1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zmiana nie musi być wysiłkiem. Rozmowa z Aleksandrą Janse van Rensburg

Zmiana nie musi być wysiłkiem. Rozmowa z Aleksandrą Janse van Rensburg

(Fot. Materiały prasowe)
(Fot. Materiały prasowe)
Hipnoza to nie magia. To narzędzie pracy z mózgiem. Hipnoza nadal ma w sobie aurę scenicznych sztuczek albo ezoterycznego rytuału. Tymczasem od dekad jest przedmiotem badań klinicznych i neurobiologicznych. Amerykańskie i europejskie towarzystwa psychologiczne uznają ją za metodę wspierającą terapię – szczególnie w pracy z bólem przewlekłym, zaburzeniami lękowymi, stresem pourazowym czy zespołem jelita drażliwego.

Badania z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego pokazują, że w stanie hipnozy zmienia się aktywność obszarów mózgu odpowiedzialnych za uwagę, regulację emocji i tzw. narracyjne „ja”. Mózg przechodzi w tryb zwiększonej koncentracji i podatności na sugestię, przy jednoczesnym obniżeniu krytycznego filtrowania bodźców. To stan skupionej uwagi, w którym łatwiej dotrzeć do utrwalonych schematów myślenia i reakcji. W praktyce klinicznej hipnoza bywa wykorzystywana jako wsparcie terapii poznawczo-behawioralnej, w leczeniu bólu, w pracy z nałogami, a także w sporcie – do treningu mentalnego i wizualizacji.

Dla Aleksandry Janse van Rensburg hipnoza jest przede wszystkim narzędziem zmiany „pakietu startowego” – nieświadomych przekonań zapisanych w ciele i układzie nerwowym.

Hipnoza ma dziś zupełnie inny status niż kilkanaście lat temu – jest badana naukowo, wykorzystywana w klinikach bólu, w psychoterapii, nawet w sporcie. A jednak wciąż potrafi budzić nie najlepsze skojarzenia, mnie od razu przychodzą do głowy seanse telewizyjne Kaszpirowskiego, które pamiętam z dzieciństwa. Czym tak naprawdę jest hipnoza?

Hipnoza to naturalny stan skupionej uwagi. Nie sen, nie utrata kontroli. To moment, w którym wycisza się nadmiar bodźców, a my koncentrujemy się na jednym doświadczeniu – na obrazie, oddechu, odczuciu w ciele.

Wiele osób mówi: „mnie się nie da zahipnotyzować”.

Wszyscy tak mówią. Naprawdę wszyscy. I wszystkich da się zahipnotyzować. Bo hipnoza to nie jest jakaś wyjątkowa sztuczka. To naturalny stan umysłu. My jesteśmy w hipnozie kilka razy dziennie. Kiedy jedziesz samochodem i nagle orientujesz się, że nie pamiętasz ostatnich kilku kilometrów. Kiedy oglądasz film i świat przestaje istnieć. Kiedy zasypiasz i przechodzisz między snem a jawą. To jest właśnie ten moment – zawężenie uwagi. Hipnoza to skupienie. To zmiana częstotliwości pracy mózgu. I każdy potrafi w to wejść. Najważniejsze: każda hipnoza jest autohipnozą. To ty to robisz, nie ja. Ja nie mam nad tobą żadnej mocy. Ja tylko kieruję twoją uwagę do wewnątrz. Jeśli ktoś mówi „mnie się nie da”, to zwykle znaczy, że bardzo mocno trzyma kontrolę. A tu nie chodzi o utratę kontroli, tylko o to, żeby ją przekierować.

Czasem ktoś mówi: „ale ja nic nie widzę”. A ja odpowiadam: to już widzisz. Bo zaczynasz obserwować.

To jest jak wejście do ciemnego pokoju. Na początku jest czarno. Po chwili zaczynasz widzieć kontury. Potem kształty. Potem zaczynasz się w tym poruszać. Z podświadomością jest dokładnie tak samo. Trzeba chwilę zostać w tej przestrzeni, nie uciekać, nie analizować. Naprawdę nie spotkałam osoby, której „nie da się”. Różna jest podatność, różne tempo. Ale zdolność do wejścia w ten stan ma każdy, bo to jest stan naturalny.

Z perspektywy neurobiologii mówi się o zmianie aktywności mózgu – większej koncentracji i osłabieniu tzw. krytycznego filtra. Czy ty tak to widzisz w praktyce?

Tak. W praktyce wygląda to tak, że ciało się reguluje, oddech się pogłębia, a umysł przestaje „naprawiać świat”. W tym stanie łatwiej dotrzeć do zapisanych reakcji – do przekonań, które powstały lata temu i dziś działają jak autopilot.

Czyli nie ma sytuacji, w której ktoś traci kontrolę?

Nie. Jeśli nie wyrażasz zgody – proces się nie wydarzy. To nie jest oddanie władzy, tylko jej odzyskanie.

W psychologii mówi się o wczesnodziecięcych schematach, które wpływają na całe dorosłe życie. Ty używasz określenia „pakiet startowy”.

Bo to bardzo obrazowe. Do około siódmego roku życia mózg dziecka funkcjonuje głównie w wolniejszych zakresach fal – jest w stanie wysokiej chłonności. Nie filtruje informacji tak jak dorosły. Przyjmuje bezkrytycznie.

Instalujemy wtedy przekonania o sobie, o relacjach, o pieniądzach, o miłości. Jeśli dziecko doświadcza krytyki, może zapisać: „nie jestem wystarczająca”. Jeśli widzi, że sukces oznacza konflikt, może powstać kod: „lepiej nie wychylać się za bardzo”.

A potem żyjemy z tym oprogramowaniem przez dekady, przez 30–40 lat nie robiąc aktualizacji.

Ale wiele kobiet powie: „ja już to wiem, przeanalizowałam dzieciństwo, a i tak powtarzam te same schematy”.

Bo świadomość to za mało.

Silna wola działa, dopóki się nie zmęczy. Afirmacje brzmią dobrze, dopóki nie zderzą się z nieświadomym wzorcem.

Podświadomość nie ocenia, czy coś jest dobre czy złe. Ona działa na powtarzalności. Jeśli coś powtarzasz przez lata, uznaje to za bezpieczne. I będzie cię tam trzymać.

Czy zawsze trzeba wracać do traumy?

Kiedyś pracowałam głównie przez rekonstrukcję zdarzenia. Dziś coraz rzadziej. Nie zawsze trzeba wracać do wszystkiego, żeby być wolnym. Jeśli podświadomość coś zablokowała, mogła mieć ku temu powód.

Teraz pracuję bardziej na bazie neutralizowania napięcia i natężenia emocjonalnego. Pracujemy z odczuciem w ciele, z sygnałem, który tam jest. Nie musisz dokładnie odtwarzać zdarzenia, żeby uwolnić jego zapis.

Czasem wystarczy zidentyfikować, gdzie w ciele jest to napięcie, pozwolić mu przepłynąć i nie nadawać mu dramatycznego znaczenia. To jest praca z regulacją, nie z rozdrapywaniem ran.

Z jakimi tematami kobiety przychodzą najczęściej?

Relacje. Zdecydowanie relacje i poczucie własnej wartości. I bardzo często to się ze sobą łączy. Widzę wiele kobiet, które funkcjonują w trybie przetrwania. Robią wszystko, żeby utrzymać mężczyznę. Wchodzą w rolę matki – kontrolują, zarządzają, organizują, pilnują. „Ja to ogarnę, ja zrobię, ja dopilnuję”. A potem mówią: „on jest jak dziecko”. No tak – bo jeśli kobieta wchodzi w rolę matki, to trudno, żeby partner pozostał w męskiej energii.

I później pojawia się zdziwienie: zniknęło pożądanie, coś się wypaliło, on się wycofuje albo zdradza. A często to jest zaburzona dynamika ról.

Bardzo dużo kobiet ma w podświadomości zapis: „jeśli będę potrzebna, nie zostawi mnie”. To jest lęk przed porzuceniem. Więc zaczynają robić rzeczy wbrew sobie, zgadzać się na coś, czego nie chcą, przekraczać własne granice. Byle tylko utrzymać relację.

W mojej pracy bardzo często wychodzi temat „wewnętrznej kobiety” i „wewnętrznego mężczyzny”. Pytam: jaka jest twoja wewnętrzna kobieta? I podświadomość pokazuje obraz. Czasem to kobieta z wałkiem w ręku, która goni za mężczyzną. Czasem to ktoś, kto musi wszystko kontrolować. Czasem ktoś, kto jest wiecznie w napięciu.

Te obrazy nie biorą się znikąd. To często wzorce rodzinne. Jeśli dziewczynka obserwowała babcię czy mamę, która była podporządkowana albo odwrotnie – dominująca i kontrolująca – to taki model relacji zapisuje się jako „normalny”.

Potem w dorosłym życiu odtwarzamy role. I mówimy: „znowu trafiłam na takiego samego mężczyznę”. A często to nie przypadek, tylko kod.

Jest też temat zdrad. Jeśli w rodzinie był zapis, że „mężczyźni zdradzają”, to kobieta może nieświadomie wybierać partnerów, którzy ten wzorzec potwierdzą. Albo żyć w ciągłym napięciu i podejrzliwości, co samo w sobie niszczy relację.

I odwrotnie – mężczyźni, którzy byli wychowywani w przekazie, że „kobiety i tak odejdą”, mogą sabotować bliskość.

Hipnoza pozwala zobaczyć te role z dystansu. W stanie głębokiej koncentracji wchodzisz w obserwatora. Patrzysz na siebie jak z boku i nagle widzisz: „ja to robię nie dlatego, że chcę, tylko dlatego, że kiedyś tak było bezpiecznie”.

I wtedy pojawia się wybór. Nie walka, nie oskarżanie partnera. Tylko świadomość: to jest stary zapis. Mogę go zmienić. Bo dopóki działamy z poziomu lęku przed samotnością, z poziomu „muszę go zatrzymać”, jesteśmy w przetrwaniu. A relacja z przetrwania nigdy nie jest relacją z wolności.

Wspomniałaś o regulacji układu nerwowego. To dziś jeden z kluczowych tematów w psychologii traumy.

Tak, bo bez regulacji nie ma trwałej zmiany. Poprzez oddech i koncentrację wpływamy na układ przywspółczulny – ten odpowiedzialny za wyciszenie i regenerację. Kiedy ciało przestaje być w stanie ciągłego napięcia, możemy pracować głębiej.

Nie zawsze trzeba wracać do bolesnych wspomnień. Czasem wystarczy zneutralizować napięcie zapisane w ciele.

Pracujesz też z biznesem i sportowcami. Tam hipnoza bywa wykorzystywana jako trening mentalny i wizualizacja.

Dokładnie. Mózg nie rozróżnia wyraźnie między intensywnie wyobrażonym doświadczeniem a realnym przeżyciem. Dlatego wizualizacja w stanie głębokiej koncentracji jest tak skuteczna.

Ale nawet w biznesie często wracamy do przekonań z dzieciństwa. Miałam klienta, który sabotował swój sukces finansowy. W procesie okazało się, że jako dziecko połączył sukces z utratą bliskości – sukces finansowy i zawodowy jego ojca został okupiony rozpadem rodziny. Dopóki ten zapis nie został zmieniony, podświadomość „chroniła” go przed tym zagrożeniem uniemożliwiając realizację pełni planów zawodowych.

Chyba najbardziej kuszące jest w hipnozie to, że jest narzędziem szybkim, nie wymaga godzin spotkań…

To narzędzie precyzyjne. Wchodzimy jak laser w rdzeń problemu.

W terapii często opowiadasz historię. Analizujesz. Wracasz do problemu. Nazywasz go. Rozkładasz na części. I to jest ważne — ale czasem to jest też utrwalanie tej historii. W hipnozie nie wchodzimy w problem, tylko w rozwiązanie.

Nie interesuje mnie wielokrotne opowiadanie: „ten mi to zrobił, tamten mi tamto zrobił”. Bo powtarzanie swoich problemów to jest jak ich zapamiętywanie na nowo. Jakbyś w kółko odtwarzała tę samą płytę. W hipnozie wchodzisz w stan, w którym przestajesz być aktywnym uczestnikiem dramatu, a zaczynasz być obserwatorem. I nagle pojawia się zrozumienie.

I to nie jest takie intelektualne „rozumiem”. To jest moment w ciele.

To jest ten stan „aha”.

Nagle czujesz ulgę.

Czujesz, jak coś puszcza.

To nie jest wybaczanie na siłę. To jest zrozumienie, które przynosi rozluźnienie. I w tym momencie ciało reaguje. Pojawia się lekkość. Czasem wzruszenie. Czasem śmiech. Czasem po prostu cisza i poczucie: „Boże, jakie to jest proste”.

To jest stan radości, pełni, takiej euforii bez powodu. Nie dlatego, że coś z zewnątrz się zmieniło. Tylko dlatego, że napięcie przestało być trzymane. I wtedy kodujesz nowy stan jako naturalny. Nie stan przetrwania, tylko stan spokoju i sprawczości.

To jest ta różnica. Nie walka z problemem. Tylko reorganizacja.

I można to robić online. W twojej przestrzeni. Bo w hipnozie i tak jesteś tylko ty i twój proces.

A czy ktoś może nam w stanie hipnozy coś „wrzucić, zaprogramować”? Wiele osób tego się obawia.

Nie da się czegoś zrobić bez twojej zgody. To jest mit.

Jeśli nie wyrażasz zgody, proces się nie wydarzy. To nie jest tak, że ktoś przejmie twoją wolę. Ja niczego nikomu nie wkładam do głowy. Ja zadaję pytania i prowadzę proces.

Oczywiście – dlatego tak ważne jest doświadczenie terapeuty. Można otworzyć podświadomość i nie umieć jej bezpiecznie zamknąć. To jest jak operacja – nie wystarczy rozciąć, trzeba jeszcze zszyć i zintegrować.

Ja nigdy nie zostawiam klienta w trudnym stanie. Jeśli napięcie się pojawia, pracujemy do momentu, aż zostanie zneutralizowane. Proces musi być domknięty. To ma być stan ulgi, nie chaosu. Nie wypuszczam nikogo, kto nie ma integracji.

Co chciałabyś przekazać innym kobietom?

Że nie są skazane na swój pakiet startowy. Że nie muszą działać z poziomu „powinnam”. Mogą działać z poziomu „wybieram”. I że nie potrzebują guru. Każda hipnoza jest autohipnozą. To one dokonują transformacji. Ja tylko tworzę bezpieczną przestrzeń.

Aleksandra Janse van Rensburg

Certyfikowana hipnoterapeutka oraz trenerka pracy z polem morficznym (polem informacyjnym człowieka). Od lat tworzy i prowadzi procesy transformacyjne dla klientów indywidualnych i grup, łącząc neurohipnozę, hipnoterapie oraz pracę z układem limbicznym i pamięcią ciała.

IG. @mindflow_hypnosis_

Share on Facebook Send on Messenger Share by email