1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Szybki i namiętny czy długi i romantyczny? Jaki seks jest lepszy?

Szybki i namiętny czy długi i romantyczny? Jaki seks jest lepszy?

Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
On lubi tzw. szybkie numerki, a ty wolałabyś dłużej i bardziej romantycznie? – Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Sandra bardzo lubi seks ze swoim mężem Michałem. Uważa, że mają udane współżycie, ale pewne rzeczy jej przeszkadzają – przede wszystkim to, że Michał preferuje „szybkie numerki”. Apetyt na seks nachodzi go nagle i wówczas dąży do szybkiego zaspokojenia. Sandra ulega  czasami zachciankom męża, ale zazwyczaj niechętnie. Sama potrzebuje więcej czasu i romantycznej aury, aby poczuć podniecenie. Pospieszny seks znienacka jej nie cieszy. Najchętniej kochałaby się po lampce wina, przy nastrojowej muzyce i w blasku świecy. Przeszkadza jej również, że mąż „szybkie numerki” traktuje nieraz jako formę załagodzenia konfliktu bądź przeprosiny na zgodę.

Bianca-Beata Kotoro:
Statystyki potwierdzają, że kobiety potrzebują dłuższego czasu na pobudzenie ciała i zmysłów niż mężczyźni. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma od tej zasady odstępstw i że obowiązuje ona zawsze. Generalizując, kobieta potrzebuje doznań bardziej globalnych, mężczyzna – punktowych.

Izabela Fornalik:
Przy czym nie mniej ważny od preludium aktu seksualnego jest dla kobiety odpowiedni jego epilog. Ona potrzebuje więcej czasu na wyciszenie niż mężczyzna, który już w chwilę po zakończeniu aktu gotowy jest do podjęcia jakiejś innej czynności. Ale podobnie jak zbyt uboga gra wstępna, tak i zbyt rozwlekła – może kobietę drażnić. W przypadku Sandry i Michała zapytałabym o to, czy partner zdecydowanie preferuje tzw. szybkie numerki, czy też są one tylko jednym z jego upodobań.

B.B.K.:
Póki partner traktuje je jako urozmaicenie, przyprawę, która nadaje seksowi pikanterii, wszystko jest w porządku.

I.F.:
Tym bardziej, że dla kobiety tego rodzaju urozmaicenie również może być przyjemne. Jeżeli tzw. gra wstępna rozpoczyna się wiele godzin wcześniej w postaci drobnych pieszczot, erotycznych SMS-ów czy pożądliwych spojrzeń, wówczas szybkie zbliżenie może być zwieńczeniem wspaniałej uwertury. Zapominamy, że gra wstępna nie oznacza jedynie poprzedzających sam akt pieszczot na łóżku w sypialni.

B.B.K.:
Ilekroć mężczyźni pytają mnie, ile czasu powinna trwać gra wstępna, odpowiadam, że 24 godziny na dobę. Tłumaczę im, że to, jak będą traktowali swoją partnerką rano, po południu i pod wieczór, będzie budowało jej nastrój i ewentualną gotowość do zbliżenia. Dlatego tak ważne jest również to, aby ewentualne spory i konflikty starać się rozwiązać zawczasu, nie zabierać ich ze sobą do sypialni. Na parę, którą łączy silna więź erotyczna, czułość i zrozumienie, szybki numerek może czasem działać jak afrodyzjak.

I.F.:
Bądźmy realistkami. Z pewnością każda z nas chciałaby urządzać romantyczną kolację cztery razy w tygodniu, ale zazwyczaj jest to nierealne i konieczny jest pewien kompromis. Wracając do naszej pary, warto, aby Michał zastanowił się, z jakiego powodu pragnie „szybkich numerków”. Czy inne formy zbliżenia sprawiają mu równie dużo przyjemności? Sandra niech z kolei pomyśli, czy seks musi być zawsze ubrany w romantyczną aurę. Dlaczego zwyczajność odbiera jej ochotę na zbliżenie?

B.B.K.:
Często to pewne wyobrażenia budują nasze preferencje. I tak jak pornografia ukazuje wykrzywiony obraz ludzkiej seksualności i potrzeb, podobnie może odrealnić go również nadmiar filmów romantycznych. Jeżeli kobieta jest przesiąknięta obrazami z tkliwych filmów i one znacząco wpłynęły na jej wyobrażenie o życiu intymnym, może mieć problemy z zaakceptowaniem jego rzeczywistego wymiaru.

I.F.:
Warto by było, żeby Sandra w upodobaniach swojego męża dostrzegła dowód, jak bardzo mąż jej pożąda, zamiast widzieć w tym tylko odmienność upodobań. Być może świadomość jego podniecenia i pożądania spowoduje, że i ona w tych zwyczajnych, codziennych warunkach dostrzeże coś, co wpłynie na jej podniecenie. Natomiast Michał, znając życzenia żony, powinien postarać się w miarę możliwości o romantyczny anturaż.

B.B.K.:
Nic dziwnego natomiast nie widzę w tym, że nasza bohaterka czuje duży dyskomfort w momencie, kiedy jej partner intensywnie dąży do zbliżenia w momentach konfliktu. Niektórzy zostali wyuczeni, że seks może rozładować nieseksualne napięcia. Uprawiają go więc w momentach stresów – nie z powodu pożądania, ale żeby coś zagłuszyć. Nie jest to oczywiście świadomy proces. Ale jest to ślepa uliczka, zarówno dla własnej seksualności, jak i dla porozumienia w związku. Taka osoba myli potrzebę seksualną, pragnienie i pożądanie z odstresowaniem i odreagowaniem, a tak naprawdę nawet nie wie, że nie zaspokaja swoich potrzeb emocjonalno-seksualnych.

I.F.:
Bywają pary, które przyjmują schemat godzenia się w łóżku, ale to bardzo niebezpieczne dla związku, bo problemy i uczucia nie są nazywane i wyrażane, tylko tłumione, w efekcie czego różne żale i urazy nieustannie się kumulują. To tak, jakby zaklejać plastrem nieoczyszczoną ranę.

B.B.K.:
Jeżeli kobieta czuje się kochana, akceptowana i pożądana, jeżeli czuje się zaspokojona emocjonalnie oraz w swoich upodobaniach seksualnych, to okazjonalne „szybkie numerki” mogą być dla niej źródłem wielkiej przyjemności.

