fbpx

Po co nam słodki drań

Po co nam słodki drań
Ada Kujawa

Uwodzą i znikają. Robią rzeczy, o jakich marzymy, a potem takie, których
nie akceptujemy. Czy szalejemy za nimi z powodu ich zalet, czy naszych kompleksów? Dlaczego niegrzeczni mężczyźni tak nam mieszają
w głowach – wyjaśnia terapeutka Katarzyna Miller.

– Niegrzeczni, czyli właściwie jacy?

– Przeróżni niegrzeczni nam się podobają. Na przykład tacy zadbani, co mają wypracowane ciało, pływają na desce, nurkują, czyli uprawiają jakiś sport, ale bardziej elegancki niż piłka nożna. Albo bogaci, którzy błysną złotą kartą kredytową i roleksem. Albo strasznie ważni, zajęci sprawami świata. Tylko że ci błyszczący męskimi klejnotami – dosłownie i w przenośni – to narcyzi, a więc faceci całkowicie niedostępni, którzy się tylko w kobietach przeglądają. Główną cechą niegrzecznego mężczyzny jest to, że bez przerwy się wymyka. Zaprosi gdzieś, zbałamuci, a za tydzień widzimy go z inną. Nie lubi zobowiązań. Mówi na przykład: „zadzwonię”, a nie dzwoni. Stwierdza: „wielkie wrażenie na mnie zrobiłaś” – i na miesiąc znika. A my zostajemy z tym wielkim wrażeniem i je sobie w samotności obrabiamy, żeby mieć pożywkę dla wyobraźni: „gdziekolwiek on jest, pewnie myśli o mnie, pamięta, pragnie”. Czyli kobieta swoją iluzją sama siebie dla niego uwiedzie…

– Mamy wielką wyobraźnię, jeśli chodzi o mężczyzn. Potrafimy dodać im zalet…

– Zwłaszcza te z nas, które są mocno neurotyczne, mają nieugruntowane poczucie własnej wartości i które nie są z siebie do końca zadowolone, choćby nie wiem jak były ładne, zdolne, bogate i ślicznie ubrane. One, niestety, wyznają zasadę amerykańskiego komika Groucho Marksa: „nie chcę należeć do klubu, który mnie przyjął na członka”. W przełożeniu na relacje damsko-męskie znaczy to tyle, że jeśli sobie samej się nie podobam, to uważam, że mężczyzna, który się na mnie złapał, musi być jakimś dupkiem, wybrakowanym towarem.

– Ale gdy jakiś niegrzeczny mężczyzna raz tylko na nią spojrzy…

– …wtedy ona, żeby go zdobyć, stanie na rzęsach! Bo jeśli jej się uda, udowodni sobie, że jednak jest coś warta. W takim myśleniu czai się jednak zasadzka, bo jeśli cel zostanie osiągnięty i do tego on będzie miły, czuły, kochający, ona zacznie myśleć, że to jednak jakiś dupek.

– A jeśli będzie ją zwodził?

– Obiecywał, opowiadał, mącił rozum? Będzie się czuła bosko, wyda jej się, że naprawdę żyje. Bo ona chce, żeby coś się działo: żeby się naczekać, namarzyć, żeby to, co ma, nie było zwyczajne, ot, takie byle jakie. Dlatego jeśli jakiś mężczyzna mówi jej, że przyjdzie – i przychodzi, a jeszcze daje bukiet róż i stwierdza, że ją kocha i chce się żenić, wtedy ona ma poczucie, że życie jest zwyczajne, pozbawione natchnienia i gorączki.

– Tak mówią singielki, które czekają na poryw serca równy sile tsunami.

– Jeśli ich rodzice się kłócili, nie lubili wzajemnie, nie spali ze sobą albo robili to rzadko i niechętnie – to one nie mogą marzyć o takiej miłości, jaką widziały w rodzinnym domu czy u sąsiadów. Wierzą w jej piękną, romantyczną wizję. Ten mit skazuje kobiety na uwodzicieli. Tylko oni potrafią mówić tak, jak sobie wymarzyły. Jeśli mężczyzna powie: „fajna jesteś, ładna, lubię cię, to – kurde – kto to jest? Taki szarak… Ale gdy taki niegrzeczny poleci w nocy na klomb miejski, gdy przeskoczy przez płot sąsiadów i narwie dla niej róż – to tak! A przecież on kradnie te róże dlatego, że go na nie nie stać albo mu żal dla niej forsy. Ale ona myśli, że chce ją oszołomić swoją niezwykłą zuchwałością, że jest niebanalny… I jest zachwycona, że ma taką wyobraźnię. W jego wyobraźni widzi siebie.

– Co to znaczy?

– Kobieta oddaje siebie w ręce mężczyzny, który ma ją upieścić, ukochać, zapewnić o swojej miłości i pożądaniu. Dopiero wtedy rozkwita. Widzi siebie w jego oczach jak na obrazie w bogatej ramie: jest piękna, obok kwitną lilie i księżyc unosi się nad rozlewiskiem, a do tego upojny dźwięk cykad. Jeśli są wtedy na Mazurach, to sobie myśli, że kiedyś będą w Wenecji. Jeśli są w Wenecji – myśli, że kiedyś zamieszkają w Paryżu. Tak czy siak zawsze marzy o czymś innym. Dzięki temu wszystko jest ciągle przed nią. Jest też pewna, że to on ma dążyć do tego, żeby było jej lepiej.

– Znam to nie tylko ze słyszenia…

– Przypomniała mi się pewna kobieta. Ciepła, życzliwa, naprawdę mądry człowiek. A do tego śliczna, zgrabna, zawodowo niezależna. Jakbym ja była facetem, to mieć taką kobietę na zawsze byłoby dla mnie cudem. Ale ona, z tą swoją niesłychaną dobrocią i naiwnością, najpierw cierpiała, że jeśli się już ktoś nią zainteresuje, to zawsze jest to jakiś nudziarz. A potem, jak już się nią zainteresował ktoś, kto jej się strasznie spodobał i kto wywiózł ją do tego wymarzonego Paryża – jakimś dziwnym trafem okazało się, że jest żonaty i ma dzieci. A że nie chciał zrobić swojej żonie krzywdy i jej porzucić…

– …więc złamał serce kochance. No, ale przynajmniej była w Paryżu.

– No tak i czegoś się na tym romansie nauczyła. Trzeba jednak było wydrzeć z jej serca wiarę w to, że on będzie jej partnerem. A to był ogromny koszt. Może jednak jest tak ogromny właśnie po to, żebyśmy zaczęły cenić zwyczajnych facetów?

– Nie uczymy się na błędach. Nieraz słyszałam od znajomych: „to miły facet, ale między nami nie ma prądu”. Mówią tak nawet te, które taki prąd wcześniej już nieźle pokopał.

– Właśnie. Albo łajdak, który krzywdzi, albo samotność, albo pozostaje wreszcie przejrzeć na oczy i zgodzić się na zwykłość. Ale wtedy też źle, bo zwykłości kobiety nigdy swojemu miłemu i dobremu facetowi nie wybaczą. Chyba że pójdą na psychoterapię. Sama też musiałam nauczyć się cenić pana Cześka, chłopaka z sąsiedztwa. Ale też już w liceum mówiłam, że lepszy Rysio Dębski w klasie niż Marlon Brando w Hollywood. Uważam to za przejaw swojej wielkiej mądrości.

– Może niegrzeczny mężczyzna jest świetnym kochankiem? I to jest ta tajemnica, o której nie wypada mówić?

– Za siódmym razem już nie jest świetnym kochankiem, bo się nudzi, potrzebuje nowych bodźców. Nowej uwiedzionej. Ale zanim do tego siódmego razu dojdzie, można się w nim zakochać po uszy. Nie wiemy, bo niby skąd mamy to wiedzieć, że zwyczajny, uczciwy i dobry mężczyzna dopiero po siódmym razie, kiedy nabierze śmiałości, może oczarować. W młodości byłam na tyle głupia, że skończyłam fajny związek, nim mój mężczyzna się rozkręcił. No ale też nikt (nawet on sam) mi nie powiedział, że warto chwilę poczekać.

– Czyli jeśli ten pierwszy czy drugi raz z niegrzecznym był ekscytujący, to potem już tylko czekamy, aż zadrży ziemia?

(…)

Więcej w Zwierciadle 07/2011