1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Batch cooking - zalety gotowania "na później"

Batch cooking - zalety gotowania "na później"

Batch cooking, czyli gotowanie seryjne jest coraz częściej wykorzystywaną praktyką. (Fot. iStock)
Batch cooking, czyli gotowanie seryjne jest coraz częściej wykorzystywaną praktyką. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Moda na gotowanie przyniosła wiele zmian, w tym pożegnanie z przekonaniem, że dobre jedzenie wymaga codziennego wystawania godzinami przy kuchni. W nową filozofię wpisuje się zrehabilitowana idea „gotowania na później”, z angielska zwana batch cooking. 

Moda na gotowanie przyniosła wiele zmian, w tym pożegnanie z przekonaniem, że dobre jedzenie wymaga codziennego wystawania godzinami przy kuchni. W nową filozofię wpisuje się zrehabilitowana idea „gotowania na później”, z angielska zwana batch cooking. 

Lato to czas zdrowego odżywiania, jedzenia warzyw, nieprzejadania się i niekupowania żywieniowych śmieci. W wakacje łatwo dbać o dietę. Niestety, ich koniec oznacza powrót do galopu szkoła-dom-praca. Wtedy wielu z nas wraca do zgubnych nawyków: wychodzenia rano bez śniadania, kupowania gotowych dań, kalorycznej drożdżówki z budyniem na obiad, jedzenia na stojąco byle czego od Pana Kanapki, podbierania leżących na recepcji u lekarza cukierków i dojadania pokonferencyjnych ciasteczek. Ale wcale nie musi tak być! Wystarczy planować, przygotowywać i przechowywać posiłki na cały tydzień. Ten znany nam z PRL-u zwyczaj doczekał się dziś prawdziwego renesansu.

Gotowanie "na później"

Pięćdziesiąt lat temu mój wujek został zmuszony przez rodzinę do zerwania zaręczyn, ponieważ jego narzeczona robiła coś, co oburzało moją prababcię – gotowała obiad na trzy dni. Skandal! W tamtych czasach w dobrym towarzystwie niemile widziane było już gotowanie na dwa dni, i to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Podobno narzeczona wujka miała też inne wady: przygotowywała świetne nalewki (tylko źle prowadząca się kobieta interesuje się alkoholem) i, o zgrozo, kazała wujkowi robić weki. Dziś myślę z rozrzewnieniem o mojej niedoszłej wujence, prekursorce tak modnego dziś batch cookingu, czyli gotowania seryjnego, po staropolsku – „na zaś”. Żal mi, że nigdy jej nie poznałam.

Jak w każdym obszarze życia, do batch cookingu można podejść w różnoraki sposób:

Gotowe dania. Gulasze i smak na zupę mroziły już nasze mamy. Dodawały potem do tego skrobię: makaron, ryż, ziemniaki albo kaszę plus surówki, co sprawiało, ze posiłek wydawał się świeżo ugotowany i niemający nic wspólnego z wczorajszym.

Półprodukty. Kiedyś funkcjonowało w żywym języku słowo „podszykować”. Dziś królują półprodukty, czyli nie do końca zrobione, ale gotowe do wrzucenia, połączenia, zagotowania czy zmiksowania jedzenie. Zgrillowane zamrożone warzywa są tego wspaniałym przykładem. Przygotowane raz na jakiś czas w dużej ilości.

Wymiana jedzenia. Ponieważ lubię wszystko, co ma aspekt towarzyski, ta idea pociąga mnie szczególnie. Robisz jedno danie, które ci najlepiej wychodzi, albo które lubisz, i wymieniasz się z grupką znajomych na coś, co oni zrobili. Na pewno znajdziesz przynajmniej dwie osoby, z którymi to się uda. Zapytaj w pracy, kto by się wymienił na jedzenie. Zdziwisz się, jak wiele osób to podchwyci.

Weki w spiżarce

Jolanta Naklicka-Kleser, autorka książki „Zdrowe przetwory”, do tych trzech sposobów dorzuca czwarty: dobrze zaopatrzoną spiżarnię: – Gdy masz w niej zdrowe, własnoręcznie zrobione weki z pysznymi potrawami, które uwielbia cała rodzina, obiad zrobisz w 15 minut. Przecież wszyscy wiemy, że o daniu decydują dodatki. Aromatyczny słodziutki keczup z mango, wyrafinowane w smaku pesto z kolendry czy tak uwielbiane przez nasza florę bakteryjną kiszone rzodkiewki, zawekowane pikle (wszystkie przepisy autorka podaje w książce)… To jest moje gotowanie na zaś. Wystarczy otworzyć słoik, a dowolne białkowe danie nabiera absolutnie niepowtarzalnego smaku, charakterystycznego tylko dla mojego domu. Na przykład tortilla posmarowana keczupem z mango.

Mnie wekowanie wydaje się najokropniejsze ze wszystkich możliwości „gotowania na zaś”: nudne, żmudne, brudne i do tego niebezpieczne, bo można się poparzyć wrzącą wodą. Autorka „Zdrowych przetworów” odczarowuje moje negatywne widzenie: - Wekowania, jak wszystkiego, co się chce robić dobrze, trzeba się nauczyć. Jeśli przy pierwszym podejściu nie nauczysz się żelaznych zasad obowiązujących przy wekowaniu, nie zabieraj się do niego. Zmarnujesz czas, energię elektryczną i produkty.

Zatem po pierwsze, naczynia muszą być wysterylizowane. Umyte wkładasz do piekarnika na 100 stopni i sterylizujesz około 15 minut. Po drugie, zakrętki czyste, sterylne i nowe. Stara i wygięta pokrywka nie zadziała tak jak powinna. Po trzecie, wkładaj do słoików gorące przetwory. Jolanta Naklicka-Kleser w książce umieściła przepisy zawierające możliwie najmniejsza, lub żadna, ilość konserwantów (cukier, sól, ocet). Sama stawia na pasteryzacje, i to na sucho. Czyli po czwarte, zamknięte szczelnie słoiki wkładasz do piekarnika na 120 stopni. I gotowe. – Czy to jest trudne? - pyta pani Jolanta. Skorzystałam z przepisu na pikle i polecam.

Tajemnice porcjowania

Weki rozwiązują też problem porcjowania, co jest dla mnie szczególnie ważne, bo najtrudniejszym zagadnieniem w przygotowywaniu jedzenia na później czy zamrażaniu była dla mnie zawsze odpowiedz na pytanie: ile mam tego zrobić?

Ale że nie wszystko można zawekować, opracowałam też własny system porcjowania. I tak: nie zamrażam niczego w wielkich plastikowych pojemnikach, bo będę musiała odmrozić całość. Lepiej jest mrozić w porcjach. Zupy i sosy wlewam do pergaminowych foremek na mufinki, a gdy są już zamrożone, przekładam do jednej papierowej torby. Oczywiście, cokolwiek mrożę, wekuję, kiszę lub suszę – wyraźnie to podpisuje. Zdarzyło mi się obserwować odmrażający się gulasz przez bite dwie godziny i do końca nie domyśliłam się, co to jest. Poza tym w zamrażalniku mam stałe „rejony przechowywania”. Chleb (świetnie się mrozi i szybko sam odmraża), warzywa, sosy, zupy – wszystko ma tu wydzielone miejsce. Dzięki temu nie tylko mogę sięgać po nie w ciemno, ale i łatwiej mi zaplanować kolejną sesję gotowania. Ciesze się, że weki nie są dziś koniecznością tylko mądrym wyborem, a podszykowywanie jedzenia wyrazem zdrowego rozsądku, a nie byciem niechlujną.

Zalety batch cookingu

Oszczędzasz czas – jeśli gotujesz tylko raz w tygodniu, przygotowanie jedzenia zajmuje ci około czterech godzin, czyli 34 minuty na każdy dzień tygodnia.

Mniej wydajesz – nasze finanse cierpią najbardziej, gdy robimy coś kompulsywnie. W rezultacie masz w domu rzeczy, których nie zużyjesz. Dlatego planuj zakupy na cały tydzień i kupuj wyłącznie to, co masz na liście.

Zawsze jesteś przygotowany – nawet gdy wrócisz z pracy czy uczelni na ostatnich nogach, zdołasz doczołgać się do spiżarki lub lodówki i wyjąć pudełko z pęczakiem i grillowanymi warzywami czy wek z chutneyem z kurkumą i kolendrą.

Wszyscy w domu jedzą mniej – cokolwiek porcjujesz do przechowywania – odmierzaj. „Porcje odmierzone są mniejsze, nie ma dokładek, trzeba się nauczyć jeść wolniej, bo tylko tyle na dziś mamy” – mówisz sobie i domownikom.

Zużywasz mniej energii elektrycznej – rzadziej otwierasz lodówkę, włączasz mikser, blender, kuchenkę elektryczną, krajalnicę, termomiks niż gdybyś przygotowywał każdy posiłek od zera. Dlatego maksymalnie wykorzystuj kubaturę piekarnika. Ile blaszek zmieści się jedna nad drugą? Cztery? Niech każda będzie zajęta: bataty, brukselka, dynia, brokuły. Pieczone warzywa są cudownym składnikiem wielu sosów, gulaszy i zup.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Żywność wysokiej jakości dla wszystkich. Zmień swoje nawyki żywieniowe z Carrefour

 Produkty lokalne
Produkty lokalne "prosto z pola" można zakupić na specjalnie oznakowanych stoiskach w wybranych sklepach Carrefour. (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Każdy z nas marzy o tym, aby jak najdłużej cieszyć się dobrym zdrowiem, sprawnością oraz świetnym samopoczuciem. Należy jednak pamiętać, że dobrostan fizyczny i psychiczny osiąga się przede wszystkim dzięki zdrowej, zbilansowanej diecie opartej na wartościowych produktach. W końcu, jak mówi przysłowie, jesteś tym, co jesz.

Wszyscy dążymy do tego, aby osiągnąć tzw. well-being, czyli dobrostan fizyczny i psychiczny, poczucie komfortu oraz życia w zgodzie ze sobą i z naturą. W osiągnięciu tego stanu z pewnością pomaga zrównoważone podejście do świata, którego częścią jest również zrównoważona dieta. Dobre odżywianie, jak wiadomo wpływa pozytywnie nie tylko na nasze zdrowie i samopoczucie. To również radość życia. Z tego względu warto poświęcić większą uwagę temu, co trafia na nasz talerz. Może początek nowego roku to dobry czas, aby podjąć próbę zmiany swoich dotychczasowych nawyków żywieniowych? Kwestie, nad którymi z pewnością należy się pochylić to przede wszystkim: jakie spożywamy produkty, czy są one zdrowe, skąd pochodzą (czy są naturalne) oraz jak wygląda proces ich wytwarzania.

Wiedza oraz oczekiwania polskich klientów w zakresie zdrowego odżywiania i zbilansowanej diety rosną z każdym kolejnym rokiem, dlatego coraz częściej poszukują oni wartościowych produktów, czyli naturalnych, lokalnych i świeżych. Częstym problemem okazuje się jednak trudna dostępność, zbyt wysoka cena, a także brak zaufania do dostawcy. Na przeciw tym potrzebom wychodzi sieć sklepów Carrefour, która cały czas stara się zmieniać dla klienta i podążać za jego oczekiwaniami. Od 2018 roku firma realizuje tzw. strategię transformacji żywieniowej, której celem jest zapewnienie powszechnego dostępu do produktów wysokiej jakości, w tym ekologicznych (dzięki przystępnym cenom i ogólnopolskiemu zasięgowi), pomoc klientom w zmianie nawyków żywieniowych, edukacja oraz zapewnienie szerokiego dostępu do informacji o sprzedawanych produktach.

Aby wzmocnić ofertę wysokojakościowej żywności, Carrefour podejmuje też szereg innych działań, dzięki którym na sklepowych półkach pojawia się coraz więcej ekologicznych i lokalnych produktów. A wszystko to w trosce o to, aby Polacy każdego dnia mogli jeść dobrze, zdrowo i świeżo.

Lokalnie, czyli blisko natury i blisko ludzi

Świadomość tego, czym tak naprawdę karmimy swój organizm jest niezwykle ważnym aspektem zdrowego odżywiania, dlatego dobrze jest wiedzieć, skąd dokładnie pochodzą produkty znajdujące się na naszym talerzu. Nie od dziś wiadomo, że żywność, która najlepiej służy człowiekowi to ta, która wytwarzana jest w okolicy. Nic więc dziwnego, że produkty lokalne, czyli zakupione od lokalnego dostawcy, cieszą się ostatnio ogromną popularnością, a lokalność sama w sobie to aktualnie jeden z najmocniejszych trendów zakupowych. Gwarantuje ona bowiem niepowtarzalny smak, najwyższą jakość, świeżość i sezonowość.

Na lokalność stawia również "Jakość z Natury", dynamicznie rozwijająca się marka własna sieci Carrefour, która oferuje wysokojakościowe produkty lokalne, a także zapewnia ich całkowitą identyfikowalność, czyli możliwość prześledzenia całkowitej drogi produktu "z pola na talerz". Ponad dwudziestoletnia współpraca firmy z lokalnymi dostawcami, nie tylko dostarcza klientom zdrowej, wartościowej żywności, ale również realnie przyczynia się do rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce. Dzięki partnerskim relacjom, wzajemnym zaufaniu oraz dostosowaniu wymagań firmy do możliwości partnerów, nawet ci najmniejsi rolnicy mogą z sukcesem rozwijać swoją produkcję. W ten sposób Carrefour łączy ludzi - tych, którzy są zainteresowani kupnem ekologicznej żywności oraz tych, którzy tę żywność wytwarzają.

Wracając do marki "Jakość z Natury", warto zaznaczyć, że jakość całej oferty utrzymana jest na bardzo wysokim poziomie: produkty pochodzą wyłącznie z czystych ekologicznie terenów, a każdy z nich przechodzi wcześniej szereg testów jakościowych i regularnych kontroli przeprowadzanych przez niezależne laboratoria. Ponadto wszystkie parametry (takie jak gleba czy woda) są ściśle kontrolowane na każdym etapie produkcji. Żywność nie zawiera sztucznych konserwantów oraz jest wolna od GMO.

Ważnym elementem procesu powstawania produktów jest również poszanowanie środowiska naturalnego oraz dobrostanu zwierząt, o co sumiennie troszczą się dostawcy. Jest to szczególnie ważne w kontekście zrównoważonego podejścia do świata, obejmującego również troskę o naszą planetę.

Marka „Jakość z Natury” to wysokiej jakości produkty, które powstają z zachowaniem troski o środowisko naturalne i los zwierząt. (Fot. materiały partnera) Marka „Jakość z Natury” to wysokiej jakości produkty, które powstają z zachowaniem troski o środowisko naturalne i los zwierząt. (Fot. materiały partnera)

Z pola prosto na talerz

Wybierając produkty na nasz stół, zawsze warto zwrócić uwagę na łańcuch dostaw. W tej kwestii nie ma wątpliwości: im jest krótszy, tym lepiej. Pozostając w temacie lokalności, warto więc wspomnieć o najnowszym projekcie "Prosto z pola do 50 km", dzięki któremu Carrefour stara się skracać drogę, jaką pokonuje produkt, zanim trafi do naszego koszyka. Jego misją jest także wspieranie lokalnej przedsiębiorczości oraz małych polskich gospodarstw rolnych poprzez bezpośrednią współpracę, czyli bez udziału pośredników. W efekcie konsumenci otrzymują stały dostęp do lokalnych i świeżych produktów od zaufanych polskich dostawców, które trafiają na talerz, jak sama nazwa wskazuje, prosto z pola. Oferta dostępna jest na specjalnie oznakowanych stoiskach w wybranych sklepach Carrefour.

Produkty lokalne 'prosto z pola' można zakupić na specjalnie oznakowanych stoiskach w wybranych sklepach Carrefour. (Fot. materiały partnera) Produkty lokalne \"prosto z pola\" można zakupić na specjalnie oznakowanych stoiskach w wybranych sklepach Carrefour. (Fot. materiały partnera)

Zdrowa żywność na wyciągnięcie ręki

Jednym z głównych problemów związanych z ekologiczną żywnością jest jej dostępność. Sklepów oferujących wyłącznie zdrową żywność jest w naszym kraju jak na lekarstwo, dlatego Carrefour, aby ułatwić polskim klientom dostęp do tego typu produktów, zdecydował się wprowadzić do Polski nowy format sklepów z wysokiej jakości żywnością ekologiczną, zaprojektowanych z troską o najwyższe zadowolenie i wygodę klientów. Sklepy Carrefour BIO to świetne rozwiązanie dla tych, którzy dbają o zdrowy styl życia i pragną zrobić szybkie i wartościowe zakupy spożywcze blisko domu. W ofercie znajdziemy bowiem bogaty asortyment produktów bio (z czego prawie 90% to artykuły certyfikowane, a około 60% żywność wytwarzana w Polsce), w tym wyroby marki własnej Carrefour BIO, a także wiele nowości niedostępnych w innych sklepach sieci.

Klienci mogą także korzystać z przeróżnych udogodnień, np. ze strefy „Food to Go”, w której można zjeść na miejscu lub z możliwości odbioru zamówień realizowanych online, aby cieszyć się produktami zakupionymi bezpośrednio od rolników. Ponadto Carrefour, jako firma odpowiedzialna społecznie, stara się troszczyć o planetę i działać zgodnie z filozofią zero waste, dlatego w Carrefour BIO można korzystać też z własnych opakowań na żywność, dzięki czemu znacznie zmniejszamy zużycia plastiku.

Polska jest czwartym (po Francji, Belgii i Hiszpanii) krajem, który rozwija koncept sklepów Carrefour BIO. (Fot. materiały partnera) Polska jest czwartym (po Francji, Belgii i Hiszpanii) krajem, który rozwija koncept sklepów Carrefour BIO. (Fot. materiały partnera)

Świadomy wybór produktów na święta

O zdrowym odżywianiu należy pamiętać zawsze, również w okresie świątecznym. Zbliżające się Boże Narodzenie to czas, w którym często zapominamy o zbilansowanej diecie i dajemy upust swoim żywieniowym zachciankom. Może w tym roku warto to zmienić i zapewnić sobie oraz swoim bliskim prawdziwie zdrowe święta? Wysokojakościowe artykuły spożywcze na świąteczny stół znajdziemy w asortymencie marek własnych Carrefour. "Jakość z Natury" oferuje duży wybór mięs (np. kurczaka z chowu wybiegowego, szynkę wieprzowa lub karkówkę) oraz warzyw (np. polskie buraki uprawiane na terenie Nadmorskiego Parku Krajobrazowego, których bezpieczeństwo zapewnia kontrola jakości „od pola do talerza”). Carrefour BIO proponuje natomiast nabiał powstający z mleka bio (od krów karmionych paszą bio), jaja z chowu bez antybiotyków i z użyciem naturalnych ekstraktów roślinnych, oliwę z oliwek bio, a także kawy i herbaty pochodzące z naturalnych upraw.

Po więcej pomysłów odsyłamy do świątecznej gazetki promocyjnej Carrefour. Oferta produktów ekologicznych oraz marki Carrefour BIO obecna jest także w każdym formacie sklepów Carrefour. Najwięcej takich produktów jest oczywiście w hipermarketach i supermarketach, gdzie wydzielone zostały nawet tzw. zdrowe półki, ale dostępne są one również w sklepach osiedlowych.

Dzięki ofercie sklepów Carrefour, możemy łatwo zmienić swoje nawyki żywieniowe i przejść na ekologiczną stronę mocy. Dobre odżywienie nigdy wcześniej nie było to takie proste. Sklepy są blisko, ceny przystępne, a produkty zdrowe i lokalne. Czego chcieć więcej?

  1. Zdrowie

Uzależnienie od słodyczy. Coraz więcej osób traci kontrolę nad „cukrowym” nałogiem

Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Słodycze lubi prawie każdy. Coraz częściej spotykamy się jednak z problemem silnego uzależnienia, gdy „ochota na coś słodkiego” przechodzi w kompulsywne objadanie się. Kiedy tracimy kontrolę nad umiłowaniem do słodkości i wpadamy w „lepkie” sidła nałogu? – O coraz bardziej powszechnym zjawisku cukrowego uzależnienia mówi Mikołaj Choroszyński, psychodietetyk, autor książki „Uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

Słodycze lubi prawie każdy. Coraz częściej spotykamy się jednak z problemem silnego uzależnienia, gdy „ochota na coś słodkiego” przechodzi w kompulsywne objadanie się. Kiedy tracimy kontrolę nad umiłowaniem do słodkości i wpadamy w „lepkie” sidła nałogu? – O coraz bardziej powszechnym zjawisku cukrowego uzależnienia mówi Mikołaj Choroszyński, psychodietetyk, autor książki „Uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

Jak poważnym problemem jest uzależnienie od słodyczy? Z czym spotyka się Pan na co dzień w swojej pracy psychodietetyka? Problemem ten dotyka osób w każdym wieku. Zauważyłem, że szczególnie zaognił się w czasie lockdownu, kiedy w marcu ludzie zamknięci w domach przestali radzić sobie ze stresem. Moje materiały odnośnie uzależnień od cukru, czy słodyczy zyskały znaczną popularność, a w ankietach większość osób zgłosiła mi, że cukier i słodycze oraz żywność komfortowa są dla nich poważnym zagrożeniem. Sam zauważyłem na swoich social mediach bardzo wzmożoną aktywność i dużo zapytań odnośnie tego, jak poradzić sobie z problemem uzależnienia, stąd też rozwiązaniem jest moja książka.

Przytoczyć mogę tutaj mój post, w którym zapytałem zebranych osób, czy uważają, że słodycze są dla nich problemem… i w przeciągu 2 godzin otrzymałem około 500 komentarzy. Niektóre z nich były naprawdę emocjonalne i chwytające za serce. To utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję, aby wyciągnąć dłoń do osób potrzebujących, które często nie znają drogi wyjścia z błędnego koła.

„Mam problem i to poważny. Jak jem słodkości to nie panuję nad tym. Chowam się przed mężem, córkami. Czekam tylko na okazję, włącznie z nocami…” – wypowiedź internautki
Czy mamy jakieś wiarygodne statystyki i badania z ostatnich lat w kwestii uzależnienia od cukru, na które warto się powołać? Kiedyś nikt nie uważał tego za problem... Faktycznie, kiedyś niewiele się o tym wspominało, ale nasze środowisko zmieniło się znacznie w przeciągu ostatnich 30 lat. Żywność wysoko przetworzona i komfortowa atakuje nas z reklam i stron internetowych. Wszechobecny stres i napięcie oraz brak sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami powodują, że łatwo jest sięgnąć po coś działającego doraźnie. W tym miejscu pojawiają się słodycze.

Nie mamy co prawda dokładnych danych statystycznych, jednak obserwuję tu pewną tendencję. Dobrze ją widać na przykładzie rozwoju insulinooporności. Szacuje się, że insulinooporność w najbliższych latach może dotknąć nawet 70% społeczeństwa. Natomiast nieleczona, w przeciągu 20-30 lat, może zamienić się w pełno wymiarową cukrzycę drugiego typu oraz szereg chorób metabolicznych, niezwykle niebezpiecznych dla zdrowia.

Problem uzależnienia od cukru jest tak istotny, że wszystkich pacjentów nie jestem w stanie przyjąć. Dlatego od maja prowadzę webinary na temat uzależnienia od słodyczy, przedstawiając skuteczne narzędzia do zmiany nawyków. Staram się, aby proces ten był łatwy i przyjemny. W moim przypadku bardziej przypomina on grę polegającą na poszukiwaniu sposobów i prowadzeniu pamiętnika.

Co powoduje, że tak łatwo uzależniamy się od cukru? Czy jednym z powodów jest to, że cukier obecnie dodawany jest do większości produktów? Smak słodki jest pierwszym smakiem jaki poznajemy dostając pokarm od mamy. W tym wypadku cukier dodawany do produktów spożywczych jest wynikiem naszego pożądania smaku słodkiego, a nie powodem dlaczego go pożądamy. Wystarczy nawet niewielka ilość dodana do produktów wytrawnych, by pobudzić zmysły odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Nasz organizm bazuje na glukozie, czyli cukrze prostym bez którego nie ma życia. Glukoza jest nam tak niezbędna, że potrafimy ją wytworzyć nawet z innych substratów, takich jak białka czy tłuszcze. Nawet w trakcie głodu organizm zawsze zachowuje odrobinę cukru, aby zasilać mózg i erytrocyty, czyli czerwone komórki krwi.

Mamy poza tym dobrze wykształcony sensor smaku słodkiego, stąd też dodaje się cukier do różnego rodzaju produktów, nawet tych wytrawnych, żeby podbić ich smakowitość, a nas pobudzić do zjedzenia większej ich ilości. W niektórych badaniach na zwierzętach cukier i pożądanie smaku słodkiego były silniejsze od narkotyków, takich jak metamfetamina czy kokaina, a zwierzęta wybierały częściej wodę, która była z rozpuszczoną glukozą niż z narkotykiem.

Jak wygląda mechanizm uzależnienia? W przypadku alkoholu, czy narkotyków mamy do czynienia ze stanem odurzenia. Palacz wchodzi w stan lekkiej euforii i ukojenia.  A co nam daje cukier? Mechanizm uzależnienia od słodkich produktów jest bardzo podobny do uzależnienia od alkoholu czy narkotyków. Cukier oddziałuje na mechanizmy nagrody bardzo silnie, więc wydziela produkcję dopaminy - ważnego neurotransmitera, który odpowiada za utrzymanie naszej motywacji. System ten jest również zaangażowany w powstawanie uzależnienia. Dostarczając substancję psychoaktywną wyzwala się całą kaskadę endorfin dających nam niesamowite uczucie przyjemności. Jednak z  czasem układ nerwowy staje się odporny, więc dawka zaczyna wzrastać, aby dać ten sam poziom przyjemności…  czyli mamy tutaj znowu bliźniaczy mechanizm, jak w przypadku uzależnienia od innych substancji.

„Dla mnie słodycze stały się problemem, który spędza mi sen z powiek. Mówię często o sobie, że jestem gorsza od alkoholika. Jak idę w tango, to niekiedy 2-3 tygodnie jem tylko słodycze, od rana do wieczora.” – wypowiedź internautki
Opinie, którymi dzieliły się ze mną niektóre osoby, były naprawdę poruszające. Część osób jest w stanie powstrzymać się od cukru, zrobić sobie cukrowy detoks. Jednak później, jeśli chociaż kęs słodkiego pojawia się w ich diecie, wpadają w ciąg, który może trwać tygodniami lub nawet miesiącami. Zupełnie jak alkoholik po pierwszej lampce czy kieliszku. Spotkałem się z przypadkami osób, które w takim ciągu potrafią od rana do wieczora jeść same słodycze. Dziennie kilka tabliczek czekolady i jakieś ciasteczka, nie jedząc żywności konwencjonalnej. Żadnej kanapki, żadnego warzywa, nic.

Czy częściej uzależniają się kobiety, czy mężczyźni? Jest to wyjątkowo interesujące pytanie, ponieważ sam szukam na nie odpowiedzi. Zauważyłem, że większość osób, zgłaszających się do mnie lub biorących udział webinarach, to blisko w 95% kobiety. Praktycznie wszystkie 500 komentarzy pod moim postem było napisanych przez kobiety. Z pewnością zachodzą pewne różnice w fizjologii mężczyzn i kobiet, to też zauważa się w przypadku uzależnienia od alkoholu czy nikotyny (kobiety mają większe skłonności do uzależnień według niektórych badań). Natomiast ja zastanawiam się, czy kobiety po prostu nie szukają części pomocy opowiadając o swoim problemie. Mężczyźni są bardziej skryci, a w naszym społeczeństwie mężczyźni nie potrafią opowiadać otwarcie o swoich emocjach i potrzebach… co też przekłada się na długość życia (statystycznie żyją około 8 lat krócej niż kobiety). Różnice te zacierają się w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie panuje większa świadomość. Tak więc problem może dotyczyć również mężczyzn, tylko, być może, nie ma społecznego pozwolenia na to, aby mężczyzna otwarcie mówił o swoich słabościach.

Niektórzy wybierają tak zwane „zdrowe rozwiązania”: miód, syrop daktylowy lub inny, ksylitol – czyli zdrowsze zamienniki, niby pod kontrolą, ale tak naprawdę pokazują, że ze słodkiego smaku po prostu nie mogą czasem zrezygnować… Zawsze lepsze rozwiązanie będzie miało również lepsze korzyści dla zdrowia. To, że łakniemy smaku słodkiego jest faktem. W książce opisuję zasadę 80/20: jeżeli zadbamy odpowiednio o swoje żywienie to nawet, gdy produkty przetworzone będą stanowiły 20% kaloryczności diety, organizm jest w stanie to obciążenie wytrzymać. Nasze zalecenia żywieniowe wskazują, żeby ilość cukru w diecie nie przekraczała 10%, co dla przeciętnej osoby wynosi około 50 g. (czyli równowartość czterech łyżek cukru lub dwóch łyżek miodu)… a weźmy pod uwagę fakt, że cukier dodawany jest również do produktów, które normalnie konsumujemy, takich jak płatki śniadaniowe, sosy, dressingi, gotowe dania garmażeryjne, czy jedzenie serwowane na mieście. Cukier pojawia się w napojach, jogurtach, nawet w wędlinach znajdziemy dodatek cukru. U niektórych pacjentów, z którymi współpracuję, całkowita rezygnacja jest jedynym wyjściem, żeby wyrwać się z nałogu. U innych wystarczy więcej samokontroli.

„Dopóki nie musiałam przestać jeść ich całkiem, nie sądziłam, że jestem uzależniona. Przy odstawianiu był problem. Walczyłam kilka razy, po kilka tygodni, miesięcy…” – wypowiedź internautki
W swojej książce „Uzależnienie od słodyczy” porusza Pan temat wychodzenia z nałogu i odzyskiwania kontroli nad nawykami żywieniowymi. Jak można z tego wyjść? Proponuję mój autorski 5-stopniowy model zmiany nawyków żywieniowych FitMIND, gdzie przechodzimy przez 5 etapów. Etap pierwszy to zatrzymanie procesu, etap drugi to odzyskanie kontroli nad zachowaniem, etap trzeci to zmiana zachowania i dopiero etapem czwartym jest wprowadzenie indywidualnego modelu odżywiania. Z kolei etap 5, moim zdaniem najważniejszy, to utrzymanie nowych nawyków. Warto zwrócić uwagę na to, ile osób jest w stanie zrzucić kilogramy, albo zrezygnować z cukru, jednak dlaczego prawie nikt nie jest w stanie tego utrzymać? Jeżeli mamy ograniczone zasoby, energię i czas to warto skierować na ten ostatni etap szczególną uwagę rozpoczynając współpracę ze specjalistą. Natomiast wiele osób, zaczynając zmianę i chcąc zrezygnować z cukru czy słodyczy, zaczyna od razu od diety. Więc przeskakują trzy pierwsze etapy! Bez przejścia poprzez poszczególne stopnie nie ma możliwości trwałej zmiany nawyków i wyeliminowania słodyczy na dobre, a właściwie do odzyskania nad nimi kontroli, bo to jest celem całej terapii.

Na jak długą pracę nad sobą trzeba się przygotować rzucając „słodyczowy” nałóg? Ile czasu trwa proces wychodzenia z nałogu? Ma Pan liczne doświadczenia w pracy z takimi osobami. Uważa się, że im dłużej trwa niechciane zachowanie, tym więcej czasu będzie trzeba przeznaczyć, aby z niego całkowicie zrezygnować. Tak więc na pierwszy etap potrzeba około dwóch miesięcy, lecz żeby go utrwalić potrzeba jednego miesiąca na każdy rok trwania niechcianego nawyku. Tak więc, jeżeli od pięciu lat słodycze są problemem to będzie potrzeba 2 miesięcy wychodzenia + 5 miesięcy utrzymania - czyli regularnej pracy, aby trwale pozbyć się tego nawyku. Wiem, że wydaje się długo, dlatego przedstawiam sposoby na to, aby praca nad nowym nawykiem była ekscytująca i pełna zabawy. Można dobierać różne rozwiązania, żonglować nimi i wszystko notować w dzienniku, aby znaleźć najlepszą drogę dla siebie. Wiedzę z książki przekazuję też od maja na webinarach, które są praktycznym rozwiązaniem pokazującym jak wprowadzić nawyk w życie. Dodatkowo prowadzę grupę „uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”, w której wzajemnie sobie pomagamy i dzielimy się swoimi trudnościami oraz sukcesami. Grupa prężnie się rozrasta, więc serdecznie zapraszam wszelkie osoby, które szukają pomocy lub wsparcia.

„Potrafię wyjść do sklepu po np. sól, a wrócić z torbą słodyczy…” – wypowiedź internautki
Co może być skuteczną motywacją dla cukrowego nałogowca, żeby wyjść z uzależnienia? Hasło „Zdrowie”, jak wiadomo, nie działa na każdego… Przede wszystkim potrzebna jest wiedza i świadomość. Zdrowie może być tylko pustym hasłem, lecz jeżeli poznamy, co kryje się po drugiej stronie - z pewnością dokonamy właściwych wyborów, aby chronić nasze zdrowie i nasze życie. W imię zasady, że lepiej być zdrowym biedakiem niż schorowanym milionerem. Jak mawiał pewien indyjski filozof odnośnie palenia papierosów „możesz palić papierosy, lecz proszę cię, rób to świadomie. Jeżeli ze świadomością będziesz palił każdego papierosa to nie rzucisz palenia, bo rzucane palenie ma tendencję do powrotu. Paląc świadomie papieros sam wypadnie z ręki”. Badania to potwierdzają, że wystarczy przed posiłkiem zastanowić się, chociaż przez chwilę, jak wpłynie on na moje zdrowie? Czy jedząc słodycz nie pozbawiam  się możliwości zjedzenia czegoś dużo bardziej odżywczego, regenerującego i wspierającego pracę mojego organizmu? W końcu jesteśmy tym, co jemy.

Fragment książki „Uzależnienie od słodyczy”

...Mechanizm ten może wyglądać następująco. Nie wysypiasz się tyle, ile potrzebujesz. Organizm odczuwa zmęczenie jako stres, więc sięgasz po coś na ząb, by złagodzić nieprzyjemne objawy. W wielu badaniach potwierdza się, że nawet godzina snu mniej, wiąże się z większą zachcianką na słodycze i jedzenie komfortowe oraz większą ilością spożywanych kalorii. Różnice były spore, średnio sięgały 385 kcal dziennie! Ponadto wiele osób konsumuje dodatkowe kalorie całkowicie podświadomie. Przeważnie w postaci smakowitych dodatków lub przekąsek. Czasami w ciągu dnia skuszą się na jakąś słodycz w przelocie lub wieczorem chapną coś w kuchni na stojąco. Co ciekawe zapytani później, nawet tego nie pamiętają.

Tak więc przykładowy dzień po krótszej nocy może wyglądać Tak: Rano nie mamy energii, aby wstać, przesuwamy moment wyjścia z łóżka do ostatniej chwili. W ciągu dnia jeszcze wszystko jest ok. Można ratować się kawą, herbatą czy energetykiem (pamiętajcie, że herbata jest również mocnym stymulantem!). Często w ciągu dnia stymulanty działają tak skutecznie, że nie odczuwamy efektów niedospania. Problem zaczyna się wieczorem. Po całym dniu w pracy czy szkole wracamy do domu i całkowicie puszczają wszystkie hamulce. Nie ma już wystarczająco siły na trzymanie mentalnej gardy, a siły nie ma, bo noc była zarwana... Wracając więc do domu, wieczorem zaczyna się uaktywniać syndrom szperacza-podjadacza.

Błędne interpretowanie sygnałów płynących z naszego organizmu i nieumiejętność prawidłowego nazywania emocji ma też swoją fachową nazwę - aleksytymia. Aleksytymię można porównać do daltonizmu. W jednym zaburzeniu nie rozpoznaje się kolorów, nie można więc dokładnie opisać tego, co się widzi. W drugim zaburzeniu, nie można trafnie opisać tego, co się czuje, więc trudno znaleźć prawidłowe sposoby na poprawę samopoczucia...

Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”. Od maja 2020 prowadzi darmowe webinaria i grupę wsparcia w zakresie radzenia sobie z uzależnieniem od tzw. comfort foods (słodycze, fast food, słone przekąski).

  1. Zdrowie

Problem otyłości - kilka faktów

Przyczyn otyłości może być wiele. Jednak bez względu na to, czy są to przyczyny hormonalne, psychologiczne, czy dotyczące złych nawyków, otyłość powinno się leczyć. (Fot. iStock)
Przyczyn otyłości może być wiele. Jednak bez względu na to, czy są to przyczyny hormonalne, psychologiczne, czy dotyczące złych nawyków, otyłość powinno się leczyć. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Nie możemy zapominać, że to, jak się ze sobą czujemy, wpływa też na to, ile i co jemy, a także jak wyglądamy. I na odwrót. Coraz częściej, badając przyczyny otyłości, mówi się o jej psychologicznych aspektach.

Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta, uważa, że otyłość ma olbrzymi związek z płcią i statusem: bogaty mężczyzna tyje, bogata kobieta chudnie, biedny mężczyzna chudnie, a biedna kobieta tyje.

Pierwsze źródło otyłości jest wspólne dla obu płci i wiąże się ze sposobem regulacji emocji w rodzinie pochodzenia – twierdzi Droździak. – Wiele matek okazuje dziecku uczucia poprzez jedzenie. Karmienie jest sposobem uspokajania, okazywania miłości, przepraszania, pocieszania. Jest sposobem na wszystko. Jeśli czuję się samotny, opuszczony – to muszę czymś tę pustkę zapełnić, czyli coś zjeść. No i mamy błędne koło, bo jedzenie ponad miarę prowadzi do otyłości, ta do kompleksów, a kompleksy do frustracji, która jest regulowana przez jedzenie.

Jak zauważa prof. dr hab. n. med. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, także w samym nazewnictwie, np. sformułowaniu „walka z otyłością” czyha psychologiczna pułapka, bowiem walka oznacza krótkotrwałą mobilizację, by uzyskać szybki efekt, podczas gdy leczenie otyłości to powolny proces. – Jeżeli człowiek podchodzi do problemu otyłości jak do walki, to zawsze będzie przegrany. Nawet jeśli schudnie, będzie miał poczucie krzywdy wynikające z faktu rezygnacji z wielu przyjemności. W związku z tym prędzej czy później do nich powróci. Z kolei jeśli nie schudnie, to ma tak silne poczucie porażki, że zaczyna zajadać stres.

Chorobę się leczy

Ci, których dotknęła otyłość, powinni uzbroić się w cierpliwość i podejść do swoich nadprogramowych kilogramów nie tylko jak do problemu natury estetycznej, ale też jak do choroby, z której wyjście zajmie więcej niż kilka miesięcy. Dobrze byłoby też rozważyć, czy otyłość nie jest objawem głębszych problemów – zdrowotnych albo natury psychologicznej. Żeby rezultat był trwały, należy nie tylko zmienić tryb życia,nawyki żywieniowe, ale i sposób myślenia o świecie i o sobie samym. Być pod stałą opieką lekarzy, samemu też troszczyć się o siebie.

Potrzebne są kompleksowe i długoterminowe działania, by zdezorientowany pacjent nie pogubił się w zaleceniach – mówi prof. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz. Uważa też, że powinna powstać specjalizacja dedykowana otyłości, bo lekarze często rozpoznają u swoich pacjentów cukrzycę czy nadciśnienie, ale o otyłości rozmawiają niechętnie, w obawie, że urażą pacjenta albo zwyczajnie nie wiedzą, jak mu pomóc, bo nie ma, póki co, leku na otyłość, który można przepisać na receptę.

Kilka faktów na temat otyłości

1. Otyłość może prowadzić do innych chorób, takich jak: cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, problemy ortopedyczne, przewlekłe choroby żylne, nowotworowe, zaburzenia ruchu i inne. Dochodzą do tego problemy ginekologiczne, seksualne, położnicze. Choroby, które często określa się schorzeniami towarzyszącymi otyłości, są jej powikłaniami. BMI powyżej 35 świadczy o II stopniu otyłości, a powyżej 40 to otyłość skrajna. Aż 80 proc. chorych ze wskaźnikiem masy ciała powyżej 35 BMI ma liczne powikłania zdrowotne.

2. W Polsce na otyłość choruje blisko 8 mln osób (21% według ostatnich danych CBOS). Wskazanie do leczenia operacyjnego (operacja bariatryczna, czyli polegająca na zmniejszeniu żołądka) ma około 0,5 mln pacjentów (z tzw. otyłością patologiczną).

3. Na otyłość częściej chorują mężczyźni. Jednak to głównie kobiety zgłaszają się do lekarza (70 proc. wszystkich operacji bariatrycznych). Może to być wynikiem tego, że otyłość wśród mężczyzn jest bardziej akceptowana przez społeczeństwo.

  1. Styl Życia

Biodegradowalne wynalazki i jadalne opakowania

</a> Te roślinne kosmetyki nie zawierają syntetycznych środków zapachowych. Etykiety produktów są wykonane z papieru i zawierają atramenty wodne. (fot. materiały prasowe)
Te roślinne kosmetyki nie zawierają syntetycznych środków zapachowych. Etykiety produktów są wykonane z papieru i zawierają atramenty wodne. (fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Biotechnologia to przyszłość. Specjaliści z tej dziedziny, a także chemicy, biofizycy będą mieli w najbliższych dekadach pełne ręce roboty. Dlatego rzetelna wiedza, pomysłowość i chęć ochrony planety, na której żyjemy – to główne wyznaczniki ich dalszej pracy.

W 2021 roku przyjdzie nam się wreszcie pożegnać z jednorazowymi „plastikami”. Zgodnie z uchwalonymi przepisami unijnymi plastikowe talerzyki, kubeczki, słomki czy patyczki wyjdą z obiegu i przestaną być produkowane. Trzeba będzie je zastąpić albo papierowymi i drewnianymi jednorazówkami, albo opracować nowe tworzywa biodegradowalne. Wyzwaniem będzie poza tym „strawienie” zalegającego na planecie plastiku. To dopiero początki coraz większych zmian, do których zmusza nas sytuacja klimatyczna, energetyczna, czy ekonomiczna na świecie. Tony produkowanych opakowań z tworzyw sztucznych i chęć zastąpienia ich naturalnymi, biodegradowalnymi produktami to poważne przedsięwzięcie dla wielu firm. Ekologicznych rozwiązań poszukują m.in. liczne koncerny.

Nad czym pracują różni naukowcy na świecie, aby zminimalizować szkody związane z zanieczyszczeniem środowiska? Oto kilka ciekawostek:

Papierowa butelka coca-coli

Kilka dni temu koncern coca-cola zaprezentował prototyp papierowej butelki. PlantBottle to butelka, która w 30% wytworzona jest z surowców pochodzenia roślinnego, a w 100% nadaje się do recyklingu. Jednym z ostatnich przedsięwzięć koncernu Coca-Cola jest dołączenie do grona firm (m.in. Carlsberg, L’Oreal, Absolut ) współpracujących z Paboco (Paper Bottle Comapny) - wynalazcą i producentem papierowych butelek.

Paboco to duński start up, który prace nad innowacyjną papierową butelką, rozpoczął w 2015 roku. Ambicją Paboco jest stworzenie pierwszej w swoim rodzaju w pełni biodegradowalnej i nadającej się do recyklingu butelki papierowej, którą można wykorzystać jako opakowanie do napojów czy produktów kosmetycznych.

Cechą charakterystyczną papieru jest m.in. jego elastyczność i wytrzymałość, dlatego papierową butelkę będzie można wykorzystać zarówno do napojów gazowanych i niegazowanych.

Technologia wytwarzania papierowych butelek jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju. Z pewnością będą wprowadzane jeszcze ulepszenia zarówno w samym projekcie, jak i materiałach. Jednym z najważniejszych wyzwań jest dostosowanie wszystkich parametrów do produkcji na dużą skalę.

https://www.youtube.com/watch?v=3xmZQFL-Wmk

W 2018 roku Coca-Cola ogłosiła globalną inicjatywę „Świata Bez Odpadów”, w ramach której do 2030 chce pomóc zebrać i poddać recyklingowi ekwiwalent wszystkich butelek i puszek trafiających do konsumenta. Chce także, aby do 2030 r. co najmniej 50% składu opakowań stanowiły surowce wtórne. Koncern  zobowiązał się również, że do 2025 roku wszystkie jego opakowania na całym świecie w 100% będą nadawać się do recyklingu.

Notpla – jadalne woreczki z wodą lub sokiem

Pierwsze skojarzenie? – Barwione napoje sprzedawane w czasach PRL-u w foliowych torebeczkach. Wystarczyło przekłuć słomką i gotowe. Różnica w stosunku do produktów zrobionych z Notpla jest jednak taka, że woreczek Notpla można zjeść... i nie zaszkodzi!

Co może być doskonałą alternatywą dla tradycyjnych plastikowych pojemników?  -  Otóż wynalezione parę lat temu Ooho to biodegradowalne, elastyczne opakowania do napojów i sosów wykonane z galaretowatej membrany. Materiał Notpla to połączenie wodorostów i roślin. Na to innowacyjne rozwiązanie wpadli Rodrigo Garcia Gonzalez, Pierre Paslier i Guillaume Couche. Pomysł przyniósł autorom m.in. nagrodę Lexus Design Award. Woda czy soki w jadalnych butelkach są chronione przez trwały materiał wykonany z alg brunatnic i chlorku wapnia. Łatwo go przegryźć i zaspokoić pragnienie. Sam woreczek, chociaż jadalny, nie posiada większych walorów smakowych. Nie musimy jednak konsumować jadalnej powłoki – i tak rozłoży się w ciągu 4-6 tygodni!

Produkt został zresztą sprawdzony przy okazji różnych imprez biegowych czy festiwali. Może być też doskonałą alternatywą dla plastikowych pojemniczków napełnianych sosami w daniach Take-away. Dla potrzeb tego przemysłu, twórcy Notpla zaprojektowali również powłokę do papierowych pojemników, w które pakowane jest jedzenie na wynos. Chociaż o pierwszych Ooho (algowe torebeczki napełniane tylko wodą) można było usłyszeć nawet parę lat temu, produkowana w Londynie Notpla „nabiera rozpędu”.

https://www.youtube.com/watch?v=0Ndzo-W8Jtc

Zespół pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami, takimi jak folie termozgrzewalne do pakowania, siatki na warzywa i owoce, czy saszetki na śruby, gwoździe i inne drobne elementy (dodawane w foliowych torebeczkach do kupowanych mebli i różnych akcesoriów).

„Serowy” plastik

Projekt BIOCOSÌ narodził się w regionie Apulia. To przełomowe rozwiązanie umożliwia odzyskiwanie odpadów mlecznych, poprzez przekształcenie ich w zasoby, z których pozyskuje się biotworzywa.

We Włoszech (kraj parmezanu, mozzarelli, czy ricotty) ze względu na powszechną obecność mleczarni i dużą produkcję, ścieki wytwarzane przez sektor mleczarski są jednym z głównych problemów przemysłu rolnego. Ścieki te są trudne do utylizacji ze względu na wysoki ładunek zanieczyszczeń. Według szacunków ISTAT i APAT we Włoszech, podobnie jak w innych krajach o znaczącej tradycji mleczarskiej, ilość serwatki produkowanej każdego roku jest bardzo wysoka i wynosi 8 × 106 ton na rok.

Jednak te ścieki, odpowiednio oczyszczone, mogą stać się w perspektywie źródłem bogactwa dla gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem projektu "Biocosi" było rozwiązanie problemu ścieków w sektorze mleczarskim, które nie są już postrzegane jako odpady, ale jako surowiec do produkcji bioplastiku, w 100% biodegradowalnego i biokompatybilnego. Uzyskane w opracowanej technologii produkty nadają się do wytworzenia sztywnych opakowań do użytku spożywczego i mogą być używane w tym samym łańcuchu dostaw. Zainspirowany zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym "Biocosi" pozwala na całkowite zredukowanie zanieczyszczeń w sektorze mleczarskim i ich przekształcenie w ramach idei zero waste. To, co jest ciekawe przy tym projekcie to ilość zaangażowanych instytucji. Partnerami projektu byli ENEA, Uniwersytet w Bari oraz firmy EggPlant, CSQA, RL Engineering, Caseificio Colli Pugliesi, Compost Natura i Microtronic Public Research Laboratories Network, koordynowane przez Instytut Fotoniki i Nanotechnologii Cnr.

Innowacyjne technologie i procesy produkcji w 100% biodegradowalnych i kompostowalnych opakowań (fot. materiały prasowe) Innowacyjne technologie i procesy produkcji w 100% biodegradowalnych i kompostowalnych opakowań (fot. materiały prasowe)

Opracowana technologia, w całości wyprodukowana w Apulii, wykorzystuje dwa podstawowe procesy: odzyskiwanie i przetwarzanie składników organicznych (białka serwatki i laktozy) z odpadów mlecznych w celu uzyskania wysokowydajnych sztywnych opakowań (butelki na mleko, czy taca na nabiał).

Kosmetyki w biodegradowalnych opakowaniach od polskiej marki

Lovish jako pierwsza firma w Polsce i jedna z nielicznych na świecie wprowadziła w pełni ekologiczne produkty kosmetyczne. W ich misję wpisana jest idea eco inside & outsider. Dlatego ekologiczny jest nie tylko skład kosmetyków. Również opakowania  kremów i scrubów do ciała wykonane są z materiałów biodegradowalnych pochodzenia roślinnego (są kompostowalne przemysłowo - przy udziale mikroorganizmów rozkładają się do wody, dwutlenku węgla i biomasy). Ten autorski projekt marki chroniony jest prawem patentowym.

Pozostałe produkty Lovish także mają ekologiczne opakowania –  wykonane są ze szkła i papieru.

W celu ograniczenia ilości produkowanych odpadów opakowania zaprojektowane są w taki sposób, aby posiadały wymienny wkład (refill), którym samodzielnie uzupełni się opakowanie bazowe.

Te roślinne kosmetyki nie zawierają syntetycznych środków zapachowych. Etykiety produktów są wykonane z papieru i zawierają atramenty wodne. (fot. materiały prasowe) Te roślinne kosmetyki nie zawierają syntetycznych środków zapachowych. Etykiety produktów są wykonane z papieru i zawierają atramenty wodne. (fot. materiały prasowe)

Jak pisze na swojej stronie Ewelina Niedzielska – chemiczka i twórczyni marki Lovish:

„Kosmetyki przygotowywane są przeze mnie z pasji i miłości do natury. Ideą marki było stworzenie w pełni naturalnego produktu: naturalne składniki i opakowania. Praca w laboratorium i tworzenie nowych receptur daje mi dużo radości i satysfakcji. Doświadczenie i wiedza laboratoryjna pozwala mi na dobieranie odpowiednich składników i procesów, tak aby stworzyć kosmetyki roślinne o wysokiej jakości i skuteczności działania.”

  1. Moda i uroda

Moda online - nowe wyzwania branży modowej

 Zdjęcie z kolekcji Husseina Chalayana z pokazu jesień–zima 2007/08. (Fot. Getty Images)
Zdjęcie z kolekcji Husseina Chalayana z pokazu jesień–zima 2007/08. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Moda i technologia są związane ze sobą od ponad 20 lat, a tegoroczna pandemia Covid-19 zbliżyła je jeszcze mocniej. Nowe wyzwania przyniosły nowe rozwiązania. Na ile się sprawdziły? I czy pozostaną z nami na dłużej?

Moda i technologia są związane ze sobą od ponad 20 lat, a tegoroczna pandemia Covid-19 zbliżyła je jeszcze mocniej. Nowe wyzwania przyniosły nowe rozwiązania. Na ile się sprawdziły? I czy pozostaną z nami na dłużej?

Można mieć odzież wciąż zmieniającą krój i barwę, suknie kurczące się pod męskim spojrzeniem lub na odwrót – rozkładające się jak kwiaty do snu, suknie i bluzki pokazujące różne rzeczy, jakby były ekranikami telewizyjnymi, i te widoczki na nich się ruszają” – wyobrażał sobie rok 2039 we wczesnych latach 70. wieku poprzedniego w „Kongresie futurologicznym” Stanisław Lem. Choć wyobraźnia podsuwała mu wizje odważne, po części miał przecież rację. – Nawet jeśli ci się to nie podoba, technologia rządzi światem, ponieważ go zmienia – podkreślał Karl Lagerfeld w 2016 roku. W tym samym, w którym na wybieg Chanel puścił modelki w maskach robotów. Moda i technologia są ze sobą powiązane od ponad 20 lat. Ich nieśmiała początkowo relacja rozpoczęła się ze sporą dawką dystansu i nieufności. Od pierwszego pokazu udostępnionego w Internecie w 1998 roku, Helmuta Langa, przez zmechanizowane suknie Husseina Chalayana z 2007 roku, po niezliczone aplikacje i udogodnienia – technologizacja mody to systematyczny proces, który przyspieszyła światowa pandemia COVID-19. Globalne zakazy i restrykcje przekonały do zakupów online nawet ich najbardziej zatwardziałych przeciwników i zmusiły wielkie marki do jeszcze lepszych rozwiązań w świecie wirtualnej rzeczywistości. W nowej normalności nie ma przecież hucznych pokazów, a jeszcze niedawno przymierzanie ubrań w sklepach wydawało się absurdem. Jak poradziła sobie z tym branża mody?

Szybko i łatwo

Od paru lat świat, w tym także branża mody, prześciga się w tym, kto zaproponuje szybsze i bardziej dogodne rozwiązania. Tak jak wielkie marki dostosowują swoje kolekcje do młodszego odbiorcy (np. zalewem sportowych butów na pokazach Diora czy Balenciagi), muszą też zharmonizować się z ich przyzwyczajeniami. A zgodnie z badaniami z roku na rok coraz więcej czasu spędzamy w sieci. W 2020 roku zakupy online robi ponad 2 miliardy ludzi. W tej kwestii przełomowy był rok 2017, najtrudniejszy w historii dla przedsiębiorstw działających w sposób tradycyjny.
W 2017 roku w Stanach Zjednoczonych zamknięto 6985 sklepów, o 200 proc. więcej niż w roku poprzednim.
To także wtedy z Polski wycofały się takie firmy, jak: Burberry, Esprit czy Marks & Spencer. W tym samym roku na wybiegu Dolce & Gabbana nowe torebki domu mody prezentowały drony, Dior wypuścił okulary VR, a takie firmy jak Gap (we współpracy z Google’em) albo Amazon debiutowały z e-garderobą albo rodzajem „inteligentnego lustra”, dzięki którym w zaciszu własnego domu można przymierzyć interesujące nas ubrania i sprawdzić, jak będą na nas leżały. Jak grzyby po deszczu wyrastały też aplikacje stworzone specjalnie na zamówienie marek.

Zdjęcie z kolekcji Husseina Chalayana z pokazu jesień–zima 2007/08. (Fot. Getty Images) Zdjęcie z kolekcji Husseina Chalayana z pokazu jesień–zima 2007/08. (Fot. Getty Images)

Moda cyfrowa

Na przełomie 2019 i 2020 roku trend ten rozwinął się jeszcze mocniej, a moda w zapisie cyfrowym jeszcze silniej zaznaczyła swoją obecność. Digitalowe wersje znanych z wybiegów kreacji zaczęły być wykorzystywane w aplikacjach i grach wideo. Jedna z nich, „Drest”, założona przez byłą redaktor naczelną brytyjskiego magazynu „Porter” Lucy Yeomans, stawia użytkownikom stylizacyjne wyzwania polegające na ubieraniu awatarów w najnowsze kolekcje światowych domów mody. Oczywiście każdy z produktów można potem kupić, już w wersji realnej, na stronie Farfetch. Start-up podpisał umowę ze 100 markami, w tym z: Gucci, Pradą, Stellą McCartney, Valentino czy Burberry. Nicolas Ghesquière, dyrektor kreatywny Louisa Vuittona, zaprojektował kapsułową kolekcję dla gry komputerowej „League of Legends”, a Gucci rozpoczęło współpracę z Wanna Kicks, które za pomocą rozszerzonej rzeczywistości pokazuje użytkownikom, jak słynne buty Ace wyglądają na ich stopach. Niektóre marki korzystają z wirtualnej rzeczywistości, by ocenić zainteresowanie danym produktem. Tak działają np. cyfrowe salony Tommy’ego Hilfigera albo amerykańska marka Taylor Stitch, która przed rozpoczęciem produkcji zaprasza klientów do składania zamówień. Z kolei skandynawska marka Carlings stworzyła koszulkę, której projekt można cyfrowo zmienić za pomocą filtrów Instagrama. To ciekawy sposób eksperymentowania z technologią – połączenie nowatorskiego nawiązania relacji z klientami przy jednoczesnym niwelowaniu nadprodukcji. A wszystko za pośrednictwem jednego z najsilniejszych mediów społecznościowych – Instagrama.

Gra 'Drest' (Fot. materiały prasowe) Gra \"Drest\" (Fot. materiały prasowe)

Świat przez ekran telefonu

Miesięcznie ponad miliard aktywnych użytkowników spędza na nim średnio 28 minut dziennie. To sprawia, że Instagram stał się potęgą, która zmieniła nasz sposób widzenia, estetykę, a nawet potrzeby. 81 proc. ludzi na nim zapisanych wykorzystuje platformę jako wyszukiwarkę produktów i usług, 11 proc. robi zakupy bezpośrednio w aplikacji. Nic dziwnego, że międzynarodowe marki chcą to wykorzystać. Choć niełatwo przebić się przez przebodźcowany zdjęciami, filmami i kolorami szum informacyjny, w zamian Instagram obiecuje wiele. Jeśli 62 proc. ludzi twierdzi, że zainteresowało się marką lub produktem po obejrzeniu stories, a 130 milionów osób miesięcznie klika w posty zakupowe, naprawdę warto o tę atencję zawalczyć. Nic więc dziwnego, że kiedy pandemia COVID-19 pokrzyżowała plany branży i uniemożliwiła zorganizowanie tradycyjnych tygodni mody, jednym z pomysłów było to, by przenieść je właśnie na Instagram.

Nowy, wirtualny świat

Od 9 marca, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię, a kolejne kraje lawinowo zaczęły się zamykać, wiadomo było, że moda musi się szybko przeformułować. Nakaz zamknięcia sklepów i zakaz organizacji imprez masowych potężnie uderzyły przecież w podstawę jej działań. Alternatywą dla tradycyjnych pokazów mody była ich organizacja w wirtualnej rzeczywistości. Pierwszym tego typu tygodniem mody był ten w Szanghaju, zorganizowany pod koniec marca na chińskiej platformie e-commerce’owej Tmall, na której swoje kolekcje pokazało ponad 150 marek. Większość kolejnych pokazów (haute couture, męskich i cruise) największych światowych marek także przeniosła się do digitalu. Efekt? Dla widzów większa demokratyzacja mody, dla jej twórców wielkie wyzwanie. – Stara formuła się wyczerpała. Nie wierzę w organizowanie tradycyjnych pokazów i transmitowanie ich online. Trzeba zacząć budować pokazy z perspektywy digitalu – mówił Cédric Charbit, prezes Balenciagi. Każdy chciał pokazać coś wyjątkowego. Stąd u Diora baśniowy film rozgrywający się w surrealistycznym lesie, animowana bajka Louisa Vuittona „Przygody Zoooom z przyjaciółmi” autorstwa Virgila Abloha, transmisja na żywo zza kulis u Hermèsa czy pierwsze reality show – „Gucci Epilogue” – 12-godzinny cyfrowy zapis z sesji najnowszej kampanii odbywającej się w renesansowym Palazzo Sacchetti w Rzymie.

Kadr z animacji dla Louisa Vuittona „Przygody Zoooom z przyjaciółmi”, autor Virgil Abloh. (Fot. zrzut ekranu) Kadr z animacji dla Louisa Vuittona „Przygody Zoooom z przyjaciółmi”, autor Virgil Abloh. (Fot. zrzut ekranu)

W stronę eko

Branża mody jako jedna z najbardziej zanieczyszczających środowisko robi wszystko, by zniwelować swój negatywny wpływ na postępujące ocieplenie klimatu. Eksperci są zgodni – do tego niezbędna jest nowoczesna technologia, a przede wszystkim wciąż rozwijająca się sztuczna inteligencja, która już teraz, precyzyjnie analizując dane, umie dokładnie określić, gdzie jakie fasony i kolory sprzedają się najczęściej. Potrafi też odpowiednio do regionu wyważyć ceny, by produkty nie zalegały po zakończonym sezonie. To może zapobiec takim sytuacjom, jak ta, kiedy w 2018 roku Burberry spaliło niesprzedane ubrania warte 140 milionów złotych. Także pokazy w wirtualnej rzeczywistości wykorzystują zdecydowanie mniej energii niż te organizowane w sposób tradycyjny. Z drugiej strony takie firmy jak Bolt Threads chcą wprowadzić do powszechnego użycia „lepsze tkaniny”, m.in. Mylo i mikrojedwab. Pierwszy to materiał skóropodobny wykonany z grzybów – jest elastyczny, trwały, biodegradowalny i można go wyhodować w sposób zrównoważony w kilka dni. Drugi, jedwab wegański, powstaje z drożdży, które w procesie fermentacji wytwarzają białka jedwabiu – jest miękki, trwały, biodegradowalny. Wykorzystuje go już Stella McCartney.

Nowoczesność czy ograniczenie?

Nasuwa się pytanie, na ile ingerencja technologii i sztucznej inteligencji pomoże branży, a na ile zamknie ją w sztywne, wyliczone przez tabele ramy. To zależy, jak na to spojrzymy. Jeśli mówimy o kalkulacji sprzedaży i narzucaniu projektantom, co zgodnie z upodobaniami klientów powinni projektować, można mówić o pewnego rodzaju końcu mody jako wielkiej, nieograniczonej niczym sztuki. Jednak istnieją też projektanci, z Alessandrem Michelem z Gucci na czele, podkreślający, że ograniczenia związane z pandemią i wymuszenie jeszcze silniejszego wykorzystania nowoczesnych technologii do kontaktu z odbiorcami postawiły przed nimi wyzwania, których kreatywne dusze przecież łakną. Czy realne jest, by miesiące mody na zawsze przeniosły się do świata wirtualnej rzeczywistości? Zdaje się, że nie. Kilkanaście luksusowych domów mody najnowsze kolekcje pokazało (w różnych formach) online. Jednak żadna z nich pod kątem szumu zrobionego na Instagramie nie zbliżyła się do zeszłorocznych wyników. Pokazy cyfrowe, filmy i prezentacje generowały średnio mniej niż jedną trzecią zeszłorocznego zaangażowania. Według Launchmetrics, innego narzędzia do śledzenia aktywności online, podczas pierwszego całkowicie cyfrowego londyńskiego tygodnia mody także odnotowano gwałtowny spadek zainteresowania – w porównaniu do ostatniego, tradycyjnego, było mniejsze o 55 proc. Nie ma więc pewności, że wydarzenia dedykowane wirtualnej rzeczywistości się w niej przyjmą, a absolutna digitalizacja mody nie jest ani potrzebna, ani do końca możliwa. Nowoczes­na technologia jest niezbędna, by odpowiednio komunikować się z młodymi odbiorcami i by ograniczać negatywny wpływ produkcji na środowisko, ale nie powinna przysłonić tego, co w modzie najpiękniejsze. A tradycyjny, teatralny pokaz będący wyrazem nieograniczonej niczym wizji projektanta zapisany jest w jej DNA. Właśnie to buduje wizję marki i pozwala jej miłośnikom zatopić się w starannie zbudowanym, wymyślonym świecie. To dzięki temu moda, podobnie jak sztuka, czaruje. I może niech trochę z tej tradycji pozostanie.