1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kryzys tuż po ślubie

Kryzys tuż po ślubie

Nawet 1/3 małżeństw kończy się rozwodem i to zwłaszcza tych z krótkim stażem. (Fot. iStock)
Dziś to nierzadkie zjawisko – para, która twierdzi, że małżeństwo to przeżytek – nagle decyduje się na ślub. I znów – nierzadko – tuż po ceremonii przechodzi poważny kryzys. Dlaczego tak się dzieje?  Wyjaśnień szuka psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Decyzję o przyjściu do mnie podjęli obydwoje, nie było między nimi kłótni, cichych dni ani wzajemnego grożenia sobie rozwodem. Po prostu pewnego wieczoru, pół roku od dnia ślubu, usiedli naprzeciwko siebie i jednomyślnie stwierdzili, że boją się o swoje małżeństwo i żadne z nich nie czuje się szczęśliwe. „Kryzys miodowego miesiąca” – pomyślałam, ale okazało się, że para jest razem od siedmiu lat.

Krok 1. Ustalamy dlaczego Ewa i Jacek się pobrali

Publiczne ujawnienie miłości jest pewnego rodzaju rytuałem przejścia, który ma popchnąć związek o krok do przodu – podświadomie wszyscy w to wierzymy. – Dlaczego wzięliście ślub akurat po siedmiu latach wspólnego życia? – spytałam więc na wstępie. – Chcieliśmy się upewnić, że się kochamy – zaczął Jacek. – Musieliśmy się upewnić, czy naprawdę się kochamy – zaraz po nim odezwała się Ewa. – Upewnić się, czy się kochacie czy upewnić się, że się kochacie? – spytałam. Początkowo nie zrozumieli, o co mi chodzi, nie czuli różnicy, a w mojej głowie zrodziła się myśl, że chodzi tu o warunki miłości: zdaje się, że Jacek jest pewny swojego uczucia, a Ewa nie do końca. – Czy w takim razie upewniliście się? Czy ślub wam w tym pomógł? – dopytuję. – Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia i to się nie zmieniło przez siedem wspólnych lat – tłumaczy Ewa. – Ślub nie był nam do niczego potrzebny. Zwłaszcza że małżeństwo chyba nas rozczarowało. – To nie tak – Jacek ma inne zdanie. – Zaczęliśmy myśleć o dziecku, bo kiedy ludzie się kochają, to marzy im się maluch. Oczywiście to były tylko plany na kiedyś, a ślub miał być tym pierwszym krokiem w kierunku rodziny. Przy okazji pracy z każdą parą prędzej czy później pojawia się wątek rozwoju związku, a ten wymaga przechodzenia kolejnych etapów, jak w grze komputerowej – wchodzenia na wyższy level. Jacek i Ewa godzą się z moją hipotezą, że ślub miał być kolejnym levelem, ale okazało się, że sama gra przestała sprawiać im frajdę.

Krok 2. Tłumaczę, dlaczego małżeńskie kontrakty są bardzo ważne

Według socjologów w dzisiejszych czasach nawet 1/3 małżeństw kończy się rozwodem i to zwłaszcza tych z krótkim stażem (poniżej pięciu lat). Jako główny powód podaje się w sądzie niezgodność charakterów, ale trochę to dziwne, biorąc pod uwagę, że na ślub partnerzy decydują się zwykle po kilku latach bycia razem. Jestem przekonana, że pomimo bagatelizowania więziotwórczej roli ślubnego rytuału, podświadomie idealizujemy małżeństwo jako receptę na rozwiązanie wielu problemów: na zasadzie „weźmiemy ślub i wszystko się zmieni”. Z moich obserwacji wynika, że nawet kiedy para pobiera się po kilku latach związku, obydwoje wierzą, że ślub doda żaru ich miłości, podsyci czasami przytłumiony już ogień. Dlatego żadne z nich nie zastanawia się, jak to teraz będzie, czy coś się zmieni i czy obietnica „razem na dobre i złe” naprawdę do czegoś zobowiązuje. Podobnie jak para siedząca w moim gabinecie, nie myślą o tym, po co i dlaczego akurat teraz. Albo czy, ile i kiedy planują dzieci. Jak podzielą domowe obowiązki. Jak będą spędzać czas wolny. Kto będzie zarządzał domowym budżetem. Niestety, nadal panuje przekonanie, że do małżeństwa potrzebna jest jedynie miłość (rozumiana jako uczucie, a nie relacja), a ślub scementuje związek na zawsze. W ceremonii zaślubin widocznie jest jakaś magia, która ożywia iluzje, ale… budzi też rodzinne skrypty. Nagle przychodzi mi do głowy pomysł. Jacek i Ewa siedzą w pewnym oddaleniu od siebie. Biorę małą poduszkę i rzucam ją na podłogę, pomiędzy nich. – To jest wasza miłość – mówię. Patrzą na mnie ze zdziwieniem, ale żadne z nich nie wykonuje najmniejszego gestu. – Zaopiekujcie się nią – zachęcam. Jacek patrzy na Ewę. Kiedy zauważam, że obydwoje zaczynają niecierpliwie wiercić się w fotelach, czuję, że ich miłość została zatrzymana przez jakąś większą siłę. Proponuję kolejne ćwiczenie. Proszę, by stanęli przodem do siebie, w pewnym oddaleniu. Zaczynam snuć opowieść o małżeństwie: „Pewnego dnia pobraliście się, obiecaliście sobie być razem…”. Najpierw do tyłu zerka Jacek, potem Ewa ogląda się za siebie. Zagadka powoli zaczyna się wyjaśniać… Po kilku minutach już wiem, że zmiana w relacjach Jacka i Ewy po ślubie była niejako karą za sprzeniewierzenie się rodzinnej tradycji. Wiem, że brzmi to magicznie, ale to nie czary. Nawet psychologia akademicka uznaje istnienie niewidzialnej siły zwanej rodzinną lojalnością, która nie pozwala nam żyć inaczej, niż żyli nasi przodkowie.

Krok 3. Analizujemy historię małżeńską rodzin Jacka i Ewy

Mężczyźni w rodzinie Jacka nie należeli do zbyt wiernych swoim kobietom. Dziadek Jacka nigdy nie krył się ze swoimi miłosnymi podbojami, ale zawsze wracał do babci, która z cierpliwością znosiła jego wybryki. Podobnie ojciec Jacka, i ten jako dziecko często był świadkiem rozpaczy matki. Rodzice nigdy się nie rozwiedli, ojciec odchodził i wracał. Matka czasami przyjmowała go, a potem przychodziły na świat kolejne dzieci, innym razem zatrzaskiwała mu drzwi przed nosem. Kilka razy chodziła do jego kochanki i błagała, żeby wrócił. – Szybko wytłumaczyłem sobie, że to nie miłość, że oni nigdy się nie kochali – mówi, a ja przypominam sobie początek sesji, kiedy powiedział, że przed ślubem z Ewą chciał się upewnić, że się kochają. Zaproponował Ewie ślub, kiedy był pewien, że łączy ich prawdziwe uczucie. Ale po ślubie zaczął się bać, że jest taki sam jak jego ojciec i dziadek. Rodzice Ewy przez 20 lat mieli udane małżeństwo. – Potem mama zachorowała na nowotwór piersi – opowiada Ewa. – Byłam już młodą kobietą, pamiętam, jak ojciec rozpaczał, że nie wyobraża sobie życia bez matki. A potem odszedł z pielęgniarką, którą zatrudnił do opieki nad żoną – mówiąc to, Ewa wybucha śmiechem. Wiem, że to śmiech przez łzy, z rozpaczy i bezsilności. Myślę, że zachowanie ojca na zawsze podkopało jej zaufanie do mężczyzn. Jacek żyjący z piętnem zdrajcy i Ewa nieufająca mężczyznom – nic dziwnego, że małżeństwo zachwiało ich poczuciem bezpieczeństwa, obudziło lęk, że powtórzą los swoich rodzin. Wspólnie zastanawiamy się, jakie relacje dziś łączą ich z rodzicami. Ewa opowiada, że długo była zła na matkę za to, że ta zachorowała, a potem, że chora i słaba nie była w stanie zatrzymać męża. Dziś jest zła na ojca. Nie potrafi mu wybaczyć. – Choć wiedziałam, że ojciec odszedł od matki, a nie ode mnie, czułam, że mnie też porzucił – wyznaje.  – Byłaś bezradna, a bezradność degraduje nas do roli dziecka – tłumaczę jej. – Na naszym ślubie ojciec płakał. Kiedy to zobaczyłam, wszystko odżyło, przed oczami stanął mi tamten moment, kiedy ojciec wyprowadzał się z domu, a matka wymiotowała w łazience – wspomina. Jacek od dnia ślubu żyje z lękiem, że będzie taki sam jak jego ojciec i dziadek. Pytam, czy ma pomysł, co zrobić, żeby tak się nie stało. Milczy, Ewa także nic nie mówi. Czuję, że w tym cierpieniu trudno im być razem.

Krok 4. Konfrontuję złość Ewy z lękiem Jacka

Lęk i złość są jak orzeł i reszka. Jacek jest w energii lęku, Ewa w energii złości – kulturowo są więc trochę w nie swoich rolach, zgodnie z którymi to kobieta ma prawo się bać, a mężczyzna – złościć. Kolejny raz podczas trwania sesji proszę, żeby stanęli naprzeciwko siebie. I by Jacek poczuł swój lęk, a Ewa swoją złość. Potem zarządzam, żeby zamienili się rolami i by teraz to Jacek poczuł złość, a Ewa lęk. Wspólnie ustalamy, że męska złość jest silna, daje poczucie bezpieczeństwa. Za to kobiecy lęk jest miękki, wołający o opiekę. Jacek boi się swojej złości: – Nie chcę skrzywdzić mojej żony – mówi. – Nie jesteś swoim ojcem ani dziadkiem – mówię. – Masz prawo żyć inaczej, swoim życiem. Masz prawo być szczęśliwy w małżeństwie. To od ciebie zależy, czy będziesz wierny żonie. Ewa mówi, że lęk ją osłabia. – Złość to emocja, która daje dużo energii, lęk jej pozbawia – tłumaczę. – Co czujesz? – Boję się, że się przewrócę – mówi. – Zaufaj, że Jacek nie pozwoli ci upaść. W kobiecej słabości i miękkości jest potężna moc. To dopiero pierwszy krok procesu. Mają prawo czuć się niepewnie, ale proszę, żeby zaufali i dali się poprowadzić. Kiedy zintegrują jego męską siłę i jej kobiecą moc – przyznają sobie prawo do życia inaczej niż ich rodziny pochodzenia.

Coraz częściej pary, które przez lata zarzekały się, że nie potrzebują papierka na potwierdzenie swojej miłości, jednak wzięły ślub. A potem rozwód. (Fot. iStock)

Autoterapia dla par w kryzysie tuż po ślubie

  • Zastanówcie się najpierw osobno, a potem wspólnie, dlaczego postanowiliście się pobrać w tym konkretnym momencie trwania związku. Najważniejsze, żebyście ustalili, czy powód miał źródło pozytywne, np. chęć ogłoszenia światu waszej miłości, czy może negatywne, np. chęć rozpalenia na nowo żaru w związku, który utknął w codziennej rutynie.
  • Czy małżeństwo zaspokoiło te oczekiwania? Co zmieniło się po ślubie (na lepsze i na gorsze)? Czy gdybyście jeszcze raz mieli podjąć decyzję o małżeństwie, jaka by ona była?
  • Pamiętajcie, że kryzys pojawiający się do pierwszej rocznicy ślubu zwykle związany jest z nierealnymi oczekiwaniami wobec partnera. Dlatego zorganizujcie wieczór żałoby po nich. Niech każde z was wypisze na kartce wszystkie oczekiwania w stosunku do partnera. Możecie sobie pokazać swoje kartki, ale to nie jest konieczne. Najważniejszy moment to spalenie kartek z intencją, że oczekiwania są zawsze źródłem rozczarowań. Teraz pomyślcie, co każde z was chce dać partnerowi: np. zamiast oczekiwać, że on codziennie będzie mówił, jak bardzo cię kocha, powiedz mu, jak bardzo jest dla ciebie ważny.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze