Jak ważna w życiu mężczyzny jest matka? Rozmowy Wojciecha Eichelbergera i Tomasza Jastruna

W określaniu relacji z rodzicami kluczową rolę odgrywa matka. Okazuje się jednak, że wydobycie ojca z cienia jest bardzo ważne. (fot. iStock)

Do moich pierwszych wspomnień należy groza burzy. Nadciągnęła nagle. Przegiąc jak armatni wystrzał otworzył drzwi balkonów z obu stron mieszkania. Wir powietrzny zdawał się wchłaniać kolejno pokoje, nie oszczędzając nikogo i niczego. Babcia w ostatniej chwili wciągnęła mnie do łazienki. Tam, przycupnięci za zatrzaśniętymi drzwiami, słyszeliśmy, jak rodzice walczą z żywiołem, jak jęczą i wzywają imię Matki Boskiej i Chrystusa, mocując się z bramami balkonów, by w końcu odnieść triumf nad kataklizmem – mówi Tomasz Jastrun.

Pamiętam też powagę mruczenia i ziewania rur, w których mieszkał hipopotam. Dla mnie dom był pełen zwierząt, które spały za dnia, a budziły się w nocy. Aby je przepłoszyć, kazałem wieczorem w przedpokoju zapalać światło. Przedtem była krótka modlitwa – babcia pilnowała, abym o niej nie zapomniał, jakby od tego zależało moje zbawienie. „Aniele Boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój, rano, we dnie, w nocy…” Ale przecież w nocy Anioł Stróż też szedł spać, zasypiał równie jak ja bezbronny. Wtedy z kątów mieszkania, ze szpar w drewnianej podłodze wychodziły zwierzęta. Rodzina niedźwiedzia gnieździła się w kącie przy oknie. Z niedźwiedziami potrafiłem się porozumieć, chociaż nie było łatwo. Robiłem dla nich słownik ludzko-niedźwiedzi – co noc wymyślałem w nim nowe słowa. Tym moim lingwistycznym wysiłkom towarzyszył szum zagłuszarek Wolnej Europy, płynął z gabinetu ojca, ale o wiele hałaśliwiej z sufitu. Tam, w mrokach nocy, walczył z radiem przygłuchy ojciec sąsiadki, zwany w naszym domu „głuszczem”. A jakie ty masz pierwsze wspomnienia z dzieciństwa?

Wojciech Eichelberger: Moje wspomnienie to morze, plaża. Jasna, prześwietlona słońcem, przyjazna przestrzeń, plusk malutkiej fali. Nie ma mamy, jest ciężko. To moje pierwsze kolonie, pierwsze tak długie rozstanie. Mam trzy lata. Starsi chłopcy powierzyli mi misję niesienia słoika ze złowionymi rybkami. Potykam się, wszystko się wylewa. Koledzy starają się być wyrozumiali, ale ja postanawiam solennie, że już nigdy nie będę niezdarą. Mam wiele wczesnych wspomnień, również tych związanych z matką, ale nie wiem, które jest najwcześniejsze.

Tomasz: Chyba go nie ma, jest nakładanie się obrazów.

Wojciech: Inny obraz: Jedziemy do krewnych w innym mieście. Późny wieczór, kuchnia, stół przykryty białą ceratą. Przede mną ogromna kromka chleba z marmoladą i kubek zbyt gorącego mleka. Mama mówi: „Muszę wyjść, syneczku, zostaniesz u cioci. Nie czekaj na mnie i szybko idź spać, już późno”. Coś przeczuwam i chcę koniecznie z nią iść. Drzwi zamykają się na klucz z drugiej strony. Ciocia mówi, że mama musiała wyjechać bardzo daleko i długo jej nie będzie. Płaczę, płaczę, płaczę.

Tomasz: Czy to rozumne zachowanie matki?

Wojciech: Najwyraźniej nie doceniła mojej intuicji i wrażliwości. Nie bolało to, że wyjechała, ale to, że nie powiedziała mi prawdy. Takie postępowanie wynikało z zaleceń popularnej wtedy również w Polsce czarnej, pruskiej pedagogiki. Nikt się wtedy nie zastanawiał nad potrzebami i godnością dziecka.

Tomasz: W Prusach ostre rygory i oszukiwanie doprowadziły do powstania hitleryzmu, Alice Miller bardzo przekonująco udowadnia to w swoich książkach. Jak wiele matki powinno być w życiu dziecka?

Wojciech: To co się przydarzyło Niemcom, raz jeszcze potwierdza tezę, że decyzje o losach świata w ogromnym stopniu zapadają w rodzinnych domach i dziecięcych pokojach. Wracając do twojego pytania – pierwszy rok życia powinien być pełen matki. Nie bez powodu ten okres w życiu dziecka nazywa się symbiotycznym. Nie mamy jeszcze poczucia bycia kimś osobnym od matki. Zauważ, jak znaczenia słów „osobno” i „osoba” w naszym języku dobrze się uzupełniają. „Osoba” to ktoś „osobny”. Dziecko nie jest osobną osobą nawet rok po urodzeniu. Robimy wielki błąd, gdy w tym okresie życia stawiamy mu jakieś zadania lub wymagania, na przykład kontrolowania uczucia głodu. Kosztem będzie napięcie, lęk i nieufność, które zapiszą się w świadomości i w ciele na długo. Im bardziej matka jest w tym okresie dostępna, tym lepiej. Kobiety w społecznościach plemiennych do dzisiaj jeszcze praktycznie nie rozstają się z dzieckiem przez pierwszy rok jego życia. To dzięki matkom coś bardzo ważnego instaluje się wówczas w naszych sercach i umysłach. W tym okresie ojciec lub babcia mogą być najwyżej dalece niewystarczającym substytutem matki.

Tomasz: Zagnieżdża się w nas poczucie bezpieczeństwa lub jego braku. Kiedy miałem pół roku, mama wyjechała na dwa tygodnie z ojcem, a ja zostałem z babcią. Intuicyjnie czuję, że to mnie skaleczyło. Potem takie wyjazdu często się powtarzały, a ja czytam w listach mego ojca do brata, babcia była dobra, ale nienormalnie nerwowa.

Bez zrozumienia swego dzieciństwa trudno jest zrozumieć siebie w dorosłym życiu. (fot. iStock)

Wojciech: To prawda. W ciągu pierwszego roku nabieramy podstawowego poczucia bezpieczeństwa. Lepiej nie zostawiać wtedy dziecka na dłużej, nawet z babcią.

Tomasz: Czy warto próbować dowiedzieć się, co działo się w naszym dzieciństwie? Nawet tego, czego z niego nie pamiętamy?

Wojciech: Bez zrozumienia swego dzieciństwa trudno jest zrozumieć własne życie. W tym kontekście może się okazać ważne, czy jako dziecko byliśmy karmieni piersią i jak długo, kiedy mama poszła do pracy, czy byliśmy oddawani do żłobka lub na dłuższy czas podrzucani do dziadków. Na ogół nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie pierwszych dwóch lat swego życia, dlatego o tym, co się wtedy działo, możemy, z pewnym przybliżeniem, dowiedzieć się tylko od rodziców i opiekunów. Cudem przechowały się matczyne notatki z moich pierwszych miesięcy życia. Dzięki temu wiem, że początkowo karmiono mnie w określonych godzinach, a nie na żądanie. Powszechny wówczas błąd. Ryczałem godzinami, więc podejrzewano mnie o różne choroby albo zły charakter, aż w końcu wpadli na to, że byłem zwyczajnie głodny. Dzieci w tym wieku powinny jeść wtedy, kiedy potrzebują, są bowiem nadal w podobnym stanie jak w czasie pobytu w macicy. A tam, jak wiadomo, nie ma żadnej zwłoki w dostawie jedzenia.

Tomasz: Czy obecnie nie idziemy czasami za daleko w drugą stronę? Dziecko już nie takie małe, a dom i rodzice upodabniają się do macicy i brzucha i wszystko jest zawsze wedle woli dziecka.

Wojciech: Kiedyś matki karmiły piersią jak najkrócej lub wcale, wygodniej było podać butelkę. Teraz po wieloletniej kampanii zachęcającej do karmienia piersią wiele matek przesadza w drugą stronę i karmi piersią latami. Wydaje im się w dodatku, że im dłużej karmią piersią, tym lepiej to świadczy o nich jak o matkach. A to może być bardzo niedobre dla rozwoju psychicznego dziecka. Już bowiem od początku drugiego roku życia dziecko staje się pomału osobną osobą i nie powinno nadal traktować matki tak, jakby była tym samym ciałem. Pozwalając mu na to, uczymy je przedmiotowego traktowania i zawłaszczania innych osób. Matka, która w porę odmawia piersi dziecku, daje mu więc pierwszą, niezwykle ważną lekcję relacji między osobami – lekcję szacunku wobec drugiego człowieka. Niewątpliwie większość dzieci w Polsce, szczególnie chłopców, jest nadmiernie ubóstwiana – w dosłownym znaczeniu tego słowa. To jeden ze skutków naszej trudnej historii, w której płodzenie i wychowywanie nowych Polaków było wyrazem patriotyzmu, a jednocześnie jedynym zabezpieczeniem na starość.

Tomasz: Postępuje produkcja narcyzów i aż strach pomyśleć, co wyrośnie ze współczesnych dzieci z dobrych domów, a coraz więcej domów jest „dobrych”. Narcyzm jest okrutnie karany – świat nie jest tak urządzony, aby był nam zawsze posłuszny. Ale sam poród też jest ważny, pierwsze minuty, godziny?

Wojciech: Wiele wskazuje na to, że ważne są także przeżycia matki z okresu ciąży.

Tomasz: Dla mnie to źle. Matka gorzko wspomina ten czas, ojciec jej ciążę traktował jako nieszczęście, nie chciał mieć dziecka. Jednak gdy się urodziłem, kiedy mnie zobaczył, wszystko mu się odmieniło. I tyle pięknych wierszy o mnie napisał… Ty też dostałeś ogromny zastrzyk niepokoju przed progiem życia. Matka z Tobą w brzuchu szła przez okrutną wojnę.

Wojciech: Nie zdołałem dotrzeć do tych wspomnień. Uchroniło mnie to, że nie byłem jeszcze osobą. Dotarłem natomiast do żalu i rozpaczy związanych z utratą ojca. Nie ma wątpliwości, że wojna rani i naznacza negatywnie następne pokolenia. Na szczęście nie mam osobistych wspomnień z okresu wojny, ale widziałem, jak ucierpiał starszy brat, jak ucierpieli starsi kuzyni i koledzy.

Tomasz: Moje pokolenie przyszło na świat kilka lat po wojnie, ale my też dostaliśmy wiele niepokoju. Bawiliśmy się wśród ruin, nad miastem unosił się zapach śmierci, ale była też radość odbudowy.

Wojciech: Trudne życiowe sytuacje, o ile tylko nie są zbyt trudne, mogą nas wzmacniać. Zgodnie z zasadą – co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Tomasz: To samo doświadczenie, które Ciebie wzmocniło, kogoś innego mogło złamać. Dzieci mają różny próg wrażliwości, na dodatek jest on w różnych miejscach, dlatego wychowując, nie da się uniknąć błędów. Moja mama też uwierzyła w czarną pedagogikę – że chłopca trzeba hartować. Kiedy płakałem w nocy, wystawiła mnie do kuchni. Płacz miał być dobry na hartowanie płuc, a ona mogła się wyspać. To było też dla niej wygodne – nie miała siły, ale miała usprawiedliwienie od lekarki. A to była, teraz widzę, jadowita idiotka – uczyła matkę, że chłopca nie powinno się brać na ręce. Babcia, ktora się mną w dużej mierze opiekowała, na szczęście nie respektowała tych mądrości. Mama niedawno wspominała, jak nakryła babcię na tym, że wzięła mnie do łóżka, kiedy się bałem. Mama mnie ze swojego łóżka wyrzucała. Do dzisiaj nie mogę jej tego wybaczyć. Za to babcia miała inne słabości i nawyki rodem z XIX wieku, na przykład: zdrowe dziecko – to grube dziecko… Nie było lekko. Inna sprawa, że czasami kultywujemy pamięć błędów i przewin naszych rodziców, by mieć usprawiedliwienie własnych wobec nich zaniedbań, gdy rodzice stają się nieporadnymi dziećmi.

Wojciech: Opuszczenie w płaczu – w czasie terapii ludzie często przypominają sobie podobne sytuacje i towarzyszące im uczucie opuszczenia, samotności i bezradności. Z drugiej strony, paradoksalnie, Ty i ja jesteśmy przykładami nadmiaru matki jako podstawowego źródła oparcia. W tym być może przejawia się ważny aspekt naszego narodowego dziedzictwa. Od wieków prawie w każdym pokoleniu polscy ojcowie wyruszali na kolejne powstanie lub wojnę i najczęściej już nie wracali. Ginęli lub poświęcali się całkowicie odbudowie kraju po kolejnej katastrofie, tworzyli nowy porządek bądź oddawali się bez reszty jakiejś pasji czy uzależnieniu, na przykład jak twój ojciec siedzieli przykuci do jakiegoś biurka. A niezłomne Matki Polki tkwiły w tym czasie przy kołyskach i kuchniach i wychowywały synów na kolejne pokolenie kamieni, nadających się na jakiś kolejny szaniec.

Tomasz: Matki Polki i wspomagające je Babki Polki… Jestem pewien, że w mojej pamięci dzieciństwa jest o wiele więcej matki niż ojca. To może być złudne, bo czuję że ten ukryty ojciec jest bardzo istotny. Również dlatego, że tak mało go widać.

Wojciech: Mam wrażenie, że w większości polskich życiorysów problem z rodzicami to najczęściej problem z matką. Jednak, jak trafnie zauważyłeś, często jest to kamuflaż pozostającego w tle problemu z ojcem. Często się słyszy: „Ojciec? Właściwie go nie znam”. Potem się okazuje, że wydobycie ojca z cienia jest bardzo ważne. Synowie bywają przez matki zawłaszczani i odsuwani od ojców. Przez wieki polskich ojców nie było w domu, więc zarówno polskim kobietom, jak i mężczyznom brakuje wzorca, doświadczenie i instrukcji obsługi sytuacji pełnej zasiedziałej rodziny. Szczególnie kobiety nie za bardzo wiedzą, co zrobić z wracającym codziennie wieczorem do domu facetem i wiele z nich traktuje mężczyzn jak trutniów. Z tego samego powodu większość polskich mężczyzn też kiepsko radzi sobie z przedłużającymi się okresami pokoju, z systematyczną pracą, codziennymi powrotami do domu i skrycie tęskni za jakimś strasznym wrogiem, z którym można by powalczyć o Ojczyznę. Być może dlatego najczęściej z cienia naszej podświadomości wyłaniają się albo ojcowie nieobecni, albo smutni, zmęczeni i nijacy, albo sfrustrowani, wściekli i nieobliczalni. Normalnych brak.

Tomasz: Były jeszcze kiedyś babcie, które teraz są w zaniku. One są już z innej epoki wychowawczej, przeważnie znerwicowane po ciężkim życiu i przestraszone. Ale bez babci nie można było sobie dać rady. Instytucja babci kończy się chyba na naszych oczach, na dobre i na złe.

 

(…)

 

Więcej w książce „Męskie pół świata” Wojciecha Eichelbergera i Tomasza Jastruna, wydawnictwo Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym