1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Tomasz Srebnicki: Jakie studia wybrać?

Tomasz Srebnicki: Jakie studia wybrać?

123rf.com
123rf.com
Rozpoczęcie studiów często wiąże się z wieloma ważnymi decyzjami i życiowymi zmianami. Jak się ich nie bać i nastawić się optymistycznie do tego, co nieznane – radzi ekspert SENSu, Tomasz Srebnicki

– Moją pasją od dwóch lat jest psychologia, lubię czytać magazyny psychologiczne, książki – pisze czytelniczka SENSu, 19-letnia Sylwia. – Lubię rozmawiać z ludźmi i radzić im oraz sama uczyć się od nich nowych rzeczy. Do tej pory myślałam, że studia, na jakie się wybiorę, to będzie właśnie psychologia. Krótko przed składaniem deklaracji na uczelnie zrezygnowałam z tego pomysłu, gdyż nie byłam pewna, czy interesuje mnie ta dziedzina z powodu tzw. powołania, czy raczej dlatego, że samej pomaga mi się kształtować. Za namową rodziny zdałam na filologię, ale nie czuję do tego kierunku zbytniego zapału. Dodatkowo jestem bardzo daleko od rodziny i przyjaciół, widujemy się sporadycznie. Czuję wielką niechęć do tych studiów i zastanawia mnie, z czego ona wynika: czy to kwestia wieku, czy może nie chcę robić czegoś, bo każdy to robi. Tego, że muszę iść na studia, bo każdy idzie. Z drugiej strony bałabym się też na nie nie iść. Kiedyś trudno było mi decydować o sobie, lecz dzięki wielu czynnikom zdałam sobie z tego sprawę i staram się to zmieniać. Niestety, odnośnie studiów mam duży mętlik. Domyślam się, że może mnie tu spotkać wiele dobrego i cennego, ale czy warto coś robić, mimo że jest się niezdecydowanym? Tym bardziej że gryzie mnie sumienie, że rodzice wydają dużo pieniędzy na wynajęcie pokoju i moje wyżywienie, a sytuacja materialna naszej rodziny nie jest łatwa. Mama zachęca, mówi, że to będzie fajna przygoda. A może tak naprawdę podświadomie myślę, że te studia nie dadzą mi wiele, a utracę wszystko, co miałam?

ODPOWIEDŹ PSYCHOLOGA: Sylwio, na początku chciałbym wyrazić wielki podziw dla tego, że zdecydowałaś się nie iść na psychologię po to, aby rozwiązać swoje problemy. Do tego służy psychoterapia, a nie studia, które u osób idących na nie z motywacją poznania siebie stają się nierzadko wielkim rozczarowaniem. Wracając jednak do głównego wątku, wydaje mi się, że twoje wątpliwości są całkowicie uzasadnione w świetle dość znacznej zmiany wiążącej się z rozpoczęciem studiów. Oczywiście, nadajesz jej wiele interpretacji. Często w takich sytuacjach warto odwołać się do racjonalności. Przede wszystkim po to, aby dostrzec, w którym punkcie zaczynają się nasze, często irracjonalne, interpretacje. Zatem: po pierwsze, rozumiem, że twoi przyjaciele i ty jesteście razem tylko dlatego, że mieszkacie blisko, z czego wynika wprost, że wszyscy, którzy mieszkają blisko, są twoimi przyjaciółmi. Po drugie, twoi rodzice są pod bronią zmuszeni do tego, żeby łożyć na twoje utrzymanie, bo inaczej zostaną wywiezieni na roboty na Syberię. Po trzecie, droga do twojego domu i przyjaciół została szczelnie zaminowana w dniu twojego wyjazdu. Podsumowując, twoje obawy są jak najbardziej naturalne, ale pamiętaj, że studiowanie zajmuje ok. 20 proc. życia, a pozostałe 80 to rozwój w innych sferach. Zachęcam cię zatem do dalszego rozwoju, możesz wybrać nawet archeologię śródziemnomorską. To naprawdę nie ma wielkiego znaczenia. Powodzenia!

Więcej listów od czytelników znajdziesz w każdym numerze SENSu w rubryce Listy do psychoterapeuty.

Masz problem, z którym nie możesz sobie poradzić? Napisz do naszego eksperta: sens@zwierciadlo.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Psychoterapia - kiedy jest potrzebna?

Wiele osób boryka się obecnie z lękiem i przewlekłym stresem. Czasem jednak problemy emocjonalne ciągną się latami i odbierają wszelką radość życia. (fot. iStock)
Wiele osób boryka się obecnie z lękiem i przewlekłym stresem. Czasem jednak problemy emocjonalne ciągną się latami i odbierają wszelką radość życia. (fot. iStock)
W jakiej sytuacji warto zwrócić się po pomoc do specjalisty? - Poniżej kilka podpowiedzi i podstawowych wskazówek.

Poszukaj pomocy psychoterapeutycznej, jeśli:

Cierpisz i żadne wsparcie nie jest wystarczające. To może być smutek związany z realną stratą ukochanej osoby, ale też pracy, miejsca, pozycji. Czasami cierpienie łączy się z bólem, którego nie potrafimy zrozumieć, zdefiniować, który uniemożliwia codzienne funkcjonowanie. Niekiedy jest tak duże, że wywołuje myśli lub fantazjowanie o śmierci.

Odczuwasz przymus powtarzania w swoim życiu określonych zachowań, co odbiera ci poczucie wolności, spontaniczności, swobody. Czujesz, że rządzą tobą siły lub siła, na którą nie masz wpływu, albo która czasami wymyka się spod kontroli – np. musisz bez przerwy sprawdzać i kontrolować swojego partnera, bo odczuwasz zazdrość, która nie pozwala ci spokojnie spać.

Dostrzegasz tzw. destrukcyjny wzorzec zachowań. Nie potrafisz ukończyć tego, co zaczynasz: zadań, szkoły. Kolejne związki się rozpadają, a ty dostrzegasz pewną powtarzalność w swoim zachowaniu i przeżywanych emocjach. Być może lądujesz w relacjach, w których ktoś cię wykorzystuje, albo to ty krzyczysz i wpadasz w furię lub po pewnym czasie zostajesz sama z jednym dojmującym uczuciem, np. poczuciem odrzucenia, rozpaczą albo lękiem.

Czujesz pragnienie i głęboką chęć zmiany swojego życia.

Poza wymienionymi powyżej, pojawiają się inne trudne sytuacje, w których możesz poczuć, że potrzebujesz pomocy i wsparcia – sięgnij więc po nie.

Czasami na psychoterapię trafiają osoby uzależnione od alkoholu lub innych środków psychoaktywnych, w takiej sytuacji najpierw muszą ukończyć terapię uzależnień. Uczestnictwo w psychoterapii, która składa się czasami z bolesnych wglądów w samego siebie, wywołuje szereg emocji. Osoby uzależnione po ukończonej sesji psychoterapeutycznej mogą mieć pokusę, by ukoić obudzone emocje używkami. W takiej sytuacji nie tylko nie skorzystałyby z pomocy, ale pogrążałyby się w uzależnieniu.

Ważny jest wybór terapeuty

Wybierając osobę, której powierzysz swoje słowa, emocje i problemy, sprawdź, czy ten ktoś ma certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego (terapeuta), Izby Coachingu (coach) lub innych organizacji. Jednak sam certyfikat o niczym nie świadczy – spytaj o ukończoną szkołę, doświadczenie, specjalizacje (czyli z kim, z jakimi problemami pracuje dana osoba). Sprawdź rekomendacje, a kiedy nie jest to możliwe, wybierz osobę pracującą w renomowanym ośrodku. Jeśli mieszkasz w mniejszym mieście, zawsze możesz zadzwonić do sekretariatu znanego ośrodka z prośbą o polecenie terapeuty pracującego w twoim rejonie – być może będą mogli pomóc.

  1. Psychologia

Przyjaźń w dorosłym życiu – ważniejsza jest jakość niż liczba

Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
W ciągu ostatnich dwudziestu lat opublikowano wiele wyników badań potwierdzających pogląd, że przyjaźń stanowi jeden z najistotniejszych elementów ludzkiego zdrowia, samopoczucia i szczęścia. Jeśli się nad tym zastanowić, to takie stwierdzenie ma sens! – pisze Hope Kelaher w swojej książce „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Pogawędka, aby nadrobić zaległości lub błyskawiczne znalezienie ponownie wspólnego języka ze starym przyjacielem, z którym nie widzieliśmy się od lat, znakomicie wpływa na samopoczucie, podobnie jak zaśmiewanie się do łez z osobistych żartów lub wstydliwych historii z osobą, z którą łączy nas poczucie humoru. Wywołują one uczucie, którego nie da się porównać z żadnym innym, a przy tym są dobre dla zdrowia! Dowiedziono, że przyjaźń i więź emocjonalna z innymi pomagają zmniejszyć ryzyko śmierci i skrócić czas trwania chorób fizycznych i psychicznych, mogą również korzystnie wpływać na zdrowie, przyczyniając się do wydzielania endorfin.

Przyjaciele nie tylko udzielają wsparcia emocjonalnego i społecznego, ale też, z perspektywy ewolucyjnej, zapewniają ochronę, wsparcie praktyczne, a w niektórych przypadkach także pomoc finansową. Przyjaźń stanowi element rozmaitych intymnych relacji, w tym między partnerami i członkami rodziny, ważne jednak, aby odróżnić zaprzyjaźnione osoby z rodziny (krewnych) od przyjaciół. Za przyjaciół uznaje się osoby znajome, z którymi łączy nas więź oparta na emocjonalnej bliskości i wzajemności (czyli dawaniu i braniu w relacji). W przeciwieństwie do przyjaźni rodzinnej, taka przyjaźń jest wynikiem wyboru i może zakończyć się w każdej chwili. W rezultacie poświęcamy więcej czasu i energii na nawiązywanie i podtrzymywanie przyjaźni z osobami niespokrewnionymi.

Liczba a jakość

Dla wielu osób kolejne oczywiste pytanie brzmi: co jest ważniejsze, liczba przyjaciół czy jakość przyjaźni? Wyniki badań wskazują wprawdzie, że zarówno wielkość kręgów społecznych, jak i jakość relacji z ich członkami mają istotne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia, jednak biorąc pod uwagę zobowiązania ciążące na współczesnych dorosłych, nie zawsze da się zachować równowagę między tymi dwoma czynnikami. Co ciekawe, wyniki badań przeprowadzonych przez antropologa i psychologa Robina Dunbara wskazują, że istnieje maksymalna liczba znajomości, jaką każdy z nas jest w stanie podtrzymać w danym momencie. W swoich pracach Dunbar stwierdza, że zdolności poznawcze ludzkiego mózgu wystarczają na utrzymanie jednocześnie relacji ze 150 osobami. Nie wszystkie z nich są naszymi bliskimi przyjaciółmi: część to przygodni znajomi. Wyniki badań wskazują, że z około 50 spośród tych 150 osób mógłbyś znaleźć na proszonej kolacji lub imprezie u wspólnego znajomego. Znacznie mniejszą liczbę ludzi – około 15 – uważamy za przyjaciół, którym możemy w razie potrzeby się zwierzyć lub poprosić ich o wsparcie. Badania Dunbara wykazały też, że każdy z nas ma plus minus 5 osób, które uznajemy za najbliższych przyjaciół i którym możemy wyznać najskrytsze tajemnice, pragnienia i problemy. Granice tej grupy są płynne, a poszczególne osoby mogą przemieszczać się między kręgami przyjaciół i najlepszych przyjaciół.

Cyfrowe platformy, takie jak: Facebook, Snapchat, Twitter czy Instagram doprowadziły wprawdzie do poszerzenia sieci przyjaźni, ale jedno pozostało bez zmian: siła długotrwałych relacji zależy od osobistych kontaktów.

Spotkania twarzą w twarz sprzyjają powstawaniu więzi, jakiej nie da się nawiązać poprzez media społecznościowe.

Udostępnienia i polubienia w internecie nie mogą równać się z pozytywnymi doświadczeniami, takimi jak: osobiste powitania, jedzone razem posiłki czy wspólny śmiech. Takie przeżycia częściej doprowadzają do wydzielania endorfin – hormonów wiązanych z przyjemnością, redukcją stresu i tworzeniem więzi społecznych. Z badań wynika, że co prawda znajomości w mediach społecznościowych łatwo jest nawiązywać i dokumentować, ale wirtualne kontakty nie mogą skutecznie zastąpić przyjaźni w prawdziwym życiu. Najłatwiej wyjaśnić to faktem, że wartościowe relacje wynikają z czasu, a interakcje z wirtualnymi znajomymi zmniejszają ilość czasu i energii, jakie możemy poświęcić na dbanie o osobiste relacje.

Aspekty dobrej przyjaźni

Świadomość, że jesteśmy w stanie utrzymywać kontakty jedynie z ograniczoną liczbą osób, może dodawać otuchy, zwłaszcza tym z nas, dla których zbieranie internetowych znajomości stanowi hobby. Wiąże się jednak z pytaniem, czy nasze przyjaźnie są wystarczająco dobre, a ich jakość –wysoka. Zdaniem wielu osób, odpowiedź na to złożone pytanie ma subiektywny charakter. Większość badaczy zajmujących się tym tematem twierdzi, że wysokiej jakości relacje wyróżniają się wysokim poziomem wzajemnych zachowań pomocowych, współzależności, intymności emocjonalnej i konstruktywnego rozwiązywania konfliktów.

Wzajemność

Wyniki nowszych badań wskazują jednak, że istnieje wiele aspektów i wskaźników jakości relacji. Dobre przyjaźnie, zarówno w dzieciństwie, jak i w wieku dorosłym, charakteryzuje wzajemność pochlebstw – przyjaciele często wzajemnie chwalą się za sukcesy, wspierają w przypadku porażek i pomagają wzmacniać poczucie własnej wartości.

Współzależność

Kolejnym aspektem dobrej przyjaźni jest współzależność. Podobieństwo pomiędzy dwiema osobami zapewnia skoordynowaną relację, pozwalającą każdej ze stron czerpać więcej przyjemności i korzyści. Nawet jeśli każda z osób zyskuje na przyjaźni co innego, jest to równie przydatne jak to, co daje drugiej osobie. Na przykład Jen może otrzymywać od Kit wsparcie w swoim związku i udzielać jej wsparcia w sprawach rodzinnych.

Intymność emocjonalna

Trzeci najważniejszy i najlepiej opisany aspekt wysokiej jakości przyjaźni to intymność emocjonalna –pozytywna komunikacja i wzajemne dzielenie się tajemnicami w relacji. Badania nad bliskimi przyjaźniami wśród dzieci wykazały, że te z nich, które określiły poziom intymności w relacji jako wysoki, wskazywały również na wysoki poziom innych pozytywnych cech, co sugeruje, że intymność może stanowić najistotniejszy czynnik w wysokiej jakości relacjach.

Rozwiązywanie konfliktów

Przyjaźń idealna nie istnieje, a nawet najlepsza wykazuje cechy negatywne, warto zatem zbadać również, w jaki sposób rozstrzyga się konflikty w wysokiej jakości relacjach i jak może to przyczynić się do ich dalszego zacieśniania. Wysokiej jakości przyjaźnie zwykle charakteryzują się minimalnym poziomem konfliktów, nie są od nich jednak całkowicie wolne. W gruncie rzeczy taka sytuacja byłaby niepokojąca, a nawet szkodliwa dla relacji. Konflikty rozwiązywane w zdrowy sposób mogą prowadzić do większej intymności i mocniejszej więzi w relacji, zwłaszcza przyjacielskiej. Przypomnij sobie nieporozumienie pomiędzy tobą a jednym z twoich przyjaciół. Zapewne doświadczałeś obaw i niepokoju, zastanawiając się, jak podejść do sprawy, ale kiedy podjąłeś ryzyko i udało ci się ją rozwiązać, poczułeś ulgę wynikającą z rozstrzygnięcia.

Wyobraź sobie na przykład, że od jednego z najbliższych przyjaciół dostajesz esemesa i nie rozumiesz jego wymowy. Druga osoba zwraca się do ciebie w nietypowy sposób, wskazujący, że coś jest nie tak. Być może wyczuwasz gniew przyjaciela. Choć boisz się zaognienia sytuacji, wykonujesz ważny krok i mówisz mu o swoich obawach, a on wyznaje, że rozczarowało go coś, co powiedziałeś lub zrobiłeś. Nie rozstrzyga to konfliktu ani kwestii twojego zachowania, ale możecie teraz otwarcie porozmawiać o napięciu, które wcześniej kryło się pod powierzchnią. Każde z was zna perspektywę i uczucia drugiej strony. Możecie odetchnąć z ulgą i przejść do rozwiązywania problemu. Wynik badań nad konfliktami w relacjach nastoletnich sugerują, że z wiekiem sposób rozwiązywania konfliktów zmienia się z wymuszającego na konstruktywny. W okresie dojrzewania rozwija się empatia – zdolność do rozumienia stanu emocjonalnego drugiej osoby – dzięki której przyjaciele mogą lepiej zrozumieć nawzajem swoje uczucia i punkt widzenia.

Przyjrzyjmy się, jak może wyglądać rozwiązywanie konfliktów w wysokiej jakości przyjaźni. Shay i Jen zaplanowały wspólne wyjście, ale dzień przed nim Shay pracowała do późna i źle się czuje. Wie, że Jen bardzo zależy na realizacji planów, ale jej samej brak do tego energii i motywacji. Wyjaśnia przyjaciółce, że jest bardzo zmęczona, ale obawia się, że rozczaruje ją, rezygnując z wyjścia. Jen istotnie jest zawiedziona, ale mówi Shay, że rozumie sytuację i że na pewno będą jeszcze miały okazję się spotkać. Jen nie ma pretensji do Shay, ich przyjaźń wraca do normy i rozwija się dalej. Bez empatii konflikt w tej sytuacji mógłby rozstrzygnąć się w zupełnie inny sposób, a obie strony czułyby się niewysłuchane, niedostrzeżone i lekceważone. Przyjaciółkom udało się jednak porozmawiać otwarcie, bezpiecznie i konstruktywnie, a rozwiązanie wzmocniło ich relację.

Mam nadzieję, że dotychczasowa lektura uświadomiła ci, że liczy się nie liczba, a jakość relacji. Zwykle mamy około 5 najbliższych przyjaciół, 15 przyjaciół orbitujących wokół nich, 50 znajomych, przy których czujemy się swobodnie na imprezach, i 150 dalszych znajomych. Aby przyjaźnie i więzi były jak najgłębsze, nie należy skupiać się na rozszerzaniu zewnętrznego kręgu znajomych, ale poświęcać czas i energię osobom z najbliższych kręgów społecznych. Trzeba również pamiętać, że najbliżsi przyjaciele mogą w różnych momentach życia przemieszczać się z jednego kręgu do drugiego. Na przykład bliski przyjaciel ze studiów może przestać należeć do kręgu najbliższych przyjaciół po twojej przeprowadzce do innego miasta, ale pozostać wśród piętnaściorga przyjaciół. Takie przejścia pomiędzy kręgami są naturalne, a jeśli znów zdarzy się wam zamieszkać w tym samym mieście, może się okazać, że przyjaciel w naturalny sposób powróci do najbliższego kręgu.

<!--jt:related class="left" src="https://zwierciadlo.pl/js/tiny_mce/plugins/jtinfobox/img/related.png" />

Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Problem z podjęciem decyzji? Najlepszym doradcą jest intuicja

W podejmowaniu decyzji najlepiej sprawdza się połączenie intuicji z analizą. (Fot. iStock)
W podejmowaniu decyzji najlepiej sprawdza się połączenie intuicji z analizą. (Fot. iStock)
Serce czy rozum? Rady znajomych czy lista „za” i „przeciw”? Czym się kierować w podejmowaniu drobnych i większych decyzji? Dr Anna Mazur stawia na połączenie intuicji z analizą.

Przede mną konieczność podjęcia decyzji. Analizuję plusy i minusy różnych rozwiązań i coś postanawiam. To słuszna droga?
Według teorii racjonalnej – jak najbardziej, ale w życiu niekoniecznie (śmiech). Podobnie w biznesie. Ważne, ile masz czasu na podjęcie decyzji. Jeśli niewiele, to by postanowić, czy wziąć kredyt mieszkaniowy, nie przeanalizujesz przecież wszystkich danych, bo nie masz do nich dostępu. Rozważysz tylko parę podstawowych opcji.

Nadal obraz jest niepełny.
Klasyczna teoria decyzji tego nie przewidywała, dopiero współczesne o tym mówią, że rynek może w krótkim czasie zachować się na nieskończoną ilość sposobów. Świat za dwa dni będzie wyglądał tak jak dziś, ale za tydzień wszystko może się zmienić.

Czyli analiza słabych i mocnych punktów nic nie daje. Załóżmy, że zastanawiam się nad rozwodem. Wiele kobiet przegaduje taki problem z przyjaciółką...
No tak, ale w jaki sposób przyjaciółka spojrzy na sprawę? Zdecydowanie pod swoim kątem, przez własne filtry, a nawet sympatię (lub jej brak) do twojego męża. Udzieli porad, które niekoniecznie muszą być dla ciebie dobre. Załóżmy, że sama wyszła za mąż z powodów ekonomicznych i dojdzie do wniosku, że skoro nie opływasz w bogactwo, lepiej się rozwieść. A dla ciebie inne wartości są ważne.

Może więc szukać innych sposobów?
Przede wszystkim trzeba mieć dobry wgląd w siebie, bo nie zawsze dobrze wiemy, czego chcemy od życia. Jeśli znamy siebie, to podjęcie decyzji o rozwodzie nie powinno być trudne, choć i tak nie przewidzimy, co się wydarzy później.

Co pozostaje? Intuicja?
Ludzie zwykle myślą schematami, w podejściu intuicyjnym chodzi o to, by się od nich oderwać. Potocznie się mówi, by kierować się sercem. Jednak nasze odczucia również mogą być nafaszerowane wartościami społecznymi. To, co mówiła matka i babcia, bierzemy za swoje.

Gdzie więc szukać odpowiedzi?
W sobie! Jeśli masz uruchomiony mechanizm samorefleksji, wtedy uzyskasz dla siebie jasne odpowiedzi. Pewnie, że warto słuchać ludzi, bo czasami mogą pokazać rozwiązanie, którego nie wzięłaś pod uwagę. Nie należy go jednak bezkrytycznie przyjmować! Raczej obserwować siebie, jak reagujesz. Załóżmy, że w konkretnej sytuacji pojawia się u ciebie lęk i nie jesteś w stanie go pokonać, więc kierowanie się intuicją okaże się zawodne, bo zwycięży strach.

Reakcja jest szyta na moją miarę?
Ona zależy od typu osobowości, ale pozostaje pytanie, czy od dziecka uczymy się konkretnych reakcji, jak chociażby ucieczki, czy reagujemy automatycznie, z poziomu podświadomości.

A reakcji wyuczonych łatwiej się pozbyć?
Jeśli zdajesz sobie sprawę, jak reagujesz, i wiesz, że przekazała ci to matka albo ojciec, łatwiej się przeprogramować. Jeżeli reakcja wychodzi z podświadomości, to informacja nie przebija się do świadomości i nie możesz nic z tym zrobić. Pozostaje ci tylko wypytać otoczenie o to, jak się zachowujesz. Załóżmy, że boisz się ryzyka finansowego, a masz podjąć decyzję o kredycie. Obawiasz się, że nie spłacisz, bo możesz stracić pracę. A może warto zaryzykować i pożyczyć pieniądze, mimo lęku?

No właśnie, głos lęku a intuicji, jak je odróżnić?
To nie takie łatwe. Jeśli podświadomość masz oczyszczoną i nie widać u ciebie reakcji automatycznych...

To sytuacja idealna!
Ale załóżmy, że możliwa. Wtedy możesz świadomie podejmować decyzje. Gdy decyduje osoba lękowa, to intuicja bywa zawodna. Może też nie być czystą intuicją! Bo pytanie, czy zawsze szybka ocena z poziomu podświadomości jest intuicją? Wyobraźmy sobie, że głos wewnętrzny podpowiada mi, żeby nie iść na spotkanie. A może to być zwykły opór i lęk, że na przykład kogoś spotkam? By to rozróżnić, wchodzę w stan relaksu, wyciszam się. Wtedy zadaję sobie jeszcze raz pytanie: iść czy nie iść? Gdy jestem spokojna i pozytywnie nastawiona do życia, reakcje lękowe znikają. Jeśli głos wewnętrzny nadal mi szepcze, żebym została w domu, słucham go. Inną metodą odróżniania lęku od intuicji jest poznanie języka tejże intuicji. W jaki sposób ona do mnie przemawia, jak reaguje ciało, co mi przychodzi do głowy, jakie myśli i emocje. Wtedy od razu wiem, czy to intuicja, czy lęk albo wygodnictwo.

A gdyby zdefiniować intuicję?
Niektórzy badacze mówią, że jest to instynkt albo że ona idzie z umysłu podświadomego, ale dzisiejszy rozwój nauki jest ekspresowy i nie postawiłabym znaku równości między informacją płynącą z podświadomości a intuicją. Raczej chodzi o kontakt z nadświadomością, którego na razie nauka nie rozważa. Noblista z dziedziny ekonomii Herbert A. Simon mówił, że intuicja to umiejętność racjonalna, ale tak szybka, że nie rejestrujemy poszczególnych kroków analizy. Tradycyjnie intuicja była związana z poznawaniem świata i angażowano ją do poznawania tego, czego nie dało się zbadać w sposób racjonalny. Dzięki rozwojowi nauki i wprowadzeniu intuicji do zarządzania nieco zmieniła status. Teraz jest uważana za umiejętność praktyczną. Można powiedzieć, że to zdolność błyskawicznego osądu bez racjonalnego analizowania krok po kroku. My wiemy, którą drogą pójść, ale nie wiemy, skąd to wiemy! Zresztą, coraz więcej mówi się o intuicji, bo wiedza racjonalna nie wystarcza, kiedy rzeczywistość jest nieprzewidywalna, brakuje informacji lub jest ich za dużo, a my mamy szybko zadecydować. Logiczna analiza może doprowadzić do sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie wybrać żadnego wyjścia, bo np. wszystkie rozwiązania są równie dobre.

I co wtedy?
To sytuacja, w której musimy sięgnąć do innych sposobów, jak intuicja właśnie. Możemy patrzeć na nią z różnych punktów widzenia. Często się podkreśla, że intuicja bywa omylna. A czy metoda racjonalna nie bywa omylna? Pewność daje tylko droga dedukcji, lecz na starcie możemy mieć błędne założenia. Coraz częściej okazuje się, że właśnie baza danych nie jest prawdziwa. Można na przykład przyjąć fałszywe założenia o naszej rzeczywistości.

To będzie nasze spojrzenie na rzeczywistość...
No tak, a jak zestawimy choćby fizykę klasyczną z kwantową, to mamy dwa inne światy, nieprzystające do siebie rzeczywistości. Posługujemy się cały czas metodami racjonalnymi i dochodzimy do innych wniosków. Fizyka klasyczna mówi, że świat będzie istniał z nami i bez nas, jesteśmy tylko zewnętrznymi obserwatorami. Fizyka kwantowa mówi, że tworzymy ten świat w procesie życia, jesteśmy kreatorami, i zależnie od tego, co stworzymy, tak widzimy świat. Dlatego tak znaczącą rolę odgrywają nasze filtry, wartości. Każda osoba może podjąć inną decyzję, zobaczyć inne rozwiązania.

Chociaż analiza słabo się sprawdza, w naszym świecie wciąż króluje logiczna lewa półkula mózgowa, racjonalizm...
Intuicja jest często przeciwstawiana logicznemu myśleniu, tak jak analiza syntezie. Synteza to kojarzenie informacji z różnych dziedzin i łączenie ich w całość. Często stawia się wręcz znak równości między nią a intuicją. Analiza to logiczne wyciąganie wniosków punkt po punkcie. Osoby, które potrafią myśleć syntetycznie, często mają dominującą prawą półkulę, osoby analityczne – lewą. Warto tu dodać, że podział na funkcje prawej i lewej półkuli jest bardziej skomplikowany, niż się do tej pory wydawało naukowcom! Cokolwiek robimy, wymaga to współdziałania obu półkul. Filipiński mistyk Jaime Licauco mówi, że osoby podejmujące decyzje głównie intuicyjnie potrafią w pewnym sensie zawiesić działanie lewej części mózgu i dopuścić do głosu prawą półkulę. Istnieje też hipoteza, że potrzebna jest równowaga obu półkul. Dopiero wtedy możemy w pełni wykorzystać możliwości umysłu. Licauco opublikował test sprawdzający, którą półkulę mamy dominującą. Gdy sam się przetestował, okazało się, że ma równowagę między półkulami. Kiedy zajmował się rynkiem nieruchomości, wchodził do mieszkania i odczuwał energię miejsca. Decydował się na transakcję zależnie od swoich odczuć. Jeśli czuł negatywne emocje, nie kupował.

Tu miał decyzję prostą, a sytuacje złożone?
Taka zdolność może nie wystarczyć. Weźmy pod uwagę ludzkie zachowanie, sposób reagowania w określonych sytuacjach, tu potrzebna jest większa baza danych. Myślę, że skuteczniejsze będzie połączenie decyzji intuicyjnych z analitycznymi.

Słyszałam, że osoby intuicyjne zwracają uwagę na reakcje ciała?
Jak najbardziej! Wyobrażają sobie, że decyzje są daniami w restauracji, i obserwują reakcje ciała. Jeśli ich odrzuca, to odpowiedź brzmi „nie”, a jeśli czują, że to danie było smaczne, odpowiedź jest na „tak”.

Biznesmeni niechętnie się przyznają do korzystania z intuicji....
Tak, ale to dlatego, że nie ma aprobaty społecznej dla intuicji, dużo się mówi i publikuje na temat tego, że bywa omylna.

A co mówią prywatnie?
Twierdzą, że byli przekonani o podejmowaniu decyzji racjonalnych, teoretycznie działali według schematu. Ale na podstawie racjonalnych danych często nie sposób podjąć dobrej decyzji. Zwłaszcza gdy staje się przed nową, niepowtarzalną decyzją, a dostęp do informacji albo czas jest ograniczony. Wtedy ujawnia się intuicja. Biznesmeni nie chcą się jednak przyznawać do zawierzenia intuicji, bo osiągnęli sukces. Wciąż chcemy opierać się na twardych danych, wierząc, że to nam da wiedzę pewną albo chociaż prawdopodobną. Naszą kulturę zdominował rozum, a nie przeczucia. Intuicja kojarzy się z czymś irracjonalnym, szalonym, dlatego menedżerowie boją się, że mogą zostać posądzeni o niekompetencję.

Mówi się, że intuicja to bardziej kobiece narzędzie...
To wynika w dużym stopniu z wychowania i tradycji. Kobiety w naszej kulturze częściej rozwijają zdolności prawej półkuli, mężczyźni – lewej, i w efekcie kobiety mają bardziej rozwiniętą intuicję. Dziewczynki częściej uczą się rysować, tańczyć, śpiewać. Tak sytuacja wygląda u przeciętnych ludzi, bo według amerykańskich badań im wyższe stanowisko, tym częstsze korzystanie z intuicji, a na samej górze wciąż jest więcej mężczyzn. Dlatego wydaje mi się, że ideałem będzie zsynchronizowanie obu półkul.

Jak do tego doprowadzić?
Są specjalne nagrania muzyczne, są też ćwiczenia oddechowe. Jeśli chodzi o rozwój intuicji, powstało wiele nowych technik, zestawy ćwiczeń jogi, które powodują wejście w odmienny stan świadomości, medytacje, techniki relaksacyjne, także Theta Healing albo Matryca Energetyczna dr. Bartletta. Najnowsze badania, m.in. Richarda Davidsona, potwierdzają w pełni skuteczność takich sposobów. Jeśli kogoś to nie pociąga, może uprawiać sport, on też wyzwala korzystne stany umysłu. Bardzo polecam.

Anna Mazur, doktor nauk ekonomicznych w dziedzinie zarządzania, socjolog i filozof. Specjalizuje się w zarządzaniu wiedzą i intuicją w podejmowaniu decyzji.

  1. Psychologia

Jaką rolę społeczną odgrywasz na co dzień?

Role społeczne składają się z pewnych sugestii co do tego, jak należy się zachowywać w danej sytuacji. (Ilustracja: Getty Images)
Role społeczne składają się z pewnych sugestii co do tego, jak należy się zachowywać w danej sytuacji. (Ilustracja: Getty Images)
Być matką, ojcem, szefem znaczy dzisiaj kompletnie co innego niż kiedyś. Coraz częściej dzieci decydują, podwładni rządzą. Jak te zmiany tłumaczyć – wyjaśnia Jarosław Kulbat, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS Wydziału Zamiejscowego we Wrocławiu.

Co to znaczy, że odgrywamy jakąś rolę?
To znaczy, że zachowujemy się tak, jak tego oczekują ludzie z naszego otoczenia, jak widzi nas społeczeństwo, jak stanowią obowiązujące w danej grupie czy w kulturze normy, które tę grupę czy kulturę konstytuują. Można powiedzieć, że role społeczne składają się z pewnych sugestii co do tego, jak należy się zachowywać w danej sytuacji.

Ale normy się rozluźniają, sugestie wykluczają. Można się pogubić.
To prawda. Bywa, że menedżer w stosunku do swoich podwładnych jest bardziej przyjacielem niż zwierzchnikiem. Budując zażyłe stosunki z pracownikami, traktuje bliskość interpersonalną jako szczególny rodzaj zarządzania – trudniej bowiem odmówić wykonania zadania znajomemu szefowi. Z kolei rodzice postrzegają relacje z dziećmi bardziej egalitarnie, to znaczy oddają im część wpływu i kontroli. Pytając małe dzieci o zdanie na jakiś temat, łamią w pewnym sensie dotychczasową konwencję, która bierze się z mądrości ludowej głoszącej, że dzieci i ryby głosu nie mają. Przypisaną sobie rolę przekraczają także ojcowie, angażując się w wychowanie dzieci. Nowoczesny ojciec, który nawiązuje czułą relację z dzieckiem, na pewno wypadł z dotychczasowej roli, która polegała przede wszystkim na dbałości o utrzymanie rodziny.

Jak te zmiany ról tłumaczyć?
To zjawisko mnie nie zaskakuje, jest odzwierciedleniem zmiany presji ze strony otoczenia społecznego, zmian cywilizacyjnych, a te są nieuchronne. Warto zwrócić uwagę na wzrost znaczenia nie tylko bezpośredniego otoczenia społecznego, ale także na siłę oddziaływania mediów społecznościowych, które lansują swoje wzorce, swój styl życia.

To zjawisko może niepokoić?
Nie widzę w nim szczególnego zagrożenia. Według mnie to naturalny proces, tak było, jest i prawdopodobnie będzie. Proszę zauważyć, że kiedy wchodzę w kontakt z osobą, której rola społeczna jest mi znana, to mogę przewidzieć, jak ta osoba będzie się zachowywała.

No właśnie, po to między innymi są role, żeby zapewnić nam przewidywalność, poczucie bezpieczeństwa.
Zgadza się. Jestem nauczycielem akademickim, więc wiem, czego spodziewać się po studentach, a studenci wiedzą, czego się spodziewać po mnie. To ważny aspekt roli. W rolach jest nam wygodnie. Natomiast kiedy przestaje nam być wygodnie, to podejmujemy decyzję, żeby się z roli wyłamać. Z różnych powodów: ideologicznych (bo moje poglądy są niezgodne z założeniami tej roli) albo pragmatycznych (bo to mi się bardziej opłaca), albo wizerunkowych (bo chcę zrobić na kimś wrażenie wyluzowanego). Wyjście z roli może wiązać się z sankcjami społecznymi, bo u podstaw roli społecznej leży mechanizm, który dość dobrze mamy przećwiczony, a mianowicie odrzucanie tych, którzy nie podporządkowują się normom. Wychodząc z roli, podejmujemy więc ryzyko.

Wydaje mi się, że dla dobra dziecka role rodzice – dzieci powinny być jasno określone, a często nie są.
Margaret Clark i Judson Mills prowadzili badania wzorców wymiany wśród ludzi pozostających w bliskiej zażyłości. Okazuje się, że charakterystyczne dla tych relacji jest między innymi to, że nie działa w nich reguła wzajemności, którą dobrze ilustruje polskie porzekadło: Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Nie mogę powiedzieć dziecku: „Jak ty mnie, tak ja tobie”, bo w bliskich relacjach priorytetem jest zaspokajanie potrzeb drugiej osoby bezwarunkowo. Nie jest tak, że kocham cię, gdy jesteś grzeczny i miły – kocham cię zawsze. Samo wychowanie jest niezwykle złożone, co w praktyce oznacza, że rodzice mogą wychodzić w pewnym zakresie z roli. Pani mówi, że to źle działa na dzieci, a ja uważam, że nie da się jednoznacznie ocenić wielu aspektów tej zamiany ról. Weźmy na przykład dorosłe dzieci mieszkające z rodzicami, które nie weszły w rolę. Albo inne zjawisko (udokumentowane przez amerykańskiego badacza Larry’ego Rosena), które pokazuje, jak współczesne pokolenie nastolatków wypracowuje ze swoimi rodzicami szczególną bliskość: mogą im się zwierzać, liczyć na ich wsparcie. To tylko dwa przykłady złamania konwencji, zgodnie z którą dzieci stopniowo oddalają się od rodziców; tutaj rodzice i dzieci nadal pozostają w bliskości.

Upieram się, że odwracanie porządku, w którym to rodzice są przewodnikami, staje się dla dziecka niekorzystne.
Co do zasady tak. Ale można dyskutować nad tym, w jakim wieku dziecko powinno stać się pełnoprawnym udziałowcem podejmowania decyzji.

Matka rozwodzi się z mężem i pyta nastoletnią córkę: „Powiedz mi, co mam robić?”. Córka ma wiedzieć to, czego nie wie dorosły?
Konsekwencje tego rozstania poniesie córka, więc matka pyta o jej opinię. Co w tym zdrożnego? Kwestią dyskusyjną jest to, czy głos dziecka ma być rozstrzygający, natomiast samo doświadczenie, że ktoś bliski pyta mnie o ważne dla niego życiowe decyzje, ma charakter kształtujący wizję naszych relacji. Rozumiem pani wątpliwości dotyczące wyjścia rodziców z roli. W skrajnym przypadku mogą doprowadzić do kuriozalnych zachowań. Mam jednak poczucie, że to, iż dzieci stają się uczestnikami podejmowania decyzji przez dorosłych, nie jest złe. Bez wątpienia jesteśmy świadkami dużych zmian.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że rodzice abdykują ze swojej roli
. Abdykacja jest skrajnym przypadkiem, to sytuacja patologiczna. Natomiast przekraczanie roli nie jest niczym złym. Myślę, że konsekwencje tych zmian będziemy mogli ocenić dopiero wtedy, kiedy współczesne dzieci wychowywane w ten sposób same staną się rodzicami. Pytanie, czy w ogóle zdecydują się na rodzicielstwo. Rezygnacja z bycia rodzicem to dzisiaj życiowy wybór. Ludzie wykazują naturalną tendencję do przekraczania granic, eksperymentowania, i to nie tylko w kontekście ról społecznych. A z eksperymentami jest tak, że niektóre kończą się porażką. W moim przekonaniu wychodzenie rodziców z roli to stosunkowo nowe eksperymenty, nie mamy podstaw, by oceniać ich długofalowe konsekwencje, czyli życie tych dzieci w dorosłości. Moim zdaniem bez wychodzenia z ról, testowania, sprawdzania siebie – niektórzy nazywają to wychodzeniem ze strefy komfortu – nie ma rozwoju, obiektywnego sukcesu, czyli tworzenia czegoś nowego.

Wydaje mi się, że w roli rodzica i dziecka aż tak daleko nie można się posunąć.

A gdzie znajduje się to za daleko?
Dziecko wymaga jednak przewidywalnego świata, a to znaczy, że rodzice powinni pozostać w swojej roli.

Ja tego nie kwestionuję, tylko zadaję pytania: Do którego momentu to poczucie bezpieczeństwa góruje nad ciekawością życia, która może manifestować się tym, że dziecko oczekuje, że będzie samo decydowało? Dlaczego sądzimy nastolatków za zbrodnie tak jak dorosłych, a z drugiej strony – w relacjach z rodzicami odmawiamy im prawa do podejmowania decyzji dotyczących ich żywotnych interesów czy choćby informowania o tym, jakie jest ich stanowisko w danej sprawie?

  1. Seks

W łóżku z przyjacielem

Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. (Fot. Getty Images)
Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. (Fot. Getty Images)
Mąż, partner, kochanek? Czy może być też przyjacielem? Czy przyjaźń to kostka lodu dla namiętności, której nie użyjemy do erotycznej zabawy, ale dla otrzeźwienia? A seks z przyjacielem – czy to dobry pomysł? Nie ma prostej odpowiedzi, choć jest masa obiegowych opinii, jak to jest z seksem i przyjaźnią, czy można pomieścić je w jednym łóżku. A jeśli tak, to kiedy i komu to wyjdzie na zdrowie – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Są kobiety, które twierdzą, że aby utrzymać namiętność, trzeba pokazać się partnerowi w pełnym makijażu i seksownej bieliźnie. Nawet kiedy boli je brzuch i biegają do toalety, to wychodzą ze szminką na ustach i w różowych kapciuszkach na obcasie. Mężczyzna, który z tobą żyje i ma nie rozglądać się za innymi, to nie jest przyjaciel, do którego idziesz w starym dresie nieuczesana.
Jestem przekonana, że facetów bardziej rajcuje spocona, zachwycona życiem kobieta ze zmarszczkami od śmiechu i w dresie niż idealna lalka, która ani głośniej nie krzyknie, ani nawet oczu mocniej nie zamknie, bo jej się rozmaże makijaż. No bo jak z taką się kochać, skoro ona taka sztywna? Prawda jest taka, że przyjaciółka czy nieprzyjaciółka, kobieta albo kręci mężczyznę, bo jest w jego typie, bo go bierze jej zapach, gesty, spontaniczny śmiech, albo nie bierze. A więc problem z seksem i przyjaźnią nie tkwi w tym, w co jesteśmy ubrane i czy pomalowane. Kobiety mówią, że to dla faceta ten makijaż i peniuary, ale one to robią dla siebie. Z powodu swoich kompleksów i gierek, jakie prowadzą ze swoim mężczyzną, manipulacji, jakie uskuteczniają tymi rekwizytami i maskami. Nie wiem, czy łatwo im się w ogóle przyjaźnić. Takie są sztuczne i upozowane. Tak im zależy, żeby zawsze dobrze wypaść, że raczej potrzebują widowni.

Nie ma przyjaźni z mężczyzną, z którym żyjesz, bo mówienie mu o menstruacji czy długach to zimny prysznic i początek końca. A więc przyjaźń z partnerem życiowym i kochankiem, trzy w jednym, nie jest możliwa?
Możliwe jest wszystko, nawet to, co nie śniło się filozofom. Jeśli oboje – i ona, i on – byliby pełni dobrej energii, mieliby rozwinięte i wolne od kompleksów i zakazów libido, gdyby lubili samych siebie i tę drugą połowę, to czemu nie mogliby żyć na zasadzie trzy w jednym? Jest moim zdaniem tylko jeden szkopuł, ale za to dużego kalibru. Otóż jest naprawdę bardzo, ale to bardzo niewielu ludzi, którzy wszystkie sfery życia, a więc i emocje, i intelekt, i libido, mają zrównoważone, harmonijne. Potrzeby i umiejętności także. Bo też aby taki wszechstronny układ był możliwy, ludzie muszą naprawdę umieć porozumiewać się ze sobą. Ale choć ciągle o tym piszemy, to kto tak naprawdę umie słuchać i słyszy?! Trzeba ćwiczyć. A jeszcze trzeba by tu dobrze się rozumieć. Czyli jest to możliwe, ale mało realne.

Jednak albo przyjaźń, albo seks?
Tak jest, że jednym udają się w życiu wszystkie możliwe wersje bycia z ludźmi, a innym żadna. A więc są tacy, którzy po seksie z przyjacielem dalej będą przyjaciółmi albo zostaną kochankami, albo pójdą do ołtarza i będą żyli długo i szczęśliwe. Zależy, czego będą chcieli. Ale są i tacy, którzy zawsze zrobią coś nie tak. I pytają: „Czy to się da, żeby przyjaciele uprawiali seks, a nawet byli razem?”. No i co im powiedzieć? Jakąś odpowiedzią jest kultowy film „Kiedy Harry poznał Sally” z Meg Ryan i Billym Crystalem, jeśli ktoś nie widział czy nie pamięta, warto obejrzeć. Bohaterowie byli właśnie kumplami, latami opowiadali sobie o swoich narzeczonych i kochankach, coraz bardziej zmęczeni i zniesmaczeni tym, kogo i jak spotykają w swoim życiu. I po latach dopiero olśniło ich nagle, że przecież to oni sami dobrze do siebie pasują. Przyjrzeli się sobie: „O rany! Jest więc ktoś, kto mnie zna, lubi, akceptuje taką, jaka jestem, takim, jaki jestem!”.

Znam taką parę, oni naprawdę dobrze się mają. Latami się przyjaźnili, nim zdecydowali się zejść. Mają dwoje dzieci, dom. Biegają razem, jedzą zdrową żywność itd. Pasują do siebie z każdej strony.
No właśnie, bo i my tak czasem rozglądamy się dookoła siebie i nagle widzimy: „Przecież jest on! Jest ona!”. No, to hop do łóżka. I bywa jak w tym filmie… Bo może być super, bo znamy się, bo lubimy, bo akceptujemy, bo ufamy sobie. Seks z przyjacielem ma plusy – sprawdzone zaufanie do niego. A dla kobiety to duży plus. Bo przyjaciel nie oceni, nie odrzuci, nie obśmieje. On się na mnie zgadza! Na taką właśnie mnie, i najlepiej wie, jaka jestem. Nie grozi takiej parze też, że wyjdzie szydło z worka, nie grozi im to niemiłe zaskoczenie, że jednak on lub ona jest inny, inna, niż się nam wydawało, kiedy pod wpływem urody czy inteligencji wylądowaliśmy w łóżku, a potem we wspólnym życiu. Nie ma takiego ryzyka, bo się znamy jak łyse konie… I jeśli uda nam się zbudować związek, to kiedy będzie po namiętności, zostanie nam bliska relacja, bo jest przyjaźń. Związek przetrwa, bo został zbudowany nie na namiętności. I często ludzie na tym pójściu do łóżka z przyjacielem, którego znali od lat, wygrywali trwały jak opoka związek, w którym oboje się lubią, szanują, znają.

Wariant optymistyczny mamy więc i dla tych, którzy chcą stałego związku z przyjacielem. Jest światełko w tunelu, ale sądząc po twojej minie, niewielkie i daleko.
Jest, o ile cenimy nade wszystko spokój, jeśli cenimy i pożądamy tego, by wiedzieć, co będzie jutro rano i w następne ranki. Jeśli cenimy pewność, to trafiony! Ale nawet wówczas jest pewien cień na tym obrazku. W tym wariancie szczęścia we dwoje zazwyczaj seks nie jest zbyt częsty i na pewno nie on klei tę parę. Na początku to może wypalić, bo co prawda znacie się jak bliźniaki jednojajowe, ale oto nagle odsłaniasz się mu w całkiem nowym i nieznanym wydaniu – jako kochanki przecież on cię nie zna. I ty jego jako kochanka też nie. Jesteście więc dla siebie ci sami, ale nie tacy sami. Rodzi się więc ciekawość, a razem z nią pożądanie. Ale potem… Niektóre pary mogą się okazać cudownie dobrane i ucieszyć się, że odkryły także i swoją seksualną kompatybilność, ale większość nie przypadkiem nie zapałała do siebie przedtem pożądaniem, tylko sympatią. By przetrwał seks, trzeba się nagłowić, bo on tak sam z siebie nie zawsze będzie się tobą podniecał, a tobie na jego widok nie będą miękły nogi... Przyjaźń to całkiem inny tryb bycia razem niż ten wariant, jaki mają kochankowie.

Trzeba się nagłowić, by ten ogień między parą przyjaciół podtrzymać, czyli to możliwe. Tylko jak to zrobić?
Nie przesadzałabym z wymaganiem aż ognia. Ogień to w ogóle rzecz niepowszechna. Ale jeśli chcesz być pożądana, to pamiętaj, że upragniona dama powinna zachowywać lekki dystans – znikać w swoim pokoju. Przechadzać się czasem do kuchni, i to raczej po szklankę wody niż kubek rosołu. Patrzeć może taka dama czasem niewidzącymi oczami, tak by on przeczuwał, jaka jest tajemnicza, i żeby zapragnął tę jej tajemnicę poznać. Najlepiej, gdyby ona była artystką, która zamyka się w pracowni na dwa tygodnie. I potem nagle pojawia się z całkiem inną energią, tematami, doświadczeniami. Jak nowa. Jeśli nie jest artystką, może jeździć w delegacje. I gdy trzyma w ręce bilet w tamtą stronę, to jako blondynka. A gdy wraca do domu, to już jest brunetką. Blondynkę to on znał na wylot. Lubił i szanował, ale nie pożądał, bo nie widział już w niej nic do odkrycia, do poznania. Ale brunetka to coś nowego! Jak widzisz, żartuję sobie nieco wokół starego jak świat tematu, dotąd nierozwiązanego ani przez praktyków, ani przez naukowców. Bo jeden będzie ją lubił tajemniczą, a inny otwartą, i niby skąd mamy to wiedzieć? Trzeba sprawdzać w praniu, kiedy na nas najgoręcej reaguje. A, i nie chodzi o to, żeby być tylko taką, która jemu się podoba. Bo i sobie, prawda? Zresztą on też powinien być mniej dostępny niż para kapci, które zawsze stoją w przedpokoju. Lepiej gdy ma swoje sprawy i też znika, i pojawia się jak sen złoty. Musi więc być między nimi dystans fizyczny, emocjonalny i czasowy, bo to on rodzi pożądanie. Kiedy jesteśmy wciąż blisko, wciąż razem i tacy sami, to zapomnijmy o seksie...

Trzeba by to szaleństwo kultywować planowo?!
No, chyba że ktoś ma takiego hyzia, że mu tak samo wychodzi. Ale wtedy ta druga połowa musi to kupować, a nie myśleć: „O Matko Boska! Nie wiem, co mnie czeka, jak wrócę do domu. Nigdy nie wiadomo, co jej do tego rudego łba strzeli!”. Nie każda zniesie takiego znikającego i podlegającego permanentnej metamorfozie partnera-przyjaciela-kochanka. Niejeden powie: „Dość tego, że wyjeżdża blondynka, a wraca brunetka”. Ha! Ale jeśli ktoś tego nie chce, a lubi seks, to ma kłopot, bo właśnie wytrącenia z normalności generują pożądanie. Przypominam, że jednak ludziom znacznie częściej zależy na bezpieczeństwie.

Trzeba się dobrać, wybacz banał. Ale może gdy jesteśmy przyjaciółmi, to łatwiej nam się dopasować?
Ilu masz przyjaciół, których kochasz, ale myślisz: „Gdybym była jego kobietą, to bym mu łeb urwała”? Ale jak się spotykacie raz na dwa tygodnie, to kochasz go bardzo, wszystko rozumiesz, akceptujesz, nie oceniasz. Właśnie! To jest istotna różnica między przyjacielem a partnerem. Przyjaciel daje bezwarunkową miłość i akceptację. Jak jest ci smutno, bo ktoś cię źle potraktował, to przyjaciel pocieszy i zrozumie. Nie będzie pouczał i marudził, że ty znów… Ale jak tobie smutno z powodu partnera-kochanka, którym jest przyjaciel, to robi się pod górkę. Przyjaciel-mąż może wtedy powiedzieć: „Może i jestem wredny, ale ty też nie jesteś miód! Potrafisz walnąć jak łopatą, i to w podbrzusze!”. No i widzisz, czy to nadal jest przyjaźń? Dlatego ja bym powiedziała: jeśli chcesz zachować przyjaciela, to nie właź z nim do łóżka i nie idź pod rękę do urzędu stanu cywilnego.

Czasem jednak nie chodzi o związek, tylko o seks. Czy wtedy warto skorzystać z oferty, jaką daje przyjaciel jako pogotowie seksualne?
To niby prostsze, ale niestety, nie jak jesteśmy singlami. Bo wtedy po seksie możemy od razu zacząć o nim myśleć, tęsknić za nim, czekać na niego i oczekiwać, żeby on się zaczął deklarować jako nasz partner. Czyli był blisko, często i bez innych pań. A tymczasem ten przyjaciel-kochanek lubi być sam i dlatego z nikim nie jest. Albo ma inne kobiety i tak też lubi, o czym ty zresztą wiesz, ale zaczynasz coś kombinować, żeby go zmienić, i już po przyjaźni! Zaczynasz za nim latać, czegoś tam oczekiwać, i klops. Żaden facet tego nie lubi. Przyjaźń to, powtórzę: miłość bezwarunkowa, ale raz na jakiś czas. Miłość partnerska to miłość warunkowa, ale za to serwowana cały czas. Inaczej też lubimy być razem z przyjacielem, możesz na przykład pomilczeć w filharmonii, ale w życiu tam nie pójdziesz z ukochanym, bo to nie ta energia. Albo odwrotnie: z mężem pomilczysz w filharmonii, a z przyjacielem szkoda na to czasu, bo trzeba się nagadać. Jest coś, co nazywamy pokrewieństwem dusz. Sprawdzamy się bardziej jako przyjaciele albo jako kochankowie, albo jako partnerzy. Nie zawsze to pokrewieństwo dusz to gwarancja, że uda się inaczej być razem, czyli tak, jak my byśmy sobie życzyli. Dlatego jeśli jeden wariant nie wypali, warto spróbować innego.