fbpx

Wypuśćmy dzieci spod klosza

Wypuśćmy dzieci spod klosza
Stworzenie dzieciństwa doskonałego jest niemożliwe, a dążenie do takiej doskonałości szkodliwe i dla dziecka i dla rodziców. (Fot. iStock)

Kontrolujemy, rozpieszczamy, chronimy, zasypujemy prezentami, projektujemy karierę. Chcemy, żeby miały wszystko, co najlepsze i były najlepsze we wszystkim. Efekt takiego wychowania może być tragiczny – ostrzega Carl Honore w świetnej książce „Pod presją”. Dajmy dzieciom święty spokój!

Mama z synkiem w wieku przedszkolnym robi zakupy. Synek ściąga z półek batoniki, ciasteczka, chipsy, colę. Mama upewnia się: Na pewno chcesz?  Synek kiwa głową i biegnie do stoiska z zabawkami. Wrzuca do wózka klocki, piłkę, plastikowy miecz i auto. Mama pyta: Przecież masz podobne zabawki. No to co, chcę te – decyduje stanowczo, a mama posłusznie idzie do kasy. 

Kiedy synek miał dwa miesiące, mama zapisała go do renomowanej prywatnej podstawówki. Wykalkulowała, że mimo wysokiego czesnego inwestycja w szkołę na pewno się opłaci. Na razie synek chodzi do prywatnego przedszkola, a po południu na  francuski (angielski w przedszkolu to za mało), judo, tenisa, basen. Chwila na nudę? – Mój syn nigdy się nie nudzi – mawia z dumą. 

Epoka zarządzanego dziecka

Carl Honore pisze, że współcześni rodzice robią wszystko, żeby wyciągnąć z dzieci co się da. Skrajne formy takiego wychowania mają nawet swoje nazwy we wszystkich częściach świata. W Europie zachodniej mówi się o wychowaniu helikopterowym (mama i tata krążą stale nad głowami potomstwa) albo o nadrodzicielstwie. Skandynawowie żartują na temat „curlingowych rodziców”, którzy gorączkowo szczotkują lód, zanim dziecko zrobi pierwszy krok. W Japonii matki zamieniają się w nauczycielki pomagające wspinaniu się dziecka na szczeble tamtejszego systemu edukacyjnego. W Wielkiej Brytanii jakiś czas temu  parlamentarna grupa wnioskowała o doradztwo zawodowe dla pięciolatków. Powód? Zbyt wiele przedszkolaków marzyło o karierze księżniczek i gwiazd futbolu. 

Carl Honore pisze: „Gdziekolwiek spojrzeć, zewsząd płynie jedno przesłanie: dzieciństwo jest zbyt cenne, by zostawić je dzieciom, a dzieci są zbyt cenne, żeby zostawić je samym sobie. To nieustanne wtrącanie się tworzy nowy rodzaj dzieciństwa. Dawniej Dziecko Pracujące harowało w polu, a po rewolucji przemysłowej w fabrykach. XX wiek przyniósł  Dziecko Wolnego Chowu. A teraz mamy epokę Dziecka Zarządzanego.”

Rzeczywiście rozkład dnia wielu maluchów, także w Polsce i to nawet z tych niezamożnych rodzin, przyprawia o zawrót głowy. Po szkole dodatkowe zajęcia sportowe, kursy języków, korepetycje, potem odrabianie lekcji. Do tego dochodzi często nauka technik uczenia się, szybkiego czytania, gospodarowania czasem. A wszystko to w wieku kilku lat!

Nawet jeśli dziecku pozostawiamy odrobinę czasu wolnego, boimy się spuścić je z oka. Wyposażamy w telefon komórkowy, GPS. Coraz więcej żłobków i przedszkoli oferuje podgląd swoich pociech przy pomocy zainstalowanych kamer. Nowocześni rodzice są niczym paparazzi czający się cały czas na perfekcyjne ujęcie – żartuje autor „Pod presją”. Ale jest w tym stwierdzeniu dużo prawdy. Wychowujemy najbardziej monitorowane i rozpieszczone pokolenie w historii. Dzisiejsze dzieciństwo w niczym nie przypomina naszych beztroskich lat, choć przecież nie były to łatwe czasy. Najbardziej dramatyczne jest jednak to, że obecny model wychowania może mieć (i często już ma) katastrofalne skutki.

Otyli pustelnicy

Po pierwsze dla zdrowia. Dzieci chowane w zamknięciu, karmione wysokokalorycznymi produktami i pozbawione ruchu, stają się niebezpiecznie otyłe. W Stanach Zjednoczonych niemowlęta są tak pulchne, że produkuje się dla nich większe foteliki samochodowe. Jak pokazały badania Międzynarodowego Stowarzyszenia Badań nad Otyłością aż 38 procent młodzieży poniżej 18 lat w Europie i 50 w obu Amerykach ma nadwagę. Lekarze alarmują, że współczesne dzieci coraz częściej zapadają na serce,  cukrzycę, miażdżycę, czyli choroby do tej pory kojarzone z wiekiem dorosłym.

Na przeciwnym biegunie są dzieci przetrenowane. Nadmiar wysiłku w zbyt młodym wieku owocuje częstymi uszkodzeniami stawów i mięśni już u kilkulatków, co dawniej dotyczyło tylko sportowców.

Po drugie – współczesne wychowanie ma także zgubny wpływ na dziecięcą psychikę. ONZ ostrzega, że już co piąte dziecko dotykają zaburzenia psychiczne. Światowa Organizacja Zdrowia z kolei  szacuje, że choroby umysłowe znajdą się wśród pięciu głównych przyczyn śmierci lub inwalidztwa u młodych ludzi. Według prognoz do 2020 roku depresja będzie na drugim miejscu wśród najczęstszych chorób, a do 2030 roku – na pierwszym. W Anglii co 28 minut jakiś nastolatek próbuje popełnić samobójstwo. Nie lepiej jest w Japonii, gdzie młodzi ludzie zamykają się w swoich pokojach i miesiącami odmawiają wyjścia na zewnątrz (mają nawet swoją nazwę: „hikikomori”, czyli neopustelnicy). Mali ludzie na całym świecie cierpią coraz częściej na depresje, zaburzenia odżywiania (bulimia anoreksja), stres, chroniczne zmęczenie, samookaleczają się.

Steven Hyman, amerykański profesor neurobiologii twierdzi, że zdrowie psychiczne amerykańskich studentów jest dzisiaj w tak złym stanie, że zakłóca to podstawową misję uniwersytetu. 

Co ciekawe – problemy psychiczne dotykają najczęściej nie dzieci ze slumsów, ale z eleganckich apartamentów. Z badań europejskich i amerykańskich psychiatrów wynika, że dzieci z zamożnych rodzin trzy razy częściej cierpią na stany lękowe i depresje niż ich ubożsi rówieśnicy. Stąd też następne zatrważające dane – dzieci dotknięte takimi problemami coraz częściej sięgają po środki antydepresyjne, alkohol i narkotyki.

Pokolenie pszczół robotnic

Co jest główną przyczyną problemów współczesnych dzieci? Carl Honore uważa, że wychowywanie nastawione na sukces, sławę, bogactwo rodem z życia celebrytów. Rodzice wierzą, że chuchając i dmuchając na swe potomstwo, nieustannie je kontrolując, projektując każdy szczegół z ich życia, wyhodują nową rasę – dzieci alfa. Tymczasem dramat polega na tym, że na takiej pożywce nie wyrastają naddzieci, tylko głęboko nieszczęśliwi młodzi ludzie. 

Dzieci nieustannie zarządzane nie próbują stanąć potem na własnych nogach. Czekają aż wszystko załatwią im rodzice. Często żyją na ich koszt, nie chcą wyprowadzać się z domu. Wyniesione w dzieciństwie na piedestał spodziewają się, że świat legnie u ich stóp, więc wpadają w złość, kiedy tak się nie dzieje. Wychowanie polegające na narzuconej definicji sukcesu, na dopingowaniu dziecka do bycia najlepszym i egzekwowaniu tego, co sobie wymyślą rodzice nie daje dziecku szansy poznania siebie, nie uczy przeżywania porażek. Rezultat? Młody człowiek idzie wytyczoną drogą, nie wychyla się, nie jest kreatywny, czego wymaga współczesny świat. Carl Honore: „ Studenci zajmują się raczej uatrakcyjnianiem swoich CV niż wymachiwaniem transparentami. Profesorowie mają teraz do czynienia z nowym pokoleniem pszczół robotnic, które do perfekcji opanowały granie na systemie, ale są zupełnie pozbawione iskry bożej”.

Dajmy im szansę się poobijać i ponudzić

Jest jakaś na to recepta? Dobrej dla wszystkich oczywiście nie ma. Ale w każdej  kulturze i we wszystkich klasach społecznych potwierdza się przestrzeganie paru prostych zasad: Dzieci muszą czuć się bezpieczne i bezwarunkowo kochane. Wymagają naszego czasu i uwagi. Powinny znać granice swego postępowania. Muszą mieć przestrzeń, gdzie mogą popełniać błędy i ponosić ryzyko. Trzeba zapewnić im ruch na świeżym powietrzu i zdrowe odżywianie. Nie można ich porównywać z innymi i nieustannie oceniać. 

Każde dziecko dobrze się rozwija, jeśli ma czas i przestrzeń, żeby mogło złapać oddech, poobijać się i trochę ponudzić. Jeśli ma szansę odpoczywać, podejmować ryzyko i popełniać błędy. Marzyć i dobrze się bawić według swoich wyobrażeń o dobrej zabawie, a nawet ponosić porażki.

To ogólne zasady. Ale szczegóły – ile zajęć pozalekcyjnych, gry na komputerze, kieszonkowego, ile swobody – trzeba ustalić w zależności od potrzeb i możliwości dziecka. A każde jest inne. Inni są też rodzice i ich możliwości. Dlatego każdy z nas musi znaleźć najlepsze dla swojego dziecka rozwiązanie. 

Brzmi to relatywnie i ogólnikowo? Ale to jedyna możliwa rada – twierdzi autor „Pod presją”. Jeśli wyłączy się chęć rywalizacji, posłucha własnego instynktu, rozwiązanie przyjdzie samo. Oczywiście może okazać się potrzebna pomoc specjalisty. Ale bez względu ilu rad wysłuchamy, ile poradników przeczytamy, w ilu warsztatach weźmiemy udział, jak bardzo staramy się zostać super mamą czy tatą, zawsze mogą się rodzić wątpliwości. „No i dobrze – pisze Carl Honore. Nie miejmy poczucia winy, jeśli czasem stracimy panowanie nad sobą, kiedy znudzi nam się zabawa z córką, czy nie chce nam się piec babeczek akurat tego popołudnia. Albo jeśli czasem pozwalamy dzieciom oglądać więcej telewizji niż podpowiada rozsądek. Dzieci to wszystko zniosą.” 

Znany angielski pediatra ubiegłego wieku D.W. Winnicott uważał, że stworzenie dzieciństwa doskonałego jest niemożliwe, a dążenie do takiej doskonałości szkodliwe i dla dziecka i dla rodziców. Owszem, rodzice powinni dążyć do zaspokojenia potrzeb dziecka, ale i pogodzić się z faktem, że od czasu do czasu coś zawalą. Róbcie swoje, a dzieci wyrosną na ludzi – mawiał. 

Carl Honore apeluje: Dzieciom trzeba dać ramy organizacyjne i pomoc, ale także swobodę działania. Planować przyszłość tak, by nie stracić po drodze teraźniejszości. Zamiast przytulać się do niemowlęcia, bo to rozwija jego korę przedczołową, czy piec z dziećmi ciasteczka, bo nauczą się wtedy liczenia i ważenia – róbmy to dla samej przyjemności bycia z dzieckiem. Wypuśćmy je spod klosza, bo tylko wtedy przygotują się do prawdziwego życia.   

Na podstawie książki Carla Honore „Pod presją” (Drzewo Babel, Warszawa 2011)

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze