1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

ChAD, choroba afektywna dwubiegunowa – życie na huśtawce

(Ilustracja: iStock)
Bywa źle. Tak źle, że żyć się nie chce. A potem, nagle, robi się cudownie. Rozpiera nas radość, energia, mamy poczucie, że możemy wszystko. Tak – oczywiście w dużym uproszczeniu – wygląda życie osoby z ChAD, chorobą afektywną dwubiegunową. Opowiada o tym Monika Kotlarek, psycholog, autorka książki „Choroba afektywna dwubiegunowa, czyli ze skrajności w skrajność”.

Borderline to zaburzenie osobowości. ChAD – choroba afektywna dwubiegunowa – określana jest jako zaburzenie nastroju. Nie brzmi to groźnie. Każdy miewa przecież „zaburzenia nastroju”. Jak to wygląda naprawdę?
Depresja to też zaburzenia nastroju, a każdy wie, jak wygląda depresja, jak bywa groźna, że trzeba ją leczyć. ChAD ma w swojej nazwie słowo choroba. To nie zły humor, to nie smuteczek czy irytacja. To choroba, którą trzeba leczyć. I tu jest różnica w stosunku do borderline – zaburzeń osobowości nie leczy się farmakologicznie. W ChAD, jak przy każdej innej chorobie, muszą wejść leki.

Pamiętam z dzieciństwa znajomą rodziców z ChAD – wtedy mówiło się „cyklofrenia” – wydawało się, że lekarze byli wobec jej problemów bezradni. Kiedy wchodziła w etap manii, kontakt z nią był trudny, a jej działania nieobliczalne. Jak dziś wygląda postępowanie wobec chorych?
Weszły, ale właściwie wchodzą cały czas kolejne leki coraz to nowszych generacji, medycyna coraz lepiej sobie radzi z różnego typu zaburzeniami psychicznymi, wybór leków dziś jest tak duży, że dla każdego chorego da się dobrać najlepszy dla niego środek, bo wiadomo, że leki na różnych ludzi działają w nieco inny sposób, są lepiej lub gorzej tolerowane, dlatego dobrym pomysłem jest próbowanie i dopasowanie do konkretnego przypadku.

Coraz lepiej poznajemy tę chorobę, coraz więcej ludzi zgłasza się z problemami do psychiatrów i psychoterapeutów, społeczeństwo jest bardziej otwarte, świadome, coraz częściej więc diagnozuje się ChAD. Chorzy na pewno nie są zostawieni sami sobie, jeśli chcą się leczyć, to pomoc otrzymają.

Z borderline się rodzimy i tyle. Czy tu jest podobnie? Bo ChAD jest stwierdzany często nawet w późnym wieku. Choroba ujawnia się w pewnym momencie? Możemy przeżyć kilkadziesiąt lat i nie mieć świadomości, że jest problem?
ChAD rzeczywiście ujawnia się w pewnym momencie, najczęściej pomiędzy 20. a 30. rokiem życia, czyli we wczesnej dorosłości, ale już u dzieci i młodzieży możemy zauważyć pewne objawy. Ale często są one na tyle słabe, że nie bardzo nam przeszkadzają, myślimy, że taki po prostu charakter. Ale z reguły w pewnym momencie stają się na tyle trudne i uciążliwe, że zaczynamy coś z tym robić.

Coś staje się wyzwalaczem? ChAD zawsze w pewnej chwili da nam o sobie znać?
Tak, zawsze się w końcu „ujawni”. Mogą go wyzwolić czynniki środowiskowe, jak silnie stresujące sytuacje albo permanentny, długotrwały stres. Tak czy inaczej choroba w końcu dojdzie do głosu.

ChAD nie zawsze jest taki sam. Pisze pani o trzech typach tej choroby.
W pierwszym występuje pełnoobjawowa mania i pełnoobjawowa depresja. To typ najsilniejszy, najbardziej intensywny. Sygnałami manii mogą być: skakanie od jednego pomysłu do następnego, szybka, nieprzerwana i głośna mowa, zwiększona energia, z nadpobudliwością i ze zmniejszoną potrzebą snu, zawyżony obraz siebie, egocentryzm, poczucie bycia bogiem, nadmierne wydatki, hiperseksualność, nadużywanie substancji psychoaktywnych.

Bywa, że w ciężkich epizodach maniakalnych chory traci kontakt z rzeczywistością. Mogą wystąpić urojenia i dziwaczne zachowania. Nieleczony epizod manii może trwać od kilku dni do kilku miesięcy. Najczęściej objawy utrzymują się od kilku tygodni do kilku miesięcy.

W typie drugim mamy hipomanię, czyli lżejszą manię, występującą na przemian z ciężką depresją. Rzadziej – u ok. 10–20 proc.. osób z zaburzeniem – spotykamy typ trzeci, rapid cycling. Tu fazy zmieniają się szybko, nawet z dnia na dzień, a w skrajnych przypadkach wręcz z godziny na godzinę. W typie pierwszym zmiany są najczęściej co kilka tygodni albo miesięcy. Depresja może trwać trzy miesiące, potem trzy miesiące manii. W typie drugim mogą być długotrwałe fazy, ale zmiany mogą też następować szybciej. W typie trzecim – bardzo szybko.

To przypomina trochę zaburzenie borderline.
Trochę tak, dlatego te choroby bywają ze sobą mylone – fazy mają gwałtowny przebieg i trwają krótko.

Czy w dwóch pierwszych typach okresy depresji są dłuższe niż manii?
Niekoniecznie, ale pacjenci mogą odnieść takie wrażenie. Zgłaszają się do lekarza czy terapeuty po pomoc w depresji, bo ona jest trudniejsza. W manii na ogół jest fajnie. Jesteśmy kreatywni, radośni, mamy poczucie wszechmocy, wszystko jest super i fantastyczne. A trzy miesiące depresji naprawdę potrafią dać w kość.

A jak w tej „fajnej” manii żyje się partnerowi osoby z ChAD?
Z jednej strony – nie jest wtedy źle, bo widzimy, że bliski nam człowiek jest zadowolony, pełen życia i energii. Z drugiej – kiedy tej energii jest za dużo, może to być męczące. Trudna bywa też nieprzewidywalność, kolejne dziwne, szybko zmieniające się pomysły. A kiedy manię zastępuje depresja, chory traci chęć do życia, jest smutek, poczucie pustki, wszystko jest źle i nie tak, mogą się pojawiać myśli samobójcze – to też ma wpływ na partnera, który obserwuje cierpienie bliskiej mu osoby. Ta huśtawka mania – depresja dotyczy więc w jakimś sensie też partnera, nie tylko chorego. Poza tym dopóki mania czy hipomania to tylko energia i dobry nastrój, wszystko jest ok, ale jeśli zachowania osoby z ChAD stają się ekstremalne, niebezpieczne, jeśli na przykład zaczyna wydawać pieniądze, by zrealizować jakieś dziwne cele – to już staje się konkretnym życiowym problemem.

Potrzebna jest pomoc.
No właśnie. Dlatego ChAD to choroba, którą trzeba leczyć. Tu wiele zależy od chorego. Jeśli chce się leczyć, bierze leki, chodzi na psychoterapię, utrzyma chorobę w ryzach. Tyle że kiedy do głosu dochodzi mania czy hipomania, niekoniecznie chętnie te leki bierze, bo jest mu fajnie, czuje się naenergetyzowany po wielu tygodniach depresji, wreszcie jest dobrze. Ale leki trzeba przyjmować cały czas, ze świadomością, że to nie okresowa kuracja, że tak będzie do końca życia. Często też kiedy przychodzi depresja, chory ma pokusę, by leki odstawić – uważa, że nie działają, skoro znowu się pojawiła. Ale jeśli chce się leczyć, to mamy zrobiony pierwszy najważniejszy krok. Drugi należy do partnera – żeby dowiedział się, co to jest za choroba, żeby starał się ją zrozumieć, żeby zadbał też o wsparcie psychologiczne dla siebie. Ważna jest wiedza, jak najlepiej pomóc, trzeba też rozmawiać z chorym partnerem, pytać, czego potrzebuje, żeby miał poczucie, że nie jest sam, że ukochanej osobie na nim zależy, Jeśli dwoje ludzie kocha się i prawdziwie chce być razem, to się uda. Wiadomo, że nie ma związków pozbawionych trudności, a te z ChAD w tle mają ich siłą rzeczy więcej, ale znam wiele par, które naprawdę dobrze razem funkcjonują, które stworzyły fajne relacje.

Choć obie strony mają świadomość, że ChAD będzie z nimi zawsze, że nie zniknie cudownie pod wpływem leków czy terapii.
Choroba nie zniknie, nie da się jej wyleczyć, ale można sprawić, żeby okresy remisji były długie.

Choć przecież wydaje się, że inne leki bierze się przy depresji, inne przy manii. Rozumiem, że chodzi o takie środki, które wyrównują nastrój, nie dopuszczają do skrajności?|
Właśnie o to chodzi. To stabilizatory nastroju. Dodatkowo dorzuca się czasem lek przeciwdepresyjny, kiedy depresja staje się bardzo uciążliwa, albo wyciszający, jeśli mania jest intensywna. Najzdrowsze dla pacjenta jest być „w stanie zero”, pomiędzy skrajnościami. Czasem trudno się do niego dochodzi, zwłaszcza jak pojawi się „fajna” mania czy hipomania, a my musimy z niej trochę zjechać, żeby osiągnąć równowagę.

Czyli musimy sami siebie tej fajności pozbawić.
Właśnie tak.

To nie każdy lubi. Pamiętam bohaterkę serialu „Homeland”, cierpiącą na ChAD – ona w pewnym momencie świadomie odstawia leki, żeby wejść w manię, która oznacza energię i kreatywność, potrzebną jej do wykonania konkretnego zadania. To tak działa?
Tak. Choć oczywiście nie wystarczy zrezygnować z jednej czy dwóch dawek leków, bo poziom substancji czynnych utrzymuje się w organizmie przez jakiś czas. No i nie wiadomo, co potem przyjdzie pierwsze – mania czy depresja.

Jaka jest w leczeniu ChAD rola psychoterapii i jaka to powinna być psychoterapia?
Najczęściej terapia poznawczo-behawioralna. Chorym bardzo pomaga rutyna dnia, to, że pewne rzeczy dzieją się w określonym porządku, w tych samych godzinach. To daje poczucie bezpieczeństwa. Na terapii się nad tym właśnie pracuje, ustala się, jak ta rutyna ma wyglądać, jak do niej dojść, przepracowuje się różne stresowe sytuacje, które mogą wyzwolić np. depresję.

Co jeszcze nas wspiera?
Podstawowe sprawy: sen, zdrowa dieta, ruch. Ale też relacje z ludźmi. Psychoterapia, regularne przyjmowanie leków. Dobrze też prowadzić dziennik, bo jak fazy szybko się zmieniają, to nie musimy pamiętać, jak się czuliśmy tydzień temu i trudno jest rozmawiać z lekarzem, bo nie pamiętamy, że byliśmy w dołku albo wręcz odwrotnie, w euforii.

Trzeba codziennie robić notatki w tym dzienniku?
Możemy robić krótkie zapiski codziennie, możemy wtedy, kiedy dzieje się w naszym życiu coś, co nas stresuje, co powoduje silne emocje. Jeśli choroba jest ustabilizowana, możemy normalnie żyć, pracować, spotykać się ze znajomymi. Oczywiście trzeba nauczyć się wychwytywać momenty, w których zaczyna się coś dziać. Po jakimś czasie chory już to wie i umie reagować. To nie wykasowuje go z życia.

Bierze leki, przestrzega zaleceń, a mimo to jest ryzyko, że coś się zacznie dziać?
Niestety tak. ChAD jest podstępny, bywa, że przestrzegamy wszystkich reguł i zaleceń, a i tak przy trudniejszej sytuacji bach, wpadamy w depresję. Pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie uniknąć, choćby stresu w pracy. A im więcej stresu, tym trudniej utrzymać się na powierzchni. Bywają też nieprzewidywalne sytuacje losowe – każda z nich to czynnik ryzyka.

Ale czasami z codziennej rutyny wychodzimy – zmieniamy uporządkowane życie choćby po to, wyjechać na urlop. Czy to może być niebezpieczne?
Może, ale to nie znaczy, że mamy rezygnować z wakacji. Trzeba po prostu pamiętać, żeby jednak zachować pewną rutynę, unikać alkoholu, chodzić spać o tej samej porze, o tej samej porze wstawać. Ale nie ma sensu sobie wszystkiego odmawiać, bo co by to było za życie.

Pisze pani w książce o tym, że nie każda praca, nie każdy zawód są dla chorego z ChAD wskazane.
Koronny przykład tego niewskazanego to barman. Praca w godzinach nocnych, kontakt z alkoholem, który może kusić. Oczywiście nie najlepsze są zawody, w których mamy non stop do czynienia z sytuacjami nieprzewidywalnymi, jak strażak czy policjant.

Jakie trudności mogą spotkać chorych z ChAD spotkać w relacjach z innymi ludźmi
Być może jednym z najgorszych problemów jest fakt, że często chory nie może zaufać temu, jak postrzega otaczający go świat. Czasem słowa, które ktoś wypowiada, nie są słowami, które słyszy. Ktoś mówi: „Ładnie dzisiaj wyglądasz”. On słyszy: „Normalnie wyglądasz fatalnie”. Ktoś mówi: „Piątek nie jest dobrym dniem na wspólną kolację”. On słyszy: „Wciąż próbuję ci powiedzieć, że nie chcę być twoim przyjacielem. Kiedy w końcu to do ciebie dotrze?”. Może to brzmieć jak przesada, ale zapewniam, że tak jest. Dlatego czasami chorzy z ChAD mają pusty wyraz twarzy i poświęcają chwilę, aby odpowiedzieć, gdy coś powiesz. Część ich umysłu wie, co powiedziałeś. Wie, że twoje słowa nie zawierały ukrytej wiadomości. Ale silniejsza, brzydsza część ich mózgu przedstawia każdego jako wroga.

Jak sobie z tym radzić? Nie dam rady przewidzieć, co chory z moich słów weźmie, jak je zrozumie.
Nie, ale zawsze można zapytać: jak mnie zrozumiałaś? Miałam na myśli to i to. Wiadomo, non stop tak się nie da, ale kiedy widzimy nieadekwatne reakcje, warto dopytać.

Jak jest z odczytywaniem emocji?
Może być różnie. Zresztą to nie tylko chorych z ChAD dotyczy. Kiedy ktoś się uśmiecha, nie zawsze znaczy to, że jest radosny. Ale faktycznie u osób z ChAD odczytywanie emocji i intencji może być utrudnione, ale to też nie znaczy, że ich mózg tak pracuje non stop, to zależy od fazy, od dnia, od momentu.

Mama mojej znajomej dostała diagnozę ChAD, kiedy była dobrze po osiemdziesiątce. Nikt wcześniej się nie zorientował. Jak to możliwe?
Kiedyś ChAD nie był tak popularny. Różne zachowania zrzucało się na karb charakteru, temperamentu, nie myślano, że to choroba. Dziś mamy badania, więcej się mówi o zdrowiu psychicznym, zaburzenia przestają być tematem tabu. Choć ludzie ciągle boją się łatki świra, wariata, psychicznego…

Właśnie – pisze pani w książce o roli słów. Słów, które chorych na ChAD czy w ogóle osoby z problemami psychicznymi wrzucają do worka „świrów”, „wariatów”.
Słowa są bardzo ważne. Zawsze, w stosunku do każdego. Choć ludzie z problemami psychicznymi są na to wyjątkowo uwrażliwieni. A przecież ich udziałem nie jest „szaleństwo”, tylko choroba, która nie jest niczyją winą. I może dotknąć każdego.

Mówi pani, że kiedyś ChAD „nie był tak popularny” – nie diagnozowano go tak często jak dziś? Czy teraz więcej osób choruje?
Myślę, że liczba chorych się nie zmieniła. Mniej się o tym mówiło, gorzej znaliśmy tę chorobę, mniejsza była świadomość, także lekarzy. Teraz jesteśmy bardziej otwarci, więcej rozumiemy. Tak jak z depresją – była zawsze, ale dopiero od niedawna głośno i dużo o niej mówimy i przez to trochę się ją oddemonizowało. Ludzie nie wstydzą się już tak choroby.

Monika Kotlarek, psycholog, prowadzi blog PsychologPisze.pl, autorka książek, m.in. „Borderline, czyli jedną nogą nad przepaścią”, „Depresja, czyli gdy każdy oddech boli”, „Choroba afektywna dwubiegunowa, czyli ze skrajności w skrajność”, wyd. Sensus.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze