1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na zwolnionych obrotach - inspirujące ćwiczenia na październik

Na zwolnionych obrotach - inspirujące ćwiczenia na październik

Październik to dobry czas na zadumę, obserwację zmieniającej się przyrody, ale też na praktykę uważności. (Fot. Getty Images)
Październik to dobry czas na zadumę, obserwację zmieniającej się przyrody, ale też na praktykę uważności. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Spadające liście, szum wiatru, słońce szybciej schodzące z nieboskłonu – skłaniają zwykle do koncentrowania się na przeszłości. Trenerka Dagmara Gmitrzak podsuwa medytacje i ćwiczenia na łagodny powrót do teraźniejszości.

Ćwiczenie 1. Uważne stawianie kroków

Jesień to dobry czas na obserwację zmieniających się kolorów w przyrodzie, a także na praktykę uważności. Poniższe ćwiczenie możesz wykonać w lesie lub parku. Rozpocznij od uważnego przyglądania się kolorom liści. Następnie skup uwagę na swoich stopach. Poczuj, jak dotykają podłoża. Teraz spróbuj zwolnić tempo chodzenia. Dostosuj je do oddechu. Wdech to jeden krok, wydech – kolejny. Nie spiesz się, im wolniej idziesz, tym bardziej się zrelaksujesz. Na koniec przeznacz dwie minuty na wypowiedzenie pozytywnego zdania – to ćwiczenie, które poleca Thich Nhat Hanh, mnich buddyjski i nauczyciel praktyki uważności. Podczas takiego uważnego chodzenia wypowiedz w myślach zdanie: „Mój każdy krok przynosi pokój”. Chodzisz w intencji pokoju na świecie. To twój wkład dla dobra planety.

Ćwiczenie 2. Japońska praktyka haiku

Krótsze dni sprzyjają zadumie, zauważaniu zmieniającej się natury, ale też twórczości. Haiku to praktyka pisania krótkich form poetyckich w nurcie japońskiego zen oraz współczesnego nurtu minimalizmu. To wiersz, który opisuje jakiś wycinek rzeczywistości związanej z danym elementem przyrody i porą roku. Ten utwór poetycki zawiera najczęściej 17 sylab (pierwszy wers składa się z pięciu sylab, drugi z siedmiu, trzeci znów z pięciu). Oto przykład haiku:
„Koniec podróży Ciągle żyję tu-tu Tego jesiennego wieczora” (Bashō w tłum. Czesława Miłosza)
W październiku chcę cię zachęcić do tworzenia haiku. Weź ładny notatnik, coś do pisania i wybierz się do lasu albo do pobliskiego parku. Usiądź na ławce i zacznij obserwować przyrodę. Poczuj, że jesteś jej częścią, a to czego doświadczasz, to unikalna chwila. Zapisuj słowa, które odzwierciedlają to, co widzisz. Nie musisz trzymać się ściśle zasady 17 sylab. Jeśli podoba ci się ta praktyka, kontynuuj ją codziennie albo przynajmniej raz w tygodniu.

Ćwiczenie 3. Umysł o poranku

Gdy tylko się budzisz, twój umysł od razu zaczyna tworzyć myśli. I nie przestaje przez cały dzień. Jeśli uważność na nie jest znikoma, umysł przypomina skaczącą z gałęzi na gałąź małpę. Wciąż nienasyconą, bez przerwy szukającą nowych bodźców. To normalny stan, jeśli nie jesteśmy świadomi własnych procesów myślowych. Ta medytacja pomoże ci zdystansować się do myśli generowanych przez umysł.

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie dżunglę. Teraz zobacz na jednym z drzew małpę. Jest w ciągłym ruchu, nie odpoczywa, cały czas coś ją interesuje, jest skoncentrowana na świecie zewnętrznym. Teraz pomyśl o swoim umyśle. Być może twoja uwaga również często przeskakuje z jednej myśli na drugą, z jednego bodźca na inny. W chwili kiedy tak się dzieje, zareaguj. Zrób kilka świadomych oddechów. Zapytaj siebie: o czym teraz myślę? W tym momencie mózg zacznie generować więcej fal alfa związanych z odprężeniem i kreatywnością.

Ćwiczenie 4. Medytacja empatii

Pragnienie szczęścia i zdrowia jest powszechne, to coś, co łączy nas wszystkich. Poniższa medytacja pomoże ci lepiej zrozumieć osoby, z którymi masz obecnie trudną relację.

Usiądź wygodnie i zacznij spokojnie oddychać. Pomyśl o osobie, z którą pozostajesz w konflikcie, z którą często się kłócisz, albo o kimś, kto zranił cię swoimi słowami. Być może jest to partner, koleżanka z pracy lub członek rodziny. Teraz przywołaj w wyobraźni jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tą osobą. Sytuację, na którą zareagowałeś złością, uczuciem rozczarowania albo smutkiem. Obserwuj ją jak film.

Kolejny krok to zmiana perspektywy widzenia – zobacz ją oczami osoby związanej z tą sytuacją. Pomyśl o tym, że podobnie jak ty, również i ona pragnie być zdrowa i szczęśliwa. Prawdopodobnie przeżyła w życiu rozczarowanie, cierpiała fizycznie lub psychicznie, płakała i czuła się samotnie. Pozwól sobie poczuć w sercu empatię do tej osoby. To pomoże ci zobaczyć waszą relację w szerszej perspektywie.

Ćwiczenie 5. Wewnętrzny uśmiech

Wraz z chłodniejszą aurą zwiększa się nasza skłonność do łapania drobnych infekcji i podupadania na zdrowiu. Ta taoistyczna starożytna technika wzmocni odporność twojego organizmu oraz poprawi samopoczucie. Możesz ją praktykować codziennie, w dowolnym momencie i w każdym miejscu.

Usiądź wygodnie. Stopy ustaw równolegle do siebie, niech przylegają do podłoża. Teraz powoli przeskanuj swoje ciało od stóp do głowy. Skoncentruj się na czole i uśmiechnij się. Poczuj, jak energia uśmiechu delikatnie rozluźnia twoje skronie, następnie przemieszcza się do mięśni twarzy, szczęki oraz do szyi. Poczuj relaksujący efekt uśmiechu w gardle. Teraz pozwól, aby to przyjemne uczucie rozprzestrzeniło się po całej klatce piersiowej. Poczuj je kolejno w płucach, sercu, piersiach. Następne miejsca odczuwania energii uśmiechu to żołądek, wątroba, trzustka, jelita, organy płciowe. Na koniec poczuj, jak energia twojego uśmiechu przemieszcza się do mięśni przykręgosłupowych. Czujesz większe rozluźnienie…

Ćwiczenie 6. Zadbaj o piersi

Październik jest też miesiącem walki z rakiem. Z psychologicznej perspektywy piersi symbolizują zasadę żeńską, obfitość, seksualność, zdolność dawania i przyjmowania oraz to, czy jako kobiety w pełni akceptujemy swoją kobiecość.

Dlatego zadbaj o dobrze dopasowany do rozmiaru piersi i wygodny biustonosz. Barwy, które wspierają zdrowie – także zdrowie piersi – to biały, kremowy, różowy, zielony. Noś bluzki w takich kolorach. Regularnie badaj swoje piersi – dłonią pod prysznicem, a raz na rok u lekarza.

Dla lepszego kontaktu z tą częścią ciała zastosuj też intuicyjny masaż piersi. Usiądź z kręgosłupem prostym, zamknij oczy i zrób kilka głębokich oddechów. Teraz przenieś uwagę do klatki piersiowej. Zwizualizuj tam piękny różowy kwiat zbudowany ze światła. Ten kwiat to symbol twojej czakry serca – ośrodka energetycznego, który zgodnie z filozofią Dalekiego Wschodu zaopatruje organy wewnętrzne klatki piersiowej w energię życiową, zwaną chi, praną lub ki. Zobacz, jak z każdym oddechem kolor tego kwiatu jest głębszy i bardziej soczysty. Poczuj przyjemne ciepło pośrodku klatki piersiowej. Ciepło, które rozprzestrzenia się i wypełnia również twoje piersi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.

  1. Psychologia

Nadszarpnięta więź z ojcem - jaki może mieć wpływ na córkę?

Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Zuzanna albo żyła na przekór ojcu, albo próbowała go naśladować. W ten sposób wyparła się siebie. Kryzys psychiczny skłonił ją do podjęcia terapii. Jej przypadek komentuje psychoterapeuta Jarosław Józefowicz. 

Zapadł już zmrok, na pewno. Pamięta las i stromą, ośnieżoną górkę. Miała kilka lat i zjeżdżała na sankach. Ojciec siedział za nią i śmiał się głośno. Przestawała oddychać, bo myślała, że się rozbiją, kiedy mijali drzewa. „Chyba się nie boisz” – pytał beztrosko, szykując się do następnego zjazdu. Zuzanna bała się, i to bardzo. Podobnie jak na karuzeli łańcuchowej, kiedy jej krzesełko szybowało wysoko w niebo, a on okręcał ją i podrzucał. Pamięta, że okulary ojca roztrzaskały się o ziemię i jego dobry humor prysł, a ona miała mdłości…

Kadry filmu pod tytułem „Dzieciństwo” przesuwały się w jej wyobraźni. „To dlatego za każdym razem, kiedy widzę wesołe miasteczko, robi mi się niedobrze” – myślała. „Już wiem, dlaczego nigdy nie zjechałam z synkiem z górki na sankach”.

Życie Zuzanny właśnie się zatrzymało. Przestała pracować, gotować, sprzątać, śmiać się, mówić, prawie nie jadła. Martwy punkt, kiedy brak siły, by zrobić jakikolwiek krok. Nie miała zresztą pojęcia, w którą stronę miałaby iść. Żadne działanie nie było możliwe, zresztą było jej wszystko jedno. Wszechogarniająca bezsilność nie pozwoliła jej opuszczać pokoju i kontaktować się z ludźmi. Przestała nawet czytać książki, co było do niej zupełnie niepodobne. Kryzys psychiczny przyszedł, kiedy nie miała pracy, pieniędzy, była po trzydziestce i po rozwodzie.

Komentarz psychoterapeuty: Czy na kryzys można patrzeć z nadzieją? Zazwyczaj tego rodzaju przeżycia i uczucia są kojarzone negatywnie, jako coś destrukcyjnego i co za tym idzie, budzącego niepokój, lęk. Jednak postrzegane ze zrozumieniem mogą stać się etapem na drodze głębokiej przemiany psychicznej, umożliwiającej rozwój człowieka. Źródłem kryzysu Zuzanny była „uszkodzona” więź z ojcem. Kiedy doświadczamy bólu, siłą rzeczy kierujemy się do wewnątrz. U Zuzanny pojawiła się potrzeba dotknięcia rany z przeszłości – uświadomienia jej i zrozumienia.

Bała się go i tęskniła

Ojciec Zuzanny był dość znanym artystą. Malował, rzeźbił, projektował meble, miał wystawy w Brukseli, Tokio, Berlinie. Podziwiała go. Z daleka. Z bliska ją przerażał. Lęk skrywała pod maską krnąbrności. Nie miała jednak wiele okazji do buntowania się, bo ojciec zwykle był pochłonięty pracą i swoimi sprawami, często wyjeżdżał. Gdy dłużej przebywał w domu, ogarniało go rozdrażnienie, miewał wybuchy złości. Zuzanna pamięta szybującą ponad trawnikiem szarlotkę, którą wyrzucił przez balkon, zdarzyło się też, że rozbił o ścianę talerz z zupą pomidorową. Kiedyś wpadł do niej do pokoju i zrzucił wszystko z biurka i półek. Nie zrozumiała dlaczego, może nie posprzątała. Wyjątkowo nerwowo było podczas świąt, ubieranie choinki zawsze kończyło się awanturą. Zresztą i tak atmosfera w domu zazwyczaj stawała się napięta, gdy ojciec wracał z pracowni. Każdego dnia bała się tego momentu.

Bywał zainteresowany jedynaczką, mówił że żaden facet nie jest jej wart, bo jest atrakcyjna i inteligentna, ma taką delikatną, niewinną urodę. I że na pewno ze wszystkim sobie w życiu poradzi. Obejmował ją ramieniem podczas wernisaży, mówił „Zuzanko”, przedstawiał z dumą: „To moja piękna córka”. Wtedy czuła się jak lalka. Czasem siadał w swoim czarnym, skórzanym fotelu i brał ją na kolana, głaskał po policzku. Chciała dłużej z nim porozmawiać, ale szybko tracił uwagę, nie miał czasu.

Matka też jej nie słuchała. Była zajęta zabiegami, by mąż wrócił do niej od kolejnej kochanki, by był w zasięgu jej wzroku, pod kontrolą. By pozwolił pocałować się w policzek i by poszli potem do restauracji.

Teraz to wszystko wróciło. Poczuła się jak w klatce. Zaczęła się bać, potwornie bać. Ale nie wiedziała czego. Drżała, płacząc. A potem przyszła złość. Ogromna. Na niego. Zaczęła pisać list, potem mówić, krzyczeć coraz głośniej, w końcu wrzeszczeć na ojca. Wyrzucała mu: „Dziecko to odpowiedzialność, dziecko jest delikatne jak szkło, jak mogłeś tak mnie straszyć, jak mogłeś odtrącać, zawstydzać, traktować przedmiotowo?! Wcale nie chcę cię ciągle rozumieć, usprawiedliwiać. Co z tego że miałeś urok i pieniądze?! To przez ciebie! To przez ciebie nie udało mi się życie!”. Potem długo płakała, a list spaliła.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Nauka przychodziła jej bez problemów. Po ojcu odziedziczyła błyskotliwość i talent do rysunku. Sztuka pociągała ją i odpychała jednocześnie. Tak jak on. Wybrała grafikę na Akademii Sztuk Pięknych, potem trafiła do agencji reklamowej, pierwszej, drugiej, trzeciej… Często zmieniała firmy, choć w każdej po pewnym czasie proponowano jej awans. Jednak odmawiała. Jeśli już zgłębiła jakiś temat, poznała ludzi – bezpowrotnie traciła nimi zainteresowanie. Wyrzucała sobie, że jest mało ambitna i nie potrafi się zaangażować. Męczyły ją struktury, nudziły relacje. Tłumaczyła sobie, że przecież ma rodzinę i ona, nie kariera, jest najważniejsza. Obiecała sobie, że stworzy spokojny dom. Krzysztof był ciepłym mężczyzną, dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Cudowny ojciec, bardzo skoncentrowany na dziecku. Pracował w wydawnictwie książkowym, był kibicem skoków narciarskich i tradycjonalistą. Zuzannie było z nim dobrze. Czerpała nawet przyjemność z wydawania przyjęć rodzinnych, zaskakując gości niecodziennymi potrawami. Uwielbiała przygotowania do świąt. Czasem tylko wybuchała niekontrolowaną złością bez istotnego powodu. Potem wstydziła się tego. Wychodziła na balkon i głęboko oddychała. „Duszę się” – przychodziła myśl, otrząsała się jednak z niej z nieokreślonym lękiem. Na wszystko znajdowała czas: dziecko, praca, spotkania z przyjaciółmi. „Tak świetnie sobie ze wszystkim radzisz” – chwalił mąż. Dlatego poczuła niemiłe zdziwienie, gdy po kilku latach małżeństwa uświadomiła sobie, że nie widzi w nim już mężczyzny. Że jej nie pociąga, nie czeka na niego. „Nie ma tu ciebie” – mówił jej w łóżku, jesteś jak manekin, lalka. I tak się czuła. Znowu.

Tacy podobni

Śmiertelna choroba ojca przebiegła szybko. Umarł, gdy mógł jeszcze tworzyć, podróżować, grać w piłkę z wnukiem, wyremontować dom nad morzem. „No i znowu mnie zostawiłeś” – powiedziała do niego w myślach. Zaczęła rozpamiętywać przeszłość, chciała ocalić dobre chwile. Jak tamten pobyt w Rzymie. Siedzieli w ciepłe noce w trattoriach, zaśmiewając się przy spaghetti i dobrym winie, a od rana włóczyli się po wąskich uliczkach, zwiedzali starożytne ruiny i fontanny. Z żadnym mężczyzną nie tańczyło jej się tak radośnie, z żadnym nie dyskutowało tak twórczo o sztuce… Dlaczego więc po jego śmierci poczuła coś na kształt ulgi?

To uczucie pojawiło się również, gdy podjęła decyzję o rozwodzie. Nie było łatwo pożegnać swoje wyobrażenia o idealnej rodzinie, wysłuchiwać oskarżeń męża, że jest egoistką i oszustką, i że pożałuje kiedyś tej decyzji. Zuzanną kierowała jednak nieodgadniona, większa od niej siła, która pchała ją, jak się jej zdawało, ku wolności. Nie musiała już udawać, żyć na przekór ojcu i sobie. Odkrywała, jak bardzo jest do niego podobna. Tak jak on pije kilka kaw dziennie, je niewiele mięsa, jest mało uprzejma dla nieznajomych, lubi koty, tęskni za intensywnością doznań, niezależnością. Kolejna praca w agencji reklamowej przyniosła jej jedynie znaną już frustrację, więc zwolniła się i postanowiła wrócić do rysowania. Ale jakoś jej nie szło. Z romansowaniem – przeciwnie.

Bez zobowiązań

Odnowiła znajomości ze studiów. Tak, z artystami zawsze potrafiła znaleźć wspólny język. Podobali jej się mroczni faceci z fantazją i niebezpiecznym błyskiem w oku. Takich przyciągała, ale z żadnym z nich nie zdecydowała się na związek. Zaczęła sobie uświadamiać, że w ogóle relacje nie są jej specjalnością. Unikała wprawdzie konfliktów, ale i zbytniej bliskości. Niczym nie ryzykowała, w każdej chwili mogła odejść, co też robiła, z dręczącym poczuciem winy. Do tej pory. Teraz postanowiła nie wiązać się na dłużej, a jedynie bawić się i cieszyć niezobowiązującym seksem. „Należy mi się” – myślała, wreszcie czuła, że żyje.

Michał. Z nim było jak na szalonej kolejce górskiej. Kłótnie, jakie między nimi wybuchały, ekscytowały ją bardziej niż okresy spokoju. Gdy wariacko prowadził samochód, była niemal pewna, że się rozbiją, a kiedy rzucał ją na łóżko, czuła się jak na karuzeli.

Któregoś wieczoru, gdy pili wino na kanapie, powiedział: „chodź do mnie” i klepnął się w kolano, pokazując, gdzie ma usiąść. „Ładna jesteś, masz w sobie coś z dziecka”, mówił rozpinając jej dżinsy. Zabolało, bo potraktował jak przedmiot. Nie potrafiła jednak przeciwstawić się jego sile. Przegrała, jak zawsze.

A potem pojawiła się ta niemoc. Nie umiała już płakać. Nawet ze złości na ojca. Chciała odciąć się od tego, co było, zacząć od nowa, może iść do innej agencji reklamowej. Nie była jednak w stanie podjąć żadnego działania. Dawna Zuzanna, sprytna i radząca sobie w życiu zawodowym, wydawała się nierzeczywistą postacią ze snu. Umarła. Nowa Zuzanna była jak szmaciana pacynka, bez żadnego wpływu na swoje życie. I nie miała pojęcia, co dalej.

Komentarz psychoterapeuty: Na początku przemiany na ogół musi nastąpić rozpad dotychczasowych dysfunkcyjnych struktur psychicznych i emocjonalnych, które zrodziły się w przeszłości, w relacjach pełnych niespełnienia, nacechowanych brakiem. To punkt, w którym człowiek mierzy się ze swoimi mechanizmami obronnymi, światem wyobrażeń i iluzji, życiem w jednostronnym, okrojonym wymiarze. Następuje rozpoznanie i uświadomienie sobie deficytów. W przypadku Zuzanny były to: niedostępność emocjonalna, funkcjonowanie od zadania do zadania, nieadekwatne poczucie odrzucenia, brak granic osobistych, niemożność określenia własnych uczuć i potrzeb oraz nadmierna podatność na wpływy zewnętrzne. Na tym etapie kryzysu przeżywane konflikty wewnętrzne są silne, a doznania trudne. Frustracja, gniew, lęk i zagubienie potrafią całkowicie wypełnić świat, nie pozostawiając miejsca na normalne funkcjonowanie. 

Ukojenie przyszło samo

Zaniepokojona sytuacją przyjaciółka zaprowadziła ją do psychoterapeutki. Zuzanna usłyszała: „Bez uświadomienia sobie uczuć z przeszłości, bez ich uwolnienia, nie pójdzie pani dalej. Nie zdawała sobie pani sprawy z  niemocy, lęku, samotności i smutku, które przeżyła jako dziecko. Ze strony ojca zabrakło uczuć, wzajemności. Nie zauważył pani wrażliwości, nie uszanował, nie dał poczucia bezpieczeństwa. Dobrze, że odważyła się pani na wyrażenie złości do niego. Dawny ból domaga się ujawnienia, przeżycia, wyrównania rachunków. Trudna relacja z ojcem spowodowała, że jakaś część pani została zamrożona, odłączona. To okalecza, osłabia, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Żyła pani tym brakiem, odcięta od siebie, od uczuć. W takim stanie obojętne jest, co się robi i z kim żyje. Gdy to miejsce zostanie uzdrowione, pojawi się przestrzeń na autentyczne uczucia. Pani dotychczasowa odwaga i pasje nie pochodziły z wnętrza. Czas przestać być raz przekorną a raz grzeczną córką, czas odkryć swoją autentyczną moc. I pójść wreszcie własną drogą”.

Terapia pozwoliła Zuzannie powoli odzyskać siebie. Dzięki niej przeszła proces uświadomienia schematów rodzinnych, które nią rządziły. Zdała sobie sprawę z wypartych trudnych emocji i uwalniała je poprzez płacz i złość. Gdy przestała zmuszać się do jakiejś aktywności, chęć do działania powróciła sama. Razem z radością i dostępem do uczuć. Zaczęła się lubić, cieszyć sobą. Czekała na to, co się w niej obudzi.

Symboliczne pojednanie z ojcem było naturalną konsekwencją tego procesu. Po raz pierwszy ujrzała w nim delikatnego mężczyznę, rozdartego konfliktem wewnętrznym, nieumiejącego pokazać, jak bardzo ją kocha. Znowu płakała, ale już inaczej. Łzy wybaczenia przyniosły długo oczekiwane ukojenie, uwolnienie od nieznośnego napięcia. Pojawiła się wdzięczność za to, że był inspirujący, poczuła, że mają podobną wrażliwość. Potrzebowała ponownie zbliżyć się do ojca, żeby rozwinąć jego korzystny obraz w sobie. Do tej pory bowiem przekreślała wszystkie jego pozytywne cechy, podobnie jak negatywne. Zaprzeczając jego nieodpowiedzialności, zamknęła sobie dostęp do własnej kreatywności i spontaniczności. Teraz, kiedy pojawiła się w niej zgoda i akceptacja tego, jaki był naprawdę, poczuła prawdziwą ulgę i wolność. Przyszłość rysowała się w jasnych barwach. Nabrała zapału do pracy, odkryła w sobie ochotę na… pisanie. W jej życiu pojawił się też nowy mężczyzna i pewność, że tym razem będzie inaczej.

Komentarz psychoterapeuty: Z perspektywy kryzysu przyszłość wydaje się beznadziejna. Jednak pod wpływem zachodzących procesów psychicznych człowiek ma szansę na prawdziwą odnowę. Warunkiem jest świadoma i ukierunkowana praca ze swoim wnętrzem. Efektem – osobowość bardziej pełna, w mniejszym lub większym stopniu wolna od demonów przeszłości, ograniczeń, blokad, uwarunkowań. Zuzanna wykorzystała tę szansę. Odzyskała autonomiczność i integralność. Dlatego odtąd będzie mogła głębiej i bardziej autentycznie przeżywać świat we wszystkich jego wymiarach – w relacjach, bliskich związkach, życiu zawodowym, sferze pasji i zainteresowań.     

  1. Psychologia

Osoby stosujące przemoc. Kim są? Dlaczego nie potrafią zapanować nad emocjami?

Przemoc ma różne oblicza. Prawie zawsze sprawcami są mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Czy można wyjść na dobre z cyklu przemocy, szczególnie, gdy stosuję się ją na co dzień? (fot. iStock)
Przemoc ma różne oblicza. Prawie zawsze sprawcami są mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Czy można wyjść na dobre z cyklu przemocy, szczególnie, gdy stosuję się ją na co dzień? (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Skłonność do stosowania przemocy ma w większości przypadków podłoże psychologiczne i środowiskowe. A to oznacza, że osobom stosującym przemoc można pomóc. W jaki sposób?

Andrzej przed pierwszymi zajęciami grupy terapeutycznej dla osób stosujących przemoc opowiada o tym, jak nie panuje nad swoimi emocjami. „Czasami czuję się, jakby coś mnie opętało, przestaję być sobą, zaczynam być agresywny i opryskliwy. Najgorsze, że ten stan potrafi się nakręcać i wtedy robię rzeczy, których teraz żałuję. Wiem, że to nie jest dobre dla moich bliskich. Żona chce ode mnie odejść, a dzieci zaczynają się mnie bać”. Po takim wyznaniu, które samo w sobie wymaga odwagi, Andrzej decyduje się podjąć pracę nad sobą. Później, w trakcie zajęć, często z ust uczestników padają stwierdzenia, że praca nad samym sobą to najcięższa w życiu praca.

Rzeczywiście, zmiana głębokich przekonań, wzorców emocjonalnych i sposobu zachowania to niemałe wyzwanie. Na pewno jednak może też być przygodą i przynosić wiele satysfakcji. Przygodą odkrywania samego siebie, która potrafi uzdrawiać najważniejsze relacje.

Kim są sprawcy przemocy?

W grupie uczestniczy kilku mężczyzn – kierowali się początkowo przeróżnymi motywacjami, ale wszyscy zdecydowali się na cykl warsztatów, żeby zmienić swoje zachowania, które we współczesnym społeczeństwie uznawane są za przemoc. Niektórzy dopuścili się pobić partnerek, inni kontrolowali je na rożne sposoby i poniżali. Przemoc ma różne oblicza. To nie są potwory i zwyrodnialcy, jak często się zakłada, myśląc o sprawcach przemocy. W pewnym sensie to zwyczajni faceci, zagubieni w kulturze i wychowaniu podszytym przekonaniami przemocowymi. Prawie zawsze to są też mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Te doświadczenia uformowały ich rozumienie relacji pomiędzy kobietami i mężczyznami. Kiedy przez lata obserwowali w domu, jak jedna osoba dominuje nad drugą, nabierali przekonania, że tak właśnie urządzony jest świat. W głębi rzeczy jednak, mimo tych strasznych doznań i zdruzgotanego obrazu rzeczywistości, nie przestali być zwyczajnymi ludźmi.

Dlatego też bardziej adekwatnym opisem niż „sprawca” jest „osoba stosująca przemoc”. Jej tożsamość nie składa się tylko z tyrana krzywdzącego rodzinę. Zwykle jest też porządnym człowiekiem, który stara się poszukiwać spełnienia najważniejszych wartości. Częsty paradoks, na który natykam się w terapii stosujących przemoc, to odkrywanie, że za ich zachowaniami stoi np. potrzeba zadbania o rodzinę, jej spójność, przyszłość, potrzeba kontrolowania swojego życia i poczucia własnej wartości – zwyczajne potrzeby, takie jak u każdego człowieka. Niestety sposoby osiągania tego celu są nieprawidłowe, nie uwzględniające granic, uczuć i wolności innych osób. Dlatego nie chodzi o to, by tylko izolować, zabierać siłę czy zabraniać jej używania. Raczej o to, by nauczyć korzystać z niej dla dobra swojego i innych ludzi. Osoby stosujące przemoc często są w stanie dokonywać wielkich rzeczy i przy okazji służyć słabszym, bo drzemie w nich ogromny potencjał mocy, którą mogą się dzielić, ale która niestety w dużej mierze wykorzystywana jest przeciwko innym ludziom.

Wiele czynników może składać się na kształtowanie osobowości kogoś, kto używa przemocy: wczesne doświadczenia w rodzinie, doznawanie krzywdy ze strony silniejszych osób, środowisko, w którym się żyje, deficyty rozwojowe, choroby, uzależnienia, ale też wzorce kulturowe i przekaz jakim karmi się społeczeństwo. Najczęściej są to jednak czynniki psychologiczne i środowiskowe, a nie genetyczne, jak kiedyś chcieli tłumaczyć obrońcy męskiej agresji. To znaczy, że większość osób, które stosują przemoc (poza skrajnymi przypadkami chorób psychicznych, uszkodzeń mózgu itp.) może zmienić swoje nastawienie i zachowanie. Stąd też coraz większe w naszym systemie zainteresowanie takimi osobami.

Co wszyscy możemy robić? Jak reagować?

Coraz więcej mówimy o przemocy, zatrzymujemy coraz więcej „sprawców” i na szczęście nie ograniczamy się tylko do ich karania i izolowania. Owszem, często jest to potrzebne, ale na pewno droga do zmiany na tym się nie kończy. Tym bardziej, że większość zakładów karnych swoim funkcjonowaniem nakręca spiralę przemocy, a pobyt w nich wiąże się raczej z traumą i poniżeniem niż „resocjalizacją”.

Jednak poza rozwiązaniami systemowymi, które gwarantują obecnie szeroki dostęp do programów korekcyjno-edukacyjnych i terapii, powinniśmy dostrzec wspólną społeczną odpowiedzialność za zjawisko przemocy. Otwarte reagowanie na sygnały przemocy, dyskryminacji i wykorzystywania powinno być zupełnie naturalne. Szczególnie mężczyźni jako posiadający zwykle więcej siły i przywilejów w zachodniej kulturze powinni zwracać więcej uwagi na to, co robią sami, ale też ich koledzy, bracia czy sąsiedzi. „Przemoc wobec kobiet to problem mężczyzn” – mówi amerykański aktywista antyseksistowski Jackson Katz, więc to oni powinni wziąć więcej odpowiedzialności za to, co się dzieje wokół.

Jako rodzice powinniśmy być szczególnie wyczuleni na model relacji, który pokazujemy swoim dzieciom. Para rodzicielska jest dla małego dziecka obrazem, który posłuży mu później za podstawę rozumienia całej rzeczywistości relacji międzyludzkich. Gdy dziecko obserwuje wzorzec dominacji, kontroli i poniżenia, zaczyna w umyśle dzielić świat na silnych, nadużywających władców i słabe, zalęknione ofiary. Z czasem prawdopodobnie podąży jedną z dwóch poznanych dróg… Zmiana tych głębokich przekonań w dorosłym życiu bywa bardzo trudna, często wymaga długiej psychoterapii. Dbając o dobre, oparte na szacunku i zrozumieniu relacje w rodzinie, zaoszczędzimy wielu cierpień kolejnym pokoleniom.

Warto na koniec też zwracać większą uwagę na to, jak ukształtowana jest zachodnia kultura. Pomimo dynamicznego przeciwdziałania przemocy od kilkudziesięciu lat, wciąż dostarcza się nam przekazu o nierówności płci, skuteczności agresywnych rozwiązań, o tym, że nie zawsze warto reagować. Im więcej będziemy mieli świadomości na co dzień, tym więcej możemy zmienić, w końcu każdy z nas ma wpływ na kształt współczesnego społeczeństwa.

To się da przejść

Jeżeli Tobie zdarza się stosować przemoc wobec bliskich, pamiętaj, że nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoją postawę. Niektórych ran nie da się już zagoić, ale na pewno można nie zadawać kolejnych. Jeżeli czujesz, że coś jest nie w porządku z Twoim zachowaniem, albo bliscy dają Ci to do zrozumienia, porządnie się nad tym zastanów. Jeżeli trudno Ci zrozumieć, dlaczego tak działasz, i nie wiesz, jak to zmienić, nie obawiaj się szukać pomocy ekspertów. W wielu miejscach i ośrodkach pracuje coraz więcej specjalistów zajmujących się przemocą, także wielu psychoterapeutów jest gotowych udzielać takiego wsparcia.

Po kilku miesiącach zajęć grupowych Andrzej zdecydował się kontynuować pracę nad sobą w terapii indywidualnej. „Z jednej strony przepełnia mnie wstyd i poczucie winy, ale z drugiej cieszę się, że tu przyszedłem – mówi poruszony. –  Chcę coś ze sobą zrobić i nie powtórzyć historii mojego ojca. Wcześniej po prostu o tym nie myślałem, a teraz widzę już zmianę, choć wiem, że to dopiero początek. Mam też szczęście, bo ogarnąłem się w ostatnim momencie i bliscy też dali mi szansę…”.

Adam Chojnacki, psycholog, psychoterapeuta, certyfikowany specjalista oraz superwizor w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Prowadzi terapię dla osób doznających i stosujących przemoc oraz osób po traumie. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.

  1. Psychologia

Depresja młodzieńcza - jak rozpoznać, gdy dziecko woła o pomoc? Rozmowa z psycholożką Ewą Woydyłło

- Nawet jak jest ci źle, nie zaniedbuj swoich zainteresowań i pasji – wsiądź na rower, pograj z kolegami w piłkę, popływaj w basenie... – wtedy depresja się do ciebie nie przyczepi, a przygnębienie szybciej minie radzi psycholożka Ewa Woydyłło. (Fot. iStock)
- Nawet jak jest ci źle, nie zaniedbuj swoich zainteresowań i pasji – wsiądź na rower, pograj z kolegami w piłkę, popływaj w basenie... – wtedy depresja się do ciebie nie przyczepi, a przygnębienie szybciej minie radzi psycholożka Ewa Woydyłło. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Oprócz pały, złamanego serca i pryszczy – nastolatkom coraz częściej grozi depresja. Co z tym czynić? Oto elementarz psycholożki Ewy Woydyłło. 

Gdzie szukać korzeni depresji młodzieńczej? Depresję u dzieci zaczęto diagnozować dopiero w latach 70. ubiegłego wieku. Badania przeprowadzone m.in. w Kanadzie pod kierunkiem prof. Sylvany Côté z uniwersytetu w Montrealu pokazały, że u około 15 proc. małych dzieci, od 5. miesiąca do 6. roku życia, czyli niemowlaków i przedszkolaków, występują objawy depresyjne: niechęć do zabawy, opóźniona reakcja na bodźce, smutek, płaczliwość, wybuchy złości, nerwowość. Dzieci te długo się moczą, źle sypiają, nie mają apetytu, a co za tym idzie wolniej się rozwijają. Uczeni dostrzegli wyraźny związek między tymi objawami a depresją u matek. Sugerują, że jeżeli matka zajmująca się małym dzieckiem sama ma przez dłuższy czas obniżony nastrój, to dziecko może niejako odwzorowywać jej zachowania. Ono jest pewnym lustereczkiem, echem rodzica – jeśli ten zadba o swój stan ducha i psychiki, to nie musi się specjalnie martwić o wystąpienie depresji u dziecka. Jeżeli jednak dziecko od maleńkości rzadko spotyka się z uśmiechem, pieszczotą, to siłą rzeczy nauczy się chować przed światem, w którym jest zimno i smutno.

Ale nastolatek, nawet utulany w dzieciństwie, dojrzewa i nie radzi sobie z pewnymi sytuacjami... No tak, w domu zawsze czekała mięciutka poduszeczka, a gdy zaczęła się szkoła i kontakty zewnętrzne, coraz więcej czasu spędza poza bezpiecznym środowiskiem rodziny – rano na 8 do szkoły, powrót wieczorem – i często... pustka. Nawet jeśli rodzice się pojawiają, to często są zajęci swoimi sprawami. Dziecko zaczyna tworzyć własne relacje z nowym otoczeniem, a w nim zachodzą procesy, nad którymi samo może nie potrafić zapanować, np. nad przykrościami ze strony rówieśników czy bezdusznością lub krzywdą ze strony dorosłych. I jeśli w rodzinie nie ma nawyku prowadzenia rozmów z dzieckiem, to na pytanie: „Co ci jest syneczku?”, odpowie: „nic”, bo wcześniej, gdy przychodził i mówił: „Mamo, a dzisiaj w szkole...”, ona nie pozwalała mu nawet dokończyć: „Oj, synku, daj spokój, widzisz, że jestem zajęta”. Teraz boi się, że znów usłyszy: „Nie zawracaj mi głowy drobiazgami”.

To drobiazgi dla nas – dorosłych, ale nie dla nastolatki, której kolega wykrzyczał, że ma krzywe nogi. Tak, to dla niej katastrofa i wystarczy, by – jak to teraz mówią młodzi – dziewczynka złapała doła. Zwłaszcza gdy rodzina nie znajdzie czasu na okazanie zainteresowania. Często tak się dzieje. Na przykład wraca Jasiek ze szkoły ze smutną miną, a mama pyta: „Co się stało?”. „Pobił mnie Krzysiek” – żali się syn, na co mama: „No to mu oddaj!” – i koniec rozmowy. Dziecko może się w tym momencie zamknąć w sobie, bo jemu nie chodzi wcale o to, czy oddać czy nie, tylko dlaczego Krzysiek go nie lubi. A może jeszcze podczas bójki śmiała się z niego cała klasa? Dziecko wyśmiane czy odrzucone przez rówieśników czuje się podobnie jak np. tata wyrzucony z pracy. I właśnie to samopoczucie jest ważne, o nim należy z dzieckiem rozmawiać.

Film Jana Komasy „Sala samobójców” obrazuje dramatyczną sytuację wielu współczesnych dzieci. Bohater tego filmu bierze udział w pewnym szkolnym incydencie, zostaje przy całej klasie ośmieszony i już się z tego nie podźwiga. Jego rodzice zajmują wysokie stanowiska, chłopca wozi kierowca, można powiedzieć, że niczego mu nie brakuje. A jednak brakowało – wysłuchania, pochylenia się najbliższych nad tym, co tak naprawdę przeżywał. Głośny był też dramatyczny wypadek dziewczynki z Gdańska, którą chłopcy skrzywdzili seksualnie, wszystko nakręcili komórkową kamerą i filmik puścili w internecie. Dziewczynka popełniła samobójstwo. Dlaczego? Dlatego, że nie była w stanie sobie sama z czymś takim poradzić i nie uzyskała w wystarczającym stopniu pomocy dorosłych.

Jak rozpoznać, że dziecko woła o pomoc? Depresja jest stopniowo pogłębiającym się procesem i z początku człowiek nie czuje się jeszcze tragicznie. Np. mama pyta 12-letniego synka: „Stasiu, niedługo twoje urodziny. Gdzie je w tym roku urządzimy?”, a Staś: „Nie, nie, mamo, nie będziemy nic robić, zaniosę cukierki do szkoły i już” – dziecko rezygnuje z czegoś, co wcześniej było dla niego atrakcją, przyjemnością. A to oznacza, że musiało odebrać jakieś negatywne sygnały. I myśli: „A może na moje urodziny nikt nie przyjdzie?”. Coś mu przeszkadza wierzyć, że się uda. Wrażliwe, niepewne siebie dzieci tak bardzo boją się odrzucenia, że wolą zrezygnować. Nieuważni dorośli mogą sprawę zlekceważyć: „Nie, to nie”.

Zanim u dorastającego dziecka rozwinie się poważny stan depresyjny, wysyła ono mnóstwo różnych sygnałów, jak gdyby wołało: „Zauważcie mnie!” „Pomóżcie mi!”. To nigdy nie jest tak, że od razu popada w skrajną rozpacz i chce sobie odebrać życie.

Jakie zachowania powinny być sygnałami ostrzegawczymi, których nie wolno lekceważyć? Długotrwały smutek, pogorszenie wyników w nauce, zerwanie kontaktów z innymi dziećmi, coraz dłuższe przebywanie w odosobnieniu, niechęć do tego, co wcześniej było jego pasją lub sprawiało przyjemność.

Czy objawy stanów depresyjnych u dzieci i młodzieży są podobne jak u dorosłych? Tak, bardzo podobne: wycofanie, izolacja, płaczliwość, nerwowość, wybuchowość, unikanie towarzystwa, często zaburzenia łaknienia – szczególnie dziewczynki nie mogą sobie z tym poradzić, załamują się psychicznie, wpadają w anoreksję lub bulimię. Jednym z objawów depresji jest także niechęć do ruchu, sportu, wszelkich form aktywności.

Okres dojrzewania generuje depresyjne nastroje? Nie, wcale nie. Biologia wyposażyła człowieka w niezbędne mechanizmy służące przetrwaniu. Ale współczesne pokusy, nadmierna wolność i wynikające z niej zagrożenia powodują, że młoda osoba może sobie nie poradzić z wyborami. Nastolatki zbyt często słyszą: „Nic z ciebie dobrego nie wyrośnie”, „Ty nigdy nie znajdziesz męża”, „Na imprezie cię zgwałcą i będziesz mieć zszarganą opinię”... Nawet gdy są to tylko przestrogi, pozostawią ślad, zrobią wyrwę w psychice, szczególnie u osoby wrażliwej.

Inna sprawa: w Polsce wiele tematów nadal jest tabu, np. prawie w ogóle nie porusza się kwestii bezpiecznego seksu. A tabu, niestety, nie chroni przed zagrożeniami, tylko powoduje, że młodzi ludzie pozostają sami ze swymi pytaniami i decyzjami.

Nie mogą też często udźwignąć zbyt wygórowanych oczekiwań, jakie stawiają im rodzice... Zwłaszcza gdy wysokim wymaganiom towarzyszy brak uwagi: nieważne, co przeżywasz, musisz przynosić ze szkoły same szóstki i już. No cóż, w naszych czasach panuje okrutny dyktat osiągnięć. Dziecko nieodnoszące sukcesów jest narażone na poczucie bezwartościowości. Wróży mu się życie pełne niepowodzeń. Mało kto zatrzyma się przy takim dziecku i spróbuje dodać wiary w siebie, otuchy i wsparcia.

A dobre rodzicielstwo opiera się na szacunku, zaufaniu i tworzeniu życzliwych, dobrych relacji. Dziecko powinno jak najczęściej słyszeć od matki i ojca: „Cieszę się, gdy cię widzę. Jaka jestem szczęśliwa, że jesteś. Nie chciałbym, żebyś był inny...” – dostawać komunikat, że jest ważną częścią życia taty i mamy, niezależnie od tego, czy odrabia lekcje czy nie.

I czy swój smutek wyraża agresją, buntuje się, staje się opryskliwy i wrogi? Agresja zwykle wynika z lęku. Dziecko może się bać potępienia, poniżenia, podważenia swej godności. Opryskliwość i wrogość bywają też odwzorowaniem zachowań, jakie dziecko obserwuje u najbliższych dorosłych. Jeśli nie może bezpiecznie z nimi rozmawiać o swoich uczuciach, to będzie je ukrywać i tłumić – ten zgromadzony, pełen napięć stan psychiczny musi gdzieś znaleźć ujście i często znajduje w agresji lub autoagresji – sznyty, okaleczenia, piercing czy deformujące urodę tatuaże... to również akty buntu, złości...

Jak pomagać? Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Ale nie wtedy, gdy wystąpią już poważne nieporozumienia. Więź buduje się od urodzenia. Małe dzieci są otwarte i spragnione kontaktu z rodzicami. Nie wolno ich odpychać, dawać do zrozumienia, że ważniejsze są telewizja, gazeta, znajomi, zajęcia domowe czy praca zawodowa. Dziecko odtrącane zapamięta to i potem samo do rodziców nie przyjdzie. Najlepsze relacje z dziećmi zależą nie od pieniędzy, markowych ubrań czy drogich wakacji, tylko od tego, ile czasu dorośli i dzieci spędzają razem i towarzyszą sobie we wszystkim, co się w rodzinie wydarza.

Rodzice zapytają: „A kto zarobi na życie?”. No jasne, że dorośli, tylko może opłaci się czasem troszkę mniej zarobić, a więcej czasu poświęcać dziecku. Jak ktoś decyduje się na dziecko, musi mieć dla niego czas, bardzo dużo czasu i to przez kilkanaście lat jego życia. Oczywiście nie dotyczy to tylko rodziców. Dziecku potrzebni są także dziadkowie, inni krewni, przyjaciele. Suma tego czasu zaowocuje w przyszłości jego odpornością na wszelkie niepowodzenia i problemy.

Mówi pani „rozmawiać...”. A co, jak rodzic nie potrafi dotrzeć do dziecka, otworzyć go? Nie zawsze rozmowę musi prowadzić rodzic, może to być ktokolwiek, kto ma z nim dobry kontakt – ciocia, dziadek, ulubiony nauczyciel, trener, ksiądz... Czasami trzeba pójść do szkoły, do druha z harcerstwa, do rodziców kolegi... – wszędzie tam, gdzie są ludzie, którzy to dziecko znają i je rozumieją. Jeśli nikt z tych osób do niego nie dotrze, należy szukać pomocy w poradni wychowawczej, u psychologa dziecięcego, lekarza.

Jakie słowa skierowałaby pani wprost do nastolatka? Zawsze, kiedy masz doła, znajdź osobę, ale powinna to być osoba dorosła, z którą możesz w zaufaniu porozmawiać o tym, co czujesz i przeżywasz. Unikaj samotności – nie zamykaj się w sobie, nie uciekaj w wirtualny świat internetu, bo prawdziwe życie jest tylko z prawdziwymi ludźmi, w realu. Nawet jak jest ci źle, nie zaniedbuj swoich zainteresowań i pasji – wsiądź na rower, pograj z kolegami w piłkę, popływaj w basenie... – wtedy depresja się do ciebie nie przyczepi, a przygnębienie szybciej minie.

Jak pomóc dziecku przerwać milczenie i skłonić do ujawnienia, co je gnębi?

Trzeba w stosunku do niego wyzbyć się gniewu, wstydu, żalu, pretensji. Ważny jest dobór słów. Oto kilka zdań, od których można zacząć rozmowę. Pozwolą dziecku uwierzyć w możliwość rozwiązania problemów:
  • Przejdziemy przez to, poradzimy sobie...
  • Nie myśl, co będzie kiedyś. Chodź, zastanówmy się, co można zrobić teraz...
  • Z różnymi trudnościami zwykle radzisz sobie nienajgorzej, podziwiam cię...
  • Na pewno znajdziemy dobre wyjście, możesz na mnie liczyć...
  • Każdy ma kłopoty, nie zostawię cię z nimi...
  • Wiem, że starasz się najlepiej, jak umiesz. Nikomu nie układa się zawsze wszystko po jego myśli...
  • Bardzo chcę, żeby minął ten trudny okres. Powiedz, jak ci w tym ulżyć...
  • Cieszę się, że ciebie mam. To nic, że czasem napotykamy na jakieś trudności. Przecież po to jestem, by je z tobą rozwiązywać...

  1. Psychologia

Zamiast się zadręczać, przygotuj strategię

Większość z nas martwi się o rzeczy, które z łatwością można rozwiązać, wystarczy tylko przenieść uwagę ze zmartwienia na rozwiązanie. To kwestia wypracowania odpowiednich nawyków. (Fot. iStock)
Większość z nas martwi się o rzeczy, które z łatwością można rozwiązać, wystarczy tylko przenieść uwagę ze zmartwienia na rozwiązanie. To kwestia wypracowania odpowiednich nawyków. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Jak wiele procesów zachodzących w naszym umyśle, tak i martwienie się ma ewolucyjne podstawy. Przewidywanie potencjalnych zagrożeń pozwalało naszym dalekim przodkom przeżyć w konfrontacji z dziką naturą. Dlatego – jak radzi brytyjski psycholog kliniczny i neurobadacz dr Frank Tallis – zamiast zadręczać się, lepiej przygotować strategię.

Wyjeżdżam niedługo na upragnione wakacje. Bardzo to doceniam, bo z powodu pandemii jesteśmy ostatnio bardzo ograniczeni, a taki wyjazd daje mi namiastkę tzw. normalności, jednak zamiast myśleć o pięknych plażach, sen z powiek spędza mi stan konta po powrocie. Co mogę z tym zrobić? Twoje zmartwienie mówi o potencjalnym zagrożeniu w przyszłości, niestabilności finansowej, którą może wywołać urlop. Postaraj się spojrzeć na zmartwienie nie jako na coś negatywnego, a pozytywną rzecz w twoim życiu. To rodzaj alarmu, który ostrzega cię, że powinnaś dokładniej myśleć o tym, co robisz i na co wydajesz pieniądze.

Martwienie się to nic innego, jak przewidywanie nadchodzących zagrożeń. Z ewolucyjnego punktu widzenia ma to sens. Martwienie się o rzeczy, które dopiero mogą się wydarzyć, dawało naszym przodkom większą szansę na przeżycie w konfrontacji z naturą i dzikimi zwierzętami. Zamiast zadręczać się, stosowali strategie, by zapobiec niebezpieczeństwu. Warto, byśmy dziś z nich też korzystali.

Jakie to strategie? Gdy wiele lat temu pisałem książkę „Jak przestać się martwić”, na rynku wydawniczym nie było zbyt wielu pozycji poświęconych temu problemowi. Wszystkie książki, które znalazłem, dotyczyły klinicznych zaburzeń, obsesyjnego zamartwiania się, nerwicy. Chciałem więc stworzyć poradnik dla zwykłych ludzi, który pomoże im przezwyciężyć codzienne, przeciętne zmartwienia. Strategia, którą proponuję, powstała po researchu do mojej późniejszej pracy doktorskiej. Jej podstawą jest przekształcenie codziennych zmartwień w problem do rozwiązania. A że dla wielu z nas zdefiniowanie samego problemu jest trudne – skupiamy się na wszystkich złych rzeczach, które się mogą wydarzyć, zapętlając się w czarnowidztwie. Warto powiedzieć „stop”, czyli jak najszybciej przerwać cykl zamartwiania się i odpowiedzieć sobie na pytanie: o co tak naprawdę się martwimy? Kolejnym etapem jest wymyślanie rozwiązań. Ważne, by nie oceniać ich krytycznie, zaakceptować każde, które tylko przychodzi nam do głowy. Potem wystarczy już tylko wyselekcjonować najlepsze i wprowadzić je w życie.

Widzę, że to mocno powiązane z podejmowaniem decyzji, co akurat mnie czasami przysparza wielu problemów. Podczas pracy nad książką i doktoratem odkryłem, że ludzie, którzy się zamartwiają, znacznie częściej są perfekcjonistami. Martwią się, że podejmą złą decyzję. To błędne koło, bo im dłużej nie podejmujesz decyzji, tym dłużej się martwisz. W takiej sytuacji warto powiedzieć sobie: „może to rozwiązanie nie jest najlepsze, ale wprowadzę je już teraz, bo to lepsze niż czekanie na idealny pomysł. Kiedy tylko na niego wpadnę, podejmę nową decyzję”.

Czasem mam wrażenie, że zamartwianie się jest toksyną dla umysłu. Oczywiście gdy martwisz się za dużo i nie potrafisz przekształcić swoich zmartwień w problem do rozwiązania, może to oznaczać, że potrzebujesz pomocy specjalisty. Ale uważam, że większość z nas martwi się o rzeczy, które z łatwością można rozwiązać, wystarczy tylko przenieść uwagę ze zmartwienia na rozwiązanie. To kwestia wypracowania odpowiednich nawyków. Niemniej warto jednak pamiętać, że nie wszystkie życiowe problemy da się rozwiązać. Choroby, zdarzenia losowe, śmierć – to nie są kwestie, do których można podejść w sposób, który proponuję w książce. W takich sytuacjach musisz wznieść się na wyższy poziom, zmienić perspektywę i wypracować sobie nową odpowiedź emocjonalną do problemu.

Brzmi jak ciężka praca. Ciężka, ale możliwa. Dawniej ludzie osiągali to dzięki wierze i religiom, w których jest duży nacisk na akceptację tego, co nas spotyka. W nowoczesnym świecie te funkcje przejęła psychoterapia. Jest wiele nurtów, które podkreślają konieczność akceptacji tego, co nas spotyka, dla osiągnięcia wewnętrznego dobrostanu. Możesz iść przez życie i rozwiązywać problemy oraz przezwyciężać trudności, ale w końcu i tak, z powodu wieku, choroby czy tego, że jesteśmy śmiertelni, wydarzą się rzeczy, z którymi nic nie będziesz w stanie zrobić.

Czy w takim razie traktowanie zmartwień jako problemów do przezwyciężenia sprawi, że nasze życie stanie się lepsze? Nie (śmiech). Życie jest dużo bardziej skomplikowane. Nie twierdzę, że kontrolowanie zmartwień to sekret szczęścia. Jest tyle innych rzeczy, które musimy wziąć pod uwagę. Musimy rozmawiać, do tego rozmawiać szczerze i otwarcie. Musimy mieć przyjaciół i bliskie relacje. Musimy kochać i być kochani. Musimy czuć sens w tym, co robimy i kim jesteśmy. Musimy myśleć racjonalnie. Musimy wypełniać naszą życiową historię... Lista nie ma końca.

Jestem bardzo przeciwny temu, co pojawia się w amerykańskiej kulturze, która uczy nas, by sięgać gwiazd, nigdy się nie poddawać, podążać za marzeniami. To kompletnie nierealistyczne podejście. Co gorsza, rodzi frustrację, gdy większości marzeń nie udaje się jednak spełnić.

W Polsce wolimy cierpieć… Lubię wasz wschodnioeuropejski pesymizm. W małych dawkach nie ma w nim nic złego. Lepiej mieć realistyczne oczekiwania wobec życia. Jeśli okaże się, że pójdzie lepiej niż zakładaliśmy, będzie to miła niespodzianka zamiast rozczarowania.

Dr Frank Tallis, psycholog kliniczny, autor m.in. ponad 30 publikacji naukowych i podręcznika o poznawczych i neuropsychologicznych aspektach zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego. Pisze również powieści kryminalne.

Działanie zamiast zamartwiania się

  • Zdefiniuj problem. Jeśli zamartwiasz się więcej niż jedną rzeczą naraz, wypisz na kartce wszystkie swoje problemy, jednak nie zajmuj się nimi jednocześnie. Rób to po kolei, a zanim osiągniesz mistrzostwo w stosowaniu tej strategii, zaczynaj od spraw, które wydają ci się najmniej skomplikowane.
  • Wymyśl strategię. Po zdefiniowaniu źródła zmartwienia zadaj sobie pytanie: „Co mogę z tym zrobić?”. Prawdopodobnie przyjdzie ci do głowy kilka odpowiedzi, zwanych również „strategiami radzenia sobie z danym problemem”. Ilość przechodzi w jakość, więc im więcej pomysłów, tym większa szansa, że któryś z nich okaże się naprawdę dobry. Popuść wodze fantazji i bez względu na to, jak naciągane mogą się wydawać niektóre pomysły, na tym etapie zapisz je wszystkie.
  • Podejmowanie decyzji. Zacznij od sporządzenia listy „za i przeciw” – wypisz wszystkie plusy i minusy każdego rozwiązania. Kiedy podejmujesz decyzję, zastanów się szczerze, dlaczego chcesz to zrobić. Jesteś naprawdę przekonany do tego rozwiązania czy może tylko wydaje ci się, że jest ono słuszne i właściwe? Jeśli tak, to słuszne i właściwe według czyich standardów? Czy na pewno twoich? Jeśli jakiś głos w głowie podpowiada ci, że „powinieneś” rozwiązać swój problem w ten czy inny sposób, zakwestionuj go!
  • Wdrażanie wybranej strategii. Postępuj zgodnie ze swoją decyzją.
  • Ocena postępów. To ostatni etap metody, w którym weryfikujesz, czy wybrana strategia pozwoliła ci uporać się z problemem. Jeśli tak, pamiętaj, żeby siebie pochwalić albo zrobić sobie jakąś przyjemność. Na początek może ci być trudno wyznaczyć nagrodę, więc przygotuj wcześniej listę rzeczy, które lubisz robić (np. pójście do kina, zakup książki), i kiedy uda ci się rozwiązać jakiś problem, zrealizuj któryś punkt z listy. Nagrody nie muszą być duże, liczy się uznanie odniesionego sukcesu, bo to pomaga wzmocnić dobre nawyki. W psychologii „wzmocnienie” oznacza, że jakiś bodziec zwiększa szanse na ponowne wystąpienie danego zachowania. A jeśli twoja strategia zawiodła? To nie koniec świata! Wróć do listy potencjalnych rozwiązań, wybierz inną strategię i spróbuj ponownie.
Więcej w książce: "Jak przestać się martwić", wyd. Insignis.

Dr Frank Tallis, 'Jak przestać się martwić', wyd. InsignisDr Frank Tallis, "Jak przestać się martwić", wyd. Insignis