1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Był ogień, ale się wypalił. O wypaleniu życiowym rozmawiamy z psychologiem Zbigniewem Ryżakiem

Był ogień, ale się wypalił. O wypaleniu życiowym rozmawiamy z psychologiem Zbigniewem Ryżakiem

Kiedy czujemy, że spada nam energia, że się nam nie chce, że wkurzają nas inni ludzie – to są jasne sygnały, że coś jest nie tak. To są sygnały wypalenia. (Fot. Getty Images)
Kiedy czujemy, że spada nam energia, że się nam nie chce, że wkurzają nas inni ludzie – to są jasne sygnały, że coś jest nie tak. To są sygnały wypalenia. (Fot. Getty Images)
Przekonanie, że gdybyśmy robili coś powszechnie docenianego i szanowanego, nasze życie miałoby sens, którego dziś nie widać – to iluzja. Na czym zatem polega prawdziwa profilaktyka antywypaleniowa – pytamy psychologa Zbigniewa Ryżaka.

Wypalenie zawodowe to jedno. Czasem jednak miewamy poczucie, że przeżywamy coś, co można by nazwać wypaleniem życiowym.
Ponieważ pojęcie wypalenia wzięło się z przestrzeni pracy, zacznijmy od tego, kiedy definiujemy wypalenie zawodowe. Aby o nim mówić, musimy uwzględnić trzy elementy. Pierwszy to: wyczerpanie, brak energii, spadek wigoru. Stąd nazwa – wypalenie. Był ogień, ale się wypalił, został popiół. Jednak samo zmęczenie to jeszcze za mało, aby mówić o tym stanie.

Drugi konieczny element to negatywny stosunek do świata i tego, co robimy. Mamy dosyć wszystkich ludzi, którzy nam zawracają głowę: współpracowników, klientów, dzieci, partnerów… Wszyscy nas wkurzają, tracimy empatię, gubimy ideały i chęć niesienia pomocy. Przestaje nam zależeć na ludziach.

Trzeci element to negatywny stosunek do siebie: przestaje nam zależeć na nas samych. Mamy poczucie, że w tym, co robimy – czasem w całym swoim życiu – nie sprawdzamy się. Gorzej radzimy sobie także z zadaniami: odwlekamy, nie jesteśmy w stanie się skupić, czujemy, że sobie całkiem nie radzimy.

Czyli wypalenie można opisać jako: przeciążenie, przemęczenie i utratę wiary w siebie?
Właśnie tak. Ten trzeci element jest szczególnie bolesny: tracimy poczucie, że to, co robimy, ma sens. Ba! Że nasze życie ma sens. A nawet że my tak w ogóle nie mamy sensu! Mimo że o wypaleniu mówi się w kontekście zawodowym, badania pokazują, że szybko rozlewa się na całe życie. Trudno wrócić z pracy, która pozbawia nas energii, dołuje i wkurza, otrzepać się i być szczęśliwym w rodzinie. Pojawia się wypalenie rodzicielskie, wypalenie małżeńskie, wypalenie towarzyskie, wypalenie kulturalne.

Jednak to nie sama praca czy warunki, w jakich żyjemy, sprawiają, że zmieniamy się w popiół. Owszem, gdy traktują nas niesprawiedliwie, gdy nie mamy wpływu na to, co robimy, gdy nasze zarobki nie pozwalają żyć na odpowiednim poziomie – ryzyko wypalenia jest duże. Są jednak ludzie, którzy w najtrudniejszych warunkach dobrze sobie radzą, a to dlatego, że mają silną psychikę.

W pana ostatniej książce „Silna psychika” przeczytałam jednak coś bardzo optymistycznego – jeśli brakuje nam psychicznej siły, ten stan da się zmienić, bo siłę psychiczną można wytrenować!
Siła psychiczna jest przede wszystkim efektem tego, w jaki sposób myślimy o sobie, o świecie, o innych ludziach. A także tego, w jaki sposób działamy, np. czy umiemy się regenerować, korzystać z pomocy innych, wyciszać się. To zestaw umiejętności, a skoro tak, to możemy siłę psychiczną w sobie wytrenować. Jednak tylko pozornie jest to proste. Możemy nauczyć się radzić sobie z bieżącym stresem: troszczyć o siebie, a więc wysypiać, zdrowo odżywiać, ruszać się. Ale żeby to zadziałało, potrzebujemy czegoś w rodzaju fundamentu. Troszczenie się niewiele da, jeżeli nie będę mieć poczucia, że moja praca i moje życie mają jakikolwiek sens.

Pułapka polega także na tym, że gdy czujemy, że mamy dosyć, często sięgamy po proste rozwiązania: wezmę sobie urlop, odpocznę, zapiszę się na kursy florystyczne. To wszystko oczywiście pomaga, trochę łagodzi ból, ale jest jak przylepienie plastra na otwarte złamanie. Kiedy po urlopie wrócimy do tej samej sytuacji, czyli do tej samej rodziny, kręgu znajomych i przede wszystkim do tej samej pracy – do tego samego szefa i klientów – to może być nam nawet jeszcze gorzej. Przed urlopem miałem nadzieję, że to wszystko brak snu, a teraz się wyspałem, pozwiedzałem, poleżałem na plaży, ale zapał, pozytywne nastawienie do ludzi i wiara w siebie jakoś się nie pojawiły. Czemu? Bo nie dotknęliśmy przyczyn tego stanu ducha. Nie nastawiliśmy złamania. Nie dotknęliśmy przyczyny wypalenia.

Przyczyny, czyli czego?
Jakiegoś głębokiego braku. Może brakować nam wielu zasadniczych rzeczy: poczucia wspólnoty, miłości, bliskości, szacunku, uznania, poczucia kontroli czy bezpieczeństwa.

Często przyczyną wypalenia jest brak prawdziwej pracy. Prawie każdy potrzebuje pracy jako sposobu zarabiania pieniędzy. Jednak każdy potrzebuje także pracy jako twórczego przekształcania rzeczywistości, zostawiania pozytywnego śladu, dzielenia się z ludźmi czymś, co pochodzi z samego środka. Każdy z nas chce robić coś ważnego. Nie chcemy robić czegoś, co nie ma sensu, przenosić papierów z jednej sterty na drugą, tylko dlatego, że szef mi każe i za to płaci. Gdy praca jest bez sensu, człowiek prędzej czy później się wypala.

Czyli wypalenie bierze się stąd, że „jest nudno, szef coś każe, to bez sensu, ale muszę zarabiać”?
Czasem tak, ale myślę, że częściej przyczyną są nasze oczekiwania. Ludzie mają takie wyobrażenie, że mogliby żyć i pracować w sensowny sposób, gdyby byli na wyższym stanowisku, gdyby byli dyrektorami, ministrami albo astronautami. Myślą, że mieliby poczucie sensu, gdyby robili coś, co wszyscy podziwiają, gdyby np. byli dyrygentami albo znanymi na cały świat chirurgami. Wiele osób łudzi się tym „gdyby” i dlatego wypalenie jest dziś potworną plagą zwłaszcza wśród młodych ludzi.

„Gdyby” nie ma znaczenia?
W szkole podstawowej, do której chodziła moja córka, poznałem panią woźną. Można by się zapytać: Co to za praca? Czym tu się pochwalić w mediach społecznościowych? O czym opowiadać znajomym?!

Wielu by się wypaliło w tej pracy po pół roku, a ta kobieta była najmocniejszą stroną tej szkoły. Uśmiechała się do każdego dziecka i pomagała każdemu uczniowi. W trakcie ośmiu lat w szkole było czterech czy pięciu dyrektorów, robili różne rzeczy, czasem mało sensowne, a to, co ona robiła, zawsze miało sens. Dlaczego? Bo była w pełni skoncentrowana na dzieciach, a nie na sobie – na uznaniu, tytułach, podziwie. Wykonywała swoją pracę w pełnym skupieniu i życzliwości, będąc w niej absolutnie obecna.

Poczucie obecności zapobiega wypaleniu?
Wnoszenie siebie do tego, co robimy, dawanie siebie, to podstawa poczucia sensu swoich działań, a więc i siebie samego. Obecność, bycie tu i teraz, to jest rodzaj profilaktyki antywypaleniowej. Prestiż, stanowisko i pieniądze mają oczywiście znaczenie. Jednak nawet gdy je mamy, musimy poszukać w swojej pracy poczucia sensu. To znaczy, musimy znaleźć w niej coś, co jest od nas samych ważniejsze i co chcemy wnieść w życie innych.

Czy można zareagować zawczasu?
Kiedy czujemy, że spada nam energia, że się nam nie bardzo chce, że wkurzają nas inni ludzie – to są jasne sygnały, że coś jest nie tak. To są sygnały wypalenia. Wypalenie jest co prawda na liście Światowej Organizacji Zdrowia, ale nie jako choroba, ale zjawisko, które ma wpływ na nasze zdrowie. Jest w grupie czynników związanych z sytuacją zawodową, inne czynniki z tej grupy to np. zmiana pracy, czy bezrobocie. Niekoniecznie zatem muszę od razu biec z tym do terapeuty, ale warto jak najszybciej coś zrobić.

Badania pokazują, że ryzyko wypalenia rośnie, im większe jest niedopasowanie czy dysharmonia pomiędzy nami a pracą. Jeżeli nie możemy zmienić firmy, w której pracujemy, podejścia naszego szefa czy procedur – możemy zrobić tylko dwie rzeczy. Jedna jest oczywista – zmienić miejsce pracy. Być może nie jest ona zgodna z naszym systemem wartości, podejściem do życia czy wrażliwością.

Druga rzecz, mniej oczywista, ale warta rozpatrzenia, szczególnie wtedy, gdy kilka razy zmienialiśmy już pracę, to zmienić swój sposób myślenia i działania. Zastanowić się, czy nie podchodzimy do pracy w sposób, który blokuje nasze możliwości rozwoju. Może niewiele dajemy z siebie, nie pozwalamy sobie na to, żeby zaangażować się w to, co robimy? A to ma znaczenie kluczowe. Sam doświadczyłem stanu wypalenia już w rok po szkole.

Jako tak młody człowiek?!
Ludzie mówią, że to niemożliwe. Możliwe. Młodzi ludzie, kiedy przychodzą do pracy, są przecież po kilkunastu latach szkoły, gdzie jest duże ciśnienie na wyniki, gdzie jest rywalizacja. Co więcej, nie wszystko, co przez te lata, robią w pełni ich angażuje.

Moim pierwszym zawodem był technik elektronik. Po kilku miesiącach pracy w tym zawodzie miałem wszystkie objawy wypalenia. Byłem jak młody stary. Wszyscy mi mówili: trzeba się przyzwyczaić, praca to nie jest miejsce pełne przygód. Osiem godzin, a potem idzie się do domu. Można to, co mi wtedy definiowano jako życie, nazwać wegetacją. Na szczęście nie posłuchałem tych rad.

Zwolniłem się i zdałem na psychologię, choć słyszałem: zamiast na psychologię idź do psychologa. A ja już na studiach poczułem, że to jest to! To, co mnie interesuje, co mi daje energię.

Jeśli mamy wspomniane symptomy, zadajmy sobie pytanie: co mnie interesuje?
Na przykład: czy technologia, czy ludzie? Uznałem, że mnie jednak bardziej interesują ludzie. Zostawiłem więc dobry zawód, pracę i zacząłem studia. To była mądra decyzja.

Po jednych z warsztatów, które prowadzę, przyszedł do mnie młody człowiek, który pracuje jako informatyk. Miał symptomy wypalenia, a kiedy zaczęliśmy rozmawiać, przyznał, że chciałby założyć firmę i zająć się renowacją mebli. To go fascynuje. Zacząłem go do tej zmiany zachęcać.

Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że trzeba poszukać takiego miejsca pracy, takiego zajęcia, w które będziemy mogli włożyć samych siebie. Pracy, w której możemy używać siebie.

Dziś powszechne jest takie podejście: praca to kasa, a życie zaczyna się po niej!
Jeśli komuś to służy i jest dentystą, bo to daje środki na szybowce, które kocha – proszę bardzo. Zapewne jakoś będzie funkcjonował. (Choć sam raczej wolę leczyć zęby u dentystki, którą zęby fascynują). Z mojego doświadczenia wynika jednak, że nie do końca tak się daje osiągnąć zadowolenie. W pracy spędzamy za dużo czasu i wkładamy w nią za dużo energii, żeby można było działać tam wbrew swojemu poczuciu sensu i wpływu.

Czym się różni wypalenie od depresji?
Wypalenie może prowadzić do depresji. Wyobraźmy sobie, że w naszej psychice mamy wskaźnik stanu jej obciążenia, coś w rodzaju samochodowego obrotomierza. Poszczególne sekcje mają różne kolory, po lewej stronie jest zielony, większe obroty – żółty, potem pomarańczowy, po prawej czerwony. Gdy wskazówka jest w obszarze zielonym, funkcjonujemy z radością, lekkością, bez żadnego stresu. Oczywiście to trochę nudne i dlatego lubimy od czasu do czasu podnieść obroty. Żółty to mobilizacja. Świetny stan. Jeżeli jednak jesteśmy zmobilizowani przez długi czas, a stres wciąż rośnie, wskazówka przechodzi w obszar pomarańczowy. To przeciążenie. Wypalenie jest takim przeciążeniem. Obciążenie trwało zbyt długo albo było zbyt ciężkie (albo jedno i drugie). Gdy sytuacja się zmieni, wskazówka cofnie się do żółtego albo zielonego. Jeżeli nic się nie zmieni, przejdzie dalej, do czerwonego. Pomarańczowy kolor to przeciążenia, czerwony to już uszkodzenie. Coś w nas już się złamało. Potrzebujemy leczenia. Wypalenie to jeszcze nie jest choroba. Ale to nie znaczy, że nie ma się czym przejmować.

Powiem teraz coś niepopularnego: czasem lepiej zachorować na depresję, trafić do terapeuty i mieć szansę na życie w kolorze zielonym niż wegetować latami na pomarańczowej skali, żyć na pół gwizdka. Życie na pół gwizdka wbrew pozorom jest bardziej męczące niż życie w pełnym zaangażowaniu.

Zaangażowanie mniej męczy niż oszczędzanie się?
Tak, bo kiedy się nie angażujemy, to z wolna stajemy się cyniczni, zgorzkniali. Dociera do nas, że nic ważnego w życiu nie robimy. Racjonalizujemy sobie tę sytuację w taki oto sposób, że takie już jest życie, że nie ma co szukać, próbować, zmieniać. Myślimy, że dwa razy do roku pojedziemy na Mauritius i to nam wystarczy. No, może jeszcze skoczymy na lotni. A to nie wystarczy!

Czyli nie mamy dążyć do spokoju, ale zadbać o siłę, żeby sobie radzić z przeszkodami?
W 1887 roku Phillips Brooks, duchowny amerykańskiego Kościoła episkopalnego powiedział: „Nie módlcie się o łatwe życie. Módlcie się, aby być silniejszymi ludźmi”, i ja się z tym całkowicie zgadzam. Nie szukajmy sposobów na łatwiejsze życie – to tylko strata czasu, szukajmy sposobów na to, by rozwinąć w sobie wewnętrzną siłę, realizować swój potencjał, pasje. To nie trudności nas wypalają, ale brak poczucia sensu w ich pokonywaniu.

Kiedy architekt chce wzmocnić łuk, to nakłada na niego obciążenia. My najpełniej funkcjonujemy wtedy, kiedy jesteśmy obciążeni. Nie ponad siły, ale w zgodzie z naszymi siłami. Jeśli oczekuję, że uniknę ciężarów i trudów, to jestem niedojrzały. Wpadam wtedy w wiele pułapek, bo odczuwam wciąż napięcie wynikające z niezgody na rzeczywistość i to, że trudności muszą być. Wtedy wypala mnie mój własny strach przed życiem.

Zbigniew Ryżak, psycholog, trener, projektant szkoleń, autor książek na temat motywacji i rozwoju

Polecamy książkę: „Silna psychika. Poradnik wzmacniania odporności psychicznej na trudne czasy”, Zbigniew Ryżak, wyd. Sensus Polecamy książkę: „Silna psychika. Poradnik wzmacniania odporności psychicznej na trudne czasy”, Zbigniew Ryżak, wyd. Sensus

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze