Jak pokonać… toksyczny wstyd? Cztery kroki do opanowania wstydu

Jedną z masek chorobliwego wstydu jest perfekcjonizm. Nie przyjmujesz do wiadomości, że możesz się mylić. (fot. iStock)

Pisze się o nim niewiele. Bo wstyd to wstydliwy temat. I bardzo słabo znana emocja. Działa więc podstępnie, w ukryciu. I – jak mówi amerykański terapeuta John Bradshaw – zniewala. Co zrobić ze wstydem? Pierwszy odruch to ukryć. Tylko że wtedy stracimy siebie.

John Bradshaw napisał o wstydzie całą książkę. Bardzo osobistą, bo – przyznaje – mierzy się w niej z własnym demonem.

Dwa oblicza

Amerykański terapeuta uważa, że wstyd to jedna z najbardziej destrukcyjnych sił w życiu. Ale nie każdy – tylko toksyczny. Ten zdrowy jest bardzo naturalnym uczuciem, wręcz niezbędnym do normalnego funkcjonowania. Chociażby do tego, by przypominać nam, że nie jesteśmy wszechmocni.

Załóżmy, że przydarzyła ci się jakaś niezręczność. Albo zostałaś zaskoczona w sytuacji, która nie przynosi ci chluby. Oblewasz się rumieńcem – to sposób na to, by zasłonić twarz, „ukryć się”. Wiesz, że popełniłaś błąd. Ale przecież świat się nie rozpadł. Rumieniec pokazuje, gdzie leżą nasze ludzkie granice. Ostrzega przed zachłyśnięciem się własną doskonałością. Przywraca grunt pod nogami. Kiedy znasz swoje ograniczenia, możesz efektywniej zarządzać energią. Nie tracisz sił, nie porywasz się z motyką na słońce.

Ale jest jeszcze inny rodzaj wstydu – uwewnętrzniony. Nie chodzi tu już o zawstydzenie spowodowane określonymi okolicznościami. To sytuacja, kiedy wstyd traci swój ulotny charakter i przekształca się w cechę charakteru. Staje się twoim stanem istnienia, elementem tożsamości. Niekoniecznie musisz zdawać sobie z tego sprawę. Zwykle odczuwane jest to jako „wszechogarniające poczucie własnej niedoskonałości, ułomności”. W praktyce może znaczyć: „jestem zła, nic niewarta…”. Być może sama do końca nie wiesz, co to znaczy, bo – no właśnie – za bardzo wstydzisz się, by to sprawdzić. Nosisz w sobie taką czarną skrzynkę i wolisz do niej nie zaglądać. Wkładasz mnóstwo energii w to, żeby ukryć jej zawartość. Męczysz się, bo żyjesz w nieprawdzie, a utrzymanie tej całej fasady to ogromny wysiłek. I tęsknisz za tą częścią siebie, której się wyparłaś, a która tak bardzo cię potrzebuje.

Najczęściej w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że coś zamknęliśmy w środku. Że odcięliśmy się od siebie, swojej prawdy. Mówimy sobie, że mamy kłopoty z bliskością. Że inni nas nie rozumieją. Jesteśmy zestresowani – stąd te wszystkie napięcia. Mamy poważne powody do złości, frustracji. Świat jest wrogi. Życie ciężkie. Takie przekonania to znakomita przykrywka dla wstydu. Owładnięta nim osoba gotowa jest zrobić wszystko, żeby ukryć swoje prawdziwe „ja” – przed innymi i, co gorsza, również przed sobą. John Bradshaw twierdzi wręcz, że u podstaw toksycznego wstydu tkwi lęk przed zdemaskowaniem się we własnych oczach. Gardzący swoim „ja” człowiek żyje w lęku, że „wszystko się wyda”. Co niby? Jego niedoskonałość!

Uwięzieni w roli

Skąd się bierze toksyczny wstyd? Zwykle przejmujemy go od rodziców. Zawstydzają nas z powodu emocji, jakie wyrażamy, z powodu naszej bezpośredniości, śmiałości, zainteresowania ciałem, seksualnością. Wielu rodziców ma ograniczony kontakt ze swoimi emocjami, obce jest im poczucie bliskości. Emocje dziecka przytłaczają ich więc, budzą niepokój. W takim domu nie wolno złościć się, smucić, płakać; nawet zbyt żywiołowe okazywanie radości jest karcone. Jednocześnie rodzice nierzadko tracą panowanie nad sobą, podnoszą głos albo i rękę. Może są od czegoś uzależnieni.

Dziecko czuje się nieważne, porzucone. Stara się na różne sposoby przywrócić równowagę rodzinną: zachowując się w sposób nadodpowiedzialny (branie na siebie „dorosłych” obowiązków), doprowadzając wszystko, co robi, do perfekcji albo po prostu stwarzając jak najmniej kłopotu (usuwanie się w cień). Paradoks tej sytuacji polega na tym, że wstyd, który chciało ukryć, z czasem się nasila. Także jako dorosły czuje się samotny, zagubiony. Ucieka sam przed sobą. Nawarstwienie mechanizmów obronnych sprawia, że nie wie już, kim jest. Poprzez słaby kontakt z własnym „ja” nie ufa sobie. Tak naprawdę w środku jakby go nie było. Smutne to. Więc się smuci. Ale też złości – na innych, bo czuje się nieszanowany. Na siebie, bo człowiek owładnięty toksycznym wstydem przeżywa ciągły konflikt wewnętrzny. Nie potrafi zadbać o swoje granice. Wciąż jest pod presją, obstrzałem. Miewa sny, że znajduje się nago w miejscu publicznym. Albo że musi przystąpić do egzaminu, do którego się nie przygotował. I to napięcie mięśni, płytki oddech… Uzależnienie od aktywności umysłowej (myślenie, analizowanie), od aktywności w ogóle. Wreszcie – skłonność do popadania w inne uzależnienia, do kompulsji i autosabotażu…

Toksyczny wstyd jest bardzo przewrotny. Czasem prowadzi do funkcjonowania poniżej możliwości, motywuje do znacznych osiągnięć. Zwykle jednak takie sukcesy nie dają uczucia spełnienia. Trudno o zadowolenie, kiedy potrzeby z dzieciństwa wciąż bardzo domagają się uwagi.

Jedną z masek chorobliwego wstydu jest perfekcjonizm. Tu znów daje się we znaki brak granic – perfekcjonista nie zna ich, nie wyczuwa. Nie wie, kiedy powiedzieć „dość”. Zachowuje się w sposób autorytarny. Nie przyjmuje do wiadomości, że może się mylić, nie daje sobie do tego prawa. To bardzo ograniczające – kiedy zakładasz, że masz absolutną rację, rezygnujesz z poszukiwania nowych informacji. Dlatego tak ważne jest odczuwanie zdrowego wstydu, który chroni przed przekonaniem, że wszystko wiesz.

Toksyczny wstyd jest słabo zbadany, łatwo pomylić go z poczuciem winy. Tymczasem – jeśli wierzyć Bradshawowi – leży u podłoża większości zaburzeń emocjonalnych. Szczególnie wyraźnie dochodzi do głosu w bliskich relacjach. Przejawia się kontrolowaniem, krytykowaniem i moralizowaniem. Przybiera też postać protekcjonalizmu, arogancji czy pogardy. Narzucania się z pomocą, zadowalania, dogadzania.

Cztery kroki do opanowania wstydu

Co możesz zrobić, kiedy uznasz, że toksyczny wstyd to problem, który i ciebie dotyczy?

PO PIERWSZE: wyjdź z ukrycia, być może poszukaj wsparcia. Trzeba będzie dorosnąć, symbolicznie „odejść z domu”, nawiązać kontakt ze zranionym Wewnętrznym Dzieckiem. Uwolnić je, uzdrowić. Może to oznaczać konieczność sięgnięcia do wczesnego dzieciństwa, zajęcia się emocjami, które wówczas zostały stłumione. Takie zablokowane emocje upośledzają zdolność myślenia, zawężają pole widzenia. Szukają ujścia. Gdy dokopiemy się do naszego żalu, złości, bardzo pomocne okazuje się napisanie szczerego listu do rodziców (lub do jednego z nich). Pokaż w nim, jak to wyglądało z twojego punktu widzenia – kiedy i jak cię zawiedli. Jak to jest czuć się nieważnym, porzuconym. Wylicz wszystkie niezaspokojone w dzieciństwie potrzeby.

PO DRUGIE: zaakceptuj wszystkie uczucia, potrzeby i pragnienia, których się wstydzisz. Zintegruj wyparte części siebie. Możesz zrobić to poprzez pracę z podosobowościami, ale też sny – o ile śnisz, zapamiętujesz nocne fabuły i masz ochotę rozkładać je na czynniki pierwsze. I jesteś gotowa przyjąć następujące założenie: że marzenia senne informują o wypartych częściach naszego „ja”, proszą o przyjęcie ich z powrotem… Inne sposoby? Odwołując się do technik NLP, możesz zmienić swoją historię. Możesz przeprogramować podświadomość, pisząc afirmacje. Odbyć trening asertywności. Prowadzić dzienniczek przesadnych reakcji: codziennie wieczorem przypominasz sobie, co zdenerwowało cię w ciągu dnia i jak zareagowałaś. W jakim stopniu to, co usłyszałaś na swój temat, jest zbieżne z tym, co sama o sobie myślisz…

PO TRZECIE: regularnie pracuj z Krytykiem Wewnętrznym – tym głosem, który lubi strofować i zawstydzać. Skonfrontuj się z nim, spróbuj się mu przeciwstawić. Spotkaj się z nim w wizualizacji, przedstaw swoje argumenty. Albo po prostu pozbaw go władzy: przerywaj strumień krytycznych myśli, wydając stanowczy komunikat „stop!”. Na początku połącz to z jakąś umowną czynnością: uderzeniem linijką w blat, podskokiem, strzeleniem palcami czy gumką-recepturką noszoną na nadgarstku. Warto też mieć na podorędziu myśl „zastępczą”, która w stosownym momencie wyprze tę krytyczną. Na przykład: „To przykre, ale nie niebezpieczne”, „Jestem w porządku”, „I to minie”…

PO CZWARTE: zaakceptuj siebie, swoją złożoną naturę. Obejmij ją miłością. Powtarzaj: „Kocham siebie”. Albo: „Kocham siebie bez względu na to, czy…”. Przyda się tutaj pewna cenna umiejętność: odróżnianie tego, kim się jest, od tego, co się robi. To działa w obie strony. Z jednej chodzi o to, żeby nie utożsamiać się za bardzo z osiągnięciami: jesteś wartościowa niezależnie od tego, ile zarabiasz czy jakie sukcesy odnosisz. Masz prawo się zrelaksować. Po prostu być. Z drugiej strony wolno ci też popełniać błędy. Przecież dzięki nim się uczysz. Służą ci jako ostrzeżenie przed większymi wpadkami.

Kiedy wreszcie pogodzisz się z tym, że jesteś omylna, twoje życie nabierze rozmachu i spontaniczności – przewiduje autor „Toksycznego wstydu”. I zapewnia: „Ludzka natura jest ograniczona, ale w ramach tych granic zdarzy się jeszcze wiele cudów. Jednym z tych cudów jesteś Ty!”.