubiór stał się dla niej narzędziem w chwilach, w których inne kanały komunikacji były zamknięte – dokładnie tak samo, jak wcześniej dla Diany.
Podobieństwo między nimi nie jest więc przypadkiem ani zwykłym odgapianiem – to raczej rodzaj hołdu. Markle chętnie nosi biżuterię, która kiedyś należała do jej nieżyjącej teściowej, i sylwetki bezsprzecznie przywodzące na myśl jej najbardziej rozpoznawalne kreacje. Te nawiązania działają jak skrót myślowy, łączący dwie kobiety, które ta sama instytucja przez lata trzymała pod tą samą lupą. I, co istotne, pojawiają się zwykle w momentach, w których przekaz waży najwięcej: na galach, wizytach i innych publicznych wydarzeniach, gdzie każdy szczegół stroju zostanie odczytany jako komunikat. Oto pięć lekcji, które Meghan wyciągnęła ze studiowania stylizacji księżnej Diany.
Lekcja pierwsza: sukienka zemsty mówi więcej niż tysiąc słów
(Fot. Tim Graham Picture Library/Getty Images, Matt Winkelmeyer/Getty Images for Children's Hospital Los Angeles)
Był rok 1994, wieczór, w którym Karol publicznie przyznał się do zdrady. Diana mogła zostać w domu. Zamiast tego założyła odsłaniającą ramiona małą czarną od Christiny Stambolian i pojawiła się na przyjęciu, natychmiast odciągając uwagę mediów od swojego byłego – i kierując ją prosto na swój nowy seksowny wizerunek. Prasa ochrzciła ją mianem „sukienki zemsty”, bo kontrastowała z grzecznym wizerunkiem Diany przed odejściem z rodziny królewskiej; Meghan po swoją wersję riposty sięgnęła jednak w innym kolorze – już po oficjalnej rezygnacji z królewskich obowiązków założyła czerwoną kreację Carolina Herrera, równie odważną w wymowie, choć wizualnie bliższą innej sukni Diany: tej, w której księżna pojawiła się na kolacji dobroczynnej w 1995 roku.
Lekcja druga: kolor przebija się jako pierwszy
(Fot. Georges De Keerle/Getty Images, Karwai Tang/WireImage)
Kolor to potężne narzędzie komunikacji – a księżna Diana była tego świadoma już trzydzieści lat temu, przywdziewając elektryczny błękit, niewinny róż albo polaryzujący color-blocking, żeby z łatwością wyróżniać się w tłumie.
Czytaj także: Psycholożka koloru wskazuje 7 barw, które najczęściej noszą introwertyczki. Wśród nich zaskakujący faworyt
(Fot. Maureen Donaldson/Michael Ochs Archives/Getty Images, Max Mumby/Indigo/Getty Images)
I Diana, i Meghan znalazły własny sposób na przemycenie zmysłowości bez przekraczania granicy. U Diany tym subtelnym gestem były odsłonięte ramiona – jak w pudroworóżowej sukni od Catherine Walker, w której pojawiła się w 1988 roku na premierze filmu „Kto wrobił królika Rogera". Trzy dekady później Meghan wiernie odtworzyła tę formułę stylizacyjną podczas Trooping the Colour w 2018 roku, wybierając kreację marki Carolina Herrera.
Lekcja czwarta: „power dressing” może być też powściągliwy
(Fot. Tim Ockenden - PA Images/PA Images via Getty Images, Gotham/GC Images)
W ostatnich latach życia Diana zrezygnowała z efektowności na rzecz czerni i beżu. Podczas wizyt w Stanach Zjednoczonych nosiła proste, dopięte na ostatni guzik zestawy, które kojarzyły się mniej z frywolną księżniczką, a bardziej ze zdecydowaną bizneswoman – chciała w ten sposób pozwolić, żeby mocniej od jej stylu wybrzmiewały działania charytatywne, w które intensywnie się wtedy angażowała. Dopracowane, ale niewymuszone stylizacje to także domena Meghan.
(Fot. Tim Graham Photo Library via Getty Images, Pool/Samir Hussein/WireImage)
Dianę i Meghan łączy jeszcze jedno – upodobanie do skrajnego minimalizmu rodem z lat 90. na długo zanim ktokolwiek zaczął nazywać określenia „quiet luxury”. Obie ceniły proste linie, brak ozdobników i kroje, które mówiły same za siebie; u Diany ten kierunek był ostatnim etapem modowej ewolucji: im była pewniejsza siebie, tym mniej miała już do udowodnienia. Być może nadal zmagająca się ze złą prasą Meghan manifestuje w ten sposób podobny poziom siły osobistej.