1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Bliźniaki - takie same czy różne?

Bliźniaki - takie same czy różne?

Lepiej nie ulegać pokusie ubierania bliźniąt  tak, żeby wyglądały jak dwie krople wody.  Niech każde ma ubrania w ulubionym kolorze, nosi inne fryzury i ma swoje hobby. (Fot. iStock)
Lepiej nie ulegać pokusie ubierania bliźniąt  tak, żeby wyglądały jak dwie krople wody.  Niech każde ma ubrania w ulubionym kolorze, nosi inne fryzury i ma swoje hobby. (Fot. iStock)
Bliźnięta budzą powszechną sympatię, ale i stereotypowe reakcje. Jak je wychowywać, by nie czuły się jedną osobą w dwóch ciałach?

Mama ośmiolatków Jasia i Stasia: Od początku, wręcz obsesyjnie, starałam się traktować synów sprawiedliwie. Jednocześnie ich karmiłam, przewijałam, przytulałam, kąpałam, co czasem przybierało groteskowe formy. Nawet imiona dostali bliźniacze. Ale od urodzenia Jaś wymagał mniej, był spokojny, pogodny. Staś natomiast – jako ten bardziej ruchliwy i płaczliwy – domagał się więcej wszystkiego: uwagi, opieki, jedzenia. Stawaliśmy z mężem na głowie, by zadowolić Stasia, jednocześnie nie zaniedbując Jasia. Z wiekiem różnice wcale się nie zatarły, a oni nadal są bardzo wyczuleni na równe traktowanie. Dalej więc musimy nieźle się gimnastykować, żeby każdy dostał tyle samo. Coraz częściej zastanawiam się jednak, czy od sprawiedliwości nie jest ważniejsze rozwijanie ich indywidualności, bo przecież są zupełnie inni.

Potrzeba mądrego podejścia

Bliźnięta, zwłaszcza jednojajowe, łączy szczególnego rodzaju bliskość. Znają się i rozumieją jak żadna inna para ludzi. Mają wspólną przeszłość. Spędzają ze sobą więcej czasu niż z rodzicami. Są dla siebie najlepszymi towarzyszami zabaw. Te doświadczenia sprawiają, że nawet przy różnicach charakteru stają się do siebie podobne. Dochodzi do tego środowiskowa i kulturowa presja jedności: bliźnięta są jednakowo ubierane, czesane, posyłane do tej samej klasy. Oczekuje się od nich także identycznego zachowania.

Tymczasem one potrzebują mądrego podejścia rodziców i odpowiedniego traktowania, które pozwoli im rozwinąć własną indywidualność, usamodzielnić się emocjonalnie i uniezależnić jeden od drugiego. Dlatego przed rodzicami bliźniąt stoi nie lada zadanie. Równo obdarzać miłością i uwagą, a jednocześnie każde z nich traktować indywidualnie. Tylko jak to zadanie zrealizować w praktyce?

Mają prawo do odrębności

Rodzice bliźniąt powinni pamiętać, że to dwoje różnych dzieci, nie jedna para. I nie nadawać im imion brzmiących podobnie (Jaś i Staś) lub kojarzonych w pary (Ewa i Adam). Z tych samych powodów lepiej też nie ulegać pokusie ubierania dzieci tak, by wyglądały jak dwie krople wody. Niech każde dostaje ubrania w ulubionym kolorze, nosi różne fryzury, ma prawo do innych zajęć. Wystrzegajmy się obdarowywania ich jednakowymi zabawkami – najlepiej gdy same sobie wybiorą. To uczy je podejmowania samodzielnych decyzji, niezależnych od preferencji drugiego dziecka. Pozwala zaspokoić indywidualne oczekiwania, nie mówiąc już o tym, że łatwiej jest wtedy rozpoznać, co jest czyje.

Prośby też powinny być adresowane osobno do każdego dziecka, a nie do: „bliźniaków”, „braci”, „sióstr”, „dziewczynek” lub „chłopców”. Jeśli to tylko możliwe, dobrze każdemu z bliźniąt zapewnić własny pokój lub choćby kącik czy szufladę na jego skarby.

Rodzice powinni też starać się, by spędzały trochę czasu osobno i każde robiło coś innego. Na przykład jedno idzie z mamą na huśtawkę, drugie z tatą na rower. Tylko uwaga! Niech to nie będzie taki podział, że jedno jest na stałe przypisane tacie, a drugie mamie. Trzeba pozwolić im samym zdecydować. Czy na przykład chcą siedzieć w tej samej ławce, chodzić do tej samej klasy, a nawet do tej samej szkoły. A może nie? Uchroni je to przed komentowaniem różnic między nimi. Mają też im prawo do odrębnych zainteresowań.

Nie lubią być porównywane

Wprawdzie skłania nas do tego ich podobieństwo w wyglądzie, rozwoju, zachowaniach, ale wystrzegajmy się porównań.

Wszelkie porównania przynoszą jedynie szkody – wzmacniają rywalizację i potęgują wzajemną niechęć dzieci. A przede wszystkim powodują, że dzieci odczytują je jako ukryte żądanie, żeby były do siebie podobne. Tymczasem w wychowaniu bliźniąt nacisk powinno się kłaść na podkreślanie mocnych stron, zalet i indywidualnych przymiotów każdego z nich. Jeśli jedno jest wyraźnie lepsze w jakiejś dziedzinie, rodzice powinni znaleźć w drugim inną formę aktywności, w której poczuje się pewnie. I wzmacniać nawet niewielkie różnice, zarówno w ich wyglądzie, jak i upodobaniach, usposobieniu czy zainteresowaniach.

Jednym z największych błędów rodziców jest obarczanie winą obydwojga dzieci za wybryk jednego, mówiąc na przykład: „Znowu nabałaganiliście w pokoju”. Ale nie powinni również za wszelką ceną „dochodzić prawdy”, a już szczególnie szukać winnego.

 

Ważna rzecz: nie ingerować

Niech bawią się, jak chcą, same wypracowują kompromisy, kłócą się i godzą, samodzielnie rozdzielają role. Interwencję należy podejmować tylko w wyjątkowych sytuacjach. I, broń Boże, nie nakładać kar zbiorowych. Jeśli jesteście rodzicami dwójki rozrabiających bliźniąt, największy nacisk powinniście kłaść na uświadamianie im tego, że każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny.

Bliźnięta są zwykle mniejszymi egoistami niż inne rodzeństwa. Dlatego nie ma potrzeby nieustannie nakłaniać je do dzielenia się zabawkami. Na ogół same dobrze sobie z tym radzą. Nie powinno się też namawiać dziecka bardziej skłonnego do współpracy, żeby ciągle ustępowało drugiemu. Może to doprowadzić do utrwalenia się podziału ról na przywódcę i uległego. Argument: „przecież jesteście bliźniętami” powinien zniknąć raz na zawsze z arsenału rodzicielskich upomnień. Ten fakt nie może przecież wiecznie determinować dzieci.

Rodzice, którzy starają się traktować każde z bliźniąt indywidualnie i wyjątkowo, podkreślają, że dzieci wcale tego nie chcą. Bardziej pilnują, żeby mieć po równo i to samo. Natychmiast zauważają, że brat czy siostra dostali jednego cukierka więcej lub robili coś ciekawszego niż oni. Domagają się również takich samych pochwał i nagród. Rodzice zastanawiają się więc, jak chwalić jedno dziecko, by drugie nie czuło się pokrzywdzone. Jak nagrodzić jedno za piękny rysunek, by drugie nie odebrało  tego jako swojej krytyki… Recepta jest prosta: nie oceniać i mówić o emocjach. Zamiast powiedzieć synkowi: „ładnie posprzątałeś”, lepiej określić, co konkretnie udało mu się zrobić: „poukładałeś książki, odkurzyłeś pokój”. Zamiast: „jesteś świetna”, lepiej zwrócić uwagę córce na uczucia: „na pewno byłaś z siebie dumna”. Pochwały takie wymagają od nas więcej wysiłku niż lakoniczne: „super, ekstra”, ale warto się postarać, bo w ten sposób nie wpędzamy w kompleksy bliźniaka, którego w danej chwili nie chwalimy, a chwalonemu pokazujemy, co robi dobrze.

Rozdzielać czy nie?

Rodzice na ogół są przeciwni rozdzielaniu bliźniąt w szkole. Argumentują, że ich dzieci są bardzo ze sobą zżyte, że w trudnych sytuacjach wspierają się i mogą na siebie liczyć. Poza tym to bardzo komplikuje rodzicom codzienność – organizują ją według dwóch różnych planów lekcji, dwóch rozkładów zebrań, wycieczek i imprez szkolnych. Ale ten drugi argument łatwo obalić: z takimi samymi problemami zmagają się rodzice, którzy mają dzieci w różnym wieku.

Za rozdzieleniem przemawia wiele ważnych względów: potrzeba uniezależnienia dzieci od siebie, nauka samodzielności, budowanie więzi innych niż bliźniacze. Kiedy bowiem dzieci przebywają stale razem, nie mają silnej potrzeby nawiązywania nowych relacji. Natomiast odseparowanie sprawia, że bardziej identyfikują się jako odrębne osoby. Zyskują również nowe doświadczenia, którymi potem dzielą się z innymi. Bliźnięta, zwłaszcza te zdominowane i nieśmiałe, mogą przekonać się, co potrafią, i po prostu bardziej uwierzyć w siebie. Rozdzielone przestają też stanowić atrakcję dla kolegów i nauczycieli, co dla niektórych dzieci bywa bardzo uciążliwe. Nie są narażone na ciągłe porównywanie i tym samym mają szansę na trafne i uczciwe oceny. Co więcej, same też nie muszą się już tak porównywać i ze sobą rywalizować.

Początki odseparowania mogą być trudne. Ale kiedyś musi ono przecież nastąpić. Może warto zacząć już na etapie szkolnym? Rodzice, którzy odważyli się podjąć taką decyzję, mówią, że się opłaciło.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Książki dla dzieci – poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Na rynku mnóstwo jest książek dla dzieci. Co z tego wybrać? Zwłaszcza, że zbliża się pierwszy czerwca. Oto podpowiedź, co warto podarować czytelnikom najmniejszym i tym trochę bardziej wyrośniętym. Tytuły mądre, zabawne, pięknie wydane. Oczywiście Dzień dziecka to tylko pretekst, bo na dobre książki zawsze jest pora.

Wychodzimy do kolegi

Samo życie – chciałoby się skomentować, jeśli jest się dorosłym i przegląda się tę stworzoną ze sporą dawką humoru książeczkę. Także dla słuchających i oglądających „Zamek” kilkulatków perypetie głównego bohatera i jego mamy na pewno będą brzmieć i wyglądać znajomo. Narratorem jest tu mały chłopiec, który wybiera się na urodziny do kolegi. Już sama scena wybierania się to mistrzostwo świata, przemyślenia narratora, czesanie, ubieranie, szykowanie prezentu, czyli tytułowego zamku: zabawkowego w kolorze czerwonym. Chłopiec osobiście go dla kolegi wybrał, ale teraz sam chciałby go mieć, mimo że ma taki sam, tylko zielony. Wreszcie przyjęcie urodzinowe kolegi. Nie chcę za wiele zdradzać, ale założę się, że i te sceny coś wam będą przypominać. Styl ilustracji Szwedki Emmy Adbåge jest z jednej strony oszczędny, z drugiej – świetnie oddają one domowy rozgardiasz, nastroje i odczucia postaci. Są tu szczegóły, które docenicie i wy, i kilkuletni odbiorcy. Wiarygodny psychologicznie, zabawny. Świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem, na przykład o emocjach. Taki jest „Zamek”.

„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki

Na ratunek dziadkom i babciom

Ilustracje do „Dziadka Tomka” stworzył Czech Štěpán Zavřel – nieżyjący już niestety malarz, filmowiec, pomysłodawca Międzynarodowej Wystawy Ilustracji Książki Dziecięcej i założyciel Międzynarodowej Szkoły Ilustracji we włoskim Sàrmede. Można go rozpoznać po dynamicznej kresce i „gęstości” jego rysunków. Także ta zilustrowana przez niego historia jest wyjątkowa. Takiego dziadka jak dziadek Tomek chciałoby mieć chyba każde dziecko: umie robić zabawki z niczego i zawsze wymyśla nowe zabawy. Tymczasem pewnego dnia w telewizji burmistrz ogłasza komunikat: odtąd wszyscy seniorzy, dla ich własnego dobra, będą wysyłani do domu wesołej starości. Na ulicach pojawiają się „dziadkołapacze” i podczas kiedy dorośli z miasteczka oszukują się, że wszystko jest w porządku, dzieciaki w mig rozumieją, że nie jest i organizują brawurową akcję ratunkową. Zwariowane pościgi, machiny latające, a w komplecie genialny przekaz, że seniorów trzeba kochać, szanować i być po ich stronie. Po „Dziadka Tomka” na pewno warto sięgnąć, a przy okazji dodam, że słynące z pięknie wydanej literatury dziecięcej wydawnictwo Tatarak tuż przed Dniem Dziecka wypuszcza też jego niezwykły „Sen o Wenecji”.

„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak

Prezent od Einsteina

Przecież teorii względności nie da się wytłumaczyć dziesięciolatkowi! Nie da się? To druga z serii trzech książeczek, które wyjaśniają młodym czytelnikom zasady fizyki. Tym razem czytamy o takich między innymi zagadnieniach, jak czas i przestrzeń, jednostki i ich miary, prędkość światła. Jak dzieciom mówić na przykład o ujednoliconym systemie metrycznym? Można opisać i narysować średniowiecznych budowniczych, którzy wznoszą most nad rzeką. Umówili się, że most będzie miał 5 miar wysokości, budują po dwóch stronach rzeki, coraz bliżej siebie, problem w tym, że każdy z mistrzów budownictwa ma własną miarkę i kiedy w końcu dochodzi do spotkania, połowa gotowego mostu jest dużo wyższa od tej drugiej. Takie pomysłowe przykłady działają na wyobraźnię, podobnie jest z mnóstwem zawartych tu obrazków. „Teoria…” odczarowuje wiedzę, która dla uczniów trzeciej-czwartej klasy podstawówki jest podobno za trudna, można się przy okazji lektury dobrze bawić. Nie jestem pewna, czy przekona dzieciaki, które nie cierpią przedmiotów ścisłych, ale na pewno te fizyką i matematyką zainteresowane, będą miały z czytania przyjemność. Niejeden rodzic westchnie też pewnie na widok tej książki, szczerze żałując, że w wieku swojego dziecka nikt mu takiej nie sprawił.

„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada

Nazywam się Ripley, Benjamin Ripley

Jak donoszą wydawcy literatury dziecięcej, chłopaki czytają w dzisiejszych czasach mniej niż dziewczyny. Wieść głosi również, że ta właśnie książkowa seria przyczyniła się do zmniejszenia tych dysproporcji, sprytnie wciągając 10-11-letnich chłopców w czytanie. Co, jak podkreśla sam autor, nie znaczy, że po „Szkołę szpiegów” nie sięgają czytelniczki.
To amerykański bestseller z listy New York Timesa. „W związku ze śledztwem toczącym się w sprawie operacji Przyczajony Borsuk, załączam zapis z trwającego łącznie 53 godziny przesłuchania pana Benjamina Ripleya, pseudonim Tajniak, lat 12, pierwszorocznego ucznia Akademii Szpiegostwa” – czytamy na samym początku książki w pełnym od czarnych skreśleń cenzora dokumencie wysłanym z biura CIA, prowadzącego tajną placówkę, która szkoli najzdolniejsze dzieciaki, przyszłych tajnych agentów. Główny bohater Benjamin niespodziewanie dostaje do owej placówki powołanie i od tego momentu zaczynają się jego niesamowite przygody. „Szkoła…” to połączenie Jamesa Bonda, Mission Impossible z Różową Panterą czy Jasiem Fasolą, jest tu wartka akcja i błyskotliwa zabawa konwencją. Uwaga: jeśli obdarowane „Szkołą szpiegów” dziecko wciągnie się na dobre, warto wiedzieć, że to dopiero początek przygody, bo cała seria liczy sumie 9 części: u nas ukazała się pierwsza, a na lipiec zaplanowano premierę drugiej.

„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora

Borsucze opowieści

Temat ważny, autor ekspert, choć jeśli ktoś zna inne jego książki dla dzieci, wie, że będzie śmiesznie. A nierzadko bardzo śmiesznie. Tomasz Samojlik, biolog, popularyzator przyrody, a także rysownik i twórca komiksów („Tarmosię” zilustrowała akurat Ania Grzyb”), autor głośnej serii „Żubr Pompik”, komiksowej „Ryjówki przeznaczenia” czy „Norki zagłady”. Jeśli Samojlika nie znacie, a uśmiechacie się przeczytawszy te dwa ostatnie tytuły, to już wiecie, czego się po tym autorze spodziewać. Tym razem poznajemy rodzinę borsuków, same indywidua: tata, mama, przyszywany dziadek – każdy ma tu coś za uszami. A poznajemy tę oryginalną rodzinkę akurat wtedy, kiedy najmłodszą borsuczkę Tarmosię budzi z zimowego snu dziwny hałas. Na wiosnę sprawy jeszcze bardziej zaczynają się komplikować. Coś się w lesie dziwnego dzieje, tylko co? Do borsuków zaglądają, szukając schronienia, lisi imigranci z gromadką szczeniaków o wdzięcznych imionach Onomatopeja, Propedeutyka, Multiplikator i Horoskop („Mąż wybierał imiona” – wyjaśnia lisica, widząc zdziwienie Tarmosi). Bajka z pro ekologicznym morałem, w której autor przemyca sporo ciekawostek ze świata przyrody.

„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora

Mieszkańcy spod podłogi

Tym razem książka nie do czytania, a do słuchania. Klasyka literatury dziecięcej, słynna seria o Pożyczalskich, na której wychowało się już kilka pokoleń. Opowieść o maleńkiej rodzinie mieszkającej pod podłogą, w domu własnoręcznie wybudowanym i wyposażonym w przedmioty, które „pożyczyli” od pełnowymiarowych domowników. Dzięki tym bohaterom stworzonym na początku lat 50. XX wieku przez Mary Norton wiele z nas nadal łapie się na tym, że kiedy zniknie nam spinka, szpilka, naparstek, kartka z papeterii, chusteczka czy mydelniczka, odruchowo myślimy, że stoją za tym oni. Kartka posłużyła im za tapetę, mydelniczka za wannę, z okruszka chleba nastoletnia Arietta zrobiła sobie kanapkę. Czas zarazić tą genialną historią kolejne pokolenia. I właśnie jest okazja: w nowym tłumaczeniu „Pożyczalskich” czyta Edyta Jungowska. Aktorka od lat nagrywa i produkuje doskonałe słuchowiska dla dzieci, na czele z „Dziećmi z Bullerbyn”, bezsprzecznie najbardziej popularnym dziecięcym audiobookiem w naszym kraju. Pierwsza i druga część z pięciotomowego cyklu Mary Norton o losach maleńkiej rodziny, wydawnictwo miłe nie tylko dla ucha, ale i oka, bo wzbogacone o ilustracje Emilii Dziubak już są dostępne. Wkrótce kolejne.

„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

To z wszystkich dotąd poleconych propozycja dla najmłodszych dzieci, bo już dwulatków. Napisana przez Trish Cooke, Brytyjkę z afrykańsko-karaibskimi korzeniami, osobowość telewizyjną, scenarzystkę, autorek sztuk i właśnie książeczek dla dzieci. Super, że ukazała się w Polsce, bo też mało się u nas wydaje pozycji dla dzieci, gdzie postaci miały by inny niż biały kolor skóry. Ale przede wszystkim to historia świetnie pomyślana i skonstruowana, w sam raz dla bardzo małych odbiorców. Jest tu motyw i rytm, który maluchy uwielbiają, co chwila w opowieści pojawia się ktoś nowy – dzwoni dzwonek i ten ktoś pojawia się w drzwiach. A kuku! Wujek, ciocia, babcia, kuzyni. Mamy więc element zaskoczenia, krótkie zdania, z których jedno za każdym razem się powtarza: to tytułowe „najmocniej na świecie”. Dom wypełnia się krewnymi, wesołymi, głośnymi i każdy przytula, każdy bierze na ręce, tańczy i śmieje się do dziecka, wokół którego wszystko to się toczy, dziecka uwielbianego, całowanego, kochanego „najmocniej na świecie”. Czyta się to maluchowi doskonale, a i samemu korzysta się z dobrodziejstw tej ogromnej zawartej w książeczce dawki radości i miłości.

„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry

  1. Zwierciadło poleca

Odbudować relacje społeczne - rusza kampania „Szkoła-od-nowa”

Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Wraz z powrotem uczniów do szkół rusza ogólnopolska kampania społeczna „Szkoła-od-nowa”. Jej celem jest ułatwienie dzieciom i młodzieży funkcjonowania w szkole po roku przymusowej nauki zdalnej, pomoc w naprawie relacji społecznych i powrocie do zdrowia psychicznego.

Nie ma dla nas dorosłych teraz nic ważniejszego niż pomoc dzieciom i młodzieży w powrocie do równowagi psychicznej – mówi Joanna Węglarz, psycholog i pomysłodawczyni kampanii „Szkoła-od-nowa”. - Szkoła po pandemii będzie inna, ponieważ COVID-19 nieodwracalnie zmienił świat, w którym żyjemy. Nauczyciele i uczniowie muszą się dostosować do nowej szkoły, by była miejscem, które uczy i rozwija społecznie. Dlatego kilkunastu ekspertów w zakresie psychologii, pedagogiki, zdrowia psychicznego, terapeutów i wykładowców akademickich zaangażowało się w kampanię społeczną „Szkoła-od-nowa”, by dzielić się swą wiedzą z nauczycielami i rodzicami. - dodaje ekspertka.

Celem kampanii społecznej „Szkoła-od-nowa” jest zwrócenie uwagi, jak ważna jest kwestia zdrowia psychicznego oraz rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci i młodzieży - bycia w grupie, kontaktów z rówieśnikami i współpracy, a także podjęcie działań, które pomogą uczniom wrócić do szkoły stacjonarnej po roku przymusowej edukacji zdalnej - Rozwój umiejętności społecznych dzieci i młodzieży w czasie pandemii został zaburzony, u niektórych opóźniony albo wręcz wstrzymany. Konsekwencje tego zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka lat. Rzeczywistość w dalszym ciągu jest mało przewidywalna i mało optymistyczna, dlatego tak ważne jest, byśmy umieli pomóc dzieciom i młodzieży powrócić do życia w społeczeństwie i zaspokoić ich podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i samorealizacji, bo one w głównej mierze wpływają na prawidłowy rozwój i zdrowie psychiczne – dodaje Joanna Węglarz.

W ramach kampanii, na stronie szkola-od-nowa.pl są udostępniane bezpłatnie dla wszystkich nauczycieli, rodziców, dzieci i młodzieży m.in.:

  • nagrania wideo ekspertów dotyczące tego jak przygotować się do nauki stacjonarnej w sytuacji pandemicznej;
  • materiał na temat technik relaksacyjnych na godzinie wychowawczej;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;

Badania* pokazują, że dzieci i młodzież są w złej kondycji psychicznej. Rok izolacji społecznej spowodował, że prawie 100 proc. uczniów ma problemy ze snem, blisko 80 proc. z odżywianiem, 70 proc. ma wahania nastroju, a ok. 40 proc. problemy z koncentracją. U 10% zaobserwowano symptomy depresyjne, a u 18 proc. zaburzenia psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha, brak energii i zdenerwowanie). 60 proc. uczniów źle ocenia naukę umiejętności praktycznych podczas nauczania zdalnego, a 70 proc. mówi o pogorszeniu relacji społecznych z rówieśnikami. Ponad połowa przyznała, że czuje się przeładowana otrzymywanymi treściami, a aż 66 proc. korzysta z urządzeń elektronicznych przed pójściem spać.

*Badanie realizowane w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce, w okresie od  12 maja do 12 czerwca 2020 r, w trzech grupach składających się z uczniów, nauczycieli i rodziców (łącznie ok. 3000 osób), oraz badanie pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka przeprowadzone metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na reprezentatywnej grupie ponad 2000 uczniów wieku 15-18 lat oraz rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.

  1. Materiał partnera

Pieczone placuszki owsiane w wersji dla najmłodszych – wypróbuj smakowity przepis z wykorzystaniem kaszki!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Okres urozmaicania diety jest wyjątkowy pod wieloma względami. Poznawanie nieznanych dotąd smaków, zapachów i rozwijanie zmysłu dotyku z miesiąca na miesiąc otwiera malucha na kolejne doświadczenia związane z jedzeniem. Podawanie kaszek zbożowych to świetna okazja do próbowania przez dziecko posiłków w różnorodnych odsłonach. Odkryj smakowity przepis na placuszki owsiane, które z pewnością zainteresują niejednego małego smakosza!

Urozmaicone i wartościowe posiłki to bardzo ważny element prawidłowo zbilansowanego jadłospisu już w okresie niemowlęcym. Różnorodność w miseczce czy na talerzyku zachęca malucha do próbowania nowych smaków, a co za tym idzie – buduje fundament prawidłowych nawyków żywieniowych w przyszłości.

Kaszki to delikatne zbożowe posiłki, które wspierają rodziców podczas wprowadzania nowości do diety dziecka.

Kaszki przeznaczone dla najmłodszych – czyli te ze wskazaniem wieku na opakowaniu – zawierają różnorodne zboża, których każda ich partia przechodzi nawet kilkaset testów jakości i bezpieczeństwa. Ich wartość odżywcza jest zgodna z wymaganiami prawa, dzięki czemu niemowlęta i małe dzieci otrzymują posiłek dostosowany do ich potrzeb na różnych etapach rozwoju.

Przykładem produktów zbożowych odpowiednich dla najmłodszych są kaszki BoboVita Porcja Zbóż. Poza tym, że stanowią dobry wybór, zawierają nawet 7 rodzajów starannie wyselekcjonowanych różnorodnych zbóż. Charakteryzuje je 0 % dodatku cukru*, a także zgodnie z przepisami prawa dla tej kategorii produktów 0 % konserwantów**, 0 % barwników** i 0 % wzmacniaczy smaku**. To wartościowe propozycje, które świetnie urozmaicą jadłospis niemowlęcia – czy wiesz, że sprawdzą się także w nietypowym wydaniu?

Pieczone placuszki owsiane z twarożkiem i bananem dla niemowląt po 8. miesiącu życia

Do przygotowania ok. 10 sztuk placuszków potrzebne będą:

Piekarnik nagrzej do ok. 180 stopni Celsjusza. W misce wymieszaj kaszkę z sodą. W oddzielnym naczyniu połącz za pomocą miksera lub blendera masło, przecier owocowy, jajo oraz twarożek. Masę przełóż do miski z suchymi składnikami i wymieszaj do uzyskania zwartej i jednolitej konsystencji. Z całości uformuj ok. 10 kulek i umieść je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Każdą kulkę delikatnie spłaszcz. Przygotowane placuszki piecz ok. 20 minut, aż do momentu delikatnego zrumienienia. Gotowe!

*Zawierają naturalnie występujące cukry, pochodzące ze zbóż, owoców i mleka.

**Zgodnie z przepisami prawa kaszki dla niemowląt i małych dzieci nie mogą zawierać konserwantów, barwników i wzmacniaczy smaku.

Ważne informacje: Zaleca się kontynuację karmienia piersią podczas wprowadzania pokarmów uzupełniających. Karmienie piersią powinno trwać tak długo, jak jest to pożądane przez matkę i dziecko. Karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka.

  1. Psychologia

Po prostu polub swoje dziecko

Istnieją tylko dwa niezmienne i niezależne od lat kryteria pozytywnej oceny rodziców: cierpliwość i fakt, że lubisz swoje dziecko. Za to zawsze zostaniesz doceniony na każdym etapie rozwoju potomka. (Fot. iStock)
Istnieją tylko dwa niezmienne i niezależne od lat kryteria pozytywnej oceny rodziców: cierpliwość i fakt, że lubisz swoje dziecko. Za to zawsze zostaniesz doceniony na każdym etapie rozwoju potomka. (Fot. iStock)
To, co zachwyca niemowlaka – czułość i bliskość – przedszkolaka zacznie już irytować. To, co przedszkolaka pociąga – wspólna zabawa i sport – będzie żenujące dla nastolatka. Kryteria oceny rodziców zmieniają się tak szybko, jak rosną dzieci. Dobrze wiedzieć, jak być rodzicem na szóstkę, ale... nawet „trójkowi” zdamy ten egzamin. Jeśli się wzajemnie polubimy. 

Kto nie chce być rodzicem idealnym? Ocenianym przez dziecko celująco? To się może udać, bo każdy ma zadatki na idealnego rodzica, ale... dziecka w konkretnym wieku. Niektórzy spełnią się wspaniale jako rodzice niemowlaka, inni będą mieć świetne oceny w oczach nastolatka, a jeszcze inni nawiążą kontakt dopiero z dorosłymi dziećmi. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ w zależności od wieku dziecko zwraca uwagę na inne cechy rodzica i czego innego potrzebuje. Istnieją tylko dwa niezmienne i niezależne od lat kryteria pozytywnej oceny rodziców: cierpliwość i fakt, że lubisz swoje dziecko. Za to zawsze zostaniesz doceniony na każdym etapie rozwoju potomka. Jeśli chcesz być lubiany przez córkę czy syna, zwyczajnie okaż im sympatię. A oprócz tego... zobacz, co i kiedy im się podoba.

Do lat trzech: mama, co dobrze przytula

Mimo że nie potrafi jeszcze wyrazić tego werbalnie, niemowlę może być z rodzica zadowolone lub nie. W tym okresie najłatwiej być mamą czy tatą. Dla maluszka nie liczy się bowiem aparycja (ta stanie się bardzo ważna dla przedszkolaka), ani pochodzenie społeczne (istotne dla nastolatka), ani stan majątkowy, ani wykształcenie. Rodzic może być zaniedbany, niewykształcony, bezradny życiowo. Ale jeśli lubi swoje dziecko, opiekuje się nim – ono jest zadowolone. Niemowlak ocenia cię, stosując bardzo proste kryteria: czy jesteś przy nim i czy zabezpieczasz jego potrzeby fizyczne i emocjonalne. Żeby u niego „zdobyć punkty”, trzeba z maluchem być, mówić, pieścić, okazywać czułość, karmić i przewijać. To wszystko.

Przedszkolak: a mój tata psy tresuje!

„Moja mama jest bardzo ładna. Mój tatuś jest treserem psów...” – gdy dziecko idzie do przedszkola, kryteria oceny rodzica ulegają wielkiej zmianie. Nastaje czas chwalenia się swoimi rodzicami i przejmowania ich zasług. Mama powinna być zadbana, uśmiechnięta i ubierać się kolorowo. Dobrze, gdy rodzice mają ciekawe i – co ważne – zrozumiałe dla dziecka zawody (adwokat czy redaktor nie zaimponuje żadnemu dziecku w tym wieku!), ale też nie spędzają w pracy zbyt dużo czasu. Dlaczego przedszkolak nie ceni garsonek i garniturów? Bo kojarzy je właśnie z pracą, czyli ze swoją największą konkurencją. Potrafi świadomie docenić poświęcany mu czas, ale tylko na zabawę. Nie licz, że posprzątany dom, pranie i pyszny obiad spotkają się z jego uznaniem. To doceni dopiero uczeń, gdy odwiedzą go koledzy czy koleżanki. Żaden przedszkolak nie zrozumie też potrzeby robienia kariery. Możesz mu powtarzać, że robisz to dla niego, żeby kupić mu hulajnogę. Na darmo: za żadne skarby nie zaakceptuje twojego życia zawodowego – im bardziej będziesz w nie zaangażowany, tym więcej punktów ujemnych dostaniesz. Czym mu zaimponujesz?

Pomysłowością, gotowością do zabawy, luzem i spontanicznością. Dzieci w wieku przedszkolnym cenią poczucie humoru rodziców i to, że mogą z nimi uprawiać sport. Jeśli pokazujesz nowe rzeczy i miejsca, wsiadasz na kolejkę w wesołym miasteczku, uczysz je pływać i czytasz codziennie wieczorem – piątka. Przedszkolak doceni to, że organizujesz urodzinowe przyjęcia, że wymyślasz gry i zabawy dla jego kolegów, że śpiewasz piosenki, które zna z przedszkola (za to samo nastolatek przyzna ci punkty karne i uzna za „obciach”). Idealny rodzic przedszkolaka jest uśmiechnięty i skory do wspólnej zabawy. Jego dziecko nie wie jeszcze, co to znaczy „wstydzić się za kogoś”.

Uczeń: dobrze być dzieckiem eksperta

Gdy dziecko idzie do szkoły, kryteria oceny rodzica znów ulegają przekształceniu. Nic dziwnego, zmieniają się bowiem także oczekiwania rodziców wobec dziecka. Nie wystarczy już, by nie płakało, grzecznie się bawiło, było śmiałe i aktywne. Teraz jest ważniejsze, by wykazało się intelektem, bystrością, nie było gorsze od innych. Dlatego cenna staje się wiedza merytoryczna rodzica. Uczeń chce, byś rozumiał, jak działa szkoła, czyli na jaki stres jest narażony. Żebyś potrafił mu doradzić, wysłuchał go, pomógł rozwiązać problemy. Doceni też twoją lojalność i dyskrecję.

A czego nie znosi? Gdy omawiasz z kimś jego sprawy, a nawet cokolwiek o nim mówisz osobie postronnej – za to zawsze są punkty ujemne. Czas, gdy mogłeś chwalić się nim, minął. Za to w dziecku pojawia się poczucie wstydu za ciebie. Zaczyna być bardzo ważne, żebyś go nie kompromitował. Alkoholizm, kłótliwość czy nadaktywność na zebraniach szkolnych są oceniane na równi – i to bardzo negatywnie. Masz wyglądać przyzwoicie (nareszcie docenia garsonki i garnitury) i najlepiej niczym nie różnić się od innych rodziców. Twoje doświadczenie, obycie i wiedza o świecie stają się atutami. W tym okresie możesz też zyskać aprobatę dziecka, zaczynając studia, ucząc się języka czy wciągając je w jakieś hobby. Ponieważ uczeń będzie generować problemy, doceni także twoją anielską cierpliwość.

Dziecko w tym wieku zaczyna zwykle stosować jeszcze jedno kryterium: pogląd jego niekwestionowanego autorytetu. Wychowawczyni mówi, że trzeba czytać książki, a ty wolisz grać na konsoli? Punkty karne! Ukochany trener uważa, że każdy musi umieć pływać, a ty bijesz rekordy na basenie? Szóstka! Osobny przypadek: autorytetem dla dziecka są inne dzieci. Co robić? Aby zasłużyć na uznanie, masz być wyluzowany, nie zawracać mu niepotrzebnie głowy, zgadzać się na bałagan w domu i wieczne odwiedziny znajomych.

Ważna uwaga: rodzice oryginalni, „artyści” nie podobają się dzieciom w wieku szkolnym. Odmienność i indywidualizm docenią dopiero, gdy same dorosną.

Nastolatek: superstarzy bez problemów!

Mówi się, że najtrudniej być rodzicem nastolatka, ale to nieprawda. Wystarczy uświadomić sobie (lub przypomnieć własne doświadczenia), co liczy się dla dojrzewających chłopców i dziewczynek. W tym wieku dziecko usamodzielnia się emocjonalnie i intelektualnie i jest szczególnie wytrwałe w kontestacji wszystkiego, rodziców też. Metody, które sprawdzały się przy młodszych, można teraz wyrzucić, bo potrzeby psychiczne nastolatka są całkiem inne. Podświadomie pragnie przede wszystkim ćwiczyć się w samodzielności na wszelkich możliwych polach. Walkę o swą tożsamość często wiąże z koniecznością uwolnienia się od rodziców.

Czego nie wolno ci robić? Używać formuły: „to normalne, ja też przez to przechodziłem, nastolatki już tak mają”. Nastolatek ceni rodzica, który rozumie, że on jest wyjątkowy, nieprawdopodobnie skomplikowany i nietuzinkowy – bo tak właśnie się postrzega. Mama i tata powinni być też szczęśliwi, mieć własne sprawy, hobby. Po prostu: żeby się o nich nie martwić. Syn lub córka będą teraz unikali pokazywania się z tobą publicznie, czy przedstawiania cię swoim kolegom: chyba że będzie to konieczne.

Ale docenią zamożność rodziny i komfort życia, stale porównując to, co ty osiągnąłeś, z tym, co osiągnęli inni rodzice. Przy czym zupełnie nie będzie ich interesować, jak do tego doszedłeś. Za trud i znój nastolatek nie przyzna ci punktów dodatnich. Natomiast te ujemne natychmiast dostaniesz za: niezgodę na to, na co pozwalają inni rodzice, gorsze warunki życia, nadopiekuńczość i każdą próbę narzucenia swoich pomysłów lub poglądów, także nieznajomość tego, o czym on się teraz uczy. Nie miej też złudzeń, kogo obwini za brak własnych osiągnięć, swoje lenistwo i zaniedbania w nauce. Zgadłeś – ciebie! Jeszcze gdy był uczniem podstawówki, cieszył się, że go nie zmuszasz do ciężkiej pracy. Teraz nie daruje ci, że zmarnowałeś jego uzdolnienia i nie dopingowałeś do nauki. To sygnał, by nie zawsze pobłażać dzieciom. Za to nastolatek nareszcie doceni, że ma schludny dom, gorący obiad i szczęśliwych rodziców.

  1. Psychologia

Jak wychować jedynaka?

To, jaki jedynak będzie jako dorosły, zależy od jego indywidualnych cech, a przede wszystkim od tego, czy rodzice mądrze i rozważnie pokierują jego rozwojem. (Fot. iStock)
To, jaki jedynak będzie jako dorosły, zależy od jego indywidualnych cech, a przede wszystkim od tego, czy rodzice mądrze i rozważnie pokierują jego rozwojem. (Fot. iStock)
Nie trzymaj go pod kloszem, zadbaj o kontakt z rówieśnikami i daj prawo do popełniania błędów.

Tata trzyletniego Karola: – Długo czekaliśmy na synka. Od kiedy się urodził, jesteśmy przeszczęśliwi. Jedno tylko nam tę wielką radość mąci – że nie będzie miał rodzeństwa. Chuchamy na niego i dmuchamy, ale staramy się też uczyć współpracy z innymi dziećmi, dzielenia się zabawkami, co – przyznam – jest bardzo trudne, bo w domu ma przecież wszystko dla siebie. Choć wcześniej nie planowaliśmy posyłać synka do przedszkola, bo jest chorowity, teraz poważnie się nad tym zastanawiam. Uważam, że w przedszkolu mógłby się uspołecznić, nauczyć współpracy z dziećmi. Moim zdaniem, dom mu tego nie zapewni. Żona uważa jednak, że tego wszystkiego możemy go sami nauczyć.

Mama i tata na wyłączność

Coraz więcej rodzin w Polsce ma – z różnych powodów – tylko jedno dziecko. Możemy wręcz mówić o pokoleniu jedynaków. I choć wydawałoby się, że wychować jedno dziecko jest łatwiej niż dwoje czy troje, to rzeczywistość pokazuje, że sprawa jest bardziej skomplikowana, a problem – jak zwykle – tkwi w rodzicach, a konkretnie w ich dobrych chęciach.

Być jedynakiem to znaczy dostawać w rodzinie wszystko, co najlepsze. Także większą niż dzieci z rodzin wielodzietnych możliwość rozwijania swoich pasji i talentów. Rodzice mogą zapewnić jedynakowi to, czego potrzebuje. Dzięki temu ma lepszy start w dorosłe życie. Posiada też na wyłączność ich miłość, uwagę i czas. Ponieważ częściej przebywa z rodzicami, szybciej zdobywa wiedzę o świecie, ma lepszy kontakt z dorosłymi i jest odważniejszy. A to z kolei wpływa na szybsze dojrzewanie intelektualne, co wprawdzie nie zawsze znaczy także społeczne i uczuciowe. Niby wszystko pięknie, ale sytuacja bycia jedynakiem ma również pewne wady.

Zagrożenia

Rodzice mają wobec jedynaka wielkie oczekiwania. Dają mu bardzo wiele, ale także dużo od niego wymagają, co sprawia, że dziecko żyje w ciągłym stresie i ogromnej odpowiedzialności – nie tylko za siebie, ale też za rodziców, za ich samopoczucie, a na starość – za opiekę nad nimi, której nie ma z kim dzielić. Bez rodzeństwa trudniej także poznać samego siebie. Jedynak skupia się na sobie, a to często prowadzi do egocentryzmu. Dziecko, które nie musi z nikim dzielić się tym, co ma, wokół którego wszystko się kręci, może mieć w przyszłości  problem z poświęcaniem uwagi innym, a nawet wyrosnąć na narcyza lub przejawiać skłonność do zachowań aspołecznych.

Jedynacy mają też z reguły większe, niż dzieci wychowujące się z rodzeństwem, problemy z rywalizacją i rozwiązywaniem konfliktów. Gorzej dostosowują się do reguł zarówno w zabawach, jak i pracy. Chcą grać pierwsze skrzypce w grupie, dlatego bywają odrzucani przez rówieśników. Zdarza się, że przyzwyczajeni do uprzywilejowanej pozycji w rodzinie, potrafiący wymóc na rodzicach respektowanie swojej woli, narzucają ją później rówieśnikom.

I jeszcze coś: o wiele trudniej przychodzi im oddzielenie emocjonalne od mamy i taty. Z jednej strony mają więc łatwiej niż dzieci z rodzin wielodzietnych, z drugiej – trudniej, zwłaszcza w sferze emocji: wiele z nich tłumią, ponieważ żyją w przekonaniu, że nie mogą wypaść z roli, jaką wyznaczyli im rodzice, oraz częściej doświadczają samotności.

Bez zbytniego lęku i nadziei

– Rodzice jedynaka są w sposób szczególny zainteresowani jego wychowaniem – mówi psycholog Aleksandra Godlewska. – Mają tylko jedno dziecko i pokładają w nim wszystkie swoje nadzieje. Jeśli rodzice kilkorga dzieci przeżywają jakiś kłopot, niepowodzenie czy zawód związany z jednym, mogą to sobie rekompensować satysfakcją i radością z zachowania pozostałych. Dla mamy i taty jedynaka każdy sukces jest stuprocentowy, a każde niepowodzenie – całkowite.

Chcąc dla dziecka jak najlepiej, nieświadomie popełniają wiele błędów, takich na przykład, jak:

  • „Chcesz – masz”. Skoro ukochane dziecko domaga się natychmiastowego spełnienia życzenia, dla świętego spokoju mu ulegają. 
  • „Daj, pomogę ci”. Roztaczają nad nim opiekuńczy parasol nawet wtedy, gdy samo mogłoby sobie poradzić.
  • „To mi się podoba, to nie”. Nieustannie je oceniają: krytykują albo chwalą, zachwycają się nim albo pouczają.
  • „Co zamierzasz zrobić z…?”. Ingerują w każdą sferę jego młodzieńczego życia.
  •  „Chcesz jedno – dostaniesz dwa”. Aby mu wynagrodzić to, że nie ma rodzeństwa, starają się dać mu w zamian jak najwięcej – bywa więc, że dziecko skrzętnie to wykorzystuje i manipuluje nimi.
  •  „Tylko nas troje”. Trzymają je pod kloszem, izolują od świata, a to powoduje, że ma mniejsze szanse na zetknięcie się z innymi wartościami i postawami niż te, które zna z domu.
  •  „Tak się o ciebie martwię”. Towarzyszy im permanentny lęk o dziecka: bezpieczeństwo, zdrowie, naukę, przyszłość… Mają ogromne trudności z emocjonalnym oddzieleniem się od niego. Rozstanie z synem czy córką, np. z powodu wyjazdu na wakacje, studia czy stworzenia z kimś związku – bywa, zwłaszcza dla matki, bardzo bolesne. Jak sobie i dziecku tego wszystkiego oszczędzić?

Więcej swobody

Jedynactwo nie musi bynajmniej stanowić przeszkody w relacjach dziecka z otoczeniem ani negatywnie wpływać na jego umiejętności społeczne. Pod warunkiem, że jego rodzice pogodzą się z myślą, że mają... więcej (!) obowiązków niż sąsiedzi z czwórką hałaśliwych latorośli.

Wychowanie jedynaka wymaga – wbrew pozorom – większych starań i zabiegów. Rodzeństwo zwykle samo, w sposób naturalny, często poza kontrolą dorosłych, uczy się współpracy i rozwiązywania konfliktów, czyli zdobywa bardzo ważną umiejętność życia w grupie. Jedynakowi także można stworzyć do tego warunki.

Na pewno jedno trzeba sobie powiedzieć: jedynak nie musi być skoncentrowany na sobie, nie ma prawa więcej oczekiwać niż dawać, nie musi wyrosnąć na człowieka zależnego. To, jaki będzie jako dorosły, zależy od jego indywidualnych cech, a przede wszystkim od tego, czy rodzice mądrze i rozważnie pokierują jego rozwojem. O co więc powinni zadbać?

Stopniowe oddalanie

Psycholog Marta Maruszczak uważa, że najważniejsze jest to, żeby rodzice zapewnili dziecku liczne i częste kontakty z rówieśnikami. I to już od najmłodszych lat – bez względu na częstotliwość kontaktów z dorosłymi. Relacje z rodzicami, ciociami, wujkami nie mogą wypełniać jedynakowi całego życia. To robienie na siłę z dziecka dorosłego. Ono ma prawo do dziecięcych zajęć, zabaw i zachowań.

Nie można też wyręczać go we wszystkich obowiązkach. Dziecko powinno mieć zadania do wypełnienia, ale nie musi ich wykonywać perfekcyjnie. Dobrze jest pozostawić mu trochę swobody i nie oczekiwać, że będzie nam ciągle we wszystkim towarzyszyć. Trzeba też przyznać mu prawo do popełniania błędów, do wyboru kolegów, zainteresowań oraz sposobu spędzania wolnego czasu.

Marta Maruszczak apeluje do rodziców jedynaków: – Nie dopuście, żeby dziecko było dla was całym światem. Dbajcie o inne sfery swojego życia, rozwijajcie własne pasje, tak by wypełnić czas, gdy maluch się usamodzielni. Nie należy podtrzymywać relacji zależności za wszelką cenę. Dla dobra i emocjonalnego zdrowia dziecka, pozwólcie mu się stopniowo od siebie oddalać.

Warto przeczytać:

Kümpel, „Jedynak”, Wydawnictwo Lekarskie PZWL 2004, Pitkeathley, D. Emerson, „Jedynacy”, Czarna Owca 2007, Encyklopedia „Rodzice i dzieci”, Wydawnictwo Park 2002, Kasten, „Rodzeństwo. Ideały, rywale, powiernicy, Springer PWN 1997.