Jaką ranę skrywasz?

fot. iStock

Każdy z nas nosi w sobie rany z dzieciństwa. Zwykle nie chcemy się nimi zajmować, przykrywamy maskami. Zdaniem kanadyjskiej terapeutki Lise Bourbeau życie krok po kroku prowadzi nas do bolesnych konfrontacji, zachęca do zaleczenia bolących miejsc. I pokochania siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę.

Według Lise Bourbeau najbardziej bolesnych zranień jest pięć. Mogłoby się wydawać, że niewiele. Ale autorka zapewnia, że koncentrują się w nich wszystkie ludzkie cierpienia. Rany ujawniają się w określonym przedziale wiekowym i w relacji z jednym z rodziców. Ból jest silny, więc szukamy remedium. Staje się nim maska – swego rodzaju tożsamość, do której odwołujemy się, gdy czujemy zagrożenie. Zdaniem Bourbeau maska wpływa na nasz sposób myślenia, mówienia, chodzenia, siedzenia, oddychania czy tańczenia. Na to, na jakie choroby zapadamy, a nawet jaki wybieramy samochód.

W książce „Bądź sobą. Wylecz swoje 5 ran” (wyd. KOS) terapeutka wylicza rany i odpowiadające im maski-tożsamości (w kolejności, w jakiej się pojawiają): rana odrzucenia prowadzi do zakładania maski uciekającego, rana porzucenia rodzi zależnego, upokorzenie – masochistę, zdrada – kontrolującego, niesprawiedliwość – surowego. Rzadko cierpimy z powodu wszystkich pięciu ran – zwykle jedna z nich jest dominująca. Upraszczając, można przyjąć zasadę: im głębsza rana, tym boleśniej ją odczuwasz i tym częściej zakładasz stosowną maskę.

Odrzucenie

Bardzo głęboka rana manifestuje się wcześnie, często jeszcze przed narodzinami – na przykład kiedy dziecko czuje się niechciane albo jego płeć nie jest akceptowana. Dotknięte odrzuceniem, przywdziewa maskę uciekającego. Według Lise Bourbeau maski można rozpoznać przede wszystkim po fizjonomii. Ciało uciekającego jest nieduże, spięte – niezbyt widoczne i zajmujące niewiele miejsca. Sprawia wrażenie fragmentarycznego, niekompletnego, pozbawionego harmonii. Uciekający ma zwykle małe oczy, podkrążone i jakby nieobecne, przepełnione strachem. Niewykluczone, że kruchość takiej osoby w dzieciństwie wywoływała u matki odruchy nadopiekuńcze, więc miłość uciekającemu kojarzy się z opresją i skłania do wycofania się.

Uciekający woli nie przywiązywać się do rzeczy materialnych (utrudniają ucieczkę!), pociąga go natomiast wszystko, co ma związek z intelektem. Oderwanie od materialnego aspektu życia przekłada się na problemy w sferze seksualnej. Lubi samotność. Jeśli dostanie dużo uwagi, budzi to w nim dyskomfort. Ma niewielu przyjaciół, czasem odnosi wrażenie, że jest niewidzialny. Izolując się, pogłębia to poczucie i przeżywa jeszcze więcej odrzucenia. Ponieważ zabiera głos głównie po to, by się dowartościować, może być odbierany jako zarozumiały.

Uciekający lubi odpływać myślami w świat fantazji (sprzyja temu siadanie tak, by stopy nie miały stabilnego podparcia). Z powodu dużego zranienia łatwo przechodzi od miłości do nienawiści. Wciąż wątpi w siebie, w swoją wartość. Szuka perfekcji. W jego słowniku królują takie słowa, jak „niedobry”, „marny”, „kiepski” (obok „znikać” i „nie istnieje”). Nie chce zająć za dużo przestrzeni, czasu, przeszkodzić. Nie lubi prosić, „zawracać głowy”. Boi się odmowy, którą uważa za formę odrzucenia.

Lise Bourbeau analizuje też sposób odżywiania, charakterystyczny dla poszczególnych masek. W przypadku uciekającego są to małe porcje i częsta utrata apetytu (pod wpływem strachu albo silnych emocji), podatność na anoreksję, czasem też objadanie się i sięganie po używki czy słodycze. Warto podkreślić, że – w zależności od głębokości rany – opisane cechy czy zachowania mogą występować w różnym natężeniu. I jeszcze jedno: jeśli uda nam się spojrzeć poza ból odczuwany w związku z naszą raną, zobaczymy, że to, co tak boli i czego się boimy, robimy sami sobie (i innym). W wypadku rany odrzucenia chodzi o rozpoznanie, że odrzucamy samych siebie. Napotkani ludzie robią wszystko, żeby nam to pokazać.

Porzucenie

Porzucenie oznacza oddalenie się od kogoś dla innych spraw lub dla kogoś innego” – pisze Lise Bourbeau. Dziecko przeżywa je na przykład, kiedy traci nagle uwagę matki (zajętej noworodkiem czy oddanej pracy) albo gdy rodzice zostawiają je u krewnych czy, choćby na krótko, w szpitalu. Ta rana tworzy się między pierwszym a trzecim rokiem życia. Skrywa ją maska zależnego.

Sylwetka zależnego jest szczupła, przygarbiona (jakby ciało nie było w stanie utrzymać się w pionie). Oczy duże, smutne, przeszywające. Ramiona długie, zwisające. Niektóre części ciała wydają się zwiotczałe. Zależny to typ ofiary – kłopoty (również zdrowotne) to jego sposób na przyciągnięcie uwagi innych, której bardzo potrzebuje. Ma skłonność do dramatyzowania, częstego płaczu, odczuwania głębokiego smutku. Ale też do „ratowania” innych – w ten sposób próbuje zyskać ich przychylność. Najbardziej ze wszystkiego boi się samotności. Już same słowa „porzucenie”, „zostawić”, „opuścić” („muszę lecieć, zostawiam cię”) wywołują w nim niepokój. Wciąż szuka wsparcia, prosi o pomoc przy podjęciu decyzji, choć rzadko korzysta z uzyskanych porad.

Zależny nie zdaje sobie sprawy, jak często to on opuszcza siebie i innych, wycofując się z różnych sytuacji z lęku, że im nie sprosta. Na przykład gdy jego relacje stają się bardziej intensywne, robi wszystko, żeby je zakończyć. W związkach łatwo wpada w uzależnienie emocjonalne i fizyczne od ukochanej osoby. Wciąż chce przytulać partnera, trzymać go za rękę, dotykać. Również gdy stoi, często opiera się o coś, chwyta poręczy. Ze względu na silną potrzebę kontaktu, uwielbia seks, ale rzadko czuje się nim usatysfakcjonowany. Może dużo jeść i nie tyć, zdarza mu się popadać w bulimię i nadużywać słowa „pożerać”.

Upokorzenie

Podobnie jak przy porzuceniu, ta rana budzi się między pierwszym a trzecim rokiem życia – kiedy dziecko uczy się jeść, zachowywać czystość, mówić, słuchać. I kiedy czuje, że rodzic się go wstydzi (bo jest brudne, nie zdążyło do toalety, interesuje się swoimi częściami intymnymi, „przegrywa” w konfrontacji z innymi dziećmi). Taki mały człowiek zakłada maskę masochisty. Nieświadomie chce doświadczyć wstydu i cierpienia, zanim zostanie upokorzony przez innych. Odczuwa głęboki wstyd, również z powodu nadmiaru ciała. Zwykle ma też krótką talię, napięte szczęki, szyję i miednicę, okrągłą twarz i szeroko otwarte oczy. Tę ranę najłatwiej jest rozpoznać – podkreśla
Bourbeau (chyba że masochista skutecznie kontroluje wagę).

Masochista czuje odrazę do siebie i innych. Przyciąga ludzi i sytuacje, które go upokarzają. Ma skłonność do karania siebie. Jest wrażliwy, łatwo go dotknąć. Czuje się też odpowiedzialny za samopoczucie innych, często wchodzi w rolę pośrednika (albo kozła ofiarnego). Odcina się od własnych potrzeb. Stara się być pożyteczny i pożądany – na przykład zabawiając towarzystwo żartami na własny temat. To jego podświadomy sposób na upokarzanie się. Umniejsza się, często zresztą używa słów „mały” albo „być godnym/niegodnym”. Ma drobne pismo, stawia małe kroki, lubi niewielkie przedmioty. Bardzo ważna jest dla niego wolność. Umie cieszyć się życiem, choć popadając w przesadę (jedzenie, picie, seks), odczuwa upokorzenie. Wolność jest też jego największym lękiem. Dąży więc do niej, a jednocześnie sabotuje te dążenia. Nic dziwnego, że w jego ciele jest tyle zablokowanej energii.

Chociaż ważny jest dla niego wygląd i strój, często ubiera się w obcisłe rzeczy, które uwydatniają krągłości. Jest zmysłowy, pociąga go seks, ale (z powodu wstydu) może przyciągać sytuacje związane z wykorzystaniem. Lubi tłuste potrawy, słodycze. Je dużo, choć zazwyczaj (znów wstyd!) preferuje małe porcje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »