1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Korzenna chai latte - przyjemność dla podniebienia, pożytek dla mózgu

Korzenna chai latte (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Korzenna chai latte (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Po co komu kawa, jeśli można wypić pyszną, korzenną i lekko pikantną latte, która pobudzi nie tylko kubki smakowe, lecz także umysł? Jeśli masz ochotę na coś łagodniejszego, możesz zmniejszyć ilość czarnego pieprzu i imbiru, ale ich korzystny wpływ na smak (oraz na trawienie) jest niezaprzeczalny, więc może warto spróbować?

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Mózg to niezwykle złożony organ. Podstawowa wiedza na temat jego funkcji i procesów oraz związków chemicznych, które je wspomagają, może okazać się bardzo przydatna w podjęciu kolejnych kroków na drodze do optymalizacji myślenia i odczuwania. Właśnie tym zagadnieniom poświęcona jest książka.

Znajdziesz w niej  65 przepisów opartych na produktach pochodzenia roślinnego,  oraz praktyczne informacje na temat biologii mózgu i jego funkcji (bez obaw, to nie są żadne zawiłe treści!), a także metody, które mogą skutecznie poprawić jego pracę i wydajność. Lektura tej książki daje narzędzia umożliwiające identyfikację własnych potrzeb, co w dalszym etapie pozwoli Ci zmodyfikować dietę w taki sposób, by jak najskuteczniej wspierała twój umysł.

Składniki na 2 szklanki/2 porcje: 

  • 2 szklanki niesłodzonego mleka migdałowego
  • 2 daktyle medjool, bez pestek
  • 2 łyżeczki soplówki jeżowatej w proszku (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością)
  • niepełna 1/4 łyżeczki cytryńca chińskiego w proszku
  • 1/2 łyżeczki cynamonu, mielonego
  • 1/2 łyżeczki imbiru, mielonego
  • 1/8 łyżeczki kardamonu, mielonego
  • 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu, drobno mielonego
  • stewia w płynie, do smaku (opcjonalnie)

Umieść wszystkie składniki oprócz stewii w blenderze i utrzyj na gładko. Przelej płyn do rondla i postaw go na małym ogniu. Podgrzewaj, aż zacznie lekko wrzeć. Zamieszaj przed wypiciem i racz się natychmiast. Dosłodź stewią tylko jeśli to konieczne.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.

  1. Psychologia

Pod presją krytyki, oceny i umniejszania w związku. Co robić?

Nie krytykuj siebie – od tego zacznij. (Fot. iStock)
Nie krytykuj siebie – od tego zacznij. (Fot. iStock)
Jednym z „ulubionych” zajęć ludzi jest krytykowanie innych. Dlaczego? Bo daje, na chwilę, ulgę, że ktoś inny jest od nas gorszy, więc to nie my jesteśmy ci gorsi. I tak, zamiast poprawiać sobie samopoczucie przez autorozwój, który jednak wymaga wysiłku, ludzie-umniejszacze plują na bliźnich. Nie ma żadnego powodu, żeby się temu poddawać.

Co możesz  dla siebie zrobić?

  • Bardzo uczciwie odpowiedz sobie, czy ty także nie umniejszasz jego, nie oceniasz, nie ubliżasz – jeżeli nie, to czytaj dalej...
  • Zacznij od tego, że na tyle, na ile potrafisz, spokojnie – poinformuj go: „Zauważam kochanie, że bardzo mnie ostatnio krytykujesz, czy wiesz o tym?”.
  • Powiedz: „To dla mnie przykre” „Boli mnie”.
  • Powiedz mu: „Stop, nie idź dalej – nie życzę sobie takiego zachowania i takich tekstów”.
  • Jeśli on ich nie zaprzestanie lub znów do nich wróci, bo będzie sprawdzał, czy już mu wolno, powiedz mu na przykład, że wyjedziesz na tydzień do koleżanki, bo nie chcesz być w tak nieprzyjemnym towarzystwie.
  • Cokolwiek powiesz, że zrobisz, jeśli on będzie kontynuował dokuczanie – musisz być konsekwentna i to właśnie zrobić, co obiecałaś!
  • Zastanów się, jak krytyka na ciebie działa – czy pomimo tego, że uważasz, że jest niesłuszna to jednak sprawia, że czujesz się gorsza i dotyka cię. Jeżeli tak, to czas iść na terapię i zastanowić się, czy znasz własną wartość.
  • Zastanów się, czy nie dajesz mu za dużo. Czasami ktoś nas bardzo krytykuje, bo czuje, że nie mamy nic własnego i korzystamy tylko z jego życia. Wchodzimy w obszary jego życia za daleko, wisimy na nim. Może tak właśnie jest – że żyjesz nim, a nie sobą?
  • Jest też taka smutna możliwość, że nie zdając sobie z tego sprawy, jesteś bardzo przyzwyczajona do znoszenia krytyki – więc jakby jej wyczekujesz, a być może nawet do niej prowokujesz.
  • Sięgnij po pewność siebie (jeśli ją masz. Jeśli nie – idź na warsztaty z asertywności) i daj mu jasno znać, że nie dasz sobie w kaszę dmuchać i że nie zasługujesz ani nie życzysz sobie krytyki i negacji ciebie.
  • Nie pozostaw wątpliwości, że nie zgodzisz się na taki stan rzeczy i jeżeli będziesz miała wybierać pomiędzy nim a tobą, to wybierzesz siebie.
  • On musi wiedzieć, że nie dasz mu się zniszczyć.
  • Zawsze wybieraj swoje dobro w takich sytuacjach i pokazuj partnerowi, że nie dasz mu się umniejszyć
  • Nie krytykuj siebie – od tego zacznij.

Stan permanentnej krytyki, umniejszania i unieważniania kogoś jest oznak czego toksycznego w zwizku, w partnerze albo w tobie. Albo i w nim, i w tobie. Może yła w rodzinie toksycznej, w której twoja wartość była podwaana i jeste do tego przyzwyczajona – wtedy niestety znajdujesz si w ramionach partnera podobnego do którego rodzica albo do obojga.

Jeeli twój partner ci krytykuje cały czas, to albo nastpił moment przekroczenia granic, albo granic nigdy nie było. Niestety kobiety czsto w ogóle nie dbaj o granice, bo wol, eby mężczyzna zarzdzał ich yciem. Lub myl, e tak powinno by. Maj wtedy zysk w postaci własnej nieodpowiedzialnoci, tak jak w byciu dzieckiem, iluzj bezpieczestwa, ale faktycznie jest tak, e rezygnuj ze swojego ycia – i z satysfakcji z niego.

Jeeli jednak krytyka pojawiła si niedawno, to warto sprawdzi, co si dzieje ze zwizkiem, z tob lub z mężczyzn i zacząć to rozwizywa wspólnie.

A jeli w zwizku wyczerpało si wszystko co dobre i ywe – to moe czas odejść.

Więcej w książce "Instrukcja obsługi faceta".

  1. Psychologia

Odejść czy zostać? – Czy potrafimy przebaczyć kłamstwo w związku?

Istotną rzeczą jest rozróżnienie między przebaczeniem a pozostaniem. Nie możesz zostać, jeśli nie przebaczysz partnerowi; ale możesz mu przebaczyć, nawet jeśli zdecydujesz się odejść. (fot. iStock)
Istotną rzeczą jest rozróżnienie między przebaczeniem a pozostaniem. Nie możesz zostać, jeśli nie przebaczysz partnerowi; ale możesz mu przebaczyć, nawet jeśli zdecydujesz się odejść. (fot. iStock)
Oto pytanie, które powraca od momentu, gdy kłamstwo zostaje odkryte. Czy mogę zostać z człowiekiem, który mnie okłamał? Czy uda mi się odzyskać zaufanie? – pyta Lisa Letessier, psycholożka i terapeutka, autorka książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko musi toczyć się szybko. Im bardziej wtapiamy się w tę mentalność, tym mniejszą mamy tolerancję na frustrację. Już nie umiemy czekać na odpowiedź, na spotkanie, na to, że będzie lepiej…

Podczas pierwszej konsultacji pacjenci zaczynają od następujących pytań: Ile czasu to zajmie? Z iloma sesjami należy się liczyć? Jak długo to wszystko potrwa? Gdy wyjaśniam im, że nie mam kryształowej kuli i nie wiem, jak będą „reagować” na terapię, że to zależy także od nich i okaże się w trakcie sesji, są rozczarowani…

Chęć szybkiego załatwiania spraw przenosi się na związek. Dziś nie chce nam się walczyć o to, żeby go utrzymać. Kiedy coś idzie nie tak, rozstajemy się. Nie akceptujemy ograniczeń, wysiłku i energii, których wymaga związek i stała praca nad nim. Niektórzy pacjenci przychodzący na terapię par (czyli zainteresowani odbudową i wysiłkiem na rzecz uratowania relacji) buntują się w końcu przeciwko zadawanym ćwiczeniom, ponieważ – jak mówią: „nie mają odwagi” albo są „zbyt leniwi”.

Dodatkowo, dziś to wiele kobiet odchodzi. Jakby dzięki rewolucji feministycznej rekompensują sobie setki lat, gdy były uwięzione w małżeństwie, i nie wyobrażają sobie, że mają nadal poświęcać własny rozwój dla rodziny. W efekcie w ponad 50 proc. par w odpowiedzi na moje pytanie „odejść czy zostać” pada odpowiedź: „odchodzę” (75 proc. w Paryżu). Marie-Claude Gavard w swojej książce o związkach pisze: „słowa «na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozdzieli» można by zamienić na: «na dobre, unikając złego, dopóki rozwód nas być może nie rozdzieli»” (Gavard, 2011).

Po pierwsze, musisz sobie zadać pytanie o to, jak widzisz ciąg dalszy: na co chcesz poświęcić swoje zasoby i energię psychiczną – na odbudowę swojego związku czy na odbycie żałoby po nim?
To nie pytanie pułapka. Nie ma dobrej ani złej odpowiedzi, tylko wolny wybór. Być może jeszcze go nie dokonałaś. Nie martw się, czytaj dalej, a odpowiedź do ciebie przyjdzie.

Być może mówisz sobie też: „Chciałabym zostać z moim partnerem, gdyż mimo tego, co mi zrobił, nadal bardzo go kocham, ale wydaje mi się, że nigdy nie zdołam mu przebaczyć i na nowo zaufać”.

Choć można odbudować związek, to niekiedy trauma wywołana przez kłamstwo okazuje się tak niszcząca, że osoba oszukana nie czuje się zdolna – mimo że chciałaby – na nowo angażować się w daną relację. Jeśli czujesz, że chciałabyś, ale samodzielnie nie dasz rady, nie wahaj się poszukać pomocy w terapii indywidualnej albo terapii par.

Oto odpowiedzi 108 uczestników sondażu na pytanie: „Czy jesteś w stanie przebaczyć kłamstwa partnera?”:

  • Nie mam ochoty próbować – 8,30%
  • Nie zdołałabym – 25,90 %
  • Przebaczyłabym, ale nie zaufałabym na nowo – 13%
  • Po pewnym czasie przebaczyłabym i zaufała na nowo – 43,50%
  • Nie mam żadnych problemów z kłamstwem partnera – 9,30%
Na pytanie, co pomogłoby im odzyskać zaufanie, kobiety w większość wskazywały: komunikację, całkowitą przejrzystość, uważność, przeprosiny, poczucie szczerego żalu partnera, odbudowanie intymności i czas. Mężczyźni w większości wymieniali: czas, a niektórzy – komunikację.

Ważne jest to, żeby jeśli zdecydujesz się zostać, zrobić to w jak najlepszych okolicznościach, czyli pod warunkiem zaangażowania obu stron w odbudowę związku i zaufania. Oboje musicie uczestniczyć w tym procesie. Partner jest zobowiązany przyjąć odpowiedzialność za to, co zrobił, a ty musisz zrezygnować z chęci ukarania go za to. Zrezygnować oznacza więc przebaczyć.

Istotną rzeczą jest rozróżnienie między przebaczeniem a pozostaniem. Nie możesz zostać, jeśli nie przebaczysz partnerowi; ale możesz mu przebaczyć, nawet jeśli zdecydujesz się odejść. Zatem czy zostajesz, czy nie – czytaj dalej.

Akceptacja krzywdy - jakie przynosi korzyści?

Akceptacja to pierwszy krok na drodze ku odbudowie – związku lub twojej własnej. Poświęćmy nieco czasu wyjaśnieniu istoty akceptacji.

Zaakceptować nie oznacza godzić się, przyzwalać na zło, które partner ci wyrządził, czy je usprawiedliwiać. Nie oznacza także podporządkowania, rezygnacji ani kapitulacji. Podporządkować się to zrobić coś, nie mając wyboru, poddać się, być pasywnym. Akceptacja jest natomiast aktywna: aktywnie przyjmujesz emocje, akceptujesz realność zachowania, ponieważ rozpatrujesz je w kontekście ogólnym.

Zaakceptować to przyjąć doświadczenie takie, jakim jest tu i teraz. Zaakceptować to pozwolić na to, co się dzieje w twoim wnętrzu. Czujesz bolesne emocje, nie ma co ich wyganiać, bo tylko wrócą jeszcze mocniejsze. Nie chodzi o to, żeby pławić się w swoim nieszczęściu ani robić z siebie ofiarę, a pozwalać sobie na odczuwanie.

Przeżywasz bardzo bolesne doświadczenie, masz prawo źle się czuć i potrzebować czasu, żeby poczuć się lepiej. Psycholog Ilios Kotsou słusznie zauważa: „Życie jest momentami nieprzyjemne, ale nie sposób uniknąć wewnętrznego dyskomfortu bez, w pewnej mierze, unikania życia” (Kotsou, 2014).

Zaakceptować to także wyrazić zgodę na konfrontację z rzeczywistością: partner cię okłamał, wasz związek przechodzi kryzys albo się skończył. Nie możesz zmienić tego, co się zdarzyło. Chodzi o to, żeby przyjąć fakty, a energię wkładaną w wyparcie, w powstrzymywanie bolesnych emocji i pragnienie zemsty przeznaczyć na wyleczenie ran.

Akceptacja jest początkiem wglądu. Pozwala działać zamiast reagować, przyjmować to, czego nie można zmienić, i działać wtedy, kiedy można (Kotsou, 2014). Pomaga wprowadzać zmiany niezbędne, żeby sytuacja się nie powtórzyła – zmiany w związku albo w drodze do rozstania.

Oczywiście nie sposób zaakceptować po prostu dlatego, że tak zdecydowaliśmy. Akceptacja wymaga czasu, zachodzi w sercu i w trzewiach, a nie w głowie. Zbyt szybka akceptacja w myśl „i tak nie mam wyboru, muszę zaakceptować, nie odejdę” jest czymś sztucznym. W ten sposób będziesz tylko gromadzić negatywne emocje, żal, gniew i ten ropiejący wrzód ukryty w głębi twojego jestestwa w końcu pęknie, a wtedy – zakażenie gwarantowane! Zatem trzeba go oczyścić, zoperować i zdezynfekować teraz. Teraz, nie za dziesięć lat.

Żeby wyleczyć się z tego doświadczenia, musisz uświadomić sobie, że przebaczasz dla siebie, nie dla partnera. Pielęgnując żal, gniew, nienawiść, karzesz samą siebie – nie kogoś innego. Te emocje powodują niepokój twojego serca i twojej duszy – nie jego. To siebie najbardziej krzywdzisz. Jak twierdzi Christophe André „szczęście odpornych polega na tym, że mają broń” (André, 2015).

Podkreślam te słowa, bo to podstawa: zaakceptować nie oznacza godzić się. Nie chodzi o to, że jeśli podczas lektury uświadamiasz sobie, że partner stosuje wobec ciebie przemoc emocjonalną lub fizyczną – masz usprawiedliwiać jego zachowanie albo powiedzieć sobie: „Biedak, miał trudne dzieciństwo, akceptuję to, że traktuje mnie przemocowo”. Możesz sobie powiedzieć: „Akceptuję fakt przeżytego doświadczenia, akceptuję moje negatywne emocje, przebaczam sobie, że pozwoliłam na takie traktowanie, a teraz akceptuję to, że odejście będzie dla mnie bolesne mimo tego wszystkiego, co mi zrobił”.

Jednym z pierwszych etapów pojednania jest to, że twój partner przejdzie swoją część drogi. Ważne, aby uzmysłowił sobie, że mimo wszystkich powodów, które skłoniły go do kłamstwa (historia rodzinna, kontekst związku itd.), dokonał wyboru: wyboru kłamstwa i zdrady twojego zaufania. Ważne jest i to, żeby uznał swój błąd i poprosił o wybaczenie. To etap istotny dla pojednania i niezbędny, żebyś mogła mu przebaczyć – te dwie sfery należy rozgraniczyć. Najpierw trzeba przebaczyć, potem zdecydować lub nie o pojednaniu, a następnie kontynuować lub zakończyć relację.

Olivier Clerc doskonale ilustruje ten koncept następującym przykładem. Wyobraź sobie, że w szemranej dzielnicy zostajesz zaatakowana białą bronią i tylko twój napastnik może ci zrobić opatrunek. Byłoby to dramatyczne i źle rokowało dla twojego przeżycia. Być może wykrwawiałabyś się, w desperacji czekając, aż przyjdzie zszyć ranę, którą właśnie ci zadał. Na szczęście możesz iść do lekarza, który ją zszyje, i sama ją odkazić oraz pielęgnować, aż się zabliźni (Clerc, 2015).

Fragment pochodzi z książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”. - Jej autorka, Lisa Letessier, psycholożka i terapeutka, szeroko rozpatruje problem kłamstwa i zdrady. Udziela także praktycznych porad (ćwiczenia, medytacje): jak poczuć przebaczenie? jak okazać sobie współczucie? jak ukoić emocje? w jaki sposób komunikować problemy dzieciom i innym osobom?

  1. Psychologia

Co rozgrywa się w mózgu osoby wysoko wrażliwej?

Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. (Fot. iStock)
Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. (Fot. iStock)
Czujesz się przytłoczona własnymi emocjami? Bardzo łatwo cię zranić? Czasami chciałabyś po prostu schować się przed całym światem? To oznaki wysokiej wrażliwości. I choć nie jest to choroba, lecz cecha osobowości, wyróżniają ją istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu.

Fragment pochodzi z książki Katarzyny Kucewicz "Kobiety, które czują za bardzo", Wydawnictwo Rebis. 

Wszystkie narządy wewnętrzne osób wysoko wrażliwych działają sprawnie, jeśli nie toczy ich inna, niezwiązana z naszym zagadnieniem choroba. Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują jednak na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. Dr Aron, jako pionierka pracy naukowej nad wysoką wrażliwością, wiedziała, że aby jej teoria została potraktowana poważnie, musi opierać się na istotnych badaniach klinicznych. Same obserwacje i wywiady z osobami czującymi podobnie nie wystarczyłyby do tego, aby stworzyć tak potężną teorię. Dlatego dr Aron wraz z mężem podjęła się zbadania aktywności mózgu z użyciem funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (fMRI). Małżeństwo chciało przyjrzeć się dokładnie, w jaki sposób ośrodkowy układ nerwowy reaguje na docierające do niego bodźce z zewnątrz. Eksperymenty badaczy udowodniły, że 15–20 procent populacji reaguje z dużo większą wrażliwością niż przeciętna. Tak wyglądał początek odkrywania tej cechy osobowości człowieka. Do dziś przeprowadzane są liczne analizy sprawdzające wysoką wrażliwość w odniesieniu do innych cech. Naukowcy z całego świata publikują swoje wyniki na stronie www.hsperson.com.

Zbierając je w całość, wysnuwają dziś cztery główne wnioski dotyczące specyfiki funkcjonowania układu nerwowego osób wysoko wrażliwych. Oto one:

Mózg osoby wysoko wrażliwej w odmienny sposób reaguje na dopaminę

Dopamina jest neuroprzekaźnikiem uwalnianym z zakończeń nerwowych układu współczulnego i rdzenia nadnerczy. Znajdziemy ją w obwodowym i ośrodkowym układzie nerwowym. W istotny sposób wpływa na psychikę – przede wszystkim zwiększa motywację do działania i powoduje, że człowiek ma więcej energii i chęci do życia, do tworzenia. Dopamina najpierw popycha nas do działania, a następnie odpowiada za błogie poczucie zwycięstwa. Reguluje motywację do poszukiwania zewnętrznych bodźców wzmacniających. „Z punktu widzenia dopaminy posiadanie nie jest interesujące. Liczy się tylko zdobywanie. Jeśli mieszkasz pod mostem, dopamina sprawi, że zapragniesz namiotu. Jeżeli masz już namiot, zażąda od ciebie domu. Gdybyś zamieszkał w najdroższej rezydencji na Ziemi, wzbudziłaby pragnienie zamku na Księżycu. Dopamina nie zna miary dobrego i nie wie, co to linia mety” – wyjaśniają Daniel Z. Lieberman i Michael E. Long, autorzy książki "Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz".

Dowiedziono, że osoby wysoko wrażliwe są mniej łase na nagrody zewnętrzne niż osoby o umiarkowanym poziomie wrażliwości. Oznacza to, że wizja nagrody nie jest dla nich na tyle kusząca, by uporczywie za nią podążały. Bardziej w ich stylu jest uważne przetwarzanie informacji, przyglądanie się różnym zjawiskom w powolnym skupieniu. Przez to zwykle bywają dokładniejsze i bardziej sumienne, nie mają tak silnej potrzeby rywalizacji, nie są nigdy ślepo nastawione na wygraną. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźmy sobie dwie siostry (Wiolę – wysoko wrażliwą i Natalkę – nisko wrażliwą), które starają się o udział w olimpiadzie matematycznej i w ramach przygotowań z zapałem rozwiązują kolejne zadania. Dziewczynka wysoko wrażliwa, choć równie pilnie przykłada się do zadań, nie jest tak podekscytowana wizją prestiżu olimpijskiego jak jej nisko wrażliwa siostra, która fantazjuje o podium i wyobraża sobie wygraną, co ją bardzo pobudza. Silne pobudzenie nie zawsze dobrze działa na koncentrację i uważność potrzebne do prawidłowego przetwarzania informacji. Dlatego w efekcie niewykluczony byłby scenariusz, że to ta pierwsza poradziłaby sobie z zadaniami lepiej, gdyż sytuacja nie byłaby dla niej wysoce stymulująca, więc mogłaby się lepiej skupić niż siostra. Ale nie jest to takie proste – bo gdyby zadania były rozwiązywane w dużej sali, hałaśliwej, z setką nastolatków, to otoczenie działałoby na Wiolę – wysoko wrażliwą – przytłaczająco i dekoncentrująco.

Nadmiar wrażeń i pobudzenia są dla osób wysoko wrażliwych niezwykle energochłonne i mogą bardzo wytrącać z rytmu. Osoba wrażliwa, żeby pracować wydajnie, musi mieć zapewnioną przestrzeń odbodźcowaną. Dlatego sporo wrażliwych osób ceni sobie pracę zdalną, pracę w małych firmach, gdzie nie ma wielu osób dookoła. Co prawda jeśli wykonują zawód, którego nie da się uprawiać w pojedynkę, i tak z reguły radzą sobie z zadaniami, ale koszt, jaki ponoszą, jest bardzo duży.

Warto, żeby wybrzmiała tu kluczowa uwaga: przestymulowanie, jakiego bardzo często doświadczają osoby o wysokiej wrażliwości, jest utrudnieniem, ale nie uniemożliwia wykonywania różnych zawodów. Popularna piosenkarka rockowa Alanis Morissette, osoba z pierwszych stron gazet, stymulowana zewsząd, jest jedną z najbardziej znanych na świecie wysoko wrażliwych kobiet. Jej kariera w niczym nie odbiega od kariery ekstrawertycznych gwiazd popkultury. Ale ze względu na swoją cechę płaci ona wyższą cenę za tę nadmierną dla jej ośrodkowego układu nerwowego stymulację i potrzebuje statystycznie więcej czasu, żeby się zregenerować.

Neurony lustrzane osób wysoko wrażliwych są bardziej aktywne

Neurony lustrzane to skupiska komórek nerwowych w mózgu. Uaktywniają się albo podczas obserwowania czynności wykonywanej przez inne osoby, albo w trakcie wykonywania danej czynności. Dzięki nim jesteśmy w stanie rejestrować sposób, w jaki ktoś się zachowuje, a następnie naśladować jego reakcje. To one odpowiadają za nasz poziom empatii. Są „lustrzane”, bo pozwalają nam jak w lustrze odzwierciedlać czyjeś nastroje. Czyli gdy widzimy, jak ktoś płacze – smutniejemy, uśmiechamy się zaś szeroko, gdy z innych tryska radość. Neuronom lustrzanym zawdzięczamy umiejętność współodczuwania z innymi i stawiania się w czyimś położeniu. Dzięki nim większość z nas potrafi wykrzesać z siebie współczucie wobec cierpienia drugiej osoby, nawet jeśli jej krzywda jest dla nas niedotkliwa. Im większa aktywność neuronów lustrzanych, z tym bardziej empatycznym człowiekiem mamy do czynienia.

Badania wskazują, że neurony lustrzane odgrywają niebagatelną rolę w funkcjonowaniu ludzi wysoko wrażliwych. U nich te neurony są dużo bardziej aktywne niż u przeciętnego Jana Nowaka, który co prawda posiada tyle samo neuronów lustrzanych, ale nie aż tak aktywnych. To dobra i zła wiadomość dla osób wysoko wrażliwych. Dobra, bo odznaczają się uważnością na krzywdę i cierpienie drugiego człowieka. Zwykle bardzo przeżywają tragedie i są wyczulone, kiedy komuś dzieje się krzywda. Zła wiadomość jest taka, że wysoko wrażliwi często są głęboko wstrząśnięci tragediami, które spotykają obcych im ludzi. Bywają poruszeni do tego stopnia, że trudno im wrócić do równowagi. Badania z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego przeprowadzone w 2014 roku przez dr Biancę Acevedo z University of California wykazały, że osoby wysoko wrażliwe mają wyższy poziom aktywności neuronów lustrzanych, nie tylko wobec osób znajomych, ale także obcych, kompletnie sobie nieznanych.

Życie z tak wysoką empatią może być naprawdę uciążliwe. Oglądanie filmów czy słuchanie historii o cierpieniu innych może być wręcz nieznośne dla osoby z wysoką wrażliwością. Tola, 31-letnia właścicielka marki odzieżowej, opowiada: „Nie mogę patrzeć na porzucane lub maltretowane zwierzęta. Ilekroć w serwisach społecznościowych ktoś wrzuca posty o zbiórkach, dostaję dreszczy i mam łzy w oczach. To mnie rozbija na długie godziny. Przestałam obserwować w internecie takie strony. Od lat co miesiąc przelewam określoną sumę na dwie fundacje, ale nie chcę patrzeć na to, co publikują, bo jest to dla mnie uderzenie, po którym nie mogę się pozbierać. Wstyd mi o tym mówić, ale to silniejsze ode mnie. Tak bardzo im współczuję. Z wielką przyjemnością dzielę się tym, co mam, bardzo, bardzo chcę pomagać. Ale bezpośredni widok cierpienia zwierząt jest dla mnie tak trudny, że jeśli mogę, to odwracam wzrok”.

Osoby wysoko wrażliwe naprawdę czują intensywniej

Mózg jest najciekawszym narządem w ciele człowieka, to pewne. Ale która część mózgu od lat najbardziej frapuje badaczy? Zdecydowanie kora przedczołowa, bo to ona głównie odpowiada za nasze procesy psychiczne. Jak sama nazwa wskazuje, jest umiejscowiona z przodu, najbliżej naszej twarzy. Zawiaduje procesami poznawczymi i emocjonalnymi, które zachodzą w naszym mózgu. Jedną ze składowych kory przedczołowej jest część zwana korą brzuszno-przyśrodkową, odpowiedzialna za percepcję, ekspresję naszych emocji oraz przetwarzanie danych sensorycznych. Osoby wrażliwe mają tendencję do odczuwania „bardziej” właśnie na poziomie kory brzuszno-przyśrodkowej. To dzięki niej intensywnie przeżywają ekscytujące sytuacje społeczne, nawet te umiarkowanie ekscytujące.

Dlaczego ta część kory działa u niektórych ludzi inaczej? Chodzi o geny. A zwłaszcza jeden – wpływający na przetwarzanie danych u osób wysoko wrażliwych.

Powróćmy do Wioli i Natalki, które przygotowywały się do olimpiady matematycznej. Wysoko wrażliwa Wiola mogłaby mieć kłopot z hałasem w sali gimnastycznej, w której odbywałaby się olimpiada, właśnie dlatego, że gwar, harmider, nadmiar bodźców działałby na nią rozpraszająco. Dużo bardziej komfortowo czułaby się w małym pomieszczeniu z niewielką ilością bodźców. Nadmiar bodźców jest dla osoby wrażliwej przytłaczający, podobnie jak sytuacje silnie angażujące emocjonalnie. Wiola, stojąc przed salą gimnastyczną i słuchając głosów innych ludzi przeżywających olimpiadę i stresujących się nią, mogłaby doznać wielu bardzo silnych uczuć, tak jakby kontenerowała emocje wszystkich dookoła. Mogłoby ją to rozproszyć właśnie dlatego, że wysoko wrażliwi reagują silnie nawet na subtelne sygnały emocjonalne wysyłane przez innych.

Osoby o wyjątkowej wrażliwości czują bardziej wnikliwie

Naukowcy badający wysoką wrażliwość twierdzą, że wrażliwy mózg jest idealnie dostrojony, by wyłapywać i interpretować subtelności w zachowaniach innych ludzi. OWW są w tym znacznie lepsze niż większość ludzi o przeciętnej wrażliwości. Z czego to wynika? Ze wzmożonej aktywności konkretnych obszarów mózgu (wyspy, zakrętu obręczy), które „zapalają się” podczas sytuacji społecznych. Wyczuwanie subtelności to czułość na mikrogesty, czyli na to, jakie ktoś dobiera słowa, w jakim tempie do nas mówi, jak reaguje, kiedy my mówimy do niego. Pozwala prędko się zorientować, czy osoba, z którą rozmawiasz, jest uczciwa czy może kłamie. Czy dokonuje autoprezentacji, czy też jej intencje są szczere. Często w nieznaczących z pozoru gestach osoba wysoko wrażliwa dostrzega sedno czyjegoś problemu i może szybciej zauważyć to, co inni dostrzegają dopiero po dłuższym przyjrzeniu się danej osobie. Potrafi też celnie spuentować czyjś problem właśnie dlatego, że wyłapuje te subtelne niuanse.

Katarzyna Kucewicz, 'Kobiety, które czują za bardzo', Wydawnictwo Rebis. Katarzyna Kucewicz, "Kobiety, które czują za bardzo", Wydawnictwo Rebis.

  1. Psychologia

Gaslighting - nie daj się zgasić

Udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. (Fot. iStock)
Udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. (Fot. iStock)
„Przesadzasz”, „histeryzujesz”, „wydaje ci się”... Czy ktoś robił z ciebie kiedyś wariata? Wmawiał, że mylisz się co do swoich wrażeń i emocji? Że nie możesz czuć tego, co czujesz? Jeśli tak, możliwe, że stałeś się ofiarą gaslightingu. Czym on jest i jak go pokonać? – pytamy terapeutę Pawła Przybysza.

Jako dziecko często słyszałam, że jestem przewrażliwiona, że coś mi się wydaje, więc kiedy partner powiedział coś takiego, zrobiło mi się bardzo przykro. Potem dowiedziałam się, że jeśli podobne komentarze się powtarzają, to możemy mówić o tzw. gaslightingu. Jak reagować na takie słowa?
Zacznę od tego, że gaslighting, co możemy przetłumaczyć jak „przygaszanie światła”, to rodzaj psychicznej manipulacji. Intencjonalnej, adresowanej do konkretnej osoby. Jeśli trwa dość długo, to manipulator przejmuje kontrolę nad tym, jak jego ofiara postrzega rzeczywistość. Ona już nie wie, w co ma wierzyć; ma poczucie, że traci rozum.

Ofiarą gaslightingu pada zazwyczaj ktoś, kto przyjmuje postawę uległą, ale także manipulującą, do czego jeszcze wrócimy. Ktoś taki da sobie wmówić wszystko, bo nie ma jasnego i mocnego systemu przekonań i wartości. Nie ma więc oparcia w sobie, które pomogłoby mu rozeznać, co jest prawdą, a co fikcją – zwłaszcza gdy ktoś ważny zaprzecza jego ocenom i odczuciom. Dlatego zdanie i postawy innych ludzi przyjmuje za własne. Staje się jednak tą ofiarą niejako na własne życzenie, a to dlatego, że w głowie ma wciąż wątpliwości: „czy dobrze zapamiętałam, to co mówił partner?”, „czy dobrze widziałem, co się właściwie stało?”.

Jak to „stajemy się ofiarą na własne życzenie”? Mam w tym swój udział, że znów to słyszę?!
Możesz mieć. Choćby dlatego, że człowiek uległy często dopytuje się innych: „Jak to było? Co myślisz?”. Zatem niejako się podkłada! No a wtedy albo słyszy potwierdzenie, albo zaprzeczenie. Jeśli kolejny i kolejny raz jest to zaprzeczenie, to w pewnym momencie doświadcza dużego dysonansu, czyli poczucia, że myśli i osądy nie zgadzają się z jego wartościami. Na przykład partner kobiety mówi, że nie jest chamem, że się jej wydaje! A ona źle się czuje czy nawet boi, słysząc, jak on klnie. Trudno jej jednak powiedzieć: „przestań zaprzeczać faktom”, bo usłyszała kiedyś, że ludzie po studiach nie mogą być chamami, a on ma dwa fakultety! Czuje się zagubiona, bo nie wierzy sobie i stara się siebie przekonać, że zachowanie partnera nie powinno jej przeszkadzać. Ale tak naprawdę ją męczy. No i tu dotykamy delikatnej struny, dasz radę?

Postaram się!
Zatem udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Nie wierząc w siebie, manipuluje sama sobą, ale także partnerem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. Zapewne wyniosła ten sposób działania z dzieciństwa. Bo jeśli rodzice szanują się, mówią sobie prawdę, nie przeklinają, nie upijają się – to ich dzieci będą mieć w swoich zasobach ważne wartości: szczerość, empatię i chęć pomagania innym. A to przełoży się na pewność własnych ocen i emocji. Kiedy więc zakochają się w manipulatorze, to szybko się orientują, z kim mają do czynienia.

Kłopot z rozpoznaniem rzeczywistości będą mieć natomiast ci, którzy wychowali się w domach, gdzie się kłamało. Matka manipulowała ojcem: „Ta sukienka jest z ubiegłego roku!”, a ojciec manipulował matką: „Po prostu musiałem zostać dłużej w pracy”. Słysząc to, dziecko wie, że któreś z rodziców coś ukrywa. Nie wie jednak które. Może nawet nie chcieć wiedzieć, bo kocha i mamę, i tatę, i nie chce wybierać.

Nie chce poznać prawdy...
Tak, i dlatego staje się podatne na wpływy i niepewne siebie. Dlatego wciąż się o wszystko dopytuje. Kiedy wejdzie z tą swoją niepewnością w dorosłą relację, będzie prowokować partnera do tego, żeby podpowiadał, prowadził za rękę, przekazywał swój system wartości. Jeśli uległą osobą jest dziewczyna, która ma wrażenie, że cudem udało się jej poderwać chłopaka, bo on taki piękny i chodzi na siłownię, to uzna każde jego słowo za prawdę. Nawet jeśli będzie jej kłamał w żywe oczy.

Jeśli dziewczyna z domu, gdzie nie ceniło się szczerości, trafi na manipulatora, będzie miała o wiele większy kłopot. Bo gaslighting oznacza wieczne zdenerwowanie, trudności w podejmowaniu najprostszych decyzji czy obniżone poczucie wartości.
Co więcej, ona prawdopodobnie już je w sobie wykształciła. Dlatego podatne są Dorosłe Dzieci z Dysfunkcyjnych rodzin, bo one nie wiedzą, co czują, czego chcą i co im wolno chcieć... Skupione są za to na odczytywaniu potrzeb bliskich i dbaniu o ich dobrostan kosztem swojego. Co więcej, kiedy słyszą od partnera: „ja tego nie powiedziałem”, „tobie się wydaje”, „o co ci, do cholery, znowu chodzi?” – mają wrażenie, jakby słyszały rodziców. A to sprawia, że wracają mentalnie do dzieciństwa i zgadzają się z partnerem, który mówi: „wiem lepiej, jak masz przeżywać orgazmy”, „przecież lubisz do nich chodzić”. Jeśli wciąż się tej manipulacji ulega, to cena jest wysoka: dysonans i zagubienie, frustracje i niezaspokojone potrzeby. Dlatego takie osoby potrzebują głębokiej refleksji nad tym, czego doświadczyły jako dzieci, aby wreszcie przestało się im mylić, co jest prawdą. A myli im się od lat...

I mogą nie wiedzieć, że nie można zaprzeczać ich emocjom i osądom?
Dokładnie tak. Dlatego trzeba jasno powiedzieć, że mężczyzna, który mówi partnerce „przesadzasz”, „wydawało ci się” – stosuje przemoc, zaprzecza temu, co ona przeżywa swoim sercem, umysłem i ciałem! Mówi na przykład: „Przecież skok ze spadochronem jest bezpieczny. Masz tam sznurki. Czego się boisz?!”. To jej sprawa, czego się boi. Ma prawo się bać i nikt nie może wypychać jej z samolotu, nawet wyposażonej w najlepszy spadochron. Szacunek wymaga, aby liczyć się ze zdaniem, odczuciami i decyzjami drugiego człowieka. A więc każda uwaga, która podważa to, co mówi o sobie drugi człowiek, jest manipulacją i przemocą.

Trzeba też wiedzieć, że podstawą gaslightingu jest kłamstwo. A kłamstwo to każde mówienie nieprawdy, ale też przemilczanie, przeinaczenie, zaprzeczanie, np. „nie mogę być pijany, wypiłem tylko kieliszek wina!”, podczas gdy partnerka widzi, że mężczyzna ledwo stoi. Manipulacją jest każde umyślne wprowadzanie w błąd drugiego człowieka dla własnej wygody czy wygranej.

Jak się wydostać z tego pokoju krzywych luster, jakim staje się świat wewnętrzny kogoś, kto nie wie, co się dzieje i co czuje?
Pracować nad zasobami, czyli nad systemem wartości. Jeśli nie wynieśliśmy go z domu, warto znaleźć jakiś autorytet – może nim być wykładowca, a może też przyjaciel, lekarz czy osoba duchowna. Albo ktoś z dalszej rodziny, stryj czy ciocia? Ważne, aby system wartość tej osoby był jasny i oparty na odróżnianiu prawdy od kłamstwa, na uczciwości, empatii, szlachetności. To będzie fundament, na którym zbudujemy solidne poczucie własnej wartości i własny system ocen i osądów, czyli wewnętrzne zasoby.

Dlaczego prawda jest tu tak ważna?
Bo tylko ona ochroni nas przed manipulacjami innych, mocno postawi nas na ziemi. Może jesteśmy grubi, ale za to gościnni i pomagamy przyjaciołom, którym się nie przelewa. Nie mamy studiów, ale umiemy naprawić każde urządzenie. To prawda o nas, o naszej wartości, której nie zaprzeczamy. Jeśli to wiemy, to nie pozwolimy nikomu innemu, by wmówił nam, że nie możemy bać się skoku ze spadochronem czy…

...że to nie ślad szminki na kołnierzu!
Właśnie. Jeśli wiem, kim jestem, to nikt mi nie wmówi – ani mąż, ani kochanek, ani przyjaciółka czy nawet matka – że czarne jest białe. Ale jeśli nie wiem, kim jestem i co jest w życiu ważne, to każdy może wmówić mi, co tylko zechce. Zwłaszcza gdy mam do tego predyspozycje, czyli np. jestem Dorosłym Dzieckiem z rodziny Dysfunkcyjnej, czyli takiej, gdzie panowała jakaś forma przemocy czy zaniedbania, gdzie baliśmy się opiekunów, zamiast im ufać.

Możemy zrobić jakiś test, aby rozpoznać, czy ktoś nami manipuluje?
Wystarczy zadać sobie proste pytanie: „Czy chcę wiedzieć, jaka jest prawda? A może lubię być oszukiwany czy oszukiwana?”. Z kłamstwem jest tak jak z nadmiernym piciem alkoholu. Jeśli nie chcesz już pić, to popatrz na straty, jakie to przynosi, nie pij więcej! A kiedy nie dajesz rady, idź do specjalisty. Jeżeli więc nie chcesz być oszukiwana, to stań w prawdzie. Popatrz na koszty – jeśli zobaczysz, że są one większe niż zyski, to będziesz starała się to zmienić. Ale wiele kobiet nie chce prawdy, bo konfrontacja z nią wydaje się im zbyt bolesna. Odkrywają, że są nieszanowane, niekochane, oszukiwane i wtedy muszą coś z tym zrobić. W tym sensie prawda zmusza nas do zmiany, do dokonania trudnych wyborów.

Wiele kobiet zna takie sytuacje, kiedy partner mówi, że przesadzają, bo on nie ma żadnego romansu. Gdy tymczasem ciągnie go od lat. Aby poznać prawdę, trzeba często zajrzeć do jego telefonu, do bankowych wyciągów. A przecież tak się nie robi, to przekraczanie prywatności...
W związku granice prywatności są inaczej ustawione niż w przyjaźni czy nawet w rodzinie. Telefon może być użyty przez wszystkich domowników. Jeśli nie może, to coś mi tu śmierdzi. Komputer też jest wspólny, jeśli nie, bo ktoś zakodował wejścia, to coś jest niejasne. Owszem, grzebanie w czyjejś korespondencji jest przekroczeniem granic, ale szukasz prawdy, masz prawo wiedzieć, i jeśli coś znajdziesz, to należy to ujawnić: „Oszukujesz mnie, mówisz, że nie wydajesz pieniędzy odłożonych na dom, a już ich nie ma na koncie! Masz długi z hazardu? Robisz ze mnie wariatkę, a ja znalazłam to i to! Wyjaśnij mi to!”. Do tego jednak potrzeba bardzo dużo siły woli, odwagi, samozaparcia. Najpierw trzeba wyjść z postawy uległej ofiary, by skonfrontować siebie i partnera z prawdą.

Skąd tę siłę i odwagę wziąć?
Nie bać się prawdy, uwierzyć, że to jedyna broń na manipulację. I tu wracamy do tego, że warto mieć w sobie zasoby, pracować nad nimi. Można też iść do specjalisty i powiedzieć: „Coś ze mną nie tak, bo wydaje mi się, że mój mąż gasi światło, a nie zapala. Ale on twierdzi coś odwrotnego. Chciałabym dowiedzieć się, jaka jest prawda. Czuję, że mam już tego dość, że on mówi coś innego niż ja czuję”.

Można też iść do przyjaciółki, do autorytetu, do kogoś, komu naprawdę ufamy i wiemy, że jest po naszej stronie. I powiedzieć: „Marysiu, znasz mnie tyle czasu, wydaje mi się Franek mnie oszukuje, że tworzy mi jakąś alternatywną rzeczywistość. Głupia nie jestem, kocham go, ale czuję niepokój”. Konfrontując się z prawdą, skorzystać ze wsparcia przyjaciół.

A jak Franek zareaguje na żądanie wyjaśnień?
Zapewne będzie zaprzeczał, bo odkryliśmy jego tajemnicę. Może to być facet, który lubi mieć władzę, bo sam ma problem z poczuciem własnej wartości i dlatego podporządkował sobie partnerkę, a jej uległość bardzo mu odpowiada. W takim związku nie ma partnerstwa, ale jest symbioza, bo jak już mówiłem, osoby podatne na te manipulacje wręcz proszą się o to, żeby im podpowiedzieć, jaka jest rzeczywistość.

Czyli taki partner dowartościowuje się uległością…
Dlatego kiedy kobieta postawi go w prawdzie, on zaprzeczy i powie, że jest przewrażliwiona. Decydujące jest to, co wtedy ona zrobi. Może przyjąć te wykręty, bo okażą się dla niej wygodne, bo zda sobie sprawę, że prawda będzie zbyt kosztowna i doprowadzi do rozstania. Zwłaszcza jeśli wyniosła z domu zamiatanie rzeczy pod dywan, bo jej matka też udawała, że nie wie o zdradach ojca. Może się też bać! Jej partner był panem i władcą, a tu nagle stoi przed nią zdemaskowany. Jeśli więc poczuje się poniżany, może z „łagodnej” formy przemocy psychicznej przejść do karania kobiety bardziej wprost: „nie dam ci pieniędzy”, wyzywania jej: „całe życie ci mówiłem, że jesteś głupia i do cholery, jesteś” czy nawet bicia. Mimo wszystko do zdrowia psychicznego i poczucia dobrostanu prowadzi tylko jedna droga: prawda. Jakkolwiek byłaby trudna... Z takich związków trzeba uciekać jak najszybciej.

Paweł Przybysz, terapeuta uzależnień, współuzależnień i przemocy. Prowadzi terapię indywidualną i grupową, pracuje w nurcie poznawczo-behawioralnym.