Rozwój osobisty – antyporadnik. Uważaj na „rozwojowe” hasła!

Pozytywne myślenie może być pułapką. Podobnie jak wizualizacja, asertywność, czy inne „rozwojowe” hasła, które zamiast pomóc, wpędzają nas niejednokrotnie w poczucie winy. (Fot. iStock)

Nikt nie jest nieomylny. Psychologowie i autorzy poradników, którzy wspierają rozwój osobisty, także mogą nie mieć racji. Dlatego zanim zaufasz kolejnemu guru albo zastosujesz metodę, która ma uleczyć twoją duszę lub ciało, przeczytaj ulotkę albo poniższy tekst.

1. Poradnik pozytywnego myślenia? Myśl pozytywnie… Jeśli tylko jesteś w stanie!

Każdy czasem ma gorszy dzień: ktoś cię zranił, oszukał, zajął ci ostatnie miejsce parkingowe. Albo jest jeszcze poważniej: dowiedziałaś się o chorobie kogoś bliskiego czy straciłaś pracę. Rada w stylu „myśl pozytywnie” w takim wypadku prędzej cię zdołuje i wpędzi w poczucie winy niż przyniesie ukojenie. Psycholog Paul Pearsall przyznaje, że gdy leżał ciężko chory w szpitalu, im bardziej pozytywnie starał się myśleć, tym większą czuł presję, by wyzdrowieć. Kiedy pielęgniarka prawie potknęła się o jego książki o pozytywnym myśleniu, zrozumiał, że to one przeszkadzały mu spojrzeć na sprawę realnie i poszukać informacji na temat dostępnych metod terapii.

Dlatego jeśli w twoim życiu dzieje się coś poważnego – rozważ, do kogo zwrócić się o pomoc, gdzie znaleźć dodatkową wiedzę i środki finansowe. Jeśli sprawa jest mniej dramatyczna, czyli masz do czynienia z chwilową zniżką nastroju – pozwól sobie na rozgoryczenie, smutek czy złość, ze świadomością, że zaraz miną.

2. Nie trać nadziei, ale nie żyj złudzeniami

Jeśli mówi się ludziom, by nie tracili nadziei, często obarcza się ich odpowiedzialnością za przyszłe sukcesy, których mimo wszystko nie są w stanie osiągnąć – uważa dr Pearsall. Ma rację. Bo choć są osoby, które nadziei nie straciły i na tym wygrały (J.K. Rowling czy Steve Jobs), to jednak wiele ambitnych planów skończyło się bankructwem czy wycofaniem. Zdaniem dr. Pearsalla, nadzieja nie jest zła. Ale nie jest też konieczne trzymanie się jej na siłę – nie ma badań, które by dowodziły, że nadzieja przedłuża życie, uzdrawia czy daje szczęście. I czasem warto ją stracić, bo wtedy… można zmienić plany. Jeśli stracisz nadzieję na to, że kiedyś będziesz z mężczyzną, który nie odwzajemnia twoich uczuć, masz szansę otworzyć się na nowy związek lub żyć szczęśliwie jako singielka.

3. Wizualizacja: wyobraź sobie sukces albo porażkę

Jeśli po ciężkim tygodniu pracy usiądziesz na chwilę w fotelu, zamkniesz oczy i przeniesiesz się w wyobraźni na Hawaje – prawdopodobnie cudownie się zrelaksujesz. Jeżeli jednak spodziewasz się, że od samego wyobrażania sobie siebie na plaży przeniesiesz się tam już wkrótce, możesz się rozczarować. Wizualizacja może być pierwszym krokiem, ale jeśli ma być środkiem do spełnienia marzeń… po niej muszą nastąpić kolejne (na przykład polowanie na tani bilet).

A jeśli wizualizacja ma być terapeutyczna, musi wyglądać zupełnie inaczej. Czyli zamiast pod palmami, wyobrażaj sobie siebie w kolejce po darmową zupę. Naprawdę. To rada hiszpańskiego psychologa, Rafaela Santandreu, autora książki „Mój umysł na detoksie”. Wyobraź sobie sytuację, która napawa cię największym lękiem (utrata pracy? zdrada męża? nieuleczalna choroba?), a potem wymień jak najwięcej rzeczy, które możesz robić mimo tej katastrofy i cieszyć się życiem. Na przykład: pić herbatę jaśminową, rozwiązywać krzyżówki, medytować, umówić się z przyjaciółką na wspólne smażenie dżemu truskawkowego… Rób tak codziennie. Aż oswoisz swój lęk i przestanie cię on paraliżować.

4. Stawiaj poprzeczkę wysoko… W miarę możliwości

W związku zasługujesz na to, co najlepsze. Tak, to prawda. I na pewno warto mieć w głowie (albo na kartce czy w smartfonie, jak radzą niektóre poradniki…) listę cech, które twój książę z bajki absolutnie musi posiadać. Na przykład podobne poglądy w kwestii dzieci, religii, miejsca zamieszkania, stylu życia. Ale gdy już znajdziesz Mężczyznę Swojego Życia i okaże się, że zgadzacie się w sprawach ważnych i jest między wami chemia – przestań narzekać, nie wychowuj go i nie czepiaj się jego wad. – Unieszczęśliwiamy się, skupiając uwagę na tym, co w związku nie działa, bo zapominamy wtedy o tym, co działa – uważa Santandreu. Bardzo często radzi swoim pacjentom, by nie dramatyzowali, jeżeli partner nie spełnia ich oczekiwań, jest nieuleczalnym bałaganiarzem czy notorycznie zapomina o walentynkach: – Jeśli przypiszesz czemuś mniejsze znaczenie, łatwiej będzie to rozwiązać – tłumaczy Santandreu. To samo, jego zdaniem, dotyczy przyjaźni. – Sekret posiadania najlepszych przyjaciół polega na tym, że od każdego oczekuje się tego, co może dać – pisze autor „Umysłu na detoksie”. – Nigdy tego, czego dać nie może.

5. Słuchaj swojego ciała, ale bez przesady…

Jedz, kiedy jesteś głodna. Odpoczywaj, kiedy jesteś zmęczona. Połóż się do łóżka, gdy czujesz, że nadciąga grypa. Nie forsuj się na siłowni. To wszystko słuszne rady i gdybyśmy ich słuchały, uniknęłybyśmy wielu chorób, kontuzji i zaburzeń odżywiania, ale… pamiętaj, że nasze ciało wysyła sygnały, opierając się na swojej ewolucyjnej pamięci, czyli przede wszystkim walczy o przeżycie – swoje i gatunku ludzkiego.

Niekoniecznie załapało, że mamy XXI wiek, sklep w zasięgu kilku kroków, że walczymy o awans czy płaski brzuch, że zależy nam na szczęśliwym, trwałym związku i marzymy (tylko!) o dwójce dzieci. Dlatego magazynuje tłuszcz (bo może przydać się na później) i często ma ochotę na seks (żeby przedłużyć gatunek). Ale czy to zawsze jest dobre dla ciebie? Czy twoje ciało powinno być twoim guru? Wyobraź sobie tylko, co by powiedział twój szef, gdybyś pozwoliła sobie na sen do południa? I twoje dżinsy, gdybyś poddała się za każdym razem, gdy czujesz apetyt na kebaba?

6. Intuicja? Jak najbardziej! Ufaj własnej intuicji, jeśli umiesz rozpoznać jej głos…

Zwykle to, co rozbrzmiewa nam w głowie, to nie przebłysk intuicji, tylko nasze przekonania, uprzedzenia, schematy wyuczone w dzieciństwie, nawyki, instynkty albo lęk. A najczęściej mieszanka tego wszystkiego. Czasem na ich podstawie rzeczywiście możemy podjąć dobrą decyzję, a czasem… nie. Dobrym przykładem są statystyki dotyczące małżeństw. Okazuje się, że te aranżowane są na dłuższą metę szczęśliwsze niż te z miłości. Psychologowie z University of Rajasthan w Dżajpurze zbadali, że w dniu ślubu partnerzy z aranżowanych związków tylko trochę się lubią, ale już po 10 latach kochają się bardziej niż większość małżonków, którzy pobrali się z miłości. O co chodzi? Nie tylko o to, że miłość zdarza nam się pomylić z pożądaniem, ale też o to, że tzw. intuicja często podpowiada, by wybierać partnerów, którzy nie są dla nas dobrzy, ale przy których czujemy się bezpiecznie, bo odtwarzają nasze schematy z dzieciństwa. I rzuca córkę tyrana w ramiona przystojnego despoty…

7. Asertywność. „Jak być asertywnym” to często poszukiwana porada. Bądź asertywna, kiedy czujesz taką potrzebę!

Czyli naucz się elegancko odmawiać, gdy ktoś cię o coś prosi. Rada bardzo dobra, jeśli jesteś niezwykle miłą osobą, która zapomina o swoich potrzebach i większość czasu oraz energii poświęca na to, by inni byli szczęśliwi. Inni, czyli mąż, dzieci, rodzice, przyjaciółki, współpracownicy…

To bardzo zdrowe czasem stawiać granicę, i tę umiejętność trzeba koniecznie opanować. Ale zdrowo jest też być empatycznym. I niekiedy się poświęcić, wyjść ze swojej strefy komfortu, pokazać bliskiej osobie, że jesteś gotowa jej pomóc, gdy tego potrzebuje. W ten sposób budujemy, utrzymujemy i pogłębiamy relacje, a dobre relacje to jedna z tych rzeczy, które – jak pokazują liczne badania – są nam niezbędne do szczęścia, podnoszą poziom zadowolenia z życia, a także odporność na stres i choroby.