I.F.:
Niektóre kobiety są wielkimi admiratorkami szybkiego seksu. Twierdzą, że działa to na nie niezwykle ekscytująco. W przypadku jednych osób adrenalina zabija pożądanie, a w przypadku drugich działa podniecająco – wtedy seks w windzie, w przymierzalni czy w kinie i towarzysząca mu obawa przed „przyłapaniem na gorącym uczynku” mogą dawać wyjątkowo silne doznania. Są pary, które się od nich uzależniają. Jeżeli komuś tego rodzaju sytuacje pasują, a nie naruszają cudzej intymności, nie oceniajmy tego krytycznie.

Nie zapominajmy też, że na nasze preferencje seksualne składają się wyobrażenia, przeszłość seksualna, przekazy rodzinne, które nosimy w sobie, a także uwarunkowania fizjologiczne. Szybki numerek zazwyczaj wiąże się z pozycją stojącą, podczas której partnerka jest lekko nachylona, a partner stoi za nią. Podczas tej pozycji dochodzi do bardzo głębokiej penetracji i dla kobiet, które mają na przykład zrosty czy blizny poporodowe, albo dla tych, które są po różnych zabiegach operacyjnych, zbliżenie takie może być powodem wielkiego dyskomfortu lub wręcz bólu. Podobnie w sytuacjach, gdy występuje problem z lubrykacją pochwy, czyli jej nawilżeniem. Może więc się zdarzyć, że kobieta, która w pewnym okresie swojego życia bardzo lubiła szybkie zbliżenia w tej pozycji, nie jest później na nie gotowa.

I.F.:
Dodajmy przy tym, że „szybki numerek” nie musi zawsze oznaczać penetracji i wiązać się z wzajemnością. Może być to na przykład seks oralny. Czasami jedna osoba ma dużą ochotę na seks, a druga mniejszą. Jeżeli ta mniej chętna zgodzi się na zbliżenie z miłości dla swojego partnera i chęci sprawienia mu przyjemności, nie może być mowy o nadużyciu.

B.B.K.:
Gdy dla kogoś zbliżenie jest udane tylko pod warunkiem, że przeżyje orgazm, może to oznaczać, że istnieje jakiś problem. W dobrym związku ludzie cieszą się, że mogą się nawzajem obdarować przyjemnością bez dążenia za każdym razem do uzyskania własnej rozkoszy. Mają satysfakcję ze szczytowania partnera. Dotyczy to i kobiet, i mężczyzn.

I.F.:
Żyjemy dziś w wielkim pędzie i pośpiechu, więc czasami tzw. szybki numerek jest jedynym, co z racji zmęczenia czy braku czasu możemy sobie nawzajem w danym momencie zaoferować, ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Rozbudź swoją energię seksualną

Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. (Fot. iStock)
Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jak się rozluźnić i przestawić na tryb bliskości i czułości, gdy wracamy po całym dniu spięci i usztywnieni? Czy gra wstępna zawsze musi prowadzić do orgazmu? I jakie pieszczoty przynoszą najwięcej rozkoszy? Doktor Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o sposobach na rozbudzanie energii seksualnej.

Jak się rozluźnić i przestawić na tryb bliskości i czułości? Czy gra wstępna zawsze musi prowadzić do orgazmu? Jakie pieszczoty przynoszą najwięcej rozkoszy? Doktor Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o sposobach na rozbudzanie energii seksualnej.

Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. Jest to o tyle ważne, że jeśli wyrobimy w sobie takie nawyki, będą nam służyły przez całe życie. Bo po latach bycia razem ze sobą zaczynają się pojawiać problemy w sferze seksualnej. Rozbudowana gra wstępna jest w stanie doprowadzić do orgazmu, ale nie skupia się na imperatywie odbycia stosunku.

Tradycja seksualna Dalekiego Wschodu uczy nas tego, że długie pieszczoty potęgują napięcie i powodują zwiększone wydzielanie endorfin, fenyloetyloaminy oraz oksytocyny, które odpowiednio wywołują poczucie szczęścia, przywiązania i błogostanu. Kamasutra oferuje nam mnóstwo propozycji, wyróżniając osiem rodzajów objęć, dotyków, pocałunków, ukąszeń, zadrapań, siedzeń, ułożeń, kontaktów oralno-genitalnych. W następstwie ośmiu rodzajów kombinacji różnorodnych pieszczot powstają 64 możliwości erotycznej gry wstępnej. W Kamasutrze nazwane to zostało nauką „sześćdziesiąt cztery”. Jest to doskonałe źródło wiedzy o tym, gdzie pieścić, jak pieścić i jak zmieniać natężenie pieszczot.

Poznajemy nie tylko różne rodzaje dotyku, którymi można wyrażać swoje pragnienia erotyczne, lub pocałunków, ale także typologię kobiet – gazela, kobyła, słonica, i mężczyzn – zając, byk, ogier. Przy połączeniu różnych typów mężczyzn i kobiet powstają różne typy rozkoszy. Każdemu typowi kochanki czy kochanka przypisane są określone formy pieszczot i rodzaje pozycji seksualnych w zależności od ich budowy anatomicznej, a zwłaszcza wielkości narządów płciowych. Jeżeli partnerzy dobiorą się według przypisanej im typologii (zając i gazela, byk i kobyła oraz ogier i słonica), powstają trzy rodzaje rozkoszy.

Ugryzienia i głaski

Aby gra wstępna stała się drogą do rozkoszy, powinna prowadzić od bodźców łagodnych do coraz silniejszych. Na początku ugryzienie, wbicie paznokci czy pociągnięcie za włosy będzie bolało. Ale jeżeli nastąpi to po godzinnych pieszczotach, ilość wydzielonych endorfin spowoduje, że będzie to źródłem dodatkowej rozkoszy. Musimy być uważni i patrzeć, jak druga osoba reaguje. Dla kogoś głaskanie może nie mieć erotycznego charakteru, raczej da uczucie relaksu. Wtedy należy wzmocnić bodźce. A jeżeli głaskanie intensyfikuje czyjeś doznania erotyczne, utrzymać je. Obserwując reakcje ciała partnera, będziemy mogli dostosować się do jego oczekiwań.

W czasie gry wstępnej próbujmy różnych bodźców, gwarantuje to różnorodność doznań. Na przykład po zasłonięciu oczu możemy w stymulowane wcześniej palcami czy językiem miejsce położyć kostkę lodu albo przyjemnie ciepłą łyżkę. Pamiętajmy, że całe nasze ciała usłane są receptorami zarówno dotykowymi, jak i bólu i temperatury. W związku z tym skupienie się tylko na genitaliach powoduje zubożenie pożycia. Idea udanego seksu to idea intensywnych poszukiwań. Bo po pierwsze, możemy nie wiedzieć, w jakich miejscach na co jesteśmy wrażliwi. Po drugie, pewne pieszczoty mogą z czasem przestać działać, a nowe miejsca się uruchomić w wyniku naszych wzajemnych interakcji.

Sztuka czułości

Seks to szansa na stymulację wszystkich naszych zmysłów. Na jakie sposoby będziemy to robili, zależy od naszej wyobraźni. A jeżeli nam jej brakuje, szukajmy inspiracji w filmach, książkach, poradnikach. Największy problem, z którym się mierzymy, to czas. Bo na misteria seksualne potrzebujemy przynajmniej 2–3 godzin. Gdy w domu są dzieci, jest to bardzo trudne. Ale nawet to nie zwalnia nas ze starań. I pamiętajmy, że seks to jest też czułość, którą sobie okazujemy. Czasami możemy po prostu leżeć i się gładzić. Stymulujemy wtedy okolice erogenne i szukamy nowych źródeł przyjemności.

Poprzez seksualność budujemy też bliskość. Specyficzna budowa układu nerwowego pozwala organizmowi na stałą kontrolę tego, co się dzieje w jego wnętrzu oraz kontaktowanie się ze światem zewnętrznym, czyli też z najbliższą osobą. Liczba bodźców, którą sobie nawzajem dostarczamy, może zintensyfikować nasze przywiązanie do siebie poprzez wydzielanie oksytocyny, nazywanej hormonem przywiązania, i endorfin odpowiadających za błogostan czy fenyloetyloaminy odpowiadającej za intensywność przeżyć. Jeżeli często fundujemy sobie przyjemność, wówczas wzrasta czułość we wzajemnych kontaktach i pogłębiają się uczucia. Ale działa to również w drugą stronę – układ nerwowy zbiera też informacje negatywne. Jeżeli nie umiemy dotykać i zadajemy ból, to za trzecim razem partner lub partnerka nie będą już chcieli takiej bliskości i obniży to mocno ich motywację do kolejnych kontaktów seksualnych.

  1. Seks

Z jakich powodów uprawiamy seks?

Mędrcy Wschodu już tysiące lat temu uznali akt seksualny za święty i nakazali go celebrować, bo kiedy się kochamy, możemy podczas zbliżenia połączyć się z duszą wybranka. (Fot. iStock)
Mędrcy Wschodu już tysiące lat temu uznali akt seksualny za święty i nakazali go celebrować, bo kiedy się kochamy, możemy podczas zbliżenia połączyć się z duszą wybranka. (Fot. iStock)
Miłość, przyjemność, podtrzymanie gatunku? Bynajmniej! Pod płaszczykiem udanego pożycia często kryje się potrzeba kontroli, rywalizacji czy leczenia własnych kompleksów.

Patrycja do niedawna często zmieniała partnerów, ale od jakiegoś czasu jest w stałym związku. To już siedem miesięcy… Seks jest fantastyczny, ale męczy ją pewien lęk: co będzie, kiedy do sypialni wkradnie się rutyna? Urozmaica więc życie erotyczne na różne sposoby. Bo tak trzeba. Nikt nie chce się przecież nudzić w łóżku. Tylko że teraz seks coraz bardziej przypomina ćwiczenia obowiązkowe. Sporo gadżetów, ale coraz mniej radości.

– Niektórzy chcą, żeby w sypialni zawsze iskrzyło i bardzo się o to starają. Czasem za bardzo – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – W konsekwencji tracą kontakt z tym, co ich naprawdę bawi, a zajmują się tym, co bawić powinno.

Odzierają seksualność z magii i intymności, żeby walczyć z tą groźną „rutyną” – stanem, którego jeszcze nie poznali… Zdaniem Małgorzaty Zarycznej, wiele par za rutynę bierze fakt, że przez miesiąc czy dwa uprawiają seks w tej samej pozycji... No ale jeśli sprawia im to przyjemność, w czym problem?

Paradoks polega na tym, że seks z mnóstwem gadżetów bardzo szybko staje się właśnie rutyną. Gonitwa za nowymi doznaniami zwykle kończy się porażką. Bo ile rzeczy można jeszcze wymyślić? I co jeśli za którymś razem tego nowego przeżycia nie będzie?

Oczekiwanie, że seks zawsze będzie dostarczał maksimum przyjemności, jest nierealne! Czasem nie masz na niego ochoty albo nawet masz, ale coś się nie uda. Czy to naprawdę koniec świata? Jeśli jesteście ze sobą naprawdę blisko, nie ma to większego znaczenia, przytulicie się i po kłopocie.

Mędrcy Wschodu już tysiące lat temu uznali akt seksualny za święty i nakazali go celebrować, bo kiedy się kochamy, możemy podczas zbliżenia połączyć się z duszą wybranka.

Żeby poczuć się lepiej

– Jednym z niewłaściwych powodów, dla których decydujemy się na seks, jest pogoń za wizerunkiem zdobywcy – uważa Małgorzata Zaryczna. – Ludzie, którzy przeskakują z łóżka do łóżka, zdobywając kolejne seksualne trofea, myślą, że w ten sposób zasłużą sobie na uznanie w swoim otoczeniu. Tak naprawdę jednak ulegają medialnej presji, a jednocześnie kompensują swoje kompleksy.

Postępują tak zarówno mężczyźni, jak i kobiety, najczęściej gdy nachodzą ich myśli, że nie są już atrakcyjni, pożądani. Boją się obudzić w pustym łóżku z poczuciem życiowej klęski. I wolą budzić się nawet koło nieznajomych…

– Żeby mówić o seksualności, między partnerami musi być więź. Niekoniecznie wielka miłość, ale jakakolwiek więź. Inaczej jedynie „używamy” kochanka lub kochanki. Druga strona się tu nie liczy – mówi Małgorzata Zaryczna. – Odbierając znaczenie naszemu parterowi seksualnemu, odbieramy je też seksowi. Czynimy go pustym.

Jeśli naprawdę żywimy przekonanie, że nawet gdy nie jesteśmy w stałym związku, powinniśmy dla formy uprawiać seks – w porządku. – Ale niech to się nie stanie jedynym pomysłem na wolny wieczór – zaznacza seksuolożka. – Rozładowanie napięcia to tylko ułamek seksualności człowieka, jej fizjologia. Nie zaniedbujmy tej większej części – psychicznej.

Poświęcenie zamiast ochoty

Krzysztof doświadczył już rutyny w sypialni. W jego przypadku – małżeńskiej. Są z Justyną razem od 14 lat. Kochają się przynajmniej raz na dwa tygodnie, co z takim stażem jest podobno niezłym wynikiem, ale robią to jakoś tak machinalnie, ich seks stał się automatyczny. Sięgają po siebie z przyzwyczajenia, a zaraz potem idą spać. Krzysztof nie może się oprzeć wrażeniu, że z roku na rok zbliżenia tracą na znaczeniu.

– Jeśli osoba żyjąca w wieloletnim związku nie widzi już w łóżku drugiego człowieka, to tak jakby uprawiała seks przygodny, tylko z kimś, kogo zna – tłumaczy Zaryczna. – Bywa, że niczym nie różni się on od masturbacji.

Niektóre kobiety zaspokojenie mężczyzny traktują jako obowiązek. Takie podejście również zakłada instrumentalność seksu i jego pustkę. W najgorszym przypadku pomiędzy partnerami może się pojawić wrogość, niechęć i seksualna awersja.

– Kiedy używamy ciała do seksu, nie mając na niego ochoty, nadużywamy siebie, a to nie może się dobrze skończyć – ostrzega psycholożka. – Ale kiedy zamiast seksu dajemy partnerowi pieszczoty i robimy to z miłości, wyrażamy szacunek dla jego potrzeb.

W tym jestem lepsza

Po gorącym seksie z Pawłem Grażynie chce się płakać, choć jej kochanek nie odwraca się do niej plecami i nie zasypia. Przeciwnie, wstaje, bierze prysznic i… wychodzi. Wraca do domu, do żony. Nieważne, że Grażyna pozwala mu w łóżku na to, na co nie ma ochoty. Ale czuje, że musi, bo chce być lepsza od jego żony, dać mu to, czego ona mu nie daje. Może wtedy ją doceni i się rozwiedzie?

Grażyna przez seks „załatwiała sobie” uwagę i zaangażowanie kochanka. Liczy, że jeśli ona mu oddaje wszystko, co ma, on to w końcu doceni. Otóż – nie musi. On bardzo chętnie to przyjmie, ale wróci do żony – zaspokojony i zadowolony. Co więcej, prawdopodobnie nigdy nie pomyśli, że kochance może chodzić o coś więcej niż seks. Dlatego przypuszczalnie nic się nie zmieni: Grażyna zostanie z poczuciem wykorzystania i pustki. Sama, chcąc nie chcąc, się na to zgodziła.

– Kobiety często traktują seks jako narzędzie do manipulowania mężczyzną, karania go i nagradzania. To zjawisko znane od wieków – mówi seksuolożka. – Ale uwaga: taki seks staje się coraz bardziej mechaniczny, a coraz mniej istotny dla serca, ciała i umysłu. Po pewnym czasie zaczynamy go taktować jak narzędzie, które ma do czegoś służyć. To nas niszczy i upośledza. Człowiek nie jest w stanie oddzielić ciała od umysłu. Seksualności oddaje część siebie. I kiedy ona staje się pusta, on jest jak wydmuszka.

Częstym powodem uprawiania seksu jest chęć zatrzymania partnera. Boisz się, że odejdzie? Postanawiasz postawić na seks zamiast więzi? Będziesz więc w stanie łamać i przesuwać swoje granice, ale zgubisz ścieżkę do samej siebie. Jak będziesz czuła się potem w takiej relacji? Czy będziesz chciała dalej z nim być, nawet, jeśli zostanie? Takie związki często się rozpadają, bo kobiety czują, że zapłaciły za nie zbyt wysoką cenę. I nie są gotowe, by płacić ją dalej.

Jeśli traktujesz seks jak narzędzie, nawet nie zauważysz, jak szybko rolę się odwrócą, zamiast osoby kontrolującej staniesz się bezwolną ofiarą. Podobno ze wszystkich nałogów uzależnienie od seksu jest najprzyjemniejsze. Podobno… Bo tak naprawdę nie ma w tym stwierdzeniu choćby grama prawdy.

– Uzależnienie to jeden z najsmutniejszych przykładów pustego seksu, bo to naczynie bez dna, wieczna próżnia – mówi Małgorzata Zaryczna. – Ciągłe nienasycenie powoduje wręcz fizyczny ból, uczucie satysfakcji nie trwa zbyt długo. Seksualność przestaje być drogą do rozkoszy, bliskości. Staje się wyłącznie sposobem na uzyskanie chwilowej ulgi. Człowiek uzależniony nie obcuje z drugim człowiekiem, a tylko ze swoim uzależnieniem i seksem.

Pomóc może wsparcie partnera i terapia. Samemu będzie trudno.

  1. Seks

Tak jak na ekranie

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Facet na święta". (Fot. materiały prasowe)
Seriale nie rozwiążą naszych problemów, ale mogą nam pomóc dostrzec pewien wymiar relacji, na który nie zwracaliśmy uwagi – mówi psycholożka Olga Kamińska. A czy mogą też odmienić nasze życie seksualne?

Bohaterka norweskiego serialu „Facet na święta”, 30-letnia pielęgniarka, wybiera mężczyzn na randkę z aplikacji bez słowa rozmowy. Atrakcyjna mężatka z „Miłości i anarchii” masturbuje się nawet w toalecie w pracy. A mama 16-letniego Otisa z „Sex Education” szuka kochanków tylko na jedną noc, bo nie chce stałego związku. W książce „#Love. Jak kochać w XXI wieku” pisze pani, że seriale nas kształtują. Pokazują nie tyle jak kochamy, ile jak mamy kochać. Czy to możliwe?
Prawda jest taka, że ludzki mózg jest dynamiczny i kształtuje się w kontekstach społecznych. Nasze zachowania miłosne i seksualne zmieniają się więc pod wpływem doświadczeń, socjalizacji i kultury, a więc też seriali czy bajek. Kiedy wyrastamy w jakimś świecie, to myślimy tym światem. A gdy zmieniamy świat, zmieniamy myślenie. Potwierdzają to badania. Chińczycy mieszkający w diasporze w USA, zapytani – po angielsku, a potem po chińsku – o to, czym jest dla nich miłość, mówili o dwóch różnych konceptach, wartościach.

Za sprawą seriali żyjemy na innym seksualnie kontynencie niż nasi rodzice?
Bajki, na których się wychowałyśmy, pokazywały kobietę w relacji jako nieaktywną. To mężczyzna musiał dokonać czegoś niezwykłego, aby ją zdobyć. Przekonywały nas też, że tylko z miłością w parze jesteśmy pełni i szczęśliwi. Jednak już pokolenie 20-latków wychowało się na bajkach, w których zmieniała się rola kobiety oraz miłości w jej życiu. Dziś bajki dla dzieci mówią wprost o bohaterkach, które same decydują o sobie, dowodzą, bronią braci czy przyjaciół. Co więcej, ich celem nie jest znalezienie księcia. Mają własne plany. Podobnie seriale dla dorosłych przedstawiają kobietę funkcjonującą na swoich zasadach: bohaterka serialu „Easy” zarabia więcej niż jej mąż, dlatego to on rzucił pracę i zajął się domem i dziećmi. Z kolei pani seksuolog z „Sex Education” przeszkadza obecny w jej domu mężczyzna, bo kiedy ona prowadzi warsztaty dla kobiet uczące, jak mogą same doprowadzić się do orgazmu, on przywierca półki w kuchni.

Hałas wiertarki kończy ich związek?
Tam pojawia się problem przestrzeni dla związku. Jean Milburn, wspomniana seksuolożka, przyzwyczajona jest do niezależności i dlatego nie dzieli się przestrzenią w domu ze swoim partnerem. Ale nas to nie dziwi, bo kilka dekad temu bohaterki kultowego „Seksu w wielkim mieście” już były niezależne. Również w sferze seksualnej potrafiły same o siebie zadbać. Nie czekały, aż zostaną wybrane, same podrywały. To samo, tyle że dzięki aplikacji randkowej odważniej i na większą skalę, robi bohaterka „Faceta na święta”. Proaktywnie poszukuje kochanka i dopiero kiedy po serii nieudanych randek decyduje się spotkać z 19-latkiem, wreszcie ma świetny seks. I to nie budzi naszego zdziwienia!

No to skoro seriale nas kształtują, pewnie czeka nas teraz wysyp relacji starszych kobiet z młodymi mężczyznami. Sofie, mężatka z „Miłości i anarchii”, też bawi się świetnie z 20-latkiem.
Media z jednej strony nas kształtują, z drugiej – odzwierciedlają zachodzące w społeczeństwie zmiany. Kobiety są proaktywne, szukają rozkoszy na własnych zasadach. Również w relacjach z młodszymi mężczyznami. Oczywiście, takie seriale także normalizują takie związki. Dla mnie to korzystny proces. Popatrzmy na proaktywne uwodzenie poprzez modele matematyczne: jeśli kobieta aktywnie wchodzi w kontakt z mężczyznami, to rozszerza pole potencjalnych partnerów. Są w nim nie tylko mężczyźni, którzy zainicjowali z nią kontakt, ale też ci, których sama wybrała. Pula zwiększa się więc nie tylko liczbowo, ale także jakościowo – o mężczyzn, którzy są odpowiedzią na jej potrzeby.

Kobiety zwiększają pulę, ale co z nastolatkami? Te z seriali udają luz i chodzą do łóżka jak dorośli, choć nie wiedzą, czym jest seksualność i co im sprawia w niej przyjemność. Motywuje je raczej lęk przed staniem się looserem w oczach rówieśników.
Dzieciaki ulegają seksualizacji kultury znacznie silniej niż dorośli, bo nie mają wiedzy, nie potrafią jeszcze stawiać granic, a uznanie rówieśników to podstawa ich poczucia wartości. Dlatego dobrze, że jest taki serial, jak brytyjski „Sex Education”, który uczy, jak poznawać swoje potrzeby oraz że mogą one być różne u różnych osób. Ale także dorośli znajdą w tym serialu coś dla siebie. Nie tylko nastolatka może odczuwać lęk przed tym, że podczas orgazmu jej twarz jest przerażająca dla partnera. Czy nie rozumieć, czemu ładniej pachnie jej koleżanka niż jej chłopak.

O świecie młodych ludzi mówi także amerykański serial „Euforia”, ale pokazuje go o wiele dramatyczniej.
Widzimy tu napięcie, jakiego doświadczają młodzi ludzie w związku z przekraczaniem granic intymności, za sprawą choćby prywatnych zdjęć, które trafiają do sieci. W rezultacie relacje, które budują, nie dają im poczucia bezpieczeństwa. To, co zaobserwowali scenarzyści, widzą także naukowcy – młodzi mają problem z zaangażowaniem się w relacje, z decyzją: „Tak, chcę budować z tobą coś trwałego”. To dla nich trudne, bo żyją w poczuciu tymczasowości. To są dzieci pokolenia rozwodów, zawiedzione rozpadem małżeństw rodziców, którzy nie mieli dla nich czasu, a swoją miłość wyrażali przez drogie prezenty – ucząc, że miłość to przedmioty, przyjemność, a nie bliskość. Jak sugeruje socjolożka Eva Illouz, młodzi przejawiają tendencję, by w relacjach szukać przyjemności, przez co wchodzą w nie z płaszczyzny popędowej, doznaniowej. Liczą się dla nich seks, orgazm, euforia. Nie wiedzą, że miłość na poziomie psychologicznym też bywa bardzo nagradzająca.

Kadr z serialu 'Euforia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Euforia". (Fot. materiały prasowe)

W „Sex Education” dzieciaki odkrywają znaczenie miłości i przyjaźni. Ale zanim do tego dojdzie, trzy nastolatki na imprezie uczą się na bananach robić loda, jakby ta umiejętność decydowała o ich być albo nie być.
Satysfakcja płynąca ze sfery seksualnej jest niezwykle istotna. Wiąże się to także ze zdobywaniem umiejętności i wiedzy na temat tego, co mi sprawia przyjemność, a co mojemu partnerowi. Jak lubię być dotykana, pieszczona. No, ale też jak mój dotyk, pocałunki działają na partnera. W bliskich relacjach istotny jest seks, ale też zaangażowanie emocjonalne. Niestety, za sprawą czynników kulturowych dla wielu młodych ludzi seks staje się osią budowania relacji. Młode kobiety rywalizują między sobą o mężczyzn, co zajmuje znaczną część ich przestrzeni życiowej. Ich proaktywność jest świetna! Problemem jest to, że są zafiksowane wyłącznie na seksie. A to pozbawia ich możliwości zbudowania głębokiej miłosnej relacji. Ale też możliwości rozwoju innych sfer życia, poszukiwania pasji, odkrywania tego, kim mogłyby być, także w sensie emocjonalnym i duchowym. Michelle Obama powiedziała kiedyś, że gdyby w młodości koncentrowała się tylko na związkach, na tym, by szukać partnera czy kochanka, nie byłaby teraz żoną prezydenta. Można polemizować z jej potrzebą określania się przez mężczyznę, ale jednak w tej wypowiedzi skierowanej do młodych dziewcząt wybrzmiewa bardzo ważny przekaz: „Rozwijajcie swoje pasje, relacje przyjacielskie, a na budowanie związków przyjdzie czas”.

Dla mnie jasne! Ale dlaczego dziewczyny z seriali uważają, że muszą być świetnymi kochankami? Winna jest temu tylko kultura i seksulizacja wszystkiego – od reklam aut do ciastek?
Oczywiście poza czynnikami kulturowymi istotne są też nasze doświadczenia rodzinne. Badania mówią, że jeśli w dzieciństwie nasi opiekunowie w takich samych sytuacjach raz byli czuli, a raz agresywni – brak poczucia bezpieczeństwa, jakiego doświadczyliśmy na skutek nieprzewidywalności ich reakcji, budził w nas lęk. I nauczył budować relacje na zasadzie lękowo-ambiwalentnej. No i w każdej bliskiej relacji odtwarzamy później ten schemat emocji. A to znaczy, że będziemy przekonani, iż musimy być wyczuleni na potrzeby partnera, aby je zaspokoić, bo inaczej odejdzie. Nie będziemy dbali o siebie, nie będziemy słuchali sygnałów płynących z naszego ciała. W tym wczesnodziecięcym doświadczeniu upatruję jednego ze źródeł tego problemu.

I to się zgadza z serialami, bo tam seksliderki mają trudne relacje z rodzicami, którzy są uzależnieni albo zajęci karierą.
Często ci, którzy w dzieciństwie doświadczyli chłodu i odrzucenia, unikają bliskości w dorosłym życiu. Seks traktują jako potrzebę fizyczną, a nie emocjonalną. Lubią przelotne zbliżenia bez zobowiązań. Nie dążą do pogłębiania relacji więzi. W związkach też mogą mieć skłonność do unikania zbliżeń z ukochaną osobą, często zamiast tego wybierają masturbację albo seks poza relacją. Natomiast ci, którzy mieli czułych i akceptujących rodziców, wrażliwych na ich potrzeby, potrafią budować relacje w oparciu o tak zwany styl bezpieczny. Dla nich seks to element budowania bliskości z drugim człowiekiem, czerpanie i dawanie przyjemności. Nowy trend w relacjach to situational relationship, czyli ludzie nie chcą nazywać się parą, ale tworzą związki na jakiś czas, bo mają potrzebę bliskości i mają libido. No więc są razem na przykład do czasu, kiedy oboje mieszkają w tym samym mieście lub nie różnią ich cele życiowe. Ten trend zaobserwowano w Stanach, gdzie jest duża mobilność, ludzie w jednym mieście się uczą, w innym studiują, a potem w jeszcze innym pracują, i to też tylko przez kilka lat. Mając jednego partnera, mają „relację z głowy”. Mam na Instagramie konto „Relacje z głowy”, bo myślę, że powinniśmy dążyć do tego, żeby poukładać sobie te kwestie i nie mierzyć się cały czas z tym tematem! Pisząc książkę, chciałam podzielić się wiedzą na temat miłości, ułatwić jej rozumienie, zdjąć miłość romantyczną z piedestału i zwrócić się w stronę innych, niezwykle cennych relacji, takich jak przyjaźń, koleżeństwo czy wspólnota. Opisuję znajomą, która obiecywała sobie, że jak tylko wyjdzie za mąż, to zacznie permakulturę, działalność charytatywną i tysiące innych rzeczy. Ale kiedy do ślubu nie doszło, stwierdziła, że nie zrealizuje już marzeń. Dlaczego? Miała głębokie przekonanie, że to mąż był furtką do jej samorealizacji.

Czy znajdziemy tam naukowy przepis na szczęście we dwoje?
Twierdzi się, że po kilku latach związku silna intymność i bliskość seksualna słabną. Ten wzorzec potwierdza się w większości relacji, ale nie we wszystkich! Na przykład badania Fischer, Aron i Brown przeprowadzone na parach, które po latach nadal były w sobie szaleńczo zakochane, pokazały, że kiedy badani patrzą na zdjęcie ukochanej osoby, aktywizują się w ich mózgach te same struktury co u zakochanych. Czyli układ nagrody odpowiedzialny za przyjemność i motywację. Jest więc możliwe podtrzymanie przez lata gorącej miłości. Dlatego kiedy produkcja hormonów zakochania spadnie w naszym mózgu, nie myślmy: „wypaliło się”. Miłość wymaga czasu. A my rozstajemy się, mówiąc: „to koniec”, nim naprawdę coś się zacznie! To dlatego, że nie umiemy rozmawiać i okazywać sobie zainteresowania. Jesteśmy hedonistycznie nastawieni do związków. Dopóki dają nam przyjemność, dopóty w nich trwamy. Mamy tendencję do wycofywania się w momentach trudnych. Uczmy się wspólnego pokonywania trudności!

Czy są seriale, które poleciłaby pani do obejrzenia we dwoje?
Zaczęłam sama oglądać „Sex Education”, a mój partner, który lubi kino niezależne, zerkał, zerkał, aż do mnie dołączył. To niezwykle mądry serial o tym, że seks jest doświadczeniem wspólnym nam wszystkim, elementem bycia człowiekiem. Polecam także serial „Od nowa”, który łączy wątki psychologiczne i kryminalne. Z kolei „Easy” zaczyna się od dyskusji o tym, czy kiedy kobieta widzi męża przy zmywaniu i traci ochotę na seks, to miałaby jej więcej, gdyby widziała go przy rąbaniu drewna.

Serial może poprawić nasze życie seksualne?
Seriale nie rozwiążą naszych problemów, ale mogą nam pomóc dostrzec pewien wymiar relacji, na który nie zwracaliśmy uwagi. Kiedy oglądając jakiś serial, czujemy dyskomfort psychiczny, potraktujmy to jako sygnał, że to, z czym zmaga się bohater, może być też naszą sprawą do załatwienia. Przegadajmy to z ukochaną osobą. Może się okazać, że serial ujawnił prawdziwe źródło nieporozumień między nami. Myślimy, że powodem jest brak seksu, a tak naprawdę może być nim brak szacunku dla emocji drugiej osoby. Warto też pamiętać, że czas spędzony przed ekranem nie jest czasem budowania bliskości. Dopiero rozmowa o tym, co oglądaliśmy, może sprawić, że się do siebie zbliżymy.

Dr Olga Kamińska, psycholożka eksperymentalna, badaczka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, autorka książki „#Love. Jak kochać w XXI wieku” (wydawnictwo Znak Literanova).

  1. Seks

Niedopasowanie w łóżku – co zrobić, gdy partnerzy mają róże potrzeby seksualne?

Zdarza się niestety, że partnerzy są niedobrani seksualnie i na tyle mocno rozmijają się w swoich pragnieniach, że odbija się to na ich związku. (fot. iStock)
Zdarza się niestety, że partnerzy są niedobrani seksualnie i na tyle mocno rozmijają się w swoich pragnieniach, że odbija się to na ich związku. (fot. iStock)
Bywa, że niewłaściwie dobieramy się w pary. Często pod kątem seksualnym. Mamy nie tylko bardzo różne upodobania i fantazje, ale też inaczej pojmujemy bliskość i inną wartość ma dla nas kontakt fizyczny. Skutek? – Frustracja, nieporozumienia, brak orgazmu. Jak żyć w takim związku? – wyjaśnia seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Czasami związek dryfuje w kierunku sytuacji, w której partnerzy całkowicie przestają być sobie bliscy, a mimo to pozostają razem. Wciąż mogą czuć do siebie miłość i pożądanie, dzielić ze sobą codzienność, odpowiedzialność finansową czy dzieci i wspólne marzenia. Kiedy więź zaczyna słabnąć, bardzo rzadko zostaje zerwana z dnia na dzień. Zdarza się na przykład, że między dwojgiem osób zaczyna zanikać miłość, choć łącząca je więź seksualna wciąż pozostaje silna. W innych relacjach czynniki finansowe najzwyczajniej w świecie zmuszają partnerów, żeby zacisnąć zęby i trwać, choćby nie było już między nimi żadnych uczuć czy pożądania. Związek może też przekształcić się w nawyk, a za decyzją o pozostaniu razem może stać potrzeba dostosowania się do sytuacji. Znany wszystkim banał: „zostańmy razem dla dzieci”, w wielu domach jest rzeczywistością. Czasami nawet nienawiść, która wyrasta w związku ponad miłość, staje się tym, co trzyma dwoje ludzi przy sobie.

W relacjach miłosnych partnerów łączy ze sobą wiele różnych więzi, które za sprawą rozczarowań, urazów, krytyki drugiej osoby czy ciągłych konfliktów stopniowo się rozluźniają. Ich osłabienie prawie zawsze rzutuje na życie seksualne pary. Może objawiać się na przykład trudnościami w skoncentrowaniu się podczas seksu. To normalne, że nasze myśli czasami zbaczają w stronę zakupów – ale jeśli regularnie się na tym łapiemy, warto żebyśmy poświęcili temu więcej refleksji. Czasami rozluźnienie więzi prowadzi do wzajemnego unikania się. Kiedy nie interesuje nas seks, niekoniecznie chcemy brać razem prysznic czy spać w tym samym łóżku.

Niewłaściwi partnerzy

Pragnienia seksualne nie zawsze są zaspokajane czy omawiane. Jednym z najczęstszych powodów, dla których pary zapisują się na terapię u seksuologa jest właśnie niedopasowanie potrzeb w łóżku. Bywa, że jedna osoba potrzebuje znacznie więcej seksu niż druga, co w dłuższej perspektywie zaczyna stanowić wyzwanie. Trudno rozmawiać o własnych pragnieniach, dlatego partner o mniejszych potrzebach nie ma powodu, żeby cokolwiek zmieniać. W niektórych przypadkach któraś z osób może jeszcze bardziej pogorszyć sytuację, wywierając presję, oskarżając partnera o złe traktowanie, a nawet grożąc, że poszuka sobie nowego kochanka. Często wydaje nam się, że obrona własnych granic w takiej sytuacji jest trudna, a nawet krzywdząca wobec popędzającego nas partnera. Ich przekraczanie jednak boli nas jeszcze bardziej – choć wątpliwości, które możemy mieć, zazwyczaj tłumi wstyd. W książce „Nainen ja häpeä” (z fin. „Kobieta i wstyd”) Elina Reenkola zauważa, że wstyd może przybierać bardzo różne formy: wycofania, unikania, atakowania siebie bądź partnera, fetyszyzmu, erotyzacji, obracania problemu w żart czy dążenia do lepszych wyników w łóżku.

Oprócz złego samopoczucia niedopasowanie potrzeb seksualnych może zaowocować grą sił między kochankami. Czasami jeden z partnerów, mimo najlepszych chęci, zwyczajnie nie jest w stanie spełnić pragnień drugiej osoby – ale nie potrafi tego odpowiednio wyrazić.

Możliwe, że się czegoś wstydzi, a nawet boi, nie ma z czymś doświadczenia – tego nikt nie może wiedzieć. Mężczyźni często źle znoszą wszelkiego rodzaju presje seksualne, a mimo to mit o aktywnym, biegłym w sztuce miłości samcu wciąż ma się dobrze. Kiedy po latach w związku kobieta nauczy się w końcu doceniać swój orgazm i z myślą o własnej przyjemności zacznie się pewnych rzeczy domagać – może się zdarzyć, że mężczyzna nagle zamknie przed nią drzwi. W takiej sytuacji dobrze jest pomyśleć razem, skąd biorą się takie reakcje. Możliwe, że chodzi o odmienne poglądy albo preferencje. Zdarza się, że podczas gdy jeden partner marzy o powolnej, delikatnej miłości, drugi wolałby ostry seks z biczowaniem. Pragnienia obojga kochanków rzadko kiedy są identyczne. Różnice stają się problemem, kiedy całkowicie wyklucza się coś, co jest dla jednego z nich bardzo ważne. Jeżeli nadzieje twojego partnera znacząco odbiegają od twoich, zastanów się szczerze, jak bardzo jesteś w stanie się ugiąć.

Minęły lata, odkąd ostatnio doświadczyłam orgazmu podczas stosunku. Mój związek jest w tej chwili platoniczny. Mąż mnie nie pożąda – a przynajmniej tego nie okazuje. Cierpi na depresję, z którą mierzył się praktycznie przez całe życie. W ciągu ostatniego roku kochaliśmy się może dziesięć razy, zawsze z mojej inicjatywy. Orgazmu nie miałam i nie wiem, jak mogłabym jeszcze do niego dojść. Z mężem nie jestem w stanie o tym porozmawiać – on i tak łatwo pogrąża się w poczuciu, że jest gorszy, a nawet bezwartościowy. Kobieta, 52 lata

Czasami różnice między partnerami są zbyt duże, a rozwiązania, które zadowalałoby obie strony, po prostu nie ma. Jednak zanim złożymy broń, dokładnie rozważmy wszystko wspólnie. Wyjście nie zawsze się znajdzie. Może miłość się wypaliła. Może jeden z partnerów wciąż kocha, a drugi już nie. Może życie intymne zanikło, a jego wskrzeszenie wydaje się niemożliwe i nie ma już o czym rozmawiać.

Gdybym tylko rozwiodła się wcześniej! Gdybym od samego początku była ze sobą szczera i przyznała, że inaczej rozumiemy bliskość. Ja chciałam być ciągle obok, on potrzebował własnej przestrzeni. Nie minęło dużo czasu, do chwili gdy ta sytuacja zabiła moje pożądanie – i tak nie uprawialiśmy seksu przez ostatnie dwa lata. Kobieta, 30 lat

Seksualność to bardzo ważny element relacji miłosnej, odróżniający ją od wszystkich innych związków międzyludzkich. Jeżeli jeden z partnerów nie ma najmniejszej ochoty rozwiązać jakiegoś problemu, czas rozważyć zakończenie związku. Warto zachować szczerość zarówno wobec siebie, jak i drugiej osoby. W początkowej fazie związku, kiedy jesteśmy sobą zafascynowani, często nie zauważamy niektórych różnic – a później, gdy mija zauroczenie, decydujemy się na kompromisy. Czasami odkrywamy wtedy, że pewnych pragnień zwyczajnie nie da się ze sobą pogodzić. Potrzeba odwagi, żeby odpuścić i pozwolić drugiej osobie odejść. Może się to okazać pięknym gestem i szansą. Nowy partner może otworzyć przed nami drzwi do pełni seksualności i zrewolucjonizować nasze dotychczasowe rozumienie przyjemności.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”. Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka zachęca kobiety do odkrywania własnej seksualności. Jeśli borykasz się ze wstydem w łóżku, brakiem orgazmu, blokadami seksualnymi i masz liczne wątpliwości na temt seksu - ta książka jest dla ciebie.

  1. Psychologia

Seks sposobem na poznanie partnera

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Może w ramach edukacji seksualnej należy zacząć mówić młodym ludziom o tym, że zgoda na seks świadczy nie tylko o „ostatecznym zaangażowaniu”, lecz to dobry sposób na poznanie drugiej osoby?

Przyjrzyjmy się temu przekazowi: kobieta, która ma „z natury” lepiej kontrolować swoją seksualność, używa jej do umiarkowanego wabienia mężczyzny. Zanim pójdą do łóżka, należy przyszłego partnera wypróbować na wielu innych polach i sprawdzić, czy zasłużył na ten ostateczny przywilej. Jeśli po dłuższym czasie okaże się, że wykazał się on cierpliwością  i spełnia wszystkie kryteria, otrzymuje nagrodę. On – „z natury” zdobywca - przerobił już wiele szybkich i nieznaczących relacji. Teraz z entuzjazmem ugania się za tą wartościową kobietą i odkrywa jej wyjątkowość. Bardziej docenia to, co udało mu się osiągnąć przy pomocy większego wysiłku. I żyli długo i szczęśliwie? Otóż, nikt nie da gwarancji.

Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jest to niesprawiedliwa i niesymetryczna relacja. Kobieca seksualność nie może się w tym wymiarze realizować sama przez się i dawać po prostu przyjemność, lecz służy do wyróżnienia potencjalnego partnera, który został upatrzony na trwały związek. Seks zostaje zepchnięty do roli karty przetargowej – ty dasz mi to, ja dam ci to, sam z siebie nie ma więc wielkiej wartości. Mężczyźni są portretowani jako istoty proste, które zaczynają się angażować, kiedy widzą przeszkodę. Opętani seksem, starają się zrobić dobre wrażenie po to, żeby go zdobyć.

Kazanie mężczyźnie czekać (oczywiście przy założeniu, że kobieta w ogóle chce z nim seksu!) i próba sił noszą znamiona manipulacji. Takie gry mogą się obrócić przeciwko kobietom. Mężczyźni także nauczyli się sztuczek, przez co relacje damsko-męskie szczególnie na początku grzęzną we wzajemnym niezrozumieniu. Kobiety zastanawiają się, dlaczego mężczyźni zwlekają z próbą kontaktu, nie odpowiadają na wiadomości i trzymają dystans. One z kolei trochę przyciągają, trochę się odsuwają. Wszystko po to, by żadna ze stron nie wyszła na bardziej zaangażowaną, co często bywa rozumiane jako „zdesperowaną”. Każdy chce mieć kontrolę nad sytuacją i kalkuluje, który krok się teraz opłaca.

A co będzie, jeśli pokażemy swoje prawdziwe intencje? Ujawnimy, że nam zależy również na przyjemności seksualnej na pierwszej, drugiej lub szóstej randce? Oczywiście, w ten sposób wystawiamy się na ryzyko odrzucenia („pomyśli, że postępuję tak z wszystkimi i odejdzie”), ale mamy także szansę postępować tak, jak same/sami czujemy. Warto spróbować odejść od dawnych schematów i pozwolić sobie na większą swobodę w kształtowaniu relacji. Jeżeli wspólny kontakt będzie dla partnera wartością, z pewnością nie przestanie się odzywać. Jeśli przestanie – to nie wina tego, po jakim czasie się rozbierzemy.

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. Gry i manipulacje są wtedy o wiele trudniejsze. Czasem dopiero w łóżku widać, czy partner troszczy się głównie o siebie, czy ma upodobania, których nie uda się zaakceptować – są to absolutne podstawy, na których budujemy związek albo od razu z niego rezygnujemy. Dopasowanie seksualne od samego początku jest mało prawdopodobne, więc nie należy się zrażać po paru nieporywających próbach. Jeżeli dwie osoby chcą tworzyć relację (dowolnego typu), będzie im zależało na dobrym seksie i będą powoli uczyć się swoich potrzeb. Zamiast „dziewczyno, szanuj się” – „dziewczyno, słuchaj siebie”.