1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Typy osobowości - Kalifornijczyk, czyli Typ Wygodny

Typy osobowości - Kalifornijczyk, czyli Typ Wygodny

123rf.com
123rf.com
Spośród 14 typów osobowości opisanych przez psychologów Johna M. Oldhama oraz Loisa B. Morrisa Typ Wygodny ma najbardziej bezstresowe podeście do życia. Zobacz, na ile jest ci bliski

Typy wygodne podporządkowują się regułom gry, wypełniają swoje obowiązki i dotrzymują zobowiązań, ale kiedy mają czas wolny, nie pozwolą, by ktokolwiek bądź cokolwiek przeszkodziło im w pogoni za osobistym szczęściem. To właśnie istota życia dla ludzi o tym typie osobowości. Gdy jest zagrożone ich prawo do „robienia swojego”, potrafią wytoczyć najcięższe działa.

Jeśli odnajdujesz się tym opisie typu osobowości, pewnie najbardziej cenisz sobie właśnie wygodę. Robisz dokładnie tyle, ile się od ciebie wymaga, i nic ponadto. Nie pozwalasz się wykorzystywać. Masz swobodny stosunek do czasu, nie dajesz się opętać pośpiechowi. Nie jesteś zapatrzona w autorytety, akceptujesz siebie i swój sposób życia. Wierzysz w łut szczęścia i to, że tobie tez coś się od życia należy. Dobrze funkcjonujesz w uporządkowanych układach: rodzinie, pracy, społeczności lokalnej. Mimo dużej pewności siebie nie postrzegasz się jako pępka świata, ale jako jeden z trybików w jego wielkiej machinie. Ale to ci zupełnie nie przeszkadza czuć się dobrze.

Lubisz życie rodzinne i cenisz sobie wierne grono przyjaciół, ale czasem potrzebujesz, by ktoś się tobą zaopiekował. Jednocześnie żywisz w stosunku do ludzi pewną podejrzliwość: obawiasz się, że zbyt wiele się od ciebie zażąda. Masz dużą wprawę w mówieniu „nie”. Trudno być twoim partnerem, bo nie stawiasz problemów w związku na pierwszy miejscu spraw do załatwienia i raczej nie zdobędziesz się na większe ustępstwa, by zadowolić drugą osobę. Jeśli więc twój ukochany weźmie na siebie ciężar dbałości o trwałość waszej relacji, okażesz się partnerką wrażliwą, lojalną i kochająca. A praca? Tu też się zbytnio nie angażujesz. Nie pracujesz bowiem dla zaszczytów i kariery, tylko po to, by mieć pieniądze na przyjemności, zarobić na emeryturę lub po prostu… dla zabawy. Jesteś zgodnym pracownikiem, nie godzisz się jednak na zabieranie pracy do domu czy zostawanie po godzinach. Nie musisz się przypodobywać szefowi czy współpracownikom, bo i tak czujesz się dobrze ze sobą. Czasem nie dostrzegasz, że ten brak ambicji powoduje, że dostajesz mniej pochwał niż inni, a cudze sukcesy bolą cię wtedy bardziej niż zwykle. „To nie mój problem” – tak brzmi ulubione powiedzenie Kalifornijczyków. Taka postawa wprawdzie irytuje przełożonych, ale trzeba przyznać, że przy takim podejściu nie grozi ci przepracowanie, perfekcjonizm, wypalenie zawodowe oraz uczestnictwo w ogłupiającym wyścigu szczurów. Idealna praca dla ciebie to urzędnik państwowy, funkcjonariusz czy żołnierz zawodowy. Możesz też spróbować zarabiać na tym, co sprawia ci przyjemność.

Jesteś jak jaszczurka wygrzewająca się na słońcu – rozleniwiona, powolna, cierpliwa i trudno cię wytrącić z równowagi. Nie zamartwiasz się tym, na co nie masz wpływu, jesteś zrównoważona emocjonalnie. Złość okazujesz raczej poprzez milczenie, unikanie kontaktów i spowolnienie działań. Jesteś wtedy mrukliwa i wszystkiego się czepiasz, ale unikasz otwartej konfrontacji. Obce są ci wszelkie uzależnienia.

Pełną charakterystykę poszczególnych typów osobowości, szczegółowy test pozwalający określić, jaki typ (lub typy)  u ciebie dominuje oraz trening pozwalający rozpocząć pracę nad sobą, znajdziesz w książce Johna M. Oldhama i Louis B. Morris „Twój psychologiczny autoportret” (wydawnictwo Czarna Owca)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jaka osobowość najbardziej odzwierciedla epokę, w której dziś żyjemy?

Wraz z upowszechnieniem Internetu wyłoniła się nowa formacja osobowościowa – osobowość transmisyjna poruszająca się w świecie „fastnetu”, gdzie ważniejsza jest szybkość reakcji niż wyciąganie wniosków. SMSy, emotki, posty, tweety służą kontaktowi, ale pozwalają też unikać bliskości. (Fot. iStock)
Wraz z upowszechnieniem Internetu wyłoniła się nowa formacja osobowościowa – osobowość transmisyjna poruszająca się w świecie „fastnetu”, gdzie ważniejsza jest szybkość reakcji niż wyciąganie wniosków. SMSy, emotki, posty, tweety służą kontaktowi, ale pozwalają też unikać bliskości. (Fot. iStock)
W latach 70. XX wieku wiele osób rozpoznawało swoje lęki, pragnienia i mechanizmy obronne w osobowości neurotycznej opisanej ponad 30 lat wcześniej przez niemiecką psychoanalityczkę Karen Horney. Jaka osobowość najbardziej odzwierciedla epokę, w której żyjemy dzisiaj – zastanawia się psycholożka Hanna Samson.

Kilka dni temu prowadziłam zajęcia z grupą młodych ludzi i na początku jak zwykle zapytałam, z czym zaczynają, co czują, co przeżywają tu i teraz. Większość odpowiedziała, że czuje się dobrze, dwie osoby czuły się źle, bo miały jeszcze jakieś rzeczy do zrobienia i nie wiedziały, czy zdążą po zajęciach.

A więc to tak? Czują się dobrze albo źle, i tyle? Przypomniałam sobie takie rundki z czasów mojej młodości, gdy na pytanie, co czujemy, badaliśmy wnikliwie swoje uczucia, próbując nazwać każde drgnienie duszy, zanurzaliśmy się w siebie, aby wydobyć to, co rozgrywa się w naszym wnętrzu. Działo się to oczywiście w grupach, które szkoliły się do pracy z ludźmi, ale ci młodzi, z którymi miałam kontakt niedawno, również są taką grupą. I gdy w tej grupie doszło do konfliktu między dwiema osobami, który udało nam się zresztą dość zgrabnie rozwiązać, nagle okazało się, że nie wszystkim się podobało, że w ich obecności ktoś przeżywa silne emocje. To chyba jakieś nadużycie, przekroczenie granic i manipulacja, bo prowadząca nie powinna była dopuścić do konfliktu między uczestnikami! A skoro już dopuściła, to powinna go rozwiązać gdzieś na boku, a nie na forum, żeby inni nie musieli tego przeżywać!

„No nie, co wy?!” – chciałam zakrzyknąć, ale to też mogłoby zostać uznane za nadużycie i manipulację, więc pozwoliłam sytuacji toczyć się dalej, aż kilka osób dostrzegło jej absurd i mogliśmy ją już spokojnie omówić. I można by pomyśleć, że była to jakaś szczególna sytuacja i szczególna grupa, bo generalnie ludzie są tacy sami jak kiedyś. Ale nie. Już od jakiegoś czasu w różnych grupach obserwuję tendencję do określania swoich uczuć słowami „dobrze” i „źle”. Zastąpienie tych słów nazwami uczuć często stanowi kłopot, choć wydawałoby się, że z uczuciami mamy bezpośredni kontakt. Czasem ludzie opowiadają o ważnych wydarzeniach ze swojego życia, ale nie potrafią powiedzieć, co wtedy czuli. Zdarzają się też sytuacje, że ktoś rezygnuje z uczestnictwa w grupie terapeutycznej z obawy przed tym, że przeżycia innych uczestników mogłyby go przytłoczyć. Jeszcze kilkanaście lat temu taka postawa należała do rzadkości, dziś spotykam się z nią znacznie częściej. Czyżbyśmy się naprawdę zmienili?

Bez kontaktu

Niedawno w Polsce ukazała się książka Christophera Bollasa „Znaczenie i melancholia. Życie w epoce oszołomienia”. Autor jest psychoanalitykiem i z tej perspektywy przygląda się naszej cywilizacji. Próbuje opisać to, co przez wieki działo się z ludźmi, i analizuje to, co dzieje się z nami teraz. Podobnie jak Karen Horney, która swojego czasu opisała osobowość neurotyczną – wyznacza tropy, w których możemy rozpoznać samych siebie i osoby wokół nas. Ta książka pomaga też zrozumieć, co wydarzyło się w tej grupie młodych ludzi, którzy wydali mi się tak różni od swoich rówieśników sprzed kilkudziesięciu lat.

Christopher Bollas zauważa, że od przełomu XX i XXI wieku w Europie i Ameryce następuje odejście od życia introspekcyjnego. Świadczy o tym chociażby fakt, że znacząca liczba ludzi przyjmuje leki antydepresyjne, które ułatwiają ignorowanie uczuć i związanych z nimi myśli. Dążenie do mniej niepokojącej codzienności doprowadziło do powstania nowej formacji osobowościowej – osobowości normopatycznej.

Osoba normopatyczna chroni się przed życiem psychicznym poprzez zanurzenie w świecie materialnym i dążenie do egzystencji rekreacyjnej. „Od supermarketu do sklepu z żywnością dla zwierząt, od sklepu z ubraniami sportowymi do marketu budowlanego, z lunchu z przyjaciółmi, na którym omawia się szczegółowo podejmowane przez każdego działania, do domu, gdzie ospale sprząta się kuchnię, z meczu tenisowego do jacuzzi – taka osoba może przeżyć życie bez mrugnięcia okiem” – pisze Bollas, który dostrzega zagubienie i osamotnienie tych osób, nawet jeśli żyją w kochającym ich otoczeniu.

Normopata nie przeżywa gwałtownych uczuć jak borderline, nie zalewa go gniew czy uraza, wydaje się zadowolony z życia, ma jednak duży kłopot ze zrozumieniem spraw, które wymagają wglądu w siebie lub w innych. Ktoś z takim typem osobowości wydaje się nieświadomie dążyć do tego, by „stać się przedmiotem w świecie przedmiotów” – stwierdza Bollas. Jego zdaniem pewna część normatycznego społeczeństwa schroniła się na grodzonych osiedlach – dosłownie lub w przenośni – „żyjąc tam bez kontaktu ze zwykłymi ludźmi zamieszkującymi zwykły świat”. Choć nie wszyscy mogą sobie pozwolić na życie w takich enklawach, etos życia na terenach zamkniętych zaczął przenikać do innych warstw społecznych. Nie trzeba już wychodzić do sklepu, można zamawiać przez Internet, w restauracjach nadal można być w swojej bańce, po ulicach własnego miasta można spacerować jak turysta, patrząc z zainteresowaniem lub troską na różne aspekty życia lokalnej społeczności. Takie odcięcie się od świata nie uchodzi jednak bezkarnie. Z czasem ludzie zaczynają odczuwać dolegliwości, bo „mają wszystko, ale nic im to nie daje” – stwierdza Bollas. Brakuje im stymulacji i nowych doświadczeń, ich osobowość staje się niedożywiona, co wywołuje depresję. Znajomi z grodzonego osiedla mogą zapewniać sobie nawzajem podziw i uznanie, ale przy braku nowych przeżyć pojawia się znużenie i ludzie czują się wyalienowani. Jedni próbują się ratować alkoholem, inni sięgają po leki antydepresyjne, jeszcze inni uciekają się do psychoterapii, lecz jest to próba wejścia na teren nieznany.

W świecie fastnetu

Niedawno zgłosiła się do mnie po pomoc kobieta, która generalnie jest zadowolona z życia i z siebie, ale czasem zmienia się w – jak sama to nazywa: „miękką kluchę”, czego nie znosi.

– Kim jest ta klucha? – zapytałam. – No to taka osoba, która nie wie, co powiedzieć, nie umie ripostować, jest rozlazła, niepewna siebie, czasem nawet się maże, ma jakieś wątpliwości, użala się nad sobą albo czegoś się boi lub tęskni nie wiadomo za czym… Nienawidzę tej kluchy, ona nie jest mną, przeszkadza mi skutecznie działać, chciałabym ją wyeliminować... Czy może mi pani w tym pomóc? – Czy dobrze rozumiem, że chciałaby pani być tak sprawna jak maszyna? – Tak byłoby najlepiej! – Wyeliminować tę część siebie, która czasem coś czuje i w ten sposób pani przeszkadza? – upewniam się, czy dobrze rozumiem. – Przecież chyba wszyscy tego chcą, prawda?

Na szczęście jeszcze nie wszyscy, choć zdaniem autora „Znaczenia i melancholii” jesteśmy na dobrej drodze.

Osobowość normopatyczna wyłoniła się jeszcze przed erą Internetu, który sprawił, że ludzie kontaktują się ze światem za pośrednictwem czegoś. Wraz z upowszechnieniem sieci wyłoniła się nowa formacja osobowościowa – osobowość transmisyjna. Stajemy się coraz bardziej zaprogramowani na poruszanie się w świecie „fastnetu”, w którym ważniejsza jest szybkość reakcji niż refleksja czy wyciąganie wniosków. Coraz bardziej wycofujemy się ze swojego świata wewnętrznego, bierzemy udział w spektaklu, w którym nasze selfie jest ważniejsze niż nasze „ja”. Esemesy, emotikony, posty, tweety służą kontaktowi z innymi, a jednocześnie pozwalają unikać bliskości i odsłaniania siebie. Coraz bardziej rezygnujemy z podmiotowości. Świat się zmienia, a my razem z nim.

Ukryci w bańkach

Kierunki zmian osobowości analizowane przez Bollasa mogą nas nie dotyczyć, a przynajmniej możemy ich w sobie nie rozpoznawać. Nie zmienia to faktu, że psychoanalityczna perspektywa pozwala zrozumieć zjawiska polityczne, które nas dotyczą, a które często wydają się niezrozumiałe. Gwałtowny rozkwit fundamentalizmów, nacjonalizmów, ksenofobii można rozumieć jako ucieczkę od złożoności świata.

Życie w „epoce oszołomienia” prowadzi do poczucia alienacji, a jego tempo sprawia, że można mieć dość. Ciągłe dążenie do przyspieszania wszelkich procesów nie uwzględnia wymiaru ludzkiego. Aby znaleźć spokój, ludzie szukają wroga, który nie pozwala im żyć, tak jak chcą. Politycy wskazujący Innego, na którego można skierować złość, mogą liczyć na aplauz tłumów. Inny też reaguje wrogością i pogardą. Zamykamy się w swoich bańkach, nie chcąc nawzajem zobaczyć. Psychoanalityk przypomina, że „wszyscy mamy w swych umysłach te same wymiary pozytywne i negatywne, że aspekty nawet najbardziej odrażających osób lub grup możemy w jakiejś formie odnaleźć w sobie”. Jeśliby uznać, że podział między złem i dobrem nie przebiega między poszczególnymi ludźmi, lecz wewnątrz każdego z nas, nie trzeba by oddzielać się murem pogardy i niechęci od innych. Ale żeby to uznać, trzeba by wejść w głąb siebie, a nie uciekać od własnej podmiotowości.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

  1. Zwierciadło poleca

Wrześniowy "Sens" z Marleną Dietrich na okładce już w sprzedaży

Ukazanie się wrześniowego SENSu oznacza, że lato wkracza na ostatnią prostą. Proponujemy jednak, by – zamiast żałować, że to już – cieszyć się każdą chwilą.  Czyli? Po prostu być tu i teraz... I czytać SENS, w którym co miesiąc staramy się podpowiedzieć Czytelnikom, jak żyć bardziej świadomie.

„We wrześniowym SENSie przeszłość miesza się z teraźniejszością, a nawet przyszłością. Piszemy o ludziach, którzy swoje serce oddali rekonstrukcjom historycznym, a jednocześnie o jednej ze współczesnych plag – internetowym hejcie. Wygrzebujemy z niepamięci (wcale nie tak odległej) pionierki polskiej informatyki czy gwiazdę sprzed lat (ale jakże wyprzedzającą swoje czasy) Marlenę Dietrich, a kilka stron dalej uderzamy w mit miłości romantycznej, w którym od lat wychowywane są kolejne pokolenia” – pisze redaktor naczelna Joanna Olekszyk w edytorialu.

Na naszą okładkę trafiła tym razem Marlena Dietrich, gwiazda kina i estrady. Utalentowana, konsekwentna, odważna, pożądana ... prowokowała i budziła wielkie emocje. Z Tomaszem Raczkiem rozmawiamy o jej pięciu życiach i pewnej współczesnej aktorce, którą można by nazwać jej intelektualną następczynią. O kim  mowa? Zapraszamy do lektury wywiadu w numerze!

W Temacie Numeru odkrywamy zalety świadomego ograniczania – nie tylko rzeczy, ale i bodźców, powierzchownych znajomość, pożeraczy czasu i energii. W cyklu tekstów pt. „Minimalizm na nowe czasy” przybliżamy doświadczenie tych, którzy minimalizm traktują nie jako kolejną modę, ale narzędzie rozwoju.

Drugi duży blok tematyczny poświęcamy miłości do retro. Skąd w nas zamiłowanie do minionych czasów? Jak wyjaśnia terapeuta, Mateusz Ostrowski, każdy z nas tego czasem potrzebuje. O swojej pasji opowiada rekonstruktorka Marta Veil a prof. Irena Ponikowska dzieli się z Oriną Krajewską profesjonalną wiedzą o leczeniu uzdrowiskowym.

Wspomniany w edytorialu hejt to nie jedyne niebezpieczeństwo związane z rozwojem Internetu. Brak umiaru w korzystaniu z sieci grozi uzależnieniem. Jak nauczyć młodych ludzi zdrowej relacji z technologią Ewa Nowak pyta terapeutę i autora książek Krzysztofa Piersę. 

Jak zwykle, wiele miejsca poświęcamy relacjom. Wspólnie z ekspertami szukamy m.in. odpowiedzi na pytania: Co się kryje pod naszą złością na partnera? Jacy są współcześni ojcowie? Czy związek na odległość może przetrwać?

W numerze także rozmowa z uznanym pilot szybowcowym Sebastianem Kawą, który opowiada o podniebnych falach i niecodziennych lądowiskach, oraz kolejny odcinek filmoterapii Grażyny Torbickiej i Martyny Harland, w którym polecają „Pojedynek na głosy”.

Zanim przyjedzie babie lato, naładujmy wszyscy wewnętrzne baterie! Tego Wam, Drodzy Czytelnicy, i sobie życzymy na ostatniej prostej wakacji.

  1. Styl Życia

Najlepsze wakacje dla ciebie - jak dostosować urlop do naszych potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia?

Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia. (Fot. 123rf)
Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia. (Fot. 123rf)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Psychologowie pracy grzmią: homo faber potrzebuje pełnych trzech tygodni urlopu, żeby zregenerować siły. Ilość to jedno – jakość drugie. Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia.

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru magazynu Sens. 

Urlop szyty na miarę

Nie leć na oślep do modnego kurortu, bo tam chcą przyjaciele. Nie jedź po raz kolejny do sprawdzonego od lat, nudnego pensjonatu, bo tam miła pani Zosia dobrze gotuje. Wsłuchaj się w swoje potrzeby – pomyśl, jaka forma wypoczynku pozwoli ci się odprężyć, doładować energię?

Zasady wyboru urlopu

  • Odmień dni. Spędzaj urlop na aktywności zupełnie innej niż ta, którą masz na co dzień. Jeśli twoja praca wymaga siedzenia przed monitorem komputera – nie odpoczywaj, surfując po Internecie. Taki urlop nie przyniesie wytchnienia. Będzie pozornym oderwaniem się od codziennych obowiązków. Zafunduj sobie dużą dawkę świeżego powietrza i ruchu. Natomiast osoby, których codzienna praca wiąże się z wysiłkiem fizycznym, przemieszczaniem się, najlepiej zrelaksują się w hamaku z książką.
  • Spraw sobie przyjemność. Wtedy zarówno ciało, jak i dusza się zrelaksują. Wydzielają się hormony szczęścia, podnosi się poziom serotoniny. Ciało uwalnia się od nagromadzonych stresów, a nawet bólu fizycznego. Niech urlop będzie spełnieniem marzeń!

Klasztorna cisza

Pracujesz na wysokich obrotach, wśród wielu ludzi, z klientami, kontrahentami? A potem resztkami sił próbujesz zadbać wieczorem o rodzinę? Pewnego pięknego dnia poczujesz symptomy wypalenia zawodowego. Spotykasz się ze wszystkimi, ale nie ze sobą! Recepta wakacyjna dla ciebie to długa przerwa – od wszystkiego.

Propozycja urlopu: izolacja w klasztornej celi i spotkanie z samym sobą. W tym wypadku wystarczy tydzień. Jak się okazuje, wcale nie trzeba jechać do aśramy do Indii. Już kilkadziesiąt klasztorów w Polsce przyjmuje zmęczone i przepracowane istoty, oferując wyciszenie i odpoczynek, np. klasztor Kamedułów na krakowskich Bielanach, Benedyktynów w Tyńcu, Franciszkanów w Pińczowie czy pokamedulski klasztor o wdzięcznej nazwie Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach.

Pod gruszą, na plaży

Ach, wyspać się wreszcie, wygrzać, godzinami wpatrywać się w naturę... Czy taki obraz wprowadza cię w błogostan? Jeśli tak, zaplanuj trzytygodniowy wypoczynek. Pierwszy tydzień poświęć na odespanie i relaks, drugi na korzystanie z uroków miejsca, trzeci na ładowanie akumulatorów i regenerację. Nie oczekuj, że natychmiast poczujesz się wakacyjnie. Twój mózg potrzebuje czasu, by przystosować się do upragnionego nicnierobienia. Przez pierwsze dni ciągle będą się kotłować w głowie nieprzetrawione myśli, fragmenty rozmów z zebrań, będziesz sprawdzać komórkę. Nie biczuj się za to, tak musi być, nie wyłączysz przecież swojej głowy ot tak, pstryk!

Skuteczną metodą na okiełznanie mózgu jest ruch, dlatego na początku przeplataj leniuchowanie ze sportem. Wybierz formę aktywności, którą lubisz, nie zmuszaj się do jakichś dyscyplin, tylko dlatego, że akurat są w zasięgu ręki. Nic nie musisz! To najważniejsze hasło dobrego urlopu.

Sztuka i przeszłość

Jeśli należysz do osób skazanych na monotonną pracę – w wakacje obcuj z pięknem, sztuką, z przeszłością. Wybierz urlop w miejscu, gdzie odbywa się festiwal teatralny albo w takim jak Florencja, gdzie można kontemplować renesansowe obrazy i freski na plenerze ceramicznym. Zaspokoisz potrzebę rozwoju osobistego, intelektualnego, manualnego. Codzienność pozostanie gdzieś daleko...

Jeśli uczta ducha cię nie pociąga, jedź tam, gdzie świętem jest każdy posiłek, by delektować się smakiem świeżych lokalnych potraw – do Toskanii. Spowolnione tempo lokalnego życia pozwoli ci delektować się szczegółami, na które na co dzień nie ma czasu. Spowoduje też wzmocnienie więzi z bliskimi. Na nowo przyjrzysz się partnerowi, zaznasz radości wspólnego biesiadowania przy wielkim, suto zastawionym stole...

  1. Psychologia

Jak powstrzymać złość? Uczmy się od stoików

Stoicy dążyli do osiągnięcia stanu, w którym ani dobre, ani złe zdarzenia nie wytrącają z równowagi. (Fot. iStock)
Stoicy dążyli do osiągnięcia stanu, w którym ani dobre, ani złe zdarzenia nie wytrącają z równowagi. (Fot. iStock)
Głęboki oddech, wizualizacje, uśmiech - to tylko kilka metod, które pomagają okiełznać targające nami emocje. Należy jednak pamiętać, że w przypadku złości znacznie lepiej jest ją wyrażać, niż tłumić. Oto kilka technik dawnych filozofów, które pomagają zwalczać gniew.

Jak tu nie wkurzać się, gdy samochód nie chce zapalić, a ty spieszysz się do pracy? Jak nie zionąć ogniem, gdy partner kolejny dzień zapomina (pewnie by zrobić ci na złość) zapłacić rachunki? Jak pozostać spokojną, gdy komputer zawiesza się w trakcie pisania ważnego raportu? Stoicy nie mieliby z tym problemów, i to wcale nie dlatego, że w ich czasach nie było komputerów...

– Nic bardziej mylnego – mówi Marcin Fabjański, doktor filozofii, fan „Rozmyślań” Marka Aureliusza, autor książki. – Stoicy to byli zupełnie normalni faceci, powiedziałbym nawet, że charakteryzował ich brak napuszenia. W przeciwieństwie do psychologów tradycji psychoanalitycznej Freuda, którzy byli dosyć arogancko przekonani, że odkryli już wszystko o ludzkiej psychice. Stoicy mówili: „Nie wiemy nawet, czy ktoś taki jak stoik istnieje w przyrodzie. Próbujemy zbliżyć się do tego ideału, mamy swoje środki i techniki, ale dopuszczamy też możliwość, że jest to niemożliwe”.

Jaki jest ten ideał? Stan, w którym ani dobre, ani złe zdarzenia nie wytrącają z równowagi. Nie chodzi tu o obojętność, tylko o uzmysłowienie sobie, że to od nas zależy ich interpretacja.

– Nam wydaje się, że złość jest częścią ludzkiej natury. Stoicy nazwaliby ją raczej chorobą duszy. Fazą, poruszeniem, zmarszczką na naszym umyśle, spowodowaną pewnymi wydarzeniami – mówi Marcin Fabjański. – Sądzę, że ludzie nie zdają sobie sprawy ze szkód, jakie powoduje w ich życiu złość i agresja. Nie dostrzegają, że prowadzi to do całkowitego odwrócenia właściwej perspektywy postrzegania rzeczywistości: to, na co nie mamy wpływu, jak deszcz czy korek, nas wkurza, natomiast to, na co mamy wpływ, jak własne stany emocjonalne, uważamy za coś tak naturalnego jak deszcz.

Wyleczyć chorobę

Według stoików nie musimy akceptować wszystkich uczuć, uznawać za normalne i naturalne. Ich zdaniem mamy wybór. Także w kwestii złości. Możemy jej ulegać za każdym razem, kiedy nas ogarnia, albo nauczyć się technik, które ją opanowują. Stoicy znali ich przynajmniej kilka.

– Jedna z metod to nie traktować się zbyt poważnie. Podchodzić do siebie z poczuciem humoru. Nie postrzegać się jako głównego aktora, wokół którego kręci się świat, ale raczej jako cząstkę większej całości, element pewnego procesu. Kiedy spojrzymy na siebie w ten sposób, odbierze nam to sporo neurozy – mówi Marcin Fabjański.

Gdy zdejmiemy siebie sami z piedestału, nie będziemy tak szybko się obrażać czy denerwować, brać wszystkiego do siebie, czuć się skrzywdzonymi czyimiś słowami czy złościć się z tak absurdalnego powodu jak zła pogoda czy korek na drodze.

– Pewne mądre, stare powiedzenie głosi: „Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z samych siebie, albowiem nigdy nie zabraknie im rozrywki” – dodaje Fabjański.

Kolejna strategia to praca z wymogami. – Ja pracuję z nimi metodą Mind-Body Bridging, którą postrzegam jako głęboko stoicką – kontynuuje Marcin Fabjański. – Polega to m.in. na wyłączaniu pewnego mechanizmu, który stale działa w naszym umyśle, a który polega mniej więcej na takim założeniu: „Rzeczywistość powinna wyglądać tak i tak, ja powinienem być taki i taki, ludzie powinni zachowywać się tak i tak”. Podobne myślenie jest oczywiście totalnym absurdem. Świat jest bowiem, jaki jest i wymaganie od niego, żeby był inny, jest prostą drogą do cierpienia. To cierpienie nazywa się w MBB „poczuciem uszkodzenia”.

Trzeci sposób, chyba najtrudniejszy, to praca z głębokimi przekonaniami. Takimi jak to, w którego konsekwencji, gdy stoimy w korku, pojawia się w naszej głowie myśl: „Dlaczego znowu ja?! Dlaczego zawsze mi zdarzają się takie rzeczy”.

– Stoicy powiedzieliby: „Spójrz na ten korek z góry, zobacz, że jesteś jedną małą kropelką w strumieniu aut. Dlaczego uważasz, że ta cała rzeka została stworzona przeciwko tobie?” – mówi Marcin Fabjański. – To jest być może najgłębsza z metod i najtrudniejsza, bo my, ludzie cywilizacji Zachodu, mamy tendencję do zamrażania rzeczywistości wokół nas do konkretnych przedmiotów. A to pierwszy krok do wkurzania się. Taka psia kupa na chodniku – nie chcemy jej oglądać, chcemy, by zniknęła. Kiedy, tak jak ludzie cywilizacji Wschodu, spojrzymy na życie jako na proces, ten problem przestanie istnieć.

Terapeutyczna moc pisania

Co prawda medytacje, techniki relaksacyjne i praktyki Mindfullness pomagają w stanach wzburzenia i powodują, że nie osiągają one rozmiarów, przy których przestajemy mieć kontrolę nad swoim zachowaniem, ale, jak podkreśla Marcin Fabjański, w kwestii złości kluczowa jest prewencja.

– Po to stoicy robią rano notatki, po to podsumowują dzień o zachodzie słońca, by nie przeżyć go mechanicznie, jako niewolnik swoich nawyków czy wdruków kulturowych. Żeby codzienne mieć czas na zastanowienie się nad tym, co było dobre, a co było złe – mówi.

Pisanie pozwala też opanowywać emocje na bieżąco. Kiedy się złościmy czy przeżywamy inne równie intensywne stany emocjonalne, chwyćmy za długopis i to opiszmy. Po pierwsze, w ten sposób je z siebie wyrzucimy, po drugie, odciągniemy od nich myśli, po trzecie, dowiemy się czegoś o swoim wnętrzu. Często obraz, jaki powstaje po przeanalizowaniu robionych „na gorąco” notatek, daje dystans do tego, co nas spotyka.

– Ale w pisaniu jest też coś głębszego, co nie wymaga żadnej analizy – przekonuje Marcin Fabjański. – Zapisując coś, symbolicznie zaklinamy to w rzeczywistości i automatycznie przestaje nas to dręczyć. Taka jest terapeutyczna moc pisania, wielokrotnie zresztą zbadana i potwierdzona. Co ciekawe, jeśli mówimy o jakimś dręczącym uczuciu, to nie daje to nam oczekiwanej ulgi, ale jeżeli mówimy i to się nagrywa, to ulga przychodzi. Czyli musimy mieć poczucie, że fizycznie to „coś” z nas wyszło i zostało zaklęte na zewnątrz, stąd przestało być już dla nas groźne.

Codzienny nawyk robienia notatek nie tylko pozwoli ci poznać i okiełznać emocje, ale też wykształci charakter, nie tylko pisma. A w połączeniu ze stosowaniem trzech metod stoickich po jakimś czasie, kto wie, może doprowadzi cię do napisania poczytnej, uwspółcześnionej wersji „Poskromienia złośnicy”.

  1. Psychologia

Człowiek Granat. Czy wiesz jak postępować z cholerykiem?

Choleryk potrafi zepsuć najlepszą atmosferę w zespole w kilka sekund. Niestety, większość z nas nie wie jak reagować na ataki choleryka, więc dajemy się takim ludziom terroryzować. (fot. iStock)
Choleryk potrafi zepsuć najlepszą atmosferę w zespole w kilka sekund. Niestety, większość z nas nie wie jak reagować na ataki choleryka, więc dajemy się takim ludziom terroryzować. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Krzyczy, wpada w histerię, obrzuca wyzwiskami, atakuje. Nikt chyba nie życzy sobie bliższych kontaktów z ludźmi wybuchowymi, zwłaszcza w pracy. Ale właśnie tutaj trudno choleryka uniknąć.

To może być twój współpracownik, koleżanka z biura, klient albo nawet szef. Jest niczym granat z odbezpieczoną zawleczką – nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Awantur, które urządza, potoku słów, którym atakuje, nie można zaliczyć do dyskusji merytorycznych, a już na pewno nie do inspirujących.

Typy wybuchowe czynią wiele zła w zespołach, ponieważ nie tylko psują atmosferę oraz harmonię w relacjach, ale też wprowadzają chaos utrudniający sprawne wykonywanie zadań. Kogoś takiego można po prostu się bać, a już na pewno czuć się przez niego nieszanowanym.  Wrażliwcy są wręcz sparaliżowani agresją „Granata” - choleryka, zwłaszcza jeśli stoi on wyżej w hierarchii. W miejscu pracy, niestety, czasem jesteśmy na niego skazani. Co zrobić, żeby się przed nim ochronić i czy jest jakiś sposób, żeby go skutecznie rozbroić?

Choleryk na co dzień: co powoduje wybuch?

Najpierw warto awanturnika zrozumieć, uświadomić sobie, że on się tak zachowuje, ponieważ chce zdobyć uznanie. Naprawdę. Kiedy go nie otrzymuje, wybucha. Przy czym jego reakcja nie jest uzależniona od zachowania innych. Niewiele trzeba, żeby wyciągnąć zawleczkę „Granata”, on stale jest gotowy do eksplozji. To może być czyjś ton głosu, wyraz twarzy, coś, co zostało powiedziane bądź nie, lub jakiś aspekt samej sytuacji. Jemu tylko się wydaje, że jest ignorowany bądź źle traktowany. Wybuch jest jak żądanie natychmiastowej uwagi. Dlaczego wybrał sobie taki dziwny sposób na jej okazanie? Bo jest psychicznie słaby, ma niską samoocenę. Utrata równowagi emocjonalnej jest strategią obronną przeciwko poczuciu, że jest się nieważnym. Jeśli otoczenie toleruje takie zachowanie, może stać się ono pierwszą linią obrony. Zaledwie sekundę po eksplozji wybuch zamienia się w reakcję łańcuchową – słyszymy agresywne, często obraźliwe krzyki.

Utrata kontroli w obliczu świadków jest bardzo upokarzająca. Cholerycy nienawidzą siebie za swoje zachowanie już w jego trakcie, po zakończeniu i zawsze, kiedy się boją, że może się powtórzyć. Często opuszczają miejsce wybuchu w momencie, w którym zdają sobie sprawę, co zrobili, w nadziei, że czas uleczy rany, a świadkowie zapomną, co się wydarzyło. Niestety, to raczej się nie zdarza. Bo choleryk żyje w niewoli swoich wybuchów.

Jak reagować na choleryka?

Najczęstsze reakcje na wybuch choleryka są dwie: odpowiedź wybuchem lub wycofanie się i pałanie do niego negatywnymi uczuciami z bezpiecznego dystansu. Obydwie oparte są na odrazie i strachu. Czasem takich ludzi wręcz się nienawidzi za ich agresywne wybuchy. Dolewanie emocjonalnej oliwy do już silnego ognia nie pomaga. Zamiast żywić niechęć, lepiej takiej impulsywnej osobie wybaczyć moment szaleństwa. To, czego nie udaje nam się przebaczyć, przeżywamy, skazując siebie samych na trudne emocje. Aby przerwać ten cykl, trzeba przestać obwiniać go za to, za co sam się obwinia. Ale czy jest możliwe wybaczenie czegoś prawie niewybaczalnego? Tak, jest na to sposób.

Kiedy zalewa cię to bolesne uczucie, nie przestawaj oddychać i z każdym oddechem je uwalniaj. Jeśli stracisz panowanie nad sobą, zacznij wyobrażać sobie kolor niebieski lub zielony. Kiedy męczy cię ta nienawiść, napisz gniewny list, w którym dasz upust swoim frustracjom i spal go. Naucz się patrzeć na choleryka bez strachu. Wyobraź sobie szefa, który właśnie wpada w szał jako złoszczącego się dwuletniego chłopca. Można też oczami wyobraźni zobaczyć, jak rzucamy w furiata kremówką w samym środku eksplozji.

Choleryk nie kontroluje swoich zachowań, a jego wybuchy idą jak fale uderzeniowe po „nitkach” relacji. (fot. iStock) Choleryk nie kontroluje swoich zachowań, a jego wybuchy idą jak fale uderzeniowe po „nitkach” relacji. (fot. iStock)

Po nitce do zawleczki… czyli naucz się radzić sobie z cholerykiem

Jeśli jesteś skazana na bliższe i długoterminowe kontakty z cholerykiem, przystąp do bardziej strategicznego rozbrojenia delikwenta. Twoim celem jest przejęcie kontroli nad sytuacją, kiedy on zaczyna ją tracić. Pamiętaj, że powstrzymanie „Granata” od eksplozji, kiedy zatyczka została już wyciągnięta, jest niemożliwe. On tylko sam może się zatrzymać, a ty możesz mu stworzyć odpowiednie do tego warunki.

Krok 1: Zdobądź jego uwagę

Wypowiedz jego imię lub użyj formy grzecznościowej, podnosząc nieco głos. Jeśli to nie pomoże, pomachaj wolno rękami przed sobą. Zwiększaj siłę głosu, aż zostaniesz usłyszana. Zadbaj, aby nie wziął cię za agresora – twój ton i język powinny być przyjacielskie.

Krok 2: Celuj prosto w serce

Okaż autentyczną troskę, starając się dowiedzieć, co jest przyczyną eksplozji. Słuchaj uważnie. Tylko pierwsze zdania choleryka są cenne, bo mają coś wspólnego z prawdą o nim. Potem choleryk znowu się rozpędza, odchodzi od meritum i zaczyna wykrzykiwać generalizacje. Oto przykład: „Nikogo nie obchodzi, jak długo nad tym pracowałem! Nikt nie dba o to, jak ja się czuję! Taki jest dzisiejszy świat. Wszyscy wszystko olewają! W rządzie to samo. Niszczą środowisko. Kryminał. Dokładnie jak mój ojciec, który…”. Omówienie problemów świata, rządu i środowiska lepiej sobie darować, ale wróć do początku i koniecznie powiedz: „Bartku, obchodzi mnie, jak długo nad tym pracowałeś”. Odwołuj się do pierwszych obłąkańczych stwierdzeń. Możesz też użyć pewnych ogólników, które przerwą serię krzyków. „Nie chcę, żebyś tak się czuł. Nikt nie powinien tak się czuć”. Jeśli w ten sposób do niego trafisz, szybko się uspokoi.

Krok 3: Zredukuj intensywność

Jeśli zauważysz, że choleryk choć trochę otrząsnął się ze złości i zamrugał oczami, żeby sprawdzić, jakie skutki wywołała jego dotychczasowa eksplozja, to sygnał, że trafiłaś w sedno. Wtedy możesz zacząć redukować siłę i intensywność swojego głosu. Tym sposobem sprowadzisz go ze szczytu eksplozji do normalnego poziomu komunikacji.

Krok 4: Zrób przerwę

Nie ma sensu roztrząsanie przyczyny eksplozji, kiedy we krwi choleryka krąży jeszcze adrenalina. Teraz nadszedł moment na zrobienie przerwy i poczekanie, aż temperatura się obniży. Może to być 10 minut, godzina, dzień lub tydzień. Jest to konieczne dla sensownego dalszego ciągu procesu rozbrajania. Powiedz: „Bartku, zróbmy sobie przerwę. Potem będziemy mogli do tego wrócić i rozwiązać problem”.

Krok 5: Znajdź zawleczkę i nie wyciągaj jej

Zawleczkę należy znaleźć w innych okolicznościach niż czas i miejsce eksplozji. Wtedy, kiedy jest spokojnie i obydwoje znajdujecie się w strefie współpracy. Żeby trafić do zawleczki, trzeba zwyczajnie porozmawiać. Jeśli stopień zażyłości relacji na to pozwala, zapytaj „Granata”, nie owijając w bawełnę, o powód jego złości, kiedy zwykle wybucha albo dlaczego stało się to ostatnim razem. Dobrym sposobem jest jasne przedstawienie intencji na początku rozmowy. Można powiedzieć: „Chciałabym zmniejszyć częstotliwość naszych konfliktów”. Następnie używaj pytań wyjaśniających, by poznać konkrety. „Co w poniedziałek sprawiło, że wpadłeś w złość?”. Załóżmy, że odpowie: „Bo mnie nie słuchali”. Nie próbuj wówczas przekonywać go, że było inaczej, tylko ciągnij rozmowę: „Skąd o tym wiesz?”. Odpowiedź może brzmieć: „Bo się kręcili”. Ty dociekaj dalej. „Gdyby siedzieli spokojnie, czułbyś się słuchany?”. W tej rozmowie nie bierz niczego za pewnik i bądź konkretna. Szukaj wskazówek, co możesz zrobić, kiedy emocje ponownie wymkną się cholerykowi spod kontroli. Pewien wybuchowy szef na pytanie swojej pracownicy: „Jak mogę ci pomóc, kiedy tracisz nad sobą panowanie?”, odrzekł: „Po prostu wyjdź i mnie zignoruj, i rób to, co musisz zrobić”. Z dużym prawdopodobieństwem może się okazać, że to nie ty wyciągasz zawleczkę. Jeśli okaże się, że to ktoś inny z biura, rozwiązaniem może stać się szkolenie z budowania zespołu, komunikacji interpersonalnej i rozwiązywania konfliktów. Jeśli przyczyna eksplozji choleryka tkwi w jego domu, samo uświadomienie sobie tego faktu powinno mu pomóc być spokojniejszym w pracy.

Bez względu na powody wybuchów, jeśli zainwestujesz trochę czasu w aktywne słuchanie furiata i będziesz wspierać go w komunikowaniu o tym, co czuje, masz szansę osiągnąć sukces. Powoli zredukujesz wpływ negatywnego działania awanturnika i może będziesz jedną z niewielu osób, przy której „Granat” nie wybucha.