fbpx

Świąteczny bunt przeciwko rodzinnej lojalności. Jak przejść przez ten proces?

Świąteczny bunt przeciwko rodzinnej lojalności. Jak przejść przez ten proces?
Przy wigilijnym stole często ożywają różne „trupy z szafy”. Czas pandemii to dobry pretekst, aby przeżyć bunt przeciwko rodzinnej lojalności i skonfrontować się z nim. (Fot. iStock)

Boże Narodzenie to najbardziej rodzinne święto, ale też przy wigilijnym stole ożywają różne „trupy z szafy”. Czas pandemii to dobry pretekst, by w fantazji bądź w realu przeżyć bunt przeciwko rodzinnej lojalności i skonfrontować się z nim. Jak przejść przez ten proces jak najmniejszym kosztem – proponuje Ewa Klepacka-Gryz.

Z badań socjologów wynika, że święta Bożego Narodzenia są jednym z najbardziej stresujących wydarzeń w roku. Wiem o tym doskonale i jako dziennikarka od lat pisząca o tym, jak bez stresu przeżyć wigilię, i jako terapeutka, do gabinetu której trafiają potem „ofiary” rodzinnej lojalności. Dla wielu osób to naprawdę bardzo trudny okres.

Krok 1. Odkrywamy problem rodem z bajki

Kiedy do mnie zadzwoniła z prośbą o sesję w związku z powtarzającym się snem i powiedziała, że ma na imię Gerda, natychmiast przypomniała mi się bajka o Królowej Śniegu. Ten trop okazał się trafny.

– Znasz bajkę, w której twoja imienniczka ratuje przyjaciela z rąk okrutnej królowej? – zadałam pytanie i usłyszałam, że ona swojego imienia nie lubi i do dziś nie wie, kto je dla niej wymyślił.

– Moje siostry mają normalne imiona: najstarsza jest Kasia, potem Marysia, a ja… chyba rodzicom zabrakło pomysłu. No i nikt się mnie nie spodziewał – dodała. – Jesteś dzieckiem niespodzianką? – I to chyba niezbyt miłą, bardziej dziełem przypadku niż owocem miłości – odpowiedziała. – Dlaczego tak myślisz? – Między mną a siostrami jest ponad 10 lat różnicy. Mama wiele razy mówiła, że kiedy Marysia wreszcie polubiła szkołę, ona miała zamiar wrócić do pracy, a przeze mnie musiała zatrudnić się w firmie ojca i już nigdy nie wróciła do swojego zawodu. – Ale to nie twoja wina. Rodzice byli dorośli, kiedy podjęli taką decyzję – zaoponowałam. – Może i nie moja, ale wiele razy słyszałam, że nie mieli już siły na zajmowanie się kolejnym małym dzieckiem. – Pewnie musiałaś być dzielna, żeby szybko dorosnąć? – Niestety, w dzieciństwie sporo chorowałam, jeszcze w szkole średniej co miesiąc miałam anginę, więc głównie dostarczałam im problemów. – Kto się o ciebie troszczył, kiedy byłaś chora? – Ten, kto nie zdążył uciec. Czasami rodzice dzwonili po ratunek do babci potwora.

„Babcia potwór” brzmi bajkowo, a w rzeczywistości była to prababcia Gerdy, babcia taty. Wszyscy się jej bali, potrafiła podejść do wnuczka, trzepnąć go w głowę i powiedzieć: „Ty nigdy nie przestaniesz być idiotą”. Albo warknąć na jego żonę, że musi nie mieć rozumu, skoro zrezygnowała z kariery dla firmy swojego męża. Gerda jako jedyna nie czuła przed nią strachu.

– Miałam wrażenie, że ona naprawdę mnie lubi – wyjaśniła. – Pamiętam, miałam wtedy chyba pięć lat i kiedy leżałam w łóżku chora, babcia przyniosła mi wielką kolorową księgę z bajkami. Przez cały dzień czytała, a kiedy usłyszałyśmy, że rodzice wracają do domu, kazała mi schować książkę pod łóżko i nie pokazywać siostrom. Trochę mi było smutno, bo chciałam się pochwalić, ale czułam, że to z jakiegoś powodu jest ważne. Wiesz, że mam tę książkę do dziś?

Pisałam już kiedyś, że podczas sesji przez Skype’a terapeuta musi być bardzo skupiony, by wyłapać każdą podpowiedź z tzw. pola relacyjnego, czyli tego, co się dzieje pomiędzy nim i pacjentem. Tym razem tą podpowiedzią okazała się książka z bajkami. Poprosiłam Gerdę, żeby przyniosła książkę i położyła się na kanapie tak jak wtedy, kiedy leżała chora, a babcia czytała jej bajki. Ja w tym czasie przyniosłam swój egzemplarz i przez chwilę czytałyśmy na zmianę.

– To prababcia po raz pierwszy przeczytała mi bajkę o Królowej Śniegu. Choć jej nigdy o to nie spytałam, czasami myślę, że to ona wymyśliła mi imię. – Jeśli tak czujesz, to tak właśnie jest – przyznałam. – Wiele razy powtarzała mi, żebym nigdy nie walczyła o żadnego „kretyna”, który ma zamrożone serce, i… chyba nie chodziło jedynie o mężczyzn, ale generalnie o ludzi. – Posłuchałaś jej rady? – Chyba właśnie chcę to zrobić. Mam już bilet na samolot do Polski na święta (Gerda mieszka teraz w Norwegii), ale od kilku nocy mam ten sam sen, że z powodu pandemii odwołują lot…

Krok 2. Dajemy się prowadzić procesowi

Poprosiłam, żeby Gerda, dalej leżąc na kanapie, opowiedziała swój sen. Musiało ją to poruszyć, bo poderwała się i usiadła w taki sposób, że przez chwilę widziałam na monitorze komputera jedynie brzuch i fragment klatki piersiowej. Dostrzegłam wtedy jej napięcie i szybki, płytki oddech. Zachęciłam, żeby przez chwilę została w takiej pozycji i położyła lewą dłoń na klatce piersiowej, a drugą na brzuchu i pozwoliła, by ciało oddychało w swoim rytmie. Zrobiłam to samo i poczułam, że we mnie również ożywił się ważny obraz rodzinnych relacji, a potem innych, też znaczących.

Ile razy stawiamy się w roli małej Gerdy, która próbuje odmrozić serce kogoś bliskiego? I ile razy się nam to udaje? Ile osób będzie miało pokusę wykorzystać czas pandemii, by choć raz stanąć po swojej stronie i tegoroczne święta spędzić z dala od rodziny? Miałam niezły mętlik – nie pozostawało mi nic innego, jak tylko zaufać procesowi relacyjnemu oraz duchowi sesji i dać się poprowadzić. Spokojny oddech uciszył nasze ciała i głowy. Poprosiłam, żeby Gerda usiadła w taki sposób, by oprzeć plecy i głowę o oparcie krzesła, a stopy mocno postawiła na podłodze. Sama również poprawiłam się w fotelu.

– Jeśli chcesz, weź kartkę i narysuj wigilijny stół w twoim rodzinnym domu – zaproponowałam. – Fajnie… ale mam też narysować rodzinę przy stole? – Jeśli chcesz. – Ale tak jak zwykle siedzimy? – dopytywała, a ja potrzebowałam chwili do namysłu i wreszcie powiedziałam, żeby zrobiła dwa rysunki – na początek taki, że nie odwołują lotu, Gerda wraca do domu na święta i jest cudownie.

Długo zastanawiała się, zanim zaczęła rysować i przy okazji snuć opowieść. – Kiedyś, kiedy byłam jeszcze w szkole średniej, jak zwykle przed świętami zaczął boleć mnie brzuch. Lekarka powiedziała, że to zapalenie śluzówki żołądka na tle nerwowym i żebym się nie stresowała. Postanowiłam pójść do psychologa. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam te wszystkie rady, jak odpowiadać na zaczepki rodziny przy wigilijnym stole. Od dziecka byłam tą, która nie chciała mówić wierszyków i śpiewać piosenek na zawołanie. Moje siostry zachowywały się jak wytresowane małpki, mnie w końcu przestali już o cokolwiek prosić. Jakby mnie tam przy tym stole nie było, a skoro nie było, to te rady na nic się zdały. – Problemy ze śluzówkami są symbolem naszych problemów ze stawianiem granic. Możesz sobie wyobrazić taką sytuację, że przy tym stole siedzą osoby, z którymi czujesz się dobrze: szczęśliwa, bezpieczna, kochana? – poprosiłam. W odpowiedzi Gerda narysowała duży okrągły stół i dwie osoby siedzące naprzeciwko.

– To ty i babcia? – zgaduję. – Tak – uśmiecha się. – O czym rozmawiacie? – Opowiadam jej, dlaczego wyjechałam na studia do Norwegii… – Czy mogę wcielić się w rolę twojej babci? – Spróbujmy… Wyjechałam, bo chciałam studiować w języku angielskim… Uciekłam, bo chciałam, żeby za mną tęsknili. Za każdym razem, kiedy wracałam, liczyłam, że mnie zauważą, że się ucieszą. Nawet pytania, czy mam chłopaka Norwega, były OK, ale oni najczęściej traktowali mnie jak gościa, który wprosił się w ostatniej chwili, bo nie miał z kim spędzić świąt. Przyjeżdżałam zwykle kilka dni wcześniej, żeby pomóc mamie w przygotowaniu, zwłaszcza że moje siostry mają małe dzieci i są zajęte. Ale mama zawsze wyganiała mnie z kuchni: „Ty nie gotujesz, jesz tam byle co w tej Norwegii, to co ty mi pomożesz”. – To bardzo smutne – mówię, wcielając się w rolę babci.

W tym momencie Gerda zaczyna płakać, jej płacz powoli przechodzi w głęboki szloch.

Krok 3. Opowiadam o sile rodzinnej lojalności

Czuję, że to odpowiedni moment, żeby opowiedzieć o sile rodzinnej lojalności. To więź łącząca nas z rodziną pochodzenia. Sprawia, że nieświadomie podążamy za rodzinnym przekazem, często wbrew własnym chęciom i potrzebom. Kiedy to robimy, bo czujemy, że krewni tego oczekują – odczuwamy poczucie krzywdy. Gdy się przeciwstawiamy – odczuwamy poczucie winy. Bywa, że jedynym rozwiązaniem staje się ucieczka do podstępu. Czasami pomysł na to, jak uniknąć winy i krzywdy, przychodzi w snach – jak w tym przypadku. Wiele moich pacjentek mieszkających za granicą, wyjechało (uciekło) z domu rodzinnego tuż po osiemnastce, czując, że to ostatni moment, żeby, nie zrywając relacji rodzinnych, ocalić poczucie własnej tożsamości. Święta często są sprawdzianem, czy to się udało.

Rodzinna lojalność opiera się nie tylko na życiu zgodnym z określonymi wartościami, ale przede wszystkim na zasługach. Każda rodzina prowadzi własną księgę rachunkową: chodzi przede wszystkim o równowagę w dawaniu i braniu. Zwyczaj świątecznych prezentów jest jedną z form obdarowywania najbliższych, ale… niestety nawet najbardziej wymyślny prezent może nie zrównoważyć największego daru, jaki dostaliśmy od rodziców – daru życia. Rodzice, w dużej części nieświadomie, oczekują od dzieci szacunku, wdzięczności, posłuszeństwa, a często też realizowania ich marzeń. Bywa, że dzieci „nie w porę” – a takim dzieckiem prawdopodobnie była

Gerda – nigdy nie są w stanie spłacić długu daru życia.

Staram się mówić o tym wszystkim w taki sposób, by jej nie zranić. Gerda przez cały czas płacze. Kiedy mówię, że jej łzy rozpuściłyby serce z najtwardszego lodu, uśmiecha się przez łzy. – Wiesz, że prababcia podobno nigdy nie płakała? – mówi. – Może twoje rodowe zadanie to „odpłakać” za nią i za siebie, i za wszystkich, którzy pragną żyć swoim życiem? – Kiedy byłam dzieckiem, tylko mnie wolno było płakać. Gdy Marysia albo Kasia płakały, mama mówiła, że są za duże, żeby się mazać. Mnie przytulała i głaskała po głowie. Ale kiedy raz popłakałam się przez telefon, już w Norwegii, to na mnie nawrzeszczała. – Pewnie poczuła się bezradna, że nie może cię przytulić. – Myślisz, że powinnam jechać do nich na święta? – pyta, ale nie mogę już odpowiedzieć, bo nagle połączenie się urywa i mimo prób nie udaje nam się usłyszeć przed końcem sesji.

Krok 4. Dostaję rysunek

Wieczorem Gerda przysłała mi mail z rysunkiem wigilijnego stołu. Przy stole siedziała cała rodzina, a każda osoba była podpisana i opisana. Obok mamy widniał dymek: „Jak zwykle za lekko się ubrałaś i teraz kaszlesz”, a obok taty: „Jedzmy już zamiast gadać, bo nie zdążymy na pasterkę”. Kiedy spytałam, co czuła, rysując rodzinę i opisując dymki, odpisała: ,,To mnie nawet rozczuliło. Trochę za nimi zatęskniłam”.

Gerdy na rysunku nie było. Nie napisała, co zdecydowała w sprawie świąt. Wiedziałam, że wkrótce poczuje, co chce zrobić, a jeśli nie – to poprosi o kolejną sesję. Po dwóch tygodniach przysłała nowy rysunek, na którym była ona sama i dymek z napisem: „Kocham was, jesteście moją rodziną, nie mam innej. Wiem, że wy też mnie kochacie”. Nadal nie wiem, gdzie spędzi święta, ale czy to ma jakieś znaczenie?

Autoterapia dla spędzających święta w rodzinnym gronie

  • Zaakceptuj fakt, że święta bardzo często budzą w nas ambiwalentne uczucia – z jednej strony je idealizujemy, zwłaszcza jeśli w ciągu roku mamy mało okazji do spotkań, a poza tym kojarzą nam się z dzieciństwem i prezentami; z drugiej, to czas, kiedy silnie przenikają się potrzeby najbliższych członków rodziny i pojawiają się sprzeczne oczekiwania.
  • Spisz na kartce wszystkie oczekiwania, pretensje i gierki, które najbardziej cię ranią, nazwij je i pamiętaj, że:
    – stwierdzenia w stylu: „Musisz być na wigilii, może to moje ostatnie święta” – to typowy szantaż. Zdaj sobie z tego sprawę, zanim dasz się wpędzić w poczucie winy; obrażanie się jest formą manipulacji;
    – jeśli ktoś grozi, że na skutek twojej decyzji się rozchoruje – to jest to szantaż emocjonalny, chęć wywołania w tobie poczucia winy i lęku;
    – jeśli ktoś chce wzbudzić w tobie litość – to jest to forma presji, mająca na celu wywołanie współczucia.
  • Sprawdź, czy rozpoznajesz swoje potrzeby w stosunku do tego, w jaki sposób chciałbyś spędzić święta? Zawsze masz prawo odmówić – nie obarczaj się problemami i emocjami innych, nawet bliskich ci ludzi; nie możesz brać odpowiedzialności za ich sposób przeżywania i reagowania.
  • Uświadom sobie wszystkie swoje emocje związane z gierkami przy stole. Masz prawo czuć: złość, smutek, lęk, żal i wszystkie inne uczucia. To nie przekreśla twojej miłości do rodziny i nie niszczy więzi między wami.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze