1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. To może być właściwa osoba, ale nie dajesz sobie szansy jej poznać. Seksuolożka o błędach randkowania online

To może być właściwa osoba, ale nie dajesz sobie szansy jej poznać. Seksuolożka o błędach randkowania online

(Fot. Maria Korneeva/Getty Images)
(Fot. Maria Korneeva/Getty Images)
Jak znaleźć życiowego partnera, kiedy nie mamy już ochoty i siły na kolejne spotkania z nowo poznanymi osobami z aplikacji? Odpowiada seksuolożka Patrycja Wonatowska.

Spis treści:

  1. Zmęczenie randkowaniem: skąd się bierze?
  2. Patrycja Wonatowska: „Wystarczy, że osoba, którą widzimy w aplikacji randkowej, na pierwszy rzut oka się nam nie spodoba i od razu zostaje odrzucona”
  3. Seksuolożka: warto poznawać ludzi offline
  4. Friendfluence i randki z przyjaciółmi: nowy trend w randkowaniu
  5. Patrycja Wonatowska: Dzisiaj motyle w brzuchu pojawiają się później

  • Patrycja Wonatowska, psycholożka i psychoterapeutka, zauważa, że coraz więcej osób doświadcza zmęczenia randkowaniem, co wynika m.in. z nadmiaru wyboru w aplikacjach i częstych rozczarowań.
  • Jak podkreśla ekspertka, problem pogłębia się przez sztuczność kontaktów online, gdzie nawet wiadomości i pomysły na randki bywają generowane przez AI.
  • Randki w dobie „prześwietlania” partnerów i wysokich oczekiwań często prowadzą do szybkiego odrzucania potencjalnych relacji, zanim zdążą się rozwinąć.
  • Patrycja Wonatowska zwraca uwagę, że alternatywą może być większe otwarcie na relacje w realnym życiu oraz rezygnacja z nadmiernej selekcji i presji natychmiastowego dopasowania.

Artykuł pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 05/2026, ukazał się w ramach cyklu „Porozmawiajmy o seksie z SEXED”

Zmęczenie randkowaniem: skąd się bierze?

Beata Pawłowicz: Coraz częściej słyszy się o zmęczeniu randkowaniem. Skąd to zjawisko się bierze i czy lekarstwem na nie może być bezrandkowa „dieta”?

Patrycja Wonatowska: Z perspektywy mojego gabinetu mogę potwierdzić, że rzeczywiście wiele osób odczuwa przesyt randkami. Bierze się on m.in. z tego, że dzięki aplikacjom mamy zbyt duży dostęp do zbyt wielu osób, ale też z licznych rozczarowań.

Kiedy idziemy na randkę, wydaje się nam, że poznamy kogoś fajnego, że zaowocuje to udanym seksem czy czymkolwiek przyjemnym. Widzieliśmy jego czy jej zdjęcia. Wymienialiśmy wiadomości. A potem okazuje się, że zdjęcia nie oddają wyglądu tego, kogo spotykamy, a wiadomości, które otrzymywaliśmy, napisane zostały z użyciem Chata GPT.

AI jako nowoczesna wersja Cyrana de Bergerac, który podpowiadał miłosne słowa zakochanemu przyjacielowi?

Cyrano był jednak człowiekiem, tymczasem sztuczna inteligencja jest pozbawiona uczuć, za to wyposażona w liczne algorytmy, które tak opracują odpowiedź na nadesłaną wiadomość, że będzie pasowała do sytuacji, a więc cel zostanie osiągnięty – ktoś przyjdzie na randkę.

Chat GPT podpowie też modne miejsce na pierwsze spotkanie i atrakcyjny sposób spędzenia razem czasu. Idąc na taką opracowaną przez AI randkę, myślimy, że nasze pisanie, wybór miejsca spotkania i pomysł na nie, świadczą o fantazji osoby, z którą się umówiliśmy.

Podczas randki szybko okazuje się, że ta osoba nie ma nic wspólnego z erudycją, poczuciem humoru, inicjatywą i barwnymi pomysłami. Efektem tych rozczarowań bywa więc to, że ludzie nie chcą już próbować, skoro spotyka ich permanentne rozczarowanie albo wyglądem, albo tym, jak się ten drugi człowiek wysławia, co sobą reprezentuje, jaki w ogóle jest.

Patrycja Wonatowska: „Wystarczy, że osoba, którą widzimy w aplikacji randkowej, na pierwszy rzut oka się nam nie spodoba i od razu zostaje odrzucona”

Rozczarowanie to jedyny efekt randek? Nie bywa nim miłość?

Nie zdarza się tak często, jakbyśmy chcieli. Powodem jest powszechne dziś podejście: krytyczne i indywidualistyczne.

Wystarczy, że osoba, którą widzimy w aplikacji randkowej, na pierwszy rzut oka się nam nie spodoba albo ma cechę, której nie lubimy, i od razu trafia na ławkę rezerwowych lub zostaje odrzucona. Bo my dziś szukamy ideału. Zazwyczaj już nikogo z tych nieidealnych, tych, co trafili na ławkę rezerwowych, nie poznamy. A to właśnie tam może być osoba, której szukamy.

Dowodzi tego realne życie, w którym obowiązują inne zasady niż te na portalach randkowych. Kiedy w realu poznajemy kogoś, kto na pierwszy rzut oka nam nie odpowiada, to bywa, że gdy spędzimy trochę czasu razem, okazuje się, że wady nie mają już takiego znaczenia jak zalety, które wspólnie odkrywamy. Tylko że na portalu nie chcemy podejmować ryzyka. Przeciwnie! Po licznych zawodach staramy się ubezpieczyć i dosłownie prześwietlić drugą osobę, upewnić się, z kim mamy do czynienia. A po jakimś czasie nawet nie chce nam się sprawdzać nowych kandydatów. Wiemy już, że większość informacji, do których będziemy mieć dostęp, to ściema.

Na przykład mężczyźni chętnie dziś deklarują, że są feministami, tak jak kiedyś mówili: „kocham cię”, bo wiedzą, że dzięki temu szybciej namówią kobietę na seks.

Prześwietlenie nie chroni przed złapaniem się na ściemę?

Żyjąc w czasach postprawdy, próbujemy ze wszystkich sił się zabezpieczyć. Tworzymy coraz więcej procedur ochronnych, jednak okazują się one nieskuteczne. W gabinecie nieraz słyszałam, że ktoś nie przyszedł na randkę, co już samo w sobie jest przykre, albo, co gorsza, sfotografował osobę czekającą, a pod zdjęciem zamieścił wpis: „Nie sądziłem, że jesteś aż tak paskudna”. Znam też relacje o pierwszych randkach w kawiarni, na których ktoś przekraczał granice fizyczności, dotykał piersi czy chciał włożyć kobiecie rękę między uda. Zdarza się, że do próby przekroczenia naszych granic dochodzi na kolejnym spotkaniu – wydawało się, że już tę osobę znamy, że to „feminista”, zaprosiłyśmy go więc do domu, żeby obejrzeć razem film.

Nic dziwnego, że jeśli mamy na swoim koncie randki, które były nieprzyjemne, a nawet traumatyczne – nieszybko zdecydujemy się na kolejne. Albo z nich rezygnujemy, albo staramy się reanimować poprzedni związek. Myślimy: „Już wiem, czego się po tej osobie spodziewać, na niektóre rzeczy machnę ręką, bo bycie razem jest lepsze niż nic”.

To zrozumiałe, że w związku chcemy czuć się bezpiecznie.

Tak, ale też mamy w sobie coraz mniej gotowości, żeby odczuwać jakikolwiek dyskomfort.

Zakładamy, że wszystko ma być przyjemne, a jeśli od początku nie jest, to znaczy, że jest do bani!

Tak też podchodzimy do związku z drugim człowiekiem, co znaczy, że właściwie nie mamy szansy go zbudować. Życie razem to przecież także trudności i rozczarowania. Akceptacja wad i zdolność do kompromisu.

Seksuolożka: warto poznawać ludzi offline

Chcemy przez aplikację znaleźć miłość jak z bajki? Przecież nawet bohaterowie komedii romantycznych muszą pokonać wiele trudności, zanim posypią ich ryżem na szczęście.

Moim zdaniem to poszukiwanie bajkowości bierze się z tego, że jesteśmy coraz bardziej zmęczeni i zestresowani. Relacja ma być strefą komfortu. Nie chcemy wkładać w kontakt z drugim człowiekiem zbyt wiele energii i czasu, jeśli nie jesteśmy pewni, że to jest to, czego szukamy.

Czy musimy tak intensywnie randkować, żeby się wypalić i nic nie ugrać?

Oczywiście, że nie! Kiedy jednak człowiek wejdzie w te algorytmy, zacznie poznawać aplikacje, zostanie zalany różnymi informacjami, możliwościami – wpada w nie po uszy. Pomaga wtedy zdystansowanie się, rezygnacja z precyzyjnej selekcji, widzenie ludzi po prostu takimi, jacy są, poprzyglądanie się im. Ale też odpuszczenie, czyli uznanie, że nie muszę codziennie wchodzić na te aplikacje, nie muszę codziennie odpisywać.

Czy biorąc pod uwagę te wszystkie minusy, nie lepiej skupić się na tym, żeby poznać kogoś na koncercie czy w pracy?

Na pewno warto poznawać ludzi w realnym życiu. Tylko że młodzi ludzie mają trudności społeczno-komunikacyjne. Boją się i nie potrafią po prostu podejść do kogoś w siłowni i zagadać. Nie rozmawiają z sąsiadami, ze sprzedawcami. Nie ćwiczą się więc w zwykłych interakcjach międzyludzkich.

Zawieranie znajomości w realu utrudnia im także to, że w metrze czy w kawiarni non stop siedzą w telefonach. Są też bardzo „nietykalscy”, unikają kontaktu z nieznajomymi, a właśnie takie nieplanowane, przypadkowe spotkania są najbardziej efektywne.

Dzięki nim mamy – bez wysiłku – sieć relacji społecznych o różnym charakterze. Nie zraża nas wygląd czy jakaś cecha nowego znajomego, jak to się dzieje podczas przeglądania aplikacji.

Friendfluence i randki z przyjaciółmi: nowy trend w randkowaniu

Na kursie jogi mamy większą szansę poznać na życie kogoś, kogo byśmy skreśliły w apce, bo tam napisał, że nie lubi kotów.

Dlatego pojawiają się próby powrotu do poznawania nowych ludzi w naturalnych, choć aranżowanych sytuacjach. Były na przykład randki trzyminutowe, podczas których co trzy minuty przesiadaliśmy się do kolejnych osób. Teraz organizowane są spotkania tematyczne, jak obiady czwartkowe, kiedy możemy poznać nieznajomych, jedząc razem z nimi.

Nowym rozwiązaniem są randki z przyjaciółmi, czyli friendfluence. Do tej pory nasi przyjaciele często wiedzieli, gdzie i z kim idziemy na pierwszą randkę, żeby w razie czego nas „ratować”. Teraz zwykle wysyłamy im przed spotkaniem zrzut profilu potencjalnego partnera. Mogą powiedzieć, co myślą o tej osobie.

W dłuższej perspektywie mogą pomóc nam dostrzec, jakie popełniamy błędy, na przykład wciąż wybierając ten sam typ ludzi. Pomóc odkryć, czego tak naprawdę szukamy. Co więcej, możemy na portalu relacjonować przebieg randki albo umożliwić im „obserwowanie”. Ale to nie wszystko: dziś przyjaciele mogą iść z nami na randkę! Coraz popularniejsze stają się właśnie randki z udziałem przyjaciół. Spotkanie nie w parze, ale w kilka par lub w grupie.

Czyli klasyczna podwójna randka! Friendfluence to według Tindera jeden z głównych trendów randkowych tego roku.

Pokolenie Z żyje bardziej publicznie, dzięki temu randki w towarzystwie przyjaciół są dla nich czymś naturalnym. Poza tym dzięki takiemu spotkaniu możemy sprawdzić, czy dana osoba pasuje do nas, ale i do nich. Przecież dziś życie toczy się bardziej we wspólnocie z przyjaciółmi niż z rodziną.

Obecność przyjaciół podczas randki zdejmuje z nas presję, że to od razu musi przerodzić się w relację lub że musi być seks. Kiedy jest nas więcej, bywa bardziej naturalnie. Spotkanie przestaje być jak rozmowa kwalifikacyjna, staje się naturalnym elementem życia towarzyskiego.

Udajemy, że to zwykła impreza?

Właśnie, znika napięcie, pojawia się luz. Dziś wszyscy chcą być performatywni, czyli zaprezentować się, przekazać innym na swój temat to, co chcą, by osiągnąć określony skutek. A co z byciem sobą? Z autentycznością? Jak bez nich wejść w jakąkolwiek relację? Warto sobie przypomnieć, co to w ogóle znaczy mieć relacje.

Randki nie muszą być celowe: „Szukam kogoś do relacji romantycznej, a nie do przyjaźni. Tu mam listę cech, które ta osoba powinna posiadać”. Kiedy moje klientki zaczynają odpuszczać celowość, otwierają się po prostu na poznawanie ludzi.

Dzięki temu zyskują nowych znajomych, niekoniecznie do romantycznej relacji. Doświadczają tego, że kontakt z mężczyznami może mieć inny charakter niż seksualny. Znika podział na to, kto jest do czego.

Ludzi potrzebujemy po prostu do bycia z nimi.

Dlatego lepiej skupić się na tym, jakiego człowieka chciałabym poznać, niż na tym, do czego jest mi potrzebny. Wiem, że lubię ludzi, którzy mają poziom energii zbliżony do mojego i którzy, tak jak ja, pasjami chodzą do kina. Reszta nie ma już takiego znaczenia. Kiedy to wiem, łatwiej mi poznawać osoby, z którymi będę mogła miło spędzać czas. A potem się zobaczy, co dalej.

Dobrze jest patrzeć i czekać, nie próbować wszystkiego przewidzieć i zaplanować. Może podczas wyjścia do kina z moim nowym przyjacielem poznam jego znajomego, który zostanie moim partnerem? Szukajmy zawsze wspólnych rzeczy, bo wtedy relacja – jakakolwiek by była – będzie dla nas fajna.

Patrycja Wonatowska: Dzisiaj motyle w brzuchu pojawiają się później

A czy zakochanie ma dziś jeszcze znaczenie?

Chcemy się zakochać, ale ponieważ tak bardzo się zabezpieczamy, trudno nam doświadczyć motyli w brzuchu. Dlatego zakochanie pojawia się dopiero po jakimś czasie, kiedy wiemy, że ten człowiek daje nam poczucie bezpieczeństwa.

To ma też swoje zalety. Zmieniamy definicję zakochania i miłości: najpierw musimy kogoś poznać, zobaczyć, czy się dobrze z tym człowiekiem czujemy, dopiero potem mogą pojawić się motyle.

Samotność nie jest rozwiązaniem na życie?

Potrzebujemy mieć obok siebie przyjaciół, których też będziemy kochać, bez których nie wyobrażamy sobie życia. Potrzebujemy pielęgnować bliskie relacje, a nie skupiać się wyłącznie na tej romantycznej. W historii ludzkości nigdy nie opieraliśmy życia na jednej osobie, ale na „całej wiosce”. Ważniejsze niż randki czy zakochanie jest budowanie wspólnoty.

Patrycja Wonatowska, psycholożka i seksuolożka, psychoterapeutka w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, edukatorka seksualna. Wykładowczyni na Akademii Ekonomiczno- -Humanistycznej w Warszawie i SWPS w Poznaniu. Współtwórczyni Instytutu Pozytywnej Seksualności.

Założona przez Anję Rubik Fundacja SEXEDPL jest multimedialną platformą, która zapewnia edukację w zakresie praw człowieka, seksualności, równości płci, związków i reprodukcji. Przekazuje rzetelną wiedzę, współpracując z czołowymi ekspertami i ekspertkami. Prowadzi telefon zaufania, Antyprzemocową Linię Pomocy (720 720 020, czynna codziennie od 12.00 do 20.00).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE