Osobowość borderline – pierwsze objawy

Borderline nie jest chorobą. Jest to zaburzenie osobowości, które wpływa na kondycję psychiczną człowieka i jego możliwości adekwatnego funkcjonowania w codziennej rzeczywistości. (fot. iStock)

Wyjechać gdzieś z dnia na dzień i zmienić wszystko. Albo z nowo poznaną osobą przegadać całą noc, śmiać się, tańczyć do upadłego i wpadać na milion nowych pomysłów na biznes… To bywa kuszące i podnieca, jednak koszty emocjonalne często są ogromne – mówi dr Anna Klatkiewicz, która pracuje z osobami borderline. Bo po epizodzie manii przychodzi zwykle depresja.

Czy można samodzielnie zdiagnozować u siebie lub o osoby zaburzenie osobowości borderline?

Choć objawy osobowości borderline są bardzo charakterystyczne, to jednak diagnoza tego zaburzenia nie jest prosta, nawet dla specjalistów. Często u pacjentów występują tak zwane współdiagnozy, najczęściej epizodu depresyjnego, psychotycznego, stanów lękowych i uzależnienia. Dlatego diagnozę lepiej zostawić psychiatrom i psychoterapeutom.

Jakie objawy powinny budzić niepokój?

Na pewno objawy borderline mogą być związane z byciem osobą porzuconą. Niemożność wytrzymania, gdy partner wyjeżdża w delegację. Do tego dochodzą intensywne, ale nietrwałe związki z innymi ludźmi, idealizowanie na zmianę z dewaluowaniem siebie bądź drugiej osoby, impulsywne zachowania – jak nawiązywanie przypadkowych relacji seksualnych, korzystanie z substancji psychoaktywnych, wydawanie pieniędzy, szybka jazda samochodem, ale też skargi na poczucie pustki, chwiejność emocjonalna, wybuchy gniewu, brak kontroli, niestabilny obraz samego siebie i poczucia własnej wartości, samookaleczenia, groźby i próby samobójcze… Często słyszę od osób uczestniczących w terapii, że kiedy na podstawie szeregu objawów stawiam im diagnozę, odczuwają ulgę. Tłumaczą: „w końcu ma to jakąś nazwę, co oznacza, że nie tylko ja tak mam”.

Kto najczęściej choruje na borderline i dlaczego?

Na początku trzeba zaznaczyć, że borderline nie jest chorobą (podkreśla to amerykańska klasyfikacja DSMV). Jest to zaburzenie osobowości, które wpływa na kondycję psychiczną człowieka i jego możliwości adekwatnego funkcjonowania w codziennej rzeczywistości. W pracy terapeutycznej z osobą z tym zaburzeniem trzeba wyodrębnić zdrowe aspekty osobowości i je wzmacniać, gdyż ich siła często stanowi o skuteczności terapii. Kiedyś uważano, że zaburzenie to dotyczy głównie kobiet. Dzisiejsze statystyki wskazują, że u obu płci osobowość borderline występuje w podobnej skali (u kobiet – 6,2% wśród całej populacji, u mężczyzn – 5,6%).

Czy można wskazać konkretną przyczynę tego zaburzenia?

Zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy najczęstszymi przyczynami są zaniedbania z wczesnego dzieciństwa, niezaangażowanie ze strony rodziców, przemoc fizyczna i psychiczna, często molestowanie seksualne bądź inne traumatyczne zdarzenia w tym okresie życia. Osoby borderline często jako dzieci były porzucone, doznawały rozłąki lub utraty bliskich, co w ich dorosłym życiu przekłada się na ogromny lęk przed byciem porzuconym przez partnera. Mają trudności w adekwatnym odczytywaniu motywacji zachowań swoich i bliskich. Postrzegają siebie i ich jako albo całkowicie dobrych, albo całkowicie złych. Wykazują też dużą nieufność wobec świata i otoczenia.

Życie osób z syndromem borderline sprawia wrażenie ekscytującego… Jaka jest rzeczywistość?

Z zewnątrz ich życie może sprawiać wrażenie pełnego pasji, jednak w gabinecie najczęściej słyszę o ogromnym bólu emocjonalnym, pustce i lęku. Pasja jest tylko na chwilę, uniesienia szybko mijają i przechodzą w tęsknotę i lęk, które są tak trudne do wytrzymania dla osób z tym zaburzeniem, że szybko poszukują następnej „miłości” – ekscytacji, używki, seksu, żeby choć na chwilę zagłuszyć to, co tak trudno wytrzymać. Często tną się, przypalają lub okaleczają w inny sposób, żeby nie czuć bólu emocjonalnego.

Te osoby nie są szczęśliwe, nie umieją prawdziwie cieszyć się życiem. Aby żyć swoim życiem, trzeba wiedzieć, kim się jest, co się lubi, adekwatnie odczytywać i zaspokajać swoje potrzeby, ufać sobie i światu. A oni uczą się tego latami podczas psychoterapii. Statystyki są bezlitosne – pokazują, że 3-10 proc. osób z tym zaburzeniem popełnia samobójstwo. Często myśl o samobójstwie stanowi dla nich zakończenie bólu emocjonalnego. Wielu osobom z tej grupy nie zależy tak naprawdę na sobie i na swoim życiu.

Podobno osobowości chwiejne emocjonalnie typu borderline wyjątkowo niechętnie korzystają z psychoterapii i leków. Dlaczego?

One są impulsywne, niestabilne emocjonalnie i tworzą niestałe relacje. To wszystko dzieje się również w psychoterapii tych osób. Najpierw idealizują psychoterapeutę jako tego, który im pomoże, który w końcu ich rozumie, jednak równie szybko go dewaluują. Są impulsywne, więc trudno im przyjść na spotkanie i powiedzieć, „było mi przykro”, „zezłościłem się”. Ci pacjenci odreagowują w działaniu, wyjdą trzaskając drzwiami i nie wrócą lub wrócą za pół roku. Często trafiają na oddziały szpitalne, gdyż podejmują próby samobójcze lub nimi grożą, a potem zwykle zmieniają psychoterapeutę. Już samo zbudowanie zaufania w relacji terapeutycznej z pacjentem z tym zaburzeniem jest ogromnym sukcesem.

Charakterystyczne dla tego zaburzenia są epizody depresji występujące na zmianę z epizodami manii, czyli podwyższonego nastroju. Takie bycie w manii może być bardzo kuszące…

No właśnie, gdy moi pacjenci są w stanie depresyjnym, potrzebują pomocy, natomiast gdy nastrój im się podwyższa – czują, że poradzą sobie sami, wracają do używek, łączą leki z substancjami psychoaktywnymi, tracą kontrolę i nie przychodzą na spotkanie. Stan manii może być kuszący, ale tylko gdy jest się w manii, bo wówczas wydaje się, że można wszystko. To wtedy powstają, jak mówią moi pacjenci, „najlepsze pomysły na biznes”. Niestety, gdy stan ten mija, pomysły nie wyglądają już tak fantastycznie, a często zostają ich trudne konsekwencje, jak długi.

Naprzemienne mania i depresja są też charakterystyczne dla choroby dwubiegunowej. jak odróżnić te dwa schorzenia?

Po pierwsze, zaburzenie osobowości borderline (BPD) jak już mówiłam, nie jest chorobą, a choroba afektywna dwubiegunowa (CHAD) zaliczana jest do chorób przewlekłych. Jednak wiele objawów się pokrywa, a oba problemy mogą występować u jednej osoby. Dla BPD charakterystyczne są: zaburzony obraz własnego siebie (self), niestałość w relacjach z innymi, większa niż w CHAD impulsywność, większa liczba prób samobójczych, częstsze zmiany nastroju. Natomiast dla CHAD charakterystyczne jest występowanie przypadków dwubiegunowości w rodzinie i więcej samobójstw dokonanych.

Czy można żyć z borderline bez ranienia siebie i bliskich?

To nie jest łatwe. Wymaga długotrwałej i intensywnej psychoterapii, czasem stosowania okresowo leków. Bliscy osób z tym zaburzeniem powinni również korzystać ze wsparcia oraz psychoedukacji. Uczyć się stawiać im granice, wzmacniać własną asertywność, dbać o siebie i o swoje poczucie wartości, aby nie ulegać szantażom i manipulacjom, by zachować własną stabilność. Ale też pielęgnować swoje pasje, podtrzymywać relacje z przyjaciółmi i znajomymi, nawet w obliczu ataków zazdrości i obaw przed byciem porzuconym.

Co jest najskuteczniejsze w leczeniu objawów borderline?

Za najskuteczniejszą uważa się terapię psychoanalityczną, terapię skoncentrowaną na przeniesieniu (Kernberga) oraz terapię dialektyczno-behawioralną (Linehan). Trzeba pamiętać, że dla tych osób jest to bardzo trudny i długotrwały proces. Jeśli osoba z zaburzeniem jest w stałym związku, warto aby jej partner również korzystał z pomocy psychoterapeutycznej albo z psychoedukacji i uczył się, jak reagować w różnych sytuacjach, szczególnie podczas kłótni czy groźby samobójstwa. Potrzebna jest uważność na szybkie zmiany nastroju pacjenta, rozpoznawanie jednocześnie uaktywniających się różnych części osobowości i pokazywanie ich osobie z zaburzeniem. Do tego dochodzi uczenie się radzenia sobie z emocjami, stresem, trudnymi sytuacjami w inny sposób niż używki czy autoagresja. Czyli wzmacnianie samokontroli. Ktoś bliski, kto wspiera osobę z tym zaburzeniem i kibicuje jej w wytrwaniu w procesie psychoterapii, jest ogromnym darem. Należy jednak pamiętać, aby wsparcie miało swoje granice, aby dbać o siebie. Dotyczy to także psychoterapeutów pracujących z tymi osobami – to ogromnie wymagające i wyczerpujące spotkania.

Życie na granicy, że nawiążę do nazwy zaburzenia, bywa kuszące…

Zależy dla kogo, bo każdy ma inne potrzeby. Jedni potrzebują nutki ryzyka i bez niej mają wrażenie, że się nudzą, bo nic się nie dzieje, a inni wręcz przeciwnie – boją się ryzykować, potrzebują stabilizacji i wyciszenia. Czasami balansowanie na granicy daje pozór korzystania z życia, podnieca, a to jest kuszące, na przykład z dnia na dzień wyjechać, zmienić miejsce do życia, zrobić coś innego. Jednak koszty emocjonalne często są ogromne. Dzisiaj nowo poznana osoba wydaje się tą drugą połówką, najfantastyczniejszym człowiekiem, który nas rozumie, z którym do rana można rozmawiać i nie czuć upływu czasu, ale nazajutrz okazuje się, że to była chwila, a zdradzony stały partner może z tego powodu już się pakować.

Czy to oznacza, że ekscytacja, robienie czegoś nowego albo innego jest złe? Nie! Po prostu trzeba znaleźć własną granicę, przy której nasza potrzeba nowości, czegoś podniecającego i ekscytującego jest w odpowiedniej równowadze z potrzebą stabilności i bezpieczeństwa. nawet dla tej samej osoby w różnych momentach życia ta granica może się zmieniać. I to jest w porządku, po prostu warto być uważnym na siebie, na własne potrzeby i wartości, nie zapominając o nieprzekraczaniu granic bliskich nam osób.

 

Dr n. med. Anna Klatkiewicz – psychoterapeutka, psycholożka, trenerka, coach, wykładowczyni. Prowadzi psychoterapię indywidualną, par i rodzin. Praktykuje również Clean Coaching, towarzysząc ludziom w zmianach życiowych. Pracuje w zespole Strefy Poznania w Poznaniu, więcej na www.anos.com.pl