fbpx

Psychodrama w psychoterapii – sposób na pracę z demonami przeszłości

Psychodrama w psychoterapii - sposób na pracę z demonami przeszłości
Człowiek nadużywany w dzieciństwie w dorosłym życiu ma trudności ze zrozumieniem i doświadczeniem miłości, która została pomieszana z nienawiścią. (fot. iStock)

Psychodrama w psychoterapii to parateatralna metoda pracy z traumami, konfliktami wewnętrznymi i niewyrażonymi emocjami. Podczas psychodramy stwarza się wymyśloną przestrzeń i pozwala uczestnikom wcielić się w role, jakie wybiorą. Psychoterapeuta Piotr Sarnowski pracuje psychodramą z ofiarami nadużyć seksualnych.

Danusia wybrała z kilku osób grupy psychoterapeutycznej mężczyznę, który miał zagrać jej ojca. Od psychoterapeuty dostała plastikowy kijek. Nie sposób takim zrobić krzywdy. A „ojciec” dużą poduszkę. Prowadzący grupę powiedział, żeby Danusia wyraziła złość do ojca, uderzając w poduszkę sto razy. Przypomniał, że to tylko drama, bo obawiał się, że kobieta wpadnie w spazmy. Proces terapii wymagał jednak wyrażenia tego uczucia, od którego odcięła się bardzo dawno. Miało jej to dać siłę konieczną do wyzdrowienia i wyzwolenia się z roli ofiary przemocy.

W sali panowała absolutna cisza. Danusia stała i patrzyła na „ojca”, zupełnie bezsilna. Po kilkunastu minutach, kiedy wydawało się, że już się jej nie uda, wyciągnęła rękę, upewniając się, że „ojciec” nie może jej łatwo dosięgnąć i – uderzyła.

– Raz! – zaczęła liczyć za nią grupa. Danusia uderzyła kolejny i kolejny raz…

– Sześć…! – co byś chciała powiedzieć ojcu? – zapytał psychoterapeuta.

– Że jest kawał chama…! – złość na ojca eksplodowała. Uderzenia nasiliły się: – Zrobiłeś mi to! I to… – Danusia wykrzyczała wszystkie krzywdy. Grupa liczyła: – 95! 96!… 100! Danusia opuściła patyk i zaczęła płakać. Terapeuta zapytał: – Czy to już wszystko? Jesteś pewna?

Uczestnicy dramy usiedliśmy w kręgu. Terapeuta zapytał Danusię, jak się czuła w tej roli. – Na początku byłam jak sparaliżowana. A potem, przyszła ogromna ulga – przyznała. – Teraz czuję w sobie siłę, żeby się wreszcie od tego uwolnić.

Danusia po pół roku terapii ujawniła, że jako dziecko była świadkiem, jak ojciec wykorzystywał seksualnie jej starszą siostrę. A potem, kiedy siostra się wyprowadziła, zaczął wykorzystywać także ją. Dopiero jednak tego dnia powiedziała wszystko: że choć nie mieszka już z ojcem, ma męża, dom, dziecko, to nadal, kiedy ojciec sobie tego życzy, współżyje z nim. Cisza świadczyła o tym, jak mocno jej historia wszystkich poruszyła. Ktoś zapytał, czy mąż wie. Kobieta zaprzeczyła. Mąż nie był dla niej wsparciem, ale kolejnym katem.

– Charakterystyczne dla ofiar kazirodztwa jest to, że szukają partnerów, którzy będą im okazywali uczucie w podobny sposób, jak rodzice – tłumaczy terapeuta Piotr Sarnowski. – Mąż Danusi, kompulsywny seksoholik, zmuszał ją do współżycia dwa razy dziennie. Wykorzystywał i karał.

Człowiek nadużywany seksualnie w dzieciństwie – w dorosłym życiu ma trudności ze zrozumieniem i doświadczeniem miłości, która została pomieszana z nienawiścią. Dziecko kazirodczo skrzywdzone tworzy sobie w głowie złudzenie dobrego rodzica, ma nadzieję, że jest zupełnie inaczej niż widzi i czuje. A więc zaprzecza swoim uczuciom, cierpieniu i ocenom. Wyobraża sobie, że to tylko taka zabawa i tak naprawdę rodzic je kocha. Uczy się więc kochać tego, kogo tak naprawdę boi się, komu nie ufa i kto je krzywdzi. Jego rozwój emocjonalny, poznawczy i tożsamościowy zostaje zaburzony. W rodzinach dotkniętych patologią zawsze panuje zmowa milczenia. Wszyscy udają, że nic się nie stało. Dlatego w procesie terapii ważne jest nazwanie krzywdy oraz jej ocena moralna.

Danusia kilka tygodni później znalazła w sobie siłę, aby wreszcie powiedzieć ojcu, żeby nigdy więcej nie próbował jej wykorzystać, bo wezwie policje i że to, co robił jej i siostrze, było złe, że bardzo je skrzywdził. Psychodrama dała Danusi dość siły, by wyprowadzić się od męża i przenieść do siostry, która też już była w terapii.

Niebieska linia w domu

Iwona stanęła na środku sali, obok terapeuty. Trzymała się za gardło. Nie mogła wydusić z siebie słowa. – Będę ci zadawał pytania – powiedziałem terapeuta. Kobieta kiwnęła głową i zaczęła płakać. – Co czujesz w ciele? Kobieta pokazała, że się dusi i nie może mówić. – Czy on cię dusił? Przytaknęła. – Czy cię gwałcił? Znów kiwnęła głową. – Czy to długo trwało? Kiwniecie głową… i po rozpaczliwym szlochu, który targnął jej całym ciałem, Iwona zaczęła krzyczeć, że to dzieje się od wielu lat. Mąż przychodzi w nocy: gwałci ją, a potem przypala papierosem…

Psychoterapeuta zapytał, czy Iwona chce, aby grupa razem z nią nad tym popracowała. Kobieta zgodziła się, a następnie wybrała uczestniczkę, która zagra w psychodramie ją i mężczyznę, który zagra jej męża. Psychodrama poległa na odtworzeniu tego, co działo się nocami w jej domu. Iwona symbolicznie zaznaczyła sypialnię szarfami. Kobieta, która ją grała ją, położyła się między nimi, wszedł „mąż” i – również symbolicznie – zaczął się nad nią znęcać. A potem… w psychodramie zrobił to, co w życiu: przeprosił, dał kwiaty, powiedział: „nie wiem, co w niego wstąpiło! To się nigdy nie powtórzy! Nigdy!”.

Iwona patrzyła, a potem słuchała „siebie” czyli tego, co czuła grająca ją kobieta. Usłyszała o upokorzeniu i bólu, o tym, że ten facet to dewiant. Usłyszała też „męża”, który przyznał, że kłamie, obiecując poprawę.

– Takie omówienie to ważna część terapii, bo kiedy przez lata trwa schemat przemocy, to i ofierze i sprawcy wydaje się, że to, co robią, jest naturalne – mówi Piotr Sarnowski. – Oboje przyzwyczajają się do patologii. Dlatego ważne jest by ofiara mogła zobaczyć siebie z zewnątrz, posłuchać, co myślą inni. Jak oceniają. Nazwanie przemocą tego, co uważa za codzienność, ma moc lecząca, bo burzy iluzje.

Iwona kilka dni później wyprowadziła się od męża. Do podziału jego ogromny majątek, więc rozwód jeszcze trwa, ale wizerunek jej męża jako wzorowego członka społeczności zaczął się chwiać.

Sny o dominacji

Tomasz lat przeszedł na grupę psychodramy ze scenariuszem i pytaniem „Czy jestem homoseksualistą?”. Miał dziewczynę, lubił się z nią kochać, ale… w nocy śniło mu się, że bije, maltretuje i poniża nagich mężczyzn. Zaczął się podejrzewać o ukryte skłonności homoseksualne. Wybrał z grupy terapeutycznej mężczyznę, z który odegra fantazje z jego snów. Kazał mu chodzić na kolanach, czołgać się, pokazywał symbolicznie, jak pastwi się nad nim, okłada go kijem, kopie. Był obcesowy, bezwzględny, co do niego nie pasowało, bo poza rolą był cichy, wycofany i wrażliwy.

Kiedy psychodrama dobiegło końca, Tomasz otworzył się i powiedział, że jako ośmiolatek został zgwałcony w piwnicy w bloku. (Pedofil nigdy nie został złapany). A potem trzykrotnie zmuszony przez księdza, żeby go masturbował. Zrozumiał, że fantazje o dominacji pomagały mu znieść poczucie bezsilności, jakie go niszczyło od dzieciństwa. W snach był dominujący, zdolny do tego, aby obronić się przed napaścią seksualną. A nawet, żeby się za nią zemścić. Psychoterapeuta wyjaśnił, że przemoc seksualna zabrała Tomkowi męskość. Sny mu ją zwracały. Zapytał go też – jak się teraz czuje, po dramie i wyznaniu, co się stało w dzieciństwie? – Czuję, że jestem silny. I że nie jestem homoseksualistą.

Autodestrukcja w złości na partnera

Justyna przyszła z problemem autodestrukcyjnego picia i złego traktowania samej siebie. Była po kilku terapiach, ale nie pomogły. – Dlaczego tak źle traktujesz siebie? Z czym ci się kojarzy twoje ciało? – zapytał terapeuta. – Z… brudnymi majtkami… – Przynieś więc brudne majtki na następne spotkanie grupy terapeutycznej.

Justyna siedziała więc na małej scenie, trzymała majtki w ręce i opowiadała. Na dalekim wyjeździe pokłóciła się z mężem, który obraził się i wrócił samochodem do hotelu. Zostawił Justynę bez pieniędzy i telefonu parę kilometrów od miasta. Kiedy ruszyła skrajem drogi, dwóch mężczyzn wciągnęło ją do auta. Zerwali z niej majtki i ją zgwałcili. Od tego czasu czuje się brudna.

Psychoterapeuta uznał, że tematem psychodramy będzie to, co Justyna czuje do męża. Kobieta miała wybrać z grupy mężczyznę, który miał go zagrać. Chciała, by usiadł na krześle, a ona uklękła przed nim na poduszce. Nie miała siły stać. Zaczęła szlochać i drzeć przyniesioną bieliznę… – Jak mogłeś mnie zostawić samą, na takim pustkowiu?! Czy ty wiesz, co się stało, jakie to było straszne, jak ja się teraz czuje? I jak ciebie nienawidzę!

Justyna wykrzyczała „mężowi”, całą swoją historię wstydu, że po powrocie do hotelu godzinę stała pod prysznicem, czyściła szczotką swoje zbrukane ciało, aż całe zrobiło się czerwone. A on nawet nie zauważył, że coś się stało, że ona cierpi.

– Co byś chciała powiedzieć na koniec? – zapytał terapeuta. – Że nie chcę być z kimś, kto tak mnie potraktował!

Pół roku później Justyna odeszła od męża. Jak się okazało mężczyzna wykorzystywał ją i ekonomicznie, i seksualnie. To, co stało się na wakacjach, było efektem lat złego traktowania i jej zgody na to.

Dlaczego właśnie psychodrama?

– Bo pomaga zdystansować się do tego, co się przeżyło, odreagować zamrożone emocje i uwolnić się od destrukcyjnych konsekwencji tego co nas spotkało – mówi Sarnowski. – Czasem łatwiej jest pokazać niż powiedzieć. Psychodrama pozwala więc pokazać problem, ale też go odegrać, a więc odczuć. Cały człowiek bierze w tym procesie terapeutycznym udział. Nie ma mowy o zakłamaniu. Wszystko widać w ciele i z ciała zostaje wyzwolone. Docieramy do prawdziwego problemu i możemy go rozwiązać. Drama pozwala przeżyć jeszcze raz traumę, doświadczyć prawdziwych emocji i dzięki temu pomóc ranom zagoić się. Leczy właśnie dlatego, że wyzwala uczucia, od których musieliśmy się odciąć, żeby przeżyć, żeby nie zwariować. Ale one zatruwają nas, niszcząc radość życia i modelują codzienne zwyczajne zachowania jako lekowe, agresywne, czyli dysfunkcyjne. Drama staje się częścią nowej historii, która jest niełatwa, ale jest początkiem odzyskiwania zaufania do świata i do siebie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>