W świecie pełnym luster, ekranów, filtrów i surowych osądów w mediach społecznościowych coraz trudniej patrzeć na siebie z czułością. Co możesz zrobić, by uciszyć surowego wewnętrznego krytyka i poprawić obraz własnego ciała, jaki utrwalił się w twojej głowie? Badacze pokazują, że na dobry początek wystarczy spędzić 40 minut na tej powszechnej i zaskakująco skutecznej aktywności fizycznej.
„Rozwój szklanych luster oznaczał kluczowy zwrot w historii, gdyż po raz pierwszy umożliwił ludziom zobaczenie samych siebie w pełni – ze wszystkimi unikalnymi rysami twarzy i cechami” – pisze brytyjski historyk Ian Mortimer. Od XV wieku, wraz ze wzrostem dostępności tego niegdyś ekstrawaganckiego wynalazku, rosło również zapotrzebowanie na portrety. Według autora możliwość obserwowania swojego wizerunku – czy to w lustrze, czy na płótnie – sprawiła, że ludzie zaczęli postrzegać siebie inaczej. Przestali widzieć się wyłącznie jako część wspólnoty, a skupili się na indywidualnej tożsamości. Coraz większą wagę zaczęto przywiązywać nie tylko do wewnętrznych przeżyć, co znalazło wyraz w osobistym charakterze listów i opisach religijnych doświadczeń, lecz także do własnego wyglądu zewnętrznego. Nasi odlegli przodkowie mogli przeglądać się co najwyżej w tafli jeziora lub w mało wydajnych, metalowych płytach z miedzi czy brązu. My natomiast patrzymy sobie w oczy niemal nieustannie, czy to w puderniczce, na ekranie smartfona, na niezliczonych zdjęciach czy podczas wideorozmów na platformach takich jak Teams. Nie wspominając nawet o lustrach przymierzalniach, windach czy na siłowni, które obejmują nas od stóp do głów.
Niestety, większa samoświadomość często pociąga za sobą samokrytycyzm. Wielu z nas jest wyczulonych na każdy aspekt naszego wyglądu, co w konsekwencji może prowadzić do zaburzonego obrazu swojego ciała. Jak więc spojrzeć na siebie przychylniejszym okiem i poprawić samoocenę? Być może warto, wzorem naszych przodków, spędzić więcej czasu w naturze, z dala od technologii? Z badania „The Impact of a Woodland Walk on Body Image” przeprowadzonego przez naukowców z Polski i Wielkiej Brytanii wynika, że to jak najbardziej dobry pomysł.
Zimowe spacery a samoakceptacja: co mówią badania?
Jak podkreślają autorzy, których praca została opublikowana na łamach czasopisma „International Journal of Environmental Research and Public Health”, zapewnienie dostępu do środowisk naturalnych jest efektywnym i niedrogim sposobem na promowanie zdrowszego obrazu własnego ciała. Co ważne, nie musisz czekać na wiosnę i przyjemną pogodę, aby nawiązać więź z przyrodą i podnieść poczucie własnej wartości. Z pomocą eksperymentu wykazano, że przebywanie w zaśnieżonym krajobrazie przynosi równie pozytywne efekty. Warto więc opatulić się w ciepłą kurtkę i szalik i wyruszyć na spacer – tym bardziej, że aura za oknem po raz pierwszy od lat przypomina tę znaną z bożonarodzeniowych komedii i śnieżnych kuli.
Badanie objęło 87 kobiet z Polski w wieku od 19 do 55 lat, o zróżnicowanym wskaźniku masy ciała (BMI). Naukowcy poprosili ochotniczki o udział w serii testów mierzących poziom akceptacji własnego ciała, a następnie zaprosili je na 40-minutowy spacer po zimowym Cygańskim Lesie w Bielsku-Białej. Podczas wędrówki kobiety mogły swobodnie ze sobą rozmawiać, ale nie otrzymały żadnych dodatkowych wytycznych dotyczących zachowania. Po powrocie ponownie wzięły udział w testach, które dowiodły, że poziom akceptacji własnego ciała był znacznie wyższy po spacerze.
40 minut na łonie natury, które zmieniają sposób myślenia o ciele
Jak podkreśla dr Kamila Czepczor-Bernat, od lat wiadomo, że mieszkanie i przebywanie blisko natury wiąże się z szeregiem pozytywnych skutków dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Różnica polega na tym, że dotychczas skupiano się głównie na pozytywnym wpływie środowisk naturalnych w pełnym rozkwicie, takich jak zielone łąki. Okazuje się jednak, że zimowy pejzaż jest dla nas równie wartościowy. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, pobyt na łonie natury pozwala nam się wyciszyć i zapomnieć o stresie. Po drugie, ruch przesuwa naszą uwagę z tego, jak wygląda nasze ciało, na to, co ono potrafi. (Przedzieranie się przez zaspy i stąpanie po lodzie nie należy do łatwych zadań!). – Zamiast koncentrować się na estetycznym postrzeganiu ciała, zaczynamy doceniać jego funkcjonalność – mówi dr Viren Swami. To prosta, ale skuteczna zmiana perspektywy, która może przynieść długotrwałe efekty dla naszego samopoczucia.
Nawet jeśli narzekasz na minusowe temperatury, warto się przełamać i dla swojego dobra wybrać się na zewnątrz. Jak na łamach „Zwierciadła” zauważała trenerka Gosia Perl, choć chętniej ruszamy się, gdy za oknem jest ciepło i słonecznie, aktywność fizyczna pod chmurką nie powinna ograniczać się do letnich i wiosennych miesięcy. Czasem potrzebne jest jedynie inne podejście (i dobra termiczna odzież). – Tak naprawdę wszystko siedzi w głowie. Bo to ona nam szepce: ciemno, zimno, nie wychodź, po co ci to… Nie słuchajmy jej! Zima nie powinna być porą, kiedy rezygnujemy z aktywności – zachęca. A my się pod tym podpisujemy. Tym bardziej że teraz wiemy już, że oprócz dotlenienia organizmu i zastrzyku energii, możemy zyskać także wzrost samoakceptacji!
Artykuł opracowany na podstawie: Ian Mortimer, „The Mirror Effect”, laphamsquarterly.org; „The Impact of a Woodland Walk on Body Image: A Field Experiment and an Assessment of Dispositional and Environmental Determinants”, mdpi.com [dostęp: 10.02.2026]