1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Przemoc ekonomiczna w rodzinie

O przemocy ekonomicznej mówimy wtedy, kiedy sprawca używa pieniędzy czy wszelkich wartości materialnych do tego, by zaspokoić swoją potrzebę władzy, kontroli, podporządkowania sobie otoczenia. (Fot. iStock)
„Kobiety wciąż wiedzą za mało o swoich prawach! O ile w miarę jasne jest, czym jest przemoc fizyczna, wiemy już także, że istnieje przemoc psychiczna, o tej ekonomicznej, czyli jej »odnodze«, wciąż bardzo mało się mówi, a ona niestety zdarza się w naszych rodzinach bardzo często” – tłumaczy Aga Sugier, psycholożka z Centrum Praw Kobiet.

Znam historię kobiety, która uświadomiła sobie, że była stosowana wobec niej przemoc ekonomiczna dopiero wtedy, gdy mąż ją zostawił. Przez lata słyszała: „Nie przejmuj się niczym, nie zaprzątaj sobie głowy finansami, ja się wszystkim zajmę, ty skup się na naszych dzieciach, na domu”. Kiedy odszedł, okazało się, że została z niczym, bez środków do życia, beż żadnej wiedzy, co posiadali… Nie miała pojęcia, ile jest kont, w których bankach itd. To, co pozornie było troską, w rzeczywistości było przemocą ekonomiczną. Czy często zdarza się, że kobiety nie są świadome, że stosowany jest wobec nich właśnie ten rodzaj przemocy?
Niestety, to częste sytuacje. Wciąż mamy do czynienia z ogromną nierównością, brakiem współpartnerstwa w obszarze finansów. My, kobiety, decydujemy się, a raczej powiem: poświęcamy się – bo to jest ogromne poświęcenie – by zająć się domem, dziećmi i zapominamy, albo dajemy sobie wmówić, że nie pracujemy. Tymczasem jest już przecież bardzo dużo badań, które temu przeczą. Rozmaite instytucje podjęły się wyceny kobiecego troszczenia się o dom. Wyniki są jednoznaczne: byłybyśmy milionerkami, gdyby płacono nam za ten rodzaj działalności! Poświęcamy się, a potem nierzadko gdy rodzina się rozpada, partner odchodzi, a kobieta zostaje z niczym! Odpowiedzialność za ten stan rzeczy jest po stronie patriarchatu – ten ma się nadal doskonale w naszych realiach. Rodzina wciąż budowana jest w oparciu na patriarchalnych zasadach. Mamy ten „tradycyjny” podział ról i potem jego konsekwencje – mężczyzna zarabiał, więc zostaje z pieniędzmi, kobieta nie zarabiała, więc zostaje z… dziećmi. Ogromna niesprawiedliwość, bo w domu pracowała ciężko przez lata.

Kobiecie, której przykład przywołałam nie przeszło nawet przez myśl, by zadawać pytania związane z finansami rodziny. To błąd?
Z jednej strony rozumiem tę kobietę – niosła ją myśl „związek to zaufanie”. Z drugiej strony, słyszałam już tyle historii o tym, jak może kończyć się ta nieświadomość, ten brak wiedzy, że chcę namawiać kobiety, by domagały się wiedzy. Klimat rodziny, w której panuje niewypowiedziana zasada – siedzisz w domu z dziećmi, to nie powinny interesować cię konta, oszczędności, lokaty itd. – to klimat przemocowy. Kobieta ma pełne prawo wiedzieć, jaka jest sytuacja finansowa rodziny. I zachęcam do korzystania z tego prawa.

Powinnyśmy mieć pełną świadomość dotyczącą domowego budżetu, i to nie czyni z nas wyrachowanych egoistek!

No właśnie, mam wrażenie, że kobiety czasem mają opór, wręcz wstydzą się zadawać takie pytanie.
O przemocy ekonomicznej mówimy wtedy, kiedy sprawca używa pieniędzy czy wszelkich wartości materialnych do tego, by zaspokoić swoją potrzebę władzy, kontroli, podporządkowania sobie otoczenia. To nic innego jak manipulacja. Osoba, która dopuszcza się manipulacji, tworzy taką atmosferę, w której kobieta będzie właśnie wstydziła się zadać pytanie, będzie czuła, że zadanie go jest nie w porządku, jest wyrazem braku zaufania, w końcu czyni ją niewdzięczną, wyrachowaną, egoistyczną itd.

Sprawca przemocy ekonomicznej każdym ruchem, słowem i gestem przekazuje wiadomość: „Jesteś, jesteście – ty i dzieci – ode mnie zależni”. Jak będzie dobrze, czytaj „jak będziesz grzeczna”, pieniądze będą; zdenerwujesz mnie, będziemy się sprzeczać, co przecież w każdej relacji jest normalne – nie zrobię ci przelewu, nie zostawię ci pieniędzy. Dlatego przemoc ekonomiczną zalicza się do przemocy psychicznej. Taka kobieta żyje w strachu, niepewności, w ogromnym stresie. Ona nie tylko nic nie wie o finansach rodziny – ona często boi się właśnie, że nie dostanie pieniędzy, by jutro przygotować obiad.

Dlatego nie „podskakuje”, nie pyta…
Właśnie tak. Wrócę jednak na moment do wstydu, o którym Pani wspomniała. Kobieta wie, że tworzy z partnerem rodzinę i ma pójść i zapytać o konto? Czuje ogromny opór, bo takie pytanie stawia ją w pozycji tej gorszej, tej, która nie zasłużyła, by wiedzieć itd. Za wstydem kryje się wiele rzeczy.

Wspomniała Pani o patriarchacie. Myślę o wielu czynnikach, które mogą składać się na to, że kobiety „lądują” w relacjach, w których jest przemoc ekonomiczna. Mam poczucie, że źródło tkwi także w przekazie kulturowym, w tym, jak o kobietach myślimy, jak je oceniamy, jest wiele takich potocznych „powiedzeń” o silnym negatywnym ładunku, typu: „Poleciała na kasę”. Drobne elementy, które składają się na większą, bardzo niekorzystną dla kobiet całość.
Absolutnie się zgadzam. To brzmi krzywdząco, poniżająco, te słowa nas obrażają, a niejako z nimi wyrastamy. Spotykam się z takim słowami, na przykład kiedy o kobiecie, której mąż dużo zarabia, a ta „zamknięta” jest w domu i próbuje się delikatnie komuś „poskarżyć” – mówimy: „I tak ma dobrze” czy właśnie: „Poleciała na kasę, ma jak pączek w maśle, czego marudzi!”. To jest okropne, niesprawiedliwe, to tylko sprawia, że taka kobieta zamknie się w sobie i nie będzie miała już śmiałości, by komuś się zwierzyć czy szukać pomocy.

Jestem psycholożką, która prowadzi sesje wsparcia psychologicznego w Centrum Praw Kobiet, gdzie kobiety dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z przemocą ekonomiczną. Przytaczają słowa, które słyszą nie tylko od swoich przemocowych partnerów, lecz także od innych ludzi – bliskich, teściowych, czyli od innych kobiet! Na przykład: „Siedzisz w domu, po co ci nowy sweter?”, „Nigdzie nie wychodzisz, nie potrzebujesz kremu.”. Co to dokładnie znaczy? Jesteś nieważna, nie masz potrzeb, nie masz do nich prawa, to ktoś decyduje za ciebie, czego ci potrzeba, a czego nie.
Kobiety opowiadają mi na przykład, jak mąż, dodajmy dobrze zarabiający, kładzie na stole 100 złotych i żąda, aby za tę sumę przygotowane zostały posiłki na weekend dla czteroosobowej rodziny.

Z amerykańskich badań wynika, że w ponad 90 proc. przypadków przemocy w rodzinie mamy do czynienia również z przemocą ekonomiczną…
Badania są amerykańskie, ale to jest bardzo częsty problem także u nas. Mogę to potwierdzić na bazie moich doświadczeń zawodowych, a przecież trafiają do nas, do Centrum Praw Kobiet, tylko nieliczne kobiety, które tej przemocy doświadczają. Strach więc myśleć o statystykach.

Kobiety albo trwają w tych związkach i cierpią, albo – tak jak już powiedziałyśmy – zostają z niczym. Jest wspólne życie przez kilkanaście lat, wspólny kredyt, on pracuje, ona zajmuje się domem. On odchodzi, a ona słyszy: albo spłacasz kredyt i tu zostajesz, albo ja spłacam kredyt, a ty się wyprowadzasz. Wybór jest oczywiście tylko w teorii – on jest w stanie ten kredyt spłacać, ona nie ma żadnych szans – nie pracuje, nie zarabia, bo opiekowała się rodziną, bo była „kurą domową”, czyli… nikim. Straszne!

Kobiety wciąż wiedzą za mało o swoich prawach! O ile jasne jest, czym jest przemoc fizyczna, wiemy już także, że istnieje przemoc psychiczna, o tyle o tej ekonomicznej, czyli jej „odnodze”, wciąż bardzo mało się mówi. Kulturowo od zawsze pieniądze trzymał mężczyzna, czasy się zmieniły, a my tkwimy przy starych schematach.

To norma, że on wydziela pieniądze…
Tak, mój tata trzymał pieniądze, mój dziadek tak robił, tak zawsze było, więc ja też muszę tak żyć. To jest temat do edukowania! Ważne jest, żeby kobiety wiedziały, czym jest przemoc ekonomiczna. Kobiety mają skłonność – znowu, pokłosie patriarchatu – do czucia się winnymi. A jak jest wina, musi być kara – tak mamy pokoleniowo wdrukowane. Partner nie daje mi pieniędzy, bo to „kara” za moje nieodpowiednie zachowanie. On tak to przedstawia, kobieta tak to przyjmuje.

Już wiemy, że niewiele wiemy o przemocy ekonomicznej. Co powinno być dla mnie sygnałem ostrzegawczym, kiedy powinna zapalić mi się przysłowiowa czerwona lampka? Na co kobiety powinny zwrócić uwagę?
Na każdy, absolutnie każdy, przejaw nierówności dotyczącej finansów. On wie o oszczędnościach, ja nie wiem. On wie, ile ja zarabiam (jeśli pracuję), ja nie wiem, ile on zarabia; on ma dostęp (pin, kod, login) do mojego konta bankowego, ja nie mam dostępu do jego konta. On „trzyma” pieniądze, ja nie, są mi one przez niego wydzielane, on decyduje o tym, za ile mam ugotować obiad, którą lodówkę kupujemy itd. Pracujemy oboje, a to do mnie należy zrobienie opłat za dom, on się do tego nie dokłada. Alarmem powinna być każda nierówność.

A co może zrobić dla kobiety, która doświadcza przemocy ekonomicznej, jej otoczenie?
To jest bardzo ważny wątek. Na początek drobna uwaga, która dotyczy samego nazewnictwa – staram się przekonywać ludzi, by nie używać określenia „ofiara”. Jeśli ktoś słyszy, że jest ofiarą, to znaczy, że jest gorszy, słabszy, nie poradził sobie. Zatem to ważne: mówmy nie ofiara przemocy, ale – tak jak Pani powiedziała – osoba, która jej doświadcza.

Co może zrobić otoczenie? Przede wszystkim chciałabym zaapelować o zmianę podejścia do kobiet, wobec których stosowana jest przemoc ekonomiczna. Nie oceniajmy, nie wygłaszajmy tych wszystkich tez: „Poleciała na kasę”, „Żyje jak pączek w maśle”, „W głowie jej się poprzewracało, przecież ma dobrze” itd. Te określenia sprawiają, że kobieta ma jeszcze mniej mocy do tego, by o siebie zawalczyć, by wyjść z relacji, w której jest jakikolwiek rodzaj przemocy. Sprawca rośnie wtedy w siłę, kobieta czuje się już kompletnie bezradna. Nie pomagają, a szkodzą także komentarze koleżanek i przyjaciółek typu: „Ja bym sobie na to nie pozwoliła”, „Jak możesz dawać siebie tak traktować?!”, „Ty naprawdę nie widzisz w czym żyjesz?” itp. To wszystko sprawia, że kobieta czuje się naznaczona, gorsza, wtórnie poniżona. I znowu – to tylko wzmacnia sprawcę.

Kiedy widzimy, że nasza znajoma, koleżanka jest w ten sposób traktowana, zaoferujmy pomoc. Powiedzmy otwarcie: „Widzę, co on robi; to, czego doświadczasz, jest przemocą, może mogę ci jakoś pomóc?”. Podsuńmy artykuł, książkę, wywiad z psychologiem, numer telefonu do Centrum Praw Kobiet czy innego miejsca, w którym kobieta uzyska fachową pomoc, ale spróbujmy nie oceniać. Bo nigdy nie wiemy – zawsze to powtarzam – jak to jest chodzić w czyichś butach, z jakiego powodu ten ktoś je nadal nosi… Co zapakowano mu w rodzinnym domu do walizki, jakie traumy, jakie schematy, przekazy. Możne ta kobieta jeszcze nie zdążyła do tej walizki zajrzeć, żeby ją przepakować na dalsze życie…

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze